Wyszukaj

30 sierpnia 2014

Konfrontacja: Ektomorf - I Scream Up To The Sky (Felüvöltök Az Egbe) vs (Nowa) Sepultura - Against


Witam w kolejnej konfrontacji! Jest to już druga konfrontacja Ektomorf vs Nowa Sepultura. Pewnie zastanawiacie się dlaczego to druga konfrontacja tego typu? Według mnie po odejściu Maxa Cavalery z Sepultury, jej poziom bardzo spadł, przez co tak jak dawniej nie może konkurować z Death, czy Sodom. Tak jak pokazałem w pierwszej konfrontacji tego typu, nawet Europejski odpowiednik Soulfly daje radę dominować nad Andreasem Kisserem. Przed wami: Ektomorf - I Scream Up To The Sky vs (Nowa) Sepultura - Against.


Ektomorf - I Scream Up To The Sky


I Scream Up To The Sky (znany również jako Felüvöltök Az Egbe) został wydany na początku 2002 roku nakładem Nuclear Blast. W tym roku Zoltan postanowił opowiedzieć Romungrom nieco swojej historii (jak można było się domyśleć, głównie ta grupa społeczna z Węgier słuchała Ektomorfa). Aby dowiedzieć się nieco o tym albumie, postanowiłem zajrzeć nieco głębiej do Googli. To czego się dowiedziałem zaskoczyło mnie. Obejrzałem wywiad z Zoltanem Farkasem, jak opisywał znaczenie tatuaży. Mianowicie tytuł, i niektóre nazwy utworów nawiązują do śmierci nienarodzonego syna Zoltana gdzieś koło 1998 roku (stąd również niespokojny nastrój drugiego albumu grupy). Album jest jednym z mniej znanych krążków grupy, pomimo tego (o dziwo) zyskał znacznie większą popularność od What Doesn't Kill Me.

Początkowo nie miałem pojęcia co przedstawia ta okładka. Myślałem że może to anioł w ciemnym lesie, może jakiś trup na niebie. Gdy zobaczyłem wyraźnie zarysowane nogi, pomyślałem że może to jakieś chore dziecko, czy mutant. Dopiero gdy obejrzałem wywiad z Zoltanem Farkasem na temat jego tatuaży zobaczyłem, że to tak naprawdę jest dziecko w łonie matki. Stare zdjęcie z nieżyjącym już dzieckiem nadaje bardzo ciekawego nastawienia do albumu, aż chce się go po prostu kupić. Jedyne co mi się nie podoba tutaj, to tylko te napisy, nawet bez nich okładka wyglądała by co najmniej uroczo.


1. "I Scream Up To The Sky"
Intro do utworu (jednocześnie intro do albumu) pochodzi z 1960 roku, i zostało nagrane przez Janosa Faragó. Początkowo wydało mi się trochę durne, głównie za sprawą tego że facet śpiewa trochę jakby był pijany. Dopiero potem zaczyna się cała akcja. Rzucają mi się w słuch nisko nastrojone gitary, i ponury nastrój. W każdym razie zwrotka brzmi ciekawie, refren jest zdecydowanie jedną z lepszych części utworu. Jak dla mnie całkiem ciekawy kawałek, ma coś w sobie, nakręca na dłuższe przesłuchanie albumu. Polecam również zapoznać się z węgierską wersją utworu. Zoltan Farkas, wokalista grupy w "I Scream Up To The Sky" opisuje swoje rozczarowanie bogiem. Nie rozumie jak ktoś taki miłosierny mógł doprowadzić do śmierci jego syna. Wolałby gdyby to on został ukarany za jego grzechy, niż jego syn.

Ocena: 9/10

2. "You Leech"
"You Leech" jest już czymś nieco wolniejszym, aczkolwiek cięższym. Gdy nadchodzi zwrotka, zauważam że kawałek ma taki sam schemat jak większość utworów z albumu Ektomorf z 1998 roku. Zresztą, zwrotka jest zdecydowanie jedną ze słabszych stron tego utworu. Najlepiej słuchało mi się refrenu, chociaż szczerze powiem "You Leech" wydaje mi się już słabszy od poprzednika, przez co nie przyciągnęło mnie na długo. A właśnie, jeszcze jedną zaletą utworu wydaje mi się tekst, wyglądający naprawdę rasowo w swoim gatunku. Utwór jest skierowany do pewnego człowieka, którego Zoltan niegdyś darzył szacunkiem. Osoba do której kieruje się wokalista, okazała się fałszywa.

Ocena: 7/10

3. "Fire"
Ten utwór jest jednym z moich faworytów na tym albumie. Od początku można usłyszeć żywiołowy klimat inspirowany nieco Sepulturą z czasów Roots. Słyszymy bardzo dobry zbiór riffów, nie tylko w czasie zwrotki, ale i refrenu. Przez dłuższy czas słucha mi się go dobrze, wprawdzie nie ma tu zbyt wiele zwrotów akcji, z drugiej jednak strony przez cały czas słyszymy rasowe granie typowe dla późniejszych dokonań grupy. W utworze wokalista opisuje swoją wolę walki i siłę, którą nazywa "ogniem" (zresztą, kojarzący nam się ze zniszczeniem i mocą).

