Wyszukaj

14 sierpnia 2014

Konfrontacja: Havok - Time Is Up vs Incite - The Slaughter


Witam w kolejnej konfrontacji. Na naszym blogu omawiamy różnorakie grupy; znane, nieznane, mające dobre opinie, oraz złe. Dzisiaj omówię grupy które z dnia na dzień stały się w miarę znane, głównie za sprawą inspiracji Sepulturą. O szczegółach rozpoczęcia ich sławy opowiem w trakcie wstępu do omówienia każdego albumu, a zapewniam że pomimo niezbyt wysokiej popularności jest czego słuchać. Przed wami: Havok - Time Is Up przeciwko Incite - The Slaughter.


Havok - Time Is Up


Time Is Up jest drugim albumem Amerykańskiej grupy Havok. Został wydany 29 marca 2011 roku przez wytwórnię Candlelight Records. Przed rozpoczęciem nagrań albumu, w 2010 roku David Sanchez (wokalista grupy) oraz Jesse De Los Santos (basista) musieli znaleźć nowy skład który mógłby uzupełnić grupę. Za nimi było mnóstwo castingów, wiele ciężkiej pracy oraz stresu; wszystkie te trudności były zapewne spowodowane tym, że grupa nie była jeszcze znana. Ostatecznie wybór padł na Reece'a Scruggsa (gitarzystę prowadzącego) oraz Petera Webbera (perkusistę). Rozpoczęły się nagrania; wszystkie utwory napisał David Sanchez, inspirując się przy tym takimi gigantami jak ...And Justice For All Metalliki, czy Reigh In Blood Slayera. Wśród innych inspiracji Sanchez wymienił np. Sepulturę, Machine Head czy chociażby Black Sabbath.

Pamiętam że jak poznałem ten album, okładka wydawała mi się głupia. Prosty powód: BO TAK! Teraz jednak wydaje mi się że moje powody były bezpodstawne. Okładka przedstawia śmierć (w roli sędzi) wygłaszającą wyrok. W tle, na ławie przysięgłych siedzą martwe szkielety; jakby dobrze się przyjrzeć, w oknie widać walący piorun. Patrząc na tą okładkę może skojarzyć się nieco ze Scream Bloody Gore grupy Death. Widać że została ona namalowana w stylu komiksowym, który nieco mnie razi. Nie do końca do metalu pasuje, ale według mnie jest to znacznie lepszy pomysł niżeli korzystanie z komputera podczas wykonywania okładki. Nie jest może perfekcyjnie, ale przynajmniej pokazuje nam co się będzie działo na albumie.


1. "Prepare For Attack"
Pierwszy kawałek, i od razu intro mnie rozpierdala. Po krótkim intrze słyszymy mocną napierdalaninę nieco w stylu Death Magnetic Metalliki, z odrobiną Soulfly z czasów Dark Ages. Im dłużej tego słucham jestem bardziej ciekaw co dalej zastam. Słyszymy świetną, ostrą zwrotkę, oraz zajebisty refren nieco inspirowany punkiem (coś jak na Killer Be Killed). Wszyscy wydają się być bardzo dobrze dopasowani do grupy: gitarzyści nieźle dowalają do pieca, perkusista napierdala, wokalista krzyczy... i to raczej wokalista zrobił na mnie najmniejsze wrażenie, brzmi trochę jak Chuck Schuldiner z grupy Death, na albumie The Sound Of Perseverance. Wydaje mi się że nie do końca się wpasował do utworu. Pomimo tego nie będę narzekał. Utwór jest o grupie powstańców, którzy w czasach drugiej wojny światowej szykowali zamach na Hitlera. Ludzie ci mają wielkie chęci, by zabić dyktatora, jednak wiedzą że będzie trudno.

