Wyszukaj

29 października 2015

Konfrontacja: Six Feet Under - Haunted vs Obituary - World Demise


Witam w kolejnej konfrontacji. Pamiętacie Graveyard Classics? Uch, Six Feet Under tym krążkiem naprawdę napsuło mi krwi, po prostu nie mogłem uwierzyć, że Chris Barnes chciał zrobić cover dwunastu utworów różnych wykonawców. Właściwie to ciężko mi było przywyknąć do tego, że jeden z najbardziej znanych growler'ów lat 90-tych nie chciał stworzyć swojego własnego brutal deathmetalowego projektu po odejściu z Cannibal Corpse. W pewnym momencie postanowiłem jednak dać szansę tej grupie przesłuchując ich debiut. Pomyślałem sobie, że dobrze by było skonfrontować to z zespołem ściśle powiązanym z Six Feet Under w połowie lat 90-tych. Przed wami: Six Feet Under - Haunted vs Obituary - World Demise.


Six Feet Under - Haunted


Haunted jest pierwszym albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Six Feet Under. Został wydany 25 września 1995 roku nakładem Metal Blade Records. Six Feet Under powstaje w 1993 roku jako projekt gitarzysty Obituary, Allena Westa i wokalisty Cannibal Corpse, Chrisa Barnes'a. Gdy Kanibale zamienili go na George'a Fishera, a Allen West odszedł z Six Feet Under, zespół stał się głównym projektem Barnes'a.. Do grupy został zaproszony jeszcze były muzyk Death, Terry Butler, oraz perkusista Greg Gall. Płytę wyprodukowali producenci Scott Burns i Brian Slagel (znany ze współpracy ze Slayerem).

Okładka pomimo dość prostego designu prezentuje się całkiem ciekawie. Przedstawiony jest na niej efekt supernowy w połączeniu z czaszką. W przypadku byłego wokalisty Cannibal Corpse spodziewałbym się grafiki z gnijącym trupem, lub rozczłonkowanego człowieka leżącego w kałuży krwi. Przyznam jednak, że projekt grafiki jest ciekawy. Obraz oryginalnie zdobił okładkę filmu The Haunting Of Morella wydanego na VHS. Przyznam jednak, że jako grafika albumu muzycznego prezentuje się o wiele lepiej. Można się domyśleć, że album będzie charakteryzowała ponura atmosfera.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8/10 - Blackjackshalack
- 6,5/10 - hells_unicorn
- 3,5/10 - violentrestitution
- 2/10 - goredisorder
- 9,5/10 - makaze


Lista utworów:

1. The Enemy Inside
2. Silent Violence
3. Lycanthropy
4. Still Alive
5. Beneath A Black Sky
6. Human Target
7. Remains Of You
8. Suffering In Ecstasy
9. Tomorrow's Victim
10. Torn To The Bone
11. Haunted


Podobnie jak w przypadku wszystkich krążków Six Feet Under, spodziewałem się katastrofy. Miałem gdzieś, że na płycie występował Allen West z Obituary wraz z Chrisem Barnes'em, skreśliłem ten projekt po przesłuchaniu Graveyard Classics. Pewnego dnia coś mnie jednak tchnęło, aby przesłuchać. O dziwo, nie zawiodłem się. Nie doceniłem tej kapeli, Six Feet Under gra bardzo przyzwoicie na swoim debiucie, choć nie zdziwiłbym się, gdyby na zespół popłynęła fala hejtów z powodu brzmienia wcześniej wymienionej grupy deathmetalowców z Florydy. Nie jestem w stanie określić tego jako wadę, po prostu w grupie występują Terry Butler i Allen West, oni włożyli sporo pracy w Haunted, toteż brzmieniem tej płyty nikt nie powinien być zdziwiony. Album łączy w sobie cechy brutalnego, ciężkiego grania z przebojowością kapel rockowych; pomimo, że nie uświadczymy tutaj wpierdolu w stylu Cannibal Corpse (z blastami, agresywnymi riffami), Haunted jest godne uwagi. Jako że to były czasy, kiedy Chris Barnes nie miał zniszczonej krtani (i wyglądu) z powodu palenia marihuany, były lider deathmetalowców z Buffalo potrafi powydzierać się i pomruczeć do mikrofonu. Jakieś wady? Album się psuje od szóstego numeru. Gdy pierwsza piątka jest nieskazitelna, pozostałe utwory mogą wywołać mieszane uczucia. Od samego początku dostajemy najmocniejszą trójkę z całego albumu: szybsze The Enemy Inside, Silent Violence, ciężkie Lycanthropy będące sztandarowym numerem Six Feet Under. Chris Barnes w ten sposób świetnie zachęca do zapoznania się z płytą. Panowie pokazują kolejny, ciekawszy kawałek na albumie pod czwórką: Still Alive. W dalszej kolejności jest ciężkie jak ołowiany głaz Beneath A Black Sky, brakuje tutaj jeszcze ryczącego Johna Tardy'ego. Jednym z ostatnich dobrych numerów na płycie jest Human Target. Dalej jak już mówiłem Haunted się psuje, na krążku znajdziemy coraz to gorsze utwory. Kapela prezentuje ciężki, aczkolwiek bardzo monotonny numer o tytule Remains Of You. Chłopaki ponownie dowalają do pieca przy Suffering In Ecstasy, choć na krótko. Dalej jest dość klimatyczny, choć niedopracowany utwór o tytule Tomorrow's Victim. Torn To The Bone przypomina trochę kompozycję death'n roll'ową, jak widać zalążki tego typu gatunku zaczęły pojawiać się już na Haunted. Pod koniec dostajemy całkiem przyzwoity numer o tytule Haunted.

Teksty jak przystało na byłego lidera Cannibal Corpse są bardzo dobre. Chris Barnes lubuje się w tematyce gore, lubi szokować słuchacza i wywołać w nim obrzydzenie. Nie jest to wprawdzie tak ostre jak na pierwszych dwóch płytach Carcassa, aczkolwiek teksty mogą się podobać. The Enemy Inside i Suffering In Ecstasy są opisami pasożyta pożerającego organizm podmiotu lirycznego od wewnątrz. W Silent Violence i Remains Of You wypowiada się morderca lubujący się w brutalnym zabijaniu. Swoją robotę wykonuje z wielką przyjemnością. Lycathropy jest zainspirowane historiami i mitami o wilkołaku. Barnes opisuje w utworze krwiożerczość tych bestii, oraz przemienianie się w nią człowieka. W Still Alive podmiotem lirycznym jest zombie powstałe z grobu po 8 latach od śmierci. Drwi ono z ludzi próbujących je zabić. Beneath A Black Sky jest o nadchodzącej nuklearnej zimie, która spowoduje wymarcie cywilizacji. W Human Target wypowiada się człowiek walczący o przetrwanie z innymi ludźmi w trakcie apokalipsy. Podmiot liryczny opisuje swoje odczucia związane z surwiwalem. W Tomorrow's Victim wypowiada się człowiek ukrywający się przed powstałymi z grobów trupami. W utworze został opisany jego strach i niepokój. W Torn To The Bone podmiotem liryczny jest kanibal. Opowiada on słuchaczowi o tym, jaką przyjemność czuje jedząc ludzkie mięso. W Haunted wypowiada się człowiek leżący na łożu śmierci. Czuje on, że wkrótce jego ciało ulegnie rozkładowi, a on sam stanie się jednym z nieumarłych.

Podsumowując, Haunted jest dobrą płytą. Chris Barnes z Allenem Westem i Terrym Butlerem dali popis umiejętności. Kompozycje zostały bardzo dobrze napisane, w bardzo ciekawy sposób połączono ze sobą ciężar, agresję i przebojowość. Do tego w większości utworów dało się usłyszeć bardzo przyzwoite riffy wpadające w ucho. Teksty przypominają te grupy Cannibal Corpse. Pełno jest tutaj tematyki gore, przemocy i nieumarłych powstających z grobu. Grupę mógłbym polecić osobom lubującym się w grupach typu Obituary, fanom Cannibal Corpse zespół raczej nie przypadnie do gustu (chyba, że ktoś słuchał tej grupy ze względu na tematykę tekstów).

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Wokal
- Okładka
- Przebojowość i rasowość
- Ciężar
- Riffy wpadające w ucho

Wady:
- Album w pewnym momencie się psuje

Okładka: 8,25/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 8,75/10

Ogólna ocena: 8,75/10


Obituary - World Demise


World Demise jest czwartym albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Obituary. Został wydany 6 września 1994 roku nakładem Roadrunner Records. Jest to kolejny krążek wyprodukowany przez Scotta Burnsa w trakcie wieloletniej współpracy z Obituary. Płyta osiągnęła 17-ste miejsce w rankingu Top Heatseekers w USA, zespół w ramach promocji albumu wyruszył w trasę koncertową z zespołami Voodoocult i Sepultura.

