Wyszukaj

19 kwietnia 2016

Recenzja: Destruction - Sentence Of Death


Witam w kolejnej recenzji. Pamiętacie jak niegdyś omawiałem Infernal Overkill zespołu Destruction? Przyszedł czas na jego poprzednika. Zdecydowałem się omówić pierwszą EP-kę tej niemieckiej grupy po zapoznaniu się z nią. Chcę coś o niej opowiedzieć, gdyż nie potrafię przestać o niej myśleć. Pomimo, że ostatnia konfrontacja była moim priorytetem, nie potrafiłem się na niej skupić; z tego powodu musiałem dać upust emocjom i zacząłem pisać o tym dziele jeszcze przed dodaniem konfrontacji Obsolete vs Use Your Brain. Później nie dałbym już rady omawiać tego krążka. Poza tym, niedawno zajmowałem się Obsessed By Cruelty, podczas którego przypomniało mi się In The Sign Of Evil, które skojarzyło mi się z ową płytą. Nie przedłużając, przejdźmy do meritum. Przed wami: Destruction - Sentence Of Death.

Sentence Of Death jest pierwszą EP-ką niemieckiego zespołu thrashmetalowego Destruction. Została wydana 10 listopada 1984 roku nakładem Steamhammer Records. Początki zespołu przedstawiłem podczas omawiania Infernal Overkill, toteż nie będę się powtarzał. Trochę szkoda, że zdecydowałem się na ten czyn podczas recenzowania debiutanckiego longplay'a.

Nad okładką goście z Destruction się nie wysilali. Zespół miał dopiero 2 lata, chłopaki mieli niski budżet, toteż musieli jakoś ciąć koszty. Jednym z przejawów tego czynu jest właśnie grafika, na której przedstawione jest zdjęcie członków zespołu w swoich dawnych wcieleniach. Od lewej widoczni są: Marcel Schirmer, Mike Sifringer i Tom Senmann. Okładka w pierwszej chwili skojarzyła mi się z tą, która zdobi I.N.R.I. brazylijskiego Sarcofago. Podejdę więc do tego zdjęcia tak, jak zrobiłem to w przypadku kapeli Wagnera Lamouniera. Choć zdjęcie wygląda nieźle, a panowie ukazując siebie cieszą się z subkultury do której należą, Destruction ma zdecydowanie lepsze zdjęcia z początków działalności. Ta grafika zdobiąca Sentence Of Death jest jednym z tych gorszych, chłopaki wyglądają trochę sztucznie, niczym przebierańcy na Halloween. Nie zmienia to jednak faktu, że spośród najbardziej znanych niemieckich thrasherów, Destruction miało w tamtym okresie najlepszy image.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9,75/10 - Hellish_Torture
- 8/10 - Left Hand Ov Dog
- 9,25/10 - autothrall
- 8/10 - morbert
- 9/10 - CHRISTI_NS_ANITY8


Lista utworów:

1. Total Desaster
2. Black Mass
3. Mad Butcher
4. Satan's Vengeance
5. Devil's Soldier

Właściwie to nie mam pojęcia od czego zacząć, w mojej głowie jest mnóstwo zagadnień na temat tej płyty. Może od razu powiem, że jest to bardzo dobry krążek; gdyby nie ilość utworów, prawdopodobnie wypadałby dużo lepiej od Infernal Overkill. W muzyce Destruction jest mnóstwo agresji; gitary są ostre jak żylety, wokalista ma mnóstwo energii, a bębniarz? Ja pierdziele, słuchając Infernal Overkill miałem wrażenie, że Sandmann grał na kiepsko nagranym zestawie dla pięciolatków. Tutaj chłopak pokazał moc, jego bębny zostały bardzo dobrze nagłośnione, a jego tempo gry odpowiada szalonym standardom niemieckiego thrashu (kto oglądał film Get Thrashed, ten wie o czym mówię). Sentence Of Death jest porządnym, thrashmetalowym graniem z wpływami black metalu; zdecydowanie image chłopaków z Destruction świetnie pokrywa się z tym, co tu usłyszymy. Jatkę rozpoczyna intro do utworu, którego tytuł prawdopodobnie zawiera literówkę. Total Desaster choć ma dziwną nazwę, jest świetnym zaproszeniem do śledzenia postępów zespołu; chłopaki łoją na swoich instrumentach aż miło. Black Mass choć zostało zagrane wolniej, zdecydowanie bardziej mi się podoba. Udziela się tu piekielny klimat w stylu pierwszych zespołów blackmetalowych. Na albumie możemy też usłyszeć sztandarowe dla zespołu Mad Butcher, które osiągnęło popularność dopiero w roku 1987 za sprawą remake'u znajdującego się na EP-ce o tej samej nazwie. Jest to kolejna, świetna thrashowa petarda, idealna do pogowania. Satan's Vengeance jest już nieco gorszym kawałkiem na płycie, nadal jednak prezentuje przyzwoity poziom. Jest to ostatnia, dobra pozycja na krążku.

