Wyszukaj

31 lipca 2015

Podsumowanie: Sarcofago


Witam w kolejnym podsumowaniu. Dziwi mnie trochę fakt, iż po raz kolejny kończę swoje zmagania z kapelą, do której czuję pewną niechęć (pierwszą była Nowa Sepultura). Wszystko oczywiście dlatego, że Sarcofago miało tylko 5 albumów do zaoferowania (nie wliczając Crust); poza tym, kapelę poznałem jakieś 3 lata temu, toteż po założeniu bloga pierwsza recenzja Sarcofago pojawiła się dosyć szybko (był to album Rotting w konfrontacji z Bestial Devastation). Cztery miesiące później zrobiłem recenzję kolejnej lubianej przeze mnie pozycji, The Laws Of Scourge, dopiero później przyszedł czas na pozostałe, mniej lubiane przeze mnie krążki. I tak to się skończyło; dzisiaj podsumuję to, co napisałem o chłopakach z Brazylii pod przywództwem byłego wokalisty Sepultury, Wagnera Lamouniera. Przed wami: Sarcofago.

Sarcofago zrobiło na mnie pozytywne pierwsze wrażenie. Pierwszy album jaki przesłuchałem to Rotting. Spowodowało to, że zechciałem poznać ten zespół. Commando zainteresował się tym zespołem ze względu na bardzo dobry krążek The Laws Of Scourge.


Grupa: Sarcofago

Działalność: 1985-2000

Gatunek: Death metal, Black metal, Thrash metal, Technical Death metal

Lata największej popularności: 1987-1991

Tematyka tekstów: Satanizm, śmierć, żądza, anty-chrześcijaństwo, alkohol

Najlepszy skład (zdjęcie z około 1986 roku):

* Zeder Butcher - gitara (1985-1987)
* Gerald Incubus Minelli - gitara basowa (1985-2000)
* Wagner Lamounier - wokal, gitara (1985-2000)
* D.D. Crazy - perkusja (1986-1987)

Ilość wydanych albumów: 4 LP + 1 EP


1. I.N.R.I.


Data wydania: lipiec 1987

Gatunek: Death metal, Black metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Gdy Wagner Lamounier został wyrzucony z Sepultury, zaczął urzeczywistniać swoją wizję idealnej kapeli. Powstaje najostrzejsze dzieło Sarcofago opisywane w późniejszych latach przez Wagnera jako "coś, co zostało stworzone przez bandę dzieciaków chcących się wyżyć po szkole". I.N.R.I. to właśnie mało wyrafinowane, niedojrzałe dzieło: muzyka to wyłącznie monotonne napierdalanie w które włożono czystą agresję, brak tutaj jakiegokolwiek doświadczenia. Album po dłuższym czasie zaczyna nudzić. Niektórych ludzi tego typu albumy podniecają, moim zdaniem nawet tego typu krążek powinien zostać zrobiony z głową. Ostatecznie fani uważają, iż I.N.R.I. jest jednym z najważniejszych dokonań blackmetalowych drugiej fali.

Najlepsze utwory (Adi666): Satanic Lust, Christ's Death
Najlepsze utwory (240Michał): BRAK

Ogólna ocena (Adi666): 6/10
Ogólna ocena (240Michał): 3/10


2. Rotting


Data wydania: 6.07.1989

Gatunek: Death metal, Black metal, Thrash metal

Recenzja napisana przez: Adi666


Po wydaniu I.N.R.I., Sarcofago wstrzymuje działalność na rok. Wagner Lamounier wyjeżdża do Uberlandii w celu studiowania ekonomii, z kolei D.D. Crazy i Zeder Butcher dostali zaproszenie od Oswaldo Scheida do gry w jego kapeli Sextrash (ostatecznie do grupy przyłączył się jedynie D.D. Crazy). W 1989 roku Lekko odmienione Sarcofago reaktywuje się w składzie: Lamounier, Minelli, M. Joker. W porównaniu do poprzedniego dzieła, EP-ka jest znacznie bardziej przemyślanym dziełem: kompozycje pomimo pewnych niedociągnięć zrobiły na mnie raczej pozytywne wrażenie. Nie spodobała mi się z kolei jakość albumu, w porównaniu do I.N.R.I., Rotting było surowym kawałem mięcha: zbyt głośna perkusja czasem potrafiła zagłuszyć brzmienie gitar i wokal.

Najlepsze utwory (Adi666): Rotting, Nightmare, Alcoholic Coma
Najlepsze utwory (240Michał): Rotting, Nightmare

Ogólna ocena: 7/10 (jednogłośnie)


3. The Laws Of Scourge




Data wydania: sierpień 1991

Gatunek: Death metal, Thrash metal, Technical Death metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Nadchodzi rok 1991: z grupy odchodzi perkusista M. Joker, zostaje zastąpiony na krótko przez Lucio Olivera. W tym składzie Sarcofago wydaje swój najlepiej dopracowany album w karierze: The Laws Of Scourge. Przyznam, iż słuchało mi się tego bardzo przyjemnie (nawet na początku wystawiłem temu ocenę 9,25/10), duże wrażenie zrobiła niespotykana w Sarcofago dojrzałość. The Laws Of Scourge cieszyło klimatem i pomysłowością, sam Wagner Lamounier zaskoczony sukcesem albumu tłumaczył, iż swoje zrobiła dojrzałość. Niestety, w następnych latach kapela ponownie zaczyna rozrabiać tak jak za czasów I.N.R.I..

