Wyszukaj

12 lutego 2016

Recenzja: Terrorizer - World Downfall


Witam w kolejnej recenzji. Ostatnio rozmawiając z Bartoszem z RAMu zainteresowaliśmy się kapelą grindcore'ową Terrorizer. W jego przypadku zespół przyciągnął uwagę obecnością Davida Vincenta i Pete'a Sandoval'a z Morbid Angel, ja natomiast zaciekawiłem się tą grupką widząc w składzie Jesse Pintado z Napalm Death. Ponieważ każdy z nich (prócz wokalisty Oscara Garcii) jest znanym i lubianym w świecie metalu muzykiem, warto było się zainteresować tym projektem. W pewnym momencie pomyślałem również, że świetnym pomysłem byłoby skonfrontowanie tego krążka z debiutancką płytą Napalm Death. Ostatecznie byłem w błędzie; obie płyty są od siebie różne jak dwa odmienne organizmy. Nie muszę chyba mówić, że początkowo ta recenzja była konfrontacją. Przed wami: Terrorizer - World Downfall.

World Downfall jest debiutanckim albumem studyjnym amerykańskiej grupy grindcore'owej Terrorizer. Został wydany 13 listopada 1989 roku nakładem Earache Records. Zespół powstał w 1987 roku z inicjatywy perkusisty Pete Sandoval'a (później znanego z zespołu Morbid Angel) i gitarzysty Jesse Pintado. Przyłączyli się do nich wokalista Oscar Garcia i basista Alfred Estrada. Wkrótce Estrada został zastąpiony przez Davida Vincenta, również znanego z Morbid Angel. Dzięki swojej debiutanckiej płycie, Terrorizer zapisał się na karty historii grindcore'u. Niestety, niedługo przed wydaniem albumu zespół rozpadł się, David Vincent i Pete Sandoval skupili się na działalności w Morbid Angel, Jesse Pintado przyłączył się do Napalm Death, a Oscar Garcia reaktywował swój zespół Nausea.

Okładka z pozoru wydaje się chaotyczna, aby ją zrozumieć trzeba jej się dokładnie przyjrzeć. Możemy na niej dostrzec islamistów, polityków, wielkie korporacje i przemysł, walczących ze sobą ludzi, oraz fragment zdjęcia z 1984 roku - dziecko przysypane gruzem w wyniku wybuchu gazu. W centrum widoczny jest Jezus Chrystus, prawdopodobnie jako symbol chrześcijaństwa. Z tego można wywnioskować, iż na okładce zostało ukazane wszelkie zło świata. Tyczy się to nawet chrześcijaństwa, które za czasów wypraw krzyżowych doprowadziło do śmierci wielu niewinnych ludzi niechcących przyjąć wiary katolickiej. Okładka robi wrażenie, przypomina nam o tym, że nie żyjemy w świecie idealnym. To co zostało na niej przedstawione jest aktualne do dzisiaj.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9/10 - Orbitball
- 9,75/10 - hells_unicorn
- 10/10 - CHRISTI_NS_ANITY8
- 10/10 - ModeneseAdriano
- 7,25/10 - cryptopsyftw


1. After World Obliteration
2. Storm Of Stress
3. Fear Of Napalm
4. Human Prey
5. Corporation Pull-in
6. Strategic Warheads
7. Condemned System
8. Resurrection
9. Enslaved By Propaganda
10. Need To Live
11. Ripped To Shreds
12. Injustice
13. Whirlwind Struggle
14. Infestation
15. Dead Shall Rise
16. World Downfall

