Wyszukaj

29 października 2015

Konfrontacja: Six Feet Under - Haunted vs Obituary - World Demise


Witam w kolejnej konfrontacji. Pamiętacie Graveyard Classics? Uch, Six Feet Under tym krążkiem naprawdę napsuło mi krwi, po prostu nie mogłem uwierzyć, że Chris Barnes chciał zrobić cover dwunastu utworów różnych wykonawców. Właściwie to ciężko mi było przywyknąć do tego, że jeden z najbardziej znanych growler'ów lat 90-tych nie chciał stworzyć swojego własnego brutal deathmetalowego projektu po odejściu z Cannibal Corpse. W pewnym momencie postanowiłem jednak dać szansę tej grupie przesłuchując ich debiut. Pomyślałem sobie, że dobrze by było skonfrontować to z zespołem ściśle powiązanym z Six Feet Under w połowie lat 90-tych. Przed wami: Six Feet Under - Haunted vs Obituary - World Demise.


Six Feet Under - Haunted


Haunted jest pierwszym albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Six Feet Under. Został wydany 25 września 1995 roku nakładem Metal Blade Records. Six Feet Under powstaje w 1993 roku jako projekt gitarzysty Obituary, Allena Westa i wokalisty Cannibal Corpse, Chrisa Barnes'a. Gdy Kanibale zamienili go na George'a Fishera, a Allen West odszedł z Six Feet Under, zespół stał się głównym projektem Barnes'a.. Do grupy został zaproszony jeszcze były muzyk Death, Terry Butler, oraz perkusista Greg Gall. Płytę wyprodukowali producenci Scott Burns i Brian Slagel (znany ze współpracy ze Slayerem).

Okładka pomimo dość prostego designu prezentuje się całkiem ciekawie. Przedstawiony jest na niej efekt supernowy w połączeniu z czaszką. W przypadku byłego wokalisty Cannibal Corpse spodziewałbym się grafiki z gnijącym trupem, lub rozczłonkowanego człowieka leżącego w kałuży krwi. Przyznam jednak, że projekt grafiki jest ciekawy. Obraz oryginalnie zdobił okładkę filmu The Haunting Of Morella wydanego na VHS. Przyznam jednak, że jako grafika albumu muzycznego prezentuje się o wiele lepiej. Można się domyśleć, że album będzie charakteryzowała ponura atmosfera.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8/10 - Blackjackshalack
- 6,5/10 - hells_unicorn
- 3,5/10 - violentrestitution
- 2/10 - goredisorder
- 9,5/10 - makaze


Lista utworów:

1. The Enemy Inside
2. Silent Violence
3. Lycanthropy
4. Still Alive
5. Beneath A Black Sky
6. Human Target
7. Remains Of You
8. Suffering In Ecstasy
9. Tomorrow's Victim
10. Torn To The Bone
11. Haunted


Podobnie jak w przypadku wszystkich krążków Six Feet Under, spodziewałem się katastrofy. Miałem gdzieś, że na płycie występował Allen West z Obituary wraz z Chrisem Barnes'em, skreśliłem ten projekt po przesłuchaniu Graveyard Classics. Pewnego dnia coś mnie jednak tchnęło, aby przesłuchać. O dziwo, nie zawiodłem się. Nie doceniłem tej kapeli, Six Feet Under gra bardzo przyzwoicie na swoim debiucie, choć nie zdziwiłbym się, gdyby na zespół popłynęła fala hejtów z powodu brzmienia wcześniej wymienionej grupy deathmetalowców z Florydy. Nie jestem w stanie określić tego jako wadę, po prostu w grupie występują Terry Butler i Allen West, oni włożyli sporo pracy w Haunted, toteż brzmieniem tej płyty nikt nie powinien być zdziwiony. Album łączy w sobie cechy brutalnego, ciężkiego grania z przebojowością kapel rockowych; pomimo, że nie uświadczymy tutaj wpierdolu w stylu Cannibal Corpse (z blastami, agresywnymi riffami), Haunted jest godne uwagi. Jako że to były czasy, kiedy Chris Barnes nie miał zniszczonej krtani (i wyglądu) z powodu palenia marihuany, były lider deathmetalowców z Buffalo potrafi powydzierać się i pomruczeć do mikrofonu. Jakieś wady? Album się psuje od szóstego numeru. Gdy pierwsza piątka jest nieskazitelna, pozostałe utwory mogą wywołać mieszane uczucia. Od samego początku dostajemy najmocniejszą trójkę z całego albumu: szybsze The Enemy Inside, Silent Violence, ciężkie Lycanthropy będące sztandarowym numerem Six Feet Under. Chris Barnes w ten sposób świetnie zachęca do zapoznania się z płytą. Panowie pokazują kolejny, ciekawszy kawałek na albumie pod czwórką: Still Alive. W dalszej kolejności jest ciężkie jak ołowiany głaz Beneath A Black Sky, brakuje tutaj jeszcze ryczącego Johna Tardy'ego. Jednym z ostatnich dobrych numerów na płycie jest Human Target. Dalej jak już mówiłem Haunted się psuje, na krążku znajdziemy coraz to gorsze utwory. Kapela prezentuje ciężki, aczkolwiek bardzo monotonny numer o tytule Remains Of You. Chłopaki ponownie dowalają do pieca przy Suffering In Ecstasy, choć na krótko. Dalej jest dość klimatyczny, choć niedopracowany utwór o tytule Tomorrow's Victim. Torn To The Bone przypomina trochę kompozycję death'n roll'ową, jak widać zalążki tego typu gatunku zaczęły pojawiać się już na Haunted. Pod koniec dostajemy całkiem przyzwoity numer o tytule Haunted.