Warstwa liryczna albumu prezentuje się przyzwoicie. Teksty zostały dobrze napisane i są proste w zrozumieniu. Nawet przekaz nie jest zły; choć w dużej mierze dominuje tematyka satanistyczna, można też dostrzec jeden tekst na temat seryjnego mordercy i coś o marach sennych. W Total Desaster podmiotem lirycznym jest satanista. W utworze tłumaczy on, że w boga nie potrafił uwierzyć, gdyż mu nie pomógł. Dopiero wiara w szatana uczyniła go "lepszym człowiekiem", dla niego też składa ofiary z ludzi. Black Mass jest o koszmarze sennym, który przyśnił się bohaterowi utworu. Podmiot liryczny twierdzi, iż podczas modłów do boga w kościele został porwany przez demoniczne stwory. Mad Butcher opowiada historię seryjnego zabójcy, który zgwałcił kobietę przy użyciu noża. Zwabił swoją ofiarę do swojego domu, rozebrał i w brutalny sposób zabił. W Satan's Vengeance jest mowa o najeździe szatana na ziemię. Powodem jego natarcia są przestępstwa kościoła dokonane w przeszłości na niewinnych ludziach. Jako przykład podano palenie na stosie kobiet podejrzanych o czary. Devil's Soldiers opowiada historię czarnego rycerza będącego sługą szatana. Dla niego zabija ludzi będących chrześcijanami.

Podsumowując, Sentence Of Death to bardzo dobra EP-ka. Za jej sprawą Destruction pokazało, że będzie jednym z najważniejszych reprezentantów niemieckiego thrashu. Jak wcześniej mówiłem, płyta znacząco przebijałaby Infernal Overkill, gdyby była longplay'em. Kompozycje wypadły bardzo dobrze - chłopaki zagrali muzykę z niesamowitą energią i brutalnością; klimat albumu i dobre riffy sprawiają, że płyta zapada w pamięć. Moim zdaniem najbardziej znaczącą wadą jest ilość utworów. Jak najbardziej polecam Sentence Of Death, jest to definicja tego, jak brzmi niemiecki thrash - szybko, agresywnie, z przypierdem.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Przyzwoite teksty
- Młodzieńcza energia
- Bardzo dobre riffy
- Brutalność i piekielny klimat
- Porządny thrash
- Album mocno wciąga i zapada w pamięć

Wady:
- Ilość utworów
- Ostatni numer był gorszy od pozostałych

Okładka: 5/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 7,5/10

17 kwietnia 2016

Konfrontacja: Fear Factory - Obsolete vs Clawfinger - Use Your Brain


Witam w kolejnej konfrontacji. Z pewnością zauważyliście, że przerwy w tworzeniu postów są zdecydowanie dłuższe niż wcześniej. Wynika to z mojego braku formy i obowiązków, za co przepraszam. Dziwne, że przez ten czas Michał nie wziął się w garść i nie zechciał stworzyć swojej od dawna planowanej recenzji Fear Factory. Żeby nie było, że jestem niegrzeczny, mój współtowarzysz z bloga zajmuje się innym albumem tego zespołu, tak więc jesteśmy pogodzeni. Trzeci album tego industrialmetalowej kapeli chodzi mi od dłuższego czasu po głowie. Kilka osób zaproponowało nam zajęcie się tą płytą, wśród nich był Bartosz z RAM. Sam jednak zastanawiałem się nad tym krążkiem od czasu zrecenzowania Demanufacture, dopiero jednak teraz wziąłem się za robotę. Niedawno jednak wpadłem na pomysł, aby skonfrontować tą płytę z inną, industrialmetalową pozycją (także z mózgiem na okładce). Przed wami: Fear Factory - Obsolete vs Clawfinger - Use Your Brain.


Fear Factory - Obsolete


Obsolete jest trzecim albumem studyjnym amerykańskiej grupy industrialmetalowej Fear Factory. Został wydany 28 lipca 1998 roku nakładem Roadrunner Records. Zespół po wydaniu Demanufacture osiąga sukces, fani metalu na świecie wiedzą już, czym jest Fabryka Strachu. Grupa rusza w trasę koncertową, po czym w 1997 roku wydaje krążek zawierający remiksy z Demanufacture o tytule Remanufacture: Cloning Technology. Album został kiepsko odebrany. Pod koniec tego samego roku grupę spotkał zaszczyt otwierania koncertu reaktywowanemu zespołowi Black Sabbath. W końcu na początku roku 1998 Fear Factory zapowiada swoją nową płytę. Pomimo obaw fanów, Obsolete kontynuuje stylistykę zawartą na Demanufacture, tym razem obywa się bez konceptu związanego z Terminatorem. W porównaniu do poprzednika, Obsolete zostało przyjęte gorzej. Nie przeszkodziło to jednak płycie w uzyskaniu statusu złotej płyty.

Do Obsolete stworzono dwie grafiki, obie stworzył Dave McKean. Zarówno na pierwszej, jak i drugiej został przedstawiony ludzki mózg z wygiętym kręgosłupem, niczym witka (ogon) plemnika. Obie grafiki różnią się jedynie scenerią; na pierwszej z nich w tle mózgu przedstawiona jest ściana starego budynku z narysowanymi szkicami, obok również widać eksponat w postaci ludzkiego kręgosłupa. Na drugiej z kolei (obraz widoczny niżej) wyżej przedstawiony mózg przedstawiony jest jako okaz umieszczony w słoju. Grafika pasuje do nazwy oznaczającej przestarzałość, bardzo przyjemnie się na nią patrzy. Otoczka płyty przybliża nas również w stronę konceptu, jaki prezentuje Fear Factory. Tym razem mamy do czynienia ze światem opanowanym przez maszyny, w którym ludzki organizm uznany jest za przestarzały i niezdatny do życia w warunkach świata komputerów i robotów. Z tego powodu ludzki mózg jest przedstawiony jako relikt przeszłości, muzealny eksponat.


Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8,5/10 - hippie_holocaust
- 9/10 - Noktorn
- 4,5/10 - Tziff5
- 7/10 - demonomania
- 9,5/10 - corviderrant


Lista utworów:

1. Shock
2. Edgecrusher
3. Smasher/Devourer
4. Securitron (Police State 2000)
5. Descent
6. Hi-Tech Hate
7. Freedom Or Fire
8. Obsolete
9. Resurrection
10. Timelessness
11. Cars
12. 0-0 (Where Evil Dwells)
13. Soulwound
14. Messiah
15. Concreto

Choć Obsolete jest regresem w stosunku do poprzednika, Fear Factory nadal nieźle sobie radzi. Dlaczego tak to ująłem? Klimat tego zespołu gdzieś uciekł, mało tu tej charakterystycznej sztuczności i zmechanizowania spowodowanego połączenia dość prostych schematów gry z automatem perkusyjnym i elektroniki (wbrew pozorom, takie granie pasuje do industrialu). Na płycie jest wyraźnie mniej elektroniki, muzyka jest także nieco lżejsza od poprzedniczki. Zespół wyraźnie idzie w stronę kontrowersyjnego Digimortal; możliwe, że część fanów uznała Obsolete za początek końca, ku któremu wiele znanych zespołów chyliło się w latach 90-tych. Ja tam jednak mam odmienne zdanie, album to porządny kawał grania. Wyżej wspomniane braki nadrabiane są różnorodnymi schematami i surowszym klimatem w porównaniu do poprzednika. Wyraźnie słychać, że zespół próbuje poszerzać horyzonty, stara się grać jeszcze bardziej profesjonalnie niż wcześniej, skupiając się na różnorodności swojej muzyki. Brzmienie płyty również się zmieniło, w tym przypadku szukałbym jednak przyczyny w zmianie studia nagraniowego, w jakim Fear Factory tworzyło płytę. Gitary zyskały na wyrazistości, bębny brzmią też nieco lżej... brakuje też elementu często występującego na Demanufacture, chodzi mi mianowicie o automat perkusyjny. Jedynie wokal Burta pozostaje taki sam, facet zdecydowanie jest w świetnej formie. Zespół wita nas w świetny, nowoczesny sposób wałkując schemat pierwszych utworów z Demanufacture w nieco lżejszy sposób. W głośnikach leci wpadające w ucho Shock. Przy Edgecrusher Fear Factory ukazuje zupełnie inne oblicze. Utwór jest bardzo przebojowy, wypucowany. Kawałek wyraźnie jest inspirowany hip-hopem. Smasher/Devourer jest jednym z cięższych kawałków na płycie (nie wliczając bonusów); w porównaniu do poprzedników utwór jest ponury, zmechanizowany... jest to takie Fear Factory, jakie znamy z poprzednich lat. Innym utworem godnym polecenia jest "Digimortal'owe" Descent. Nie zdziwiłbym się, gdyby wielu fanów podczas pierwszego odsłuchu płyty zastanawiało się, czy ten utwór na pewno tu powinien być. Numer jest dość spokojnie zaśpiewany, wpada jednak w ucho za sprawą bardzo dobrych zwrotek i przyjemnych riffów. Później dostajemy dwa, bardzo ciężkie utwory na albumie kojarzące się z poprzednią płytą: Freedom Or Fire i tytułowe Obsolete. Pierwszy z nich (tak samo jak wcześniej wspomniane Shock) przypomina trochę pierwsze trzy utwory znane z Demanufacture. Obsolete w porównaniu do poprzedniego utworu jest nieco bardziej połamane i skomplikowane. Pod koniec wersji bez bonusów, album się uspokaja. Końcówka krążka niestety nie jest równie satysfakcjonująca co wcześniejsze numery. Od utworu jedenastego zaczynają się bonusy. Cars jest coverem Gary'ego Numana. Tutaj udzielił się sam twórca oryginału. Utwór został zagrany niemalże tak samo jak oryginał, z tą różnicą, że jest nieco szybszy i cięższy. 0-0 (Where Evil Dwells) jest coverem grupy Wiseblood. Swoim ciężarem numer przebija wszystkie poprzednie kawałki, pomimo, że zespół będący twórcą oryginału gra dużo lżejszą muzykę od Fear Factory. Utwór jest bardzo ociężały, niepokojący i ciekawie zbudowany. Soulwound jest remake'iem pochodzącym z pierwszej demówki Fear Factory, Concrete.

