Wyszukaj

7 stycznia 2016

Konfrontacja: Kreator - Coma Of Souls vs Sodom - Better Off Dead


Witam w kolejnej konfrontacji. Nie musicie mi dziękować, wiem że wielu z was czekało na ten pojedynek. Dwa niemieckie potwory w starciu, Knarrenheinz kontra Violent Mind, Sodom kontra Kreator - wiem, że mogłem wybrać lepszego kandydata dla piątego krążka chłopaków Mille'a Petrozzy, np. Agent Orange; ponieważ jednak flagowa płyta Sodomu jest zaklepana, postanowiłem dać równie dobrego, choć mniej cenionego kandydata - jego następcę. Który album wygra? Od razu mówię, że lubię obie płyty, więc nie spodziewajcie się automatycznego zwycięstwa Sodomu. Przed wami: Kreator - Coma Of Souls vs Sodom - Better Off Dead.

Kreator - Coma Of Souls


Coma Of Souls jest piątym albumem niemieckiej grupy thrashmetalowej Kreator. Został wydany 6 listopada 1990 roku nakładem Noise Records. Historia tej płyty rozpoczyna się w 1989 roku, gdy z grupy odchodzi Jorg Trzebiatowski, gitarzysta współpracujący z Kreatorem przy tworzeniu Terrible Certainty i Extreme Aggression. Mille Petrozza i Jurgen Reil nie musieli długo czekać na następcę; w tym samym czasie z Sodomu odchodzi Frank Blackfire skonfliktowany z Angelripperem i Witchhunterem. W tym składzie Kreator rusza w trasę koncertową promującą płytę Extreme Aggression. W połowie roku 1990 Kreator zapowiada wydanie albumu, wkrótce po tym chłopaki wchodzą do studia. Coma Of Souls staje się jednym z najbardziej znanych krążków thrashmetalowych wydanych w Niemczech.

Na okładce została przedstawiona maskotka grupy, Violent Mind. Postać ta wygląda jakby przeprowadzano na niej operację; jak widzimy, Violent Mind jest w śpiączce, ma również otwartą czaszkę. Wewnątrz niej znajdują się zamordowani ludzie. Jak możemy się domyśleć, są to myśli maskotki Kreatora. Postać po prostu chce zabijać. Początkowo nie przepadałem za tą grafiką, gdyż nikt się nad nią specjalnie nie wysilił. Ostatecznie uznałem, że grafika jest przyzwoita, diabeł po prostu tkwi w szczegółach.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 10/10 - Xyrth
- 9,5/10 - Metal_Thrasher90
- 10/10 - Orbitball
- 9,5/10 - avidmetal
- 9,5/10 - morbert


Lista utworów:

1. When The Sun Burns Red
2. Coma Of Souls
3. People Of The Lie
4. World Beyond
5. Terror Zone
6. Agents Of Brutality
7. Material World Paranoia
8. Twisted Urges
9. Hidden Dictator
10. Mental Slavery

