Wyszukaj

29 stycznia 2015

Recenzja: Ektomorf - Redemption


Witam w kolejnej recenzji. Nie mam zamiaru wam mówić ile czasu ten album gnił czekając na swoją kolej na zabranie się za niego. Przez jakiś czas postanowiłem od Ektomorfa odpocząć robiąc miejsce dla takich artystów jak Fear Factory, czy chociażby Sodom. Powoli będzie nadchodził ten okres, kiedy najstarsze potwierdzone recenzje zaczną się pojawiać na naszym blogu. Nie chcę jednak dawać spoilerów, tak więc od razu powiem że w tym momencie przedstawiam wam pierwszy album spośród trójki najdawniej potwierdzonych albumów na naszym blogu. Przed wami: Ektomorf - Redemption.

Redemption jest siódmym albumem węgierskiej grupy groove metalowej Ektomorf. Został wydany 17 grudnia 2010 roku nakładem AFM Records. Ci czytelnicy którzy przeczytali chociaż końcówkę recenzji What Doesn't Kill Me... zapewne wiedzą że album oceniłem słabo, możliwe że nawet sami mają o nim kiepską opinię, ewentualnie nie wiedzą że taki szajs nawet istnieje. Co ciekawe, Redemption wydaje się swego rodzaju rozwinięciem poprzednika; gdy Zoltan pokazał, że bez brata nie potrafi sobie poradzić, na Redemption stara się ten "mit" obalić. Czy mu się uda? W czasie gdy album był świeżo wydany, zarówno krytycy jak i fani przyjęli ciepło ten album. Obecnie dzieło nie cieszy się tak dużą popularnością.

Jak już mówiłem, Redemption jest rozwinięciem What Doesn't Kill Me... Skoro tam okładka była beznadziejna, to tutaj chyba też musi być, jak wy to odbieracie? Oczywiście przedstawiony jest wokalista Zoltan Farkas w trzech pozach (z czego jedna jest lustrzanym odbiciem innej). Patrząc na nią wydaje mi się, że grupa za wszelką cenę starała się ciąć koszty, by potem wystarczyło na nagrania płyty.


Lista utworów:

1. Last Fight
2. Redemption
3. I'm In Hate
4. God Will Cut You Down
5. Stay Away
6. Never Should
7. Sea Of My Misery
8. The One
9. Revolution
10. Cigany
11. Stigmatized
12. Anger
13. Kill Me Now

Jak to się mówi, nie ocenia się książki po okładce. Wnętrze opakowania zawiera płytę z całkiem dobrze napisaną muzyką. Zoltan postanowił nieco sięgnąć do starszych wydań grupy (zwłaszcza Instinct) i zmieszać je ze stylem What Doesn't Kill Me... W teorii pomysł wydaje się kiepski, bo po co właściwie łączyć cechy dobrych płyt z tą złą? Tak naprawdę Zoltan wiedział co robi, i połączył nowoczesność What Doesn't Kill Me... z folklorem i ideą poprzednich albumów, co w sumie dało coś na co warto zwrócić uwagę (zwłaszcza dla fanów). Zoltan znacznie bardziej dopracował utwory, pomimo tego że poprzedni album napisał rok wcześniej, słychać że wręcz kipiał nowymi pomysłami. Album otwiera utwór Last Fight; rozpoczyna się ponurym intrem, które już nam wróży że z Ektomorfem nie będzie żartów. Kawałek jest całkiem niezły, grupa właściwie od początku zaczęła się rozkręcać. Następne jest przebojowe Redemption. Jest to kolejny kawałek, który ukazuje Ektomorfa w innym świetle; wielu fanów uważa dwójka jest najlepszym numerem z tego albumu, ja jednak wiem że to jeszcze nie wszystko co Ektomorf zaprezentował. Numer trzy to I'm In Hate. Jest to ociężały, ponuro brzmiący utwór który ma lekki oddźwięk ballady. Następnym numerem na liście jest God Will Cut You Down; jest to jeden ze słabszych utworów z płyty, wprawdzie ma w sobie coś przyciągającego, jednak brak w nim inwencji twórczej, przez co wypada dosyć blado. Niedługo potem rozbrzmiewa Stay Away. Jeszcze jakiś czas temu nazwałbym go swoim faworytem. Utwór przesłuchałem mnóstwo razy, i bardzo go lubię za rasowość, klimat i w porównaniu do poprzednika a także za całkiem sporą inwencję twórczą. Wiem jednak że na albumie są lepsze utwory. Później słyszymy Never Should; kawałek dosyć klimatyczny. Bardzo dobry riff, klimat a także inwencja twórcza. Następna jest ballada Sea Of My Misery zagrana na akustyku. Całkiem przyjemny kawałeczek, o dziwo nie odbiegający specjalnie od poprzednich utworów. Nie ma raczej specyficznego klimatu, jednak powiem tyle: przyjemnie się jej słucha, i to powinno wystarczyć do tego żeby się z nią zapoznać. Po nim słyszymy The One zagrane wraz z Danko Jonesem. Kawałek nieco kojarzy mi się z Outcastem Jest to jeden z pierwszych utworów Ektomorfa jakie poznałem, toteż bardzo go lubię. Po nim słyszymy całkiem ciekawe Revolution. Niestety, na rzecz przebojowości utwór stracił na inwencji twórczej; w refrenie przez dosyć długi czas słyszymy słowa "Revolution, go, go!" co z czasem może zmęczyć. Przyszedł wreszcie czas na mojego faworyta, Cigany. Utwór łączy w sobie agresję Destroy, przebojowość Redemption, a także nowoczesność What Doesn't Kill Me... Zajebisty utwór, który tak naprawdę każdy fan groove metalu powinien docenić. Później jest ballada, Stigmatized. Dla mnie to jest trochę idiotyczne, że smutna ballada następuje po takim żywiołowym kawałku jak Cigany. Pomimo tego karygodnego błędu, ballada jest bardzo dobra, znacznie lepsza niż Sea Of My Misery. Kolejne jest Anger, przypominające nieco utwory Cigany i Redemption. Prosty riff kojarzy się trochę z poprzednim albumem, aczkolwiek i tak warto się z tym utworem zapoznać. Ostatnie jest Kill Me Now. Utwór brzmi jakby został napisany wraz z resztą albumu Outcast. Utwór znacznie odbiega poziomem od pozostałych, aczkolwiek nie jest źle.

