Wyszukaj

1 stycznia 2015

Recenzja: Biohazard - Kill Or Be Killed


Witam w kolejnej recenzji! Dawno nie było u nas nowojorskich chłopaków z Brooklynu grających rapcore - Biohazard. Ostatni wpis z udziałem tej grupy pojawił się w maju 2014 roku - skonfrontowałem ze sobą Urban Discipline i Set It Off. Pamiętam była to dosyć wyczerpująca konfrontacja, między innymi dlatego że w czasie pisania tej recenzji komputer mi padł. Musiałem ją kończyć na komputerze brata, te przesłuchiwanie wszystkich hardcore'owych kawałków trwających minutę również było męczące. Dzisiaj zajmę się za najbardziej nietypowy album tej grupy, uważany jest za jej najsłabsze dzieło. Przed wami: Biohazard - Kill Or Be Killed.

Kill Or Be Killed jest siódmym albumem studyjnym amerykańskiej grupy rapcore'owej Biohazard. Został wydany 18 marca 2003 roku nakładem Sanctuary Records. Jak już mówiłem, album jest próbą zmiany stylu przez Biohazard; chłopaki poszli bardziej w stronę groove metalu i thrash metalu (!). Krążek jest uznawany za najgorszy w karierze Biohazard, był często krytykowany zarówno przez fanów jak i krytyków. Jednak jak niektórzy z was zdążyli zauważyć, mam gdzieś opinie krytyków, i znacznie bardziej wolę samodzielnie zapoznać się z albumem. Thrash to akurat mój konik, tak więc mam nadzieję że jestem w stanie postawić dla Kill Or Be Killed odpowiednią ocenę.

Co do okładki, zdecydowanie mogę powiedzieć że ta utrudnia kontakt z albumem. Widzimy coś w rodzaju obrazu z Google Grafika przerobionego w GIMPie przez osobę która pierwszy raz widzi ten program na oczy. W środku rzecz jasna jest znak zagrożenia biologicznego na czerwonym tle; otaczają go kiepskie naklejki psów, rodem z magazynu "dodatki do twojego BMW 1.6 w gazie". Otacza je coś w rodzaju dziury po pocisku... nawet napisy odstraszają! Jest ona tak brzydka, że nawet ja stworzyłbym lepszą będąc po amputacji prawej ręki i trepanacji czaszki!

Przy okazji, patrząc na listę utworów napisanych z z tyłu okładki, zauważyłem że zostały one źle podane. Drugi symptom, że z albumem będzie coś nie tak.



1. "Intro"
Intro do albumu jest bardzo krótkie. Jest to jeden akord gitary mocno spowolniony. Słyszymy również flanger, który został dodany najprawdopodobniej po zmianie tempa. Wprowadza całkiem niezły, mroczny nastrój do albumu. Szkoda tylko że jest takie krótkie, i nie jest w pełni połączone z...


2. "World On Fire"
...no właśnie. "World On Fire" rozpoczyna się od brutalnego, thrashowego grania. Słychać że Kill Or Be Killed będzie czymś zupełnie innym, skoro od razu na początku jesteśmy witani przez thrashową młóćkę: klimatyczne, brutalne riffy, mocna perkusja z naciskiem na werbel (jak to w thrashu). Po refrenie jest najlepszy moment, typowy dla Biohazardu, agresywny wokal w połączeniu z rapem. Poza tym, słychać że Biohazard tak naprawdę nie powinien garnąć się do thrashu: utwór jest przeładowany brutalnością, słychać przede wszystkim werble, jeden, góra dwa riffy i darcie pizdy rodem z Anal Cunt. W porównaniu do kompozycji, teksty grupy rzadko kiedy zawodzą, w tym przypadku jest podobnie. Utwór jest dobitną krytyką amerykańskiego rządu. Podmiot liryczny zarzuca władzom brak zainteresowania obywatelem, a także wpajanie złych wartości które doprowadzają do końca świata ("koniec świata" metaforycznie w tym utworze oznacza totalne ogłupienie ludzkości).