Ocena: 10/10

2. "Fatal Intervention"
W czasie intra do utworu niezbyt wiele się dzieje. Słychać że grupa próbuje być agresywna; w tle pobrzmiewa niezły riff, a na pierwszym planie jest perkusja która niepotrzebnie wprowadza chaos do utworu. No, dopiero potem wszystko się poprawia. W każdym razie "Fatal Intervention" nie słucham po raz pierwszy, więc poniekąd wiem co się będzie działo. Za pierwszym razem jednak nie trybiłem, i oceniłbym ten kawałek najprawdopodobniej nisko. Im dalej jesteśmy w to wciągani, tym jest lepiej: w "Fatal Intervention" słyszymy dużą inspirację Sepulturą z czasów Beneath The Remains. Widać, jak już na kimś się wzorować, to na mistrzach. W tym momencie wokal już nieco lepiej się zgrywa z całą kompozycją, która zresztą jest bardzo dobra. Tak samo jak w Beneath The Remains, atakują nas różne riffy. No, w całym utworze jest ich może 4, jednak są one bardzo dobrze porozmieszczane. W pewnym momencie słyszymy świetne, rasowe solo. Teraz to jedynym mankamentem jest to, że wokal jest troszkę za cichy. Poza tym, nie mam zastrzeżeń. Utwór jest o pewnym człowieku, który był żołnierzem na wojnie. Widział śmierć wielu ludzi, przez co stracił zdrowy rozsądek, i zaczął zabijać wszystkich w szale.

Ocena: 9,5/10

3. "No Amnesty"
Trzeci utwór, i od razu trochę dziwne intro, nieco w stylu "Bonded By Blood" Exodusa. Następnie, słyszę ciekawą sekwencję riffów, i wtórującą perkusję sprawiającą że "No Amnesty" jest typową thrashową sieczką. Widać tu inspirację Metalliką z czasów Death Magnetic, oraz Arise Sepultury. Właściwie to nawet nie zaszkodzi powiedzieć że Havok w tym momencie jest taką współczesną Metalliką, może się na mnie nie obrazicie ;) Słyszymy świetną sekwencję riffów w stylu Metalliki, brutalność Cavalera Conspiracy oraz ogólny chaos od którego uszy dostają orgazmu. Naprawdę świetny kawałek, wszystko tutaj rządzi: agresja, brutalność, i przede wszystkim profesjonalizm. Trudno się oprzeć wrażeniu że na perkusji mógłby grać w tej chwili Dave Lombardo... Zdecydowanie moim faworytem w tym utworze jest Peter Webber, naprawdę zajebiście tutaj działa. Pozostali członkowie również są świetni. Utwór jest o wierze w boga, jako czynności odbierającej ludzką wolność. David zarzuca ludziom, że pod wpływem wiary człowiek odbiera sobie swobodę życia, robi wszystko by być zbawionym. Wokalista doradza im, by zapomnieli o bogu, i cieszyli się życiem.

Ocena: 10/10

4. "D.O.A."
"D.O.A." jest dla odmiany czymś lżejszym, kawałek jest wyraźnie zainspirowany Iron Maiden. Dobra, są to tylko pozory - następnie znowu słyszymy thrashową sieczkę, w stylu albumu Scream Bloody Gore grupy Death oraz Conquer grupy Soulfly. "D.O.A." ma bardzo podobny schemat do "Fatal Intervention", pomimo tego nie brak mu tej rasowości i brutalności co w "No Amnesty": bardzo ciekawa sekwencja riffów (tutaj dał popis gitarzysta), dobra perkusja, pewnego rodzaju skomplikowanie, oraz rozbrajający wokal (w pewnym momencie można usłyszeć krzyk Davida Sancheza, od którego uśmiech sam przychodzi na twarz). W porównaniu do poprzedników tutaj czegoś mi jednak brakuje, najprawdopodobniej kawałek nieco ciekawiej by się prezentował gdyby cały był w stylu "Iron Maiden", a pozostała część była thrashową mózgojebą. W każdym razie jest to jedyna wada: niezgranie tych dwóch części. Utwór jest o piratach drogowych, którzy często jadąc zbyt szybko giną na ulicy. "D.O.A." w pełni oznacza "Dead On Arrival".