Najlepsze utwory (Adi666): The Laws Of Scourge, Screeches From The Silence, The Black Vomit, Little Julie
Najlepsze utwory (240Michał): The Laws Of Scourge, Piercings, Little Julie, Midnight Queen

Ogólna ocena (Adi666): 8,5/10
Ogólna ocena (240Michał): 7,5/10


4. Hate



Data wydania: marzec 1994

Gatunek: Blackened Death metal, Technical Death metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Po wydaniu The Laws Of Scourge z Sarcofago odchodzi bębniarz Lucio Oliver. Przez pewien czas Wagner Lamounier i Gerald Minelli są w kapeli sami, do czasu zatrudnienia nowego perkusisty, Eugenio "Dead Zone" tworzącego niegdyś projekt Zona Morta. Wagner Lamounier tłumacząc się ze zwolnienia Lucio Olivera stwierdził, iż chciał zatrudnić kogoś znającego się na automacie perkusyjnym by stworzyć album jeszcze szybszy niż poprzednie. Takim oto cudem wokalista Sarcofago tworzy album praktycznie tak samo niedojrzały jak I.N.R.I.; muzyka w brzmieniu lekko przypominała poprzednika: był klimat, całkiem niezłe dla ucha riffy i pomysłowość. Automat perkusyjny był największą wadą Hate: muzyka Brazylijczyków stała się sztuczna, będąc przyzwyczajonym do słuchania nieco bardziej przemyślanych dzieł, album miejscami był nie do zniesienia. Ostatecznie wrażenie zrobił na mnie klimat, który bardzo wpłynął na moją ostateczną ocenę.

Najlepsze utwory (Adi666): The Phantom, Anal Vomit, Orgy Of Flies, Hate
Najlepsze utwory (240Michał): Anal Vomit

Ogólna ocena (Adi666): 6,5/10
Ogólna ocena (240Michał): 1/10


5. The Worst



Data wydania: grudzień 1997

Gatunek: Death metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Na początku mój mózg nie miał zamiaru wchłaniać The Worst. Po albumie poprzedzającym Hate spodziewałem się katastrofy: okładka była odpychająca (nawet pomimo tego, że niosła za sobą pewne przesłanie), sama obecność Eugenia "Dead Zone" wywoływała we mnie frustrację. Gdy wreszcie rozpocząłem tworzenie recenzji, album wydał mi się całkiem pozytywnym dziełem. Pomimo tego, że The Worst wydaje się być bardziej przeciętnym albumem, muzyka na nim zamieszczona jest bardziej przemyślana i ustabilizowana. Niestety, pomimo poprawy kilku aspektów, album wydał mi się wypatroszony. Miałem wrażenie, że Wagner Lamounier i Gerald Minelli mogliby stworzyć całkiem niezły krążek łącząc klimat Hate i rozwiązania The Worst, z pewnością album byłby całkiem sporym dokonaniem Sarcofago dorównującym do Rotting. Po treści albumu można wywnioskować, iż jest to dzieło stworzone tylko w celu nawrócenia się Wagnera.

Najlepsze utwory (Adi666): The Worst
Najlepsze utwory (240Michał): BRAK

Ogólna ocena (Adi666): 6,5/10
Ogólna ocena (240Michał): BRAK

Podsumowując, Sarcofago miało w sobie niewykorzystany potencjał. Wszystko rozpoczyna się od surowego, death/black metalowego krążka stworzonego przez 4-osobowy skład, los grupy zostaje przypieczętowany w 2000 roku po wydaniu EP-ki Crust z dwoma osobami na pokładzie. Ostatecznie jedynym albumem dorastającym do standardów wielu innych kapel jest The Laws Of Scourge. Obecnie Sarcofago jest nieco zapomnianą grupą, ostatecznie jedynie fani black metalu pamiętają o jej późniejszym wpływie na muzykę blackmetalową.

Albumy które musi znać prawdziwy fan (od najważniejszego): I.N.R.I., Rotting, The Laws Of Scourge, Hate, The Worst

24 lipca 2015

Recenzja: Cannibal Corpse - Kill


Witam w kolejnej recenzji. Jak mogliście ostatnio zauważyć, z pomysłami na pojedyncze recenzje ostatnio u mnie cienko. Nie zawsze mam ochotę za omawianie waszych ulubionych dzieł ze względu na stres i napięty harmonogram. Mam jednak nadzieję, że wkrótce Commando znajdzie czas na recenzowanie albumów. Na dzisiaj postanowiłem zabrać się za album, którego się z pewnością nie spodziewaliście. Omówię współczesnego klasyka stworzonego przez amerykańskich weteranów brutal death metalu. Na początku pomyślałem, że powinienem zrecenzować Evisceration Plague zaproponowane przez jednego z moich czytelników. Ostatecznie jak to niektórzy mówią w teleturnieju "1 z 10: "będę szedł po kolei". Przed wami: Cannibal Corpse - Kill.

Kill jest dziesiątym albumem studyjnym (w tym szóstym bez wokalisty Chrisa Barnes'a) amerykańskiej grupy brutal deathmetalowej Cannibal Corpse. Został wydany 21 marca 2006 roku nakładem Metal Blade Records. W latach 1999-2004 Cannibal Corpse przeżywa kryzys. Po wydaniu bardzo dobrego Gallery Of Sucide, grupa tworzy albumy niższej jakości. Wszystko się zmienia, gdy w 2004 roku Jack Owen odchodzi z kapeli by zająć się swoim nowo utworzonym projektem Adrift; rok później Glen Benton oferuje Jackowi Owenowi dołączenie do Deicide, tymczasem do Cannibal Corpse przyłącza się były gitarzysta Rob Barrett. Kill uznano za najlepsze dokonanie grupy od czasu Tomb Of The Mutilated, obecnie uznawane jest za współczesnego klasyka brutal death metalu.

Artysta współpracujący z Cannibal Corpse, Vincent Locke, z polecenia członków grupy zmienia nieco styl rysowania okładek. Na okładce przedstawiony jest duży napis "KILL" na krwistoczerwonym tle. Tak sobie patrzę na ten obraz, mam wrażenie że pomimo wyraźnej zmiany okładka wcale nie wygląda na "lżejszą". Agresywny, surowy styl grafiki musiał zdecydowanie zaciekawić fanów grupy; najprawdopodobniej Cannibal Corpse uznało, iż ciągłe tworzenie okładek z trupami stało się monotonne, toteż aby ukazać inność albumu, zleciło Vincentowi Locke'owi stworzenie innej okładki. Grafika jest zdecydowanie na plus.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 5,5/10 - Tjler
- 9,5/10 - Psychopathogen
- 9/10 - Flamos
- 9,5/10 - Five_Nails


Lista utworów:

1. The Time To Kill Is Now
2. Make Them Suffer
3. Murder Worship
4. Necrosadistic Warning
5. Five Nails Through The Neck
6. Purification By Fire
7. Death Walking Terror
8. Barbaric Bludgeonings
9. The Discipline Of Revenge
10. Brain Removal Device
11. Manical
12. Submerged In Boiling Flesh
13. Infinite Misery

Cannibal Corpse powraca, aby spuścić nam solidny wpierdol pierwszy raz od czasu Gallery Of Suicide. Grupa po czasie serwowania nam monotonnej muzyki w końcu zaczyna się popisywać. Tego typu granie może się podobać, zwłaszcza dlatego, że Cannibal Corpse nie serwuje nam już w kółko tego samego. Panowie zrobili ogromny krok naprzód, wreszcie został wykorzystany pełny potencjał albumu. Kill cechuje bardzo dobry klimat (podkręcony między innymi przez zjawiskowe solówki, riffy i gitary nastrojone na niskie tony). Cannibal Corpse zaczyna siać zniszczenie od samego początku; przez dwie minuty słyszymy The Time To Kill Is Now. Następnie dostajemy nieco bardziej ustabilizowany kawałek Make Them Suffer, jest to zdecydowanie jeden z najlepszych utworów na płycie. Dalsza część albumu to trochę bardziej zdecydowane numery powalające riffami: Murder Worship i Necrosadistic Warning. Następny w kolejce jest ciężki, aczkolwiek lekko monotonny numer Five Nails Through The Neck. Niedługo potem Cannibal Corpse wraca do moich łask: słyszymy bardzo dobre Purification By Fire, oraz Death Walking Terror przypominające trochę Sentenced To Burn z albumu Gallery Of Suicide. Dalej jest Barbaric Bludgeonings, moim zdaniem jeden ze słabszych utworów na Kill. Po niedługim czasie słyszę kolejny, bardzo dobry numer: The Discipline Of Revenge; tutaj swój kunszt pokazuje Rob Barrett, grający świetne intro na gitarze. Dalsza część albumu to typowa jatka dla Cannibal Corpse znana nam z poprzednich dzieł: Brain Removal Device, Manical i Submerged In Boiling Flesh. Ostatni numer na albumie to świetny utwór instrumentalny, bardzo nietypowy dla Cannibal Corpse: Infinite Misery na którym grupa łączy typową dla niej brutalność i (nietypowe) piękno.

Teksty Cannibal Corpse są dobre jak nigdy. Widać że poświęcono im dość sporo czasu, z pewnością są one dopracowane. W większości utworów jest mowa o dominacji nieumarłych nad ludźmi żywymi (The Time To Kill Is Now, Make Them Suffer, Barbaric Bludgeonings). W przypadku pozostałych utworów tematyka jest dowolna, tutaj Cannibal Corpse wprawiło mnie w zaskoczenie. Murder Worship jest o pewnej religii, w której poddani czczą zabijanie. W Necrosadistic Warning jest mowa o powstałych zza grobu żołnierzach, którzy postanowili zemścić się na swoich oprawcach. Five Nails Through The Neck jest o mężczyźnie złapanym przez sadystę. Jego oprawca torturuje go. W Purification By Fire jest mowa o oczyszczeniu duszy poprzez spalenie żywcem. W Death Walking Terror Cannibal Corpse porównuje depresję do pasożyta sprawiającego ból swojemu żywicielowi. The Discipline Of Revenge jest o uczuciach osoby planującej na kimś zemstę. W Brain Removal Device wypowiada się mężczyzna urodzony z pewną mutacją (urodził się z nie w pełni rozwiniętym mózgiem), który skonstruował maszynę usuwającą mózgi. Do swojej kryjówki przynosi ofiary mające wysoki iloraz inteligencji. W Manical wypowiada się seryjny zabójca, który cieszy się z powodu popełnionego morderstwa. Submerged In Boiling Flesh jest o osobie zanurzonej w gorącym gulaszu z rozkładających się ciał.

Podsumowując, Kill jest ogromnym osiągnięciem Cannibal Corpse. Jak już mówiłem wcześniej, grupa po raz pierwszy od czasu Gallery Of Suicide wkłada trud w stworzenie albumu: kompozycje są innowacyjne, grupa łączy tutaj brutalność i piękno; w porównaniu do poprzednich albumów, Kill jest znacznie bardziej zrównoważone. Zamiast napierdalania bez serca, mamy taktyczny rozpierdol. Teksty również spotkała niemała zmiana: zamiast prezentować nam obraz zniszczenia i gore, grupa posuwa się nieco dalej prezentując nam chociażby teksty o depresji. Zdecydowanie warto się zapoznać z tym albumem ze względu na to jak dużo serca włożyła w niego grupa

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Teksty
- Pomysł na album
- Innowacyjność
- Trud włożony w stworzenie albumu
- Okładka
- Agresja
- Bardzo dobre riffy i solówki

Wady:
- Pośród dobrych utworów czasem można było usłyszeć coś odstającego


Okładka: 9,5/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,75/10

Ogólna ocena: 9,75/10

17 lipca 2015

Recenzja: Suicide Silence - The Black Crown


Witam w nowej recenzji. Jak widzieliście, nie pisałem recenzji przez dłuższy czas. Zajmował się tym Adi666. Jednak mam dobrą wiadomość; ostatnio jest trochę więcej czasu na pisanie recenzji, zatem wracam. W tej recenzji zajmę się jednym z albumów Suicide Silence - The Black Crown. Ci z Was, którzy naszego bloga przeglądają dłuższy czas, może pamiętają, że w 2014 roku pisaliśmy o tej grupie. Właśnie wtedy poznałem deathcore'owy zespół Suicide Silence, gdy wydany został album You Can't Stop Me. Płyta mi się spodobała, zachęciła do poznania pozostałych wydawnictw tej grupy. Po roku przypomniałem sobie o istnieniu Suicide Silence i postanowiłem posłuchać innych albumów. Na pierwszy ogień poszło The Black Crown. Muszę powiedzieć, że się nie zawiodłem.