Ocena: 9/10

4. "I Miss You"
Kolejny utwór jest za razem jednym ze słabszych na płycie. Od razu od początku słyszymy riff który będzie się ciągnął przez większą część utworu. Riff nie jest aż taki zły, ale na wstępie mówię że został zagrany bardzo nieprofesjonalnie. Inną sprawą jest tekst, który w ogóle nie jest dopasowany do kompozycji. Nuda i beznadzieja to typowe cechy tego utworu. Jedynie w czasie refrenu i outra coś się dzieje, chociaż to i tak nie pomaga. Utwór jest o tęsknocie za kimś; tak czy siak nie jest wytłumaczone za kim główny bohater tęskni, jedyne co wiem że tekst jest ułożony w najprostszy możliwy sposób, a jego atmosfera jest raczej przynudzająca.

Ocena: 3/10

5. "An Les Devla"
Następny utwór od samego początku jest wyraźnie inspirowany... Kornem? Słychać to po charakterystycznej pracy basu, konsolach oraz po typowo nu metalowej zwrotce. Szczerze mówiąc po Ektomorfie nie spodziewałbym się tego. Pomimo tego utwór jest jednym z moich ulubionych na I Scream Up To The Sky. Podobała mi się tu głównie ta niespokojna, dziwnie znajoma atmosfera. I węgierski, który czasem w muzyce Ektomorfa znacznie lepiej brzmi niż angielski. Utwór nie ma żadnych zwrotów akcji, pomimo tego jest bardzo żywiołowy, i agresywny. Pomimo tego jest to zdecydowanie za mało na ocenę 10/10. Szczerze mówiąc nie potrafię powiedzieć o czym jest ten utwór, ale wiem że może chodzić o jakąś modlitwę, czy coś (poznałem po słowie "Devla", które oznacza starego boga Romungrów).

Ocena: 8,75/10

6. "I'm Free"
Od razu na początku słyszymy punkowe brzmienie w stylu utworu "I Miss You". Pomimo tego tutaj jeszcze nie jest aż tak źle, "I'm Free" jakimś cudem wciąga. Słyszymy przyjemny dla ucha riff, który od czasu do czasu nieco się zmienia. Nie ma tu zbyt wielu zwrotów akcji, a utwór trwa dwie minuty. Pomimo tego ten brak zwrotów akcji i długość utworu w niczym mi nie przeszkadza, możemy cieszyć się przyjemną dla ucha kompozycją (w czasie zwrotek, refrenu i outra). Jedyną wadą utworu jest zwrotka. Ma bardzo niedopasowany tekst do brzmienia, zupełnie jakby Zoltan pisał i nagrywał ten utwór na szybko. Co do samego tekstu "I'm Free" jest o pewnym człowieku, który poznał dziewczynę. Pomimo tego że był zakochany, nie zdecydował się na dalszy krok jak przyjaźń. Uznał że lepiej jest być wolnym, niżeli zranionym.

Ocena: 8,5/10

7. "A Hard Day's Night"
Nie zdążyłem włączyć utworu słyszę lekko punkową, wkurzającą muzyczkę. Od razu pierwsze pytanie. Co w tym utworze jest nie tak? Jest to cover... Beatles'ów, jest to idealny przepis na to by zepsuć nawet najciekawszy utwór. Niby nie słuchałem Beatles'ów, ale mniej więcej mam zarys tego, jak ich utwory wyglądają. Tutaj mamy rock przetransformowany na punk, z nisko nastrojoną gitarą, i agresywnym wokalem. Na pierwszy rzut oka może i nie jest źle; gdy słucham tego dalej czuję jednak że to się po prostu nie klei! Nisko nastrojona gitara i krzyk bardziej nadają się do muzyki metalowej, niżeli coveru Beatles'ów który powinien być raczej łagodny w brzmieniu. Gdyby ten cover nagrała Nirvana, może i by to przeszło. To jednak brzmi to w ogóle niepoważnie, i zabawnie. Posłuchajcie tylko tych konsoli po drugim refrenie. Co to właściwie ma być? Niee, po prostu słuchając tego mam wrażenie że to raczej zostało zrobione dla jaj... właściwie jakim cudem, przecież to jest album raczej o tematyce żałobnej! Jedyną ciekawą rzeczą w tym czymś jest outro, które jest całkiem niezłe. "A Hard Day's Night" jest o człowieku który zarabia by móc kupić swojej żonie/dziewczynie prezenty. Iście popowa tematyka, no nie?

