Wyszukaj

25 września 2015

Konfrontacja: Napalm Death - Harmony Corruption vs Carcass - Symphonies Of Sickness


Witam w kolejnej konfrontacji. Nie wiem czy to już mówiłem, ale grindcore nie należy do moich ulubionych gatunków muzyki metalowej. Gdyby nie propozycja pewnego czytelnika, najprawdopodobniej kapele typu Napalm Death zawitałyby na naszym blogu dość późno. Wyżej przedstawiony gatunek metalu nie spodobał mi się ze względu na pierwsze wrażenie jakie odniosłem podczas słuchania tego. Mam jednak nadzieję, że tym razem trafiłem na całkiem spoko krążki, którymi można się chwilę pojarać. Przy okazji, warto tutaj zadbać o jakąś różnorodność, a nie tylko thrash metal, death metal, hardcore... Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam miłego czytania. Przed wami: Napalm Death - Harmony Corruption vs Carcass - Symphonies Of Sickness.


Napalm Death - Harmony Corruption


Harmony Corruption jest trzecim albumem studyjnym brytyjsko-amerykańskiej grupy grindcore'owej Napalm Death. Został wydany 1 lipca 1990 roku nakładem Earache Records. Jest to pierwszy album studyjny tej kapeli stworzony wraz z nowym wokalistą Markiem Greenway'em, grającym w Napalm Death do dzisiaj. W porównaniu do pozostałych dzieł tej grupy, Harmony Corruption jest zbliżone bardziej w kierunku death metalu niżeli grindcore'u (najprawdopodobniej to z powodu zatrudnienia znanego deathmetalowego producenta Scotta Burnsa). Na Harmony Corruption wystąpili Glen Benton z Deicide i John Tardy z Obituary. Ostatecznie krążek stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych dzieł Napalm Death.

Okładka do albumu Harmony Corruption została stworzona przez Davida Windmilla. Jego praca kojarzy mi się trochę z grafiką albumu Reign In Blood Slayera. Okładka została stworzona w stylu surrealistycznym: na pierwszym planie widzimy ogromną, kamienną głowę. W tle z kolei widzimy jezioro lawy, a w nim szkielet, ręka i płonący krzyż. Nad nim unoszą się podarte skrawki kartki z nutami. Pomimo ogólnego bałaganu, grafika bardzo mi się podoba. Widać, że album będzie czymś godnym uwagi.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9/10 - televiper11
- 10/10 - Orbitball
- 9/10 - Noktorn
- 8,5/10 - morbert


Lista utworów:

1. Vision Conquest
2. If The Truth Be Known
3. Inner Inciernation
4. Malicious Intent
5. Unfit Earth
6. Circle Of Hipocrisy
7. The Chains That Bind Us
8. Mind Snare
9. Extremity Retained
10. Suffer The Children
11. Hiding Behind


Początkowo album nie przypadł mi do gustu. Przekonałem się, że nie lubię czystej agresji w death metalu, zdecydowanie bardziej podoba mi się, gdy jakaś kapela próbuje stosować w swoich utworach elementy progresywne (ewentualnie thrashowe), w innym wypadku album wchodzi we mnie jak plastikowy widelec w beton. Wiecie o co mi chodzi, jedni lubią jak muzyka daje soczysty wpierdol, inni kochają różnorodność... ja jestem tym drugim typem, toteż Napalm Death nie jest zespołem dla mnie. Początkowo Harmony Corruption zrobiło na mnie kiepskie pierwsze wrażenie: "ja pierdole, na pewno będą tak bez serca łoić przez cały album"; od połowy zaczął mi się podobać, a gdy przesłuchałem go po raz drugi zacząłem jarać się nim jak głupi! Pod względem brzmieniowym album przypomina mi trochę mieszankę Eaten Back To Life Cannibal Corpse (chodzi głównie o gitary) oraz Altars Of Madness Morbid Angel. Jakość nagrań Harmony Corruption jest kontrowersyjna. Pewna osoba uzna to za zaletę, ktoś inny za wadę. Z jednej strony album brzmi jak noisecore Anal Cunt lub zwykła demówka. Z drugiej jednak kiepska jakość przyczynia się do poprawienia klimatu, nie sądzę że Harmony Corruption brzmiałoby lepiej zagrane współcześnie. Pomimo wad, album z czasem zaczął mnie wciągać. Wprawdzie jest to granie postawione bardziej na agresję, aczkolwiek jak to kiedyś mówiłem recenzując Panzer Division Marduk: "napierdalać też trzeba umieć". Inną zaletą jest specyficzna atmosfera albumu. W połączeniu z jakością nagrania albumu i grafiką, Harmony Corruption prezentuje się jak coś wyciągniętego z czeluści mrocznej wyobraźni twórców. Gitary brzmią świetnie, często oprócz porządnych blast beat'ów będziemy raczeni spokojniejszą grą na perkusji. Wokalista przypomina mi trochę Maxa Cavalerę na albumie Pandemonium. Podczas słuchania tego uznałem, że skoro Mark Greenway naprawdę zaśpiewał tak niskim głosem (bez żadnych komputerowych efektów), to były lider Sepultury zrobił z siebie błazna bawiąc się wokalem w komputerze. Napalm Death zaczyna solidną, aczkolwiek niezbyt wciągającą dwójką: Vision Conquest i If The Truth Be Known. Kapela zaczęła mocniej do siebie przyciągać, gdy w moich głośnikach zabrzmiało Inner Incieration. Po tym Napalm Death nie przestaje wciągać. Kapela nadal wsysa jak wir; pod czwórką dostajemy Malicious Intent, dalsze w kolejności jest Unfit Earth i Circle Of Hipocrisy. Napalm Death nieco spadło z poziomu prezentując The Chains That Bind Us. Utwór wydał mi się gorszy od pozostałych, wprawdzie chłopaki grali lepiej niż na początku, aczkolwiek w dużej mierze jest to granie na jedno kopyto. Nieco lepiej jest na Mind Snare. Kapela wraca do moich łask po zaprezentowaniu całkiem niezłego Extremity Retained. Następnie dostajemy kolejny ciekawy numer o tytule Suffer The Children. Co wydaje mi się najbardziej zaskakujące, ostatni utwór (Hiding Behind) najbardziej przypadł mi do gustu spośród wszystkich. Z reguły ostatnie utwory psują album, tymczasem to Hiding Behind jest jednym z najważniejszych filarów tego albumu.