The Black Crown to trzeci studyjny album tej grupy. Został wydany 12 lipca 2011 roku przez wytwórnię Century Media Records. Jest to ostatnia płyta Suicide Silence nagrana z wokalistą Mitchem Luckerem, który zginął w wypadku rok po wydaniu płyty. Na The Black Crown znajduje się 11 utworów w wersji podstawowej, a 12 w wersji limitowanej.

Na okładce płyty dominują ciemne kolory - czarny, szary. Jak można wywnioskować już z tytułu, widać na niej coś w rodzaju korony (jednak z początku wydawało mi się, że jest to zupełnie co innego). Co ciekawe, trójkąt z okiem, który znajduje się na środku, przypomina symbol zakonu iluminatów (patrz tutaj: logo). Ogólnie okładka robi dobre wrażenie, niczego na niej nie brakuje, zachęciła mnie do kontaktu z muzyką z tej płyty.

Wybrane oceny z różnych serwisów:

- 5/6 (Thrash Hits)
- 7/10 (Rock sound)
- 2,5/5 (Allmusic)


Lista utworów:

1. Slaves to Substance
2. O.C.D.
3. Human Violence
4. You Only Live Once
5. Fuck Everything
6. March to the Black Crown
7. Witness the Addiction
8. Cross-Eyed Catastrophe
9. Smashed
10. The Only Thing That Sets Us Apart
11. Cancerous Skies
12. Revival of Life - tylko w wersji limitowanej
13. Superbeast (Rob Zombie cover) - tylko w wersji iTunes

Odsłuchiwanie tej płyty zaczynamy od ciężkiego Slave to Substance. Bardzo dobry utwór, nie jest gorszy od niezłego O.C.D., który jest następny w kolejności. Dużą zaletą O.C.D. jest klimat. Mroczny nastrój idealnie pasuje do tekstu (ale o tekstach później). Po dwóch wolniejszych numerach przychodzi pora na coś szybszego, czyli Human Violence. Ten kawałek już nie przyciągnął mnie tak jak dwa poprzednie, ale uważam go za coś dobrego. Kolejny jest mój faworyt, czyli You Only Live Once, bardzo lubiany również przez większość fanów Suicide Silence. Utwór jest całkiem zróżnicowany - nie brakuje zarówno szybkich partii, jak i tych wolniejszych. Wygląda na to, że zespół już się rozkręcił na dobre, bo następny utwór - Fuck Everything - niemal dorównuje poprzedniemu. Jest to solidny kawał dobrego, ciężkiego grania. Dobry na koncerty, głównie ze względu na tekst, w którym często powtarzają się słowa "fuck everything". Zaraz potem przychodzi kolej na całkiem niepotrzebny March to the Black Crown, który jest po prostu dwuminutowym zapychaczem i nie wnosi niczego sensownego. Zaraz po nim słyszymy Witness the Addiction, czyli jeden z moich ulubionych utworów na tej płycie. Suicide Silence zaskoczyło tutaj melodyjnym refrenem, którego po nich bym się nie spodziewał. Później niestety jakość muzyki nieco spada - niby Cross-Eyed Catastrophe nie brzmi źle, jest nawet dobry, ale następny utwór, czyli Smashed, jest o wiele gorszy. Niczym się nie wyróżnia, średniak. Kolejny jest niezły The Only Thing That Sets Us Apart, podobnie jak Witness the Addiction zaskakujący melodyjnymi wstawkami. Ostatnim utworem z wersji podstawowej jest nieciekawy Cancerous Skies, wcale mi się nie spodobał. Jeśli chodzi o utwory bonusowe, to Superbeast nie jest godny najmniejszej uwagi. Z kolei Revival of Life to coś ambitniejszego. Ostry i ciężki jak reszta albumu, dobrze zagrany.

Jeśli chodzi o teksty, to mogę mówić same pozytywne rzeczy. Jest to chyba jeden z nielicznych zespołów, który nie pisze w kółko o wojnach, manipulacji, kłamliwych politykach czy o końcu świata. Zresztą, Mitch Lucker w jednym z wywiadów powiedział, że na tym albumie będą głównie teksty dotyczące jego życia. No i mówił prawdę, poruszone zostały tutaj życiowe problemy. Slaves to Substance pokazuje w złym świetle narkotyki i narkomanów, z kolei w O.C.D. podmiotem lirycznym jest osoba chora psychicznie, która nie potrafi odróżnić rzeczywistości od halucynacji. Opisuje swoje uczucia. Mroczny nastrój panujący w utworze idealnie zgrał się z tekstem. W Human Violence zespół krytykuje ludzką naturę. Człowiek postawiony jest jako pełna zła istota żyjąca dzięki pragnieniu przemocy (czego dowodzą pewne fakty historyczne). Bardzo mi się spodobały teksty utworów You Only Live Once oraz Fuck Everything. Ten pierwszy zachęca do działania i realizowania swoich pragnień, ponieważ "żyje się tylko raz". Jest to bardzo ważne przesłanie - wielu ludzi nie robi ze swoim życiem kompletnie niczego. Z kolei Fuck Everything jest wyrazem sprzeciwu wobec obowiązujących norm społecznych i zasad, wobec całego nienormalnego świata. W Witness the Addiction podmiotem lirycznym jest człowiek, który całe życie był bardzo religijny, jednak w pewnym momencie, gdy zaczął rozumieć, że to wszystko było tylko kłamstwem, jego światopogląd zmienił się całkowicie. Życzy śmierci tym, którzy go w tą wiarę wciągnęli. W Cross-Eyed Catastrophe po raz drugi poruszony został problem choroby psychicznej. Za to Smashed nawołuje, aby przestać żyć przeszłością, zapomnieć o wspomnieniach. Podmiot liryczny niszczy stare fotografie, chce uwolnić się od tego, co było dawniej. The Only Thing That Sets Us Apart to utwór krytykujący rasistów. Nawołuje do tolerancji. Ostatni z wersji podstawowej płyty Cancerous Skies stawia przyszłość naszej planety pod znakiem zapytania. W tym tekście opisane zostały szkody, jakie człowiek wyrządził na Ziemi. W bonusowym Revival of Life podmiotem lirycznym jest człowiek, któremu udało się przetrwać coś niebezpiecznego i cieszy się z nowych doświadczeń. Jak widać, teksty dotyczą istotnych spraw, problemów. Nie jest to puste pieprzenie, jakie uskutecznia wiele zespołów. Superbeast z wersji bonusowej co prawda, ma beznadziejny tekst. Jakieś byle gówno o duchach, zombie czy coś w tym rodzaju, lecz to tylko lipny cover. Można uznać, że ten tekst w żadnym stopniu nie wlicza się do tego albumu.