Początkowo nie zwracałem uwagi na Coma Of Souls. Dopiero gdy zdałem sobie sprawę, że Frank Blackfire odszedł z Sodomu by zagrać na tej płycie, postanowiłem przesłuchać. Chwilkę się tym pojarałem, po czym zostawiłem album na jakiś czas. Bardziej zainteresował mnie poprzednik Śpiączki Dusz, Extreme Aggression. Później jednak polubiłem i ten krążek, choć nie przypadł mi do gustu tak bardzo jak czwarty album formacji Mille'a Petrozzy. Z chwilą polubienia dwóch kluczowych wydawnictw Kreatora, w ruch poszły kolejne: Terrible Certainty, Pleasure To Kill, Endless Pain, później jeszcze Renewal i Violent Revolution. Piąte wydawnictwo Kreatora można byłoby uznać za połączenie techniki gry Extreme Aggression i brzmienia Terrible Certainty, przyznam że takie połączenie jest nawet dobre. Po zatrudnieniu Franka Blackfire słychać nawet nowości w muzyce Kreatora: większy nacisk kładzie się tu na solówki, riffy stały się bardziej melodyjne... po prostu grupa nabyła cechy, z których znany był niegdyś Sodom. Czy to dobrze? Każdy gitarzysta ma swój styl, a to jak Sodom brzmiał z pewnością było zasługą Franka. Przez pewien czas krążyły egzemplarze płyty Coma Of Souls wadliwe; utwory People Of The Lie i World Beyond zostały zamienione nazwami (na nieszczęście na taki egzemplarz trafiłem). Po włączeniu numeru pierwszego z moich głośników dobiega dźwięk gitary akustycznej. Po tym zaczyna się całkiem porządny numer o tytule When The Sun Burns Red. Pod dwójką kryje się kolejny, przyzwoity utwór, którym jest tytułowiec Coma Of Souls; do tego numeru został zrealizowany lipny teledysk. Dwa następne kawałki to wymienione przeze mnie wcześniej pomyleńce. Pod numerem trzecim znajduje się świetny singiel People Of The Lie, po nim równie dobra thrashowa petarda o tytule World Beyond. Dalej płyta nieco się uspokaja. Słyszymy bardzo nietypowy numer jak na wczesnego Kreatora: zrównoważony kawałek o tytule Terror Zone. Podobna sytuacja jest z Agents Of Brutality. Siódemka najmniej przypadła mi do gustu spośród całej płyty; jest to dość przeciętny utwór na tle pozostałych: Material World Paranoia. Numer ósmy wieszczy kolejną thrashową rozpierduchę: Twisted Urges. Kreator nawet pod koniec nie zamierza się poddawać; dostajemy kolejne dwa przyzwoite utwory: Hidden Dictator i Mental Slavery

Teksty na albumie bardzo mi się spodobały. Nie dość, że zostały one dobrze napisane, to jeszcze przekaz jest jak najbardziej pozytywny. Jak widać, Mille Petrozza ma mnóstwo inspiracji, wie także jakich sformułowań ma użyć, aby tekst się kleił. To co ma nam do powiedzenia daje do myślenia; każdy tekst jest na inny temat. Podmiot liryczny opowiada nam głównie o ludzkim cierpieniu, złu na świecie, sprawiedliwości, a także wyzysku planety Ziemi przez człowieka. When The Sun Burns Red jest zapowiedzią globalnej katastrofy spowodowanej przez globalne ocieplenie. Podmiot liryczny udowadnia nam jak bardzo zmienił się klimat; twierdzi również, iż wkrótce może to doprowadzić do tragedii. W utworach Coma Of Souls, People Of The Lie i Hidden Dictator osoba mówiąca ukazuje nam naturę typowego generała wysyłającego swoich żołnierzy na wojny. Podmiot liryczny kreuje go jako postać nieczułą i złą do szpiku kości. World Beyond jest opisem sądu ostatecznego. W utworze osądzana jest osoba, która za życia nie bała się grzechu. W końcu po śmierci trafiła ona do piekła. Terror Zone opisuje losy człowieka chorego na depresję. Podmiot liryczny zwierza się bogu ze swoich problemów; twierdzi on, iż życie jest dla niego udręką i nie wie co ma dalej robić. Agents Of Brutality opowiada historię dziewczyny, która została uprowadzona i zgwałcona. Jej oprawcy torturowali ją bez wyraźnego celu. Przed zabójstwem obdarli ją ze skóry. Material World Paranoia jest opisem życia człowieka w przyszłości. Podmiot liryczny twierdzi, iż wraz z postępem tracimy człowieczeństwo, bardziej zależy nam na technologii niż na dobru naszej planety. Twisted Urges opowiada historię kobiety, która została sprzedana handlarzom ludźmi. Dziewczyna o której mówi podmiot liryczny była przetrzymywana w piwnicy, jej oprawca wykorzystywał ją jako swoją seks-zabawkę. Mental Slavery jest kolejną krytyką technologii. Tym razem podmiot liryczny zwraca się do ludzi spędzających swój czas w wirtualnym świecie; twierdzi on, iż jest to porównywane z typowym niewolnictwem.

