Wyszukaj

26 grudnia 2015

Recenzja: Dying Fetus - Grotesque Impalement


Witam w kolejnej recenzji. Od razu na wstępie zdradzę wam pewną tajemnicę. Na dzisiejszy dzień planowałem zrecenzować Human grupy Death. Ostatecznie jednak pewien czytelnik zapytał się mnie, czy nie mógłbym zrobić z tego konfrontacji. Postanowiłem przemyśleć tą propozycję, z tego powodu zabiorę się za recenzję innej, znanej deathmetalowej grupy. Co tu dużo mówić, Dying Fetus nigdy mnie specjalnie do siebie nie ciągnęło. Do recenzji ich flagowej EP-ki zostałem zachęcony przez kanał wykonujący wersje Radio Disney metalowych numerów. Przed wami: Dying Fetus - Grotesque Impalement.

Jest to pierwsza EP-ka amerykańskiego zespołu brutal deathmetalowego Dying Fetus. Została wydana na początku 2000 roku nakładem Blunt Force Records. Jest to płyta stworzona zupełnie inaczej od pozostałych krążków Dying Fetus, z jednej strony pokazuje w jakim kierunku zmierza ta grupa, z drugiej ma charakter żartobliwy. Za sprawą utworu tytułowego, EP-ka spodobała się fanom ciężkich brzmień.

Grafika wygląda na obraz surrealistyczny. Widnieją na niej trzy postacie przybite do wyrastających z ziemi kolców. Patrząc na styl wykonania okładki można się spodziewać, z jakim krążkiem będziemy mieli do czynienia. Ponure barwy i brutalny obraz w stylu Vincenta Locke'a mówią same za siebie. W prawym górnym rogu znajduje się z kolei logo zespołu stylizowane na zespoły blackmetalowe, zdecydowanie bardziej mi się podoba od oryginalnego, wykonanego przy użyciu czcionki Impact. Jak na okładkę zdobiącą EP-kę, ktoś włożył naprawdę dużo trudu.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 7,5/10 - meximetal95
- 5,5/10 - noktorn
- 8,5/10 - FuckinBill
- 9/10 - nailbunnybooya


Lista utworów:

1. Grotesque Impalement
2. Streaks Of Blood
3. Bringing Back The Glory
4. Tearing Inside The Womb
5. Final Scream
6. Hail Mighty North / Forest Trolls Of Satan
7. Reduced To Slavery
8. Dumpster Love

Pamiętam jak wyglądał mój pierwszy kontakt z tą płytą. EP-ka Dying Fetus zrobiła na mnie spore wrażenie, przez jakiś czas muzyka zawarta na płycie brzmi jak klasyka brutal death metalu. Później jednak fani mogą być nieco zawiedzeni humorystycznymi, heavymetalowymi kompozycjami. Mnie tam osobiście nie przeszkodziło to w słuchaniu, chociaż muszę przyznać, że na początku byłem zdziwiony słysząc Dumpster Love, lub Hail Mighty North / Forest Trolls Of Satan. Za pierwszą czwórkę Dying Fetus powinno jednak bez problemu wpisać się na karty historii brutal death metalu. Jest ciężko, brutalnie, co chwila jesteśmy raczeni soczystymi blast beat'ami i zwrotami akcji obfitującymi w ciekawe riffy i solówki. John Gallagher i Jason Netherton spisują się na wokalu znakomicie. Ich zróżnicowane style wokalne bardzo dobrze ze sobą kontrastują. Spośród ośmiu wyżej wymienionych utworów, 2 są coverami. Pomimo tych zalet, płyta z pewnością nie spodoba się osobom oczekującym od Dying Fetus poziomu wydawnictw typu Stop At Nothing, czy chociażby Reign Supreme. Dla kogoś kto mało zna tą grupę, Grotesque Impalement powinno jednak wystarczyć do dobrej zabawy. Na pierwszy ogień idzie świetne Grotesque Impalement, utwór bardzo dobrze nakręca do przesłuchania reszty płyty (zwłaszcza, gdy emocje opadną). Pod numerem drugim kryje się kolejny, bardzo dobry kawałek będący coverem Baphomet: Streaks Of Blood. Bringing Back The Glory jest całkiem przyzwoitym coverem hardcore'owej grupy Next Step Up. Następne w kolejności jest niezłe Bringing Back The Glory. Po tej brutal deathmetalowej jeździe bez trzymanki zaczyna się część humorystyczna płyty; utwór Final Scream zabawnym przerywnikiem, jest to jednocześnie intro do ciekawego, heavymetalowego kawałka o tytule Hail Mighty North / Forest Trolls Of Satan. Od tej pory Grotesque Impalement raczy nas bonusami. W dalszej kolejności jest Reduced To Slavery; w późniejszym czasie utwór pojawił się jako bonus do albumu Destroy The Opposition. Album kończy przyzwoity, choć dość lekki kawałek Dumpster Love. Numer ten został nagrany w 2010 roku, pojawił się na wersji limitowanej albumu wydanej przez Relapse Records w 2011 roku.

Tematyka albumu jest bardzo zróżnicowana. Nie tylko jest tu mowa o śmierci, ale także o skazach psychicznych, wojnach gangów, Dying Fetus w utworach przedstawia nawet temat miłości! Problem w tym, że teksty nie są wcale dobrze napisane. Najlepszym przykładem jest pierwszy numer; choć teksty są rozbudowane, ciężko w nich znaleźć sens. W Grotesque Impalement podmiotem lirycznym jest kat uśmiercający kobietę. Mowa jest tu o dziwce przebitej palem. Po ceremonii w umyśle podmiotu lirycznego rodzą się fantazje na temat uśmierconej osoby. W Streaks Of Blood podmiotem lirycznym jest mężczyzna molestowany w młodości. Bohater utworu jest zawiedziony postępowaniem swojej matki, która stanęła w obronie kochanka będącego w rzeczywistości pedofilem. Z tego powodu podmiot liryczny zabija matkę. W Bringing Back The Glory wypowiada się członek pewnego nowojorskiego gangu; kieruje on swoje słowa do wroga, którego ma zamiar pokonać. Choć Final Scream jest jedynie przerywnikiem, zawarta jest w nim nieprzyjemna, choć zabawnie zagrana historyjka. W utworze rozmawia psychopatyczny ojciec ze swoim fajtłapowatym synkiem Davey. Facet krzyczy na chłopca, gdyż ten pomimo późnej pory nie jest jeszcze w łóżku. Pomimo, że Davey w rzeczywistości ma 26 lat, ojciec traktuje go jak małe dziecko. Hail Mighty North / Forest Trolls Of Satan mało ma wspólnego z północą i trollami szatana. W utworze wypowiada się mężczyzna zdradzony przez kobietę. Krytykuje ją za bezmyślność i żądzę bogactwa. Właściwego tekstu do utworu Reduced To Slavery nie znalazłem. Dumpster Love jest parodią piosenek miłosnych. W utworze wypowiada się facet zakochany w otyłej kobiecie.

Podsumowując, Grotesque Impalement to przyzwoita EP-ka, choć nie nadałbym jej statusu kultowego. Pomimo, że płyta od samego początku prezentuje poziom ponadprzeciętny, fani brutal death metalu z pewnością jej nie docenią. Poza trzema porządnymi autorskimi numerami, Dying Fetus nie pokazało zbyt dużo klasy. Ostatecznie jednak jest się z czego pośmiać, panowie skomponowali parę porządnych numerów, a także stworzyli dwa ciekawe covery. Zagorzałym fanom Dying Fetus nie polecam, dałoby się jednak wyselekcjonować utwory lepsze od gorszych. Jeżeli jednak szukacie płyty, która ucieszyłaby słuchacza nie tylko wpierdolem, ale i humorem - nic tylko brać  i słuchać.

