Wyszukaj

9 lutego 2016

Recenzja: Accept - Balls To The Wall


Witam w kolejnej recenzji. Grupie czytelników nieprzepadającej za moimi ostatnimi wpisami mam dobrą wiadomość. Spośród wszystkich heavymetalowców, ta płyta będzie póki co ostatnia. Nie odkładam tego gatunku na zawsze, jednak z tej serii będzie już wszystko. Na deser zaprezentuję wam klasykę niemieckiego heavy metalu. Poniekąd Accept przyciągnęło moją uwagę ich pochodzeniem, słuchając thrashu naszych zachodnich sąsiadów można przyznać, że chłopaki mają jaja. Ciekawe czy niemiecki heavy metal będzie równie przyzwoity. Przed wami: Accept - Balls To The Wall.

Balls To The Wall jest piątym albumem niemieckiej grupy heavymetalowej Accept. Został wydany 5 grudnia 1983 roku nakładem RCA Records. Niedługo po wydaniu Restless And Wild, zespół zaczyna pracę nad nową płytą. Gdy ta się ukazała, niemieccy heavymetalowcy uzyskali ogólnoświatową popularność. Ze względu na parę utworów i oprawę graficzną, Balls To The Wall było albumem kontrowersyjnym, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Pomimo przeciwności, album Accepta znalazł się na 74 miejscu w rankingu Billboard 200, z kolei utwór tytułowy stał się sztandarowym numerem grupy.

Trzeba to przyznać, okładka wygląda dość kontrowersyjnie. Przedstawiony jest na niej mężczyzna ubrany w strój sado-maso, trzyma on kamienną kulę w ręce. Patrząc na grafikę można wywnioskować, iż tytuł "Balls To The Wall" nie oznacza "uderz jajami o ścianę", a po prostu "kule do ściany". Osobiście nie przepadam za tego typu okładkami, aczkolwiek zdobiąc płytę heavymetalową nie wygląda źle.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 10/10 - Wrathchild
- 9,5/10 - Metal_Thrasher90
- 7,75/10 - Metal_Jaw
- 9/10 - hells_unicorn
- 8,5/10 - Ayeka


Lista utworów:

1. Balls To The Wall
2. London Leatherboys
3. Fight It Back
4. Head Over Heels
5. Losing More Than You've Ever Had
6. Love Child
7. Turn Me On
8. Losers And Winners
9. Guardian Of The Night
10. Winter Dreams