Podsumowując, The Black Crown jest godnym uwagi albumem. Nie licząc pewnych utworów, muzycznie wypada bardzo dobrze. Warto było się z nim zapoznać. Jest to solidna porcja ciężkiego, dobrego grania oraz świetnych tekstów. Podobnie jak You Can't Stop Me zachęca do bliższego zapoznania się z muzyką Suicide Silence. Prawdopodobnie jeszcze kiedyś zrecenzuję pozostałe albumy tego zespołu.

Zalety:
- bardzo dobre, ciężkie kompozycje
- agresja
- mroczny klimat
- świetnie napisane, różnorodne teksty

Wady:
- utwory March to the Black Crown, Smashed, Cancerous Skies i cover Superbeast

Najlepsze utwory: You Only Live Once, Fuck Everything, Witness the Addiction

Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 8/10

Ocena ogólna: 8,5/10

16 lipca 2015

Konfrontacja: Death - Spiritual Healing vs Morbid Angel - Altars Of Madness


Witam w kolejnym remake'u. Z tego wpisu jestem zadowolony tylko częściowo. Nie chodzi już o to, że przyznaję rację ludziom niezadowolonym z werdyktu owej konfrontacji, niedawno uświadomiłem sobie, że trochę źle do wyżej wspomnianych albumów podszedłem. Nie dość, że źle je dobrałem, to jeszcze oceniłem lepiej jedną z gorszych płyt Chucka Schuldinera wyżej od najlepszego dzieła Morbid Angel niezbyt dobrze to uzasadniając. Mam nadzieję, że dzisiaj odkupię swoje winy. Przed wami pierwszy połowiczny remake: Death - Spiritual Healing vs Morbid Angel - Altars Of Madness.


Death - Spiritual Healing


Spiritual Healing jest trzecim albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Death. Został wydany 16 lutego 1990 roku nakładem Combat Records. Po wydaniu Leprosy standardowo w składzie grupy dochodzi do zmian. W roku 1988 zostaje zatrudniony na stałe basista Terry Butler, rok później dołącza do składu dołącza jeszcze nikomu nieznany gitarzysta James Murphy. Album nie został tak ciepło przyjęty jak Leprosy i Scream Bloody Gore, z czasem jednak Spiritual Healing zostało bardziej docenione przez fanów. W 2012 roku Relapse Records wydało edycję zremasterowaną albumu zawierającą wersje demo utworów z albumu Human.

Grafika do albumu Spiritual Healing została stworzona przez Eda Repkę, znanego twórcę okładek współpracującego z Death w latach 1987-1990. Znany jest również z pracą z Possessed, Massacre oraz Megadeth. Na grafice widzimy biznesmena, który wmówił naiwnym ludziom, że za ich pieniądze uda się cudem uratować chorego człowieka. Tłum ludzi na drugi planie z radością patrzy w niebo w oczekiwaniu na cud, tymczasem biznesmen szydzi z biedaka na wózku. Chuck podsuwając ten pomysł Edowi Repce chciał, aby okładka ukazywała naiwność, obojętność i ludzką niewiedzę na temat krzywdy, która dzieje się drugiemu człowiekowi. Na grafikę bardzo przyjemnie się patrzy, niesamowite wrażenie robią postacie i ich emocje.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 7,75/10 - MacMoney
- 9/10 - morbert
- 10/10 - draconiondevil
- 9,25/10 - grain_silo
- 9,25/10 - hells_unicorn


Lista utworów:

1. Living Monstrosity
2. Altering The Future
3. Defensive Personalities
4. Within The Mind
5. Spiritual Healing
6. Low Life
7. Genetic Reconstruction
8. Killing Spree

Spiritual Healing jest jednym z gorszych albumów grupy. Szczerze to przyznaję, zawsze perfekcyjny Chuck Schuldiner tym razem popełnił gdzieś błąd. Możliwe że nowy styl grupy się nie sprawdził, ewentualnie produkcja nie poszła tak jak powinna. Tak czy siak, Death spada z poziomu w porównaniu do Leprosy. Owszem, niektóre elementy spieprzone wcześniej zostały poprawione: perkusja lepiej brzmi, gitary są ciężkie jak ciężarówka przewożąca węgiel, utwory są długie i bardzo dobrze skomponowane, a solówki przyjemne. Ponury klimat albumu jest jedną z największych zalet tego dzieła, przez co album daje się łatwo zapamiętać. Z czasem zauważyłem, że Spiritual Healing ma parę cech Cause Of Death Obituary: przesterowany, niski wokal Chucka Schuldinera, ociężałość, brak szybszych numerów i charakterystycznie brzmiąca gitara prowadząca. Jest to dosyć specyficzny album, chociaż nie tak wciągający jak Leprosy. Tak więc tu rodzi się pytanie, czy jest to zły krążek? Wręcz przeciwnie - Spiritual Healing jest bardzo dobre, chociaż nie dorównuje pozostałym dziełom tej grupy. Do mnie album przemówił dosyć późno. Od razu na początku Death zaczyna zdecydowanym numerem: Living Monstrosity. Od dwójki Death zaczyna się rozkręcać: słyszymy ciężkiego potwora o nazwie Altering The Future. Po jakimś czasie chłopaki sieją zniszczenie przy pomocy szybkiego ponuraka o nazwie Defensive Personalities. Czwórka jest ociężałym numerem granym przez pewien czas w tempie breakdown'u: Within The Mind. Przy piątce Death wprawia nasze uszy w orgazm, prezentując kolejny świetny numer Spiritual Healing. Następnie słyszymy dwa ostatnie dobre numery na płycie: Low Life i Genetic Reconstruction. Ostatni utwór na albumie to Killing Spree.