Zalety:
- Przyzwoite kompozycje
- Różnorodność
- Zabawny przekaz
- Bardzo dobre covery
- Ciekawy przerywnik Final Scream

Wady:
- Styl pisania tekstów
- Płyta nie spodoba się fanom Dying Fetus


Okładka: 9,5/10
Teksty: 5,75/10
Kompozycje: 7,5/10

Ogólna ocena: 7/10

24 grudnia 2015

Komentarz (6): Podsumowanie gustów 2015 (Adi666)


Witam w kolejnym komentarzu. Dzisiaj nie będę krytykował ludzi za ich głupotę, nie będę smęcił o włosach, nie będzie historyjek z dzieciństwa (w ogóle to one były?). Na spokojnie podsumuję zespoły i płyty słuchane najczęściej przeze mnie w 2015 roku. Omówię je na podstawie moich scrobbli na last.fm; w przypadku 240Michała gusta nie zgadzają się z muzyką której słuchał, toteż on nie wystąpi ze mną w tym komentarzu. Jeżeli nie widzieliście życzeń świątecznych przesłanych przez nas na Facebooku, to życzę czytelnikom wesołych świąt i udanej wigilii. Miejmy nadzieję, że się nażrecie do syta karpiami i dostaniecie prezenty na które długo czekaliście. 


Na początku wymienię 5 najczęściej słuchanych przeze mnie wykonawców w ciągu roku. Jak już się domyśliliście, moim tegorocznym numerem 1 wśród zespołów na last.fm jest Sodom (w zeszłym roku była to Sepultura). Zacząłem słuchać tej grupy pod koniec roku 2014, tak się w nią wciągnąłem, że w ciągu kilku miesięcy przybyło mi ponad 2 tysiące odsłuchań utworów (na dzisiaj ilość odtworzeń wynosi 3438). Taki thrash jak oni wykonują ma prawo się podobać. Chłopaki z Niemiec zdecydowanie trafili w moje gusta!

Na drugim miejscu mamy Fear Factory z ilością 1906 scrobbli. Industrialmetalowcy również trafili w mój czuły punkt; połączenie industrialu, groove'u i death metalu zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. Kapeli zacząłem słuchać w styczniu 2015 roku, pochłaniając jak gąbka płyty Demanufacture i Archetype panowie narobili mi mnóstwo radochy w tym roku :) 

Trzecie miejsce: Sepultura. Szczerze to spodziewałem się zdecydowanie niższego wyniku, zwłaszcza dlatego, że w tym roku chłopaki z Brazylii zostali przeze mnie bardzo niedocenieni. Pomimo tego, od grudnia 2014 przesłuchałem 1474 utworów tej grupy (wliczając w ten wynik płyty Nowej Sepultury). W roku 2015 tylu nowych wykonawców pojawiło się u mnie w bibliotece, że Max Cavalera z paczką musieli po prostu ustąpić.

Na czwartym miejscu znalazła się kapela Roba Flynna, Machine Head. Począwszy od stycznia 2015 roku narobiłem sobie 1428 scrobbli, co jak na ten rok jest bardzo dobrym wynikiem. Największą fazę na ten zespół miałem w styczniu.

Piąte miejsce zajął u mnie Slayer. Choć grupa rozczarowała mnie tegorocznym wydawnictwem, nie przeszkodziło jej to w znalezieniu się w mojej osobistej topce. Nie do końca wiem jakim cudem, spodziewałem się, że ostatnią pozycją na mojej liście będzie Cannibal Corpse. Slayer nie był słuchany przeze mnie z wielką chęcią (z tym samym entuzjazmem robiłem podsumowanie grupy), najczęściej sięgałem po płyty chłopaków między styczniem a lutym, w drugiej połowie roku ilość scrobbli zaczęła spadać.


Oki. Panie, panowie i koty siedzące na ich kolanach, chyba nadszedł czas przedstawić moją topkę albumów. Wymienię pierwszą dychę stanowiącą listę moich najulubieńszych krążków tego roku.


1. Sodom - Persecution Mania


To było do przewidzenia - Sodom był najczęściej słuchanym przeze mnie wykonawcą, toteż nie mogło zabraknąć tutaj tego klasyka. Płyta wylądowała u mnie w odtwarzaczu wielokrotnie, przesłuchałem utwory z płyty aż 711 razy.

2. Sodom - Tapping The Vein


Płyta niedoceniona przez fanów Sodomu u mnie została przesłuchana mnóstwo razy. Przy jej pomocy nabiłem na last.fm 690 scrobbli. Album mocno mnie wciągnął, słuchając go natrafiłem również na wczesne wydawnictwa Kreatora.

3. Fear Factory - Demanufacture


Pierwsza trójka w fiolecie i niebieskości - nie mogło tutaj zabraknąć flagowego dzieła Fear Factory! Chłopaki zrobili tak duże wrażenie na mnie, że przez parę tygodni rajcowałem się tylko tym. Każde przeniesienie się na inną płytę było bolesne w skutkach. Z Demanufacture nabiłem 454 scrobbli.

4. Kreator - Extreme Aggression


Co dziwne, zupełnie nie spodziewałem się Extreme Aggression na czwartym miejscu. W sumie to nawet się cieszę, że czwarty krążek Kreatora znalazł się na tej pozycji, w ciągu roku słuchałem go naprawdę wiele razy. Zescrobblowałem utwory z płyty 445 razy.

5. Leeway - Born To Expire


Obecność tej mało znanej kapeli crossover'owej raczej mnie nie dziwi. Pomimo bardzo niskiej popularności, Born To Expire spodobało mi się na tyle, że narobiłem przy jego pomocy 412 scrobbli. Z pewnością miałem wpływ na średnią chłopaków z Nowego Jorku :)

6. Sodom - Agent Orange


Flagowa płyta Sodomu w moim przypadku okazała się niedoceniona. W trakcie, gdy wszyscy podniecają się na okrągło Agent Orange, u mnie najprawdopodobniej wkrótce trzeci krążek Sodomu będzie wypierany przez inne dzieła. Album widnieje u mnie w bibliotece z liczbą 404 scrobbli.

7. Fear Factory - Archetype


Druga płyta Fabryki Strachu jaką polubiłem nazywa się Archetype. W porównaniu do Demanufacture, Archetype nie wciągnęło mnie tak mocno. Pomimo tego płyta mi się spodobała, po dzisiejszy dzień sięgam po nią z entuzjazmem. Archetype zdobyło u mnie 347 scrobbli.

8. Sodom - Better Off Dead


Nie zdziwiłbym się, gdyby Better Off Dead okazało się u mnie jedną z tych płyt, w przypadku której scrobble leciały mi najszybciej. Począwszy od marca 2015 przesłuchałem utwory znajdujące się na krążku aż 341 razy.

9. Fear Factory - Soul Of A New Machine


Pełnoprawny debiut Fear Factory z pewnością znalazłby się na pierwszym miejscu wśród najszybciej scrobblowanych przeze mnie albumów. Pomiędzy październikiem a listopadem przesłuchałem utwory Duszy Nowej Maszyny aż 320 razy!

10. Kreator - Coma Of Souls


Jest to pierwszy krążek Kreatora przesłuchany przeze mnie. Po parugodzinnej sesji z Coma Of Souls, zostawiłem ten album na dość długi czas. W pewnym jednak momencie jedno z najbardziej znanych dzieł Kreatora wróciło do moich łask, podobnie jak w przypadku Soul Of A New Machine liczba scrobbli tego albumu wynosi u mnie 320 razy.


To by było na tyle. Nie chce mi się robić jakiegoś istotnego zakończenia, zostawiam was więc z płytą, która wylądowała u mnie na jedenastym miejscu na last.fm. Przed wami: Sepultura - Arise.