Warstwa liryczna albumu Obsolete prezentuje się przyzwoicie. Album jest dziełem koncepcyjnym, Fear Factory opowiada nam historię bohatera o ksywce Edgecrusher, któremu przyszło żyć w świecie opanowanym przez maszyny. By przeżyć, musi walczyć z robotami polującymi na niego. Historia Edgecrusher'a kończy się niestety tragicznie; zostaje on schwytany przez Securitron i skazany na śmierć. Do płyty został dołączony również komiks obrazujący wydarzenia ukazane na płycie. Taki trud włożony w przekaz z pewnością jest rzadko spotykany, za to Fear Factory ma u mnie duży plus. Koncept płyty został zainspirowany książkami Chłopcy z Brazylii Iry Levin, 1984 George'a Orwell'a i Nowy Wspaniały Świat Aldousa Huxley'a. W pierwszych dwóch utworach (Shock i Edgecrusher) przedstawia się główny bohater albumu: Edgecrusher. Osoba mówiąca chce nam udowodnić, że jest w stanie przywrócić porządek na świecie wprowadzając chaos w świecie robotów. W dwójce zostało wyjaśnione, dlaczego maszyny na niego polują. Jest on mianowicie uciekinierem, został za nim wystawiony list gończy. W utworze Smasher/Devourer przedstawia nam się tytułowy robot. Podmiot liryczny (będący za razem bohaterem utworu) chce nam pokazać, że nie należy z nim zadzierać. Jest on łowcą zaprogramowanym na zabijanie ludzi niezależnie od rasy i stanu majątkowego. Securitron (Police State 2000) jest opisem głównego komputera będącego czymś w rodzaju mechanicznego boga w świecie robotów. Jest on programem kontrolującym maszyny policyjne i systemy bezpieczeństwa. Descent jest pewną odmianą w stosunku do poprzednich utworów. Podmiotem lirycznym jest bezdomny człowiek zastanawiający się nad swoim losem. Jego zdaniem nie jest on w stanie nic zrobić, aby móc poprawić swoją sytuację i odbić się od dna. Hi-Tech Hate jest krytyką przywódców krajów prowadzących wojny. Wysyłają oni na bitwy niewinnych ludzi, za co zespół nazywa ich tchórzami. Freedom Or Fire prawdopodobnie odnosi się do śmierci mnicha Thich Quang Durc'a poprzez samospalenie (mówiłem o nim w trakcie recenzji debiutu Rage Against The Machine). Dokonał tego czynu w imieniu ludu, który był uciskany z powodu braku wolności wiary. Utwór Obsolete porusza temat zależności człowieka od maszyn. Ludzkość tworzy maszyny, aby te wyręczyły je z ciężkich zadań. To czyni ludzki trud przestarzałym; temat ten może odwoływać się do rolnictwa, budownictwa, produkcji i innych tym podobnych. W Resurrection wypowiada się osoba zmęczona życiem. Pomimo ciężkich starań w spełnieniu swoich marzeń, bohaterowi utworu nic się nie udaje. Aby odzyskać wiarę w siebie, prosi boga o pomoc. Podmiotem lirycznym w Timelessness jest człowiek skazany na śmierć poprzez zastrzyk trucizny. Osobą mówiącą, a za razem bohaterem utworu może być sam Edgecrusher, który został zlikwidowany przez Securitron. Utwór Cars poświęcony jest samochodom. Dla podmiotu lirycznego są one ostoją spokoju, miejscem bezpiecznym i idealnym do zastanowienia się nad sprawami życiowymi. W Soulwound wypowiada się człowiek wspominający pewne traumatyczne wydarzenie z jego życia. W przeszłości był torturowany i bity, co doprowadziło go do załamania psychicznego.

Podsumowując, Obsolete to bardzo dobra płyta. Pomimo, że moim zdaniem album nie równa się z Demanufacture, włożono w niego mnóstwo serca i pracy. Skupiono się przede wszystkim na ciekawym koncepcie, z pewnością daje to parę punktów więcej. Przy kompozycjach postarano się nieco mniej, nadal jest to jednak ponadprzeciętne granie. Sztuczność i futurystyczny klimat idealnie pasującą do industrialu w dużej mierze zastąpiła różnorodność i surowość. Pomimo paru cech wspólnych do Demanufacture, Obsolete jest czymś zupełnie innym. Zdecydowanie warto zapoznać się z tą płytą, z pewnością takie granie uraduje zmysły.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Świetne teksty
- Trud włożony w koncept
- Różnorodność
- Bardzo dobre riffy
- Brzmienie albumu
- Wokal Burtona
- Nowoczesność
- Ciężar i surowość
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niektóre utwory na albumie

Okładka: 9,25/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9/10

Ogólna ocena: 9,5/10


Clawfinger - Use Your Brain



Use Your Brain jest drugim albumem studyjnym szwedzkiej grupy rap/industrial metalowej Clawfinger. Został wydany w 1995 roku nakładem Warner Music Group. 2 lata po ciepło przyjętym w Europie Deaf, Dumb, Blind, Clawfinger zabiera się za kolejną płytę. Napisano ją po zakończeniu trasy z zespołami Anthrax, Just D i Alice In Chains; nie była ona jakimś wielkim progresem w stosunku do poprzednika, a jednak stała się najbardziej popularnym wydawnictwem grupy. W roku 2004 wydano reedycję Use Your Brain z kilkoma utworami bonusowymi.