Krajobrazy na grafikach Obituary nie są fanom obce. Tym razem różnica polega na tym, że zamiast pokazywać jakąś wymarłą krainę (lub rozkładającego się trupa), chłopaki prezentują zindustrializowane miasto. Na pierwszym planie widzimy budynki, w tle ukazane są kominy z których idzie dym. Grafika prezentuje się bardzo dobrze, nie zdziwiłbym się, gdyby Obituary zaprezentowało nam coś bardziej nowoczesnego w porównaniu do dotychczasowych dzieł.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 7,5/10 - enigmatech
- 6,75/10 - autothrall
- 9,25/10 - CHRISTI_NS_ANITY8
- 8,5/10 - Vim_Fuego


Lista utworów:

1. Don't Care
2. World Demise
3. Burned In
4. Redefine
5. Paralyzing
6. Lost
7. Solid State
8. Splattered
9. Final Thoughts
10. Boiling Point
11. Set In Stone
12. Kill For Me


Płyta jest niedopracowana, znacząco różni się od poprzednich krążków. Nie ma tu profesjonalizmu i energii Slowly We Rot, brutalności Cause Of Death... to nie jest to Obituary o jakim usłyszałem na początku. Kapela wydaje się iść bardziej w kierunku metalowego mainstream'u inspirując się zyskującym na popularności hardcorem i groove metalem. Inspiracja tym pierwszym jeszcze by uszła, gdyby nie to, że ta kapela w rzeczywistości się zniekształciła. Wprawdzie nic nie mam do tych gatunków muzycznych, jednak kompletnie nie rozumiem dlaczego Obituary zechciało posunąć się do czegoś takiego, za mało mieli popularności, czy co? Death metal w latach 90-tych był jednym z najbardziej popularnych gatunków, zamiast bawić się w eksperymenty można było po prostu stworzyć płytę podobną do poprzednich, lecz bardziej dopracowaną (ewentualnie zainspirowaną innymi twórcami). Album ma jednak jakieś zalety; zdecydowanie jest nią potencjał. Słychać, że chłopaki starali się stworzyć coś dobrego; niestety, pomysłowość zaczęła szwankować. Płyta jest czymś w rodzaju rollercoaster'a, toteż pomiędzy słabszymi utworami da się znaleźć coś całkiem dobrego. Inną zaletą jest wokal, John Tardy brzmi naturalnie i nie wkurwia tak jak na Cause Of Death. Obituary nie zachęca wcale do zapoznania się z płytą; na samym początku dostajemy jeszcze w miarę dobry singiel o tytule Don't Care, po czym prezentuje kiepski numer World Demise. Po nich jest już nieco lepszy numer, Burned In. W dalszej części dostajemy jeden z najlepszych utworów na płycie, Redefine. Później Obituary wraca do prezentowania słabostek: w głośnikach leci kiepski numer o tytule Paralyzing. Następne na liście mamy niedopracowane Lost. Po tych katastrofach nagle płyta jakimś cudem zaczyna się poprawiać. Dostajemy serię całkiem dobrych numerów: Solid State, przyzwoite Splattered, bardzo dobre Final Thoughts i Boiling Point. Po tym dostajemy kolejny, gorszy kawałek o tytule Set In Stone. Dopiero na końcu Obituary gra naprawdę znakomicie; słyszymy brutalny, ale i dynamiczny numer Kill For Me z lekko prześmiewczym outrem w stylu Roots Sepultury.

W porównaniu do poprzednich płyt (nie licząc The End Complete), World Demise ma zaskakująco dobre teksty. Słychać, że Obituary zostało zainspirowane; zamiast gęgać jedynie o śmierci, chłopaki wytężyli mózgi i napisali coś dotyczącego społeczeństwa. Pomimo, że zostały one napisane w dość typowy sposób dla Obituary, mamy tu do czynienia z jak najbardziej pozytywnym przekazem. Z pozoru wygląda to wszystko jak bezsensowny zlepek słów, dość często powtarzają się te same wyrazy. To jest dość spory minus dla tekstów, wiadomo jednak, że tym razem są one o czymś, a nie o byle gównie. Żałuję tylko, że kompozycje nie są tak dobre jak to o czym ta płyta jest; jak widać, Obituary pisze albo dobre kompozycje, albo teksty. Don't Care i Solid State są utworami kierowanymi do rasy ludzkiej, która nie interesuje się swoim losem. Podmiot liryczny krytykuje ludzi za zanieczyszczanie środowiska, które wkrótce doprowadzi ziemię do zagłady. World Demise jest o końcu świata, który spotkał ludzkość za grzeszenie i niszczenie dóbr natury. W Burned InLost i Set In Stone podmiotem lirycznym jest diabeł. Przyjmuje on ludzi, którzy trafili do piekła po końcu świata. W Redefine grupa potępia rytualne zabijanie istot, by zaspokoić głód czyjegoś boga. W Paralyzing wypowiada się postać, która twierdzi, że "cierpi za rasę ludzką, która popełnia błędy". W Splattered podmiotem lirycznym jest matka ziemia. Krytykuje ona ludzkość za brak poszanowania dla jej dóbr i pazerność rasy ludzkiej. Final Thoughts jest bardziej typowym utworem Obituary. Mowa jest tu o człowieku, który umiera na nowotwór. Boiling Point jest o człowieku skazanym na śmierć na krześle elektrycznym. W utworze zostały opisane jego odczucia i strach. W Kill For Me wypowiada się dowódca, który przyjmuje nowego żołnierza do swojej armii. Uświadamia mu, że jego ludzie powinni słuchać wyłącznie jego. Dodaje również, że na wojnie nie ma miejsca na litość.

Podsumowując, World Demise jest dość słabą płytą. Wprawdzie drzemał tam potencjał, dało się znaleźć całkiem dobre utwory, teksty były spoko... to jednak było za mało. Obituary stworzyło album znacząco różniący się od poprzednich. Zabrakło tutaj tych cech, które dało się lubić na poprzednich krążkach. Przez to płyta wydaje się niedopracowana i bezpłciowa. Jak już mówiłem, teksty o głupocie społeczeństwa zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Zostały one napisane w typowy sposób dla Obituary, warto jednak dodać, że zmiana przekazu wróży poprawę. Nie polecam osobom zapoznanym z pierwszymi dwoma krążkami, nie znajdą tutaj nic ciekawego. Ci, którzy spodziewali się po Obituary pójścia w mainstream mogą śmiało startować po World Demise. Z pewnością niektórym płyta może się spodobać.

Zalety:
- Przekaz
- Wokal
- Okładka
- Ciężar

Wady:

- Niedopracowane kompozycje
- Styl pisania tekstów
- Brak pomysłowości
- Nuda

Okładka: 9/10

Teksty: 7/10
Kompozycje: 4,5/10

Ogólna ocena: 5,25/10



Konfrontację wygrywa album: Haunted. Nie spodziewałem się zwycięstwa po kapeli Chrisa Barnes'a, ich dzieło przebiło pod wieloma względami czwarty krążek Obituary. Six Feet Under stworzyło lepsze kompozycje i teksty, płyta panów z Obituary miała lepszą okładkę.

21 października 2015

Podsumowanie: Soulfly + Cavalera Conspiracy



Witam w piątym podsumowaniu. Dzisiaj po raz pierwszy (i najprawdopodobniej ostatni) robię podwójne podsumowanie. Dlaczego o tym pomyślałem? Otóż dwa obecne projekty Maxa Cavalery (Soulfly i Cavalera Conspiracy) są w moim mniemaniu dosyć do siebie podobne. Poza tym, gdybym stosował się do tradycyjnych metod podsumowywania albumów przeze mnie, najprawdopodobniej do zakończenia Cavalera Conspiracy by nie doszło. Z tego powodu cieszcie się jedynym na naszym blogu podwójnym podsumowaniem: Soulfly + Cavalera Conspiracy.

Niegdyś byłem wielkim fanem Soulfly (a za razem Maxa Cavalery). Jest to jeden z pierwszych zespołów słuchanych przeze mnie na poważnie. Pierwsze albumy jakie poznałem to Primitive i Dark Ages. Commando poszedł w moje ślady, gdy poleciłem mu tą grupę. Obecnie kapeli słuchamy dość sporadycznie.


Grupa: Soulfly

Działalność: od 1997

Gatunek: Nu metal (wcześniej), Groove metal, Thrash metal, Death metal

Lata największej popularności: 2000-2005

Tematyka tekstów: Duchowość, wojna, śmierć, polityka, przemoc

Najlepszy skład (zdjęcie z 2005 roku):

* Joe Nunez - perkusja (1999-2001, 2004-2010)
* Bobby Burns - gitara basowa (2004-2010)
* Max Cavalera - gitara rytmiczna, wokal (od 1997)
* Marc Rizzo - gitara prowadząca (od 2004)

Ilość wydanych albumów: 10 LP



Grupa: Cavalera Conspiracy

Działalność: od 2007

Gatunek: Thrash metal, Death metal, Groove metal

Lata największej popularności: 2008

Tematyka tekstów: Wojna, śmierć, polityka, przemoc

Najlepszy skład (zdjęcie z 2007 roku):

* Joe Duplantier - gitara basowa (2007-2009)
* Max Cavalera - wokal, gitara rytmiczna (od 2007)
* Igor Cavalera - perkusja (od 2007)
* Marc Rizzo - gitara prowadząca (od 2007)

Ilość wydanych albumów: 3 LP




Data wydania: 21.04.1998

Gatunek: Nu metal, Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Początkowo pierwszy album Soulfly uznałem za najlepszy krążek tej kapeli obok Dark Ages. Album wydawał mi się bardzo profesjonalny, wykonany z sercem... cóż, przesłodziłem. Płyta nadal jest czymś godnym uwagi, aczkolwiek wystawienie jej oceny 9/10 jest przesadą. Nadal słychać, że Max Cavalera chciał stworzyć coś ciekawego, z sercem i pasją, nawet pomimo tego, że jest to nu metal. Kompozycje były na dosyć sporym poziomie, słychać w nich inspirację i pomysłowość. Teksty z kolei (podobnie jak na The Worst Sarcofago) dotyczyły spraw, z którymi wokalista musiał się rozliczyć. Często też muzyka miała służyć do zabawy, przez co niektóre z nich nie były zbyt skomplikowane. Ostatecznie pierwszy album Soulfly można uznać za jeden z najlepszych krążków Maxa Cavalery wydany po Sepulturze.