18 grudnia 2015

Konfrontacja: Soulfly - 3 vs Ektomorf - Instinct

 

Witam w kolejnym remake'u. Dzisiaj (17.12.2015) nasz blog świętuje drugą rocznicę. Wiem, że mogłem wykombinować na tą okazję coś lepszego, ze względu na brak pomysłu na wówczas planowany przeze mnie post, postanowiłem zrobić remake na życzenie paru czytelników i kolegów z R.A.M.. Na nowo omówię pierwszą stworzoną przeze mnie konfrontację Ektomorfa z Soulfly. Jak fani obu kapel wiedzą, są to dość podobne do siebie projekty, czasem obie kapele pożyczały sobie niektóre rozwiązania. Zarówno Ektomorf jak i Soulfly znane są z eksperymentowania, ostatecznie dłużej na swoim zostaje Ektomorf, czego dowodem jest album Retribution. Za chwilę jednak się przekonamy, który z tych albumów jest lepszy. Przekonam się też, jak bardzo moja opinia uległa zmianie w stosunku do obu dzieł. Przed wami: Soulfly - 3 vs Ektomorf - Instinct.

Soulfly - 3



Trzeci album amerykańskiej grupy groovemetalowej Soulfly (zwany po prostu "3") został wydany 25 czerwca 2002 roku nakładem Roadrunner Records. "Trójka" Soulfly jest czwartym krążkiem, na którym króluje koncept połączenia groove metalu i nu metalu (obok Roots Sepultury, Soulfly i Primitive). Przed rozpoczęciem nagrań z zespołu odchodzi perkusista Joe Nunez, zostaje on zastąpiony byłym bębniarzem Royem Mayorgą. Rzeczywista nazwa albumu to "om" - hinduska sylaba posiadająca wiele znaczeń, między innymi katharsis, powstanie wszechświata. Ogólnie kojarzy się ze wszystkim co dobre. Max miał jeszcze jeden pretekst aby nadać taką a nie inną nazwę; w końcu to był trzeci album Maxa wydany poza Sepulturą, bez brata. Po latach Max Cavalera wyznał w jednym z wywiadów, że żałuje swojej decyzji w związku z nie nadaniem nazwy "Downstroy" trójeczce. W 2008 roku album osiągnął ilość 195 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, a w rankingu Billboard 200 z 2002 roku osiągnął 46 pozycję.

Na okładce widnieje wcześniej omówiona przeze mnie sylaba - "Om", tło z kolei przypomina pergamin. Po raz kolejny mam wrażenie jakby ta okładka została zrobiona komputerowo. Grafik wykonanych w 3D wręcz nienawidzę, a to co tutaj zostało ukazane jest najprawdopodobniej marnotrawieniem energii elektrycznej na działanie komputera podczas wykonywania tego czegoś. Owszem, niby miało to być "symboliczne", ale zirytowało mnie to, że do takiego gówna komuś chciało się wysilać mózg. Podsumowując, okładka wygląda niewinnie, ale kryje się w niej szatan. Oglądać tylko przy zgaszonym monitorze.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 6,25/10 - Metalorecenzje (początkowa wersja)
- 6/10 - Metal Archives
- 8/10 - Rockmetal
- 5/10 - Allmusic



Lista utworów:

1. Downstroy
2. Seek 'N' Strike
3. Enterfaith
4. One
5. L.O.T.M.
6. Brasil
7. Tree Of Pain
8. One Nation
9. 9-11-01
10. Call To Arms
11. Four Elements
12. Soulfly III
13. Sangue De Bairro
14. Zumbi
15. I Will Refuse
16. Under The Sun Every Day Comes And Goes

Trzeci album Maxa Cavalery jest zarówno pierwszą wtopą. Gdy wielu jego fanów uważa, że najgorszą zmorą przy której mógł pracować było Roots, to jest w wielkim błędzie. Soulfly wydało parę kiepskich albumów, niewątpliwie trójka jest jednym z nich. Pytacie się dlaczego? Kompozycje może i nie były jakąś katorgą, aczkolwiek album po prostu nie wpadał w ucho. Krążek dosyć szybko stawał się nudny, płyta najczęściej kurzyła się gdzieś w czeluściach mojej szafki. Przyznam jednak, że parę ciekawszych numerów można tu znaleźć. Idealnymi przykładami jest pierwsza dwójka idealna na koncerty: Downstroy i Seek 'N' Strike. Trójka już nieco psuje ten album. W głośnikach leci kiepsko skonstruowane Enterfaith. Następne w kolejności jest One. Utwór został wykonany wraz z Christianem Machado z Ill Nino; jest to za razem jeden z lżejszych numerów, w jakich Max Cavalera maczał palce. Po nim trójka prezentuje swoją najlepszą stronę: słyszymy ostrzejszy numer L.O.T.M., przebojowe Brasil wzorowane na twórczości Chico Science i całkiem niezły kawał grania w postaci Tree Of Pain (wystąpił w nim syn Maxa, Richie Cavalera). Nieco słabiej w porównaniu do nich wypada One Nation. Później dostajemy minutę ciszy dla ofiar zamachu z 11 września w numerze zatytułowanym 9-11-01. Po całkiem dobrym Call To Arms (w którym wystąpił Danny Marianino) album się psuje. Dostajemy nijakie Four Elements, nudne Soulfly III i w miarę niezłe Sangue De Bairro. Ostatnim utworem z wersji oryginalnej jest średniak w postaci Zumbi. Dwa ostatnie utwory to bonusy. Dostajemy całkiem niezłe I Will Refuse (cover Pailhead), oraz przeróbkę utworu Black Sabbath w postaci Under The Sun Every Day Comes And Goes.

Teksty w utworach z trzeciego albumu spokojnie dorównują tym napisanym przez Sepulturę za czasów Chaos A.D., czy chociażby Roots. Wiadomo więc, że to co napisał Max Cavalera nie jest złe. Da się to jakoś czytać, słychać w tym inspirację i inwencję twórczą. Wiadomo, to nie był jeszcze czas, gdy Max był zmęczonym staruszkiem z nadwagą. W większości na albumie dominuje tematyka religijna, często jest również mowa o walce o swoje prawa i pokonywaniu życiowych przeciwności. Downstroy jest utworem o tematyce chrześcijańskiej. Mowa jest tu o walce prześladowanej religii z jej prześladowcami. Seek 'N' Strike tematyką przypomina nieco utwory z Roots. Mowa jest tu o plemieniu, które zamierza pokazać się światu i chce walczyć o swoje prawa. Enterfaith jest o osobie, która osiągnęła sukces dzięki wierze w boga. Nie potrafię konkretnie powiedzieć o czym jest utwór One. Jest w nim zawarta metafora. Mowa jest tu o przeszkodach, jakie czekają na człowieka w życiu. L.O.T.M. jest poświęcone fanom metalu. Max opisuje zwyczaje i odmienność subkultury metalowej od reszty świata. Brasil jest poświęcone krajowi z którego pochodzi wokalista Soulfly: Brazylii. Max opowiada fanom o trudach życia w tym kraju i różnych skojarzeniach z nim związanych. Tree Of Pain jest poświęcone zmarłemu pasierbowi Maxa, Danie. One Nation jest o idei pokoju na świecie. Wokalista namawia ludzi do zniszczenia wszelkich ludzkich granic prowadzących do wojen. Call To Arms zostało zainspirowane zamachami terrorystycznymi z 11 września 2001 roku. Wokaliści potępiają islam i jego ideologię, namawiają świat do walki ze złem jakie ta religia wyrządza. Four Elements jest o postawie wobec drugiego człowieka. Opisane są w utworze elementy jakimi ludzie powinni się kierować w życiu: dusza, pięść, umysł i serce. One istnieją, aby człowiek mógł czuć, walczyć w razie potrzeby, myśleć i kochać. Nie potrafiłem rozszyfrować o czym jest Sangue De Bairro. I Will Refuse jest o człowieku, który zastanawia się nad ludzką naturą. Pomimo wyboru bycia dobrym, zastanawia się nad tym, jaki byłby będąc zły. W Under The Sun Every Day Comes And Goes podmiot liryczny namawia słuchaczy do życia według swoich zasad, bez słuchania autorytetów.