Na okładce został przedstawiony granat, którego skorupa posiada teksturę ludzkiego mózgu. Porównanie obu "urządzeń" jest dość ciekawe, można powiedzieć, że mają ze sobą parę cech wspólnych. W tym przypadku mózg jest symbolem reakcji, postawy, bądź czynności jaką wykonamy w odpowiedzi na bodziec (tzn. np. na widok czegoś). Oczywiście porównując to do granatu, zawleczka byłaby tym bodźcem, a mózg zostałby skorupą z materiałem wybuchowym wewnątrz. Grafika choć jest prosta, przyjemnie się na nią patrzy za sprawą ciekawej symboliki.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 6,25/10 - Rate Your Music
- 5/10 - All Music


Lista utworów:

1. Power
2. Pay The Bill
3. Pin Me Down
4. Wipe My Ass
5. Die High
6. It
7. Do What I Say
8. Undone
9. What Are You Afraid Of
10. Back To The Basics
11. Easy Way Out
12. Tomorrow
13. Better Than This
14. Three Good Riffs
15. Armageddon Down

Długo po zakończeniu Obsolete przymierzałem się do tej płyty. Nie miałem pojęcia jak mam do tego wydawnictwa podejść, co mam powiedzieć. Pomimo, że zespołem zainteresowałem się dużo wcześniej, nie miałem okazji przesłuchiwać płyt w pełni. Całe zamieszanie z niechęcią do tej recenzji wynikało z tego, że zamiast podejść do Use Your Brain jak do każdego innego albumu, próbowałem tutaj doszukiwać się na siłę zalet myśląc, że jest to zajebisty krążek. Teraz wiem, że to był błąd; ta płyta jest bardzo przeciętna, większość utworów brzmi bardzo do siebie podobnie z powodu braku różnorodności schematów grania (wstęp, zwrotka, refren, zwrotka, refren, itd.). Granie jest prymitywne, często nudne i cholernie przewidywalne. Po industrialu spodziewałem się większej różnorodności, przebojowości, ewentualnie paru mrugnięć w kierunku fanów groove'u, bądź thrashu. Prawdopodobnie tylko raz Use Your Brain zainteresowało mnie sobą mocniej. Z zaletami streszczę się, gdyż za wiele ich tu nie ma. Niektóre riffy wydały mi się spoko, wokal Zaka Tella również mi się spodobał, do tego jak płyta brzmi również nie mam zarzutów (nagrania wyraźne, częsta elektronika, gitary wysunięte na pierwszy plan). Z kawałkami na albumie jest trochę ciężko, gdyż jak już mówiłem, wiele z nich nie wyróżnia się zbytnio. Start płyty nie brzmi jednak źle; pierwsze dwa utwory są bardzo do siebie podobne, Power i Pay The Bill są przyzwoitymi pozycjami wpadającymi w ucho. Przy Pin Me Down zespół nieco zmienia swoje oblicze; robi się ciężko i klimatycznie, Clawfinger prawdopodobnie jest ciężki jak nigdy przedtem. Przez pewien czas grupa niczym nie ciekawi, do czasu utworu Do What I Say. Jest to prawdopodobnie najlepsza pozycja na płycie; jest to szybko zagrany, ciężki metalowy numer z mniejszą ilością elektroniki. Z pewnością furorę robił na koncertach refren śpiewany przez dziecko. Undone również jest przyzwoitą pozycją na krążku. Kawałek zdecydowanie kojarzy mi się z albumem Digimortal Far Factory; jest to bardzo energiczna i zgrabna pozycja, przyjemnie się jej słucha. Dość zaskakującą pozycją było dla mnie Easy Way Out. Kawałek skojarzył mi się nieco z Rammstein'em, z tą różnicą, że było w tym więcej sztuczności i mechaniki typowej dla industrialu. Three Good Riffs wydaje się być czymś stworzonym dla jaj. Kawałek składa się z kilku zmiksowanych i zniekształconych piosenek, oraz infantylnych krzyków Zaka Tella do mikrofonu. Jest to całkiem sympatyczna odmiana na tle niektórych nudnych utworów na albumie. Nie polecam słuchać tego w słuchawkach.

