Wyszukaj

28 lutego 2016

Recenzja: Terrorist - And Then Life Was Death


Witam w kolejnej recenzji. W dzisiejszym odcinku zabiorę was w dość dziwne rejony metalu. Zapoznamy się z kapelą, która pomimo niewielu lat na karku brzmi tak, jakby grała za czasów świetności thrash metalu na równi z Kreatorem, Exodusem, Slayerem i innymi znanymi osobistościami. W latach 80-tych Terrorist byłby prawdopodobnie całkiem znanym reprezentantem thrash metalu, obecnie jednak nie zwrócił na siebie uwagi. Zespół poznałem za pośrednictwem strony internetowej sadistic.pl. Mam nadzieję, że spodoba się on tak samo wam jak i mi. Przed wami: Terrorist - And Then Life Was Death.

And Then Life Was Death jest drugim albumem studyjnym amerykańskiej grupy thrashmetalowej Terrorist. Został wydany 21 marca 2013 roku nakładem Morbid Metal Records. Na wstępie nie potrafię nic szczególnego powiedzieć na temat tej płyty, w internecie nie ma informacji o produkcji, odbiorze i tym podobnych. Mogę jedynie powiedzieć, że Terrorist połączył ze sobą trzy, bardzo ważne gatunki metalu lat 80-tych: thrash metal, wczesny death metal i black metal.

Okładka jest ciekawym wprowadzeniem do albumu. Została ona stworzona przez młodego artystę Alana Corpse. Przedstawia ona armię szatana dokonującą rzezi na bezbronnej rasie ludzkiej. Widzimy tu między innymi dwóch katów dokonujących egzekucji; jeden z nich tnie swoją ofiarę piłą motorową, drugi wsadza zdobyczy harpun w pochwę. W tle możemy zobaczyć złe duchy i asasynów dokonujących rzezi na innych, nad nimi czuwają piekielne stwory przypominające trochę mitycznego Kronosa połączonego ze smokiem. Na dalszym planie znajduje się księżyc w pełni. Okładka została stworzona przy użyciu ołówka. Taka forma oprawy graficznej zdecydowanie mi odpowiada; nawet pomimo, że artysta nie wygląda na jakiegoś wybitnie utalentowanego (jak Ed Repka, czy wcześniej wspomniany Wes Benscoter), to i tak okładka prezentuje się świetnie. Lepsze to niż tworzenie gówna w postaci grafiki 3D, bądź ustawianie jako oprawy zdjęcia grupy.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 8,5/10 - Skull Fracturing Metal Zine
- 7,5/10 - Lacerated Metal Zine
- 7/10 - Axis Of Metal


Lista utworów:

1. Sadistic Necrophile
2. Hellstorm
3. Metal Till Death, In Metal We Die
4. Horror Rises From The Tomb
5. Lord Of Deceit
6. Onward Destroyer
7. Decimate The Inferior God
8. Bring Forth The Inverted Cross
9. And Then Life Was Death

Słuchając And Then Life Was Death nie zdziwiłbym się, gdyby to nagranie przeleżało w lodówce 30 lat, po czym zostało wydane. To jest oczywiste, że drugie dzieło zespołu Terrorist jest bardzo przestarzałe, czy jednak jest złe? Takie granie na pewno znajdzie fanów, w końcu wielu krytyków zgodzi się z tym, że thrash lat 80-tych był najlepszy. And Then Life Was Death właśnie tak brzmi, toteż fani takiego grania będą mieli się czym rajcować (o ile współczesne podejście do tego gatunku wyda im się "zbyt pedalskie"). Muzyka chłopaków z Terrorist skojarzyła mi się z Bestial Devastation Sepultury, I.N.R.I. Sarcofago, Seven Churches Possessed, Scream Bloody Gore Death'u, Obsessed By Cruelty Sodomu i Pleasure To Kill Kreatora; pomimo podobieństw do wyżej wspomnianych wydawnictw, płyta nie jest ich zrzynką. Jak już mówiłem, album brzmi tak, jakby przeleżał te 30 lat nieruszany, po czym jakaś wytwórnia od niechcenia postanowiła go wydać. Słuchając go można wyczuć tą młodzieńczą energię lat 80-tych i typowe dla tej epoki podejście do muzyki. Na płycie usłyszymy całkiem sporo dobrych riffów, partii perkusyjnych i zwrotów akcji. Klimat zdecydowanie może się skojarzyć ze starym metalem, jakość nagrań i brzmienie gitar wyraźnie na to wskazują. Skoro nachwaliłem zespół, może czas go za coś opierdolić? Zdarzały się chwile, gdy chłopaki grali trochę nierówno, niektóre utwory ciężko było ze sobą rozróżnić za sprawą podobnych, prymitywnych schematów gry... to jeszcze nie jest jednak najgorsze. Przede wszystkim nie podoba mi się wokal; to blackmetalowe chrapanie Alfredo Cumplido (gardłowego zespołu) przypomina mi trochę warczenie wkurwionego chihuahuy z rakiem płuc. Zamiast tego wolałbym dostać jakiegoś krzykacza al'a Mille Petrozza lat 80-tych, bądź Chrisa Barnes'a z czasów Eaten Back To Life. Wiem, że Terrorist chciał połączyć thrashowe granie z black metalem, ale nie można było czegoś zrobić z tym głosem? Żeby chociaż to nie brzmiało jak dogorywający staruszek stojący za mikrofonem. Na początku dostajemy przyzwoitą thrashową petardę do pomachania głową o tytule Sadistic Necrophile. Podobna sytuacja jest przy Hellstorm; utwór przypomina nieco poprzednika, zastosowano w nim jednak więcej zwrotów akcji i zwolnień. Później usłyszymy równie dobrą rozpierduchę inspirowaną dawnym black metalem: Metal Till Death, In Metal We Die. Jest to prawdopodobnie najlepszy kawałek z płyty, znacząco się on wyróżnia swoim grobowym klimatem i blastową sieczką. Przy Horror Rises From The Tomb zespół ponownie idzie w stronę thrashowego napierdalania. Nieco później chłopaki dają nam do posłuchania kilka podobnych (choć nieźle zagranych) numerów: Lord Of Deceit, Onward Destroyer i Decimate The Inferior God. Utwór Bring Forth The Inverted Cross w pierwszej chwili skojarzył mi się trochę z pierwszym długograjem Sodomu, Obsessed By Cruelty. No i niestety, najgorzej spośród wszystkich kawałków prezentuje się tytułowiec: And Then Life Was Death. W porównaniu do poprzednich kawałków brzmi on dość bezdusznie, zupełnie jakby ktoś pisał ten kawałek na szybko. Terrorist w trochę kiepskim stylu nas pożegnał.