Podsumowując, trzeci album nie jest udanym dziełem. Jak już mówiłem, album był pierwszym gorszym krążkiem stworzonym przez Maxa Cavalerę. Kompozycje są średnie; większość utworów dosyć szybko się nudzi, nie przyciągają zbytniej uwagi. Zdecydowanie jest to płyta jednorazowa, po przesłuchaniu jej w całości jedyne co słuchacz zrobi to wyselekcjonuje najlepsze utwory, po czym gorsze zostawi (i najprawdopodobniej nigdy ich nie tknie). W przeciwieństwie do kompozycji, teksty zostały bardziej przemyślane. Nie tylko miały całkiem pozytywny przekaz, ale zostały również dobrze napisane. Właściwie to jeżeli miałbym polecić trójkę Soulfly, to tylko za to, co Cavalera ma w nim do powiedzenia.

Zalety:
- Bardzo dobre teksty
- Żywiołowość i energia
- Pozytywny przekaz

Wady:
- Nuda
- Album nie zapada w pamięć
- Okładka
- Ilość utworów mogąca zmęczyć


Okładka: 0/10!
Teksty: 8/10
Kompozycje: 5,5/10

Ogólna ocena: 5,25/10


Ektomorf - Instinct


Instinct jest czwartym albumem studyjnym (w tym szóstym wydawnictwem) węgierskiej grupy groovemetalowej Ektomorf. Został wydany 29 marca 2005 roku nakładem Nuclear Blast Records. Pod koniec 2004 roku grupa zapowiedziała wydanie nowego albumu. Według Zoltana, Instinct miało być ich najcięższym krążkiem. Kapela zrezygnowała z metalu alternatywnego na rzecz ostrzejszego groove'u i thrashu. Ponieważ ta grupa jest znana tylko z tego, że potrafią grać, Instinct zebrało niewiele więcej publiki. W trakcie promowania albumu, Ektomorf rozpoczęło trasę koncertową wraz z Children Of Bodom.

Fani tej grupy dobrze wiedzą, że zanim Ektomorf stworzy jakąś okładkę na której można zawiesić oko minie dużo czasu. Ta okładka wbrew pozorom nie jest aż taka zła jak pozostałe (nie licząc albumów Black Flag oraz Retribution). Przedstawione są na niej zwierzęta, a konkretnie 3 lwy oraz niedźwiedź, w środku z kolei widzimy symbol tej kapeli. Grafika prezentuje się tak, jakby została stworzona przez jaskiniowców w dawnych czasach, co nadaje jej dzikości. Nie zwiastuje to jednak tego, co ma się wkrótce na płycie wydarzyć.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 8/10 - Metalorecenzje (początkowa wersja)
- 7/10 - Rockmetal
- 7/10 - Metalstorm
- 8/10 - R.A.M.


Lista utworów:

1. Set Me Free
2. Show Your Fist
3. Instinct
4. Burn
5. The Holy Noise
6. Fuck You All
7. United Nations
8. Land Of Pain
9. I Break You
10. You Get What You Give
11. Until The End
12. I Will

Po czasie muszę przyznać, że Instinct było w mojej bibliotece jedną z najbardziej niedocenianych płyt. Pomimo wystawienia wysokiej oceny, słuchałem tego dosyć rzadko, nie ukrywam, że czasem zapominałem o istnieniu tego krążka (w szczególności po awarii dysku twardego w kwietniu 2014). Kompletnie nie rozumiem, dlaczego dopiero teraz pobrałem tą płytę, jest to jedno z najlepszych dzieł jakie może zaoferować nam Ektomorf. Obok Black Flag i Aggressora jest to najostrzejsza płyta tej kapeli. Cechuje ją surowość, agresja i szybkość (właściwie dzikość). Pomimo braku w miarę dobrych riffów (w stylu Outcast), energia, klimat i przebojowość nadają temu krążkowi unikalnego stylu. Weźmy jeszcze pod uwagę to, że dwaj bracia założyciele (Zoltan i Csaba) są cyganami... oni mają energię we krwi, chłopaki po wykonywaniu przeciętnych płyt z gatunku metal alternatywny wzięli się w garść i stworzyli nie tylko ciężki, ale i typowo energiczny album dla siebie. To już nie jest nawet groove, tej płycie całkiem niedaleko do thrashu. Co ciekawe, mało tu elementów tribal metalowych; chłopaki po prostu postawili na porządną rozpierduchę, bez efektów specjalnych. Fajnie byłoby kiedykolwiek zobaczyć jakiś materiał koncertowy z tej płyty, założę się, że to był jeden z najlepszych okresów koncertowania dla Ektomorfa. Na początku chłopaki prezentują trzy numery mogące robić furorę na koncertach jako medley: Set Me Free, Show Your Fist i Instinct. Nieco słabszym kawałkiem jest utwór o tytule Burn. Kolejnym numerem jest dzikie The Holy Noise nadające się na koncerty. Moim faworytem na płycie jest agresywne Fuck You All, Ektomorf prawdopodobnie pierwszy raz gra tak ciężko. Pod numerem siódmym słyszymy wolniejszy, klimatyczny numer o tytule United Nations. Po nim słyszymy krótki instrumental nazwany Land Of Pain. Jednym ze słabszych kawałków na Instinct jest I Break You; po nim jednak Ektomorf się wybija tworząc porządny numer na koncerty: You Get What You Give. Dwa ostatnie to Until The End i I Will. Między nimi znajduje się przerwa w postaci intra/outra.

Teksty na płycie Instinct są prostej budowy. Nie są zbyt skomplikowane, choć o granice absurdu (jak u Cavalery) nie zahaczają. Ich tematyka skupia się głównie na ucisku ludzi słabszych przez rząd, instynkcie samozachowawczym człowieka pozwalającym mu na pokonywanie przeszkód, tak samo jak na wielu innych krążkach tej kapeli pojawia się też tematyka związana z rasizmem. Set Me Free opowiada o losach ludzi żyjących w kraju ogarniętym wojną. Podmiot liryczny przedstawia ich zachowanie i strach; Zoltan Farkas w 2014 roku przyznał, że utwór równie dobrze mógłby opowiadać historię ludzi znajdujących się na Ukrainie w trakcie wojny. Show Your Fist jest o rasie ludzkiej, która ma wolę walki we krwi. Omówiony jest los obywateli kraju, który przez długie lata jest w stanie wojny. Spowodowało to w ludziach narodziny woli walki. W Instinct, Until The End i I Will podmiotem lirycznym jest osoba, która przez całe życie kieruje się instynktem. Twierdzi ona, iż to pomaga jej w podejmowaniu decyzji i pokonywaniu przeszkód. Burn i I Break You skierowane jest do człowieka będącego hipokrytą. Podmiot liryczny brzydzi się jego charakterem i złośliwością wobec innych ludzi. The Holy Noise skierowane jest do fanów. Grupa opisuje w utworze swoją muzykę, nazywa ją "świętym dźwiękiem". Fuck You All skierowane jest do bogatych ludzi mających uprzedzenia do osób z niższych warstw społecznych. Z kolei United Nations jest krytyką rasizmu. You Get What You Give wychwala istnienie karmy. Podmiot liryczny twierdzi, iż przez jej istnienie jest silniejszy. Tym samym daje przekaz, aby nie krzywdzić innych, gdyż oprawcę może spotkać kara.

Podsumowując, Instinct to naprawdę bardzo dobry album. Nie zawiodłem się, jest to godny polecenia krążek, choć od pozostałych wydawnictw Ektomorfa znacząco się różni. Płyta potrafi zaciekawić i zadowolić; album cechuje żywiołowość, agresja i klimat, choć ciekawsze riffy ciężko było wyłapać. Przez to ostatnie płyta ciężej zapada w pamięć, warto jednak się nią zainteresować między innymi ze względu na pozytywny przekaz. Ektomorf ma mnóstwo utworów o rasizmie na swoim koncie, na Instnict tego jednak nie uświadczymy; wiele z nich odnosi się do walki obywatela z polityką, a także człowieka, który potrafi zapanować nad swoim losem przy pomocy instynktu. Ogólnie mówiąc - płyta godna polecenia, z pewnością jeden z najlepszych krążków naszych kolegów z Węgier.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Dobrze napisane teksty
- Przekaz
- Energia
- Surowość i agresja
- Klimat
- Okładka

Wady:
- Przeciętne riffy
- Utwór czwarty i dziewiąty


Okładka: 8/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 8/10

Konfrontację wygrywa album: Instinct. Płyta Ektomorfa przeganiała dzieło Soulfly pod niemal każdym względem: została lepiej skomponowana i miała lepszą okładkę. Kapela Maxa Cavalery dostaje ode mnie punkt za teksty.