Podsumowując, Coma Of Souls to naprawdę dobra płyta. Nie jest to może najlepszy krążek Kreatora, aczkolwiek niewiele mu do tego brakuje. W porównaniu do Extreme Aggression jest progres, chłopaki zatrudniając Franka Blackfire'a udowodnili, że są otwarci na zmiany na lepsze. Choć Coma Of Souls jest naprawdę dopracowaną płytą, to jednak bardziej wolałem kompozycje napisane na Extreme Aggression. Słychać, że utwory napisali profesjonaliści; dostaliśmy świetne riffy i solówki, płyta brzmi nawet nowocześnie jak na te czasy. Jej styl sprawia, że Coma Of Souls zapada w pamięć. Zdecydowanie warto zapoznać się z piątym wydawnictwem Kreatora, jest to prawdopodobnie jeden z najważniejszych kamieni milowych w historii tej grupy.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Teksty i ich przekaz
- Okładka
- Bardzo dobre riffy
- Wokal
- Klimat
- Bardzo dobry skład grupy
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niektóre utwory są lekko niedopracowane


Okładka: 8,25/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9/10

Ogólna ocena: 9,25/10


Sodom - Better Off Dead


Better Off Dead jest czwartym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Został wydany 1 października 1990 roku nakładem Steamhammer Records. Opowieści Sodomu z czasów Better Off Dead rozpoczynają się tak samo jak historia Kreatora w trakcie wydawania Coma Of Souls. W 1989 roku odchodzi Frank Blackfire, by zasilić szeregi Kreatora. Wioślarz zdenerwowany był problemami z alkoholem Toma Angelrippera i Christiana Witchhuntera, zakończyło się to po prostu odejściem. Na jego miejsce został przyjęty Michael Hoffmann, gitarzysta grający niegdyś w thrashmetalowym zespole Assassin. Better Off Dead nie wzbudziło tak wielkiej sensacji jak poprzednik, choć znalazł grono ulubieńców. Dzieło Sodomu zdobywało jednak pozytywne opinie.

Okładka została stworzona przez Andreasa Marschall'a. Przedstawiona jest na niej ściana ze starożytnymi runami. Prawdopodobnie jest to jakiś grobowiec; po jego prawej stronie jest dziura, z której wystawia swoją rękę maskotka grupy, Knarrenheinz. Grafika stylem wykonania przypomina trochę okładkę płyty Sodom z 2006 roku. Obraz jest tajemniczy i ponury; Knarrenheinz wygląda na niebezpiecznego typa, martwego weterana wojny powstałego z grobu. Zapowiada się na rozpierduchę jeszcze mocniejszą niż na Tapping The Vein. Czy aby na pewno?

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9,75/10 - Hellish_Torture
- 8/10 - slayrrr666
- 9,75/10 - Metal_Thrasher90
- 9/10 - hippie_holocaust
- 9,25/10 - Evil_Johnny_666


Lista utworów:

1. An Eye For An Eye
2. Shellfire Defense
3. The Saw Is The Law
4. Turn Your Head Around
5. Capture The Flag
6. Cold Sweat
7. Bloodtrails
8. Never Healing Wound
9. Better Off Dead
10. Resurrection
11. Tarred And Feathered
12. Stalinorgel

