Wyszukaj

13 lutego 2016

Recenzja: Ektomorf - Aggressor


Witam w kolejnej recenzji. Dzisiejszy wpis zacząłem pisać 27 grudnia, jeszcze przed rozpoczęciem roku. Pomimo niedawno ukończonego remake'u konfrontacji 3 vs Instinct, nakręciłem się na recenzję najnowszej płyty węgierskiej grupy groovemetalowej. Recenzja danego wykonawcy pojawia się u nas co 12 wpisów (gdy ostatni album danego twórcy zostanie przeniesiony na drugą stronę), tak więc dzisiejszy post musiała przeleżeć przez jakiś czas "w lodówce", aby można było ją rozpakować i poczęstować wszystkich. Dzisiaj jak już moja opinia wyszła na światło dzienne, nie pozostaje mi nic jak zaprosić was do przeczytania jej. Przed wami: Ektomorf - Aggressor.

Aggressor jest dziesiątym albumem studyjnym (w tym dwunastym wydawnictwem) węgierskiej grupy groovemetalowej Ektomorf. Został wydany 23 października 2015 roku nakładem AFM Records. Najnowsze dziecko chłopaków z Węgier pojawiło się rok po ciepło przyjętym Retribution, wspominki o płycie pojawiły się jeszcze w trakcie trasy koncertowej promującej wyżej wspomniany album. Zoltan Farkas przesłał na Facebook'a informację o tym, że na najnowszym krążku pojawi się znany wokalista deathmetalowy George Fisher (Corpsegrinder). W czerwcu 2015, grupa poinformowała o procesie nagrywania albumu, z kolei 31 sierpnia pojawiła się lista utworów i okładka najnowszego wydawnictwa. Od tamtej pory Ektomorf zaczął usilnie promować krążek, wypuszczając piwa ze swoją nazwą i logiem. Równolegle z promocją płyty, Zoltan Farkas zapowiedział wydanie swojej biografii. 25 września pojawił się singiel na YouTube, Evil By Nature. Po wydaniu albumu grupa zebrała pozytywne opinie.

Okładka najnowszego dziecka Ektomorfa zrobiła na mnie pozytywne pierwsze wrażenie. Przedstawione jest na niej logo grupy w kałuży krwi; w środku widoczna jest czaszka. Po czasie zdaję sobie sprawę, że grafika jest prymitywna i bardzo "nieEktomorfowa". Nie zdziwiłbym się, gdyby została ona wykonana przez domorosłego grafika bawiącego się w GIMPie. Tak czy siak patrząc na nią, pomyślałem, że Aggressor może być płytą przebijającą każde poprzednie wydawnictwo, z pewnością chłopaki dadzą porządny wpierdol.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 9/10 - R.A.M.
- 7,5/10 - LupusUnleashed
- 4/10 - Angry Metal Guy
- 8/10 - Metal Wani
- 8/10 - Markus' Heavy Music Blog


Lista utworów:

1. Intro
2. I
3. Aggressor
4. Holocaust
5. Move On
6. Evil By Nature
7. You Can't Get More
8. Emotionless World
9. Eastside
10. Scars
11. Damned Nation
12. You Lost
13. You're Not For Me
14. Memento

Ektomorf to dziwna grupa. Chłopaki nie mają szans na wielką popularność, poza tym powoli zaczyna im doskwierać starość. Jednak od czasu wydania Destroy, wśród wydanych krążków pojawił się tylko jeden bubel. Średnia całkiem niezła, czyż nie? Chłopaki pod względem profesjonalizmu przebili nawet swojego mentora, Maxa Cavalerę, który w ciągu ostatnich pięciu lat wydał aż 4 kiepskie płyty! Każde wydawnictwo Ektomorfa jest inne, z czasem panowie nabierają niezbędnego im fachu. Utwory wydają się być lepiej skonstruowane, riffy napisane przez Zoltana i paczkę wywołują uśmiech na twarzy. Po raz kolejny pojawiają się elementy tribal metalu, z których słynie Ektomorf. Gitary nastrojone na niskie tony (w stylu Cannibal Corpse) bardzo pasują do nowego wcielenia groovemetalowców z Węgier, sam wokalista wydaje się brzmieć jeszcze lepiej niż wcześniej. Pomimo progresu, Ektomorf wciąż jest sobą - tak samo jak poprzednim dziełom, nie brakuje tu plemiennego klimatu. Tak jak w przypadku Black Flag, większość numerów spokojnie nadaje się na koncerty. Jakieś wady? Oczywiście warstwa liryczna, o której opowiem później. Tytuły utworów standardowo są bardzo idiotyczne. Poza tym, pod koniec płyta sprawia wrażenie wykonanej z przymusu. Zastrzeżenie mam też do doboru gościa, George'a Fishera. Na początku cieszyłem się z tego, że wystąpi u boku Zoltana Farkasa, słuchając go jednak zdałem sobie sprawę, że lider Ektomorfa strzelił sobie w stopę. Corpsegrinder wypadł nieporównywalnie lepiej do Zoltana, przy growlerze nasz Węgier wypada blado. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnić kogoś o podobnych umiejętnościach, a nie szukać kogoś przyćmiewającego wszystko wokół z powodu charyzmy. Pomimo jak najbardziej pozytywnej opinii na temat Aggressora, w porównaniu do Black Flag płyta nie robi tak dużego szału. Czegoś mi tu po prostu zabrakło. Na początku dostajemy klimatyczne Intro. Na albumach Destroy, Outcast, Redemption i Black Flag również były wstępy, spasowano je jednak z pierwszymi utworami na albumach. Pod numerem drugim dostajemy najprawdopodobniej najlepszy kawałek z płyty: I. Utwór kojarzy mi się ze starym, dobrym Outcast. Kolejnym, całkiem niezłym numerem jest tytułowiec Aggressor. Panowie nieco zwalniają, tworząc utwór w stylu Black Flag. Podobna sytuacja ma się z drugim singlem: Holocaust. Jest to dosyć ciężki i prosty numer, brzmi jednak całkiem nieźle. W dalszej kolejności dostajemy przebojowy kawałek w stylu Instinct, Move On. Evil By Nature kojarzy się z Black Flag, jest to całkiem przyzwoity numer ubarwiony przyćmiony growlem George'a Fishera znanego z Cannibal Corpse. Kolejnym, świetnym rozwiązaniem na koncerty wydaje się You Can't Get More. Następne w kolejności jest Emotionless World. Utwór nie przypadł mi do gustu, ze względu na kiepsko zaśpiewany refren. Niektórzy może i polubią ten numer, ja jednak nie przepadam za nim. Pod numerem dziewiątym kryje się przyzwoity kawałek o tytule Eastside. Rozpoczyna go ciekawe, akustyczne intro w stylu 12 Angels z Black Flag, po czym Ektomorf rozpoczyna ciężką jatkę. Z pewnością jest to jeden z najlepszych numerów na Aggressorze. Po tym rozpoczyna się nieco lżejszy kawałek od pozostałych, Scars. Panowie wracają do wpierdolu przy Damned Nation. W dalszej części Aggressor wydaje się być płytą wykonaną na szybko. Ektomorf daje nam do posłuchania dwa średniaki: You Lost i You're Not For Me. Album kończy średnie akustyczne outro Memento. Szczerze to ten numer nie zrobił na mnie dużego wrażenia, panowie mieli na koncie zdecydowanie lepsze instrumentale tego typu (Forgotten Fire z Kalyi Jag, From My Heart z Destroy, czy chociażby wcześniej wspomniane 12 Angels z Black Flag). Przynajmniej na końcu panowie wracają do tradycji.