12 grudnia 2015

Recenzja: KAT - Bastard


Witam w kolejnej recenzji. Jak można było dostrzec, w listopadzie miałem ogromny przypływ energii, przez co wpisy wychodziły jeden po drugim. Niestety, trochę się przepaliłem, co spowodowało u mnie kryzys twórczy. Patrząc na mój ostatni wpis może i dało się dostrzec, że opisywałem album bezdusznie. Na jakość tej konfrontacji wpłynęły również same płyty, które okazały się dla mnie męczące. Tak czy siak widzę, że spodobały wam się moje wypociny (dobiliście do prawie 200 wyświetleń), zdecydowanie podnieśliście mnie tym na duchu. :) Na dzisiaj przygotowałem wam krążek zdecydowanie krótszy od dwóch poprzednich, mam nadzieję, że to również przypadnie wam do gustu. Przed wami: KAT - Bastard. Przy okazji, możliwe że niektórzy z was nie wiedzą o naszym istnieniu na Facebooku. Zapraszamy też i tutaj! :)

Bastard jest czwartym albumem studyjnym polskiej grupy thrashmetalowej KAT. Został wydany w 1992 roku nakładem Megaton Records. W 1987 roku po ukończeniu sesji nagraniowej albumu Oddech Wymarłych Światów, KAT się rozpada. Członkowie grupy skonfliktowali się z menedżerem, co spowodowało kryzys wewnętrzny. Płyta zostaje wydana po rozpadzie, od tamtej pory w obozie KATa jest cicho. Chłopaki jednoczą się w 1990 roku, pojawiają się pierwsze pogłoski dotyczące nowej płyty. W 1992 roku KAT gra wraz z Acid Drinkers i TSA na Festiwalu w Jarocinie. Niedługo potem KAT wydaje swoją czwartą płytę. Osiąga ona sporą popularność, obecnie uznawana jest za klasykę polskiego metalu.

Okładka została stworzona przez Jerzego Kurczaka współpracującego z wieloma polskimi kapelami na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Na obrazie została przedstawiona rodząca kobieta. Na przeciw niej stoi przerażony anioł. Łatwo się domyślić, że kobieta rodzi bękarta (dziecko z nieprawego łoża), z czego wysłannik niebios wyraźnie nie jest zadowolony. Jerzy Kurczak dobrze wie jak stworzyć interesującą grafikę; przyjemnie się na nią patrzy, jest ciekawą ozdobą albumu. Istniała też pierwotna wersja okładki, niewiele różniła się od współczesnego odpowiednika.



Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 10/10 - Metal Archives
- 8,75/10 - Rockmetal
- 10/10 - Considered Dead Blog
- 7,25/10 - Rate Your Music


Lista utworów:

1. W Bezkształtnej Bryle Uwięziony
2. Zawieszony Sznur
3. Bastard
4. Ojcze Samotni
5. N.D.C.
6. Piwniczne Widziadła
7. W Sadzie Śmiertelnego Piękna
8. Odmieńcy
9. Łza Dla Cieniów Minionych

Podczas tworzenia tej recenzji, zastanawiałem się, czy można byłoby uznać Bastarda za opus magnum KATa. Krążek został stworzony z sercem, KAT jeszcze bardziej oddalał się od typowego dla siebie brzmienia na 666, płyta była jednocześnie czymś zupełnie innym od Oddechu Wymarłych Światów. Oczywiście trzeba było kiedyś dojrzeć, wyzbyć się większych podobieństw do kapeli która panów zainspirowała do stworzenia projektu (krótko mówiąc: nie grać jak Venom). Nie mam pojęcia jakim wydawnictwem jest inspirowany ten krążek, jest to coś jedynego w swoim rodzaju. Jest to muzyka typowo thrashowa z paroma naleciałościami heavy metalu. Kompozycje są dość proste, panowie się nad tym nie wysilali zbytnio. Zanim pomyślicie, że już zabieram się za krytykowanie, powiem wam, że to płyta bardzo nietypowa (nawet jak na KATa); Roman Kostrzewski najprawdopodobniej zainspirował się poezją, wokalista brzmi tak, jakby czytał wiersze. Pod tym względem album przypomina trochę Phantasmagorię grupy The Mist. Dlatego nie jestem zdziwiony prostotą kompozycji, ciekawie się to zgrywa z tekstami napisanymi przez Romka. Na płycie da się znaleźć ciekawe zwroty akcji, pomimo prostoty płyta trzyma w napięciu. Można też powiedzieć, że to właśnie poezja śpiewana podniosła ponury klimat albumu. Pomimo ponad 23 lat od wydania Bastarda, płyta nie zestarzała się zbytnio. Nadal można wyczuć powiew świeżości, pomimo niezbyt satysfakcjonującej jakości nagrania. W Bezkształtnej Bryle Uwięziony nie jest jeszcze pełną definicją tej płyty; jest to bardzo dobry numer, choć jeden z najgorszych na krążku. KAT dopiero się rozkręca. Prawdziwa jazda zaczyna się od dwójki: w głośnikach leci wpadające w ucho Zawieszony Sznur. Podobna sytuacja jest z tytułową trójką (Bastard); numer jest zdecydowanie szybszy od poprzednich, nadal jednak grany riff zostaje w głowie. Pamiętam, że przy pierwszym przesłuchaniu Bastarda dotrwałem tylko do trzeciego numeru ze względu na jego ciekawe, thrashowe brzmienie. Po jakimś czasie jednak poznałem resztę. Pod numerem czwartym znajduje się mój faworyt: Ojcze Samotni. Ze względu na ciekawy refren ("Uciekajcie!!! Do swych ziem, tutaj trąd, syf, zaraza!") numer może wydać się jednym z najbardziej interesujących utworów na płycie. Pod numerem piątym znajduje się świetny, melodyjny instrumental o tytule N.D.C.. KAT nadal nie kończy pozytywnie zaskakiwać. Od numeru szóstego zaczyna się seria utworów idealnych na koncerty. Spod znaku tej cyfry jest wpadający w ucho kawałek Piwnicze Widziadła. W dalszej kolejności jest nieco szybszy numer W Sadzie Śmiertelnego Piękna. Jest to numer odpowiadający wcześniejszym płytom KATa; to co w nim najlepsze to refren, który warto usłyszeć. Pod ósemką znajduje się całkiem niezły numer idealny na koncerty (do pomachania głową, do pośpiewania) o tytule Odmieńcy. Album kończony jest sztandarową balladą KATa: Łza Dla Cieniów Minionych. Utwór podkreśla jednocześnie ponury klimat Bastarda.