Najlepsze utwory (Adi666): Eye For An Eye, No Hope = No Fear, Bleed, Bumbklaatt
Najlepsze utwory (240Michal): Eye For An Eye, No Hope = No Fear, Bleed, Tribe, Prejudice

Ogólna ocena (Adi666): 8,5/10
Ogólna ocena (240Michal): 7/10




Data wydania: 26.09.2000

Gatunek: Nu metal, Groove metal

Recenzja napisana przez 240Michal, Adi666

Primitive jest nieco cięższą kontynuacją poprzedniego krążka. Przez wielu fanów Maxa Cavalery drugi album Soulfly jest uznawany za najlepszy krążek w dorobku tej kapeli. W mojej opinii jest to bardzo dobra płyta, aczkolwiek czegoś tutaj jeszcze brakuje. Jest to jeden z pierwszych albumów Soulfly jaki trafił w moje ręce, toteż darzę Primitive ogromnym sentymentem, chętnie do niego wracam. Płytę cechują ciężar i przebojowość, wiele utworów na krążku wydaje się być ciekawym rozwiązaniem na koncerty. Teksty dosyć przypominają te z pierwszego albumu Soulfly. Ponownie mamy do czynienia z niezbyt skomplikowanymi tematami, oraz myślami dotyczącymi przeszłości. Dzięki Primitive, Soulfly zagwarantowało sobie miejsce w numetalowej czołówce, utwór Jumpdafuckup stał się sztandarowym kawałkiem tej kapeli. Niestety z tego powodu, Primitive jest też często krytykowane przez fanów spodziewających się po Soulfly kapeli w stylu Sepultury.

Najlepsze utwory (240Michal): Back To The Primitive, Pain, Jumpdafuckup, Flyhigh
Najlepsze utwory (Adi666): Back To The Primitive, Jumpdafuckup, Mulambo, Boom

Ogólna ocena (240Michal): 7,5/10
Ogólna ocena (Adi666): 8,25/10


3. 3


Data wydania: 25.06.2002

Gatunek: Nu metal, Groove metal, Metal alternatywny

Recenzja napisana przez: Adi666

Trzeci album Soulfly był jednocześnie pierwszym większym potknięciem Maxa Cavalery. Nie był to wprawdzie koszmarny krążek, aczkolwiek nie dorównywał swoim poprzednikom. Zdarzały się ciekawsze utwory na płycie (np. Downstroy, Seek 'N' Strike), szybko jednak dało się odczuć nudę podczas odsłuchiwania jej. Powodowało to, że z każdym kolejnym przesłuchaniem trójka stawała się coraz gorsza. Albumu nie ratowała też jego tematyka: zniszczenia, wojny, ból... nie czepiałbym się do tego gdyby nie to, że nie ma tu dobrego przesłania! Liczy się jedynie to, że poszczególne słowa się rymują, to jest raczej denerwujący aspekt tekstów obecnie pisanych przez Cavalerę. W tym momencie ta technika dopiero raczkowała. Obecnie trójki słucham sporadycznie, przesłuchanie tego albumu w całości to dla mnie ciężki orzech do zgryzienia.

Najlepsze utwory (Adi666): Downstroy, Seek 'N' Strike, Brasil, Tree Of Pain
Najlepsze utwory (240Michal): Downstroy, Seek 'N' Strike, One, L.O.T.M., Brasil

Ogólna ocena (Adi666): 6,25/10
Ogólna ocena (240Michal): 6/10




Data wydania: 30.03.2004

Gatunek: Metal alternatywny, Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Prophecy zwiastuje powrót do formy Maxa Cavalery. Za sprawą odnowionego składu, Soulfly zyskuje na nowoczesności. Album pomimo 11 lat na karku nadal prezentuje się dość świeżo, co bez wątpienia jest jego zaletą. Pomimo tego, że nie przepadam zbytnio za Prophecy, da się to dzieło docenić. Po tym krążku da się jednoznacznie stwierdzić, że Max chciał stworzyć coś dobrego. Album ma unikalny klimat spowodowany połączeniem metalu z reggae i innymi gatunkami. Dla jednych to zaleta, inni uznają to za wadę (w tym ja). Nadużycie tradycyjnych instrumentów powoduje, że krążek brzmi jak muzyczny wpierdol wykonany przez lokalną grupę rockową, dziadków grających na starych instrumentach oraz orkiestrę dętą. To mnie najczęściej odpycha od przesłuchania Prophecy w całości, ostatecznie osobom lubiącym porządny metal alternatywny album powinien się spodobać.

Najlepsze utwory (Adi666): Prophecy, Living Sacrifice, Born Again Anarchist, Porrada
Najlepsze utwory (240Michal): Prophecy, Living Sacrifice, Mars, Born Again Anarchist, Porrada

Ogólna ocena (Adi666): 7,75/10
Ogólna ocena (240Michal): 7,5/10




Data wydania: 4.10.2005

Gatunek: Thrash metal, Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Oto jest - opus magnum Maxa Cavalery. Po wydaniu Prophecy, były lider Sepultury zrezygnował prawie całkowicie z nu metalu prezentując album zdecydowanie cięższy. Powrócił thrash znany z Arise, aczkolwiek naleciałości metalu alternatywnego z poprzedniej płyty jeszcze gdzieś były. Max Cavalera zaczął najprawdopodobniej gromadzić wokół siebie fanów na których zarówno początkowe Soulfly jak i Nowa Sepultura zrobiły kiepskie wrażenie. Możliwe też, że Dark Ages służyło wokaliście za coś w rodzaju machiny czasu, tzn. "a stworzę album thrashmetalowy, zobaczę czy jeszcze to potrafię". I udało się - Dark Ages jest jedną z najlepszych płyt Soulfly. Rok 2004 dla Cavalery był dość nieprzyjemny. Zarówno śmierć wnuka jak i przyjaciela (Dimebag'a Darrella) wpłynęły znacząco na smutny, ponury klimat płyty. Album został bardzo dobrze skomponowany, teksty pomimo pewnego zepsucia dało się jeszcze słuchać. Płyta ma cechy Arise, Beneath The Remains oraz paru nowszych, groovemetalowych kapel (w szczególności Machine Head).

Najlepsze utwory (Adi666): Babylon, Arise Again, Frontlines, Carved Inside, Staystrong, Bleak
Najlepsze utwory (240Michal): Babylon, Carved Inside, Frontlines, Bleak, Arise Again

Ogólna ocena (Adi666): 9,25/10
Ogólna ocena (240Michal): 9/10




Data wydania: 24.03.2008

Gatunek: Thrash metal, Death metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Jeszcze przed rozpoczęciem słuchania Sepultury, Cavalera Conspiracy miało u mnie przesrane. Uważałem ten projekt za przeciętne dziadostwo o którym szybko zapomnę. Brzydka okładka zdobiąca debiut wcale w tym nie pomagała. Dopiero po poznaniu dyskografii i historii Sepultury, projekt Cavalera Conspiracy zaczął ciągnąć. No cóż, w końcu jest to drugi zespół braci Cavalera, tych gości po prostu się szanuje za wkład w Sepulturę - trzeba było tego przesłuchać. Inflikted jest całkiem niezłym albumem, chociaż do sztandarowych dzieł Sepultury trochę mu brakuje. Owszem, album cechuje szybkość i riffy Arise, Inflikted brzmi jednak trochę jak album inspirowany dziełami Sepultury niżeli ich spadkobierca. Albo bracia Cavalera zapomnieli jak to jest nagrywać wspólny album, albo zabrakło tutaj kluczowego członka zespołu, który pomoże Maxowi pisać muzykę. Oczywiście nie znaczy to, że Inflikted jest kiepskim krążkiem. Po prostu czegoś tutaj zabrakło.

Najlepsze utwory (Adi666): Inflikted, Sanctuary, Ultra-Violent, The Doom Of All Fires, The Exorcist
Najlepsze utwory (240Michal): Inflikted, Sanctuary, Terrorize, Hearts Of Darkness, Nevertrust

Ogólna ocena (Adi666): 8,25/10
Ogólna ocena (240Michal): 7,5/10




Data wydania: 29.07.2008

Gatunek: Thrash metal, Groove metal, Death metal

Recenzja napisana przez: 240Michal

Po wydaniu albumu Inflikted można było się domyśleć, że Max Cavalera będzie dążył w stronę death metalu. Z tego powodu mądrzejsi fani mieli nadzieję, że wokaliście nie pomieszają się projekty. Około roku 2006 Cavalera zaczął nadużywać alkoholu, co z pewnością odbiło się na jego twórczości. Pytanie jak bardzo? Jedni uważali Conquer za słabiznę, inni uznali płytę za zacną. Zarówno dla mnie jak i Commando płyta się spodobała, od czasu do czasu do niej wracamy. Muzyka została bardzo dobrze skomponowana, słychać było w niej wpływy starej Schizophrenii. Teksty znacząco się zepsuły w porównaniu do poprzednika: brak tu inwencji twórczej, wokalista najprawdopodobniej wszystkie pisał tak, aby się rymowały zaniedbując przy tym przesłanie i sens. Pomysł, kompozycje i energia sprawiły, że na naszym blogu album musiał zgarnąć ocenę powyżej 8.