Przyznam, że słuchając Balls To The Wall całkiem nieźle się bawiłem. Zespół stworzył bardzo przebojowy i energiczny album, typowo heavymetalową, koncertową rozpierduchę. W pierwszej chwili piąte wydawnictwo Accepta skojarzyło mi się z albumem Better Off Dead Sodomu. Kto wie, pewnie Tom Angelripper uznał, że inspiracja "Jajami" będzie udana. Możliwe też, że takiej muzyki słuchał Michael Hoffmann, który przyniósł ze sobą ich brzmienie. Naprawdę, miałem ogromne skojarzenia z thrashmetalowcami Angelrippera (wystarczy posłuchać riffu do Balls To The Wall przypominający ten z Resurrection); niesamowita energia, utwory wpadające w ucho, zajebiste riffy i melodyjność. Poniekąd z tego powodu można polecić zespół osobom lubującym się w thrashu. Accept wyraźnie inspiruje się AC/DC i Motorhead, choć próbuje tworzyć swoje własne brzmienie. Udo Dirkschneider (wokalista) przypomina trochę połączenie Lemmy'ego Kilmistera i Bona Scotta, zajebiście się go słucha na tej płycie. Pomimo tych wszystkich superlatyw, były momenty gdy byłem wkurwiony słuchając tej płyty. Zdarzało się że Accept czerpie inspirację z kapel grających glam metal, którego po prostu nie lubię. Przez to męskie, testosteronowe brzmienie kolidowało z pedalskim, glamowym, co może nieźle wkurzyć kogoś, kto oczekuje od muzyki przypływu siły. Od razu na początku dostajemy sztandarowy kawałek zespołu: Balls To The Wall. Jest to świetny, wpadający w ucho numer z heavymetalową, młodzieńczą energią. Drugim, równie dobrym utworem jest już nieco wolniejsze London Leatherboys. Trzecie na liście jest Fight It Back. Numer kojarzy się nieco ze Screaming Of Vengeance grupy Judas Priest, na tle poprzednich numerów wypada przyzwoicie. Head Over Heels jest kolejną, świetną pozycją na płycie. Utwór kojarzy się trochę z debiutem Iron Maiden, choć miejscami przypomina mi się też Sodom. Następny kawałek skojarzył mi się nieco z Motorhead'em zmieszanym z grupami glammetalowymi: Losing More Than You've Ever Had. Jak dla mnie utwór wypada dużo gorzej od poprzednich, nie przepadam za tego typu graniem. Po chwili jednak Accept wraca do porządnego muzykowania. Love Child zalatuje mi trochę wczesnym Black Sabbath. Turn Me On przypomina nieco pierwsze utwory z tej płyty, słucha się tego dużo gorzej; wokal Udo brzmi tutaj dość pedalsko, kojarzy się trochę z zespołami glamowymi. Kolejnym kawałkiem budzącym moje skojarzenia ze wczesnym Iron Maiden jest Losers And Winners. Utwór wypada przyzwoicie, jest przy czym się pobawić. Numer z pewnością dorównuje pierwszej czwórce, co w przypadku Balls To The Wall jest sporą pochwałą. Guardian Of The Night jest kolejnym słabszym utworem na płycie. Wkurzają mnie tutaj naleciałości glamu. Najspokojniejsze z płyty jest Winter Dreams. Wyczuwalny jest tutaj smutny klimat niepasujący do pozostałych utworów. Nie jest to jakiś zajebisty numer na liście Accepta, aczkolwiek zdecydowanie bardziej wolę jednak słuchać tego niż gówna inspirowanego glamem.

Teksty na Balls To The Wall są bardzo dobre. Za sprawą dość prostej i zrozumiałej budowy łatwo można się domyślić co chce zespół nam przekazać. Poza tym, tematyka tekstów jest bardzo różnorodna. Mamy tu utwory o seksie, miłości, wojnie, motocyklistach... do wyboru do koloru. Utwór Balls To The Wall opowiada o uciskanym narodzie, który zdecydował się zbuntować przeciwko swojej władzy. Osobom zniewalającym naród wkłada się odpalone materiały wybuchowe w dupę i oczekuje na wybuch. Wcześniej jednak nowi oprawcy karzą swoim wrogom odwrócić się jajami do ściany. London Leatherboys jest historią gangu motocyklistów, który zawładnął miastem. Podmiot liryczny opowiada o ich okrucieństwu wobec innych ludzi. W Fight It Back grupa krytykuje ludzi nienawidzących odmienności. Podmiot liryczny zachęca innych, aby byli sobą i nie bali się tego pokazywać. W Head Over Heels wypowiada się człowiek samotny. Zazdrości on innym ludziom posiadanie drugiej połówki, z tego powodu czuje się przytłoczony życiem. W Losing More Than You've Ever Had przedstawiona została walka dwóch osób o kobietę. Mężczyzna do którego odeszła wyżej wspomniana osoba kłóci się z innym człowiekiem o jej względy. Tłumaczy on swojemu wrogowi, że on nie zasługuje na kobietę, gdyż traktował ją źle. Love Child jest krytyką człowieka, który często zmienia kobiety. Podmiot liryczny czuje się zirytowany tym, że mężczyzna może traktować płeć przeciwną przedmiotowo. Turn Me On opowiada historię pary, która przygotowuje się do uprawiania dzikiego seksu. Podmiot liryczny oczekuje, że ze swoją partnerką spędzi przyjemną noc. W Losers And Winners adresatem lirycznym jest mężczyzna skłócony ze swoją kobietą. Osoba mówiąca zachęca go do walki o nią. Guardian Of The Night jest opowieścią zaserwowaną przez człowieka z depresją. Osoba ta przeżywa swoją niedolę, opowiada o bólu jaki czuje w związku z niezrozumieniem. W Winter Dreams podmiot liryczny cieszy się z zimy. Raduje go widok bawiących się dzieci w śniegu i wszechobecna radość. Przez to zapomina o złu panującym na świecie.