Jak już mówiłem, teksty są zainspirowane poezją. Nie jest to typowy zabieg w thrash metalu, aczkolwiek słuchając Bastarda uznałem, że do tego gatunku styl ten może pasować. Teksty czyta się jak wiersze, choć ich interpretacja wymaga trochę wysiłku. Tematyka utworów dotyczy przede wszystkim umierania i zakazanej miłości (nie chodzi tylko o seks pozamałżeński, ale także o miłość do zmarłej kobiety). O dziwo, można znaleźć teksty dotyczące drugiej wojny światowej. W pierwszym utworze (W Bezkształtnej Bryle Uwięziony) wypowiada się mężczyzna leżący na łożu śmierci. Bohater utworu dopiero pod koniec życia zdał sobie sprawę, że w przeszłości dużo nagrzeszył kierowany żądzą. Zawieszony Sznur opowiada historię mężczyzny skazanego na śmierć poprzez powieszenie. Podmiot liryczny mordował ludzi będąc pod wpływem nienawiści, pomimo braku skruchy twierdzi, że tacy ludzie jak on nie powinni się rodzić. Utwór Bastard opowiada historię kobiety w ciąży. Puściła się ona z kochankiem nie interesując się zbytnio tym, że popełniła czyn karygodny. Ma ona wkrótce urodzić tytułowego bękarta. Ojcze Samotni i Piwnicze Widziadła opowiada historię ludzi poległych podczas holokaustu. W utworach podmiot liryczny krytykuje osoby, które przyczyniły się do śmierci niewinnych. W Sadzie Śmiertelnego Piękna opowiada historię kobiety zaniedbującej rodzinę. Podmiot liryczny zdradza nam, że bohaterka utworu ma z kimś romans, co powoduje konflikty w rodzinie. Bohaterem utworu Odmieńcy jest kobieciarz. Facet opowiada o swoim grzesznym życiu. W Łza Dla Cieniów Minionych podmiotem lirycznym jest mężczyzna odwiedzający grób ukochanej. Osoba mówiąca ma dużo przyjemnych wspomnień związanych ze zmarłą, toteż jej śmierć była dla niego ogromnym przeżyciem. Pomimo tej tragedii, bohater utworu próbuje jakoś żyć.

Podsumowując, Bastard to bardzo dobra płyta. Bez wątpienia jest to jedna z najlepszych polskojęzycznych płyt dostępna na rynku; kompozycje są dość proste, choć pasują do tekstów KATa. Na tej płycie można usłyszeć parę ciekawych riffów, a także zwrotów akcji. Bardzo dobre wrażenie robi ponury klimat krążka, a także jego brzmienie. Bastard to album, który prawdopodobnie niezbyt zestarzał się w ciągu 23 lat, choć jakość nagrań wskazuje inaczej. Jest to najprawdopodobniej również ostatnia, tak dobra płyta tego zespołu. Choć tematyka tekstów jest raczej przeciętna, czyta się je z przyjemnością - innowacyjny styl ich tworzenia z pewnością stał się rozpoznawalnym elementem dzieł KATa. Polecam ten krążek fanom polskiej muzyki z dawnych lat, a także kolekcjonerom thrashu szukającym czegoś, co naprawdę się wyróżnia na tle innych.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Świetne teksty
- Różnorodność
- Połączenie agresji, brutalności i piękna
- Tematyka tekstów
- Innowacyjność i nowoczesność
- Ponury klimat
- Okładka
- Wpadające w ucho riffy
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Pierwszy utwór jest trochę gorszy od pozostałych


Okładka: 9,75/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,75/10

Ogólna ocena: 9,75/10

9 grudnia 2015

Konfrontacja: Fear Factory - Soul Of A New Machine vs Napalm Death - Utopia Banished


Witam w kolejnej konfrontacji. Ostatnio myślałem o tym, co mam tego dnia zrobić; miałem ochotę porównać płyty Chakala i Destruction, oraz Fear Factory i Napalm Death. Zrobiłem losowanie przy użyciu kostek do gry. Sześć razy rzuciłem kostką; liczba nieparzysta zwiastowała punkt dla FF vs ND, parzyste liczby dawały punkt C vs D. Wyszło 4 do 2 dla przedstawionych dzisiaj napierdalaczy, toteż tamtą konfrontację zrobię przy następnej okazji. Pozostaje pytanie, czy dałoby się porównać znaną industrialową grupę z deathmetalowcami z Wielkiej Brytanii? Owszem. Dawniej Fear Factory łączyło death metal z grindcorem i odrobiną industrialu, toteż z pewnością jest godnym kandydatem dla Napalm Death. Niestety, podczas opisywania tych płyt nie byłem w formie; nie dość, że byłem ostatnio w stresie, to jeszcze obie recenzje napsuły mi krwi. O wszystkim dowiecie się za chwilę. Przed wami: Fear Factory - Soul Of A New Machine vs Napalm Death - Utopia Banished


Fear Factory - Soul Of A New Machine


Soul Of A New Machine jest pierwszym albumem studyjnym amerykańskiej grupy industrial metalowej Fear Factory. Został wydany 25 sierpnia 1992 nakładem Roadrunner Records. W rzeczywistości płyta była drugim wydawnictwem nagranym przez Fear Factory, pierwszym był album Concrete (nagrany w 1991, wydany w 2002). Grupa na płycie zamieściła nowe wersje kilku utworów oryginalnie zamieszczonych na Concrete, nagrała również parę nowszych numerów. Soul Of A New Machine było inspirowane grupami Godflesh i Napalm Death. Płyta osiągnęła znaczny sukces komercyjny, stała się jednym z najlepiej sprzedających albumów wytwórni Roadrunner Records (obok Burn My Eyes Machine Head). Pomimo tego, niedługo potem płyta została przyćmiona przez pozostałe wydawnictwa Fear Factory. Produkcją albumu zajął się Colin Richardson.

Na okładce został przedstawiony płód umieszczony w maszynie. Jest to najprawdopodobniej dusza maszyny wytworzona z ludzkiego organizmu; jego oczy świecą wydając z siebie supernove. Płyta jest albumem koncepcyjnym na temat wojny człowieka z maszynami, toteż nie jestem pewien czy grafika pasuje do konceptu. Wygląda bardziej tak, jakby koncept przedstawiał połączenie człowieka i maszyny (tak jak ma to miejsce na albumie Digimortal). Wyżej przedstawiona grafika jest drugą wersją oryginalnej okładki. Pierwotny obraz jest trochę gorszej jakości, ma również inną czcionkę z góry (grafikę znajdziecie poniżej). Zdecydowanie widać różnicę między dwoma wersjami okładek, prezentowana wyżej przeróbka oryginału wygląda bardzo dobrze.


Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9/10 - LoveBreedsSuicide
- 4,5/10 - Dawnoftheshred
- 9,25/10 - Andras13
- 9,5/10 - Leechmaster
- 8/10 - MikeyC


Lista utworów:

1. Martyr
2. Leechmaster
3. Scapegoat
4. Crisis
5. Crash Test
6. Flesh Hold
7. Lifeblind
8. Scumgrief
9. Nativdad
10. Big God/Raped Souls
11. Arise Above Oppression
12. Self Immolation
13. Suffer Age
14. W.O.E.
15. Desecrate
16. Escape Confusion
17. Manipulation

Patrząc na Soul Of A New Machine, początki nie są wcale proste. Ewidentnie Fear Factory zapożyczyło wiele elementów od Napalm Death i Godflesh, znajdą się jednak idioci, którzy powiedzą o tej płycie "nu metal". Pierwszy krążek Fear Factory zdecydowanie nie zasłużył na takie lanie, właściwie to lista wad jest nieduża. Po pierwsze, po jaką cholerę panowie zdecydowali się zrobić odnowione wersje grindcore'owych numerów z Concrete? Pamiętam, że przy pierwszym kontakcie z albumem pod koniec trzymałem palec na przycisku "next" i czekałem na odpowiedni moment, aby przełączyć. Po drugie, Fear Factory stworzyło kilka numerów niedopracowanych. Plusy albumu przewyższają wady; do numeru dwunastego album jest całkiem przyzwoity, utwory zostały wykonane z pomysłowością. Przez ten czas usłyszymy parę wpadających w ucho numerów, znajdziemy świetne riffy kojarzące się z Demanufacture. Grupa udowadnia po raz pierwszy, że potrafi stworzyć płytę rozpoznawalną i klimatyczną. Skoro już o tym wspomniałem, największą różnicą między wyżej przedstawionym opus magnum Fear Factory a Soul Of A New Machine jest głównie grany gatunek, brzmienie między nimi niewiele się różni. Chłopaki starają się jak mogą, aby stworzyć płytę w miarę "słuchable". Pierwsza piątka (Martyr, Leechmaster, Scapegoat, Crisis, Crash Test) to zdecydowanie najlepsze numery na albumie. Choć pierwszy z nich nie wciągnie słuchacza idealnie, przy drugim można zdecydowanie bardziej wczuć się w płytę. Flesh Hold i Lifeblind są odrobinę bardziej prymitywne, mają w sobie więcej agresji niż poprzednie kawałki. Nadal słucha się ich z przyjemnością. W dalszej kolejności dostajemy całkiem dobry numer Scumgrief połączony z kiepskim instrumentalem Nativdad. Pod dychą dostajemy klimatyczny numer będący w rzeczywistości jednym z pierwszych utworów stworzonych przez Fear Factory, Big God/Raped Souls. Od tego kawałka rozpoczyna się część albumu złożona z remake'ów utworów z Concrete. Numer 11 to całkiem niezłe Arise Above Oppression, pod dwunastką jest równie dobre Self Immolation. Trzynastka to średnie Suffer Age z dobrym intrem. W.O.E. to najprawdopodobniej najgorszy utwór z płyty, nie ma w nim nic ciekawego. Desecrate jest kolejnym średniakiem, choć ma swoje lepsze chwile. Escape Confusion to kolejny przykład utworu, w którym największe wrażenie robi intro. Na końcu jest drugi, najgorszy numer na albumie, Manipulation. Gdyby nie przeróbki utworów z Concrete (nie wliczając Big God/Raped Souls i Arise Above Oppression), album z pewnością miałby wyższą ocenę.