Ocena: 9/10

5. "Covering Fire"
Słyszymy kolejne rasowe intro... i kolejną napierdalaninę, po raz kolejny w stylu Death Magnetic Metalliki. Tym razem jednak zmieszanym z Reign In Blood Slayera. Następnie słyszymy rytmiczną zwrotkę, i średni refren. Cóż, "Covering Fire" również jest całkiem niezłym kawałkiem muzyki, chociaż w porównaniu do poprzedników po raz kolejny czegoś mi brakuje; według mnie w złym miejscu Havok umieścił nieco spokojniejszy utwór. Dopiero po drugim refrenie jestem nieco bardziej zaciekawiony utworem. Tu z kolei słychać inspirację Beneath The Remains Sepultury połączone z Master Of Puppets Metalliki. Kompozycja w stylu Sepultury, i solo jak u Kirka Hammetta. Pomimo tego, jak już mówiłem dużo mu brakuje do poprzedników. Średni riff, brak pewnych ewolucji w perkusji. Jedynie David Sanchez zajebiście się spisał, pozostali trochę za słabo. Utwór jest o pewnym żołnierzu, który często dokonuje egzekucji. Ma wyrzuty sumienia z powodu zabijania niewinnych, błagających o litość przed śmiercią.

Ocena: 8,5/10

6. "Killing Tendencies"
Ooo, teraz mamy zdecydowanie coś cięższego. Bardzo rasowy riff, dobra praca perkusji... początkowo nei wiedziałem co mi to przypomina, jednak wyraźnie tutaj czuć Metallikę z czasów ...And Justice For All (a konkretnie utworu "The Frayed Ends Of Sanity"). Następnie utwór nieco przyspiesza, robiąc się nieco niespójnym. Jednak nie szkodzi; kawałek nieco przypomina "Fatal Intervention", z tą różnicą że ma lepszy riff. Po raz pierwszy na albumie David Sanchez ukazuje nam swój melodyjny wokal, brzmiący bardzo rasowo. Właściwie to cały utwór taki jest: dobre riffy, ciekawa praca perkusja i wokal który wydaje mi się najlepszy na tym utworze (jak na razie). Po drugim refrenie jestem ciekaw co będzie dalej, gdyż po posłuchaniu wcześniejszych utworów wiem że Havok odpierdoli jakąś ewolucję. I nie myliłem się: słyszymy solówkę nieco w stylu "Blackened" Metalliki z czasów albumu o którym wspominałem wcześniej. Niektórzy uznają to za marną podróbkę, jednak dla mnie się podoba. Utwór jest o osobie, która nie chce nic w swoim życiu zmieniać, pozostając na dnie. Ta osoba wciąż jest zachęcana do podjęcia jakichkolwiek działań, jednak nie przynosi to rezultatów.

Ocena: 9,5/10

7. "Scumbag In Disguise"
Utwór rozpoczyna się dziwnie znajomym riffem, jednak nie potrafię ustalić gdzie go słyszałem. Następnie słyszymy ciekawą kompozycję, widać że Havok nie zwalnia. Słyszymy skomplikowany riff w stylu grupy Death, oraz dobrą pracę perkusji (postawioną w szczególności na pracę stopy). Kawałek ani trochę nie zwalnia. W czasie zwrotki słyszymy podobny riff do tego z utworu "Bestial Devastation" Sepultury z albumu o tej samej nazwie. Póki co utwór jest przyjemny w słuchaniu, dalej chcę się dowiedzieć co będzie mnie czekać. Słyszymy świetną zwrotkę, po niej dobrą solówkę, i ciekawy refren. W porównaniu do poprzedników kawałek jest nieco bardziej ustabilizowany, jednolity. Zdecydowanie największe wrażenie robią na mnie zwrotka, oraz część przed refrenem. I tak jak w przypadku poprzedników, nie mogę się doczekać części przed drugim refrenem. Oczywiście w tym przypadku słychać inspirację albumem The Sound Of Perseverance grupy Death. Ogólnie nie ma co narzekać. Utwór jest o pewnym człowieku, który jedynie potrafi krytykować, a w życiu nic nie osiągnął.

Ocena: 9,75/10

8. "The Cleric"
Słyszymy kolejne tajemnicze intro... i kolejną inspirację Metalliką z czasów ...And Justice For All. Tym razem wydaje mi się to być już nieco za dużo. Jedyną zaletą jest to, że kawałek różni się znacznie bardziej schematem od poprzednich. Pomimo tego naprawdę nie chce mi się na to narzekać, kawałek brzmi naprawdę rasowo. Jest bardziej poważny, bardzo mocno odstaje od poprzedników. Widać że Havok włożył znacznie mniej swojego brzmienia (czy chociażby Sepultury którą równie często słyszę na tym albumie). Oprócz utworów z ...And Justice For All słyszę tu również "Of Wolf And Man" z albumu który został wydany 3 lata po wcześniej wspomnianym albumie. I naprawdę, po raz kolejny Havok można uznać za bardziej współczesną Metallikę, tyle że z Denver. Utwór jest o księdzu, który zbierał pieniądze pod fałszywym pretekstem zbawienia ludzi dających na tacę.

