Wyszukaj

21 kwietnia 2015

Recenzja: Obituary - Slowly We Rot


Witam w kolejnej recenzji. Na spokojnie uznałem, iż tym razem powinienem przeskoczyć konfrontację, która miała nastąpić po ostatniej recenzji. Ponieważ recenzuję w tej chwili dwa albumy niezbyt odpowiadające moim gustom, pisanie konfrontacji idzie bardzo mozolnie: może z 60% zrobiłem, po czym postanowiłem zrobić przerwę i pouczyć się do matury. W pewnym momencie postanowiłem się zastosować do prośby jednego z czytelników (pozdrawiam serdecznie), i zabrać się za Obituary. Na dzisiaj przygotowałem album dosyć nietypowy (z mojej perspektywy) jak na tą grupę. Jakie są moje wrażenia? Za chwilę się przekonacie. Przed wami: Obituary - Slowly We Rot.

Slowly We Rot jest pierwszym albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Obituary. Został wydany 14 czerwca 1989 roku nakładem Roadrunner Records. Obituary zostało utworzone przez braci Johna (wokal) i Donalda (perkusja) Tardych pod nazwą Executioner (później przemianowane na Xecutioner). Do grania w Obituary zostali zaproszeni Allen West (gitara prowadząca), Trevor Peres (gitara rytmiczna) i Jerome Grabler (gitara basowa). Slowly We Rot zostało wyprodukowane przez Scotta Burnsa; między innymi z tego powodu pierwszy album grupy jest uważany za jeden z najlepszych albumów grupy. Tym samym dzieło uważane jest za bardzo ważnego klasyka death metalu.

Okładka na pierwszy rzut oka prezentuje się średniawo: jest to dosyć ubogi obrazek przedstawiający rozkładającego się trupa na ulicy. Najprawdopodobniej jest to fragment "krajobrazu" świata pogrążonego w zniszczeniu spowodowanego apokalipsą. Pomimo tej ubogości, grafika w zupełności wystarczy na pierwszy album grupy.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 9,5/10 - DrummingEdge123
- 9/10 - hells_unicorn
- 9/10 - five_nails
- 9,5/10 - morbert


1. Internal Bleeding
2. Godly Beings
3. 'Til Death
4. Slowly We Rot
5. Immortal Visions
6. Gates To Hell
7. Words Of Evil
8. Suffocation
9. Intoxicated
10. Deadly Intentions
11. Bloodsoaked
12. Stinkpuss

Z początku podszedłem do tego albumu z dystansem, wydawało mi się że czeka mnie to samo rozczarowanie jak w przypadku Cause Of Death i The End Complete. Po przesłuchaniu Slowly We Rot zdałem sobie sprawę, jak bardzo Obituary spadło z poziomu na każdym następnym krążku. W porównaniu do Cause Of Death, album wypada naprawdę niesamowicie; wokal Tardy'ego nie wkurza tak bardzo: pasuje do brutalnych kompozycji, dopiero teraz czuć siłę tego wokalu, nie brzmi to teraz jak brutalne wycie do nie wiadomo czego. Zdecydowanie bardziej jednak wolałbym, aby Tardy używał krzyku (takiego jakiego użył na Gates To Hell). Jazda rozpoczyna się od bardzo dobrego Internal Bleeding. Później słyszymy kolejny, dobry numer: Godly Beings. Następne jest świetne 'Til Death, które staje się moim faworytem ze względu na świetną, jedyną w swoim rodzaju solówkę (jest to jedna z najlepszych solówek jakie dane mi było słyszeć). Numer czwarty to bardzo dobry numer tytułowy, Slowly We Rot. Ostra jazda kontynuowana jest na Immortal Visions; Obituary gwałtownie przyspiesza na Gates To Hell. W pewnym momencie można usłyszeć w tym utworze riff, który pojawił się później w utworze Deadline grupy Sodom na albumie Tapping The Vein. Grupa kontynuuje wpierdol muzyczny przy Words Of Evil, Suffocation oraz Intoxicated. Nagle przy Deadly Intentions grupa spada z poziomu. Sytuacja dokładnie taka sama na Bloodsoaked. Stinkpuss miernie kończy album.