Better Off Dead początkowo wydawało mi się bardzo przeciętne; ot takie połączenie speed metalu i thrash metalu ("a miał być thrash/death metal z Tapping The Vein do kurwy nędzy!"); ostatecznie Better Off Dead do dzisiaj bardzo często ląduje u mnie w odtwarzaczu. Płyta jest wolniejsza od poprzednika, nie jest jednak lżejsza. Słychać, że chłopaki powoli dążyli w stronę płyty Tapping The Vein, toteż mamy tu parę jej naleciałości. Niby Michael Hoffmann i Andy Brings to gitarzyści grający innymi stylami, aczkolwiek trudno jest się oprzeć, że czasem chłopaki brzmieli dość do siebie podobnie. Słuchając tego albumu pomyślałem sobie, że Agent Orange to jednak przereklamowana płyta; no w mordę, ciężko jest się oprzeć tymi riffami i melodyjnością Better Off Dead, co z tego że chłopaki czerpali w tamtym okresie inspiracje ze speed metalu? Jest klimat, są dobre riffy i solówki, jest dwanaście dobrze zagranych utworów; Sodom nic nie stracił zatrudniając na miejsce Franka Blackfire'a Michaela Hoffmanna. Szkoda tylko, że ten facet grał z tą grupą tak krótko. Całe szczęście, że udało się w tym składzie wydać chociaż jeden album. Po włączeniu pierwszego utworu słyszymy fragment filmu Punisher, w którym główny bohater skarży się bogu na brak sprawiedliwości na świecie (na myśl przychodzi album Urban Discipline Biohazardu). Później rozpoczyna się przyzwoity, zrównoważony numer wpadający w ucho o tytule An Eye For An Eye. Numer drugi bardzo przypadł mi do gustu; jest to thrashowa petarda w stylu Tapping The Vein, Shellfire Defense. Jest to również mój faworyt, dla mnie jeden z najlepszych utworów Sodomu. Choć panowie zwalniają przy trójce, to jednak dostajemy kolejny, świetny tytuł z Better Off Dead: The Saw Is The Law. Czwórka również nie brzmi źle. Jest to drugi cover zespołu Tank (pierwszy pojawił się na Agent Orange), Turn Your Head Around. Numer ten idealnie nadaje się na koncerty. Za piątką początkowo nie przepadałem, jest to jednak całkiem przyzwoity numer o tytule Capture The Flag. Dalej znajduje się Cold Sweat zespołu Thin Lizzy. Pomimo, że utwór został zagrany bardzo dobrze, to jednak nie przepadam za nim; jest on tutaj tak samo oczekiwany jak Don't Walk Away na płycie Agent Orange. Chłopaki nie mogli zagrać pierwszego coveru Tank tutaj? Sodom po raz kolejny zaczyna siać rozpierduchę przy bardzo dobrym utworze o tytule Bloodtrails. Dalej panowie prezentują speedmetalowy utwór o tytule Never Healing Wound; jest to trochę gorszy kawałek od pozostałych, choć można nim nacieszyć uszy. Przy dziewiątce panowie z Sodomu ponownie dopierdalają węgla do pieca; w głośnikach leci jeden z szybszych numerów na płycie: tytułowy Better Off Dead. Resurrection od samego początku wpada w ucho; jest to jeden z wolniejszych numerów na albumie, wpada jednak w ucho. Better Off Dead nie zanudza słuchacza do samego końca. Następne w kolejności jest szybkie Tarred And Feathered. Ostatnim na płycie kawałkiem jest Stalinorgel; numer powinien spodobać się starszym fanom Sodomu, może skojarzyć się on z takimi klasykami jak Conjuration, czy chociażby Ausgebombt.