Byłem zaskoczony obecnością tekstów do płyty w internecie. Znalazłem je tam, gdzie się ich bym nie spodziewał: na Metal Archives. Przyznam, że teksty nawet mi się spodobały. Choć zostały napisane dość przeciętnie, przekaz jest całkiem ciekawy. Najczęściej pojawiały się teksty na temat brutalnych mordów, holokaustu, nekrofilii i dominacji zła. Prócz tego kapela oddaje hołd subkulturze do której należy tępiąc przy tym wszelkich pozerów. Bohaterem utworu Sadistic Necrophile jest tytułowy nekrofil. Opowiada on nam o tym, jak wykopuje groby zmarłych i z nimi kopuluje. HellstormDecimate The Inferior God i And Then Life Was Death jest zapowiedzią najazdu armii szatana na naszą planetę. Podmiot liryczny opisuje w jaki sposób piekielni żołnierze zabijają mieszkańców ziemi. W Metal Till Death, In Metal We Die zespół jednoczy się ze wszystkimi fanami muzyki metalowej. Według Terrorist bycie metalowcem nie polega wyłącznie na noszeniu czarnych ubrań i słuchaniu zespołów, aby kochać muzykę metalową trzeba ją czuć w sercu i być gotowym za nią umrzeć. W Horror Rises From The Tomb mowa jest o zmarłych powstających z grobu. Zdaniem podmiotu lirycznego, truposze ożyły z rozkazu szatana, aby wybić rasę ludzką. Lord Of Deceit jest atakiem na religię chrześcijańską. Osoba mówiąca wyzywa boga od tchórzy, gdyż ten nie pomaga wyznawcom pomimo usilnych próśb. W Onward Destroyer wypowiada się satanista. Oddaje on hołd swojemu bogu, szatanowi. Jednocześnie namawia on do nienawiści wobec chrześcijan. Bring Forth The Inverted Cross skierowane jest do człowieka, który zdecydował się na religię satanistyczną. Jej wyznawcy chcą pokazać nowemu członkowi na czym polega wyznawanie pana zła.

Podsumowując, And Then Life Was Death to całkiem dobra płyta. Chłopaki z Terrorist stworzyli ciekawy krążek według nieobowiązujących współcześnie standardów, jest on nie tylko inspirowany metalem lat 80-tych, ma również mnóstwo jego cech. Jakość nagrań jest słaba, brzmienie kipi surowością thrashu sprzed 30 lat; to z pewnością solidnie podkręca klimat albumu. Warto również posłuchać riffów na płycie, z pewnością wzbudzą one skojarzenia z wyżej wymienionymi przeze mnie zespołami (ze względu na epokę, w jakiej wydały one swoje pierwsze dzieła). Gdyby nie te cechy, And Then Life Was Death byłoby kolejną, tak samo grającą grupką. Teksty również przypadły mi do gustu; choć nie zostały one najlepiej napisane, to jednak bronią się całkiem niezłą tematyką. Żeby nie było za różowo, na And Then Life Was Death nie jest ciężko znaleźć kilka podobnych do siebie utworów, parę z nich ma identyczne schematy gry. Niektórzy też nie docenią wysiłków zespołu i powiedzą "eee, plagiat Possessed", albo wkurzą się ze względu na przestarzałość. Dla mnie bardziej nie pasował wkurzający, nowotworowy głos Alfreda Cumplido. Pomimo wyżej wspomnianych wad, And Life Was Death zasługuje na polecenie. Zespół powinien przyciągnąć swoją uwagę nietypowością na tle pozostałych kapel thrashmetalowych.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Świetnie odwzorowany klimat metalu lat 80-tych
- Bardzo dobra okładka
- Ciekawy przekaz
- Ponurość
- Młodzieńcza energia
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niektórym album może wydać się bardzo przestarzały
- Utwory mają podobne schematy
- Wokal Alfredo Cumplido

Okładka: 9,5/10
Teksty: 6,75/10
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 7,5/10

1 komentarz:

Obserwuj nas!