Ocena: 1,25/10

8. "If I Weren't"
Po durnowatym "A Hard Day's Night" przyszedł czas na innego mojego faworyta. "If I Weren't" raczej nie przyprawia o uśmiech podczas słuchania całej kompozycji, to wyjaśnię potem na czym polega zajebistość tego utworu. Początkowo słyszymy zwykły, nie najgorszy riff, zwrotka w czasie której jest cisza... następnie cały schemat powtarza się jeszcze raz, i następuje długie outro które jak dla mnie jest najlepszym jakie grupa ma w swojej muzyce. Świetny riff, poważny klimat, i dobra praca perkusji. Jedyne co mi nie pasowało to tylko ta praca gitary rytmicznej, ktoś mógł to lepiej dopracować. Pomimo tego jest dobrze. Utwór jest o dwóch zaprzyjaźnionych osobach, między którymi zrodził się jakiś konflikt. Może to dotyczyć tego, co zdarzyło się naprawdę w życiu Zoltana. Dwie osoby się pokłóciły do tego stopnia, że nic tego konfliktu nie rozwiąże.

Ocena: 9/10

9. "Fajdalom Koennyei"
Na początku nie byłem w 100% pewny czy mam właściwą wersję "Fajdalom Koennyei". Zastanawiałem się głównie dlatego, że witała nas kompozycja w stylu reggae. Potem się przekonałem, że mam właściwą wersję. Boże, co to ma znaczyć?! To na pewno jest Ektomorf? Przez cały czas słyszymy kompozycję w stylu reggae która drażni uszy. Kompletnie nie pasuje do albumu, już bardziej wolałem "Moses" grupy Soulfly. Tam przynajmniej była dobra wersja koncertowa. A tu? Tutaj nie ma nic. Aby nie wystawiać oceny przedwcześnie, dla spójności posłuchałem sobie Boba Marley'a. I szczerze powiedziawszy Bob Marley brzmi dla mnie o wiele lepiej, a "Fajdalom Koennyei" nie przesłuchałem nawet do końca! Poza tym jest to uznane jako utwór instrumentalny.

Ocena: 0/10

10. "You Are"
Po lawinie szajsu w postaci "Fajdalom Koennyei" wreszcie przyszedł czas na normalne utwory. "You Are" jest akurat pierwszym jaki poznałem z tego albumu, spróbuję więc spojrzeć na niego pod pewnym dystansem, pomimo tego że go lubię. To co najlepsze w "You Are" to najprawdopodobniej riff, jeden z najciekawszych na tym albumie. Właściwie to cała kompozycja jest całkiem niezła. Utwór ma jeden, nie najgorszy zwrot akcji. W połowie utwór przyspiesza (najprawdopodobniej jest to refren), słyszymy przy okazji słowa po węgiersku. Największą wadą utworu jest sam tekst, cała reszta wypada dobrze. Utwór "You Are" jest kierowany do nienarodzonego syna Zoltana. Początkowo nie wiedziałem o co chodzi, dopóki nie przeczytałem "You are the one who lies in the dirt", oraz słów po węgiersku w refrenie ("Jesteś osobą która cierpi, ty nie żyjesz, zawsze będę z tobą".

Ocena: 8,5/10

11. "Scum"
Przyszedł czas na nieco szybszy kawałek. Gwałtowny początek, który wydaje się być czymś pomiędzy "You Are", a obecnym utworem. Tak samo jak w poprzedniku, kompozycja jest bardzo dobra. Tym razem jednak i tekst mnie nie zawodzi, w porównaniu do poprzedników jest znacznie lepiej połączony z kompozycją. Ogólnie mówiąc utwór jest całkiem niezły, chociaż poziomem dorównuje raczej "You Are", niżeli "If I Weren't", czy "I Scream Up To The Sky". "Scum" ma również bardzo ciekawe, aczkolwiek krótkie outro. To co najbardziej mnie zirytowało to końcowe słowa: "You're fucking scuuuuuuuuum!", które nie wiem jakim cudem się tutaj znalazły. Tak samo jak w przypadku "You Leech", "Scum" jest kierowany do pewnej fałszywej osoby, która niegdyś była komuś bliska.

Ocena: 8,5/10

12. "Serial Men"
Od razu na początku utworu, wita nas całkiem ciekawe intro, jedno z lepszych na albumie. Właściwie to i tak I Scream Up To The Sky nie ma zbyt wiele tych inter. Słyszymy bardzo dobrą, żywiołową i agresywną kompozycję, nieco wzbogaconą kilkoma zwrotami akcji. Następnie jest zwrotka oddzielona krótką przerwą. Następne jest outro, dosyć nudne... i "Serial Men" się kończy. Nie jest to idealny kawałek, aczkolwiek lubię go za to intro. Utwór jest skierowany do ludzi, którzy oceniają innych po pozorach.

Ocena: 7,75/10

12. "Blood In Blood"
Utwór jest bonusem. Pomimo tego, jest to za razem jeden z lepszych i dłuższych utworów na płycie (tak naprawdę trwa 5 i pół minuty). Po wstępie słyszymy nawet dobrą zwrotkę, brzmiącą dobrze tekstowo, i kompozycyjnie. Podobnie jest z refrenem, który jest dosyć krótki (składa się jedynie ze słów "Rise! Blood in blood!". Kompozycja kojarzy się nieco z utworem "You Leech". Kawałek ma dokładnie to samo tempo, chociaż ma więcej zwrotów akcji, i jest nieporównywalnie bardziej wciągający. Pamiętam że kiedyś dosyć długo go męczyłem. "Blood In Blood" ma najdłuższe outro na całym albumie, rozpoczyna się mianowicie od 3-ciej minuty. Również głos Prioski Faragó jest bardzo dobrze dopasowany do tego outra. "Blood In Blood" jest skierowany do wszystkich romungrów, którzy czują się upokorzeni w dzisiejszym świecie. Utwór ma tych ludzi pocieszyć, by wiedzieli że w cierpieniu nie są sami.