Najlepsze utwory (240Michal): Unleash, Rough, Warmageddon, Fall Of The Sycophants, Doom, For Those About To Rot
Najlepsze utwory (Adi666): Unleash, Enemy Ghost, Warmageddon, Fall Of The Sycophants, Doom

Ogólna ocena (240Michal): 8,5/10
Ogólna ocena (Adi666): 8,25/10


8. Omen


Data wydania: 18.05.2010

Gatunek: Groove metal, Death metal, Thrash metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Oto nastały czasy, kiedy Max Cavalera zaczął powoli zmieniać się w upadłą legendę. Walcząc z powrotem do alkoholizmu, wokalista zaczął podjadać. Oczywiście zakończyło się to dla niego otyłością i kiepskim samopoczuciem. Nie byłbym zdziwiony, gdyby Max przed rozpoczęciem nagrań pomyślał sobie "ja pierdole, ale mi się nie chce robić tego albumu". Możliwe, że chciał stworzyć ten krążek jak najszybciej zatrudniając niesprawdzonego producenta (Logana Madera znanego z Machine Head), aby pomógł mu w tworzeniu najagresywniejszej płyty Soulfly. Wokalista napisał jedne z najgorszych tekstów i kompozycji w swojej karierze inspirując się nagłówkami w supermarkecie, oraz nowymi kapelami nie umiejącymi jeszcze grać. Inspiracja młodymi twórcami nie wychodzi na dobre.

Najlepsze utwory (Adi666): Lethal Injection, Off With Their Heads, Mega-Doom, Your Life My Life
Najlepsze utwory (240Michal): Rise Of The Fallen, Vulture Culture, Mega-Doom, Counter Sabotage

Ogólna ocena (Adi666): 5,75/10
Ogólna ocena (240Michal): 5/10




Data wydania: 29.03.2011

Gatunek: Thrash metal, Death metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Blunt Force Trauma jest dość podobnym dziełem do Omena. Ponieważ Max Cavalera do stworzenia tego krążka zdecydował się skorzystać z rady współpracującego z nim od paru lat Logana Madera, niektórym fanom Omen i Blunt Force Trauma wydałyby się kropka w kropkę identyczne. Gitary brzmią dość podobnie, jest agresywnie i brutalnie; największe różnice pomiędzy tymi dwoma albumami to oczywiście skład i ilość dobrych utworów. Wprawdzie w grupie występuje znany fanom Sepultury Igor Cavalera, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że niegdyś świetny bębniarz zaczął na starość leniwieć. Skoro panowie nie chcą już zmieniać gitarzysty, to niech chociaż zaczną współpracować przy pisaniu utworów! Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle muzyka Cavalera Conspiracy się poprawiła z powodu notki na wiki "all lyrics and music written by Max and Igor Cavalera".

Najlepsze utwory (Adi666): Warlord, Killing Inside, I Speak Hete, Genghis Khan, Rasputin
Najlepsze utwory (240Michal): Lynch Mob, Killing Inside, I Speak Hate, Rasputin

Ogólna ocena (Adi666): 6/10
Ogólna ocena (240Michal): 5/10



Data wydania: 13.03.2012

Gatunek: Death metal, Thrash metal, Groove metal

Recenzja napisana przez: 240Michal, remake: Adi666

Jeżeli miałbym wskazać drugi najlepszy album Soulfly, najprawdopodobniej byłoby to Enslaved. Pomimo wyraźnej inspiracji starszymi, deathmetalowymi zespołami płyta ta jest jedną z najciekawszych w dorobku Cavalery. Enslaved jest pierwszym albumem na jakiego premierę udało mi się załapać. Poznałem go jeszcze przed przesłuchaniem wszystkich dzieł Soulfly i Sepultury. Porównując płytę do innych krążków Soulfly stwierdziłem, że Max Cavalera ponownie jest w świetnej formie. Enslaved jest przeciwieństwem poprzedniej płyty, wszystko prócz tekstów zostało dopięte na ostatni guzik; dzieło prezentuje ciekawa okładka, dobra produkcja i skład, który dał z siebie wszystko. Najlepiej spisał się nowy bębniarz, David Kinkade, popisując się blast beat'ami, double bass'ami, roll'ami... ogólnie jest to całkiem przyjemne odświeżenie. Tak trzymać Soulfly!

Najlepsze utwory (Adi666): Gladiator, Treachery, Plata O Plomo, Chains, Revengeance
Najlepsze utwory (240Michal): Gladiator, Legions, Redemption Of Man By God, Treachery, Plata O Plomo, Chains

Ogólna ocena: 9/10 (jednogłośnie)


11. Savages


Data wydania: 4.10.2013

Gatunek: Groove metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Co ja przed chwilą mówiłem? Soulfly miało grać muzykę na poziomie, a nie się staczać! Dlaczego po tak dobrym Enslaved powstało coś takiego? Savages wprawdzie nie jest jeszcze najgorszym dziełem Cavalery, jest jednak dość sporym spadkiem z formy. Kompozycje są niedopracowane i bez energii, o dobrych tekstach najlepiej zapomnijcie. Savages brzmi jak debiut jakiejś świeżo utworzonej kapeli groovemetalowej próbującej wyznaczać w jakiś sposób standardy! Skąd między innymi ten spadek? Przed rozpoczęciem nagrań odchodzi z grupy David Kinkade by zakończyć karierę bębniarza na dobre. Zastępuje go Zyon Cavalera niegdyś pracujący z Soulfly w trakcie tworzenia niektórych utworów. Już wtedy można było uznać, że chłopak ma talent (polecam go przesłuchać w utworze Revengeance). Niestety, na Savages pokazał, że jest w kiepskiej formie. Możliwe też, że Zyon po prostu wiedział o niepowodzeniu ojca. Czy Savages to słaby album czy nie, Zyon miał pokazać, że jest zajebistym następcą Davida Kinkade. Tą sytuację można porównać do przyjścia na rozmowę kwalifikacyjną po pijaku w brudnych ubraniach. Zresztą co ja się rozczulam, pozostali członkowie zespołu również nie pokazali klasy, zwłaszcza Max.

Najlepsze utwory (Adi666): Cannibal Holocaust, Spiral, Soulfliktion, Fuck Reality
Najlepsze utwory (240Michal): Bloodshed, Cannibal Holocaust, Spiral, This Is Violence, Soulfliktion

Ogólna ocena (Adi666): 6/10
Ogólna ocena (240Michal): 6,5/10




Data wydania: 31.10.2014

Gatunek: Death metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Pandemonium na początku mnie zauroczyło. Płyta wydała mi się bardzo unikalna ze względu na ponury klimat, ciężar, okładkę i przyzwoite kompozycje. Teksty na albumie zostały rzecz jasna spieprzone, choć to przez moment wydało mi się niezbyt istotne. Dla mnie liczyło się to, że Max Cavalera poszedł o krok naprzód, przestał mylić projekty i wziął się do solidnej pracy. Dopiero po przesłuchaniu Harmony Corruption Napalm Death oświeciło mnie (podziękowania dla czytelnika). W trakcie słuchania płyty grindcore'owców zacząłem liczyć podobieństwa do Pandemonium: szybkie tempo, podobne gitary, nawet wokal (z tą różnicą, że Max użył efektów komputerowych aby upodobnić się do Marka Greenway'a). Co ciekawe, Cavalera Conspiracy przed wydaniem Pandemonium podpisało kontrakt z wytwórnią Napalm Records! Teraz już rozumiem skąd ta niska jakość nagrań, chaos i surowość. Nawet niektóre tytuły utworów są nawiązaniem do tej kapeli! W mordę, rozumiem że można zakochać się w Harmony Corruption, jednak bez przesady!

Najlepsze utwory (Adi666): Babylonian Pandemonium, Bonzai Kamikazee, Scum, Deus Ex Machina
Najlepsze utwory (240Michal): Bonzai Kamikazee, Scum, Cramunhao, Not Losing The Edge, Father Of Hate

Ogólna ocena (Adi666): 7,25/10
Ogólna ocena (240Michal): 7/10




Data wydania: 15.08.2015

Gatunek: Groove metal, Thrash metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Wszyscy fani Soulfly pamiętają co mówił Max Cavalera omawiając Archangel jeszcze przed rozpoczęciem nagrań. Płyta miała być jednym z najlepszych dzieł w karierze wokalisty, miał być to ważny album ze względu na to, iż jest dziesiątym krążkiem Soulfly. Miało być ostro, agresywnie, przebojowo i koncertowo. Tak było przez krótki czas; pierwsze 5 utworów zdecydowanie robiły pozytywne wrażenie, w dalszej części odsłuchem utworów byłem zirytowany. Archangel przypominało trochę album wydany na kasecie, tzn. dwuczęściowy. Po Shamash klimat albumu gdzieś zniknął, płyta stała się nudna i chaotyczna. Da się jednak znaleźć w niej pewne zalety: wszyscy w składzie starali się stworzyć coś niesamowitego (nawet Zyon który na Savages mnie wkurwił), co jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem, Max napisał całkiem dobre teksty! Jeżeli panowie dopracowaliby pozostałe utwory, płyta dostałaby ode mnie znacznie wyższą ocenę.

Najlepsze utwory (Adi666): Archangel, Sodomites, Ishtar Rising, We Sold Our Souls To Metal
Najlepsze utwory (240Michal): Archangel, Sodomites, Live Life Hard!, We Sold Our Souls To Metal

Ogólna ocena: 4,5/10 (jednogłośnie)



Podsumowując, Soulfly i Cavalera Conspiracy są dość nierównymi projektami. Max Cavalera mając w rękach własne grupy robi sobie z nimi co chce, toteż każda jego płyta wydana po 1996 roku czymś się różni. Na początku tworzył całkiem przyzwoite albumy z gatunku nu metal, po czym w 2005 roku powrócił do grania cięższej muzyki. Niestety w 2006 roku alkoholizm spowodował spadek formy, przez co w jego karierze zaczęły pojawiać się coraz to większe niewypały. Jego projekty charakteryzują dość przyzwoite kompozycje, kiepsko napisane teksty bez przekazu mające jedynie się rymować, elementy etniczne i nawiązywanie do innych gatunków muzycznych. Gdyby nie to, że Max nie jest zbyt utalentowanym twórcą, najprawdopodobniej Soulfly i Cavalera Conspiracy byłyby świetnymi pozycjami w świecie metalu. W rzeczywistości robi się o nich głośno dopiero gdy dochodzi do wydania jakiegoś albumu.