Ocena: 7,25/10 (+3 za tekst, -1 za kompozycję)


3. "Never Forgive, Never Forget"
Kolejny kawałek jest zdecydowanie czymś innym, zdecydowanie bliższym do poprzednich albumów. "Never Forgive, Never Forget" rozpoczyna się od breakdown'u. W czasie zwrotki następuje speed-up. Po raz kolejny słyszymy agresywną grę, lekko w stylu Omena grupy Soulfly: czysta gitara, nacisk na werble i agresywny wokal. Utwór przypomina pod względem budowy poprzednika: jeden, lub 2 riffy, przede wszystkim krzyk i tym podobne. Pomimo tego "Never Forgive, Never Forget" wydaje mi się jakby lepsze od poprzednika: więcej w tym brutalnego klimatu, muzyka przypomina poprzednie dzieła grupy, a refren wpada w ucho. To co najbardziej mnie drażni to outro: słowa wykrzyczane przez Evana i Billy'ego "No regrets!" kują w uszy. W utworze wypowiada się wściekły obywatel, który przyłapał nowo przyjętego polityka na oszustwie.

Ocena: 7,5/10 (+0,5 za refren, -2 za outro)


4. "Kill Or Be Killed"
Utwór jest kontynuacją poprzednika. Wraz z końcem "Never Forgive, Never Forget" rozpoczyna się "Kill Or Be Killed". Utwór wygląda na lepszy od poprzednika. Jest to thrashowo-hardcore'owa młóćka lekko w stylu Sodoma: spokojny riff, agresywna perkusja i wokal całkiem nieźle komponują się w całość. Tak samo jak w przypadku poprzedniego utworu, mamy do czynienia z przebojowym refrenem, tym razem nieco w stylu albumu Uncivilization. Po refrenie, "Kill Or Be Killed" nabiera na rasowości: rytmiczna perkusja, dobry riff i solówka kojarzą mi się lekko z Black Sabbath. W przypadku tego albumu powrót do brzmienia w stylu Black Sabbath jest nieco zaskakujący (na pierwszych trzech albumach grupy było tego zbyt wiele). Utwór jest o grupie ludzi, która w czasach apokalipsy musi walczyć o przetrwanie.

Ocena: 8,25/10 (+2 za outro, +1 za tekst, rasowość i refren)


5. "Heads Kicked In"
Utwór rozpoczyna się od klimatycznego, brutalnego intra. Byłoby zajebiście, gdyby nie to że słyszałem to już wcześniej w utworze "Bitter Peace" Slayera z albumu Diabolus In Musica. Samo nawiązanie do tego utworu pojawia się z pierwszymi słowami: " [...] They taste the bitter fear as a grim future appears". Pamiętam że kiedyś porządnie się rajcowałem utworem "Heads Kicked In", między innymi z powodu świetnego riffu, oraz agresywnej kompozycji wbijającej w fotel. Kawałek został w większej mierze zaśpiewany przez Evana, bardzo dobrze wpasował się do brutalnego brzmienia. Tak samo jak w przypadku "Kill Or Be Killed", słyszymy bardzo dobry refren. Ogólnie mógłbym go opisać jako jeden z lepszych utworów na płycie. "Heads Kicked In" pod względem tekstu przypomina "World On Fire": mowa jest o końcu świata spowodowanym przez wojny.

Ocena: 8,5/10 (+2 za tekst)