Ocena: 8,75/10

13. "Oly Korban Eltem"
Jest to drugi bonus, tym razem ukryty w utworze "Blood In Blood". Tak samo jak poprzednik, przypomina nieco "You Leech" (również z kompozycji). Tak samo jak wcześniej wspomniany utwór, "Oly Korban Eltem" kojarzy mi się nieco z albumem Ektomorf z 1998 roku. Jest od niego jednak trochę szybszy. Jak sama nazwa wskazuje, "Oly Korban Eltem" jest wykonany w języku węgierskim. Pomiędzy zwrotkami słyszymy bardzo dobry, nastrojowy riff, dobrą zwrotkę, którą wspólnie zaśpiewali Zoltan i Csaba Farkasowie (Csaba był basistą Ektomorfa w latach 1993-2008). Brat wokalisty wypadł tutaj naprawdę dobrze, dodał niezbędnej agresji do tego utworu. Kawałek ma kilka zwrotów akcji, jednak niewiele one wnoszą do utworu. Nic więcej tutaj nie trzeba. Kolejną ciekawą rzeczą w utworze jest outro. Tak naprawdę to nie wiem o czym jest ten utwór. Występują tam takie frazy jak "ludobójstwo", "poronienie", "niewypowiedziane słowa", "okropne rzeczy"... "Oly Korban Eltem" może być o definicji ludzkiej zazdrości ciągnącej się przez wieki.

Ocena: 8,75/10

I Scream Up To The Sky jest średnim albumem. Co najdziwniejsze, jest gorszy stylistycznie od poprzednika Kalyi Jag. Album był niespójny w brzmieniu. Liczyłem przede wszystkim na to, że krążek będzie utrzymany przede wszystkim w stylistyce żałobnej, że każdy utwór będzie poważny, i zazwyczaj będzie mowa o miłości lub dziecku. Owszem, taka tematyka dominowała. Znalazły się na albumie jednak utwory które były albo beznadziejne, albo takie o których jak najszybciej chciałbym zapomnieć ("I Miss You", "A Hard Day's Night", "Fajdalom Koennyei"). Gdyby nie te utwory, z pewnością I Scream Up To The Sky byłby równie dobry jak Kalyi Jag; teksty były na niskim poziomie, kompozycje z kolei prezentowały się bardzo dobrze. Muzyka niezbyt idealna, ale album ma coś w sobie co sprawia, że chce się go słuchać. Tu mówię przede wszystkim o utworach, które grupie się udały.

Okładka: 9,5/10
Teksty: 4,25/10
Kompozycje: 8/10

Ogólna ocena: 7,5/10

Zalety:
- Okładka
- Dobre, żywiołowe kompozycje
- Przygnębiająca atmosfera
- Bardzo dobre bonusy
- Różnorodność

Wady:
- Na albumie było kilka nudniejszych utworów
- Brak spójności tekstów z kompozycjami
- Słabe teksty


(Nowa) Sepultura - Against


Against jest pierwszym albumem nowej Sepultury. Został wydany 6 października 1998 roku nakładem Roadrunner Records. Jak już mówiłem w czasie recenzji pierwszego albumu Soulfly, na późniejszą twórczość grupy wpłynęła śmierć Dany Wellsa, pasierba byłego wokalisty Sepultury, Maxa Cavalery. Po odejściu wokalisty, Andreas i spółka postanowili poszukać następcy. Sprawdzali wiele osób na castingach, jednak najlepszy okazał się były frontman grupy Outface, Derrick Green. Co najdziwniejsze, nie wybrano go poprzez casting; Derrick Green wiedząc że grupa potrzebuje wokalisty, skontaktował się z Igorem. Perkusista zaproponował mu, by nagrał wokal do ich nowego utworu, "Choke". Grupa była tak zadowolona z efektu, że natychmiast pojechała do USA i nagrała album z nowym wokalistą. Od tamtej pory "zgranym duetem" mieli być brat byłego wokalisty, Igor Cavalera i Andreas Kisser. Album zyskał 82 miejsce w rankingu Billboard 200, oraz pochlebne oceny. Album nie był tak popularny jak poprzednie dzieła Sepultury.

Okładka wygląda całkiem nieźle, najprawdopodobniej została stworzona z trzech segmentów: pomarańczowego tła, i dwóch brązowych posążków które wyglądają jakby zostały zrobione z czekolady. W porównaniu do poprzednich dzieł grupy, okładka wygląda brzydko. Gdyby jednak zestawić to z nieco późniejszymi dziełami, można uznać że wypada dobrze.