Możliwe, że już parę razy mówiłem o tym, że nie cierpię grindcore'u. Kapele grające ten gatunek najczęściej nie wysilają się przy pisaniu muzyki tworząc od 15 do 50 tych samych kawałków. Ważne jest, aby były one krótkie, w 95% składały się z blast beat'ów, mdłych riffów, głośnego basu i wokalisty drącego pizdę niczym papuga z nowotworem, bądź jak buldog uwięziony na łańcuchu. To co ta grupa stworzyła przeczy wszelkim stereotypom, jak na grindcore jest to niesamowita płyta. Niby nie dorównuje większości deathmetalowych zespołów jakie znam, aczkolwiek poziom jak na grindcore jest bardzo wysoki. Zdziwiłem się, gdy przekonałem się jak World Downfall łatwo we mnie weszło, przez parę ładnych dni miałem z tego taką samą radochę jak z Harmony Corruption Napalm Death. Riffy są ciężkie i ponure, Jesse Pintado po prostu wymiata na swojej gitarze. Bas Davida Vincenta choć jest głośny, świetnie współgra z wiosłem. Spośród tego składu najmniej polubiłem Oscara Garcię, który może i potrafi się wydrzeć, ale jakoś nie pasuje mi do całości. Takich wokalistów jak on jest wielu, brakowało mu charyzmy decydującej o tym, że to on idealnie pasuje na stanowisko lidera zespołu. Choć wiem, że potrafi drzeć się lepiej niż ja, to i tak zarówno w metalu jak i hardcore słyszałem wielu lepszych gardłowych. Pomimo tego chłopaki z Terrorizera udowadniają, że są zgraną paczką; większość kawałków została skomponowana z sercem, połączenie umiejętności wszystkich członków grupy daje przyzwoity efekt. Od czasu do czasu zdarzyło mi się trafić na jakiś gorszy utwór utrudniający słuchanie. Przez nie w szeregi World Downfall wkradała się monotonia. Niedługo potem było się ratowanym przez porządny kawałek, tak więc nuda spowodowana słabostką trwała krótko. Ilość utworów nie przeszkadza w odsłuchiwaniu płyty; może jest ich aż szesnaście, większość jednak jest dość krótka. Można poczuć muzyczny wpierdol jaki zaserwowali nam panowie z Terrorizera. Jestem uradowany tym, że zespół wykorzystał szesnaście utworów na stworzenie czegoś na wysokim poziomie. Już na początku można się domyśleć o czym chcę powiedzieć; od razu na początku dostajemy trzy najlepsze numery na albumie: After World Obliteration świetnie rozpoczyna tę płytę jest to jeden z najdłuższych kawałków na World Downfall. Zagrane tu riffy łatwo zapadają w pamięć, jest to dość nietypowe jak na kapele grindcore'owe. Podobna sytuacja jest w Storm Of Stress (będące moim faworytem). Utwór zajebiście podtrzymuje rozpierduchę zaserwowaną na początku; świetny riff, mruczący bas i potężny blast beat zajebiście się ze sobą zespoiły, tworząc porządną rozpierduchę. Ze względu na tytuł i brzmienie, Fear Of Napalm kojarzy mi się z Napalm Death. Jest to kolejna przyzwoita kompozycja na płycie. Po tej trójce zajebistych numerów Terrorizer prezentuje średniaki. Human Prey jest słabsze od poprzednich utworów, choć da się tego słuchać. Nieco lepiej na tle poprzednika wypada Corporation Pull-in. Riffy zagrane przez zespół brzmią nieco punkowo, wpadają w ucho. Podobna sytuacja jest w utworze Strategic Warheads. Utwory te nie wyróżniają się zbytnio, szybko uciekają z pamięci. Taka sytuacja musiała jednak w pewnym momencie nastąpić. Krótkie Condemned System jest jednak rekompensatą wysłuchiwania nieco gorszych kawałków na płycie; pomimo swojej długości, mogłoby dorównywać pierwszej trójce. Po niewartym omówienia średniaku Resurrection przyszedł czas na całkiem niezły, hardcore'owy kawałek Enslaved By Propaganda. Zdecydowanie jest przy czym pomachać głową. Need To Live jest prawdopodobnie największą zmorą tego albumu. Jest to typowy, grindcore'owy numer z nudnym riffem i prymitywnymi, bezsensownymi atakami blastów. W dalszej kolejności jest całkiem niezłe Ripped To Shreds. Choć utwór ma typową dla grindu budowę, da się usłyszeć w nim potencjał. Riffy i bas po raz kolejny dają solidnego kopa, co z pewnością da się docenić. Injustice od razu na początku daje nam po ryju grobowym riffem w stylu Napalm Death. W dalszej kolejności jest dość słabe Whirlwind Struggle i średnie Infestation. Ostatnim kawałkiem wykonanym przyzwoicie na albumie jest Dead Shall Rise. Tytułowiec (World Downfall) nie przypadł mi do gustu. 