Albumy które musi znać prawdziwy fan (od najważniejszego): Dark Ages, Enslaved, Primitive, Inflikted, Soulfly, Prophecy

17 października 2015

Recenzja: Sodom - Sodom


Witam w kolejnej recenzji. Ostatnio z wpisami z Sodomem w głównej roli mieliśmy pewne problemy. Niedawno mieliśmy w planach stworzyć konfrontację Repentless vs Epitome Of Torture; plany jednak się zmieniły ze względu na ostatnie przemyślenia w sprawie tego rodzaju wpisów. Jak wiecie, niektóre nasze konfrontacje były nieudane ze względu na płyty mało do siebie podobne. Od tej pory wszystkie krążki będące kandydatami do "walk" będą dobierane bardzo starannie, tak więc niektóre wasze propozycje będzie czekała selekcja. Ponieważ Epitome Of Torture się nie pojawiło, zabiorę się za recenzję która tkwiła na naszym blogu od dość długiego czasu. Przed wami: Sodom - Sodom.

Sodom jest jedenastym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Został wydany 24 kwietnia 2006 roku nakładem Steamhammer Records. Niemieccy weterani thrashu po odzyskaniu popularności w 2001 roku robią sobie dłuższą przerwę od wydawania albumów. Dopiero po długiej trasie koncertowej z bazy Sodomu słychać nowe wieści dotyczące następcy M-16. Tym razem kapela miała zaprezentować się jeszcze lepiej niż wcześniej, chłopaki z Niemiec postanowili stworzyć najprawdopodobniej najpoważniejszy album w swojej karierze. Było to za razem coś nowego w dorobku Sodomu; album łączył w sobie cechy brutalności, rasowości i przebojowości. Obecnie można go uznać za współczesnego klasyka thrash metalu.

Jedenasty album Sodomu posiada dwie okładki. Pierwsza grafika ukazuje tajemniczy obraz, w którym z czerni wyłania się piła motorowa i minigun. Jak można się domyśleć, jest to maskotka grupy skryta w cieniu, Knarrenheinz. Na górze umieszczony jest napis "SODOM". Druga grafika jest rozwinięciem pierwszej okładki. Ukazany jest na niej zniekształcony Knarrenheinz w jakiejś kosmicznej fabryce wśród stosu czaszek. Wyżej przedstawiona maskotka Sodomu prezentuje się zupełnie inaczej niż na poprzednich płytach: jest to cyborg zniszczony od dołu. Na twarzy z kolei nie ma maski gazowej z której jest znany. Skoro Knarrenheinz wygląda jak Predator któremu ktoś wsadził w dupę laskę dynamitu, to znaczy, że album będzie miał niewiele wspólnego z dotychczasowymi projektami Sodomu. Niemcy rozsieją porządną rozpierduchę!



Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9/10 - slayrrr666
- 8,75/10 - Peacesells215
- 9/10 - metal_worship
- 8,25/10 - Lane


Lista utworów:

1. Blood On Your Lips
2. Wanted Dead
3. Buried In The Justice Ground
4. City Of God
5. Bibles And Guns
6. Axis Of Evil
7. Lords Of Depravity
8. No Captures
9. Lay Down The Law
10. Nothing To Regret
11. The Enemy Inside
12. Kamikaze Terrorizer

Jedenasty krążek Sodomu bardzo mi się spodobał. Wydaje mi się, że nie skłamię mówiąc, że Sodom jest jedną z najlepszych płyt tej grupy. Oczywiście jest to coś zupełnie innego niż słynne już Agent Orange, czy chociażby Persecution Mania. Każdy wiedział jak gra Sodom; ich muzyka nie była zbyt skomplikowana, w porównaniu do wielu innych thrashowych kapel panowie grali wręcz banalnie. Ta prostota świetnie komponowała się z wpadającymi w ucho riffami. Na jedenastym albumie pojawiły się cechy progresywnego grania, muzyka stała się zdecydowanie bardziej złożona, czasem dało się usłyszeć elementy groove'u i death'u. Ostatecznie jednak trudno jest podporządkować tą płytę pod którykolwiek z wymienionych wyżej gatunków, Sodom jest thrashmetalową kapelą i miejmy nadzieję że tak zostanie. To co zdecydowanie łączy ten krążek z M-16 to koncertowa atmosfera, zdecydowanie poprawia ona komfort słuchania płyty. Dosyć irytującym standardem wytoczonym przez tą grupę jest kiepska jakość nagrań każdego albumu, czy to spowodowana kiepskim miksowaniem, czy chociażby celowym działaniem mającym nadać cechy surowości. Ta płyta zdecydowanie należy do dzieł beznadziejnie zmiksowanych. Perkusja brzmi jakby nagrywana była tanim mikrofonem, z kolei gitary zostały tak na siebie kiepsko nałożone, że czasem ciężko jest usłyszeć niektóre dźwięki. To tak jakby słuchać kilku sepleniących ludzi gadających te same rzeczy. Może jakby miks był podobny jak na M-16 byłoby lepiej. Nie wiem czy już mówiłem, ale Tom Angelripper przed mikrofonem czasem przypomina Toma Arayę ze Slayera. Z jednej strony może to być zaleta, fan byłby zadowolony z tego, że pewien znany niemiecki wokalista ma podobny głos do gościa z jednej z najważniejszych kapel thrashowych w historii. Z drugiej jednak, hejterom dałoby to pretekst do tego, że Sodom kopiuje Slayera. Od razu na początku grupa pokazuje fanom, że jest w stanie stworzyć coś naprawdę nietypowego. Po akustycznym intrze rozpoczyna się dość ponury numer o tytule Blood On Your Lips. Po jakimś czasie dostajemy szybszy numer stworzony bardziej do pomachania głową na koncercie: Wanted Dead. Później Sodom nieco zwalnia tempo nie rezygnując z koncertowej atmosfery połączonej z mrokiem. Dostajemy ciekawy numer Buried In The Justice Ground, oraz świetne City Of God podchodzące powoli pod flagowy numer Sodomu. Kolejnym numerem odpowiednim na koncertowe machanie głową jest Bibles And Guns. W dalszej kolejności dostajemy ponurawy numer Axis Of Evil. Kapela po raz kolejny daje kopa prezentując jeden z najszybszych utworów na płycie: Lords Of Depravity. Po niedługim czasie Sodom prezentuje jeden z bardziej klimatycznych numerów na płycie: No Captures, potem dostajemy świetny, zrównoważony utwór wpadający w ucho Lay Down The Law. Po nim Sodom po raz kolejny dociska mocniej pedał gazu. W głośnikach jest agresywne Nothing To Regret. Pod koniec słyszymy cięższy numer o nazwie The Enemy Inside, oraz coś co przypomina odrzut z Code Red: Kamikaze Terrorizer. Nie potrafiłem wskazać tutaj swojego faworyta, na tej płycie jest to niemożliwe. Jeżeli już, musiałbym wskazać kilka utworów.

Wielu fanów thrashu chyba wie jak wygląda przeciętny tekst Sodomu. Jest to zwykle prosty tekst chwytający za serce tematyką o trudach wojny. Pod wpływem muzyki tej grupy można by organizować parady antywojenne, czy tego typu rzeczy. Panowie są w formie, pomimo upływu lat nie widać po nich śladów starzenia się. O tekstach na tym albumie nie da się powiedzieć, że "również stały się poważniejsze"; najlepiej jest po prostu powiedzieć, że ich budowa się zmieniła. Blood On Your Lips jest o mężczyźnie, który pod wpływem ciągłych zabójstw na wojnie stał się osobą złą. W Wanted Dead podmiotem lirycznym jest szatan. Namawia on ludzkość do grzeszenia; w ten sposób umocni on swoją pozycję na tronie poprzez zbieranie ofiar. W Buried In The Justice Ground grupa krytykuje prowadzenie wojen jako sposób na rozwiązywanie konfliktów lub zatajenie pewnych prawd. City Of GodBibles And Guns i The Enemy Inside są o nacjach prowadzących konflikty zbrojne na tle religijnym. W tych utworach Sodom uważa, że religia powoduje szerzenie nienawiści na świecie. W Axis Of Evil wypowiadają się żołnierze polegli na frontach. Życzą oni źle swoim podwładnym z powodu wysyłania niewinnych ludzi na wojny. W Lords Of Depravity podmiotem lirycznym jest seryjny morderca. Jego ofiarami padają kobiety, które przed zabiciem gwałci. No Captures i Lay Down The Law są utworami o szalonym żołnierzu zabijającym na wojnie cywila wyznającego zupełnie inne poglądy niż on sam. Nothing To Regret jest opisem ludzkości rządzonej przez nienawiść. Grupa wytyka ludziom ich obojętność na tragedię i chęć szerzenia zła. W Kamikaze Terrorizer jest poświęcone japońskim samobójcom kamikadze. W utworze wypowiada się osoba, która nie widzi sensu w posyłaniu ludzi na śmierć. Podmiot liryczny wytyka ich władzom żerowanie na naiwności żołnierzy chcących zginąć za kraj.

