Wyszukaj

10 stycznia 2015

Recenzja: Behemoth - The Satanist


Witam w kolejnej recenzji! Wstępnie zabierając się za konfrontację Pandemonium vs Inked In Blood rozmyślałem sobie nieco nad Behemothem. Czytając różne rankingi na facebooku można było dostrzec, że najnowszy album Polaków jest często wynoszony ponad wszystkie inne. Co dziwne, przebił nawet Slipknota z najnowszym dziełem! Cóż, za chwilę się przekonam czy chłopaki z Nergalem na czele zasłużyli sobie na gratulacje od fanów. Żeby nie było, zapoznałem się ze wcześniejszymi albumami grupy, i wiem jak się wcześniej prezentowała grupa. Owszem, grają bardzo innowacyjnie; popatrzmy teraz na ich najnowsze dzieło. Przed wami: Behemoth - The Satanist.

The Satanist jest dziesiątym albumem studyjnym polskiej grupy death metalowej Behemoth. Został wydany 3 lutego 2014 roku nakładem wytwórni Nuclear Blast Records. Patrząc na początku na newsy pomyślałem sobie że najnowszy album grupy będzie lekkim niewypałem: był wszędzie promowany, wszyscy cieszyli gęby, zarówno fani jak i redaktorzy i krytycy. Potraktowałem ten album jak dzieło Soulfly (jeśli kogoś uraziłem, to nieumyślnie). Uznałem, że Behemoth tak naprawdę nie jest w stanie zrobić czegoś lepszego w porównaniu do Demigod, czy chociażby The Apostazy. Sam tytuł był lekko odpychający, zwłaszcza że kojarzył mi się z albumem Satanica z 1999. Wszystko się zmieniło do czasu wydania EP-ki i singla "Blow Your Trumpets Gabriel". Co ciekawe, album był nagrywany w Białymstoku, w studiu Hertz (Białystok znajduje się niedaleko mojego miejsca zamieszkania). Jak już mówiłem, The Satanist zostało uznane za najlepszy album metalowy wydany w 2014 roku.

Gdy pierwszy raz zobaczyłem okładkę przeszły mnie ciarki po plecach. Grafika została namalowana przez rosyjskiego artystę, Dennisa Forkasa Kostromitina. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia co jest przedstawione na okładce. Wydaje się być to surrealistycznym obrazem: w centrum widoczna jest twarz starca, nad nim jest coś w rodzaju skrzydeł ptaka, poniżej widać coś w rodzaju małego korpusu. Okładki Behemotha najczęściej uznawałem za genialne, jedyne które mi się nie spodobały to Grom, Thelema 6 i Evangelion. Rzecz jasna grafika do The Satanist prezentuje się równie dobrze.


Lista utworów:

1. "Blow Your Trumpets Gabriel"
2. "Furor Divinus"
3. "Messe Noire"
4. "Ora Pro Nobis Lucifer"
5. "Amen"
6. "The Satanist"
7. "Ben Sahar"
8. "In The Absence Ov Light"
9. "O Father, O Satan, O Sun"
10. "Ludzie Wschodu"

Słuchając Behemotha często uznawałem go również za pionera w brutalnym, i złowieszczym klimacie. Zapoznając się z The Satanist, wydaje mi się że Behemoth poszedł o krok dalej, do kompozycji nie mam żadnego zarzutu; wydaje mi się że grupa lekko zwolniła tempo, i na pierwszy plan dała wcześniej wspomniane klimatyczne granie. "Blow Your Trumpets Gabriel" od samego początku wywołuje ciarki, brutalny riff lekko w stylu Acid Drinkers oraz wstępne słowa sprawiają że trudno jest się oderwać od głośników. "Gabryś" zawiewa niesamowitą złowieszczością, podoba mi się to. "Furor Divinus" w porównaniu do poprzednika jest nie tylko mroczny i złowieszczy, ale i szybki. Behemoth zdecydowanie poszedł bardziej w kierunku black metalu w swojej twórczości. "Messe Noire" jest już typowym powrotem do The Apostazy. Oprócz tego, bardzo dobrze działa na uszy zgranie poszczególnych elementów: agresywna gitara, bas, szybka perkusja lekko w stylu norweskich grup, oraz agresywny wokal. Wydaje mi się że Behemoth jest jedyną grupą w przypadku której futurystyczne brzmienie jest zaletą. "Ora Pro Nobis Lucifer" wydaje mi się czymś bardziej przebojowym, nie jestem pewien ale grupa chyba jeszcze czegoś w tym stylu nie testowała, muzyka całkiem przyjemna dla ucha, jest to jednocześnie obok "Blow Your Trumpets Gabriel" mój faworyt. Następny jest równie brutalny i złowieszczy "Amen": typowy powrót do nieco starszych brzmień grupy. Tytułowy "The Satanist" jest baaardzo nietypowe jak na Behemoth: jest to gra lekko w stylu "Locust" grupy Machine Head; zrównoważona, i stosunkowo spokojna, bez większych brutalnych wyskoków i speed up'ów. Kolejny jest brutalny "Ben Sahar", następnie "In The Absence Ov Light", w porównaniu do poprzednich utworów jest już nieco słabsze, aczkolwiek nadal kopie po dupie agresją i klimatem. Do tego w pewnym momencie możemy usłyszeć wstawkę po polsku napisaną i wypowiedzianą przez Krzysztofa Azarewicza. Przedostatni jest "O Father, O Satan, O Sun", zdecydowanie najsłabszy utwór z płyty. "Ludzie Wschodu" kojarzy mi się lekko z Linkin Park, z domieszką niewybrednego, polskiego humoru. Niby to cover polskiej grupy punkowej Siekiera, a brzmi jednak nieziemsko.

Tematyka tekstów nie odbiega od typowej dla Behemotha. Na albumie najczęściej możemy usłyszeć teksty o tematyce herezji i prowokacji religijnych ("Amen", "O Father, O Satan, O Sun", "Furor Divinus"). Co dziwne, tematyka satanistyczna spada na dalszy plan ("Ora Pro Nobis Lucifer", "Ben Sahar"), tym razem w mniejszej dawce w porównaniu do poprzednich albumów. Obok tego są również teksty na temat zniszczenia Jerozolimy ("Blow Your Trumpets Gabriel", "The Satanist"). Czymś zupełnie odmiennym jest rzecz jasna tekst utworu "Ludzie Wschodu", konkretnie nie wiem o czym jest ten tekst. Większość utworów na albumie napisanych jest w stylu modlitwy, można usłyszeć wiele sformułowań kojarzących się z religią, tj. "Bóg", "Lucyfer", "Chleb", "Maryja", "Baranek boży" itp. Tak samo jak w przypadku kompozycji, do tekstów nie mam żadnych zarzutów. No, jedynym utworem który wydał mi się kiepski pod względem tekstu jest "Ludzie Wschodu"; jest to jednak rzecz jasna cover, w dodatku grupy punkowej. Pod względem tekstów moim faworytem wydaje się "Amen", będący istną prowokacją dla chrześcijan ;)


Zalety: 
- Złowieszczy klimat
- Świetne kompozycje
- Bardzo dobre teksty
- Różnorodność
- Powiew rasowości i świeżości
- Bardzo dobry wokal
- Ciekawy styl

Wady:
- Nie znalazłem


Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 10/10

2 komentarze:

  1. Okładka jest autorstwa rosyjskiego malarza-okultysty Dennisa Forkasa 😊 taki szczególik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja myślałem, czemu wśród malunków Zbigniewa Bielaka nie widziałem tego obrazu. Dzięki za oświecenie :)

      Usuń

Obserwuj nas!