ALBUM DO PRZESŁUCHANIA

1. "Against"
Na początku jest dosyć niepozornie; nie spodziewamy się jeszcze co może się wydarzyć za chwilę. Słyszymy po prostu intro w stylu Roots (co chwilowe walenie w plemienny bęben). Następnie słyszymy solowy pokaz Igora, który pokazuje nam że rozstanie z bratem nie zaszkodziło mu. Co innego dla Andreasa... aby odciąć się kompletnie od dawnych zwyczajów, postanowił że zagra hardcore'owo - punkową kompozycję. Szybka młóćka mająca nas zachęcić do dalszego kontaktu z albumem. Owszem, nie jest to złe - utwór został napisany przez Igora Cavalerę i Andreasa Kissera. Po chwili wkracza nowy wokalista, który próbuje pokazać się od najlepszej strony. Tak... próbuje. Ale nie udaje mu się. Jego wokal w czasie zwrotki cholernie mnie irytuje. Przypomina trochę Johna Tardy'ego, jednak co jak co, ale Derrick jest znacznie bardziej wkurwiający. Co do samego utworu, wyraźnie czuć że jest on bardzo pusty, wypruty ze wszystkiego z czym kojarzyła się Sepultura. Całe szczęście ten utwór jest krótki, przez co nie musimy długo się męczyć. "Against" jest o pewnym człowieku, który pomimo porażki nigdy się nie poddaje, i dąży do celu.

Ocena: 5,25/10

2. "Choke"
Intro do utworu "Choke" przypomina mi nieco kompozycje w stylu Roots, zmieszaną lekko z Roorbackiem. Właściwie to to jest nawet dziwne, bo tak naprawdę Roorback jest strasznie zepsuty, i nie ma w nim nic ciekawego, lub co dałoby się zapamiętać. No nic, wracając do "Choke", wydaje mi się że szykuje się całkiem dobry utwór. Dobre, budujące napięcie intro, potem dobry wstęp przed zwrotką, cały czas pogrywa nam bardzo dobry riff, typowy dla Andreasa Kissera. Następnie nadchodzi zwrotka; dobrze zbudowana, jednak zepsuta wokalem Derricka. Jedynie dobrze zaśpiewał refren. Szczerze mówiąc nawet nie dziwi mnie dlaczego ten utwór w porównaniu do poprzednika jest całkiem niezły. W czasie gdy Max Cavalera odchodził, "Choke" było jeszcze w fazie pisania (zresztą, tak samo jak "Tribe" Soulfly). W utworze wypowiada się pewna anonimowa osoba, która najprawdopodobniej jest w fazie mordowania chciwego dyktatora.

Ocena: 8/10

3. "Rumors"
Od razu na początku zaczyna nam grać wstęp do zwrotki. Brzmi całkiem nieźle, bardzo w stylu Dante XXI. Niedługo potem rozpoczyna się zwrotka, którą wbrew pozorom Derrick zaśpiewał nie najgorzej. Ogólnie utwór mnie nie wkurza, mam wrażenie jakbym słuchał starego dobrego Nation, które co jak co, ale takie złe nie było. Tam główną wadą był wokal, czasem zdarzał się niedosyt. Tutaj grupa wydaje się z tym zrywać -utwór jest dobrze zbudowany, niczego mu nie brakuje - tu i ówdzie zdarzą się jakieś zwroty akcji, Derrick zaśpiewał to całkiem nieźle. Problemem może być jednak to, że utworu nie da się słuchać przez cały czas, po kilkunastu odsłuchaniach może się znudzić (typowe dla nowej Sepultury do czasu Mediatora). Utwór jest o plotkach, i ich zgubnych skutkach.

Ocena: 8,25/10

4. "Old Earth"
Od razu na początku słyszymy typowe dla ówczesnej Sepultury intro - mieszanina intra "Attitude" i Straighate" z albumu Roots (bardzo typowe). Czy mi się zdaje, czy to intro próbuje budować napięcie? W nowej Sepulturze długie intra słyszę dosyć często, poza tym - to (zresztą tak jak wiele innych) jest nudne, i nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Potem zaczyna się cała akcja - dobry, żywy riff i dobra praca perkusji. Słysząc wokal Derricka w zwrotce, wydaje mi się że wokalista nieźle się wpasował w ten "niespokojny" klimat. Potem następuje krótki refren, który jest słaby (przy okazji psuje całe dobre wrażenie). Po jakimś czasie kawałek zaczynał mi się nudzić - "Old Earth" opiera się głównie na długim intrze, zwrotce, refrenie, zwrotce, znów refrenie i outrze - bez żadnych ciekawszych momentów. To co mi się głównie spodobało to riff, który był całkiem niezły. Utwór jest o plemionach, których kultura sięga pradawnych czasów. Próbują one pielęgnować swoją tradycję, spotykają się jednak z brakiem akceptacji.