Teksty na Better Off Dead są całkiem przyzwoite, choć nie spodobały mi się tak bardzo jak na Coma Of Souls. W przeciwieństwie do Persecution Mania i Agent Orange, teksty zostały zainspirowane głównie filmami, mało jest tu mowy o prawdziwych wydarzeniach. Utwór An Eye For An Eye został zainspirowany filmem Punisher z 1989 roku. Podmiot liryczny (jednocześnie bohater utworu) skarży się bogu na brak sprawiedliwości na świecie. Podczas tej "rozmowy" osoba mówiąca dostrzega, iż tak naprawdę władza jest zbyt nieudolna, aby zapobiec przestępstwom. Bohater utworu postanawia, iż sam zacznie wymierzać sprawiedliwość. W Shellfire Defense podmiot liryczny potępia wojenny wyścig szczurów. Uważa on, iż stosowanie nowoczesnej broni jest sukcesem krótkotrwałym. Wynalezienie obrony przed tą technologią sprawiłoby, iż stałaby się ona bezużyteczna. The Saw Is The Law zostało zainspirowane filmem Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną. W utworze została opowiedziana historia człowieka, który mordował swoje ofiary przy użyciu piły łańcuchowej. Turn Your Head Around jest o człowieku, który został wsadzony do więzienia przez pomyłkę. Podmiotem lirycznym utworu jest wewnętrzne ja bohatera, które chwali go za upór i chęć przetrwania. Capture The Flag jest jednym z tych utworów zainspirowanych prawdziwymi zdarzeniami. Została tu opisana bitwa pod Hamburger Hill w Wietnamie. Bitwa zakończyła się porażką Amerykanów, których celem było ufortyfikowanie wzgórza. Wietnamczycy korzystali z potężnego ognia artyleryjskiego, po którym żołnierze Amerykańscy wyglądali niczym mięso hamburgerowe (stąd wzięła się nazwa wzgórza). Utwór Cold Sweat jest opowieścią człowieka, który wygrał pieniądze na wyścigach konnych. Podmiot liryczny postawił całą swoją kasę na konia, który zwyciężył w wyścigu. Na Bloodstrails Sodom przedstawia historię operacji Desert Shield koalicji antyirackiej. Miała ona na celu ochronę Arabii Saudyjskiej przed żołnierzami Iraku. Podmiot liryczny twierdzi, iż operacja ta nie miała sensu, gdyż Amerykanie wmieszali się w sprawy, które Irak i Arabia Saudyjska powinny rozwiązać same. Resurrection zostało napisane przez Toma Angelrippera, by uczcić pamięć zmarłego ojca. Podmiot liryczny zapewnia adresata, iż w raju będzie wiódł beztroskie życie. Tarred And Feathered jest poświęcone kobietom, które niewinnie zostały stracone podczas inkwizycji. Podmiot liryczny podaje za co karano w tamtych czasach kobiety, a także podaje przykłady tortur. Stalinorgel jest na temat wojny Związku Radzieckiego z III Rzeszą. W utworze opisana jest klęska żołnierzy Hitlera na ziemi Stalina. Związek Radziecki używał wyrzutni zwanych Katiusz, aby móc ostatecznie rozgromić armię III Rzeszy.

Podsumowując, Better Off Dead to bardzo dobry krążek. Moim zdaniem płyta znacząco przebija "flagowy" album Sodomu, Agent Orange. Jest to bardzo różnorodny krążek, chłopaki postanowili zainspirować się modnym na początku lat 80-tych speed metalem grając jednocześnie thrash. Sodom udowodnił, iż jest w stanie poradzić sobie dobrze bez Franka Blackfire'a. Kompozycje są bardzo dobre; album jest żywiołowy, klimatyczny, a riffy i solówki zapadają w pamięć. Album nie nudzi się wcale, choć nie wszystkie utwory są dopracowane na ostatni guzik. Tak samo jak w przypadku Coma Of Souls, polecam czwartą płytę Sodomu. Nie wszystkim przypadnie do gustu, jest jednak bardziej profesjonalny od swojego poprzednika.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobre teksty
- Okładka
- Przekaz
- Różnorodność
- Świetne riffy wpadające w ucho
- Brzmienie albumu
- Klimat
- Bardzo dobry skład grupy
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Niektóre utwory są lekko niedopracowane


Okładka: 9,5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 9,25/10

Ogólna ocena: 9,25/10

Mamy remis. Obie płyty zostały wykonane na równym poziomie. Chłopaki z Kreatora stworzyli lepsze teksty, Sodom z kolei zrobił na mnie wrażenie kompozycjami i okładką.