Choć kompozycje nie były zadowalające, warstwa liryczna rekompensuje brak różnorodności w utworach i od czasu do czasu atakującą nas nudę. Teksty zostały przyzwoicie napisane, do tego dość łatwo było je zrozumieć. Poza tym, przekaz jest bardzo pozytywny; zespół najczęściej krytykuje wszelkie przejawy dominacji i rasizmu, często także pojawiają się także utwory na temat polityki i wojen. Power jest zaadresowane do osoby odpowiedzialnej za prowadzenie wojen. Podmiot liryczny krytykuje działania bohatera lirycznego, który prawdopodobnie zatracił się w tym co robi, przez co przestał odróżniać dobro od zła. W Pay The Bill została przedstawiona rozmowa bogacza i biedaka. W pierwszych dwóch zwrotkach podmiotem lirycznym jest mężczyzna, któremu powiodło się w życiu. Odpowiada on negatywnie na prośbę o pomoc ze strony biednego i oskarża go o lenistwo, przy okazji chwaląc się, ile można osiągnąć mając w czymś talent. W trzeciej zwrotce biedak odpowiada bogaczowi twierdząc, iż w młodości musiał opuścić szkołę, by zacząć pracować na swoje utrzymanie. W utworze zawarty jest morał, by nie patrzeć stereotypowo na innych ludzi i nie oceniać ich po pozorach. Pin Me Down pod względem przekazu przypomina poniekąd poprzednika; podmiotem lirycznym jest człowiek będący z jakiegoś powodu obiektem drwin. Przyczyną tego może być ciążący na niej stereotyp. Wipe My Ass jest ostrą krytyką rasizmu ze strony fanów nazizmu. Podmiot liryczny jest zażenowany tym, że pomimo wielu lat od zakończenia Drugiej Wojny Światowej, nadal znajdą się ludzie, którzy będą uznawali czystość rasy i nienawidzili każdego, kto ma inny kolor skóry. Die High jest krytyką narkomanii. Adresatem lirycznym jest osoba uzależniona od narkotyków. Osoba mówiąca zachęca bohatera utworu do rzucenia nałogu, udowadniając mu, że narkotyki niszczą życie. It ciężko jest mi zinterpretować. Podmiotem lirycznym jest prawdopodobnie mężczyzna zdradzony przez kobietę. Myśli o niej, jednocześnie planuje on swoją zemstę. Po czasie dochodzi między nimi do spotkania, w czasie którego kobieta prawdopodobnie ginie. W Do What I Say podmiotem lirycznym jest nadgorliwy ojciec próbujący wychować swojego syna na prawdziwego mężczyznę. Chłopcu wyraźnie nie podoba się to w jaki sposób jest traktowany przez rodzica, cierpi on z powodu metod wychowawczych jakie są na nim stosowane w domu. Dochodzi on do wniosku, iż ojciec steruje nim ze złośliwości. W przyszłości dzieciak ma zamiar również być nadgorliwcem i sterować innymi. W Undone podmiotem lirycznym jest mężczyzna cierpiący za swoje błędy przeszłości. Prawdopodobnie jest on więźniem, który będąc dzieckiem, nauczył się rozwiązywać konflikty przemocą; po czasie rehabilituje się i dochodzi do wniosku, iż sposób w jaki rozwiązywał problemy jest niewłaściwy. What Are You Afraid Of jest kolejną krytyką rasizmu. Tym razem podmiot liryczny skarży się na niesprawiedliwość panującą w społeczeństwie; osoba mówiąca uważa, iż odmieńca łatwiej jest oskarżyć o coś niż kogoś, kto nie wyróżnia się w tłumie. Back To The Basics jest skierowane do kobiet. Podmiot liryczny zachęca je do naturalności, gdyż w tej postaci są one najpiękniejsze i najłatwiej jest je pokochać. Osoba mówiąca potępia "sztuczność" kobiet, gdyż faceci patrzą na nie jak na dmuchane lalki, które służą tylko do seksu. Easy Way Out jest skierowane do ludzi mających depresję. Podmiot liryczny zachęca ich do walki z chorobą, gdyż życie jest najważniejsze. Samobójstwo (będące "łatwą drogą ucieczki") jest złym sposobem na walkę z depresją, gdyż ten czyn pociągnąłby za sobą cierpienie osób najbliższych. Tomorrow jest krytyką wojny. Podmiot liryczny chciałby, aby w przyszłości na świecie zapanował pokój, gdyż konflikty zbrojne między ludźmi są bezcelowe.

Podsumowując, Use Your Brain to przeciętny album. Kompozycyjnie krążek niczym ciekawym się nie wyróżniał; większość utworów jest do siebie bardzo podobnych za sprawą często wałkowanych schematów. Muzyka praktycznie niczym nie zaskakiwała, przez co nie było podstaw, aby płyta zapadła w pamięć. Od czasu do czasu zdarzył się kawałek z lepszym riffem, jest to jednak za mało, by uznać płytę za co najmniej dobrą. Dla odmiany, teksty prezentowały się naprawdę przyzwoicie. Zostały one dobrze napisane, a ich przekaz robi pozytywne wrażenie. Nie mam podstaw, aby polecić ten album. Praktycznie niczym mnie nie zaskoczył, fanów takiego grania również nie zaciekawi.

Zalety:
- Bardzo dobre teksty
- Niektóre riffy na albumie
- Wokal Zaka Tella
- Brzmienie albumu
- Przekaz
- Okładka

Wady:
- Brak różnorodności
- Brak elementu zaskoczenia
- Częsta nuda
- Album nie zapada w pamięć

Okładka: 8/10
Teksty: 9,75/10
Kompozycje: 6/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Konfrontację wygrywa album: Obsolete. Fear Factory stworzyło zdecydowanie lepszą płytę od szwedów z zespołu Clawfinger.

4 kwietnia 2016

Recenzja: Sodom - Obsessed By Cruelty


Witam w kolejnej recenzji. Dzisiejszy wpis tworzę spontanicznie, w ogóle nie planowałem omawiać debiutu Sodomu w kwietniu. Obstawiałem, że w tym miesiącu zabiorę się za chłam w postaci Masquerade In Blood, ewentualnie podejdę do Code Red. Myślałem także o konfrontacji jakiejś płyty z jednym z dzieł Kreatora, ewentualnie Destruction. Pomysłów miałem wiele, a jednak wypadło na to. Podczas recenzowania In The Sign Of Evil powiedziałem, iż prędzej czy później zabiorę się za to dzieło. Mój komentarz na temat tej płyty był jednak negatywny. Przed wami: Sodom - Obsessed By Cruelty.