Ocena: 8,75/10

9. "Out Of My Way"
Słyszymy kolejne intro, tym razem przypominające to z "Arise" Sepultury z albumu o tej samej nazwie. Samo intro wskazuje mi że będzie to raczej inspirowane coś grupą o której wcześniej wspomniałem. I nawet nie myliłem się; kawałek przypomina zmieszanie Slayera, Sepultury i Death'u. Agresywna perkusja z ewolucjami może przyprawić o uśmiech, tak samo wokal, znacznie bardziej agresywny niż we wcześniejszych utworach. Teraz najsłabszym punktem wydaje mi się gitara, chociaż po drugim refrenie i ta daje popis w stylu Master Of Puppets Metalliki. Owszem, utwór nie jest taki dobry jak "Prepare For Attack", czy chociażby "No Amnesty", ale również zrobił na mnie niemałe wrażenie. Nie wiem jak to opisać, ale "Out Of My Way" jest o pewnej denerwującej osobie, która chce być miła nie wiedząc że robi komuś na złość.

Ocena: 9,5/10

10. "Time Is Up"
Na początku słyszymy podwójną stopę, i bas. Następnie słyszę dziwnie znajomy riff. Bbrzmi jak połączenie intro do utworu "The Frayed Ends Of Sanity" z ...And Justice For All Metalliki, oraz intra do albumu Hell Awaits Slayera, oraz utworu "Necrophiliac". Następnie zaczyna się cała akcja: dobry riff, szybka, agresywna perkusja, oraz brutalność. Zaczyna się zwrotka, i ujawnia nam się reszta tej brutalności (głównie za sprawą połączenia wokalu Davida z dobrą kompozycją). Po drugim refrenie (tak jak myślałem) znów słyszymy ciekawą kompozycję, jednak na krótko. Pomimo tego podobają mi się pewne ciekawsze momenty, np. solówka w stylu albumu Arise Sepultury, czy chociażby kompozycja w stylu "Necrophiliac" jako outro do albumu. Utwór jest idealną aluzją do okładki: "Time Is Up" jest o śmierci w roli sędzi, która skazuje zwykłego człowieka na śmierć. Powód wizyty kostuchy może być różny.

Ocena: 9,25/10

11. "Postmortem / Raining Blood"
Utwór, a raczej utwory są coverem Slayera z albumu Reign In Blood (szatan uciemiężony). Jest to pierwszy utwór Havoka jaki posłuchałem (znam go nawet dłużej niż oryginalne "Postmortem"). W porównaniu do oryginału, wersja Havoka zachowuje większość cech które wystąpiły na innych utworach z tego albumu. Słychać pewnego rodzaju zmiany, "Postmortem" zostało znacznie bardziej unowocześnione: wysoko nastrojona gitara nieco odbiera ostrości. Na perkusję nie mam zamiaru się skarżyć, Peter Webber jak zawsze znakomity. Tak samo zresztą nasz David Sanchez. Cóż, w porównaniu do poprzedników "Postmortem" wyszło trochę miernie, jednak da się słuchać. Możliwe że to dlatego, że ten kawałek najlepiej brzmi w wykonaniu Slayera? Nie wiem, zobaczymy jak wyszło im "Raining Blood". Za ten kawałek na pewno jest trudno się zabrać, jednak Havok całkiem nieźle sobie radzi. Bardzo różni się od "Postmortem", i tego nie spierdolili na 100%. Świetny moment burzy buduje mocny klimat. Dopiero potem gdy pobrzmiewa ten słynny riff, wydaje mi się że czegoś tu brakuje (zupełnie jakby perkusja była niedopasowana). Utwór przyspiesza, i od razu jest lepiej. Przypomina nieco "No Amnesty". Tutaj zdecydowanie największym problemem jak dla mnie był wokal Davida Sancheza, który kompletnie nie pasował do "Raining Blood". Bardzo dobrze prezentuje się outro utworu, tym samym outro albumu. Szczerze to jest to jeden z lepszych coverów tych utworów, nie lepszy jednak od oryginałów.