Teksty napisane przez kapelę są całkiem dobre. Zostały dobrze napisane i dopasowane do kompozycji. Są one dość prosto zbudowane, z ich tłumaczeniem nie było zbyt wielu problemów. Gdy w większości spodziewałem się tekstów o tematyce śmierci, wojen i zabijania, Harmony Corruption ukazało swoje prawdziwe oblicze: grupa napisała teksty na tematy społeczne, często w utworach znaleźć można morały. Poza tym, trzeba coś tej kapeli przyznać: panowie mają bardzo oryginalne pomysły na tytuły; zamiast tworzyć coś oklepanego w postaci Dead Again lub Satanic Rites, ci wymyślają Inner Incieration, czy chociażby Circle Of Hipocrisy. Szczerze to dość rzadko zwracam uwagę na takie coś, ale tytuły do utworów na Harmony Corruption naprawdę mi się spodobały! Samo ich czytanie mrozi krew w żyłach. W Vision Conquest podmiotem lirycznym jest osoba zniszczona przez trud życia. W jego towarzystwie jest drugi człowiek, który tak naprawdę nie wie, przez co wyżej wspomniana osoba przechodzi. W If The Truth Be Known wypowiada się mężczyzna niesłusznie skazany na odsiadkę w więzieniu. Podmiot liryczny krytykuje sędziego za jego bezmyślność. Inner Incineration jest o osobie cierpiącej na depresję. Zespół krytykuje w utworze społeczeństwo, które nie rozumie ludzi cierpiących na tą chorobę. W Malicious Intent wypowiada się osoba zdradzona przez przyjaciela na rzecz innych ludzi. Nowi przyjaciele tego człowieka okazali się być fałszywi. Z tego powodu podmiot liryczny krytykuje swojego byłego przyjaciela. Unfit Earth jest o możliwym końcu ludzkości spowodowanym przez nadmierne zanieczyszczenie środowiska. W Circle Of Hipocrisy Napalm Death krytykuje ludzkość za jej chęć do wzajemnej nienawiści. The Chains That Bind Us jest o szufladkowaniu innych ludzi ze względu na stereotypy. Z tego powodu kapela krytykuje ludzi za to, że z tego powodu nie chce im się samodzielnie myśleć, co doprowadza do wymienionej w utworze niewoli. W Mind Snare, Napalm Death sprzeciwia się zażywaniu heroiny. Kapela omawia skutki brania tego narkotyku. Suffer The Children jest utworem na temat wojen religijnych. Grupa krytykuje ludzi, którzy są za nie odpowiedzialni. W Hiding Behind obiektami krytyki Napalm Death stają się politycy. Chłopaki wmawiają im dwulicowość i brak poszanowania wobec obywateli.

Podsumowując, nie żałuję przeznaczonego czasu na słuchanie Napalm Death. Wprawdzie grupa zrobiła na mnie kiepskie pierwsze wrażenie, z czasem jednak polubiłem ją. Nie zdziwiłbym się, gdybym w przyszłości zaczął jej słuchać na dobre. Kompozycje pomimo chaosu zaakceptowałem - zrównoważona agresja zmieszana z surowością daje bardzo dobry efekt. W słuch rzucił mi się też specyficzny klimat albumu, w połączeniu z okładką, jakością nagrań i brzmieniem gitar daje świetny efekt. Poza tym, w czasie robienia recenzji Harmony Corruption zawitało w całości w moich głośnikach może z 3 razy; muzyka wciąga i zapada w pamięć, to są zasadnicze zalety tego dzieła. Teksty są proste, zrozumiałe i ciekawe. Ich przekaz jest pozytywny, każdy tekst dotyczy naszego zniszczonego społeczeństwa. Do tego odnosi się też tytuł tego albumu - Harmony Corruption. Po czymś takim nie wróżę wiele Carcassowi. Taki krążek jak ten jest wart zapamiętania, bijmy brawo dla Napalm Death!

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Teksty
- Specyficzny klimat
- Pozytywny przekaz
- Surowość i agresja
- Oryginalne tytuły utworów
- Wokal
- Okładka
- Album porządnie wciąga
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Brak różnorodności
- Chaos

Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10


Carcass - Symphonies Of Sickness



Symphonies Of Sickness jest drugim albumem studyjnym brytyjskiej grupy deathmetalowej Carcass. Został wydany 4 listopada 1989 roku nakładem Earache Records. Po udanym debiucie w postaci Reek Of Putrefaction Carcass zaczyna podążać w kierunku trendów. Grupa zmniejsza ilość goregrindu na rzecz death metalu, którego popularność regularnie rośnie. Ostatecznie jednak Symphonies Of Sickness staje się kluczowym albumem na scenie deathmetalowej/goregrind'owej. Po wydaniu tego albumu, Carcass wyruszył w trasę koncertową z Napalm Death, Morbid Angel i Bolt Thrower.

Okładka wygląda bardzo oryginalnie. Przypomina trochę obraz surrealistyczny, ewentualnie wyklejankę. Na grafice widzimy mięso (szynki, świnia, befsztyki itp.) i ludzkie twarze. Na początku zastanawiałem się, co ma wspólnego ludzka twarz z mięsem. W pewnym momencie udało mi się przeczytać o tym, że grupa była podejrzewana o usilne promowanie wegetarianizmu. Możliwe, że grafik chciał pokazać cierpienie zwierząt i radość ludzi, aby skutecznie obrzydzić słuchaczy do jedzenia mięsa. Podobno odniesienia do tego mają wystąpić również w tekstach. Grafika wygląda chaotycznie, warto jednak popatrzeć trochę na szczegóły, aby móc znaleźć w niej sens.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 10/10 - sparklewhooves1
- 9,75/10 - StainedClass95
- 8,25/10 - MetalFRO
- 10/10 - Jjaaze


Lista utworów:

1. Reek Of Putrefaction
2. Exhume To Consume
3. Excoriating Abdominal Emanation
4. Ruptured In Purulence
5. Empathological Necroticism
6. Embryonic Necropsy And Devourment
7. Swarming Vulgar Mass Of Infected Virulency
8. Cadaveric Incubator Of Endoparasites
9. Slash Dementia
10. Crepitating Bowel Erosion


Oj, ciężko mi będzie z tym albumem. Wciąż zadowolony z Harmony Corruption Napalm Death zabieram się za Carcassa. Co gorsza, ten zespół praktycznie w ogóle mi nie podchodzi. Ta kapela przypomina mi trochę goregrind'owe Sarcofago. Jak niektórzy z was wiedzą, pomimo że już omówiłem cały zespół, nie podobało mi się to w jaki sposób Sarcofago tworzy swoje albumy. Podobnie jest i tutaj; od samego początku Carcass częstuje nas ogromną dawką chaosu. Bardzo nisko nastrojone gitary również do mnie nie przemawiają, czuję się jakbym słuchał albumu przepuszczonego przez tysiące filtrów. Brakowało tutaj jeszcze automatu perkusyjnego, syntezatorów, DJ-a, Setha Putnama z Anal Cunt i wściekłego dentysty! Chłopaki nie grzeszą również pomysłowością, album brzmi jakby był nagrywany podczas kąpieli w gównie z dziewicami przy świecach i plakatach przedstawiających Samaela. Wbrew pozorom to nie jest krytyka, mówię po prostu że ich pomysłowość mnie zaskakuje. To jest tak popierdolony album, że nie zdziwiłbym się, gdyby miał całkiem spore grono ulubieńców. Co wychodzi na plus Symphonies Of Sickness, to surowe brzmienie i klimat. Oczywiście jak już mówiłem, dzieło Carcass cechuje też pomysłowość. Panowie wiedzą jak się wyróżnić. Przyznam jednak, że goregrind to nie jest moja muzyka. Na początku dostajemy w chuj brudny utwór opierający się na niskim brzmieniu, bekaniu i obrzydzeniu: Reek Of Putrefaction. Drugi utwór wypada już nieco lepiej; wyczuć tutaj można wpływy deathmetalowe. W moich głośnikach leci Exhume To Consume. Nieco czyściej się zrobiło przy trójce: Excoriating Abdominal Emanation. Jednym z lepszych utworów moim zdaniem okazał się Ruptured In Purulence. Kolejnym dającym się słuchać utworem jest Empathological Necroticism (przypominam, że Napalm Death od trzeciego utworu zaczęło mnie rajcować). Jednym z moich ulubieńców na tym albumie wydał się Embryonic Necropsy And Devourment. W dalszej kolejności są średniawe Swarming Vulgar Mass Of Infected Virulency, nieco ciekawsze Cadaveric Incubator Of Endoparasites, Slash Dementia i nudne Creptitating Bowel Erosion.