Ocena: 6/10

5. "Floaters In Mud"
Tak samo jak w przypadku poprzedniego utworu, słyszymy intro w postaci plemiennej muzyki. I tak do dwudziestej sekundy, kiedy to wkracza do akcji bas (po chwili dochodzi jeszcze gitara). Od tego momentu robi się coraz lepiej, ogólnie jestem ciekaw co będzie dalej. Niedługo potem słyszymy zwrotkę, która wbrew pozorom została nieźle zaśpiewana. Gorsze jednak jest to, że fani słyszeli coś podobnego 2 lata wcześniej, w utworze "Breed Apart"; to zupełnie jakby chłopaki z tej grupy usilnie odnowili stary, dobry utwór. Inną sprawą jest riff żywcem wzięty z "Dead Embryonic Cells" w połowie drugiej minuty (co oni, myśleli że nikt się nie skapnie?). Pomimo tych wad, jest w miarę dobrze - mnóstwo zwrotów akcji, całkiem niezła kompozycja, i przede wszystkim perkusja. Utwór jest o ludzkości będącej w hierarchiach, która walczy ze sobą o pozycję.

Ocena: 7,75/10

6. "Boycott"
Utwór od razu rozpoczyna się zwrotką. W czasie niej słyszymy riff w stylu Nation. Niedługo potem zaczynamy słyszeć refren w stylu Chaos A.D. Ogólnie mówiąc nie wiem co się dzieje, wszystko dzieje się szybko; to słyszymy riffy z Roots, to z Chaos A.D., to jeszcze z Nation... poza tym, nie ma chwili wytchnienia. Można było to upchnąć nieco sprawniej, a tak to mamy przede wszystkim chaos - nawet nie mamy ciekawszych momentów przy których można było się zatrzymać... jedynym pocieszeniem może być wokal Andreasa Kissera w kilku momentach, który tak naprawdę brzmi znacznie lepiej niż Derrick Green. Owszem, to nie Cavalera, ale nie musiał nam odbierać resztek starej Sepultury zatrudniając Derricka. Utwór jest o pewnym kraju w stanie wojny domowej, oraz o ludzkości za granicą, która nie interesuje się tym wszystkim. Wyraźnie jest to podkreślone słowami "What Do I Care?".

Ocena: 7/10

7. "Tribus"
Już po tytule domyśliłem się o co chodzi - utwór zagrany w stylu plemiennym. Od samego początku brzmi to całkiem nieźle - słyszymy bębny oraz gitarę w tle. Dopiero po pewnym czasie domyśliłem się że jest to utwór instrumentalny; brzmi to naprawdę ciekawie, zmiksowane Roots, Chaos A.D. i Nation, czyli mieszanka bardzo stabilna. Jedynym mankamentem jest to, że utwór jest trochę przykrótki (1:47).

Ocena: 8,25/10

8. "Common Bonds"
Zaczyna się "Common Bonds", i po raz kolejny mam skojarzenia z Roots, Chaos A.D. i Nation. Jak już mówiłem w trakcie poprzedniego utworu, jest to dobra mieszanka. Kompozycja jest całkiem niezła, przyjemnie się tego słucha. Mamy zbiór dobrych riffów, oraz dobrą perkusję; wszyscy dają z siebie wszystko. Nie brakuje jednak temu wad. Słabe zwrotki i refren - wszystko zepsute przez Derricka. Wprawdzie widać że Derrick się stara, chociaż i tak mu to nie wychodzi. Z nim wiele utworów brzmi komicznie, zresztą - tak jak ten. Utwór jest o złączeniu się pewnej grupy ludzi, w celu walki ze wspólnym wrogiem.

Ocena: 7,75/10

9. "F.O.E."
Na początku słyszymy ciche piski, następnie dochodzi właściwa kompozycja - Igor na perkusji stara się zagrać zgrabnie; następnie słyszymy jak dochodzi Andreas z Paulo. Niedługo potem domyśliłem się, że "F.O.E." jest utworem instrumentalnym, możliwe że to coś w stylu "Tribusa". Kawałek stara się budować napięcie, jednak nie jest to tak skuteczne i dobre jak było to w "Tribus". "F.O.E." jest ogólnie nudnym, zbędnym zapychaczem - zapewne pierwszym tego typu w nowej Sepulturze. Prawdopodobnie dziadek tego, co mieliśmy okazję usłyszeć. Niedługo potem dowiaduję się, że "F.O.E." jest intrem do następnego utworu. Nawet pomimo tego że jest to intro, to i tak szczerze mówiąc słyszałem znacznie lepsze.

10. "Reza"
Tak naprawdę nie rozumiem, nie lepiej byłoby intro połączyć z utworem właściwym? Zwłaszcza że "Reza" trwa nieco ponad dwie minuty. Utwór został zagrany wspólnie z Joao Gordo z grupy Ratos De Porao. Dosyć szybko zaczyna się właściwa akcja utworu. Gdy przez cały czas myślę że znów usłyszę bałamucenie Derricka, zostaję miło zaskoczony - cały utwór został zaśpiewany wspólnie przez Andreasa Kissera i Joao Gordo. Sama kompozycja "Rezy" jest bardzo dobra - iście brazylijski styl, mnóstwo zwrotów akcji... no lepiej być nie może. Po usłyszeniu zwrotki można zwątpić w Joao - wówczas wokalista brzmi jak wściekły buldog z ADHD niekarmiony od tygodnia. W czasie drugiej zwrotki słyszymy kogoś kto brzmi jak nasz kochany Mitch Harris z Napalm Death! Najstarsi bywalcy zapewne wiedzą jak go skrytykowałem w konfrontacji Savages vs Mediator. Co najdziwniejsze, nie został on wymieniony wśród twórców "Rezy". Warto posłuchać, nawet pomimo tego że wokal w zwrotkach jest skopany. "Reza" jest o brazylijskiej policji, która zabija ludzi bojkotujących władzę.