Ocena: 7,5/10 ("Postmortem")
Ocena: 8/10 ("Raining Blood")

Podsumowując Time Is Up zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, właściwie to nie spodziewałem się że będzie aż tak dobrze! Pierwsze utwory jakie poznałem z tego albumu to były "Postmortem / Raining Blood", "Fatal Intervention" oraz "Time Is Up", i uznawałem je jako niezłe, ale niezbyt ciekawe do posłuchania na dłużej (chociaż nie powiem, tą trójcę męczyłem długo gdzieś w 2012 roku). Okazuje się że pominąłem ważniejsze utwory, które miały znacznie więcej do zaoferowania ("Prepare For Attack", "No Amnesty", "Killing Tendencies" oraz "Scumbag In Disguise"). Nie jest to może idealny album, jednak dawka thrashu jest naprawdę wysoka. Grupa cały czas pędziła, i pędziła, nie dając nam czasu na odpoczynek: słyszeliśmy świetne sekwencje riffów, skomplikowanie, dobry wokal (początkowo średni), oraz świetnego perkusistę. Największym zarzutem według mnie było to, że grupa za dużo kopiowała od innych, lepszych grup (często miałem wrażenie że słucham Metalliki). Jednak tylko na tej wadzie poprzestańmy, wysoki poziom gry, młóćka dająca popalić uszom, i rasowe granie. Warto posłuchać!

Okładka: 7,25/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10

Zalety:

- Bardzo dobre kompozycje
- Dobre teksty traktujące o ważnych sprawach
- Dobry wokal
- Brutalność i agresja
- Rasowy thrash
- Bardzo dobry perkusista
- Dobra, skomplikowana muzyka

Wady:
- Brak uniwersalności (zbyt duża inspiracja Metalliką, Sepulturą oraz Slayerem)


Incite - The Slaughter


The Slaughter jest pierwszym albumem grupy Incite. Został wydany 20 października 2009 roku nakładem I Scream Music. Incite jest grupą stworzoną przez Richiego Cavalerę, syna wokalisty Maxa Cavalery, niegdyś grającego w Nailbomb (w wieku 7 lat), oraz występującego od czasu do czasu z Soulfly. Początkowo planowałem zrecenzować album All Out War, jednak gdy go posłuchałem uznałem że lepiej zostawić go na później. Zabrałem się za The Slaughter, i wydaje mi się to całkiem niezłym pomysłem. Jedyne co mnie nieco zraziło to producent Logan Mader, z którym raczej nie mam dobrych muzycznych wspomnień; współpracował przy tworzeniu albumów Omen grupy Soulfly, oraz Blunt Force Trauma grupy Cavalera Conspiracy (oba albumy oceniłem dosyć nisko). Mam nadzieję że The Slaughter nie będzie taką porażką jak albumy Soulfly i Cavalera Conspiracy z podobnego okresu. Gdyby nie rozreklamowanie albumu przez Maxa Cavalerę, The Slaughter przeszedłby najprawdopodobniej bez echa.

Okładka wydaje mi się słaba. Przedstawia ona kogoś tnącego zakrwawionym nożem jakąś ścianę (WTF?). Widać że nad okładką niewiele się wysilano, i przedstawiono jakieś chuj wie co stworzone w Photoshopie, czy tam GIMPie. Po prostu wklejono teksturę jakiegoś tekstu w miejsce ściany, zrobiono zdjęcie dla zakrwawionego noża, i również wstawiono do okładki, ręka również jest dziwna. Jedyne co się udało w tym przypadku to napis "INCITE" który jest ładny. Nie trawię okładek zrobionych na komputerze. Tak samo jak w przypadku albumu "3", jest beznadziejnie. To już druga oznaka że podjąłem złą decyzję w związku z recenzją tego albumu. Zobaczymy co mi powiedzą utwory.

1. "Intro"
W intrze słyszymy bicie serca, oraz różne głosy oraz dźwięki. W pewnym momencie słyszymy głośny dźwięk (zagrany najprawdopodobniej na konsoli) oraz cieszący się tłum. Tutaj to akurat nie mam zastrzeżeń, może być.