Album jest dziełem koncepcyjnym. Jego tematyka w większości dotyczy walki człowieka z maszyną. To pojęcie można rozumieć również jako wojnę obywatela ze sztucznym systemem prawnym, który działa według sztywnych reguł. Czasem też można znaleźć teksty na inne tematy, takie jak religia, lub smutne życie człowieka we współczesnych czasach. Pomimo, że koncept płyty wydaje się być spoko, styl pisania tekstów bardzo mnie zawiódł. Fear Factory naprawdę mnie tym zirytowało, to co się tutaj dzieje to... totalna katastrofa! Tego nie da się czytać, teksty są bełkotem, ciężko z nich cokolwiek wywnioskować. Opiszę tylko te najlepsze teksty na płycie, nie chcę was zanudzić na śmierć. Ciężko jest powiedzieć o czym konkretnie jest Martyr. Utwór może opowiadać historię dziecka zamordowanego przez ojca; może też chodzić o płód, na którym została przeprowadzona aborcja. Leechmaster jest o małżeństwie przeżywającym kryzys. Podmiotem lirycznym jest mąż najprawdopodobniej chory na depresję, adresatem z kolei jest kobieta, która go porzuciła dla innego faceta. Scapegoat opowiada historię niewinnego człowieka skazanego na śmierć. Podmiot liryczny obwinia system prawny, który przez pomyłkę wsadził do więzienia osobę niewłaściwą. W utworze zatytułowanym Crisis, podmiot liryczny krytykuje osoby odpowiedzialne za wojny. Chciałby on, aby ludzie przestali się wzajemnie wybijać, według niego jedynym sposobem na umieranie ma być śmierć naturalna. W Crash Test Fear Factory potępia wiwisekcję (testowanie możliwości zwierzęcego organizmu w brutalny sposób). Utwór Flesh Hold opowiada historię więzienia, w którym służby więzienne nadużyły swoich praw organizując rzeź osadzonych tam ludzi. Scumgrief opowiada historię człowieka chorego na depresję. Podmiotem lirycznym jest bóg, który szydzi z cierpienia bohatera utworu. Osoba mówiąca wmawia adresatowi, że tak naprawdę nie wie czym jest prawdziwe cierpienie. W Big God/Raped Souls, podmiot liryczny krytykuje boga za brak ingerencji w wydarzenia na ziemi. Osoba mówiąca chciałaby, aby stworzyciel świata zainteresował się losem osób cierpiących z powodu przestępstw. W Arise Above Oppression grupa motywuje słuchaczy do walki z życiowymi przeciwnościami.

Podsumowując, Soul Of A New Machine jest całkiem niezłą płytą. Nie jest ona tak dobra jak każda następna ze względu na niedopracowanie. Kompozycje są zdecydowanie najlepszą stroną tego albumu, riffy w stylu Demanufacture i ponury klimat zrobiły na mnie dobre wrażenie. Do numeru dwunastego do kompozycji nie miałem zbyt wielu zastrzeżeń. Później album zaczął się poważnie psuć. Teksty napisane przez Fear Factory są totalną abominacją, są one w cholerę proste, niezrozumiałe, składają się z tych samych elementów. Poważnie brakowało tu inwencji twórczej, pisaniem znaczenia tego lirycznego gówna byłem zmęczony. W niektórych przypadkach teksty nie były takie złe (np. Martyr, Crash Test, Big God/Raped Souls). Znaczna większość po prostu mnie zdenerwowała, aby nie dostać istnej kurwicy powinienem teksty selekcjonować i wypisywać te najlepsze. Myślałem, że będę robił tak przy okazji recenzji Anal Cunt, ale jak widać powinienem robić takie praktyki częściej. A chciałem tej płycie postawić ocenę wyższą niż 8/10...

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Przekaz
- Ciekawe riffy
- Klimat
- Przyzwoita okładka
- Album jest wciągający
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Okropne teksty
- Ilość utworów
- Pod koniec album zaczyna się psuć

Okładka: 7,5/10
Teksty: 2,5/10
Kompozycje: 8/10

Ogólna ocena: 7/10


Napalm Death - Utopia Banished


Utopia Banished jest czwartym albumem studyjnym brytyjsko-amerykańskiej grupy grindcore'owej Napalm Death. Został wydany 23 czerwca 1992 roku nakładem Earache Records. W 1991 roku z grupy odchodzi perkusista Mick Harris (nie mylić z gitarzystą Mitchem Harrisem). Zostaje on zastąpiony przez bębniarza Danny'ego Herrerę; wbrew pozorom nie jest on spokrewniony z perkusistą Fear Factory, Raymondem Herrerą. W 2007 album Utopia Banished pojawił się jako część Earache's Classics Metal Series. W 2012 roku płyta doczekała się remasteru. Ostatecznie Utopia Banished nie zyskała tak dużej popularności jak poprzednie płyty Napalm Death.

Po raz czwarty na grafice Napalm Death możemy zobaczyć chaotyczny obraz rodem z poprzednich płyt. Na pierwszym planie widzimy: mężczyznę przypominającego Eddiego z Iron Maiden trzymającego lalkę voodoo; po jego prawej stronie widzimy kobietę z dzieckiem w maskach gazowych. Za nimi widzimy kilka zniekształconych postaci, całującą się parę oraz zwłoki przybite do znaku przedstawiającego różę. Zebrane postacie stoją w jakiejś dziwnej hali przypominającą trochę wnętrze starego zegara. Okładka nie urzekła mnie tak bardzo jak ta zdobiąca Harmony Corruption, aczkolwiek nadal wywołuje pozytywne wrażenie.

Wybrane oceny z Metal Archives:
- 5,5/10 - Wez
- 7/10 - DawnoftheShred
- 8/10 - morbert
- 8,75/10 - Noktorn
- 9/10 - CHRISTI_NS_ANITY8

Lista utworów:

1. Discordance (intro)
2. I Abstain
3. Dementia Access
4. Christening Of The Blind
5. The World Keeps Turning
6. Idiosyncratic
7. Aryanisms
8. Cause And Effect II
9. Judical Slime
10. Distorting The Medium
11. Got Time To Kill
12. Upward And Uninterested
13. Exile
14. Awake (To A Life Of Misery)
15. Contemptuous
16. One And The Same
17. Sick And Tired
18. Malignant Trait
19. Killing With Kindness