Patrząc na teksty, dokładnie tego się spodziewałem: standardowo, teksty na albumie zostały napisane kiepsko. Zdecydowanie panowie z Obituary zapomnieli o czymś takim jak inwencja twórcza: wiele tekstów jest krótkich, często zdarzają się powtórzenia oraz bezsensowne zdania ("zabójstwo mroku nadchodzi"). Całe szczęście, nie jest jeszcze aż tak źle jak na Cause Of Death, tam to biły one rekordy głupoty. O tematyce nie muszę chyba zbyt wiele się wypowiadać; tak samo jak na Cause Of Death i The End Complete, są one wyłącznie o śmierci.

Podsumowując, Slowly We Rot to bardzo dobry album. Jak już mówiłem, nie spodziewałem się czegoś aż tak dobrego ze strony Obituary: kompozycje zostały bardzo dobrze napisane, większość utworów wbijała słuchacza w ziemię; do brutalnego wycia Johna Tardy'ego nawet nie mam zastrzeżeń, do naprawdę ciężkiego, deathmetalowego grania bardzo pasuje. Jedyną bolączką tego albumu są słabe teksty, za które ktoś powinien pokutować.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Brutalność
- Świetna atmosfera
- Różnorodność
- Album zapada w pamięć
- Wokal
- Klimat

Wady:
- Kiepskie teksty
- Spadek poziomu pod koniec albumu

Okładka: 7/10
Teksty: 5/10
Kompozycje: 9,75/10

Ogólna ocena: 9/10

4 kwietnia 2015

Recenzja: Kreator - Extreme Aggression


Witam po dłuższej przerwie w kolejnej recenzji. Pytacie się, skąd taka przerwa? Otóż przede mną matura, a mając ją w głębokim poważaniu nie zdam. Poza tym, ostatnio brakowało mi zapału do pisania kolejnych recenzji, przerwa była więc konieczna. Teraz już jestem zwarty, i gotowy do działania. Mam nadzieję że ucieszy was album, o którym dzisiaj chcę opowiedzieć. Z początku planowałem po przerwie zabrać się za album AC/DC - Back In Black; postanowiłem go jednak odłożyć na później, i zabrać się dziełem, którym całkiem niedawno się zainteresowałem. Przed wami: Kreator - Extreme Aggression.

Extreme Aggression jest czwartym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Kreator. Został wydany 19 czerwca 1989 roku nakładem Noise Records. W trakcie trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych odbytej wraz z grupą D.R.I., Kreatora zaczęło słuchać jeszcze więcej osób niż wcześniej. Nadszedł czas, aby wydać kolejny album. Po jego wydaniu, Kreator zyskał sobie miejsce w czołówce najważniejszych grup thrashmetalowych pochodzących z Niemiec. Extreme Aggression zyskało sobie przychylność zarówno fanów jak i krytyków, przy czym stało się jednym z najważniejszych klasyków niemieckiego thrash metalu.

Przy pomocy okładki, grupa zwyczajnie poszła na łatwiznę. Z początku miałem wrażenie, że Extreme Aggression jest EP-ką; dopiero potem uświadomiłem sobie, że tak naprawdę mam do czynienia z longplay'em. Na okładce widoczne jest zdjęcie grupy w jej ówczesnym stanie: Rob Fioretti (gitara basowa), Mille Petrozza (wokal i gitara), Jurgen Reil (perkusja) oraz Jorg Trzebiatowski (gitara prowadząca). Jak wiele razy wspominałem, nie przepadam za okładkami na których przedstawieni są członkowie grupy. Muszę jednak przyznać, iż grafika jest bardzo stylowa. Chłopaki nie prezentują się jakby pozowali do zdjęcia rodzinnego. Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby grafika zdobiła dowolną EP-kę grupy, ewentualnie tył płyty Extreme Aggression.

Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8/10 - McTague87
- 9/10 - CHRISTI_NS_ANITY8
- 9/10 - Singularity
- 8,5/10 - wallernotweller


Lista utworów:

1. Extreme Aggression
2. No Reason To Exist
3. Love Us Or Hate Us
4. Stream Of Consciousness
5. Some Pain Will Last
6. Betrayer
7. Don't Trust
8. Bringer Of Torture
9. Fatal Energy

Szczerze przyznam, jestem zaskoczony tym, jak szybko polubiłem ten album. Poniekąd pomogła mi w tym pewna anegdotka, która zagnieździła się w moim mózgu: "Extreme Aggression to takie Beneath The Remains z odrobiną Hell Awaits". Podobieństwo to wydaje mi się jednak zbiegiem okoliczności, gdyż trzeci album Sepultury został wydany 2 miesiące wcześniej od dzieła Kreatora. Z początku Extreme Aggression wydał mi się typowym przeciętniakiem, jednak szybko doceniłem również pozostałe utwory, tylko nieliczne mi się nie spodobały. Album rozpoczyna się od świetnego numeru tytułowego, Extreme Aggression. Jest to przyjemny dla ucha kawałek w którym Kreator łączy piękno z brutalnością. Następnie dostajemy kolejny dobry kawałek, No Reason To Exist. Grupa również nie zwalnia tempa na Love Us Or Hate Us. Taka sama sytuacja jest również w Stream Of Consciousness. Grupa nieco zwalnia tempo przy Some Pain Will Last, dając nam porządny, dający się zapamiętać utwór. Po nim następuje nieco słabszy numer od pozostałych, Betrayer. Grupa ponownie nieco zwalnia, dając nam odetchnąć przy bardzo dobrym utworze Don't Trust. Z kolei Bringer Of Torture jest najkrótszym numerem na liście; podobnie jak w przypadku poprzedników, Kreator i tutaj kontynuuje muzyczną rozróbę, tym razem dodaje do tego odrobinę crossover'u. Pod koniec grupa ponownie spada z poziomu dając nam Fatal Energy.

W trakcie gdy grupa jest u szczytu swoich możliwości, do tekstów zwykle się nie czepiam. Tak jest i tutaj, zostały one bardzo dobrze napisane. Patrząc na to jak Kreator zmienił się przez lata, wydaje mi się że dla Mille Petrozzy nie ma ograniczeń, inwencja twórcza zawsze jest obecna. Na Extreme Aggression tematyka tekstów jest różnorodna: większość jest na temat walki obywatela ze złą polityką rządu (No Reason To Exist, Stream Of Consciousness, Betrayer). Kreator krytykuje również rasę ludzką za niedojrzałe, konfliktowe zachowanie (Some Pain Will Last, Fatal Energy, Don't Trust), a także opisuje psychopatów czerpiących przyjemność z zabójstwa (Extreme Aggression, Bringer Of Torture). W utworze Love Us Or Hate Us grupa krytykuje wytwórnie płytowe za nadmierne zainteresowanie muzyką popularną [1].

Podsumowując, Extreme Aggression to bardzo dobry album. Jak już mówiłem, polubiłem go zadziwiająco szybko; z początku muzyka wydawała mi się koszmarnie nudna, dopiero potem Kreator wydał się bardziej ciekawy. Nie wiem, możliwe że to dlatego że album ma cechy zarówno Beneath The Remains jak i Hell Awaits. Wiem jednak, że do Kreatora warto było się zabrać. Kompozycje wypadły bardzo dobrze; podobnie jak Sepultura, grupa łączyła piękno z brutalnością. Do tekstów również nie miałem się co czepiać. Cieszę się, że mogłem zapoznać się z tą grupą, i nie mogę doczekać się kolejnych recenzji. Zdecydowanie polecam!

Zalety:
- Połączenie piękna z brutalnością
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Szczery przekaz
- Wokal
- Agresja i rasowość

Wady:
- Niektóre utwory były słabsze od pozostałych

Okładka: 6,5/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ocena ogólna: 9,5/10


Przypisy:

[1] Grupa zarzuca im polot na pustą muzykę, która sprzeda się znacznie szybciej niż metal wykonany z sercem.

2 kwietnia 2015

Podsumowanie: Sepultura



Witam w trzecim podsumowaniu! Długo czekałem na to, aby zabrać się za grupę, która zarówno dla mnie jak i MrCommando1995 jest numerem jeden na naszym blogu. Popularność kapeli zrodziła się z połączenia duetu Max Cavalera i Andreas Kisser. Ponieważ panowie obecnie są ze sobą skłóceni, nie możemy liczyć na nowy materiał z ich strony. Obecnie Sepultura jest najpopularniejszą grupą deathmetalową pochodzącą z Brazylii, w porównaniu do innych (takich jak Krisiun, czy chociażby Sarcofago) wybiła się nadzwyczaj szybko. W dzisiejszych czasach jej twórczość stanowi idealną inspirację dla młodych grup metalowych.