Standardowo teksty Chucka Schuldinera były bardzo dobre. Frontman Death potrafi w bardzo dobry sposób poruszać tematy społeczne. Podobnie jak na Leprosy, Chuck skupia się głównie na tematyce wyzysku jednego człowieka przez drugiego: W utworze Spiritual Healing wokalista porusza temat prowadzenia wojen na tle religijnych. Schuldiner uważa, iż bóg kocha wszystkich ludzi niezależnie od tego jakiego są wyznania. W Defensive Personalities mowa jest o mężczyźnie chorym na schizofrenię. W utworze opisywane są jego uczucia, oraz powód bycia schizofrenikiem. Altering The Future jest o umieraniu jako sposobie na ucieczkę od życia w brutalnym świecie. Living Monstrosity jest o dziecku urodzonym z wadami genetycznymi przez kobietę zażywającą narkotyki w trakcie ciąży. W Within The Mind Chuck zachęca fanów do uczenia się na własnych błędach, przy okazji podając nam zasady jakimi człowiek powinien kierować się w życiu. Low Life skierowane jest do osoby, która w swoim życiu lubi wykorzystywać ludzi próbując się do nich dopasować. W Genetic Reconstruction Chuck Schuldiner krytykuje nadchodzącą technologię, która w przyszłości może doprowadzić do tego, że genetycy będą mogli manipulować genami jak chcą (np. ustalać wygląd dziecka, jego zachowanie eliminując przy tym naturalny proces rodzenia dzieci). Killing Spree jest o pewnym mężczyźnie, który zaczął zabijać bliskich mu ludzi, by rozładować złość jaką w sobie przez długi czas gnieździł.

Podsumowując, Spiritual Healing jest bardzo dobrym albumem. Wprawdzie jest to bez wątpienia jedno z gorszych dzieł kapeli pod dowództwem Chucka Schuldinera. Kompozycje były całkiem ok: album z pewnością przyciągnie słuchacza charakterystycznym klimatem, brutalnymi riffami oraz składem (Terry Butler na basie i James Murphy na gitarze). Do tekstów pisanych przez Schuldinera standardowo nie miałem nic do zarzucenia, są bardzo dobrze napisane, a także dotyczą ważnych społecznych kwestii. Album zdecydowanie zasługuje na uwagę, nawet pomimo tego że w porównaniu do Leprosy jest to zdecydowany spadek poziomu.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobre teksty i ich przekaz
- Wokal
- Charakterystyczny klimat
- Okładka
- Bardzo dobre riffy i solówki
- Skład

Wady:
- Album nie jest tak dobry jak poprzednie


Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9/10

Ogólna ocena: 9,25/10


Morbid Angel - Altars Of Madness


Altars Of Madness jest pierwszym albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Morbid Angel. Został wydany 12 maja 1989 roku nakładem Earache Records. Morbid Angel powstało w 1983 pod nazwą Heretic z inicjatywy gitarzysty Treya Azagthotha. Wkrótce do grupy dołączyli Mike Browning (perkusista) oraz Dallas Ward (basista i wokalista). Do czasu rozpoczęcia pracy nad Altars Of Madness skład wielokrotnie się zmieniał. Zanim uformował się ostateczny skład Morbid Angel, przez kapelę przewinęło się jeszcze 6 osób (w tym trzech wokalistów, dwóch basistów i jeden perkusista). Altars Of Madness zostało nagrane w składzie: David Vincent (wokal i bas), Trey Azagthoth (gitara), Pete Sandoval (perkusja) i Richard Brunelle (gitara). Wśród albumów Morbid Angel, Altars Of Madness pozostaje ich najważniejszym dokonaniem. Obecnie krążek należy do klasyków death metalu.

Okładka została stworzona przez Dana Seagrave. Jak wynika z opisu obrazu na stronie artysty, na okładce przedstawione są dusze uwięzione w kamiennym dysku. Przypuszczam, że owy dysk płynie po wodzie. Sam Dan Seagrave wspomina ten obraz jako swoje pierwsze doświadczenie w rysowaniu okładki do deathmetalowego albumu. Szczerze doceniam trud włożony w stworzenie okładki, aczkolwiek nie jestem fanem tego typu obrazów.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 10/10 - NamelessRites
- 7,5/10 - beardovdoom
- 9,75/10 - autothrall
- 9,5/10 - Napero
- 9/10 - CHRISTI_NS_ANITY



Lista utworów:

1. Immortal Rites
2. Suffocation
3. Visions From The Dark Side
4. Maze Of Torment
5. Lord Of All Fevers And Plague
6. Chapel Of Ghouls
7. Bleed For The Devil
8. Damnation
9. Blasphemy
10. Evil Spells