Do tekstów Ektomorfa powinni się już wszyscy przyzwyczaić. Zoltan nie zamierza sobie zawracać głowy inwencją twórczą, dla niego wystarczy pozytywny przekaz. Niestety, nie wszyscy podzielają jego opinię, w tym ja - uważam, że lider Ektomorfa jest leniem, nie ma w ogóle pomysłów na rozwinięcie warstwy lirycznej. Możliwe, że według niego nie ma to sensu - nie ma dużej popularności, toteż może skupić się wyłącznie na przekazie, a nie na budowie tekstów. Pomimo, że tekstów nie ma jeszcze w internecie (recenzję pisałem 27 grudnia), nie jest ciężko odczytać o czym one są - Zoltan daje bardzo prosty i zrozumiały przekaz. W IAggressor, Move On i Eastside Zoltan daje jasny przekaz, aby nie dawać się poniżać swoim wrogom i móc żyć swoim życiem. Jak sama nazwa wskazuje, Holocaust opowiada historię żydów wymordowanych przez nazistów w trakcie holokaustu. Evil By Nature bez wątpienia wzorowane jest tekstami Cannibal Corpse. Mowa jest tu o seryjnym mordercy, który z zimną krwią zabił kobietę. W You Can't Get MoreYou Lost i You're Not For Me Zoltan odwołuje swoje słowa do człowieka kierującego się w życiu zazdrością. Podmiot liryczny krytykuje adresata za złe podejście do życia. W utworze Emotionless World i Damned Nation Zoltan zastanawia się nad niesprawiedliwością świata. Denerwuje go fakt, że w życiu czasem może dostać się po dupie ludziom którzy na to nie zasługują, a ci źli pomimo swojego nastawienia do świata mają dobrze. W Scars osoba mówiąca użala się nad sobą. Zdradziła go bliska osoba, zostawiając podmiotowi lirycznemu bolesne blizny. Jest to jeden z tych numerów, jakich Ektomorf ma wiele.

Podsumowując, Aggressor to całkiem przyzwoite dzieło. Po raz kolejny Zoltan Farkas i jego paczka udowadniają, że już dawno przerośli swojego mistrza, Maxa Cavalerę. Płyta ma mnóstwo cech poprzednich cech, czuć jednak tutaj pewien progres. Choć czułem, że płyta Ektomorfa została wykonana lepiej od wcześniejszych wydawnictw, płyta nie wciągnęła mnie tak mocno jak Outcast, czy chociażby Black Flag. Wśród wad można wymienić kiepsko napisane teksty, tytuły utworów, a płyta pod koniec rozlatuje się. Do minusów Aggressora dodałbym jeszcze George'a Fishera z Cannibal Corpse jako gościa. Nie chodzi mi o to, że kiepsko zaśpiewał, Zoltan Farkas wypadł przy nim tak blado, że to tak naprawdę George'a Fishera podziwialiśmy w utworze, a na lidera Ektomorfa nawet nie zwracaliśmy uwagi. Wśród zalet można wymienić: przebojowość, ciężkie brzmienie, plemienny klimat, a także sam wokal Zoltana. To nie są umiejętności Corpsegrinder'a, słychać jednak, że jeden z najbardziej znanych cyganów w metalu ćwiczył. Pomimo wad, Aggressora jak najbardziej polecam. Ucz się panie Cavalera od swoich byłych uczniów!

Zalety:
- Dobrze napisane kompozycje
- Przekaz
- Plemienne wstawki
- Agresja i ciężar
- Przebojowość
- Poprawa umiejętności wokalnych Zoltana Farkasa
- Cechy poprzednich płyt

Wady:
- Album pod koniec się psuje
- Teksty są kiepsko napisane
- Corpsegrinder w Evil By Nature (przyćmiewa Zoltana)
- Beznadziejne tytuły utworów


Okładka: 6,5/10
Teksty: 4,5/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!