Mój pierwszy przypadkowy kontakt z tą grupą był jeszcze w czasach dzieciństwa. Nie przywiązałem do tego zbyt wielkiej wagi. Zainteresowałem się zespołem, gdy zacząłem słuchać Soulfly; pierwszy przesłuchany przeze mnie album to Roots. Kapela bardzo mi się spodobała, słucham jej do dzisiaj. Commando poznał ten zespół za moim pośrednictwem, uznał Sepulturę za bardzo dobrą kapelę. Pierwsze albumy przesłuchane przez niego to Arise i Roots.


Grupa: Sepultura

Działalność: 1984-1997

Gatunek: Death metal, Thrash metal, Groove metal

Lata największej popularności: 1987-1996


Tematyka tekstów: Wojna, korupcja, śmierć, satanizm, anty-faszyzm


Najlepszy skład (zdjęcie z około 1987 roku):

* Andreas Kisser - gitara prowadząca (1986-1997)
* Igor Cavalera - perkusja (1984-1997)
* Paulo Jr. - gitara basowa (1984-1997)
* Max Cavalera - wokal, gitara rytmiczna (1984-1997)

Ilość wydanych albumów: 6 LP + 1 EP



1. Bestial Devastation



Data wydania: 1.12.1985

Gatunek: Death metal, Black metal

Recenzja napisana przez: Adi666

Pierwszym albumem Sepultury (nie wliczając tej nowej) jaki zrecenzowałem był Bestial Devastation. Prace nad krążkiem rozpoczęły się niedługo po wyrzuceniu wokalisty, Wagnera Lamouniera; ponieważ chłopakom nie starczyło kasy na sprzęt, musieli pożyczyć go od znajomych. Gdy Bestial Devastation zostało wydane, nikt specjalnie się nim nie zainteresował. Pamiętam, że na samym początku oceniłem krążek w miarę pozytywnie, okazał mi się czymś o wiele lepszym od następcy, Morbid Vision. Po zrobieniu remake'u, album oceniłem nisko. Doceniam jednak ciężką pracę chłopaków, w końcu od czegoś trzeba było zacząć. Nie jest to jakaś wielka katastrofa, pierwsza płytka nie należy jednak do albumów dobrych. Ot taki przeciętniaczek.

Najlepsze utwory (Adi666): Bestial Devastation, Necromancer, Warriors Of Death
Najlepsze utwory (240Michał): Necromancer

Ogólna ocena (Adi666): 6/10
Ogólna ocena (240Michał): 3,5/10


2. Morbid Visions


Data wydania: 10.11.1986

Gatunek: Death metal, Black metal


Recenzja napisana przez: Adi666


Morbid Visions podzieliło fanów starej Sepultury. Z jednej strony uchodził za jeden z najlepszych krążków wydanych pod ich szyldem; z drugiej jednak, był to szajs totalny. Sam za nim nie przepadałem - dopóki nie zacząłem się w ten album coraz bardziej wczuwać. W trakcie przesłuchiwania doszedłem do wniosku, iż w rzeczywistości to beznadziejna oryginalna wersja psuła całe wrażenie (której jakość jest taka słaba, że za album dałbym max 4/10). W trakcie pisania recenzji, porównałem Morbid Visions do Omena grupy Soulfly, głównie z powodu wyszukania wielu podobieństw: kompozycje o dziwo zostały napisane dobrze, wokal i teksty rzecz jasna zostały spieprzone. Nawet pomimo tego, że zdania na temat Morbid Visions są podzielone, warto się z nim zapoznać.

