Wyszukaj

21 stycznia 2015

Recenzja: Exodus - Exhibit B: The Human Condition


Witam w kolejnej recenzji. W związku z tym że zazwyczaj nie przepadam za grupami które zmieniają wokalistów jak rękawiczki, trudno było mi wrócić do słuchania Exodusa. Zwłaszcza tego ze Stevem Souzą; po recenzji albumu Pleasures Of The Flesh uznałem że grupa nic sobą nie reprezentuje. Po śmierci Paula Baloffa już w ogóle katorga. Nastaje rok 2005: Steve Souza zostaje zwolniony, a na jego miejsce zostaje zatrudniony Rob Dukes. Przesłuchując kilka utworów z jego udziałem uznałem że powinienem wrócić na moment do Exodusa, i przeprosić za moje wątpliwości. Na dobry początek przedstawiam wam ostatni album z Robem Dukes'em grupy. Przed wami: Exodus - Exhibit B: The Human Condition.

Exhibit B: The Human Condition jest dziewiątym albumem studyjnym (w tym trzecim z Robem Dukes'em) amerykańskiej grupy thrash metalowej Exodus. Został wydany 7 maja 2010 roku nakładem Nuclear Blast. Jak już mówiłem, po śmierci Paula Baloffa nie spodziewałem się że Exodus jest jeszcze w stanie mnie zaciekawić. Jakiś czas po przesłuchaniu albumu Pleasures Of The Flesh, sprawdziłem kilka utworów z Robem Dukes'em; skojarzył mi się ze zmarłym Paulem Baloffem nie tylko z powodu podobnego głosu, ale i ciekawego stylu pisania utworów. Na recenzję albumu zdecydowałem się dzięki stronie Metalheads na facebook'u (po przesłaniu intra do wyżej przedstawionego albumu), za co im serdecznie dziękuję. Obecnie album uznawany jest za jeden z najlepszych w dorobku grupy.

Na okładce jest przedstawiony ludzki szkielet człowieka w różnych pozycjach nałożony na pentagram. Trzyma on w rękach narzędzia mordu: karabin maszynowy MP5, maczetę, pistolet, pistolet maszynowy, granaty, bomby i uwaga: biblię. Cóż, religia często jest kojarzona z wojną, więc niech będzie. Okładka ukazuje mroczną stronę ludzkiej natury, wydaje się udowadniać że to w czym jesteśmy najlepsi to wzajemne się wybijanie. W teorii grafika prezentowałaby się całkiem okazale; w praktyce średnio się udało, nie jest jednak źle.



Lista utworów:

1. The Ballad Of Leonard And Charles
2. Beyond The Pale
3. Hammer And Life
4. Class Dismissed (A Hate Primer)
5. Downfall
6. March Of The Sycophants
7. Nanking
8. Burn, Hollywood, Burn
9. Democide
10. The Sun Is My Destroyer
11. A Perpetual State Of Indifference
12. Good Riddance
13. Devil's Teeth

Kompozycja jest dla mnie sporym zaskoczeniem, mianowicie od czasu Bonded By Blood nie spodziewałem się czegoś tak dobrego. Nie jest to wprawdzie perfekcyjne granie, jednak muszę przyznać niewiele Exodusowi do tego brakuje. Szczerze powiedziawszy tylko jeden utwór mógłbym wyróżnić pod względem negatywnym, za chwilę zabiorę się za omawianie go. Nie można odmówić grupie posiadania dobrego smaku, często zdarzała się muzyka rasowa i cholernie skomplikowana; chodzi mi tu o częste manipulacje riffami, mnóstwo solówek oraz długość utworów która czasem przytłaczała (rekompensatą było to co się działo w muzyce). Wokal Baloffa Dukes'a brzmi naprawdę zajebiście, nie mam tu żadnych zastrzeżeń, liczy się energia i agresja. Pierwszy utwór, The Ballad Of Leonard And Charles wbrew oczekiwaniom nie jest balladą; rozpoczyna się od spokojnego grania, by następnie przerodzić się w brutalny, thrashowy kawałek łączący w sobie cechy zarówno Slayera z czasów Seasons In The Abyss jak i Metalliki z Ride The Lightning. Wydaje mi się że jest to najlepszy kawałek na albumie. Beyond The Pale jest kolejnym numerem na naszej liście; tak samo jak w przypadku poprzednika, dostajemy agresywne granie, aczkolwiek z większą ilością różnorakich przebłysków [1]. W Hammer And Life nieco większy nacisk postawiono na równowagę pomiędzy agresją a rasowością, a także oldschoolem. Po nim jest niesamowicie brutalne Class Dismissed (A Hate Primer), następne w kolejności jest melodyjne Downfall łączące w sobie nowoczesne granie grup thrash metalowych mające swoje lata świetności na początku XXI wieku z nieśmiertelnym oldschool'em. Później rozbrzmiewa March Of The Sycophants kojarzące się przede wszystkim z projektami Maxa Cavalery [2]. Następny: Nanking przypominające trochę M-16 grupy Sodom [3]. Po chwili rozbrzmiewa niesamowicie agresywne, a za razem rasowe Burn, Hollywood, Burn, później słyszymy warte uwagi Democide. Po przesłuchaniu numeru dziewiątego słyszymy niezwykle brutalne jak na Exodusa The Sun Is My Destroyer. Słychać że utwór był inspirowany przede wszystkim death metalem lat 90-tych, przy tym Exodus zachował również ważne elementy thrashu. Jest to jednocześnie najdłuższy utwór na płycie. Po tych 9 minutach słuchania dostajemy instrumentalne A Perpetual State Of Indifference. Po ciężkim graniu warto posłuchać sobie czegoś krótkiego, przyjemnego dla ucha. Numer jedenasty właśnie taki jest. Zdecydowanym rodzynkiem na albumie jest Good Riddance. To że utwór skojarzył mi się z Odi Profanum Vulgus naszego rodzimego KATa to tam nieważne, sam w sobie kawałek poraża nudą pod względem kompozycyjnym. W czasie gdy jestem już nieco przejedzony, na deser dostaję surowe Devil's Teeth które z kolei jest po prostu powrotem grupy do lat 80-tych.