5 komentarzy:

  1. Zapomniałeś o tekstach do Never healing wound i Better of dead

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio próbuję umieszczać te bardziej interesujące teksty, tych gorszych unikam gdy utworów jest całkiem sporo. Na razie staram się iść w tym kierunku, choć tego nie widać.

      Usuń
  2. obie te płyty uwielbiałem za młodu czyli w czasie kiedy były ich premiery. różnica jest taka że dziś czyli ponad 20 lat później uwielbiam je obie ale innych płyt tych zespołów słuchać nie mogę, są teraz dla mnie zbyt infantylne i prostackie. z resztą po ponad 20 latach 90% muzyki z mojej młodości nie dam rady słuchać.kiedyś kupowałem w ciemno płyty z młodości i większośc potem sprzedałem/ z europejskiego thrashu na półce mam właśnie coma of souls i better off dead oraz coroner - grin (gdyż mental vortex i no more color też juz dziś to dla mnie pierdoły). gusta z wiekiem się bardzo zmieniają. tak jak w młodości szalałem za assassin - the upcomong terror a po latach po chwili musiałem odtwarzacz wyłączyć. jednak jeżeli chodzi o thrash z poza wody to do teraz lubię 2 pierwsze annihilatory, sepultury-schizo, remains, arise, slayery-reign,south,abyss, 4 pierwsze metalliki, megadethy-peace,rust, sacred reich - american way, testament-gathering. co innego death metal do teraz uwielbiam 4 ostatnie deathy, atheist-presence,elements, cynic-focus, morbid angel-sick, obituary-cause a z europy oczywiście paradise lost-gothic i shades, carcass-necroticism i heartowrk oraz pestilence-testimony of the ancients i shperes.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem podobnego zdania, Sodom i Kreator we wczesnym stadium działalności brzmiały trochę infantylnie. Podobnie zresztą Assassin, Exodus, Metallica na Kill 'Em All, Anthrax, Overkill do Horrorscope... mówiłem już nie raz na blogu, że wiele płyt pierwszej ery thrashu brzmi dosyć podobnie, łączy je właśnie ta dziwna niedojrzałość. Co do tych przedstawionych przez ciebie, osobiście lubię Sepulturę), 5 pierwszych płyt Metalliki, Slayera do Repentless (które moim zdaniem było jedyną kiepską płytą tego zespołu), Death (4 pierwsze płyty + Symbolic), Morbid Angel dosłuchałem do Covenant, Obituary (trzy pierwsze płyty) i Pestilence (dwa pierwsze krążki).

      Osobiście bardzo lubię Death, jednak jakimś cudem nie potrafię słuchać w całości Individual Thought Patterns. Nie żeby to była zła płyta, ale po prostu przesłuchując ją, w pewnym momencie przestaje mnie interesować. Wcześniej miałem tak z Human, to jednak zacząłem lubić wraz z kolejnymi przesłuchaniami. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. nie zgodzę się z Kill'em All. To według mnie najbardziej własnie dojrzała płyta Metalliki choc pierwsza. przecież ona brzmi jak żywcem wyciągnięta z lat 70ych. Sporo tam grania typu Black Sabbath czy nawet naleciałości Led Zeppelin i w ogóle tamtego okresu. Od Ride zaczeły się patataje choć oczywiście ride, puppets i justice uwielbiam. czarna to już dla mnie pop nie mam jej na półce. Jeszcze w tym moim długim wywodzie zapomniałem o 2 świetnych płytach Terrorizer-World Downfall oraz Celtic Frost-To Mega Therion

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj nas!