Najlepsze utwory (Adi666): Mayhem, Troops Of Doom, Crucifixion, Funeral Rites
Najlepsze utwory (240Michał): Mayhem, Troops Of Doom, Funeral Rites

Ogólna ocena (Adi666): 7/10
Ogólna ocena (240Michał): 2/10


3. Schizophrenia



Data wydania: 30.10.1987

Gatunek: Death metal, Thrash metal


Recenzja napisana przez: Adi666


W roku 1986 wskutek nieporozumień z zespołem, odchodzi gitarzysta grupy, Jairo Guedz. Na jego miejsce zostaje zatrudniony Andreas Kisser, w tamtym okresie zainspirowany grupami grającymi death metal. Można powiedzieć, że nowo przyjęty gitarzysta był kimś w rodzaju producenta: nauczył Maxa Cavalerę na nowo grać na gitarze, zmienił jego styl komponowania muzyki, oraz sprawił, że Schizophrenia została stworzona w zupełnie odmiennym stylu od poprzednika. Jak to Max Cavalera powiedział: "Andreas Kisser wniósł ze sobą nowe pomysły i inspiracje - tak powstała Schizophrenia". Kompozycje były niesamowite (z początku oceniłem je 10/10). Teksty nie tylko zostały dobrze napisane, ale i dotyczyły ważniejszych tematów niż tylko szatanów i religii. To się nazywa rewolucja!


Najlepsze utwory (Adi666): From The Past Comes The Storms, Septic Schizo, Inquisition Symphony, Troops Of Doom
Najlepsze utwory (240Michał): To The Wall, Escape To The Void, Septic Schizo, Troops Of Doom

Ogólna ocena (Adi666): 8,25/10
Ogólna ocena (240Michał): 8/10


4.  Beneath The Remains



Data wydania: 7.04.1989

Gatunek: Death metal, Thrash metal


Recenzja napisana przez: 240Michał, remake: Adi666



Beneath The Remains uważane jest za kolejny ważny kamień milowy w przypadku Sepultury. Po sukcesie Schizophrenii, panowie musieli się postarać, aby album dotarł do jeszcze większej publiczności. Grupa wynajęła znanego producenta, Scotta Burnsa, niegdyś współpracującego z Morbid Angel i Obituary. Sepultura szukała nowych inspiracji, testowała nowe rozwiązania, pisała jeszcze lepsze teksty; w porównaniu do Schizophrenii, wyżej wspomniane dzieło grupy było bardziej precyzyjne, a także brutalne. Beneath The Remains okazał się ogromnym sukcesem, obecnie wielu fanów grupy uważa ten album za ideał. Podobno ten krążek był tak dobry, że Kerry King oskarżył Sepulturę o bezczelne kopiowanie. Aby wypromować album, grupa wyjechała w trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych.

Najlepsze utwory (240Michał): Slaves Of Pain, Lobotomy, Mass Hypnosis, Sarcastic Existence
Najlepsze utwory (Adi666): Beneath The Remains, Inner Self, Slaves Of Pain, Lobotomy

Ogólna ocena: 9,5/10 (jednogłośnie)


5. Arise



Data wydania: 2.04.1991

Gatunek: Thrash metal, Death metal


Recenzja napisana przez: 240Michał



Album Arise zagwarantował grupie sukces na skalę światową. Słuchając albumu po raz pierwszy, uznałem, że pod wpływem tych dwóch lat od wydania Beneath The Remains niewiele się zmieniło. Wszystko przyszło z czasem: album ma w sobie to, czego brakowało wszystkim pozostałym dziełom grupy; w porównaniu do Beneath The Remains, wzrosła precyzja, muzyka została skomponowana o wiele lepiej; postanowiono też dodać nieco nowoczesności i brutalności skracając długość utworów. Sepultura stworzyła świetną muzykę, połączyła brutalność death metalu z brazylijskim pięknem. Teksty tak samo jak w poprzednich przypadkach, również zasługują na uwagę; po raz kolejny duet Cavalera - Kisser spisał się znakomicie. Jak już mówiłem, po wydaniu Arise, świat poznał Sepulturę; chłopaki wybrali się do Europy, i nagrali pierwsze koncertowe wideo "Live in Bercelona 1991". Jeżeli szukasz ideału, nie trudź się - właśnie o nim czytasz!