2. "The Slaughter"
Przyszedł czas na utwór tytułowy, który od początku kojarzy mi się z Sepulturą oraz Machine Head. No, jak na razie brzmi to całkiem nieźle; słyszymy nawet niezły riff wpadający w ucho, oraz dopasowaną perkusję. w czasie zwrotki "The Slaughter" nieco przyspiesza, przy okazji słyszymy nie najgorszy wokal Richiego, nieco przypominający Chucka Schuldinera z grupy Death. Chociaż dobrze słychać że grupa nie jest jeszcze dobrze wykształcona; na każdym roku inspiracje: to Sepultura, to Machine Head, to Death... Wydaje mi się to strasznie niedopracowane. Gitara rytmiczna jest za cicha, a perkusja po prostu nie daje kopa (brzmi jakby była nastawiona na granie blues'owe), a w pewne miejsca można byłoby wstawić całkiem niezłe wstawki (np. gitarę rytmiczną, ciekawe solo). Utwór jest tylko 3 minutowym skleconym na szybko nie wiadomo czym. Właściwie to można to jeszcze nazwać groove metalem? Jedyną dobrą rzeczą jest refren, mający klimat Sepultury. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7/10 (wraz z intrem)

3. "Nothing To Fear"
Drugi utwór już wydaje mi się nieco lepszy; słychać tu dużą inspirację współczesnym graniem Cavalery, a konkretnie albumami Conquer oraz Inflikted. Znacznie lepiej mi się tego słucha niż "The Slaughter". Widać że utwór jest znacznie bardziej dopracowany. Perkusja wreszcie daje jakiegoś powera, gitara wreszcie ma coś w sobie. Cóż, wprawdzie utwór ma przez większość czasu ten sam riff, jednak wreszcie jest coś co może ucieszyć uszy, na przykład moment przed drugą minutą który ciągnie się aż do samego końca. Zmiana riffu na lepszy (zdecydowanie w stylu wczesnego Machine Head). W tym przypadku nieco mnie podirytowało to, że refren bardzo często się powtarzał. Pomimo tego do kompozycji nie mam większych zarzutów. Utwór jest o ludziach, którzy mają chęć walczyć o swoje prawa.

Ocena: 7,5/10

4. "Army Of Darkness"
Patrząc na sam tytuł pomyślałem że będzie to coś w stylu "Hearts Of Darkness" grupy Cavalera Conspiracy. Nie trafiłem. Pierwsza praca gitary rytmicznej kojarzy mi się z Machine Head. Potem ujawnia nam się perkusja pracująca w stylu nowej Sepultury. Kawałek nieco przypomina rozmontowane "Manipulation Of Tragedy" z Mediatora. Słyszymy całkiem niezły riff, do tego dobrze dopasowany wokal oraz rytmiczną perkusję. Praca gitary prowadzącej kojarzy mi się nieco z Roorbackiem nowej Sepultury, ale nie szkodzi. Tam to wkurwiało, a tutaj buduje napięcie. Po drugim refrenie słyszymy całkiem niezły breakdown. Właściwie słysząc ten utwór nie mogę się oprzeć wrażeniu że utwór przypomina bardzo nową Sepulturę (zapewne dlatego że Dis, gitarzysta grupy ma taką samą gitarę jak Andreas Kisser). Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 8,5/10

5. "Time For A Change"
Od razu na początku słyszymy jeden akord, następnie utwór się rozkręca (i słyszymy riff zagrany na gitarze rytmicznej). Dalej to kawałek zaczyna pędzić jak utwory z Cavalera Conspiracy, czy chociażby Sepultury z czasów Arise. Dalej jest wcale nie gorzej: krótka, aczkolwiek niezła zwrotka, dobry refren (widać że w przypadku refrenów Cavalera woli inspirować się na kimś innym niż na muzyce wykonywanej przez ojca). Widać że utwór był poniekąd inspirowany Machine Head, oraz niektórymi grupami grającymi metalcore (np. Trivium). Po drugim refrenie utwór się uspakaja, wiem jednak że za chwilę wydarzy się coś ostrego. Ogólnie kawałek nieźle się trzyma, z pewnością jest do polubienia. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 8,75/10