Przekaz jaki zaserwowali nam panowie z Carcass diametralnie różni się od tego, co było na Harmony Corruption. W przeciwieństwie do Napalm Death, nie ma tu mowy o pozytywnym przekazie. Podobnie jak w przypadku kompozycji, teksty cechuje obrzydliwość. Nie zdziwiłbym się, gdyby teksty napisane przez Carcassa zainspirowały twórców filmu Piła do stworzenia sceny, w której sędzia jest topiony w mielonce z rozkładających się świń. Teksty są proste do zrozumienia, widać jednak, że chłopaki z Carcassa włożyli dużo pracy w teksty. Reek Of Putrefaction jest o ludziach wdychających smród rozkładających się ciał, aby się naćpać. Exhume To Consume opisuje życie padlinożercy, który wykopuje zwłoki z grobów po to, aby móc je zjeść. Excoriating Abdominal Emanation jest o seryjnym zabójcy, który przyniósł zwłoki do swojego domu. Podnieca go widok zgnilizny, cieszy się gdy patroszy i rozczłonkowuje ciało swojej ofiary. Ruptured In Purulence jest opisem rozkładających się zwłok. Omówione tutaj zostało zagnieżdżenie się robali, postęp gnicia itp. W Empathological Necroticism wypowiada się człowiek, którego podnieca robienie różnych praktyk na zwłokach (np. patroszenie, rozczłonkowywanie). Embryonic Necropsy And Devourment jest o ludziach spożywających gulasz z płodów. W Swarming Vulgar Mass Of Infected Virulency wypowiada się mężczyzna, którego podnieca zabawa z rozkładającymi się zwłokami. W Cadaveric Incubator Of Endoparasites jest mowa o tym, co się dzieje z ludzkim ciałem w trakcie rozkładu. Carcass opisuje procesy jakie w nim zachodzą. W Crepitating Bowel Erosion wypowiada się dewiant, którego podnieca wysysanie ropy z martwych zwłok.

Podsumowując, Symphonies Of Sickness nie jest złym albumem. Doceniam to jak Carcass stworzył ten krążek, kapela wykazała się pomysłowością i innowacją. Ostatecznie album mi nie podszedł, ledwo z nim wytrzymałem do końca. Wierzę że istnieją ludzie którzy rajcują się tym niczym pornolami, w których mężczyzna napierdala kobietę kijem po mordzie. Kto wie, może tak naprawdę więcej osób jara się Carcassem niżeli wyżej przedstawionymi praktykami? To możliwe, w końcu panowie włożyli mnóstwo pracy, aby to brzmiało surowo, agresywnie i obrzydliwie. Jeżeli zawsze ciekawiło cię jak brzmi Carcass, słuchaj śmiało. Problem w tym, że nie wszyscy są w stanie wytrzymać przy takim gatunku jak goregrind.

Zalety:
- Pomysłowość
- Bardzo dobre teksty
- Klimat
- Obrzydliwość godna uwagi
- Agresja i surowość
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Ogromna dawka chaosu
- Brak różnorodności


Okładka: 9/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 7,5/10

Dzisiejszą konfrontację wygrywa: Harmony Corruption. Albumu słuchało mi się o wiele lepiej niż Symphonies Of Sickness; Napalm Death nad Carcassem znacznie przeważyło kompozycjami. Z kolei teksty obu grup zostały wykonane na tym samym poziomie.

18 września 2015

Recenzja: KAT & Roman Kostrzewski - 666


Witam w kolejnej recenzji. Odpuściłem sobie w tym tygodniu konfrontację. Zaintrygowany postanowiłem wypowiedzieć się na temat albumu będącego remake'iem słynnego 666 KATa. Nieco ponad rok temu (dokładnie 15 września) skonfrontowałem oryginalne wydanie tego krążka z Pleasures Of The Flesh Exodusa. Nie tak dawno jednak Roman Kostrzewski zapowiedział wydanie remake'u słynnego krążka. Po prostu nie mogłem się oprzeć. Przed wami: KAT & Roman Kostrzewski - 666.

666 (zwany również Szóstki) jest trzecim albumem studyjnym polskiej grupy heavy metalowej KAT & Roman Kostrzewski. Został wydany 11 września 2015 roku nakładem Mystic Production. O wydaniu nowego 666 zrobiło się głośno w sierpniu, pod koniec wakacji. Na YouTube została wysłana nowa wersja utworu Noce Szatana. Ludzie mieli różne opinie na jej temat. W jednym z wywiadów Roman Kostrzewski zapytany o nagrywanie nowego 666 odpowiedział, iż chciałby ten album odświeżyć tak, aby spodobał się młodzieży niezaznajomionej z twórczością KATa. Miały to być te same Szóstki, tyle że odświeżone.

Płytę zdobią dwie okładki, obie do siebie podobne. Co tu dużo opowiadać o grafice, jest ona wzorowana na tej z oryginalnego wydania 666 z 1986 roku. Przedstawiona jest na niej czaszka na fioletowym tle. Na górze widoczny jest pentagram; na czaszce widzimy trzy szóstki. Dosyć podobna do niej jest druga grafika: widzimy na niej czaszkę na krwistoczerwonym tle. Pierwsza grafika jest kiepska. Miała prezentować się nowocześnie, na mnie zrobiła jednak kiepskie wrażenie; jest zbyt sterylna i pusta. Druga okładka prezentuje się lepiej. Krwista czerwień, satanistyczny klimat i brud kojarzą mi się z Metal And Hell. Podobnie jak w recenzji oryginału, zamieszczę ocenę dwóch okładek.