Ocena: 8,75/10 (wraz z intrem)

11. "Unconscious"
Utwór jest jednym z pierwszych które usłyszałem z Sepultury. Jest to również pierwszy utwór z Derrickiem, jaki usłyszałem. Kiedyś można było go usłyszeć co jakiś czas na open.fm. Początkowo myślałem że ktoś pomylił wykonawców (wokalista nie ten, a okładka wyraźnie wskazywała album Roots). Dopiero gdy usłyszałem album Nation, dowiedziałem się że wykonawca się zgadza... mniej więcej (brakowało Cavalery). Utwór rozpoczyna się klimatycznym waleniem w bębny, i gitarą. Niedługo potem zaczyna się wstęp do zwrotki, który brzmi całkiem nieźle - o dziwo, tym razem Andreas brzmi lepiej niż Igor. W czasie zwrotki jest to czego się spodziewałem, mianowicie Derrick brzmi najgorzej spośród wszystkich. O dziwo, jest lepiej niż na Roorbacku, czy chociażby A-Lex. Pomimo tego utwór jest niezły - może i jest to gratka dla kogoś kto słucha nowej Sepultury, ja pamiętam że przesłuchałem go kilka razy, następnie mi się znudził. Utwór jest o człowieku, który najprawdopodobniej żałuje słów jakie kiedyś wypowiedział. Może chodzić o dyktatora, który został schwytany, i w czasie pobytu w więzieniu zastanawia się, czy nie przesadził.

Ocena: 8/10

12. "Kamaitachi"
Od razu na początku słyszymy plemienne walenie w bębny przez grupę Kodo. Niedługo po intrze dochodzi jeszcze gitara. W każdym razie z Andreasem Kisserem i Paulo na gitarach tworzą całkiem ciekawy skład. Co najdziwniejsze, "Kamaitachi" jest utworem instrumentalnym. A widziałem, że było kilka momentów w które można byłoby wstawić wokal. Nie wiem, albo ktoś zapomniał dodać do utworu wokal, albo to działanie było celowe. Tak czy siak, Derricka tutaj nie uświadczymy. Andreas dał nam odpocząć na chwilę. Pomimo tego utwór jest nudny, widocznie czegoś mu brakuje - nie potrafiłem się w to zagłębić, co jakiś czas przewijałem, jednak w pewnym momencie zostawiłem, i myślę "niech se leci dalej.

Ocena: 5,5/10

13. "Drowned Out"
Utwór rozpoczyna się od chaotycznego napierdalania. Słyszymy dziwnie brzmiący riff, śmiesznie brzmiący wokal Derricka (imitujący agresję?) i bezsensowne walenie w perkusję. Utwór z brzmienia przypomina nieco "Rezę", w szczególności w refrenie. I tak naprawdę jest to jedyny dobry moment. Wprawdzie przesłuchuję do końca, bez przewijania, ale widać że czegoś tutaj brakuje. Nie ma tutaj żadnych zwrotów akcji, kompozycja jest po prostu nudna. Można się przy tym zatrzymać na najwyżej 3 przesłuchania, dalej gwarantuję omijanie szerokim łukiem. Jeżeli warto by było to przesłuchać, to tylko dla dobrego refrenu i wokalu Andreasa Kissera. Utwór jest o osobie, która ma wrażenie, że wszyscy chcą jej przeszkodzić w spełnianiu marzeń.

Ocena: 6/10

14. "Hatred Aside"
Uwaga uwaga, utwór został zagrany z Jasonem Newstedem z Metalliki. Chociaż właściwie z czego tu się cieszyć, połowa i końcówka lat 90-tych były dla Metalliki wyjątkowo kiepskie. Utwór rozpoczyna się żywiołowym riffem, i perkusją jak w utworze "Against". Następnie słyszymy zwrotkę w czasie której słyszymy wciąż, bez przerwy słyszymy ten sam riff. Co gorsza, utwór ma pięć minut; mam wrażenie że "Hatred Aside" będzie wyjątkowo nieudany. W porównaniu do poprzednich utworów bardzo się wyróżnia, jest zagrany bardziej w amerykańskim stylu. Można więc powiedzieć, że w tamtym czasie już grupa myślała o Roorbacku, i całkowitym odcięciu się od Cavalery. Co najdziwniejsze, jakoś się trzymam, zapewne z powodu dobrej perkusji, i paru ciekawych zwrotów akcji. Brzmienie zmienia się trochę w czasie refrenu, jednak nie na długo, dalej jest tak samo. Oddycham z ulgą, gdy słyszę outro w drugiej minucie. Utwór jest o człowieku, który pragnie się zmotywować, by móc działać.