Zapewne wielu współczesnych fanów zarówno Morbid Angel jak i death metalu rozpoczynało swoją przygodę od Altars Of Madness. Co się dziwić, jest to doceniony album w świecie muzyki metalowej, nie bez przyczyny zresztą. Altars Of Madness przypominało mi trochę twórczość Deicide i Cannibal Corpse; za czasów pierwszego podejścia do Spiritual Healing i Altars Of Madness (data remake'u: 10 marzec 2016) miałem wrażenie, że death metal przełomu lat 80-tych i 90-tych to prymitywne granie, ostatecznie jednak przekonałem się do tego recenzując kilka innych tego typu pozycji. Na albumie dominuje mroczna atmosfera, muzyka jest agresywna i brutalna; bardzo lubię te cechy w muzyce metalowej. Nie przepadam zbytnio za albumami które są jedynie napierdalaninami bez serca, czasem wolę usłyszeć pośród chaosu i monotonii jakiś utwór instrumentalny, ewentualnie jakiś numer z wpadającym ucho riffem. Do blastbeat'owych wpierdoli nic nie mam, świetnie się ich słucha w połączeniu z dobrymi gitarami. Właściwie po co ja to mówię, Altars Of Madness nie jest wyłącznie graniem wykonanym na pół gwizdka. Altars Of Madness spełniło w tym przypadku moje oczekiwania, nawet polubiłem tą płytę. Od czasu do czasu zapodam ją sobie, ciesząc się świetnie brzmiącymi gitarami z wah-wahem, dobrymi riffami (które na początku nazwałem "średniawymi" <facepalm>) i blastami napierdalającymi w ich tle. Muzyka zagrana przez Morbid Angel z pewnością była inspirowana Slayerem i Possessed, dla mnie jednak nie jest to powód do krytyki. Oj no nie obrażajcie się na mnie, każdy ma prawo zmienić zdanie ;) A jednak bez wad się nie obyło; album w pewnym momencie zaczął się psuć, pod koniec chłopakom z Florydy prawdopodobnie zabrakło pomysłów na tworzenie muzyki. Morbid Angel od razu na początku daje serię świetnych numerów: Immortal Rites budujące klimat zwolnieniem z keyboard'ami, jest też szybkie Suffocation i Visions From The Dark Side przypominające bardzo twórczość Possessed. Maze Of Torment wita nas świetnym intrem w stylu Hell Awaits Slayera, z czasem utwór wcale nie wypada gorzej. Lords Of All Fevers And Plague tak samo jak Visions From The Dark Side skojarzyło mi się mocno z Possessed. Chapel Of Ghouls wypada najlepiej obok Immortal Rites i Suffocation, numer został napisany na równie wysokim poziomie jak wyżej wspomniana dwójka. No i niestety, od tej pory Altars Of Madness się psuje. Muzyka zaczyna zwyczajnie nudzić, chłopaki wkładają wyraźnie mniej serca w tworzenie utworów. Pod numerem siódmym znajduje się prymitywna napierdalanina o tytule Bleed For The Devil. Brzmi to trochę jak Slayer na kilku Redbullach. Przy Damnation zespół ponownie nieco zwalnia; muzyka nie jest jednak równie interesująca jak w przypadku pierwszej szóstki. Ostatecznie słychać jednak przebłyski wydanego 4 lata później Covenant. Blasphemy praktycznie niczym nie różni się od niedawno wspomnianego Bleed For The Devil. Jest to nudny jak flaki z olejem, naelektryzowany napierdalacz. O dziwo, pod sam koniec Morbid Angel wraca do bardzo dobrego poziomu pierwszych sześciu utworów; w głośnikach leci bardzo dobry kawałek Evil Spells.

Teksty Morbid Angel niezbyt przypadły mi do gustu. Wprawdzie zostały one dobrze napisane, jednak za mało jest w nich różnorodności. Wydaje mi się, że Altars Of Madness jest albumem koncepcyjnym, na którym wszystkie utwory są na temat satanizmu. Nie żebym się czepiał do tej tematyki, ale według mnie jest tego trochę za dużo. Chapel Of Ghouls jest o ghulach, które wyszły z czeluści piekieł aby niszczyć kościoły. Immortal Rites jest o czarnej mszy mającej dać nieśmiertelność osobom odprawiającym ją. Ludzie biorący w niej udział przygotowują się na nadchodzący koniec świata. Utwór Lord Of All Fevers And Plague jest poświęcony demonowi Pazuzu. Damnation jest o przeprowadzeniu ataku demonicznych sił na chrześcijaństwo.

Podsumowując, Altars Of Madness to bardzo dobra płyta. Początkowo debiut Morbid Angel nie przypadł mi do gustu, nie zdziwiłbym się, gdybym recenzując Ołtarze Szaleństwa wcześniej, miał na nie wyjebane. Jak mogłem być tak głuchy, że nie potrafiłem ocenić tej płyty jak należy? Większość utworów zostało wykonanych na przyzwoitym poziomie, pomiędzy szybkimi napierdalaninami znajdziemy mnóstwo świetnych riffów, zwolnień, sekwencji. Na korzyść albumu wychodzi także klimat i agresja na poziomie ekspert. Teksty zostały dobrze napisane, irytował mnie jednak jednolity przekaz chłopaków z Morbid Angel. Recenzując Covenant byłem zadowolony z podniosłości warstwy lirycznej, tutaj po prostu coś nie pykło. Polecam album fanom twórczości Deicide, im ten krążek powinien przypaść do gustu.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Klimat
- Świetne brzmienie
- Przyzwoite riffy
- Bardzo dobry skład zespołu
- Agresja i brutalność

Wady:
- Dało się znaleźć gorsze utwory na płycie
- Czasem płyta robiła się zbyt chaotyczna
- Teksty stworzone bez polotu

Okładka: 7,5/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 9/10

Ogólna ocena: 8,75/10


Dzisiejszą konfrontację wygrywa album: Spiritual Healing. Choć debiut Morbid Angel siedział trzeciej płycie Death na ogonie, zespół Chucka wygrał to starcie prezentując lepszą okładkę i teksty. Oba zespoły napisały kompozycje na równie dobrym poziomie.

7 lipca 2015

Recenzja: Sarcofago - The Worst


Witam w kolejnej recenzji. Dzisiaj zajmę się albumem, o zrecenzowanie którego dostałem całkiem sporo próśb. W tej recenzji wreszcie zakończę swoje zmagania z Sarcofago opisując ich ostatnie dzieło. Z podejściem do tego dzieła miałem poważny problem, z tego względu iż grupa w ostatnich latach pałała zamiłowaniem do automatu perkusyjnego, którego jestem w stanie przetrawić jedynie w industrial metalu. Ponieważ po zrecenzowaniu tego dzieła zakończę swoje zmagania z Sarcofago, postanowiłem wziąć się do pracy. Przed wami: Sarcofago - The Worst.

The Worst jest piątym albumem studyjnym (w tym czwartym longplay'em) brazylijskiej grupy death/black metalowej Sarcofago. Został wydany w grudniu 1997 roku (niektóre źródła podają, że album został wydany w grudniu 1996 roku) nakładem Cogumelo Records. Wagnerowi Lamounierowi spodobała się idea albumu Hate: ciężkie napierdalanie w które został wpleciony automat perkusyjny wydawało się być w porządku... gdyby nie to, że Hate nie zostało przyjęte ciepło przez fanów. Ten sam los czekał też The Worst, mające być nieco lżejszą wersją poprzedniczki.