Teksty na albumie wydały mi się średnie. Choć do przekazu nie miałem zastrzeżeń (polityka, problemy życiowe, wojny, propaganda i niewola), warstwa liryczna została spieprzona tym, w jaki sposób zostały napisane teksty. Nikt się nad nimi nie wysilał, w utworach dominują równoważniki zdań, wyrazy często się powtarzają, a czasem nawet nie pasują do reszty. Chłopaki wiedzieli co chcą powiedzieć, a jednak mieli problem z wyrażeniem tego. After World Obliteration i Strategic Warheads opowiadają w prosty sposób o ziemi dotkniętej wojną nuklearną. Podmiot liryczny wymienia jego następstwa. Storm Of Stress jest skierowane do ludzi, którzy zostali wyniszczeni przez stres. Podmiot liryczny cieszy się z ich cierpienia oznajmiając im, że to wszystko mają z powodu złych wyborów życiowych. Fear Of Napalm opowiada historię ludzi, na których wioskę zostały zrzucone kanistry z napalmem. Przy pomocy równoważników zdań zostały opisane ich uczucia i strach. Human Prey jest czarną wizją istnienia człowieka. Według podmiotu lirycznego, rasa ludzka wyginie w wyniku biblijnej apokalipsy. Corporation Pull-inCondemned SystemNeed To Live i Infestation są krytyką niesprawiedliwości na świecie. Podmiot liryczny irytuje się tym, że bogaci ludzie mają możliwość powiększania swojego majątku, choć nie jest im to do niczego potrzebne, a biedni nie mają szans na polepszenie sytuacji materialnej pomimo usilnych starań. W Enslaved By PropagandaWhirlwind Struggle i World Downfall grupa krytykuje władze wykorzystujące swoje możliwości do wyzysku obywateli. W Ripped To Shreds osoba mówiąca potępia zabijanie zwierząt dla futra. Według grupy, takie postępowanie nic nie daje, przybliża nas jedynie do bycia złym. Injustice krytykuje społeczeństwo za chciwość. Według podmiotu lirycznego, człowiek w dzisiejszych czasach potępia naprawdę liczące się wartości, a jedyne na czym mu zależy to pieniądze. W Dead Shall Rise jest mowa o trupach powstających z grobu w celu wyniszczenia ludzkości. 

Podsumowując, World Downfall to przyzwoita płyta. Choć album mi się spodobał, to jednak ciężko jest mi określić czy tak powinien brzmieć grindcore. Chłopaki postarali się nad pisaniem utworów, choć wiele z nich było dość krótkich, słuchało się ich z radością ze względu na świetne, ciężkie riffy. Nie tylko Jesse Pintado zasłużył na medal, ale także David Vincent i Pete Sandoval, którzy również włożyli dużo serca w ponure brzmienie albumu. Za ich sprawą płyta mocno wciąga i zapada w pamięć. Wśród składu jedynie Oscar Garcia nie przypadł mi do gustu ze względu na przeciętność; takich gości jak on jest wielu na świecie, przez co zastąpienie go byłoby banalnie proste. Na płycie czasem można było trafić na bardziej nużący utwór, co mogłoby u niektórych wywołać uczucie monotonii. Pomimo tego, największym szajsem na płycie okazała się warstwa liryczna. W utworach było pełno niepotrzebnych równoważników zdań, wyrazy często się powtarzały i nie pasowały do reszty. A jednak polecam ten krążek, ze względu na dobrą, porządnie dopracowaną część albumu. Niektórzy z was będą dobrze się bawili podczas odsłuchu World Downfall.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Pozytywny przekaz
- Bardzo dobrze napisane riffy
- Świetne zgranie składu
- Brzmienie
- Okładka
- Album porządnie wciąga
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Zdarzało się trafić na słaby utwór
- Beznadziejnie napisane teksty
- Przeciętność wokalisty

Okładka: 9,5/10
Teksty: 3,5/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 7,5/10

8 komentarzy:

  1. Człowieku to jest grind, te płyty powinny dostać po 10 bo dzięki nim naszło dużo w ewolucji takiego grania. -chaos, -Kiepskie brzmienie, -ilość utworów, -długość to nie są wady to cechy grindu z tamtych lat. Zapoznaj się z warunkami nagrywania w tamtych latach, a starcie tych 2 płyt do totalny bezsens, 2 lata różnicy miedzy nimi, ale jednak miażdżąco dużo wszystko ewoluowało bardzo szybko więc World Downfall za cholerę nie nadaje się do konfrontacji ze Scum. Mocno polecam zapoznać się z jakąś dobrą książką o tamtych czasach lub pogadać z jakimś starszym kucem. bo aspektu czasu i historii tu nie ma. Dla mnie jako słuchacza takiej muzyki ta recka to zmieszanie z błotem 2 nieziemskich płyt i fanów tej muzyki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś nie pomyślał że hejtuję Napalmów umyślnie, to powiem ci, że starałem się do tej płyty normalnie podejść, przesłuchać ją parę razy. Praktycznie nic dobrego w niej nie znalazłem, ja oczekuję po muzyce tego, że będzie dawała przyjemność ze słuchania i pozytywny przekaz, a nie doprowadzała do kurwicy. Nawet rozmowa z innymi ludźmi, bądź czytanie książek nie wpłynęłoby na moją opinię. Może i inspiracja Scum doprowadziła do powstania ciekawych hybryd gatunkowych, bądź zajebistych kapel. Czasem jednak aby coś dobrego stworzyć trzeba zainspirować się czymś słabym. Również pozdrawiam i dzięki za rzetelną krytykę.