BRAK RECENZJI W INTERNECIE


Lista utworów:

1. Metal I Piekło
2. Diabelski Dom
3. Morderca
4. Masz Mnie Wampirze
5. Czas Zemsty
6. Noce Szatana
7. Diabelski Dom - cz. III
8. Wyrocznia
9. Czarne Zastępy
10. 666

Wydaje mi się, że idealnym wstępem do tej recenzji będzie zadanie pytania. Z czego najbardziej jest znany KAT? Oczywiście ze swojego pierwszego studyjnego albumu, oraz charyzmatycznego wokalisty Romana Kostrzewskiego. No niestety, obecnej grupie byłego frontmana KATa dużo brakuje do tej legendy. Pan Romek z niewiadomych przyczyn próbował wskrzesić wciąż żywy album. Właściwie jaki to miało cel Niby miało to być dla młodzieży. Nie lepiej, żeby rodzice słuchający KATa w latach 80-tych i 90-tych sami pokazali oryginał 666 dzieciom? Wprawdzie nie jest to katastrofalny remake, w porównaniu do oryginału wypada jednak mizernie. Zabrakło tu młodzieńczej energii, rasowego klimatu w stylu Venom, surowości i brzmienia w stylu lat 80-tych. Podobnie jak okładka, album jest sterylny. Z charakterystycznego klimatu zostało niewiele; jest to dosyć ciężki krążek, aczkolwiek czasem trudno jest się oprzeć wrażeniu, że Romek mógł wzorować się na weselnych hitach typu "Żono Moja", albo Piękni i Młodzi. Nie zdziwiłbym się, gdyby mój dziadek zawitał do mojego pokoju podczas odsłuchiwania tego krążka i powiedział "fajnej muzyki słuchasz wnusiu, co to za zespół?".Roman Kostrzewski nie ma już tej charyzmy co kiedyś. Właściwie nie byłbym zaskoczony, gdyby okazało się, że Romek śpiewa po raz pierwszy od 10 lat. Oczywiście jest dobry w tym co robi, jednak na nowych Szóstkach brzmi on tak, jakby chciał nam wmówić to na siłę: "patrzcie, potrafię śpiewać!". Miejscami jego wokal skojarzył mi się z Edytą Górniak drącą się do mikrofonu podczas wykonywania Mazurka Dąbrowskiego. Słychać, że KAT & Roman Kostrzewski starali się, aby stworzyć coś naprawdę porządnego. Problem w tym, że 666 jest świetne samo w sobie, po co jej do szczęścia remake? To tak jakby Metallica próbowała na nowo nagrać Master Of Puppets. Na początku dostajemy całkiem niezły remake utworu będącego wstępem do 666, Metal I Piekło. Po chwili jednak panowie się jakoś rozkręcają: dostajemy najprawdopodobniej najlepszy utwór z remake'u, Diabelski Dom. Pod trójką dostajemy jeden z moich ulubionych utworów KATa: Morderca. Gdy w oryginale był przeładowany energią i ciężarem, tutaj jest zagrany zdecydowanie za wolno. Ciekawił mnie też najmniej lubiany przeze mnie utwór na oryginalnej płycie, Masz Mnie Wampirze. W porównaniu do oryginału jest cięższy, brakuje mi tu jednak tego wyraźnego, przewodniego riffu. Charakterystyczne "ooooooooo" przed refrenem brzmi komicznie, zupełnie jakby Roman najebał się przed sesją nagraniową. Dalsze w kolejności jest totalnie spartolone Czas Zemsty. Ten numer jest najlepszym dowodem na to, że nowe nie jest lepsze. Wyłączyłem ten utwór nie czekając nawet na końcówkę. Później dostajemy singiel, Noce Szatana. 30 lat temu ten utwór emanował młodzieńczą energią i rasowością, w dzisiejszych czasach utwór jest mdły i wypatroszony. KAT & Roman Kostrzewski wracają do moich łask, gdy usłyszałem trzecią część Diabelskiego Domu. Wprawdzie wolałem oryginał, muszę jednak przyznać, że Diabelskie Domy królują na tej płycie. Wyrocznia wprawdzie też została zagrana wolniej w stosunku do oryginału, aczkolwiek nie jest złym remake'iem. Jest to zdecydowanie najcięższy numer ze wszystkich na albumie. Dalej dostajemy średni cover utworu Czarne Zastępy. Klimat oryginału na drugim nagraniu został zastąpiony ciężarem i rasowością. Remake utworu 666 w całkiem niezłym stylu kończy album.

Całe szczęście, Roman Kostrzewski nie wprowadzał żadnych zmian w tekstach. Wszystko co zostało napisane 30 lat temu pozostało takie same. Niewiele powiedziałem o tekstach w oryginalnej recenzji, czas to nadrobić. Są one dobrze napisane, aczkolwiek słychać, że KAT składał się przede wszystkich z buntowników. Panowie najprawdopodobniej w tamtych czasach mieli gdzieś to, czy metal się szufladkuje pod satanizm czy nie, oni wykonywali utwory w których pisali przede wszystkim o szatanie. Teksty utworów w 666 w większej mierze opierają się na metaforach. Metal I Piekło jest przykładem utworu o szufladkowaniu metalu. Chłopaki z KATa w metaforyczny sposób zachęcają słuchacza do przyłączenia się do szatana (w rzeczywistości do metalu). Diabelski Dom z budowy przypomina wiersz. Podmiot liryczny opisuje swoje wrażenia z wizyty w tytułowym domu, opowiada o tym, co w nim zastał. Utwór Morderca jest o ciemnej stronie ludzkiej natury. Opisywana jest w utworze ludzka nienawiść doprowadzająca do wielu konfliktów (w utworze porównywana jest do morderstwa). Masz Mnie Wampirze jest o zakazanej miłości między kobietą i mężczyzną. Podobnie jak w innych utworach, została zastosowana metafora; kobieta jest porównywana do wampira. Czas Zemsty zostało zainspirowane apokalipsą św. Jana. Utwór jest poświęcony Abbaddonowi, aniołowi zagłady. W trakcie apokalipsy zsyłał on ludzi potępionych przez boga do piekła. Noce Szatana jest o sekcie organizującej pogańską zabawę w nocy. Diabelski Dom - cz. III jest kontynuacją opowiadanej historii z diabelskiego domu. Tym razem podmiot liryczny spotyka na swojej drodze członków sekty chcących odprawić czarną mszę. Poszukują oni kobiety, którą mogliby rozdziewiczyć. W Wyroczni jest mowa o proroku, który zapowiada światu zagładę. W Czarnych Zastępach jest mowa o hordzie demonów polującej na grzeszników. W utworze o nazwie 666 podmiot liryczny (będący najprawdopodobniej członkiem sekty) wychwala szatana ponad wszystko. Opowiada o jego wielkości i niezrównanej mocy.

Podsumowując, remake albumu 666 jest nieporozumieniem. Wprawdzie wśród utworów było parę przebłysków (np. dwie części Diabelskiego Domu, 666), aczkolwiek nie da się tego zaliczyć jako coś udanego. Zabrakło tutaj typowej dla KATa energii i klimatu. Jeszcze rozumiem, że surowość albumu może być w dzisiejszych czasach niemodna, nie rozumiem jednak dlaczego chłopaki z KAT & Roman Kostrzewski zdecydowali się zagrać album wolniej. Nie jestem w stanie pojąć też, dlaczego tak charyzmatyczny wokalista jak Roman Kostrzewski próbuje niepotrzebnie błaznować (najlepszy przykład: Masz Mnie Wampirze). Album polecam wyłącznie jako ciekawostkę, na dłuższą metę nie da się tego słuchać.