Dzieło The Worst zdobiły dwie okładki. Powyższa znalazła się na edycji zremasterowanej albumu z roku 2007, poniższa zdobiła oryginalną wersję krążka wydaną w 1997 roku. Na okładce przedstawiony jest leżący na śmietnisku Wagner Lamounier. Nie bez powodu; album jest czymś w rodzaju spowiedzi, odkupienia, aktu nawrócenia wokalisty Wagnera Lamouniera. Wprawdzie Sarcofago poszło na łatwiznę stosując jako okładkę tanie zdjęcie, wiadomo jednak, że Wagner nie zamierza nam więcej zawracać głów szatanem. Uznajmy tą grafikę za symbol odkupienia grzechów.



Wybrane oceny z Metal Archives:

- 4,5/10 - Mihkali123
- 3,5/10 - Skullhammer


Lista utworów:

1. The End (Intro)
2. The Worst
3. Army Of The Damned (The Prozac's Generation)
4. God Bless The Whores
5. Plunged In Blood
6. Satanic Lust
7. The Necrophiliac
8. Shave Your Heads
9. Purification Process

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, The Worst jest znacznie bardziej przemyślanym i dopracowanym dziełem w porównaniu do poprzednich albumów. Muzyka jest znacznie bardziej ustabilizowana, produkcja znacząco się poprawiła, pomysły są lepsze... co jednak najciekawsze, Sarcofago zaczyna używać automatu perkusyjnego z głową, to jednak do czasu. Muzykę Sarcofago cechuje dojrzałość, słychać że album został stworzony przez dorosłych ludzi. Z drugiej strony The Worst ma też mnóstwo wad: w niektórych momentach muzyka grupy brzmi po prostu monotonie; riffy i schematy dosyć często się powtarzają, kapela w pewnym momencie przestaje ciekawić, przez co zapominamy o muzyce której słuchaliśmy przed chwilą. Wagner Lamounier nie należy do najlepszych kompozytorów i producentów. Do tego muzyka została zagrana na jedno kopyto, przez co trudno mi jest rozróżnić między sobą niektóre utwory. Gdy zagłębiłem się w ten krążek, zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno The Worst ma być słuchane wyłącznie dla przyjemności. Możliwe, że Wagner Lamounier chciał jedynie udowodnić, że dojrzał. Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby The Worst było dedykowane braciom Cavalera, którzy po 1996 roku pozostawali w konflikcie. Sarcofago o dziwo bardzo dobrze wprowadza nas w ten album. Na początku słyszymy całkiem przyjemne do posłuchania intro, nazwane tutaj The End (Intro). Po chwili grupa zaczyna zaskakiwać. Na początku spodziewałem się brutalnego gwałtu na uszach przy pomocy automatu perkusyjnego, tymczasem Sarcofago prezentuje nam przyzwoity, ociężały kawałek The Worst. Następnie dostajemy szybszy, aczkolwiek zrównoważony numer Army Of The Damned (The Prozac's Generation). God Bless The Whores jest powrotem do ociężałego grania słyszanego wcześniej przy numerze drugim. Następnie słyszymy trochę szybszy, industrialowy kawałek Plunged In Blood. W pewnym momencie dostajemy w "prezencie" beznadziejny remake utworu Satanic Lust z I.N.R.I., na którym grupa postanowiła sprawdzić możliwości automatu perkusyjnego. Od tej pory panowie z Sarcofago zaczynają się gubić, muzyka przestaje ciekawić, a zaczyna denerwować. Słyszymy jeszcze jako takie The Necrophiliac oraz wkurwiające Shave Your Heads. Ostatni utwór na płycie to Purification Process.

Patrząc na te teksty, widzę że są one nietypowe jak na Sarcofago. Podobnie jak na poprzedniku grupa chce nam coś pozytywnego przekazać, tym razem jednak jest tego więcej. Sarcofago cechuje dojrzałość, myśl o życiu... to już nie jest ta sama kapela, co w latach 80-tych pierdoliła tylko o cierpieniu Chrystusa i o wielkości szatana. Panowie wreszcie zaczęli się rozwijać. The Worst jest skierowane do mężczyzny, który z powodu depresji chce popełnić samobójstwo. Wagner namawia tą osobę do zrehabilitowania się, gdyż "po samobójstwie najgorsze dopiero nadejdzie". W Army Of The Damned (The Prozac's Generation) Wagner krytykuje ludzkość za zbyt szybkie tempo jej życia. God Bless The Whores jest "hołdem" dla ladacznic. W Plunged In Blood wypowiada się mężczyzna, który popełnił samobójstwo. Żałuje swojego czynu ze względu na to, że po śmierci dostrzega cierpienie swoich bliskich. The Necrophiliac jest o seryjnym zabójcy lubującym się w nekrofilii. W utworze Shave Your Heads Wagner Lamounier ostatecznie rozlicza się z przeszłością. Wokalista opowiada nam o tym, jak bardzo się zmienił w ciągu kilku lat.

Podsumowując, The Worst jest nieudanym dziełem. Patrząc na to co było głównym tematem tego albumu dochodzę do wniosku, iż krążek miał niewykorzystany potencjał. Wagner pokazał fanom, że jego mentalność bardzo się zmieniła od czasu założenia Sarcofago. Doskonale to słychać, gdyż The Worst jest po prostu inne od reszty; cechuje je pozytywny przekaz, w którym Wagner poucza swoich fanów, by ci tak samo jak on, rozwijali się z czasem. Również kompozycje uległy lekkim zmianom, album nie jest tak klimatyczny jak poprzednie dzieła. Muzyka jest zdecydowanie wolniejsza, niektóre rozwiązania wydają się lepsze. Nawet automat perkusyjny niegdyś wkurzający zaczął brzmieć w miarę dobrze.

Zalety:
- Dojrzałość
- Bardzo dobre teksty
- Przekaz
- Pomysł na album
- Ujarzmiony automat perkusyjny

Wady:
- Zmarnowany potencjał
- Niedopracowane kompozycje
- Monotonia
- Album nie zapada w pamięć


Okładka: 6,5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 6,25/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Obserwuj nas!