Podsumowując, Balls To The Wall to bardzo dobra płyta. W dużej mierze chłopaki z Accepta postarali się nad swoją muzyką, czerpali swoje inspiracje z wielu źródeł, co świadczy o różnorodności. Było ciężko, rasowo i energicznie, większość utworów zapadała w pamięć za sprawą zajebistego brzmienia, riffu bądź tekstu godnego zapamiętania. Niestety, chłopaki włożyli w Balls To The Wall zbędne (pedalskie) elementy glamu kolidujące z ciężkim, męskim graniem. Choć muzyka nie została napisana źle, to jednak glamowskie granie z pewnością wpływa na odbiór płyty. Teksty są świetne, nic dodać, nic ująć; są dobrze napisane, łatwo je zrozumieć, a ich tematyka jest różnorodna. Polecam tą płytę fanom tego typu muzyki, warto zagłębić się w niedocenianą, niemiecką scenę heavy metalu.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Przebojowość
- Energia
- Riffy wpadające w ucho
- Świetne brzmienie
- Wokal Udo Dirkschneidera
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Zbędne elementy glamu kolidujące z ciężkością
- Niektóre utwory zostały niedopracowane

Okładka: 6,5/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 8,75/10

Ogólna ocena: 9,25/10

2 komentarze:

  1. Nie no, Adi, przeginasz z tym 9,25! Ten długograj, jako całość nie ma żadnych szans nawet w porównaniu z "Breaker", o prawdziwej petardzie za jaką uchodzi "Restless and Wild" nie wspominając. Nawet kawałek tytułowy zamieszczony na płycie leży i kwiczy, gdy zestawi się go z editem wykorzystanym w clipie, z którego wyjebano chore brzdęki Wolfa albo Hermanna Franka, zbędną recytację Dirkschneidera plus zaśpiew ze znakiem zwycięstwa, a dokładnie fragmenty od 3:11 do 3:28 i 3:55-4:48.
    Nie wiem, może nie znam się na tym, jestem głuchy i powinienem zawrzeć swój brudny loch, ale wg mnie "Balls to the Wall" jest wierzchołkiem równi pochyłej, po której w ciągu 13 lat Accept zjechał na samo dno, pokrył się mułem, wodorostami i po raz drugi musiał zawiesić działalność.
    Chcesz posłuchać konkretnego heavy/speedu braci Niemiaszków, to wrzuć sobie np. takie wałki jak: "Neon City" Lions Breed, "Long Way" Steeler, "Bright Fog" Stranger, "Ravenlord" Stormwitch, "Grapes of Wrath" Tyrant, "Fight" S.D.I. czy nawet śmiesznej "Pyromanii" Metal Priests. Łączę wyrazy szacunku. :D
    PS Skonfrontujcie ze sobą "Forest of Equilibrium" Cathedral i "Into Darkness" Winter, bo coś za mało dumacie o doomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to jest twoja opinia, a z opiniami jest jak z dupą (każdy ma swoją). Niemniej jednak Balls To The Wall mi się spodobało, napisałem zresztą dlaczego. Nie porównywałem tego dzieła przez pryzmat poprzednich wydawnictw, gdyż ich po prostu nie znam; standardowego heavy metalu słucham jedynie okazyjnie. Tak czy owak zastosuję się do twojej propozycji, przesłucham to co mi poleciłeś :)

      Za mało dumania o doomie? W ogóle go tu nie ma :) Mam nadzieję, że coś w tej sprawie rozważymy. Pozdrawiam.

      Usuń

Obserwuj nas!