6. "Beaten Senseless"
Kolejny utwór rozpoczyna się od razu od zwrotki. Gitara jest nastrojona nieco niżej, co nieco dodaje klimatu (riff jest jednak czysty i ustabilizowany). "Beaten Senseless" jest jednym z najkrótszych utworów na płycie. Na początku thrashowa młóćka, a następnie klimatyczny breakdown. Po nim utwór znowu przyspiesza. Kawałek jest strasznie chaotyczny, dosyć trudno się go słucha. Pamiętam jednak że lubiłem go równie mocno jak "Heads Kicked In", właściwie był to chyba jeden z moich faworytów tego albumu, nawet pomimo tego że utwór jest krótki. Przypomina mi się utwór "Enough Said" Nowej Sepultury z albumu A-Lex, niby kawałek był najkrótszy, a i tak najbardziej ze wszystkich go doceniłem. Pod względem tekstów utwór przypomina mi lekko Omena grupy Soulfly; jak na Biohazard, utwór ma banalny tekst (nie znaczy to że tekst jest równie prosty jak w projektach Cavalery). Tematyka "Beaten Senseless" kojarzy mi się z "Never Forgive, Never Forget". Podmiotem lirycznym jest były żołnierz uczestniczący w zamieszkach. Jego jedyną myślą jest zemsta na politykach, którzy spowodowali upadek kraju.

Ocena: 8,25/10 (+2 za tekst i za dobre riffy, -1 za długość)


7. "Make My Stand"
Pamiętam że "Make My Stand" był jednym z najbardziej nielubianych przeze mnie utworów na albumie. Od początku słyszymy zwrotkę. Oczywiście jest brutalnie zagrana, do agresywnej perkusji dołączona jest opakówka w postaci słabego riffu. Sam wokal też zbytnio nie dodaje uroku. Dopiero w refrenie coś się dzieje. Warto poczekać do drugiego; po nim słyszymy zajebisty breakdown, świetną solówkę... oczywiście jest haczyk, mianowicie brzmi on podejrzanie znajomo (podobny kiedyś słyszałem w starszym utworze, nie pamiętam jednak jego nazwy ani wykonawcy). Dla tego momentu warto jednak poczekać cierpienie w postaci zwrotek. W "Make My Stand" wypowiada się obywatel ubogiego kraju. Kieruje swoje słowa do polityka, który aktualnie go podbija; podmiot liryczny próbuje mu wmówić, iż człowiek będący u władzy nie zawsze jest lepszy.

Ocena: 7,25/10 (+2 za tekst i breakdown, -1 za kompozycję)


8. "Open Your Eyes"
Utwór rozpoczyna się od ociężałego intra w stylu "Heads Kicked In". Brzmi naprawdę zajebiście, brutalna perkusja bardzo do tego wszystkiego pasuje. Niedługo potem rozpoczyna się właściwa część utworu (Evan obwieszcza to słowami "Open your eyes, motherfucker!"). Słyszymy niezłą zwrotkę, oraz bardzo dobry refren; kawałek jest raczej szybki, typowo thrashowy. Ma ciekawe zwroty akcji, ogólnie mówiąc jest to mój faworyt z albumu (między innymi również dlatego, że jest to pierwszy utwór z albumu jaki poznałem). Outro do utworu brzmi tak samo jak intro, jednak nie przeszkadza mi to. W "Open Your Eyes" grupa krytykuje ludzką obojętność na cierpienie innych.

Ocena: 8,5/10 (+3 za tekst, +1 za kompozycję)


9. "Penalty"
"Penalty" jest jednym z ostatnich utworów Biohazardu jakie polubiłem, aczkolwiek prezentuje się naprawdę wyśmienicie. Przypomina trochę połączenie poprzedniego utworu i "Make My Stand". Rozpoczyna się od bardzo dobrej, agresywnej zwrotki oraz od bardzo dobrego refrenu, będący pewnego rodzaju obwieszczeniem hardcore'owych kawałków z Means To An End (nawet pomimo tego że "Penalty" jest raczej w stylu thrashowym). Poniekąd jest to również powrót do brzmień sprzed 5 lat. Wprawdzie "Penalty" nie jest moim faworytem, aczkolwiek spokojnie mógłbym uznać go za najlepszy kawałek z płyty: świetnie stworzony, bardzo dobrze napisany, niemalże majstersztyk. Utwór jest skierowany do świeżo upieczonego polityka, który zechciał pracować dla niszczycielskiego rządu.