Podsumowując, Sodom jest dziełem wartym uwagi. Chłopaki udowodnili, dwadzieścia lat po wydaniu debiutu są w stanie zagrać na wysokim poziomie. Nie zdziwiłbym się, gdyby ta kapela oszczędzała tą nazwę dla krążka będącego niesamowitym. Patrząc na okładkę słuchacz musiał wiedzieć, że album będzie dziełem innym od pozostałych. Tak też było: jak na Sodom album brzmiał bardzo dojrzale, w uszy rzucał się ciekawy klimat co powodowało, że album łatwo jest zapamiętać. Nad tekstami również dobrze się postarano. Jedyną wadą albumu do której niektórzy pewnie już się przyzwyczaili jest kiepska jakość nagrań. Polecam krążek fanom, którzy zwątpili w Sodom po odejściu Witchhuntera.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje

- Dobrze napisane teksty
- Okładki
- Klimat
- Przekaz
- Wysiłek włożony w album
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Jakość nagrań


Okładka: 9,5/10
Teksty: 9,75/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 9,75/10

10 października 2015

Recenzja: Slayer - Repentless



Witam! Około miesiąc temu miała miejsce jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku - Slayer, jeden z najpopularniejszych zespołów thrashmetalowych, wydał album po sześcioletniej przerwie. Razem z Adim666 długo czekaliśmy na tą premierę, a więc oczywiście nie mogliśmy pominąć nowego dzieła Zabójcy na naszym blogu. Jak zaprezentował się Slayer bez Jeffa Hannemana? Czy będzie to dobry album, nieustępujący World Painted Blood i Christ Illusion, czy też będzie to beznadziejny, niegodny uwagi krążek? Za chwilę się przekonacie. Przed wami Slayer - Repentless.

Płyta została wydana 11 września 2015 roku - dokładnie czternaście lat po premierze średniego God Hates Us All. Jest to pierwszy album Slayera bez Jeffa Hannemana, większość kompozycji napisał Kerry King. Brakuje tu także Dave'a Lombardo, którego zastąpił po raz drugi Paul Bostaph. Możemy więc powiedzieć, że zostało pół starego Slayera. Nowy-stary perkusista bardzo dobrze wykonał swoje zadanie, jednak z żalem muszę powiedzieć, że brak Hannemana jest bardzo, bardzo wyraźny, co niestety negatywnie odbiło się na całym albumie. Repentless nie spełniło moich oczekiwań, zawiodłem się.

Tej katastrofy nie zwiastuje świetna okładka wykonana przez Marcela Vasco. Jest utrzymana w stylistyce typowej dla Slayera - zło, mrok i tak dalej. Widnieje na niej wizerunek Jezusa, który jest pochłaniany przez piekielny ogień. Na drugim planie możemy dostrzec także sylwetki demonów. Grafika zachęca do zapoznania się z płytą, gdy ją zobaczyłem pierwszy raz, to pomyślałem, że to może być bardzo dobry krążek, przy którym zatrzymam się na długi czas. Niestety po włączeniu Repentless dobre wrażenie wyparowało...

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 6,5/10 - SlayerRob
- 7/10 - Silicon Messiah
- 2,5/10 - Daemonium_CC
- 4,5/10 - Slasher666


 Lista utworów:

1. Delusions of Saviour
2. Repentless
3. Take Control
4. Vices
5. Cast the First Stone
6. When the Stillness Comes
7. Chasing Death
8. Implode
9. Piano Wire
10. Atrocity Vendor
11. You Against You
12. Pride In Prejudice

Z początku album nie brzmi źle - wręcz przeciwnie, wydaje się być bardzo dobry. Zaczyna się nastrojowym intrem Delusions of Saviour, które jest świetnym wstępem przed brutalnym Repentless. Utwór tytułowy to typowy Slayer - szybki i agresywny. Następny w kolejce jest Take Control, zdecydowanie najlepszy kawałek na płycie. Niestety po nim wszystko się psuje, brak Hannemana zaczyna być bardzo wyraźny. Kompozycje stają się całkowicie bezpłciowe i nudne. Widać próby naśladowania groovemetalowych zespołów, takich jak Machine Head. Ale, do cholery, po co? Slayer zawsze był dobry w graniu agresywnego thrashu i tego właśnie powinni się trzymać. W groovemetalowym wydaniu ten zespół niezbyt mi podchodzi. Słyszymy irytujące Vices, nudne jak flaki z olejem Cast the First Stone oraz totalnie niedopracowane When the Stillness Comes. Nie znajdziecie w tych trzech utworach ani grama agresji i mocy, jakie możecie pamiętać z klasycznych albumów Slayera. Następnie dostajemy bardzo dobre Chasing Death i Implode - całe szczęście, bo po trzech poprzednich kawałkach byłem totalnie załamany. Kolejnym utworem jest Piano Wire, który został napisany jeszcze przez Hannemana. Z racji tego, że Jeff pisał zwykle lepsze utwory niż Kerry King, spodziewałem się, że będzie to coś naprawdę dobrego. Niestety jest to kolejne bezpłciowe badziewie, które wkładam do tego samego worka co Vices czy When the Stillness Comes. Slayer umieścił na Repentless także remake utworu Atrocity Vendor znanego nam z płyty World Painted Blood. Bardzo lubiłem ten kawałek w oryginale, lecz ta wersja to jest po prostu kpina. Utwór brzmi bardzo nijako, nie czuć tutaj agresji, wyraźnie słychać, że wokal Toma się pogorszył. Na pocieszenie dostajemy niezły You Against You. Największą zaletą tego utworu jest świetna solówka. Album kończy beznadziejny Pride In Prejudice, który nie wnosi absolutnie niczego ciekawego.

Teksty Slayera bardziej przypadły mi do gustu niż kompozycje. Są o wiele dojrzalsze od większości z Reign In Blood, South of Heaven czy też Seasons In The Abyss - traktują o różnych problemach, ich tematyka jest szersza niż wcześniej, jest tu też więcej spójności. Całkiem przyjemnie się je czytało, nie ma w kółko nudnego gadania o wojnie lub religii - takich tekstów jest tu o wiele mniej niż to było wcześniej. Repentless opowiada o codziennym życiu muzyków Slayera. Take Control i Vices krytykują kłamliwych polityków, którzy manipulują umysłami ludzi. Cast the First Stone i Piano Wire mówią o okropieństwach wojen, a w When the Stillness Comes i Atrocity Vendor wypowiada się psychopatyczny morderca, co od razu skojarzyło mi się z takimi utworami jak 213, Psychopathy Red czy też Dead Skin Mask. Do napisania Chasing Death Kerry'ego Kinga zainspirował Jeff Hanneman, który zmarł między innymi z powodu alkoholizmu. W tym utworze Slayer potępia ludzi, którzy nie próbują wyjść z nałogu i "ścigają śmierć". Podobną tematykę ma You Against You, gdzie została przedstawiona walka z uzależnieniem. Implode przedstawia wizję końca świata, a Pride In Prejudice krytykuje rasizm i uprzedzenia.

Podsumowując, bardzo się zawiodłem. Repentless to najgorszy dotychczasowy album Slayera. O wiele lepsze były nawet Diabolus In Musica i God Hates Us All - płyty, które wcześniej uznawałem za najsłabsze. Przez cały album brak Hannemana wyraźnie dawał się we znaki - jego rezultatem były bezpłciowe kompozycje, w których nie ma nic ciekawego. Raz na jakiś czas usłyszeliśmy dobry utwór, jednak jak na Slayera to o wiele za mało. Spodziewałem się czegoś lepszego niż poprzedni krążek. Kerry King potrafi napisać dobre utwory, jednak najlepszy efekt powstawał, gdy współpracował z Hannemanem. Niestety, jak widzimy, bez Jeffa Slayer niczego interesującego nie nagra.

Zalety:
- świetna okładka
- dobre teksty
- utwory Implode, Chasing Death, Take Control, Repentless i You Against You

Wady:
- bezpłciowe, nijakie kompozycje
- wyraźne inspiracje groove metalem (np. Machine Head)
- album brzmi niedopracowanie
- płyta nie zapada w pamięć
- brak Jeffa Hannemana jest bardzo wyraźny

Okładka: 9/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 4,5/10

Ocena ogólna: 5/10

8 października 2015

Konfrontacja: Judas Priest - Jugulator vs Iron Maiden - The X Factor


Witam w kolejnej konfrontacji. W tym momencie mogłyby paść takie pytania jak "czemu zamiast zabrać się za jakiś dobry album tych grup musisz brać na warsztat największe gówna?". Dlaczego to zrobiłem? Zostałem zainspirowany - Judas Priest i Iron Maiden są zespołami, którymi warto się zainteresować za to, jak one wpłynęły na rozwój heavy metalu przez lata. Nie zdziwiłbym się, gdyby znalazło się wiele osób uważających, że metal w latach 90-tych zaczął się psuć. Stało się tak, że thrash odchodził w tamtym okresie w zapomnienie, powstał "nowotwór" w postaci nu metalu (według niektórych do tego grona zalicza się też groove metal, industrial metal i metal alternatywny), wiele kapel się rozpadło z powodu przemijającej mody. Lata 90-te nie były również łaskawe dla "bohaterów naszego dzisiejszego odcinka", mianowicie obie kapele straciły wtedy wokalistów, z którymi świeciły największe triumfy. Przed wami: Judas Priest - Jugulator vs Iron Maiden - The X Factor.