Płyta Utopia Banished została stworzona dwa lata po recenzowanym już przeze mnie Harmony Corruption. Nie spodziewałem się wielkich zmian, obstawiałem co najwyżej lekkie przeróbki brzmienia, ingerencję w wokal, a nawet odrobiny elektroniki. Niestety, w porównaniu do Harmony Corruption, Utopia Banished dupy nie urywa. Nie jest to tak dopracowany album. Nie ma tu już tylu zwrotów akcji, większość przeznaczonego czasu chłopaki napierdalają bez serca. Wkurwia to, zwłaszcza dlatego, że utworów jest aż 19. Zamiast słuchać przez ten czas świetnych kompozycji gitarowych, słyszymy coś, co równie dobrze mógłby zrobić każdy fan death metalu inspirujący się grupami typu Obituary lub Deicide. Gdy na Harmony Corruption wśród tego chaosu wielokrotnie można było usłyszeć naprawdę świetne momenty, tutaj naprawdę nic ciekawego nie dostaniemy. Inną wkurwiającą sprawą jest wokal wspierający Mitcha Harrisa. Gitarzystą jest dobrym, wolałbym jednak, aby przestał śpiewać na zawsze, jego głos jest aż tak okropny. Facet brzmi jak papuga z rakiem płuc, jest jeszcze gorszy od nielubianego przeze mnie Derricka Greena. Poza tym, po raz pierwszy od 1989 słychać wyraźne elementy grindcore. Dla jednych to zaleta, ja jednak za nimi w ogóle nie tęskniłem. Prawdopodobnie coś więcej na ten temat opowiem przy okazji recenzji albumu Scum. Dla odmiany nie przeszkadza mi brzmienie albumu, nowy perkusista spisuje się na swoim miejscu bardzo dobrze; gitary brzmią trochę jak na albumie Altars Of Madness Morbid Angel. Ten kto jednak pisał riffy do Utopia Banished powinien dostać po mordzie. Napalm Death wcale nie zaskakuje swoją muzyką. Po całkiem niezłym intrze dostajemy kilka średniaków: I Abstain i Dementia AccessChristening Of The Blind jest już nieco ciekawszym numerem, choć nadal to nie jest nic zaskakującego. The World Keeps Turning sprawiło, że przez moment siedziałem nawet zaciekawiony. Nie zdziwiłbym się, gdyby to był jeden z lepszych utworów na Utopia Banished. Przy Idiosyncratic Napalm Death wraca do średniaków. Jego następca, Aryanisms prezentuje jednak wyższy poziom. Dalej słyszymy dwa, całkiem dobre numery: Cause And Effect II i Judical Slime. W następnej kolejności słyszę utwór nie tylko agresywny, ale też ciekawie skomponowany: Distorting The Medium. Po tym Napalm Death zaczyna brzmieć coraz lepiej: słyszymy całkiem dobrze skomponowane utwory o tytułach Got Time To Kill i Upward And Uninterested. Exile choć jest krótkie, brzmi całkiem przyzwoicie. Teraz mam nadzieję na to, że pod koniec albumu dostaniemy muzykę na poziomie Harmony Corruption. Po tym jest jednak średniak o tytule Awake (To A Life Of Misery). Później dostajemy... coś naprawdę zaskakującego! Numer powolny i ciężki jak ciągnik wiozący przyczepę z blokami ołowiu, a klimatyczny jak opuszczony szpital psychiatryczny. Na tle pozostałych utworów prezentuje się naprawdę świetnie. W głośnikach leci Contemptous. W dalszej kolejności zaczyna się seria bonusów, niestety moje marzenie się nie spełniło. Nadal jest to bida z nędzą. One And The Same jest szybkim wpierdolem z paroma ciekawszymi momentami. Sick And Tired to grindcore'owe dziadostwo, nie ma tu nic ciekawego. Malignant Trait tylko przez chwilę brzmi całkiem nieźle,  pod koniec utwór się psuje. Album kończy się na dobre średniakiem Killing With Kindness.

Teksty Napalm Death prezentują się dużo lepiej niż w przypadku Soul Of A New Machine. Choć wypadają gorzej niż na Harmony Corruption, nadal czyta się je z przyjemnością. Patrząc na nie miałem wrażenie, że Utopia Banished jest albumem koncepcyjnym na temat końca świata spowodowanego przez wojny. To by było nawet możliwe, teksty na tym krążku w większości dotyczą tematów społecznych. Dosyć często można było znaleźć coś na temat naszego zepsutego społeczeństwa (kierowanie się niewłaściwymi ideałami, zazdrość i nienawiść), często pojawiała się też krytyka władz i mediów. Teksty Napalm Death zawsze miały ogromny zasób słownictwa, tytuły utworów były tajemnicze i oryginalne. Z tego powodu są one odwrotnością kompozycji.  I AbstainJudical Slime i Awake (To A Life Of Misery) są krytyką władzy i obywatela. Podmiot liryczny brzydzi się tym, że w jego kraju ludzi nie obchodzi to, że są pomiatani przez polityków. W utworze Dementia Access wypowiada się osoba chora psychicznie. Według niej, człowiekowi trudno jest znaleźć się w świecie tak zepsutym jak ten, w którym żyjemy. Christening Of The Blind omawia cel chrystianizacji ludzkości, a także związane z tym niebezpieczeństwa. Podmiot liryczny uważa, iż ten proces przypomina dyktaturę i w rzeczywistości zniewala ludzkość. W The World Keeps Turning i Contemptuous Napalm Death opowiada o naszym świecie, który znalazł się w martwym punkcie. Ludzie w dzisiejszej rzeczywistości przestali przejmować się rzeczami poważnymi, a zaczęli zamartwiać się błahostkami, co spowodowało koniec rozwoju cywilizacji. Idiosyncratic jest krytyką człowieka, który we współczesnych czasach kieruje się zazdrością i nienawiścią. W Aryanisms i Cause And Effect II grupa kieruje swoje słowa do ludzi mających uprzedzenia do różnorodności w społeczeństwie. Według podmiotu lirycznego, to społeczeństwo stanowiące większość powinno być obiektem drwin z powodu bycia identycznymi jednostkami. W Disorting The Medium i Exile grupa krytykuje celebrytów niezasługujących na uwagę. Według podmiotu lirycznego, nawet pomimo tego, że tego typu ludzie nie są dobrym przykładem dla innych, to i tak zarabiają masę pieniędzy i są obiektem kultu. W Got Time To Kill wypowiada się człowiek, który postanowił spełnić swoje marzenia wykorzystując do tego swój wolny czas. W Upward And Uninterested, Napalm Death sprzeciwia się zażywaniu heroiny. Kapela omawia skutki brania tego narkotyku. Tekstów do One And The Same, Sick And Tired, Malignant Trait i Killing With Kindness nie znalazłem.

Podsumowując, Utopia Banished to średniawa płyta. Tak samo jak w przypadku Harmony Corruption próbowałem przesłuchać tego więcej niż raz; niestety, nie udało się. Kompozycje są proste i nudne, większość riffów jest oklepanych, nie ma tu tego ciekawego klimatu w stylu poprzednika. Co gorsza, album ma aż 19 utworów, można było do takiej ilości numerów napisać naprawdę sporo ciekawych kompozycji. Oprócz problemów z pisaniem muzyki, wkurzyłem się na Mitcha Harrisa; facet jest niezłym gitarzystą, ma jednak poważny problem ze swoim głosem. Niech nie sięga więcej po mikrofon, chyba że w przypadku wywiadu. Teksty są zdecydowanie najlepszą częścią tego albumu, pozytywny przekaz i styl pisania chłopaków z Napalm Death są czymś godnym uwagi. Nie polecam tej płyty, myślę jednak, że fanom nieakceptującym tej kapeli bez Lee Dorian'a muzyka powinna w jakimś stopniu się spodobać.

Zalety:
- Bardzo dobre teksty
- Tematyka tekstów
- Okładka
- Wokal Marka Greenway'a
Contemptuous

Wady:
- Ilość utworów
- Chaos
- Niedopracowane kompozycje
- Wokal Mitcha Harrisa
- Brak klimatu
- Album nie zapada w pamięć

Okładka: 8,75/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 5,5/10

Ogólna ocena: 5,75/10


Konfrontację wygrywa album: Soul Of A New Machine. Fear Factory stworzyło album lepiej skomponowany, teksty były jego największą zmorą. Utopia Banished było płytą niedopracowaną, teksty były jej największym atutem.

Obserwuj nas!