Zalety:
- Bardzo dobre teksty
- Różnorodność
- Świeżość
- Rasowość

Wady:
- Klimat weselny
- Album brzmi jakby był wypatroszony
- Wiele utworów udanych w oryginalnym wydaniu zostało spieprzonych
- Wokal Romka
- Kiepska produkcja


Okładka: 4,5/10 / 7/10
Teksty: 8,5/10
Kompozycje: 5,5/10

Ogólna ocena: 6/10

10 września 2015

Recenzja: Ektomorf - Black Flag


Witam w kolejnej recenzji. Fani Ektomorfa pamiętają jeszcze czasy, gdy lubiana przez nich kapela była uznawana za plagiatora brzmień Soulfly. Obecnie zarówno kapela Maxa Cavalery jak i groovemetalowcy z Węgier są już czymś zupełnie innym; obie formacje poszły w zupełnie inną stronę. Ponieważ już niedługo premiera kolejnego dziecka Ektomorfa o nazwie Aggressor, postanowiłem wrócić do słuchania tej kapeli. Dzisiaj przyjrzę się jednemu z najważniejszych albumów w ich karierze; jest to znacznie bardziej agresywny krążek w porównaniu do poprzedników, obecnie uznany za kopię The Blackening Machine Head. Przed wami: Ektomorf - Black Flag.

Black Flag jest ósmym albumem studyjnym węgierskiej grupy groovemetalowej Ektomorf. Został wydany 31 sierpnia 2012 roku nakładem AFM Records. Rok 2012 był wyjątkowym okresem tej kapeli; po wydaniu albumu kompilacyjnego The Acoustic zawierającego (jak sama nazwa wskazuje) niektóre utwory Ektomorfa zagrane na gitarze akustycznej kapela wytąpiła na niemieckim festiwalu Full Force. Dopiero później pojawiły się pierwsze wieści o Black Flag. Podobnie jak w przypadku nadchodzącego Aggressora, wieści o wydaniu krążka pojawiły się nagle, bez żadnego ostrzeżenia w stylu "w 2012 roku wydamy kolejny album studyjny", albo "jesteśmy akurat w trakcie nagrań, szykujcie się", od razu pokazano listę utworów, okładkę i datę wydania. Następnie udostępniono jeden z utworów znajdujących się na Black Flag: The Cross. Niedługo potem pojawiło się Unscarred. Po wydaniu albumu kapela wyruszyła w trasę koncertową The Black Flag Tour trwającej od 10 października do 1 listopada.

Na okładce przedstawiona jest Santa Muerte. Jest to szkielet kobiety w czerwonej (lub niebieskiej) szacie, zazwyczaj przedstawiony z kosą lub wagą. Santa Muerte jest również wiarą, której wyznawcy wierzą, że Śmierć jest nieomylna, ma możliwość spełniania życzeń, oraz jest w stanie kierować ludzkim losem. Na świecie Santa Muerte znana jest jedynie w Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Na grafice Ektomorfa widzimy ją ubraną w czerwoną szatę (okładka wzorowana była na tym obrazie). Jak niektórzy z was wiedzą, często oceniamy brzmienie albumu po okładce. Jeżeli członkowie zespołu przedstawiając tą grafikę mówili, że to będzie dotychczas najbrutalniejszy krążek tej kapeli, najprawdopodobniej na samym początku bym tego nie odczuł... chyba, że według Ektomorfa symbolem ciężaru albumu jest czaszka.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 8/10 - metal-temple.com
- 5/10 - heavymetal.about.com
- 4/10 - rocknreelreviews.com
- 8/10 - phoenix-rising.biz


Lista utworów:

1. War Is My Way
2. Unscarred
3. The Cross
4. Cut It Out
5. Black Flag
6. Private Hell
7. 12 Angels
8. Enemy
9. Fuck Your God
10. Never Surrender
11. Sick Love
12. Feel Like This
13. Kill It
14. The Pretender

Pamiętam, że na początku byłem przekonany, że Ektomorf wreszcie spróbował stworzyć coś bardziej oryginalnego. Wiecie, koniec ze ściąganiem od Maxa Cavalery, czas zacząć napierdalać samodzielnie. Obecnie uważam, że Ektomorf to nie ten typ grupy, która jest w stanie namieszać w świecie muzyki metalowej. Oni po prostu istnieją, bo lubią grać i przeinaczać to co stworzyły inne zespoły w to co im się chce. Czy to jednak wada? Absolutnie nie. Wskażcie mi współczesną grupę muzyczną, która od kogoś nie ściąga. Ektomorf poniekąd jednak się wyróżnia. Zamiast rżnąć od najlepszych (Slayer, Metallica itp.), oni biorą się za kapele ogarnięte w groove metalu, metalu alternatywnym lub rocku. Chłopaki dosyć często również zmieniają swoje inspiracje (wskazuje na to właśnie Black Flag), jest to raczej grupa od której nie oczekuje się zbyt wiele, liczy się to że są i grają coś na poziomie. Black Flag to groovemetalowy krążek z elementami thrashu; jest ciężki, brutalny, nowoczesny i bardzo wciągający. Można powiedzieć, że jest tym, czym powinno było być Archangel grupy Soulfly. Muzyka zawarta na Black Flag idealnie nadaje się na spore koncerty metalowe, poza tym wydaje się być bardziej dopracowana od pozostałych krążków, jakby Zoltan i spółka spięli dupy i zaczęli tworzyć coś naprawdę porządnego. To trochę jakby Ektomorf tworzył album na swój jubileusz. Co ciekawe, nie ma tu ani jednej ballady. Jest jedno akustyczne intro oraz parę lżejszych numerów i jeden rockowy. Tak to Black Flag jest ciężkie jak praca na polu w 30-stopniowym upale. W moich wcześniejszych recenzjach dosyć często oceniałem albumy porównując je do innych dzieł, obecnie jednak wydaje mi się, że ważniejsze są starania kapeli, oraz to jak album wchodzi. Ektomorf rozpoczyna dosyć niepozornie. Na początku słyszymy krótkie intro, po czym dostajemy porządnym piorunem w postaci War Is My Way. W porównaniu do następnych kawałków, utwór pierwszy jest dosyć średni i prymitywny. Od numeru drugiego Ektomorf prezentuje świętą trójcę. Mam wrażenie, że są to jedne z najlepszych utworów tej kapeli (co ciekawe, są one połączone intrami i outrami): Unscarred, The Cross, Cut It Out. Dalsze w kolejności jest ciężkie, aczkolwiek nieco wolniejsze Black Flag. Później jednak chłopaki zwalniają tempo, dając nam do posłuchania lżejsze utwory z albumu. Pod szóstką kryje się jeden z lżejszych numerów, Private Hell. Dalej jest przyjemne, akustyczne intro do utworu Enemy: 12 Angels. Dalsze w kolejności jest wcześniej wspomniane Enemy, numer w stylu Black Flag. Ektomorf powraca do młóciek prezentując kolejne ostrzejsze kawałki: porządne Fuck Your God, oraz idealny utwór do pomachania głową: Never Surrender. Sick Love jest jednym z lżejszych numerów na płycie; powolny, klimatyczny utwór z paroma ostrzejszymi momentami. Kolejnym spokojniejszym numerem z płyty jest Feel Like This. Pod koniec Ektomorf ponownie daje wpierdol: dostajemy ciężki, groovemetalowy kawałek z elementami porządnego klimatu: Kill It. Ostatnie na liście jest najlżejsze z całej płyty The Pretender. Jest to całkiem dobry cover grupy rockowej Foo Fighters idealny na zakończenie albumu.