Obsessed By Cruelty jest pierwszym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Początkowo został wydany w maju 1986 roku nakładem Metal Blade Records. Późniejsza wersja krążka pojawiła się na półkach sklepowych kilka miesięcy później, wydała go wytwórnia Steamhammer Records. W roku 1985 z zespołu odchodzi gitarzysta Grave Violator. Jego miejsce zajmuje Michael Wulf, z którym Sodom przystępuje do nagrań. Początkowo płytę nagrano w Berlinie i wydano ją w maju. Niestety wytwórnia nagraniowa nie była usatysfakcjonowana efektem, Obsessed By Cruelty zostało nagrane ponownie w studiu w Norymberdze. Tom Angelripper opisuje obie wersje jako "zupełnie do siebie niepodobne", Euronymous z Mayhem uznał zaś Obsessed By Cruelty za najważniejszą inspirację jego zespołu. Na tle wielu innych płyt Sodomu, Obsessed By Cruelty osiągnęło niską popularność. Wersja albumu wydana przez Steamhammer została zremasterowana w roku 2016, od końca lutego można ją zakupić.

Twórcą grafiki jest Reinhard Wieczorek, za jej projekt odpowiadają zaś Christian Witchhunter i Tom Angelripper. Okładka prezentuje się dość ciekawie - sprawia wrażenie ponurej i hipnotyzującej. Została przedstawiona na niej czaszka obdzierana ze skóry. Przyczyniają się do niej dwie, tajemnicze postacie z długimi pazurami; z płynącej krwi tworzy się napis "Obsessed By Cruelty". Okładka wygląda naprawdę spoko, zarówno pomysł jak i wykonanie bardzo mi się spodobały. Twórca popełnił jednak pewien błąd; dlaczego artysta zdecydował się stworzyć napis "Obsessed By Cruelty" samodzielnie? Gdyby do grafiki użyto jednej z dostępnych czcionek, nie wyglądałoby to jak lukrecjowe żelki roztapiające się w mikrofalówce. Kto wie, może on chciał w ten sposób nadać bardziej czarno-magiczny klimat grafice; wiecie, ręce mogą należeć do czarownicy, a pod ich wpływem z krwi tworzy się napis. Jak już jednak mówiłem, nie podoba mi się wykonanie tego.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 10/10 - Hellish_Torture
- 8,5/10 - Metal_Thrasher90
- 8/10 - hells_unicorn
- 7,75/10 - autothrall
- 8,5/10 - CHRISTI_NS_ANITY8


Lista utworów:

1. Intro
2. Deathlike Silence
3. Brandish The Sceptre
4. Proselytism Real
5. Equinox
6. After The Deluge (jedynie w wersji Steamhammer)
7. Obsessed By Cruelty
8. Fall Of Majesty Town
9. Nuctemeron
10. Pretenders To The Throne
11. Witchhammer
12. Volcanic Slut

Ponieważ album został nagrany dwukrotnie, porównam niemiecką wersję Obsessed By Cruelty z amerykańską. Nie pozostaje mi nic innego jak dwukrotny odsłuch. Najpierw jednak omówię to, jak album został skomponowany. Słychać, że Sodom próbował grać ciężej niż na In The Sign Of Evil. Tak samo jak wyżej wspomniana EP-ka, Obsessed By Cruelty jest inspirowane twórczością Venomu. Muzyka jest jednak zdecydowanie szybsza, riffy są ponure; po speedmetalowych zapędach z poprzedniej EP-ki nie ma praktycznie śladu. Która wersja płyty bardziej mi się spodobała? Ciężko powiedzieć - obie edycje są tak różne jak dzień i noc. Wersja wydana przez Metal Blade (niemiecka) brzmi bardzo rasowo; gitary są surowe, bębny ciężkie i wyraźne, bas został przyzwoicie nagłośniony, a wokal Angelrippera czasem powoduje szybsze bicie serca. Dużą jej wadą jest niska różnorodność utworów, wszystkie brzmią bardzo do siebie podobnie. Ze względu na tą surowość i specyficzną atmosferę, krążek brzmi po prostu blackmetalowo. Obsessed By Cruelty wydane przez Steamhammer ma lepszą jakość, jest jednak bardziej chaotyczne. Witchhunter gra nierówno na kiepsko nagranej perkusji, gitary są dużo cichsze od bębnów (przy tym wyłapywanie dźwięków jest dużo trudniejsze), a bas jest ledwo słyszany. Nie znaczy to jednak, że jakość amerykańskiej wersji jest tu jedyną zaletą. Muzyka jest pełna energii, a niektóre schematy utworów zostały ulepszone. Tym razem słychać też, że Sodom ma zapędy thrashowe, oddalając się od zagranego nieco wcześniej black metalu. Nie przeszkadza to jednak zespołowi w przypominaniu debiutu Sarcofago. W jednym obie wersje są zgodne - album jest średnio skomponowany; większość utworów to jednostajne napierdalanie, schematy są proste, riffy w dużej mierze nie powalają. Czasem zdarzą się jednak kwiatki, o których za chwilę opowiem. Ogólnie mówiąc, płyta nie jest zła, In The Sign Of Evil jednak nie przebija (nawet pomimo tego, że przewagą Obsessed By Cruelty jest bycie longplay'em). Wśród najlepszych utworów ciężko jednak jest wymienić jakieś konkretnie odstające pozycje; wiele z nich brzmi do siebie podobnie, z pewnością to utrudni mi selekcję. Przez jakiś czas debiut Sodomu prezentuje się bardzo przeciętnie, warto jednak przeboleć pierwsze 7 minut albumu. Wraz z pojawieniem się utworu Brandish The Sceptre, na płycie robi się zdecydowanie ciekawiej. Utwór z wersji europejskiej brzmi bardzo dobrze, blackmetalowa otoczka w postaci surowego brzmienia i agresywnie zagranych riffów bardzo tu pasuje. Numer z edycji amerykańskiej jest chaotyczny i mało wyrazisty. Inną niezłą pozycją na albumie jest nieco wolniej zagrane od poprzedników Proselytism Real. Moim zdaniem dobrze by było, gdyby utwór pojawił się jako remake na EP-ce Expurse Of Sodomy; słychać, że zespół wyraźnie kieruje się w stronę tego, co zostanie zaprezentowane na Persecution Mania. Podobna sytuacja jest przy Equinox, z tą różnicą, że jest to zdecydowanie szybszy kawałek od poprzednika. W tym przypadku muszę wyróżnić bardzo energiczną wersję amerykańską zagraną trochę w stylu In The Sign Of Evil; niemiecki odpowiednik wydał mi się trochę mdły, nie wyróżniał się zbytnio na tle poprzednich numerów. After The Deluge kojarzy mi się ze wczesnym Slayerem (główny riff kojarzy mi się z tym, który pojawił się w Crypts Of Eternity z Hell Awaits). Nic jednak nie przebije numeru tytułowego: Obsessed By Cruelty. Riff początkowy tego utworu jest jednym z najlepszych jakie Sodom zaserwował w swojej karierze. Tak samo jak w przypadku Equinox, Obsessed By Cruelty zostało stworzone lepiej na wersji amerykańskiej. To jest jednak nic przy tym, co zostało zagrane na koncertówce Mortal Way Of Live. Przez jakiś czas kapela niczym nie zaskakuje, do czasu krótkiej napierdalaniny o tytule Witchhammer. Jest to prawdopodobnie najszybszy numer na płycie, można przy nim trochę pomachać głową. Utwór zarówno w wersji niemieckiej jak i amerykańskiej dobrze brzmi.