Ocena: 9,5/10 (+2 za kompozycję, +0,5 za tekst)


10. "Dead To Me"
Wraz z końcem "Penalty", rozpoczyna się od początku ociężałe "Dead To Me". Niedługo potem rozpoczyna się zwrotka przyjemna w słuchaniu: bardzo dobra praca perkusji, przyjemna w brzmieniu nisko nastrojona gitara, oraz agresywny, rapcore'owy wokal Evana. Wraz ze speed-up'em pojawia się Billy, jednak i na ten moment nie ma co narzekać. Refren wprowadza przebojowość do "Dead To Me" (słyszymy słowa "You're dead to me, you're fucking dead to me", z growlem Evana brzmi to naprawdę wyśmienicie). Utwór poniekąd ma w sobie coś co mogliśmy usłyszeć na Urban Discipline. Wprawdzie nie jest tak dobry jak poprzedni kawałek, muszę jednak powiedzieć że jest to jeden z lepszych kawałków na płycie. Utwór jest skierowany do polityka, który jest obwiniany o rozpoczęcie wojny.

Ocena: 8,75/10 (+1 za kompozycję)


11. "Hallowed Ground"
"Hallowed Ground" jest czymś jeszcze innym: brutalny, ociężały z intrem rodem z "Down To None" Machine Head. Mroczne brzmienie rzecz jasna dodaje temu klimatu. W porównaniu do poprzednich utworów, jest tu również więcej zwrotów akcji, a także dosyć nietypowego brzmienia jak na ten album. "Hallowed Ground" przypomina mi nieco "Tears Of Blood" (z tą różnicą że smutny klimat rodem z albumu Reborn In Defiance został zastąpiony przez mroczne brzmienie). Pod koniec możemy usłyszeć outro w postaci pewnego rodzaju podsumowania albumu (Evan wypowiada wiersz w którego skład wchodzą wszystkie tytuły z albumu). Jest to zdecydowanie najgorszy tekst Biohazardu, składa się z wielu pojedynczych zwrotów, nie ma również żadnego morału. Nie oznacza to jednak, że tekst sam w sobie jest beznadziejny, w porównaniu do większości poprzednich wypada po prostu kiepsko (porównując z albumami Urban Discipline, czy chociażby New World Disorder). W "Hallowed Ground" wypowiada się osoba zmarła. Opowiada ona o upadku ameryki, spowodowanym rzecz jasna przez zepsuty rząd.

Ocena: 9/10 (+3 za kompozycję, +1 za klimat)


Podsumowując spodziewałem się zupełnie innego wyniku. Od początku wszystko wskazywało na to, że Kill Or Be Killed będzie wyjątkowo kiepskim albumem: brzydka okładka, spieprzona lista utworów i rzecz jasna zmiana stylu. Co się okazało? Biohazard miało potencjał do bawienia się thrashem, i wskazywało na to wiele czynników: agresywne wokale, nisko nastrojone, ciężkie gitary i brutalna perkusja. Pamiętam że gdy posłuchałem pierwszy raz tego dzieła (miałem może z 17 lat), doceniłem ten album za profesjonalny thrash. Okazało się że dopiero recenzja otworzyła mi oczy: album jest po prostu prymitywny. Kompozycje były całkiem niezłe, grupa wybroniła się ostatnimi utworami. Co do tekstów, w przypadku Biohazardu zawsze je doceniałem. Tutaj to muszę przyznać grupa spadła z poziomu, często doskwierała monotematyczność.


Zalety:
- Dobre teksty
- Ociężałe brzmienie
- Klimat
- Rasowość

Wady:
- Monotematyczność
- Kiepska okładka
- Zła numeracja piosenek na liście
- Spadek z formy


Okładka: 2/10

Teksty: 8/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 7,25/10


Przy okazji, była to ostatnia recenzja w starym stylu. Początkowo miałem stworzyć ją 31-go. Od następnego tygodnia wprowadzamy zmiany! Odwołuję do lektury, ostatni akapit. Szczęśliwego nowego roku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!