Pod wpływem dojrzałości zdałem sobie sprawę, że teksty Ektomorfa praktycznie nigdy mi się nie podobały. Brakowało w nich zaangażowania i pomysłowości. Zazwyczaj opierały się one na pierdoleniu o tym jak to cyganie są dyskryminowani, bardzo często pojawiały się te same zwroty. Zoltan pisał je tak, jakby chciał aby fani metalu polubili cyganów na siłę. Niestety, Black Flag powiela ten błąd. Do tematyki albumu nic nie mam, w porównaniu do wcześniejszych krążków gadanie o cyganach jest bardziej subtelne (czasami zastanawiałem się, czy w ogóle występuje). Poziom tekstów jest niższy niż na Redemption i Outcast, zdecydowanie jednak przewyższa to, co było napisane na pozostałych albumach. Black Flag jest utworem skierowanym do osób nienawidzących mniejszości narodowych. Zoltan chce, aby uciskane narody znalazły spokój w kraju w którym żyją. Cut It Out jest kiepsko napisanym przekazem dla fanów, w którym Zoltan namawia pokonywania swoich słabości. Enemy jest utworem skierowanym do wroga, który zawsze w każdej sytuacji życzy źle. W Feel Like This wypowiada się osoba, która przegrała, gdyż była za bardzo pewna swojego sukcesu. W utworze wspomina ona to, co mówili jej ludzie o tym, czego chce dokonać. Kill It jest skierowane do mężczyzny, który zamordował młodą dziewczynę. W utworze jest mowa o samosądzie, ewentualnie zasadzie "oko za oko" - podmiot liryczny uważa, że morderca dostał zbyt łagodną karę za odebranie życia. Never Surrender jest kolejnym utworem, w którym podmiot liryczny chce, aby myślano o nim, że jest w stanie osiągnąć obrany przez siebie cel. W Private Hell wypowiada się osoba zraniona przez kogoś bliskiego. Podmiot liryczny stracił zaufanie do ludzi, przez co przeżywa depresję. Fuck Your God jest o dwóch osobach poróżnionych między sobą przez wiarę. Sick Love jest utworem skierowanym do kobiety, która wykorzystuje mężczyzn do celów zarobkowych. Podmiot liryczny wypomina jej, że przez to niszczy życie niewinnym ludziom. W The Cross wypowiada się osoba, która pomimo licznych porażek próbuje być lepszym człowiekiem. Wie ona, że każda porażka powinna być dla niej dopingiem, aby móc lepiej pokonywać życiowe przeszkody. W Unscarred wypowiada się osoba zraniona przez kogoś bliskiego. Podmiot liryczny udowadnia swojemu byłemu przyjacielowi, że pomimo tego jest w stanie odnosić zwycięstwa, nawet gdy życzy się mu źle. W War Is My Way Zoltan namawia fanów, aby "wypowiedzieli wojnę" swoim życiowym przeszkodą. W ten sposób chce im uświadomić, że dzięki temu można dumnie iść przez życie. W The Pretender występuje osoba rozmawiająca z samym sobą. Podmiot liryczny zachęca siebie do walki ze swoimi słabościami.

Podsumowując, Black Flag to dotychczasowo najlepszy krążek Ektomorfa. Nie jest to wprawdzie idealny album, aczkolwiek jak na standardy napierdalaczy z Węgier jest bardzo dobry. Black Flag jest nowoczesne, ciężkie, ma zastosowane ciekawe pomysły. Bardzo przyjemnie się go słuchało od początku do końca, nawet pomimo dużej ilości utworów. Teksty lekko utykały, aczkolwiek to co się działo na Black Flag dało się jeszcze znieść w porównaniu do pozostałych dzieł Ektomorfa. Widać, że Zoltan próbował się zmobilizować... niestety, nie wyszło. Black Flag jest agresywne i ciężkie, muzyka jest idealna na koncerty, a wysiłek włożony w stworzenie albumu da się dostrzec.


Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Okładka
- Ciężar i agresja
- Albumu słucha się z przyjemnością od początku do końca
- Klimat
- Przekaz
- Wysiłek włożony w album
- Album zapada w pamięć

Wady:
- Utykające teksty


Okładka: 7,75/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9/10

8 września 2015

Konfrontacja: Pantera - Cowboys From Hell vs Exhorder - Slaughter In The Vatican


Witam w kolejnej konfrontacji. Ale się napracowałem! Przepraszam, że tak długo mi to zajęło, ciężko mi było to recenzować. Dzisiaj znowu zabiorę się za coś z serii "skonfrontuj/zrecenzuj [...]". Z tego co wiem, albumy które za chwilę przedstawię są do siebie bardzo podobne, nie wiem więc za bardzo jak mam do tego podejść. Poniekąd zostałem zachęcony do skonfrontowania tych dwóch albumów ze względu na konflikt fanów obu kapel o którym za chwilę opowiem. Przekonamy się, czy Pantera na pewno zrzynała od Exhordera, czy może ta walka nie ma sensu. Przed wami: Pantera - Cowboys From Hell vs Exhorder - Slaughter In The Vatican.


Pantera - Cowboys From Hell


Cowboys From Hell jest piątym albumem studyjnym amerykańskiej grupy groovemetalowej Pantera. Został wydany 13 lipca 1990 roku nakładem Atco Records. Przed wydaniem tego albumu, Pantera porzuciła granie glam metalu, próbując stworzyć coś bardziej eksperymentalnego i cięższego. Ostatecznie Cowboys From Hell osiągnęło wielki sukces, co spowodowało, że Pantera zatrzymała się na graniu groove metalu do końca swojej kariery. Członkowie grupy przywykli mówić na to dzieło "oficjalny pierwszy album studyjny Pantery". Po odbyciu trasy koncertowej promującej album, wydano kasetę Cowboys From Hell - The Videos, na której zaprezentowano kilka teledysków grupy, a także zamieszczono wywiady i zabawne sceny z udziałem chłopaków. Obecnie Cowboys From Hell jest jednym z największych klasyków groove metalu.

Na okładce widzimy członków Pantery znajdujących się w barze. Gitarzysta grupy, Dimebag Darrell znajdujący się w centrum, gra na brązowej gitarze. Obok niego widzimy Vinniego Paula liczącego pieniądze. Po prawej znajdują się Rex Brown opierający się o bar, oraz Phil Anselmo który z tego baru zeskakuje. Okładka zdobiąca krążek jest raczej średnia; nigdy nie przepadałem za okładkami, na których znajdują się członkowie zespołu, gdyż po prostu tego typu grafiki prezentują się o wiele lepiej z tyłu. Wiem jednak, że Pantera zdecydowanie lepiej prezentuje się od strony muzycznej niżeli graficznej, tak więc najwyższy czas przejść do muzyki.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9/10 - Wacke
- 7,5/10 - marktheviktor
- 4,5/10 - Nhorf
- 9,5/10 - JamesIII
- 8,75/10 - Daneels


Lista utworów:

1. Cowboys From Hell
2. Primal Concrete Sledge
3. Psycho Holiday
4. Heresy
5. Cemetery Gates
6. Domination
7. Shattered
8. Clash With Reality
9. Medicine Man
10. Message In Blood
11. The Sleep
12. The Art Of Shredding