6. "Divided We Fail"
Intro do utworu od razu skojarzyło mi się z intrem do "Manipulation Of Tragedy" nowej Sepultury. Jest bardzo podobne: taka sama praca perkusji, podobny riff... z tą różnicą że to intro wydaje się lepsze. Chwilę później zaczyna się zwrotka. Przez dłuższy czas wszystko brzmi całkiem nieźle, nieco wkurza mnie gitara rytmiczna. Całe szczęście, w odpowiednim momencie gitarzysta przestaje grać. I cały utwór nabiera całkiem spójnej całości. Chociaż tak naprawdę spodziewałem się czegoś lepszego: grupa wałkuje przez cały czas ten sam riff, co chwila jest refren... widać że Richie musi jeszcze wiele się nauczyć. Co nie zmienia faktu że wokalistą jest przyzwoitym. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,75/10

7. "Rage"
W porównaniu do poprzedników ten utwór ma więcej w sobie jakiejś takiej finezji. Gitara rytmiczna jest znacznie bardziej dopasowana do prowadzącej. Gdy wszystko się rozkręca, "Rage" tworzy bardzo spójną całość. W czasie zwrotki nieco jednak się psuje, myślałem że będzie to coś lepszego. Wokal Richiego dobrze odzwierciedla tytuł "Rage", jednak widać że z utworem jest coś nie tak. Kawałek jest bardzo prosty w budowie, często powtarzają się refreny. Pomimo tego podoba mi się ta żywiołowość, oraz rasowość. Ciekawym momentem jest solówka pod koniec, i ogólnie outro. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,75/10

8. "Tyranny's End"
Tytuł kojarzy mi się nieco z Omenem grupy Soulfly. Słuchając dalej, kawałek nieco przypomina pomieszanie Conquer Soulfly z Machine Head. Kawałek jest słabszy od poprzednich; przypomina nieco zapętlony fragment utworu "Manipulation Of Tragedy". Zwrotki utworu brzmią naprawdę słabo. Refren nie odstaje, również jest słaby. Całkiem niezłym pomysłem byłoby to, żeby ten kawałek był instrumentalem. Jednym z ciekawszych momentów jest ten w drugiej minucie. Ciekawy, ostry riff. Po przesłuchaniu całości bardzo dobrze widać tu wpływ Logana Madera na muzykę Incite, mianowicie ten utwór jest ciężkostrawny. Widmo brutalności przeważa nad spójnością. Dlaczego widmo? Bo ta brutalność miała tu być, a jest jedynie w głosie Cavalery (no kurna, jakbym słyszał Omena). Znacznie lepszym pomysłem byłoby gdyby producentem był sam Max Cavalera. Wprawdzie byłoby w tym trochę Soulfly, ale wiem że Max dałby młodemu wokaliście się wyszaleć. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 5/10

9. "Die With What You've Done"
W porównaniu do poprzedników "Die With What You've Done" wydaje się nieco lżejszy. Po raz kolejny w ruch wchodzi gitara rytmiczna. W każdym razie nie słyszymy pracy gitary prowadzącej, w tle pogrywa jedynie bas. Dopiero po pierwszej zwrotce się zmienia. Incite w tym momencie zagrało coś bardziej metalcore'owego, widocznie wzorowało się Avenged Sevenfold, a konkretnie albumem Waking The Fallen z 2003 roku. Że też wcześniej mi to nie przyszło do głowy! Pomimo tego utwór zaliczam jako zdatny do słuchania. Nie jest to może coś perfekcyjnego, ale słucha mi się tego znacznie lepiej od "Tyranny's End". Tak samo jak w przypadku poprzednich utworów tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,25/10

10. "Down And Out"
Intro... i od razu słyszę dziwnie znajome dźwięki. Czy to nie przypadkiem przyspieszone "Frantic" z albumu St. Anger Metalliki? No tylko posłuchajcie. Przynajmniej perkusja pracuje normalnie, nie ma tego "bonk bonk bonk". Tak czy siak zapowiada się ciekawie, bo co jak co "Frantic" było trochę spierdolone. "Down And Out" brzmi naprawdę ciekawie przez dłuższy czas: sekwencja różnorakich riffów, lekkie ocieplenie klimatu w czasie krótkiej zwrotki, i powrót do "Frantic". Naprawdę, brzmi ciekawie. Póki co jest to jeden z nielicznych utworów jaki naprawdę mnie wciągnął. Po pierwszej minucie się uspakaja, przez co już nie brzmi tak ciekawie. W każdym razie słucham dalej, i jestem ciekaw co zastanę. Widać tutaj też szczyptę Waking The Fallen Avenged Sevenfold. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 8,75/10

