Wyszukaj

10 września 2015

Recenzja: Ektomorf - Black Flag


Witam w kolejnej recenzji. Fani Ektomorfa pamiętają jeszcze czasy, gdy lubiana przez nich kapela była uznawana za plagiatora brzmień Soulfly. Obecnie zarówno kapela Maxa Cavalery jak i groovemetalowcy z Węgier są już czymś zupełnie innym; obie formacje poszły w zupełnie inną stronę. Ponieważ już niedługo premiera kolejnego dziecka Ektomorfa o nazwie Aggressor, postanowiłem wrócić do słuchania tej kapeli. Dzisiaj przyjrzę się jednemu z najważniejszych albumów w ich karierze; jest to znacznie bardziej agresywny krążek w porównaniu do poprzedników, obecnie uznany za kopię The Blackening Machine Head. Przed wami: Ektomorf - Black Flag.

Black Flag jest ósmym albumem studyjnym węgierskiej grupy groovemetalowej Ektomorf. Został wydany 31 sierpnia 2012 roku nakładem AFM Records. Rok 2012 był wyjątkowym okresem tej kapeli; po wydaniu albumu kompilacyjnego The Acoustic zawierającego (jak sama nazwa wskazuje) niektóre utwory Ektomorfa zagrane na gitarze akustycznej kapela wytąpiła na niemieckim festiwalu Full Force. Dopiero później pojawiły się pierwsze wieści o Black Flag. Podobnie jak w przypadku nadchodzącego Aggressora, wieści o wydaniu krążka pojawiły się nagle, bez żadnego ostrzeżenia w stylu "w 2012 roku wydamy kolejny album studyjny", albo "jesteśmy akurat w trakcie nagrań, szykujcie się", od razu pokazano listę utworów, okładkę i datę wydania. Następnie udostępniono jeden z utworów znajdujących się na Black Flag: The Cross. Niedługo potem pojawiło się Unscarred. Po wydaniu albumu kapela wyruszyła w trasę koncertową The Black Flag Tour trwającej od 10 października do 1 listopada.

Na okładce przedstawiona jest Santa Muerte. Jest to szkielet kobiety w czerwonej (lub niebieskiej) szacie, zazwyczaj przedstawiony z kosą lub wagą. Santa Muerte jest również wiarą, której wyznawcy wierzą, że Śmierć jest nieomylna, ma możliwość spełniania życzeń, oraz jest w stanie kierować ludzkim losem. Na świecie Santa Muerte znana jest jedynie w Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Na grafice Ektomorfa widzimy ją ubraną w czerwoną szatę (okładka wzorowana była na tym obrazie). Jak niektórzy z was wiedzą, często oceniamy brzmienie albumu po okładce. Jeżeli członkowie zespołu przedstawiając tą grafikę mówili, że to będzie dotychczas najbrutalniejszy krążek tej kapeli, najprawdopodobniej na samym początku bym tego nie odczuł... chyba, że według Ektomorfa symbolem ciężaru albumu jest czaszka.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 8/10 - metal-temple.com
- 5/10 - heavymetal.about.com
- 4/10 - rocknreelreviews.com
- 8/10 - phoenix-rising.biz


Lista utworów:

1. War Is My Way
2. Unscarred
3. The Cross
4. Cut It Out
5. Black Flag
6. Private Hell
7. 12 Angels
8. Enemy
9. Fuck Your God
10. Never Surrender
11. Sick Love
12. Feel Like This
13. Kill It
14. The Pretender

Pamiętam, że na początku byłem przekonany, że Ektomorf wreszcie spróbował stworzyć coś bardziej oryginalnego. Wiecie, koniec ze ściąganiem od Maxa Cavalery, czas zacząć napierdalać samodzielnie. Obecnie uważam, że Ektomorf to nie ten typ grupy, która jest w stanie namieszać w świecie muzyki metalowej. Oni po prostu istnieją, bo lubią grać i przeinaczać to co stworzyły inne zespoły w to co im się chce. Czy to jednak wada? Absolutnie nie. Wskażcie mi współczesną grupę muzyczną, która od kogoś nie ściąga. Ektomorf poniekąd jednak się wyróżnia. Zamiast rżnąć od najlepszych (Slayer, Metallica itp.), oni biorą się za kapele ogarnięte w groove metalu, metalu alternatywnym lub rocku. Chłopaki dosyć często również zmieniają swoje inspiracje (wskazuje na to właśnie Black Flag), jest to raczej grupa od której nie oczekuje się zbyt wiele, liczy się to że są i grają coś na poziomie. Black Flag to groovemetalowy krążek z elementami thrashu; jest ciężki, brutalny, nowoczesny i bardzo wciągający. Można powiedzieć, że jest tym, czym powinno było być Archangel grupy Soulfly. Muzyka zawarta na Black Flag idealnie nadaje się na spore koncerty metalowe, poza tym wydaje się być bardziej dopracowana od pozostałych krążków, jakby Zoltan i spółka spięli dupy i zaczęli tworzyć coś naprawdę porządnego. To trochę jakby Ektomorf tworzył album na swój jubileusz. Co ciekawe, nie ma tu ani jednej ballady. Jest jedno akustyczne intro oraz parę lżejszych numerów i jeden rockowy. Tak to Black Flag jest ciężkie jak praca na polu w 30-stopniowym upale. W moich wcześniejszych recenzjach dosyć często oceniałem albumy porównując je do innych dzieł, obecnie jednak wydaje mi się, że ważniejsze są starania kapeli, oraz to jak album wchodzi. Ektomorf rozpoczyna dosyć niepozornie. Na początku słyszymy krótkie intro, po czym dostajemy porządnym piorunem w postaci War Is My Way. W porównaniu do następnych kawałków, utwór pierwszy jest dosyć średni i prymitywny. Od numeru drugiego Ektomorf prezentuje świętą trójcę. Mam wrażenie, że są to jedne z najlepszych utworów tej kapeli (co ciekawe, są one połączone intrami i outrami): Unscarred, The Cross, Cut It Out. Dalsze w kolejności jest ciężkie, aczkolwiek nieco wolniejsze Black Flag. Później jednak chłopaki zwalniają tempo, dając nam do posłuchania lżejsze utwory z albumu. Pod szóstką kryje się jeden z lżejszych numerów, Private Hell. Dalej jest przyjemne, akustyczne intro do utworu Enemy: 12 Angels. Dalsze w kolejności jest wcześniej wspomniane Enemy, numer w stylu Black Flag. Ektomorf powraca do młóciek prezentując kolejne ostrzejsze kawałki: porządne Fuck Your God, oraz idealny utwór do pomachania głową: Never Surrender. Sick Love jest jednym z lżejszych numerów na płycie; powolny, klimatyczny utwór z paroma ostrzejszymi momentami. Kolejnym spokojniejszym numerem z płyty jest Feel Like This. Pod koniec Ektomorf ponownie daje wpierdol: dostajemy ciężki, groovemetalowy kawałek z elementami porządnego klimatu: Kill It. Ostatnie na liście jest najlżejsze z całej płyty The Pretender. Jest to całkiem dobry cover grupy rockowej Foo Fighters idealny na zakończenie albumu.