Teksty jak przystało na byłego lidera Cannibal Corpse są bardzo dobre. Chris Barnes lubuje się w tematyce gore, lubi szokować słuchacza i wywołać w nim obrzydzenie. Nie jest to wprawdzie tak ostre jak na pierwszych dwóch płytach Carcassa, aczkolwiek teksty mogą się podobać. The Enemy Inside i Suffering In Ecstasy są opisami pasożyta pożerającego organizm podmiotu lirycznego od wewnątrz. W Silent Violence i Remains Of You wypowiada się morderca lubujący się w brutalnym zabijaniu. Swoją robotę wykonuje z wielką przyjemnością. Lycathropy jest zainspirowane historiami i mitami o wilkołaku. Barnes opisuje w utworze krwiożerczość tych bestii, oraz przemienianie się w nią człowieka. W Still Alive podmiotem lirycznym jest zombie powstałe z grobu po 8 latach od śmierci. Drwi ono z ludzi próbujących je zabić. Beneath A Black Sky jest o nadchodzącej nuklearnej zimie, która spowoduje wymarcie cywilizacji. W Human Target wypowiada się człowiek walczący o przetrwanie z innymi ludźmi w trakcie apokalipsy. Podmiot liryczny opisuje swoje odczucia związane z surwiwalem. W Tomorrow's Victim wypowiada się człowiek ukrywający się przed powstałymi z grobów trupami. W utworze został opisany jego strach i niepokój. W Torn To The Bone podmiotem liryczny jest kanibal. Opowiada on słuchaczowi o tym, jaką przyjemność czuje jedząc ludzkie mięso. W Haunted wypowiada się człowiek leżący na łożu śmierci. Czuje on, że wkrótce jego ciało ulegnie rozkładowi, a on sam stanie się jednym z nieumarłych.

Podsumowując, Haunted jest dobrą płytą. Chris Barnes z Allenem Westem i Terrym Butlerem dali popis umiejętności. Kompozycje zostały bardzo dobrze napisane, w bardzo ciekawy sposób połączono ze sobą ciężar, agresję i przebojowość. Do tego w większości utworów dało się usłyszeć bardzo przyzwoite riffy wpadające w ucho. Teksty przypominają te grupy Cannibal Corpse. Pełno jest tutaj tematyki gore, przemocy i nieumarłych powstających z grobu. Grupę mógłbym polecić osobom lubującym się w grupach typu Obituary, fanom Cannibal Corpse zespół raczej nie przypadnie do gustu (chyba, że ktoś słuchał tej grupy ze względu na tematykę tekstów).