      Usuń
    2. Po prostu nie kumasz o co chodzi w grindcorze. Twoje uwagi mają tyle sensu, co krytkowanie rapu za to, że wokal jakiś taki mało melodyjny, albo wypominanie Black Sabbath, że gitary są przesterowane.

      Usuń
    3. Wiem co chcesz przez to powiedzieć - napierdalanie to cecha szczególna grindcore'u i tyle.

      Powiem ci, że wiem jakie błędy popełniłem:

      - Podszedłem do tej recenzji jak do każdego gatunku metalu, przez co moje argumenty nie były trafne. Cechy gatunku przedstawiłem jako wady, było to głupie.
      - Napisałem ją będąc pod wpływem irytacji. Z tego też powodu nie przesłuchałem tego albumu do końca. W ten sposób moja recenzja straciła na wiarygodności, a ja wykazałem się ignorancją powielając dawne błędy.
      - Uznałem, że skoro to jest moja opinia, to nikt nie ma prawa jej zmieniać, jedynie może wskazać błędy.

      Moja reakcja na osoby komentujące tą recenzję jest dziwna. Z jednej strony nie obchodziło mnie ich zdanie, z drugiej jednak nie usuwałem tych komentarzy, gdyż na swoim blogu akceptuję krytykę. Gdy poszedłem do pracy, i incydent z Masterful Magazine przycichł, sprawy blogowe odeszły na dalszy plan. Dopiero teraz poczytałem to wszystko na spokojnie i uważam, że coś powinienem w tej kwestii zrobić.

      Usuń
  2. Napisałeś o Scum ze jest przykładem jak nie powinno się tworzyć muzyki i jest nie zdaatne do słuchania. Przede wszystkim ten album miał za zadanie przekroczyć próg ekstremy jak na tamte czasy i sam musisz przyznać że się to mu udało. Rozumiem i szanuje twoje zdanie na temat tego materiału, jednak są ludzie którym ta muzyka naprawdę się podoba (oczywiście mowa tu o gatunku grindcore).Mimo wszystko zachęcam do recenzji np.Reek of putrefaction Carcass .
    POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście szanuję zdanie innych na temat tego albumu, sam widzę jak dużo osób ubóstwia takie granie. Może i płyta przekroczyła ten próg ekstremy, ale ja po prostu nie potrafię tego słuchać. Wiesz, recenzja jest po to, aby wygłosić opinię, mogę solidnie coś skrytykować, ale nie każdy musi się z tym zgadzać ;)

      Co do Reek Of Putrefaction, myślę, że zabiorę się za to. Symphonies Of Sickness było nawet ciekawe, tak więc za debiut Carcassa na pewno się zabiorę. Również pozdrawiam.

      Usuń
  3. Ja powiem tylko tyle, że nie wiem czego hejterzy tak się do was przyczepili. Wielu nie rozumie czyjejś wypowiedzi, ale patrząc na przyszłośc tego zespołu smiało można powiedzieć, że Napalm Death nagrał o wiele lepsze albumy w późniejszych latach. Od Harmony Corruption zaczął się prawdziwy Napalm, tyle w temacie. Polecam zapoznać się z przyszyłymi wydawnictwami. Pazdro :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłem zirytowany tym, że ci ludzie nie rozumieją czyjejś opinii. Nakierowała mnie jednak nasza rozmowa z nimi na blogu R.A.M.. Jeden z gości stwierdził, iż za niektóre płyty lepiej się po prostu nie brać; szkoda czasu, a można do tego sobie zaszkodzić. Osobiście jednak uważam, że jak mam prawo do opinii, to mogę recenzować co chcę.

      To w sumie prawda, że Napalm Death brzmiał lepiej wraz z wydaniem Harmony Corruption. Tamta płyta bardzo mi się spodobała, Utopia Banished też recenzowałem, choć tu się trochę zawiodłem. Mam jednak nadzieję, że Enemy Of The Music Business lub Apex Predator będą przyzwoitym kawałkiem grania.

      Usuń

Obserwuj nas!