Praktycznie wszystkie teksty napisał Gary Holt. Muzyk starał się zainspirować muzyką Exodusa z albumu Bonded By Blood. Tematyka utworów skupia się przede wszystkim na wojnach. Wprawdzie temat oklepany, Exodus poszedł jednak o krok dalej. Zamiast zwyczajnie pisać o cierpieniu i zabijaniu, grupa niczym Sabaton opisuje różne konflikty zbrojne. Między innymi w utworze Nanking: utwór jest o masakrze nankińskiejClass Dismissed (A Hate Primer) jest o strzelaninie na Uniwersytecie Teksańskim w Austin spowodowanej przez Charles'a Whitmana. Beyond The Pale i Democide  są o zgubnych skutkach wojny. W March Of The Sycophants Exodus krytykuje średniowieczną chrystianizację, która w rzeczywistości spowodowała więcej szkód niż pożytku. The Ballad Of Leonard And Charles jest poświęcone seryjnym zabójcom Leonardowi Lake i Charles'owi Gunnar. W Downfall i Good Riddance jest mowa o końcu świata. Hammer And Life jest ciekawie napisanym utworem o walce ze swoimi problemami i nie poddawaniu się. Z kolei w Burn, Hollywood, Burn, grupa potępia istnienie Hollywood ze względu na częste naginanie przez nie rzeczywistości. Z kolei The Sun Is My Destroyer jest o człowieku chorym na schizofrenię, którego choroba objawia się w nocy czyniąc go potworem.

Podsumowując Exhibit B: The Human Condition jest jednym z ciekawszych albumów thrashowych z XXI wieku z jakimi miałem okazję się zetknąć. Wiem, że jest ich mnóstwo, aczkolwiek mam wrażenie że Exodus postarał się. Kompozycje zostały napisane naprawdę dobrze, nie miałem większych zastrzeżeń. Utwór który najmniej mi się spodobał to Good Riddance. Do tekstu nie miałem większych zastrzeżeń, zostały napisane praktycznie na medal. Album praktycznie nie ma wad, czasem rzucał się w słuch brak różnorodności. Rekompensatą była potężna dawka agresywnego brzmienia trochę w stylu Reign In Blood Slayera. Szkoda że w 2014 roku Rob Dukes odszedł z grupy; skoro Exhibit B: The Human Condition było takim sukcesem, pomyśleć jaki byłby album Blood In, Blood Out gdyby wokalista nie zrezygnował z dalszego grania z chłopakami.


Zalety:
- Dobrze napisane teksty i ich tematyka
- Bardzo dobre kompozycje
- Agresja
- Rasowość
- Melodyjność
- Niezła okładka
- Bardzo dobry wokal

Wady:
- Brak różnorodności


Okładka: 7,5/10
Teksty: 9,75/10
Kompozycje: 9,25/10

Ogólna ocena: 9,25/10


Przypisy:

[1]: Głównym atutem tego utworu jest melodyjne granie al'a Death, czy chociażby Obituary

[2]: Rzecz jasna tytuł automatycznie skojarzył mi się z Fall Of The Sycophants grupy Soulfly. Kompozycja co dziwne, przypominała typową muzykę na Beneath The Remains Sepultury.

[3]: W porównaniu do poprzedników, kawałek jest ociężałym, rasowym gigantem miażdżącym na swojej drodze wszystko, bardzo miła odmiana dla ucha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!