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Wokal
- Okładka
- Przebojowość i rasowość
- Ciężar
- Riffy wpadające w ucho

Wady:
- Album w pewnym momencie się psuje

Okładka: 8,25/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 8,75/10

Ogólna ocena: 8,75/10


Obituary - World Demise


World Demise jest czwartym albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Obituary. Został wydany 6 września 1994 roku nakładem Roadrunner Records. Jest to kolejny krążek wyprodukowany przez Scotta Burnsa w trakcie wieloletniej współpracy z Obituary. Płyta osiągnęła 17-ste miejsce w rankingu Top Heatseekers w USA, zespół w ramach promocji albumu wyruszył w trasę koncertową z zespołami Voodoocult i Sepultura.

Krajobrazy na grafikach Obituary nie są fanom obce. Tym razem różnica polega na tym, że zamiast pokazywać jakąś wymarłą krainę (lub rozkładającego się trupa), chłopaki prezentują zindustrializowane miasto. Na pierwszym planie widzimy budynki, w tle ukazane są kominy z których idzie dym. Grafika prezentuje się bardzo dobrze, nie zdziwiłbym się, gdyby Obituary zaprezentowało nam coś bardziej nowoczesnego w porównaniu do dotychczasowych dzieł.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 7,5/10 - enigmatech
- 6,75/10 - autothrall
- 9,25/10 - CHRISTI_NS_ANITY8
- 8,5/10 - Vim_Fuego


Lista utworów:

1. Don't Care
2. World Demise
3. Burned In
4. Redefine
5. Paralyzing
6. Lost
7. Solid State
8. Splattered
9. Final Thoughts
10. Boiling Point
11. Set In Stone
12. Kill For Me


Płyta jest niedopracowana, znacząco różni się od poprzednich krążków. Nie ma tu profesjonalizmu i energii Slowly We Rot, brutalności Cause Of Death... to nie jest to Obituary o jakim usłyszałem na początku. Kapela wydaje się iść bardziej w kierunku metalowego mainstream'u inspirując się zyskującym na popularności hardcorem i groove metalem. Inspiracja tym pierwszym jeszcze by uszła, gdyby nie to, że ta kapela w rzeczywistości się zniekształciła. Wprawdzie nic nie mam do tych gatunków muzycznych, jednak kompletnie nie rozumiem dlaczego Obituary zechciało posunąć się do czegoś takiego, za mało mieli popularności, czy co? Death metal w latach 90-tych był jednym z najbardziej popularnych gatunków, zamiast bawić się w eksperymenty można było po prostu stworzyć płytę podobną do poprzednich, lecz bardziej dopracowaną (ewentualnie zainspirowaną innymi twórcami). Album ma jednak jakieś zalety; zdecydowanie jest nią potencjał. Słychać, że chłopaki starali się stworzyć coś dobrego; niestety, pomysłowość zaczęła szwankować. Płyta jest czymś w rodzaju rollercoaster'a, toteż pomiędzy słabszymi utworami da się znaleźć coś całkiem dobrego. Inną zaletą jest wokal, John Tardy brzmi naturalnie i nie wkurwia tak jak na Cause Of Death. Obituary nie zachęca wcale do zapoznania się z płytą; na samym początku dostajemy jeszcze w miarę dobry singiel o tytule Don't Care, po czym prezentuje kiepski numer World Demise. Po nich jest już nieco lepszy numer, Burned In. W dalszej części dostajemy jeden z najlepszych utworów na płycie, Redefine. Później Obituary wraca do prezentowania słabostek: w głośnikach leci kiepski numer o tytule Paralyzing. Następne na liście mamy niedopracowane Lost. Po tych katastrofach nagle płyta jakimś cudem zaczyna się poprawiać. Dostajemy serię całkiem dobrych numerów: Solid State, przyzwoite Splattered, bardzo dobre Final Thoughts i Boiling Point. Po tym dostajemy kolejny, gorszy kawałek o tytule Set In Stone. Dopiero na końcu Obituary gra naprawdę znakomicie; słyszymy brutalny, ale i dynamiczny numer Kill For Me z lekko prześmiewczym outrem w stylu Roots Sepultury.