Oczywiście jak na Ektomorfa przystało, teksty zazwyczaj zawiewają monotematycznością. Zoltan kieruje swoje słowa do wszystkich, którzy myślą stereotypowo wobec cyganów. W każdym razie jest to główna tematyka utworów. Czasem zdarzą się jednak kawałki o innej tematyce, co mnie cieszy, a nie tylko "ja jestem cygan, a ty mnie nienawidzisz, spierdalaj". Jedyną rzeczą jaką zawsze w nich lubiłem to to, że są takie wyraźne, przez co często można zrozumieć co ma na myśli wokalista, nawet pomimo tego że jest on Węgrem. Tutaj dochodzi jeszcze jedna zaleta: Zoltan pokusił się na inwencję twórczą, przez co czasem nawet teksty o cyganach brzmią jakby były o czymś innym. Last Fight, Sea Of My Misery, The One, God Will Cut You Down i Cigany są oczywiście typowymi utworami Ektomorfa; wokalista kieruje swoje słowa nienawiści do osób, które gardzą czyjąś odmiennością. Redemption, Revolution i Anger są zachętą do walki ze swoimi problemami, nawet wtedy gdy te są naprawdę poważne. W Stay Away, I'm In Hate i Stigmatized podmiotem lirycznym jest człowiek który został zdradzony przez swoją kobietę. Never Should jest osoba cierpiąca na depresję.

Podsumowując Redemption jest dosyć dobrym albumem. Lubię ten krążek, nawet pomimo tego że nie ma aż tak wiele wspólnego z poprzednimi albumami. Muzyka jest czystsza w brzmieniu, przez co Ektomorf już nie jest tym czym był w latach 2004-2006. Muszę przyznać że ten cały brud odzwierciedlał cygańską naturę, pochodzenie, ogólnie idealnie odzwierciedlał grupę. Na Redemption ta cała surowość została zastąpiona rzecz jasna przez nowoczesność; wprawdzie czasem kastruje ona album, jednak w tym przypadku wydaje się być całkiem niezłym zastępstwem. Teksty jak na Ektomorfa są bardzo dobre, jestem zaskoczony tym, że Zoltan pokusił się na zmiany rok po wydaniu ostatniego albumu.


Zalety:
- Klimat
- Połączenie najlepszych cech poprzednich albumów
- Dobre kompozycje
- Bardzo dobre (jak na Ektomorfa) teksty
- Wokal
- Różnorodność
- Rasowość i przebojowość

Wady:
- Lekkie spadki poziomów w utworach
- Powiew monotematyczności


Okładka: 2/10
Teksty: 8,5/10
Kompozycje: 8,75/10

Ogólna ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!