11. "End Result"
Od razu na początku "End Result" skojarzyło mi się z jakimś utworem grupy Kabanos w połączeniu z "Zombie Ritual" w wykonaniu nowej Sepultury. Tak czy siak brzmi całkiem nieźle. Całkiem niezły riff, dobra praca perkusji... po raz pierwszy jednak nie podoba mi się wokal Richiego w zwrotce. W tym utworze brzmi jak amator. W czasie refrenu to jeszcze ujdzie. Chociaż z biegiem czasu nie jestem już tak zaciekawiony utworem. Ma taki sam schemat jak wszystkie poprzednie (nie licząc "Down And Out" oraz ""Time For A Change"). Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 6,75/10

12. "Awakening"
No. Ostatni utwór. Mam nadzieję że w porównaniu do poprzednich utworów ten będzie jakiś inny. No, poniekąd. Od razu rozpoczyna się zwrotka: utwór jest wolniejszy od poprzednich, w zwrotce Richie brzmi trochę nijako. Kawałek przypomina mi połączenie "I'm Against" Ektomorfa z albumu Outcast w połączeniu z "The Vatican" nowej Sepultury z Mediatora. Pomimo tego wreszcie coś się zmieniło: więcej jest części instrumentalnej, częściej zmieniają się riffy, wreszcie słyszymy jakąś porządną solówkę. Pomimo tego długo przewijałem ten utwór, aż w końcu dotarłem do outra które brzmi jak początek "The Vatican" nowej Sepultury (no, nie licząc tego chóru). Utwór szybko mnie znudził. I tak jak się spodziewałem: tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,25/10

Podsumowując album The Slaughter nie jest czymś co mógłbym słuchać godzinami. Zdecydowanie, Richie i spółka muszą więcej poćwiczyć aby stworzyć coś ciekawego: utwory były wyraźnie niedopracowane, chociaż miały pewien potencjał. Grupa inspirowała się Machine Head oraz Avenged Sevenfold, a muzyka która mogłaby powstać z tego połączenia byłaby czymś przyjemnym w słuchaniu. Pomimo tego nie zauważyłem znaków ukazujących słabe punkty tego albumu: kiepska okładka, Logan Mader jako producent oraz słaby singiel promujący album. Owszem, w tym całym ciemnym tunelu można było dostrzec jaśniejsze punkty, jednak nie było to coś czego słuchałbym godzinami. Zdecydowałem się zrecenzować The Slaughter gdyż do Time Is Up nie miałem żadnego konkurenta... oraz dlatego że Incite zostało stworzone przez syna Maxa Cavalery, Richiego. Żałuję że podjąłem się tego ryzyka.

Okładka: 1/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 6,5/10

Ogólna ocena: 6,25/10

Zalety:
- Dobry wokal
- Rasowość (w niektórych momentach)
- Dobry skład
- Brzmienie które coś w sobie miało

Wady:

- Prymitywność
- Nuda
- Beznadziejna produkcja
- Okładka
- Zbyt mało udanych utworów (które mógłbym ocenić powyżej 9/10)
- Brak brutalności i agresji

2 komentarze:

  1. Całkiem fajne i trafne spostrzeżenia podczas tego podsumowania zostały sformułowane. Jedynie czego mógłbym się czepić to notoryczne porównywanie Havok do Metalliki. W mojej opinii te zespoły grają ( w przypadku Mety grały) thrash całkiem inaczej Havok gra szybciej, bardziej w stylu Exodus. A na chwile obecną to Meta może się wzorować na Havok a nie na odwrót. Ale ogólnie bardzo ciekawie napisane, dogłębna analiza materiału i pod samym odbiorem wartości muzycznej krążka podpisuje się w całej rozciągłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się że porównania do Metalliki poniekąd były uzasadnione. Havok dosyć często korzystał z wiedzy grupy (mam nawet wrażenie że chłopaki podłapali trochę rzeczy z Death Magnetic), słychać to w wielu momentach na Time Is Up, ale możliwe że trochę się zagalopowałem ;) A co do tego drugiego, w pełni popieram, Metallica niech się uczy od Havoka.

      Usuń

Obserwuj nas!