W porównaniu do poprzednich płyt (nie licząc The End Complete), World Demise ma zaskakująco dobre teksty. Słychać, że Obituary zostało zainspirowane; zamiast gęgać jedynie o śmierci, chłopaki wytężyli mózgi i napisali coś dotyczącego społeczeństwa. Pomimo, że zostały one napisane w dość typowy sposób dla Obituary, mamy tu do czynienia z jak najbardziej pozytywnym przekazem. Z pozoru wygląda to wszystko jak bezsensowny zlepek słów, dość często powtarzają się te same wyrazy. To jest dość spory minus dla tekstów, wiadomo jednak, że tym razem są one o czymś, a nie o byle gównie. Żałuję tylko, że kompozycje nie są tak dobre jak to o czym ta płyta jest; jak widać, Obituary pisze albo dobre kompozycje, albo teksty. Don't Care i Solid State są utworami kierowanymi do rasy ludzkiej, która nie interesuje się swoim losem. Podmiot liryczny krytykuje ludzi za zanieczyszczanie środowiska, które wkrótce doprowadzi ziemię do zagłady. World Demise jest o końcu świata, który spotkał ludzkość za grzeszenie i niszczenie dóbr natury. W Burned InLost i Set In Stone podmiotem lirycznym jest diabeł. Przyjmuje on ludzi, którzy trafili do piekła po końcu świata. W Redefine grupa potępia rytualne zabijanie istot, by zaspokoić głód czyjegoś boga. W Paralyzing wypowiada się postać, która twierdzi, że "cierpi za rasę ludzką, która popełnia błędy". W Splattered podmiotem lirycznym jest matka ziemia. Krytykuje ona ludzkość za brak poszanowania dla jej dóbr i pazerność rasy ludzkiej. Final Thoughts jest bardziej typowym utworem Obituary. Mowa jest tu o człowieku, który umiera na nowotwór. Boiling Point jest o człowieku skazanym na śmierć na krześle elektrycznym. W utworze zostały opisane jego odczucia i strach. W Kill For Me wypowiada się dowódca, który przyjmuje nowego żołnierza do swojej armii. Uświadamia mu, że jego ludzie powinni słuchać wyłącznie jego. Dodaje również, że na wojnie nie ma miejsca na litość.

Podsumowując, World Demise jest dość słabą płytą. Wprawdzie drzemał tam potencjał, dało się znaleźć całkiem dobre utwory, teksty były spoko... to jednak było za mało. Obituary stworzyło album znacząco różniący się od poprzednich. Zabrakło tutaj tych cech, które dało się lubić na poprzednich krążkach. Przez to płyta wydaje się niedopracowana i bezpłciowa. Jak już mówiłem, teksty o głupocie społeczeństwa zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Zostały one napisane w typowy sposób dla Obituary, warto jednak dodać, że zmiana przekazu wróży poprawę. Nie polecam osobom zapoznanym z pierwszymi dwoma krążkami, nie znajdą tutaj nic ciekawego. Ci, którzy spodziewali się po Obituary pójścia w mainstream mogą śmiało startować po World Demise. Z pewnością niektórym płyta może się spodobać.

Zalety:
- Przekaz
- Wokal
- Okładka
- Ciężar

Wady:

- Niedopracowane kompozycje
- Styl pisania tekstów
- Brak pomysłowości
- Nuda

Okładka: 9/10

Teksty: 7/10
Kompozycje: 4,5/10

Ogólna ocena: 5,25/10



Konfrontację wygrywa album: Haunted. Nie spodziewałem się zwycięstwa po kapeli Chrisa Barnes'a, ich dzieło przebiło pod wieloma względami czwarty krążek Obituary. Six Feet Under stworzyło lepsze kompozycje i teksty, płyta panów z Obituary miała lepszą okładkę.

10 komentarzy:

  1. Szanuje twoje zdanie na temat World Demise. Na początku płyta mi nie wchodziła. Jednak po kilku kolejnych odsłuchaniach Obituary zrobiło na mnie wwrażenie. Krążek ten jest może nieco inny niż poprzednie dokonania Nekrologu, aczkolwiek nie koniecznie jest gorszy. Na pewno nie można powiedzieć że jest bezplciowy. Kompozycje są przebojowe, a przy tym nie ma mowy o żadnej większej zmianie stylu czy komercji.Jest co prawda troszkę wpływów hardcoru, ale album ms w sobie moc.John Tardy śpiewa bardziej zrozumiale ale wszystko inne pozostało na swoim miejscu. Według mnie najlepszym kawałkiem na płycie jest Solid State-sam musisz przyznać ze ten kawałek ma zajebiste riffy .
    Możliwe ze gdy wrócisz do World Demise, zmieni się twoje zdanie na jej temat.Jezeli nie to trudno.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewien, ale chyba nawet ty mnie prosiłeś o którąś recenzję Obituary i spodziewałem się, że tego typu komentarz będzie. Nie wiem czy zdanie zmienię, ale z pewnością do tej płyty jeszcze zajrzę. Tak czy siak będę musiał jeszcze przesłuchać Back From The Dead, może to będzie dobre. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Jeżeli chodzi o Back from the Dead,moim zdaniem (nie tylko moim) jest to najslabszy album (oczywiście ty ocenisz) od debiutu do rozpadu w 1998.Lecz moim zdaniem nie jest to najslabszy krążek amerykanów. Sorry że tak się wcześniej rozpisałem, ale mam wielki sentyment do Obituary ( pierwszy Death metalowy band jakiego zacząłem słuchać), i mi wszystkie ich krążki podchodzą (jedne mniej, drugie bardziej).
      Ja tak myślę że z Obituary jest tak że albo ci podchodzi albo nie.
      Wiadomo, nie każdy lubi ich styl.
      I fajnie że mnie posłuchales ;)

      Usuń
    3. Cenimy sobie wartościową krytykę, to nas napędza. Domyśliłem się przy okazji, że bardzo lubisz Obituary; chyba dość często namawiałeś nas na kolejne recenzje, często też stawiałeś komentarze. Ogólnie warto posłuchać kogoś, kto wystawi wartościową opinię, czasem coś podpowie... w końcu recenzent ma prawo wystawić swoją opinię, ale nie musi wszystkiego wiedzieć. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. I jeszcze jedno:Terry Butter nie grał wtedy w Obituary. Obecnie gra od kilku lat w tej kapeli. W latach 90 basista Obituary to Frank Watkins, który zmarł na nowotwór w tamtym tygodniu (odszedł z Obituary w 2010 roku i dołączył do Black metalowego Gorgoroth). R.I.P. Frank.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, nawet pomimo tego, że Terry Butler nie grał w tamtym okresie w Obituary to i tak uznaję go za członka tej kapeli. Słuchając Inked In Blood muszę przyznać, że gość do nich idealnie pasuje. :)

      Usuń
  3. Jeszcze ostatnia rzecz. Na wstępie nazwa Obituary jest w spisie twoich ulubionych zespołów. Jeżeli tak jest to dlaczego dajesz im takie słabe oceny.
    Na pewno twoim ulubionym albumem tej kapeli jest Slowly We Rot, bo dałeś 9/10 a innym juz dużo słabsze oceny (Cause of Death 7/10 LOL)
    Może lepiej usuń nazwę Obituary z tego spisu gdyż jestem na 100% pewien że żadnemu albumów tych panów z Florydy nie dasz wyższej oceny niż 6/10
    Nie wiem czy znasz jakieś albumy Obituary (oprócz Inked in Blood), po reaktywacji w 2003 roku, ale jeżeli takiemu klasykowi jak Cause of Death (the End Complete również) dałeś taką ocenę, to ja nie chce myśleć jak będziesz jeździł po późniejszych dziełach tej kapeli.Znam wszystkie albumy Obituary ( swojego czasu mój ulubiony zespól Death metalowy), i wiem ze nie będziesz zadowolony.Jeszcze ta konfrontacja utwierdzila mnie w przekonaniu ze jak World Demise dostało 5,25/10, to nie zdziwiłbym się gdybyś wystawił przy następnej recenzji Obituary np.1/10.
    PRZEMYŚL TO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, powinienem usunąć Obituary z ulubionych, skoro póki co polubiłem dwa/trzy albumy. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Mała uwaga. Six Feet Under nie był nigdy projektem ubocznym Chrisa, tylko Allana Westa z Obituary. I to on zaprosił Chrisa do współpracy. To raz. Dwa, to że Terry Butler to basista znany z Death i Massacra, więc tekst, że to projekt muzyków Obituary + wokal CC jest nietrafiony. Oczywiście, teraz Butler akurat gra w Obituary, a Chris znów gra brutalną muzę, ale cóż...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie byłem zagorzałym fanem tej grupy, więc nawet nie wiedziałem, że zespół założył Allen West. Co do tego z Butlerem, początkowo bardziej kojarzył mi się z Obituary. Myślę, że jednak zmienię to.

      Usuń

Obserwuj nas!