Pod wpływem dojrzałości zdałem sobie sprawę, że teksty Ektomorfa praktycznie nigdy mi się nie podobały. Brakowało w nich zaangażowania i pomysłowości. Zazwyczaj opierały się one na pierdoleniu o tym jak to cyganie są dyskryminowani, bardzo często pojawiały się te same zwroty. Zoltan pisał je tak, jakby chciał aby fani metalu polubili cyganów na siłę. Niestety, Black Flag powiela ten błąd. Do tematyki albumu nic nie mam, w porównaniu do wcześniejszych krążków gadanie o cyganach jest bardziej subtelne (czasami zastanawiałem się, czy w ogóle występuje). Poziom tekstów jest niższy niż na Redemption i Outcast, zdecydowanie jednak przewyższa to, co było napisane na pozostałych albumach. Black Flag jest utworem skierowanym do osób nienawidzących mniejszości narodowych. Zoltan chce, aby uciskane narody znalazły spokój w kraju w którym żyją. Cut It Out jest kiepsko napisanym przekazem dla fanów, w którym Zoltan namawia pokonywania swoich słabości. Enemy jest utworem skierowanym do wroga, który zawsze w każdej sytuacji życzy źle. W Feel Like This wypowiada się osoba, która przegrała, gdyż była za bardzo pewna swojego sukcesu. W utworze wspomina ona to, co mówili jej ludzie o tym, czego chce dokonać. Kill It jest skierowane do mężczyzny, który zamordował młodą dziewczynę. W utworze jest mowa o samosądzie, ewentualnie zasadzie "oko za oko" - podmiot liryczny uważa, że morderca dostał zbyt łagodną karę za odebranie życia. Never Surrender jest kolejnym utworem, w którym podmiot liryczny chce, aby myślano o nim, że jest w stanie osiągnąć obrany przez siebie cel. W Private Hell wypowiada się osoba zraniona przez kogoś bliskiego. Podmiot liryczny stracił zaufanie do ludzi, przez co przeżywa depresję. Fuck Your God jest o dwóch osobach poróżnionych między sobą przez wiarę. Sick Love jest utworem skierowanym do kobiety, która wykorzystuje mężczyzn do celów zarobkowych. Podmiot liryczny wypomina jej, że przez to niszczy życie niewinnym ludziom. W The Cross wypowiada się osoba, która pomimo licznych porażek próbuje być lepszym człowiekiem. Wie ona, że każda porażka powinna być dla niej dopingiem, aby móc lepiej pokonywać życiowe przeszkody. W Unscarred wypowiada się osoba zraniona przez kogoś bliskiego. Podmiot liryczny udowadnia swojemu byłemu przyjacielowi, że pomimo tego jest w stanie odnosić zwycięstwa, nawet gdy życzy się mu źle. W War Is My Way Zoltan namawia fanów, aby "wypowiedzieli wojnę" swoim życiowym przeszkodą. W ten sposób chce im uświadomić, że dzięki temu można dumnie iść przez życie. W The Pretender występuje osoba rozmawiająca z samym sobą. Podmiot liryczny zachęca siebie do walki ze swoimi słabościami.

Podsumowując, Black Flag to dotychczasowo najlepszy krążek Ektomorfa. Nie jest to wprawdzie idealny album, aczkolwiek jak na standardy napierdalaczy z Węgier jest bardzo dobry. Black Flag jest nowoczesne, ciężkie, ma zastosowane ciekawe pomysły. Bardzo przyjemnie się go słuchało od początku do końca, nawet pomimo dużej ilości utworów. Teksty lekko utykały, aczkolwiek to co się działo na Black Flag dało się jeszcze znieść w porównaniu do pozostałych dzieł Ektomorfa. Widać, że Zoltan próbował się zmobilizować... niestety, nie wyszło. Black Flag jest agresywne i ciężkie, muzyka jest idealna na koncerty, a wysiłek włożony w stworzenie albumu da się dostrzec.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Okładka
- Ciężar i agresja
- Albumu słucha się z przyjemnością od początku do końca
- Klimat
- Przekaz
- Wysiłek włożony w album
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Utykające teksty


Okładka: 7,75/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9/10

3 komentarze:

Obserwuj nas!