Warstwa liryczna albumu prezentuje się przeciętnie. Teksty zostały napisane w podniosłym stylu, często jednak miałem problem ze zrozumieniem ich. Niektórych z nich nie potrafiłem zinterpretować, część z nich prawdopodobnie omówiłem źle. Utwory na albumie są na tematy związane ze śmiercią, bluźnierstwem, antyreligią, historią biblijną i wojną. W Deathlike Silence podmiotem lirycznym jest umierający człowiek. Bohater utworu chciałby trafić do piekła, by móc żyć w jedności z szatanem. W Proseltyism Real bohaterem utworu jest diabeł gromadzący swoją armię. Ożywia on wszystkich zmarłych na ziemi, aby móc przejąć władzę nad boską krainą. W utworze After The Deluge została opisana biblijna historia Arki Noego. Bohater z rozkazu boga zabrał na statek swoją rodzinę i zwierzęta, by uniknąć potopu. W Obsessed By Cruelty została przedstawiona historia szalonego rycerza opanowanego przez siły zła. Był on znany z dokonywania brutalnych mordów na chrześcijanach. W Fall Of Majesty Town została przedstawiona biblijna historia zniszczenia miast Sodomy i Gomory. Bóg zaplanował sobie anihilację tych dwóch miejsc ze względu na rozpustę i grzeszność ich mieszkańców. W Pretenders To The Trone została przedstawiona historia dyktatora, który zamordował własne dzieci będące pretendentami do tronu. Dokonał tego czynu, gdyż sam chciał do końca swojego życia władać krajem. Witchhammer jest opisem egzekucji za czasów średniowiecza kobiet podejrzanych o uprawianie czarów. Kościół za wszelką cenę chciał się ich pozbyć, ich zdaniem jedynym sposobem na całkowite pozbycie się problemu wiedźm jest egzekucja tych istniejących. Bohaterką utworu Volcanic Slut jest doświadczona dziwka biorąca udział w seksualnej orgii.

Podsumowując, Obsessed By Cruelty jest średniakiem. W porównaniu do In The Sign Of Evil jest to duży spadek z formy. W dużej mierze na albumie została zaprezentowana prosta gra na jedno kopyto; mało który riff powala na kolana, technika również nie została dopracowana... ogólnie mówiąc, trochę bida z nędzą. Utwory na poziomie każdego następnego albumu cieszyły michę niesamowicie, dla nich warto przeboleć niekiedy wpadającą nudę. Teksty były dość średnie; zostały nie średnio napisane, przynajmniej tematyka nie była zła. Problemem było jednak zinterpretowanie tego, co zespół chce nam przekazać. Osobiście uważam, że Obsessed By Cruelty jest najbardziej nietypową płytą Sodomu. Krążek nie spodoba się zarówno osobom tolerującym zespół począwszy od Persecution Mania do Tapping The Vein, jak i tej grupie ludzi lubującej się w albumach wydanych w składzie z lat 1997-2010. Prawdopodobnie Obsessed By Cruelty tolerowane jest przez wielu fanów black metalu ze względu na wpływ albumu na przyszłość gatunku.

Zalety:
- Przekaz
- Piekielny, ponury klimat albumu
- Surowe brzmienie
- Okładka
- Wokal Toma Angelrippera
- Trud włożony w stworzenie albumu

Wady:
- Niska różnorodność
- Niektóre utwory na albumie

Okładka: 9/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 5,5/10

Ogólna ocena: 6/10

Obserwuj nas!