Judas Priest - Jugulator


Jugulator jest trzynastym albumem studyjnym brytyjskiej grupy heavymetalowej Judas Priest. Został wydany 16 października 1997 roku nakładem SPV Records. Jest to pierwszy album tej grupy od czasu jednego z ich najważniejszych dzieł, Painkiller'a. Tym samym jest to pierwszy krążek wydany bez wokalisty Roba Halforda. Odszedł on w 1992 roku, co zaowocowało chwilowym rozpadem Judas Priest. Grupa znalazła nowego wokalistę w 1996 roku. Był nim Tim Owens, znany ze współpracy z takimi zespołami jak Iced Earth i Winter's Bane. Judas Priest straciło w tamtym okresie wielu fanów, toteż Jugulator nie odniósł tak wielkiego sukcesu jak większość albumów tej kapeli.

Pomimo zmian w składzie, Judas Priest prezentuje nam okładkę w typowym dla nich stylu. Widzimy mroczną postać będącą połączeniem Painkiller'a znanego z poprzedniej płyty, orła ze Screaming For Vengeance i różnych stworów z mangowych komiksów. Jak można się domyśleć, stworzeniem widocznym na okładce jest tytułowy Jugulator. W czasie gdy poprzednie maskotki Judas Priest wyglądały jakby pochodziły ze świata Fantasy w którym dominuje sprawiedliwość, Jugulator przypomina raczej kreaturę gotową wytępić cywilizację. Można się zatem domyślić, że trzynasty krążek Judas Priest będzie czymś ostrym. Pamiętam, że gdy pierwszy raz zobaczyłem grafikę tego albumu, chciałem go za wszelką cenę poznać. Skoro już przy tym jesteśmy - do dzieła!

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9,5/10 - Middle Finger Erected
- 8/10 - ViciousFriendlyFish
- 4/10 - autothrail
- 9/10 - adders11
- 3,5/10 - The_CrY


Lista utworów:

1. Jugulator
2. Blood Stained
3. Dead Meat
4. Death Row
5. Decapitate
6. Burn In Hell
7. Brain Dead
8. Abductors
9. Bullet Train
10. Cathedral Spires


Z powodu braku Roba Halforda, przez lata Judasowi dostawało się po dupie za istnienie. Wielu krytyków negatywnie oceniało Jugulatora uznając to za fatalne nieporozumienie. Osoby tak mówiące albo mają kiepski gust, albo w rzeczywistości nie słyszały tego krążka. Pomimo zasadniczych różnic, Jugulator wgniata w ziemię. Jest to cięższy, wolniejszy i bardziej klimatyczny album od pozostałych.  Można więc powiedzieć, że wraz ze zmianą wokalisty wiązała się przemiana kapeli. Jugulator jest niedocenionym klasykiem wartym uwagi; charakterystyczny klimat i rasowość powinny przyciągnąć publikę. Starszym fanom z pewnością nie spodobają się thrashowo-groove'owe naleciałości i obecność Tima Owensa. Osobiście uważam, że album nie ma zbyt wiele wad. To co mogę tutaj zarzucić, to lekka monotonia w niektórych miejscach spowodowana długością utworów. Niektórym fanom pewnie też nie podpasowała inspiracja thrashem; nie zdziwiłbym się, gdybym kiedyś przeczytał recenzję w stylu: "Judas Priest nie potrzebuje tego gatunku metalu do bycia ciężkim, wystarczyło jedynie pociągnąć dalej pomysł z Painkiller'a". Wydaje mi się jednak, że Judas Priest potrzebna była tego typu przemiana; udawanie, że nic się nie stało byłoby nie na miejscu ze strony tej grupy, fani po prostu powinni byli wiedzieć, że to już nie jest to Judas Priest co wydało Defenders Of The Faith, czy chociażby Screaming For Vengeance. Szczerze powiedziawszy, na początku słuchając tego krążka nie zwróciłem zbytnio uwagi na wokal; zarówno Owens jak i Halford brzmią dosyć podobnie. Wiadomo jednak, że ówczesny wokalista Judas Priest nie miał tak wielkiego talentu jak dawny gwiazdor tej kapeli. Spójrzmy prawdzie w oczy,  Rob Halford jest w pierwszej piątce najlepszych wokalistów świata, Tim Owens nie ma z nim szans w starciu. Judas Priest od początku pokazuje swoją inność prezentując thrashowe inspiracje. Słyszymy klimatyczny, lekko chaotyczny numer tytułowy Jugulator. Judas Priest od dwójki zaczyna się naprawdę rozkręcać: słyszymy ciężkie Blood Stained, jest to jeden z najlepszych utworów na albumie. Dead Meat jest kolejnym, całkiem dobrym utworem. Jest to za razem jeden z bardziej agresywnych kawałków na albumie. W dalszej kolejności dostajemy klimatyczny utwór w postaci Death Row. Pod piątką kryje się ciężki numer, niezbyt w stylu Judas Priest: Decapitate. Dalszy w kolejności jest klimatyczny, a za razem przebojowy kawałek Burn In Hell. Jest to jeden z najlepszych utworów na płycie, między innymi dlatego warto przesłuchać Jugulatora. Kolejnym świetnym kawałkiem ze strony Judas Priest jest Brain Dead; jest to ciężki, klimatyczny utwór w heavymetalowym stylu. W dalszej kolejności Judas Priest powraca do groovemetalowego brzmienia, w głośnikach leci lekko monotonne Abductors. Pod dziewiątką znajduje się jeden z szybszych numerów na płycie: Bullet Train. Nie wliczając klimatycznego intra, Judas Priest przypomina trochę to, czym było jeszcze za czasów Roba Halforda. Ostatni utwór na płycie uważany jest za najlepsze dokonanie Tima Owensa. W moich głośnikach leci 10-minutowy utwór o zmiennym tempie, Cathedral Spires. Dla mnie osobiście utwór wydał się dość marny, nie udało mi się przesłuchać tego do końca.

Wszystkie teksty zostały napisane przez basistę, Glena Tiptona. Początkowo miałem wrażenie, że pisaniem zajmował się nowy wokalista grupy, Tim Owens; ostatecznie jednak pomyślałem, że właściwie w porównaniu do takiego Painkiller'a nie ma zbyt wiele różnic (basista i tam napisał ich dość sporo). Zostały one dobrze napisane, nic nie miałem do zarzucenia. Tematyka tekstów dotyczy najczęściej śmierci, problemów współczesnego świata i polityki. W porównaniu do poprzednich dzieł, fantastyka odeszła na dalszy plan. Pierwszy utwór, Jugulator jest opisem postaci znajdującej się na okładce. Tytułowy Jugulator jest demonicznym cyborgiem walczącym w imię prawa, karze on przestępców w sposób niezwykle brutalny (łamie kości, urywa głowy, patrzy jak jego ofiary wykrwawiają się na śmierć itp.). Blood Stained jest utworem o religii, która w dzisiejszych czasach służy jako przykrywka dla osób, które czynią zło. Mogą to być politycy, księża, islamiści (chcący zabijać w imię religii). Utwór Dead Meat jest o najgorszym złu jakie drzemie w ludzkiej cywilizacji. Kawałek został najprawdopodobniej zainspirowany wydarzeniami z Drugiej Wojny Światowej, kiedy to Naziści dokonali holokaustu na żydach, aby móc stworzyć idealne ("niemieszane") społeczeństwo. Dość podobnym utworem pod względem lirycznym do poprzednika jest Death Row. Mowa jest tu o ludziach, którzy zostali skazani na śmierć nie popełniwszy żadnej zbrodni. Decapitate jest o osobie skazanej na śmierć przez dekapitację. Wszczęła ona bunt przeciwko skorumpowanej władzy. W Burn In Hell podmiotem lirycznym może być sam Jugulator. Kieruje on swoje słowa do zabójcy, który ma zapłacić za odebranie czyjegoś życia. W Brain Dead podmiotem lirycznym jest sparaliżowana osoba; po intrze można uznać, że wyżej wymieniony człowiek ucierpiał wskutek wypadku samochodowego. Podmiot liryczny chciałby, aby skrócić jego cierpienia związane z paraliżem. Utwór Abductors zawiera metaforę. Mowa jest o mężczyźnie, który popełnił jakąś zbrodnię nie myśląc o konsekwencjach. Bullet Train opowiada historię osoby będącej ukaraną za swoje złe czyny. Wypowiada się w niej podmiot liryczny zastrzelony w ramach zemsty. Cathedral Spires jest o końcu świata spowodowanym przez masowe ludobójstwo.

Podsumowując, Jugulator to całkiem porządne dzieło. Nie zaliczyłbym tego do czołówki Judas Priest, aczkolwiek warto tego posłuchać. Znam parę kapel, których kluczowi wokaliści zostali zastąpieni przez kogoś innego. Nie wszystkim idzie dobrze, przyznam jednak, że Judas Priest trzymało się jakoś. Chłopaki zmienili styl na bardziej nowoczesny mieszając znany fanom tej kapeli heavy metal z elementami thrashu i groove'u. Największą zaletą albumu był ciężki klimat, raczej niespotykany w innych dziełach tego zespołu. Poza tym, Jugulator było ciężkie i rasowe, co nadało zupełnie inną barwę tej kapeli. Dosyć irytujące było to, że z czasem album stał się męczący, przez co końcówka była dość trudna do przełknięcia. Z powodu długości utworów czasem doskwierała monotonia, zdarzały się jednak ciekawe momenty które budziły słuchacza. Jeżeli lubisz długie, klimatyczne utwory, cenisz zespoły typu Pantera, Machine Head, czy chociażby Exhorder, Jugulator jest stworzony dla ciebie.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Dobrze napisane teksty
- Klimat
- Rasowość
- Okładka
- Wokal Tima Owensa
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Lekka monotonia w niektórych momentach
- Pod koniec album zaczął się psuć


Okładka: 9,75/10

Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 8,75/10


Iron Maiden - The X Factor


The X Factor jest dziesiątym albumem studyjnym brytyjskiej grupy heavymetalowej Iron Maiden. Został wydany 2 października 1995 roku nakładem EMI Group. Z tego co już wiem, weterani heavy metalu w latach 90-tych nie mieli łatwo. Gdy z Judas Priest odszedł Rob Halford, Iron Maiden w 1994 pozbyło się wokalisty Bruce'a Dickinsona. Został on zastąpiony przez Blaze'a Bayley'a znanego niegdyś z Wolfsbane. Jakby tego było mało, Iron Maiden zmieniło swój skład po wydaniu jednego ze swoich największych osiągnięć, Fear Of The Dark. Od odejścia Bruce'a Dickinsona, Iron Maiden regularnie traciło na popularności, tak więc niedługo po wydaniu, The X Factor szybko zostało zapomniane.