Ocena: 5/10

15. "T3rcermillenium"
Utwór rozpoczyna się brzdąkaniem na gitarze. Mam wrażenie że będzie to jakiś utwór instrumentalny. Słucham tego, i słucham... ale nic się tu nie dzieje. W porównaniu do mojego kolegi z bloga staram się w miarę poświęcać czas na utwory instrumentalne, ale tutaj po prostu nie da się. Utwór cały czas brzmi tak samo, nie ma tutaj żadnych zwrotów akcji. Kojarzy mi się nieco z outrem do utworu "Fall Of The Sycophants" Soulfly. Tamto jednak było krótsze, przez co nie byłem zmęczony. Nie wiem jakim cudem się to tutaj znalazło. To jest po prostu nudny, zbędny zapychacz.

Ocena: 2/10

16. "Gene Machine (Don't Bother Me)"
Utwór jest coverem grupy Bad Brains. Tak samo jak "Reza", jest moim faworytem, głównie za sprawą żywiołowości i fajnych zwrotów akcji. Zwrotka może i nie jest idealna, ale dobrze chociaż że nie jest zła. Jedną z ciekawszych rzeczy jest refren. Początkowo nie wiedziałem skąd ja go znam, dopóki nie przypomniałem sobie ostatniego koncertu Sepultury z Maxem Cavalerą w Brixton Academy. Grupa w czasie wykonywania utworu "Policia" nagle zaczęła grać ten kawałek, chociaż tam brzmiał jakby lepiej. Tutaj jednak też nie jest źle, cover jest dobry, Derrick nie wkurza swoim wokalem; ba, wypadł całkiem dobrze. "Gene Machine/Don't Bother Me" bez outra trwa dwie minuty. "Gene Machine (Don't Bother Me)" jest o ludzkości, która stawia ponad dobro innych swoje potrzeby seksualne.

Ocena: 8,5/10

17. "Prenuncio"
W intrze po raz kolejny słychać, że grupa już zaczyna myśleć o Nation - te powolne, ponure brzmienie jak w "Politricks"... Następnie zaczyna się zwrotka, która nieco przypomina utwór "Mine" z wersji bonusowej Roots. Z tą różnicą, że zamiast tajemniczego szeptu Maxa, słyszymy Coffin Joe'go, który drze mordę jak dziadek z filmiku "Idę albo nie idę!". Dopiero potem zauważam, że zwrotka brzmi bardziej jak utwory z płyty Lulu Metalliki i Lou Reed'a. Słyszycie tą kompozycję, i "mowę"? Tak, trochę jak "The View". Próbuję się w to zagłębić. Zamiast tego ziewam przed monitorem, i przewijam kawałek co kilka sekund w nadziei że znajdę jakiś ciekawy moment. Lulu kropka w kropkę, gówno którego nie wytrzymałby nawet mój dziadek który swoim Tico jeździ poza terenem zabudowanym 40 km/h.

Ocena: 0/10

Tak samo jak wcześniej omówiony album, Against jest średni. Jak na nową Sepulturę brzmienie grupy o dziwo było dobre. Muzyka trzymała jakikolwiek poziom, nie była jeszcze skażona Roorbackiem. Przeczuwam że grupa wciąż żyła sukcesem albumu Roots, stąd to pewnego rodzaju podobieństwo. Ba, ten album to Roots w uboższej wersji - podobne kompozycje, praca perkusji i styl. Inną sprawą jest wokal Derricka, niestety nie sprawdził się. Dziwię się że fani nowej Sepultury nie mają do niej pretensji by zmienić nazwę, dla mnie to brzmiało bardziej jak inna grupa. Jak już mówiłem, mnóstwo podobnych kawałków do Roots... ale poziom nie ten! Max Cavalera na swoim pierwszym albumie zrobił album który znacznie bardziej przypominał Roots, bez użycia tej trójki z którą współpracował wcześniej. Nowa Sepultura miała lepsze instrumentarium od Soulfly, i na tym ich przewaga się kończy. Co z tego że na albumie zagościły takie osobistości jak Jason Newsted, czy Joao Gordo. Max zadziałał lepiej.

Okładka: 7/10
Teksty: 8,25/10
Kompozycje: 6,5/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Zalety:
- Żywiołowość
- Różnorodność
- Pierwszoligowi goście
- Dobre instrumentarium

Wady:

- Słaby debiut Derricka Greena
- Znaczne obniżenie poziomu
- Słabe kompozycje
- Kiepskie utwory instrumentalne (nie licząc "Tribus")
- Pustka rzucająca się w słuch

2 komentarze:

  1. Nie ogarniam czego porównujesz "Against" do "Nation" i innych późniejszych albumów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony wielu krytyków stosuje podobny zabieg - stosuje się porównania między dwoma albumami danej grupy, nie jest to zabronione. Poniekąd masz jednak rację, za dużo gadałem o pozostałych albumach omawiając utwory. Obecnie bym tak nie zrobił, najprawdopodobniej wyłapałbym podobieństwa do pozostałych albumów i o tym powiedział w jednym zdaniu lub dwóch. Pozdrawiam!

      Usuń

Obserwuj nas!