Pantera jest legendą. Kapela jako jedna z dwóch (obok Exhordera) opracowała gatunek znany jako groove metal. Jak więc spisuje się jeden z pierwszych krążków tegoż gatunku? Jest to ciekawe dzieło, czuć jednak, że nie była to ostateczna forma Pantery. Mnóstwo tu wpływów heavy metalu i rocka, toteż dzieło nie wydawało się specjalnie oryginalne. Groove metal rozwinął skrzydła dopiero w późniejszych czasach (jednym z przykładów takiego krążka jest Vulgar Display Of Power). Słychać, że panowie Teksańczycy jeszcze nie do końca wyzbyli się wpływów glam metalowych. Czy to jednak źle? Nie. Album jest energiczny, rasowy, miejscami nawet ciężki, ogólnie jest w czym wybierać. Sami członkowie kapeli dają z siebie wszystko, aby stworzyć coś naprawdę nietypowego. Phil świetnie manipuluje swoim wokalem, udowadnia tym, że nawet nowicjusz może równać się z profesjonalistami. Bracia Abbott w tym co robią są zdecydowanie wirtuozami. Pantera świetnie sobie radzi z jedną gitarą, gdy ma się takiego gitarzystę jak Dimebag Darrell to po co komu drugi wioślarz? Poza tymi aspektami, polecam słuchać albumu w wersji zremasterowanej. O dziwo, jak na swój wiek, płyta Pantery jest całkiem świeża. Zupełnie jakby ktoś po jej stworzeniu wsadził ją do magazynu na 20 lat, a później ją wypakował i uruchomił. Od początku Pantera zaczyna do siebie przyciągać. W moich głośnikach leci bardzo przebojowy i przyjemny utwór tytułowy idealny na koncerty, Cowboys From Hell. Najprawdopodobniej gdyby ten numer pojawił się dopiero w dzisiejszych czasach jako singiel, zastanawiałbym się, czy ta kapela zaczęła ponownie grać. Primal Concrete Sledge jest z kolei tą cięższą stroną albumu. Słuchając tego numeru miałem wrażenie, że pochodzi on z Burn My Eyes grupy Machine Head. Dalsze w kolejności jest Psycho Holiday. Obok Cowboys From Hell jest kolejnym, bardzo dobrym kawałkiem na koncert. Czwórka jest kolejnym cięższym numerem zaserwowanym przez Panterę. Utwór nosi tytuł Heresy, najprawdopodobniej był inspirowany Anthraxem i Metalliką. Dalsze w kolejności jest świetne Cemetery Gates łączące piękno i ciężar groove metalu. Później panowie z Pantery dowalają węgla do pieca. Ze zwiększoną prędkością pędzą z numerem Domination. Niedługo potem dostajemy równie szybkie Shattered. Utwór jest połączeniem groovemetalowego grania z dawną twórczością Pantery; jest szybko, ale przy tym rasowo i przyjemnie. Po raz kolejny nieco ciężej robi się przy Clash With Reality. Po raz kolejny granie Pantery przypomina mi trochę rozpierduchę sianą przez Machine Head 4 lata po wydaniu tego albumu. Dalsze w kolejności są: wpadające w ucho Medicine Man, ciężkie al'a Vulgar Display Of Power i Burn My Eyes Message In Blood. Na koniec Pantera serwuje nam ociężałe z wpadającym w ucho riffem The Sleep, oraz nieco gorszy numer od poprzedników The Art Of Shredding.

Pantera poświęciła dużo czasu na teksty. Przede wszystkim postawiono na inspirację współczesnym światem i jego problemami, dalsza część wymyślania opierała się na inwencji twórczej. Chłopaki niczego nie spieprzyli, teksty czyta się dobrze, a ich zawartość może być ciekawa. Często w tekstach pojawiają się metafory, przez co nie zawsze można zrozumieć pierwotne znaczenie utworu. Na Cowboys From Hell Pantera przedstawia się światu. Przekazują oni w sposób metaforyczny, że pomimo tego że są nowi, są w stanie zatrząść publiką. Na Primal Concrete Sledge Pantera zachęca fanów do spełniania swoich marzeń, nawet pomimo tego, że inni uznają to za niemożliwe. W Psycho Holiday wypowiada się pijana osoba. W skrócie podmiot liryczny mówi, że "jest na psychicznych wakacjach, więc nie obchodzi go to co robi lub mówi po pijaku". Później jednak ponosi z tego powodu konsekwencje. W utworze Heresy Pantera krytykuje ludzkość za to, że wznieca wojny z powodu religii. Chłopaki chcą, aby ludzie byli dla siebie tacy sami, a nie zabijali się tylko dlatego, że ktoś modli się do innego boga. Cemetery Gates może mieć dwa znaczenia. Z jednej strony, utwór jest o mężczyźnie, który opłakuje śmierć swojej ukochanej. Opisuje on swoje uczucia i smutek. Z drugiej jednak, Cemetery Gates może mieć metaforyczne znaczenie; utwór może być o mężczyźnie przeżywającym rozstanie ze swoją ukochaną. Domination jest o ambicji, która wyniszcza człowieka od środka. W utworze jest mowa o człowieku, który tak bardzo starał się stać się kimś ważnym, że doprowadził swoją psychikę do ruiny. Shattered jest o wojnie, którą prowadzą między sobą kraje na świecie. Na tym najbardziej cierpią niewinni ludzie. W Clash With Reality wypowiada się osoba udręczona przez życie. Gdy wydawało jej się, że jest sobie w stanie rozprawić się z łatwością z jakimś problemem, ten okazuje się bardzo trudny do rozwiązania ze względu na przeszkody. Medicine Man jest o szkodach do jakich doprowadza religia. Jako przykład Phil Anselmo podaje prześladowania innych wiar niż chrześcijaństwo w średniowieczu. Utwór Message In Blood został zainspirowany zabójstwem Charon Tate, Wojciecha Frykowskiego, Abigail Folger i Jay'a Sebringa przez Charles'a Mansona i jego sektę. Sama nazwa "wiadomość we krwi" odwołuje się do napisu jaki oprawcy pozostawili na drzwiach ofiar. The Sleep jest kolejnym kawałkiem o nadużyciach chrześcijaństwa. Tym razem Phil opowiada nam historię tej religii, jak zmieniła się z tej prześladowanej w zwycięską. The Art Of Shredding jest o niszczycielskiej naturze człowieka, która obudzi się, gdy rasa ludzka zostanie pokierowana przez kogoś żądnego wojny.