Pamiętacie poprzednie okładki Iron Maiden? Zwykle pomimo dużego podobieństwa i obecności Eddiego (maskotki grupy) były nie tylko dobrze rysowane, ale charakteryzowały się też całkiem sporą paletą barw. Ta okładka nie dość że została komputerowo, to jeszcze jest okropna. Przedstawiona jest kreatura przypominająca Eddiego uwięziona w maszynie tortur. Cóż, widać że album będzie zupełnie inny niż pozostałe dzieła Iron Maiden, prawdopodobnie będzie to coś w nieco innym klimacie od pozostałych dzieł. Fani byli przyzwyczajeni oglądać ponure, wielokolorowe okładki rysowane ręcznie, a nie ohydne coś co zostało stworzone komputerowo.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 5,5/10 - Xyrth

- 10/10 - LDSA
- 6,5/10 - Evil_Carrot
- 5,25/10 - autothrall
- 6/10 - morbert




Lista utworów:

1. Sign Of The Cross
2. Lord Of The Flies
3. Man On The Edge
4. Fortunes Of War
5. Look For The Truth
6. The Aftermath
7. Judgement Of Heaven
8. Blood On The World's Hands
9. The Edge Of Darkness
10. 2 A.M.
11. The Unbeliever

Niezbyt przepadam za Iron Maiden. Kapela nie trafia w moje gusta, poza tym sprawia wrażenie przereklamowanej. Warto ich jednak docenić za ogromny wkład w heavy metal. W przeciwieństwie do Judas Priest, pomimo odejścia Bruce'a Dickinsona, panowie nie patrzą na trendy i robią to co dawniej. Niby płyta uważana jest za najbardziej pesymistyczne dzieło w dorobku grupy, ja jednak tego nie odczułem. Gdyby tak został opisany Jugulator Judas Priest, z pewnością bym się zgodził. Nie słucham Iron Maiden za często, toteż trudno jest mi powiedzieć, czy grają tak jak za czasów Dickinsona, czy może grupa inspirowała się trochę innymi kapelami. Muzyki da się słuchać z przyjemnością, w szczególności do połowy. Dziesiąta płyta Iron Maiden jest rasowa, miejscami dynamiczna i całkiem odprężająca. Miejscami krążek kojarzył mi się z debiutem tej grupy. Niestety, dużą wadą tego albumu jest monotonia. Co gorsza, porównaniu do Jugulatora, dosyć często miałem ochotę wyłączyć muzykę z powodu doskwierającej nudy. Co do wokalu, wielu krytykowało grupę za brak Bruce'a. Ponieważ nie jestem jakimś tam wielkim fanem Iron Maiden, wokalista w ogóle mi nie przeszkadza. Blaze Bayley to utalentowany facet, całkiem nieźle wpasował się do grupy. Pierwszym utworem jaki dostajemy jest Sign Of The Cross - numer rozpoczyna się od spokojnego intra, po czym rozkręcając się zmienia się w coś bardziej typowego dla Iron Maiden. Pod dwójką znajduje się trochę bardziej dynamiczny utwór w porównaniu do poprzedniego, Lord Of The Flies. Dalsze w kolejności jest Man On The Edge, dopiero tutaj jesteśmy w stanie dostrzec drobiny tego pesymistycznego klimatu. Kolejnym dobrym numerem na liście jest Fortunes Of War. Jest to dość spokojny numer dla relaksu; dopiero tutaj można wyczuć ten lekko pesymistyczny klimat. Dalsze w kolejności jest przebojowe Look For The Truth. Pierwszym większym potknięciem jest utwór The Aftermath. Kawałek przypomina mi trochę wojskową piosenkę, toteż niektórym może się spodobać ze względu na klimat. Dalej jest Judgement Of Heaven. W porównaniu do poprzedniego numeru, ten utwór jest znacznie bardziej dynamiczny. The X Factor pod koniec zaczyna nudzić. Dalej dostajemy średni numer Blood On The World's Hands. Później Iron Maiden niespodziewanie zaczęło zaskakiwać: słyszę całkiem porządny, dynamiczny utwór The Edge Of Darkness, po nim jest dobre 2 A.M. i dość nudne The Unbeliever.

Z tego co wiem, płyta została zainspirowana życiowymi tragediami Steve'a Harrisa, basisty grupy. Przyznam, że dopiero czytając teksty odkryłem tą pesymistyczną stronę The X Factor. Można odnieść wrażenie, że Steve Harris miał parę naprawdę nieprzyjemnych chwil w życiu; teksty są smutne, czyta się je z ciekawością. Zdecydowanie da się coś z nich wywnioskować. Większość z nich jest na tematy religijne, często też pojawiała się krytyka rasy ludzkiej połączona z sarkazmem. Dosyć łatwo dało się też spotkać tekst na temat wojny. W Sign Of The Cross wypowiada się człowiek stający przed sądem ostatecznym. Podmiot liryczny żałuje, że w czasie gdy żył sporadycznie spędzał czas na modłach, a większość swojego czasu "przepieprzył na głupoty". Lord Of The Flies jest o ludzkości, która stała się obojętna na sprawy planety na której żyją. Podmiot liryczny krytykuje ludzi za ich głupotę prowadzącą do autodestrukcji. Utwór Man On The Edge jest o przemyśleniach prostego mężczyzny stojącego w korku. Osoba mówiąca uważa, że losy współczesnych ludzi potoczyły się nie tak jak powinny. Według niego, w dzisiejszych czasach człowiek powinien być wolny i móc decydować o sobie. W Fortunes Of War wypowiada się weteran wojenny cierpiący na zespół stresu pourazowego. Jest on pocieszany przez ludzi, którzy próbują mu wmówić, że z czasem zapomni o tym co robił będąc żołnierzem. Look For The Truth jest o osobie cierpiącej na depresję. Podmiot liryczny wspomina czasy, kiedy w jego życiu wszystko mogło zmienić się na lepsze. Tym samym krytykuje siebie za niewykorzystanie szans które los mu dawał. W The Aftermath wypowiada się żołnierz walczący na froncie. Mężczyzna zastanawia się nad sensem prowadzenia wojen. Wierzy, że w rzeczywistości ofiary w ludziach nie rozwiążą żadnego sporu. W Judgement Of Heaven wypowiada się osoba, która popełniła samobójstwo. Podmiot liryczny zdał sobie sprawę z tego, że popełnił błąd odbierając sobie życie. Nie spotkał go sąd ostateczny. Blood On The World's Hands jest utworem o ludziach, których spotkała tragedia. Grupa zwraca uwagę na to, że inni nie przejmują się losem potępionych dopóki sami nie przeżyją w życiu czegoś złego. The Edge Of Darkness opowiada historię mężczyzny, który chciał zaciągnąć się do wojska. Osoba mówiąca na początku uważała, że to co robi jest dobre. Ostatecznie żołnierz występujący w utworze przekonał się, że prowadzenie wojen nie jest korzystne dla ludzi. W 2 A.M. podmiotem lirycznym jest prosty człowiek, który o drugiej w nocy wraca z pracy. Będąc w domu dochodzi do wniosku, że jego życie jest monotonne i musi coś w nim zmienić. The Unbeliever jest o osobie, która przez całe życie próbowała uciekać od wiary sądząc, że dla prostego człowieka nie jest potrzebna. Po czasie zdaje sobie sprawę, że to właśnie religia uspokaja ludzką duszę.

Podsumowując, The X Factor jest średnim albumem. W porównaniu do poprzednich dzieł Iron Maiden widać, że kapela znacząco spadła z poziomu prezentując ten album. Pomimo rasowości i przebojowości utworów, album miał dosyć sporo momentów, gdy porażał monotonią. Zdecydowanie największą zaletą albumu były bardzo dobre teksty. Nie dość, że zostały one dobrze napisane, to jeszcze Iron Maiden pokusiło się o pozytywny przekaz dotyczący religii.

Zalety:
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Przekaz
- Rasowość i przebojowość
- Dynamika
- Wokal

Wady:

- Intra do niektórych utworów powodujące monotonię
- Okładka
- Pod koniec album się psuje


Okładka: 4/10

Teksty: 10/10
Kompozycje: 6,5/10

Ogólna ocena: 7/10



Konfrontację wygrywa album: Jugulator. Grupa Judas Priest dominowała nad Iron Maiden kompozycjami. Jugulatora zdobiła również bardzo dobra okładka. Iron Maiden z kolei popisało się bardzo dobrymi tekstami i tematyką istotną dla ludzkości.

Obserwuj nas!