Najlepsze utwory : Wszystkie (jednogłośnie)

Ogólna ocena: 10/10 (jednogłośnie)


6. Chaos A.D.



Data wydania: 2.09.1993

Gatunek: Groove metal, Thrash metal


Recenzja napisana przez: Adi666


Sepultura nie ogląda się za siebie, tylko pruje naprzód. Dowodem na to jest Chaos A.D., będące kolejnym, ogromnym kamieniem milowym w historii grupy. Wielu fanów Brazylijczyków bardzo polubiło ten album, inni zwykle go przegapiają mówiąc o najlepszych czasach Sepultury. Dla mnie Chaos A.D. jest czymś w rodzaju mini-rewolucji: grupa wnosi dużo nowości, łącząc thrash metal z hardcore punkiem (wzorując się takimi grupami jak Ratos De Porao, czy chociażby Biohazard). Nie znaczy to jednak, że jest lepiej w porównaniu do poprzednika; jak już mówiłem, Arise jest moim zdaniem ideałem, Chaos A.D. niekoniecznie; wydaje mi się, że znacznie lepiej by było, gdyby zmiany zostały wprowadzone w mniejszym stopniu, najprawdopodobniej Chaos A.D. polubiłaby też część fanów, której krążek się nie spodobał. W przeciągu tych 8 lat od powstania Morbid Visions, grupa robi bardzo duży postęp. Niestety, grupa po raz kolejny podzieliła fanów, tworząc trzeci rozdział w swojej księdze.


Najlepsze utwory (Adi666): Refuse/Resist, Propaganda, Biotech Is Godzilla, The Hunt
Najlepsze utwory (240Michał): Refuse/Resist, Clenched Fist, Propaganda, The Hunt

Ogólna ocena (Adi666): 9,75/10
Ogólna ocena (240Michał): 9/10


7. Roots



Data wydania: 20.02.1996

Gatunek: Groove metal, Nu metal, Hardcore punk


Recenzja napisana przez: 240Michał, remake: Adi666


Gdy patrzę na okładkę tego albumu, już wiem co się święci - jest to wprawdzie pierwszy album Sepultury jaki przesłuchałem, chociaż tak naprawdę nie doceniam go aż tak bardzo jak pozostałe. Sam pomysł na album wskazywał na to, że w grupie może wiele się zmienić - Roots było pomysłem Maxa Cavalery. Wpłynęło na to kilka czynników, w tym inspiracja filmem "Zabawa w Boga". Sam pomysł na to, iż Sepultura mogłaby grać tego typu muzykę był abstrakcyjny, w końcu Brazylijczycy byli znani z brutalnego łojenia w thrash i death metalowym stylu. Szczerze to nigdy ten album specjalnie z Sepulturą mi się nie kojarzył, bardziej przypominał mi połączenie albumów Against nowej Sepultury oraz pierwszego albumu Soulfly. Niektórzy uważają, że grupa rozpadła się w czasie, gdy jej popularność była największa. Moim zdaniem, lepiej by było gdyby ten rozpad obszedł się bez kaleczenia marki (jak to jeden z recenzentów ujął: "Dzięki za kopanie martwego konia, kutasie"). Co do Cavalery, obecnie tłumaczy się tym, że "ma wyjebane na Sepulturę", przez co jak można się domyśleć, nie ma na nią żadnego wpływu. Szkoda tylko, że zabierając się za nu metal zepsuł zarówno swój image, jak i najlepszy czas.


Najlepsze utwory (240Michał): Roots Bloody Roots, Cut-Throat, Breed Apart, Endangered Species
Najlepsze utwory (Adi666): Roots Bloody Roots, Attitude, Breed Apart, Dusted

Ogólna ocena (240Michał): 9,5/10
Ogólna ocena (Adi666): 8,5/10

Podsumowując, trochę brakuje mi tej legendy. Fajnie byłoby obecnie cieszyć się na koncerty Sepultury, w której występują bracia Cavalera, Andreas Kisser i Paulo Jr.. Tak to muszę zastanawiać się jakim cudem Andreas Kisser z paczką chcą świętować 30-lecie tej grupy bez jej założycieli. Chłopaki grali zajebiście, i to jest oczywiste. Takie metalowe perełki jak Arise, czy chociażby Beneath The Remains spowodowały, iż grupa w pełni zasłużyła na miano legendy. Jak już mówiłem wcześniej, szkoda że obecna Sepultura niszczy pamięć o legendzie, i pod żadnym względem nie dorównuje chłopakom grającym na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Zapewne nigdy nie przywyknę do tej nazwy, i nadal będę mówił na nich "Nowa Sepultura". Pozdrawiam!

Albumy które musi znać prawdziwy fan (od najważniejszego): Arise, Chaos A.D., Beneath The Remains, Schizophrenia, Roots

Obserwuj nas!