Podsumowując, Cowboys From Hell to pozycja godna polecenia fanom nie tylko groove metalu, ale każdemu kto lubi ciężkie brzmienia. Jest to bardzo dobrze skomponowany krążek, włożono w niego dużo serca i pracy; panowie są dobrze zgrani, pokazują tutaj bardzo dobre umiejętności zarówno kompozytorskie jak i wirtuozerię (zwłaszcza Dimebag Darrell). Teksty na albumie są dobre, nie tylko zostały napisane z inwencją twórczą i poprawnością gramatyczną. Tutaj liczy się też bardzo dobry przekaz skupiający się głównie na ludzkiej głupocie doprowadzającej świat do zniszczenia. Cowboys From Hell to album ponadczasowy, warto się z nim zapoznać.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Ciekawe teksty i ich przekaz
- Różnorodność
- Wokal Phila Anselmo
- Klimat
- Ciężar
- Energia i rasowość
- Świeżość

Wady:
- Pod koniec album stał się męczący
- Okładka


Okładka: 6,25/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10


Exhorder - Slaughter In The Vatican


Slaughter In The Vatican jest pierwszym albumem studyjnym amerykańskiej grupy groovemetalowej Exhorder. Został wydany 23 października 1990 nakładem Roadrunner Records. Wersja demo tego krążka została wydana w 1988 roku. Wraz z Panterą, Exhorder jest uznany za twórcę groove metalu. Z powodu dużego podobieństwa do wyżej wymienionej kapeli, między fanami obu grup wybuchły kontrowersje. Fani Exhordera uznali, iż Pantera stworzyła coś w rodzaju plagiatu demówki o tytule Slaughter In The Vatican. Podirytowany wokalista Kyle Thomas stwierdził, iż nie interesuje go to podobieństwo, gdyż obie grupy są ze sobą zaprzyjaźnione. Slaughter In The Vatican nie odniosło sukcesu komercyjnego.

Pierwszy punkt dla Exhordera: okładka. Przyznam, że jest ona naprawdę ciekawa, przyjemnie się na nią patrzy. Przedstawieni są na niej iluminaci prowadzący papieża w stronę szubienicy. Cała akcja rozgrywa się (jak wskazuje tytuł) w Watykanie. Przed bazyliką zebrany jest tłum ludzi obserwujący papieża prowadzonego na egzekucję. Całość została okraszona przyjemną dla oka kolorystyką co sprawia, że okładka do Slaughter In The Vatican przypomina trochę wstawkę komiksową.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 5,5/10 - Emyreal
- 9,25/10 - Master_Of_Thrash
- 9,5/10 - JamesIII
- 10/10 - enshinkarateman
- 9,5/10 - BurntOffering


Lista utworów:

1. Death In Vain
2. Homicide
3. Desecrator
4. Exhorder
5. The Tragic Period
6. Legions Of Death
7. Anal Lust
8. Slaughter In The Vatican

Gdy rozpoczynałem swoją przygodę z Exhorderem, zastanawiałem się czy ta kapela mnie w ogóle zaskoczy, skoro uważa się, że to samo zrobiła już Pantera na Cowboys From Hell. Ostatecznie groove to groove - ja tam lubię ten gatunek metalu, więc z pewnością się nie obrażę. Po przesłuchaniu nie miałem wątpliwości. Zdałem sobie sprawę, że to naprawdę ma szansę dorównać Cowboys From Hell, nawet pomimo ciężkiego do przebicia 9,5/10. W tym przypadku poniekąd zgodzę się ze swoim czytelnikiem. Ta grupa została skrzywdzona przez scenę metalową. Exhorder wydaje się być złym bratem bliźniakiem Pantery; panowie grają znacznie ciężej, dominuje tutaj podwójna stopa, słychać też pewne wpływy death metalu. O dziwo, co do wokalu to trudno jest mi doszukać się różnic między Philem Anselmo a Kylem Thomasem. Obaj mają praktycznie identyczną barwę głosu. Ja pierdolę, dlaczego dopiero teraz się o niej dowiaduję!? Jak na początkujących, chłopaki grają naprawdę dobrze! Już na początku dostajemy zajebisty utwór lekko w stylu Obituary: Death In Vain. Przy Homicide Exhorder nie przestaje siać spustoszenia. Przy trójce w naszych głośnikach słyszymy ociężałego golema nazwanego przez kapelę Desecrator. Dalszy w kolejności jest już nieco szybszy kawałek o nazwie Exhorder. Kolejną petardę dostajemy pod piątką: The Tragic Period. Utwór jest już nieco bardziej klimatyczny w porównaniu do poprzednich numerów. Panowie nie kończą napierdalać aż do końca. Ostatnie, równie ciekawe numery na płycie to Anal Lust oraz tytułowy kawałek Slaughter In The Vatican.

Teksty Exhordera w przeciwieństwie do tych Pantery łatwiej jest zrozumieć. Niestety, tutaj cierpi inwencja twórcza i inspiracja, w moim mniemaniu jest to "syndrom Maxa Cavalery". W utworach często powtarzają się różne zwroty, poszczególne zwrotki się ze sobą nie zgadzają, wszystko zostało stworzone tak aby się rymowało (np. "Placid world once alive, dig your grave and jump inside"). Pod tym względem wyróżniają się w pozytywny sposób utwory Death In Vain oraz The Tragic PeriodDeath In Vain jest o osobie pogrzebanej żywcem. W utworze opisywany jest jej pogrzeb i katusze w trumnie, oraz akcja ratunkowa. W Homicide wypowiada się mężczyzna mający obsesję na punkcie zabijania. Na Desecrator mamy do czynienia z dość kiepskim tekstem stworzonym na podstawie zasad przedstawionych przeze mnie wcześniej. Mowa jest tu o osobie mającej zamiłowanie do bezczeszczenia. W utworze jest mowa o zabijaniu, malowaniu pentagramów na murach kościoła, gwałceniu, itp. Utwór Exhorder opowiada historię bezlitosnego mordercy zabijającego ludzi dla zabawy. The Tragic Period zostało zainspirowane legendą o rzymskim bogu, Plutonie. W utworze zostały opisane jego narodziny oraz stworzenie świata podziemnego. W Legions Of Death jest mowa o upadku ziemi spowodowanym przez przybycie tzw. Legionów Śmierci. Ich zadaniem było zabijanie wszystkiego co żyje. Anal Lust jest o mężczyźnie, który uprawiał seks z nieznajomą kobietą. W trakcie odbywania stosunku był bardzo brutalny, spełniał wszystkie swoje chore fantazje. Te doprowadziły do śmierci kobiety. Slaughter In The Vatican (prawie) odwołuje się do sytuacji ukazanej na okładce. Mowa jest tu o przejęciu Watykanu przez ludzi niezadowolonych z rządów Papieża. Zemścili się na nim paląc go na stosie.

Podsumowując, niewiele się spodziewałem po Slaughter In The Vatican. Okazało się, że pierwszy album studyjny Exhordera spokojnie dorównuje do Cowboys From Hell Pantery. Krążek jest wprawdzie dopracowany, starano się włożyć w niego serce; album jest ciężki i agresywny, słucha się go z przyjemnością. Niestety, Exhorder miał problem ze stworzeniem ideału. Największym problemem tej kapeli okazały się teksty, nie były one dobrze napisane. Przekaz grupy też trochę szwankował, aczkolwiek warto docenić starania tej kapeli.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Różnorodność
- Wokal Kyle'a Thomasa
- Klimat
- Ciężar
- Okładka
- Ciekawe rozwiązania

Wady:
- Dość słabe teksty


Okładka: 9/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10



Zupełnie nie spodziewałem się remisu pomiędzy Exhorderem a Panterą. Obie kapele wykonały swoje albumy na bardzo dobrym poziomie; w porównaniu do Cowboys From Hell, Slaughter In The Vatican zdobiła dużo lepsza okładka. Pantera z kolei dominowała nad Exhorderem tekstami i ich przekazem. Kompozycje zostały stworzone na tym samym poziomie.

Obserwuj nas!