Wyszukaj

30 sierpnia 2014

Konfrontacja: Ektomorf - I Scream Up To The Sky (Felüvöltök Az Egbe) vs (Nowa) Sepultura - Against


Witam w kolejnej konfrontacji! Jest to już druga konfrontacja Ektomorf vs Nowa Sepultura. Pewnie zastanawiacie się dlaczego to druga konfrontacja tego typu? Według mnie po odejściu Maxa Cavalery z Sepultury, jej poziom bardzo spadł, przez co tak jak dawniej nie może konkurować z Death, czy Sodom. Tak jak pokazałem w pierwszej konfrontacji tego typu, nawet Europejski odpowiednik Soulfly daje radę dominować nad Andreasem Kisserem. Przed wami: Ektomorf - I Scream Up To The Sky vs (Nowa) Sepultura - Against.


Ektomorf - I Scream Up To The Sky


I Scream Up To The Sky (znany również jako Felüvöltök Az Egbe) został wydany na początku 2002 roku nakładem Nuclear Blast. W tym roku Zoltan postanowił opowiedzieć Romungrom nieco swojej historii (jak można było się domyśleć, głównie ta grupa społeczna z Węgier słuchała Ektomorfa). Aby dowiedzieć się nieco o tym albumie, postanowiłem zajrzeć nieco głębiej do Googli. To czego się dowiedziałem zaskoczyło mnie. Obejrzałem wywiad z Zoltanem Farkasem, jak opisywał znaczenie tatuaży. Mianowicie tytuł, i niektóre nazwy utworów nawiązują do śmierci nienarodzonego syna Zoltana gdzieś koło 1998 roku (stąd również niespokojny nastrój drugiego albumu grupy). Album jest jednym z mniej znanych krążków grupy, pomimo tego (o dziwo) zyskał znacznie większą popularność od What Doesn't Kill Me.

Początkowo nie miałem pojęcia co przedstawia ta okładka. Myślałem że może to anioł w ciemnym lesie, może jakiś trup na niebie. Gdy zobaczyłem wyraźnie zarysowane nogi, pomyślałem że może to jakieś chore dziecko, czy mutant. Dopiero gdy obejrzałem wywiad z Zoltanem Farkasem na temat jego tatuaży zobaczyłem, że to tak naprawdę jest dziecko w łonie matki. Stare zdjęcie z nieżyjącym już dzieckiem nadaje bardzo ciekawego nastawienia do albumu, aż chce się go po prostu kupić. Jedyne co mi się nie podoba tutaj, to tylko te napisy, nawet bez nich okładka wyglądała by co najmniej uroczo.


1. "I Scream Up To The Sky"
Intro do utworu (jednocześnie intro do albumu) pochodzi z 1960 roku, i zostało nagrane przez Janosa Faragó. Początkowo wydało mi się trochę durne, głównie za sprawą tego że facet śpiewa trochę jakby był pijany. Dopiero potem zaczyna się cała akcja. Rzucają mi się w słuch nisko nastrojone gitary, i ponury nastrój. W każdym razie zwrotka brzmi ciekawie, refren jest zdecydowanie jedną z lepszych części utworu. Jak dla mnie całkiem ciekawy kawałek, ma coś w sobie, nakręca na dłuższe przesłuchanie albumu. Polecam również zapoznać się z węgierską wersją utworu. Zoltan Farkas, wokalista grupy w "I Scream Up To The Sky" opisuje swoje rozczarowanie bogiem. Nie rozumie jak ktoś taki miłosierny mógł doprowadzić do śmierci jego syna. Wolałby gdyby to on został ukarany za jego grzechy, niż jego syn.

Ocena: 9/10

2. "You Leech"
"You Leech" jest już czymś nieco wolniejszym, aczkolwiek cięższym. Gdy nadchodzi zwrotka, zauważam że kawałek ma taki sam schemat jak większość utworów z albumu Ektomorf z 1998 roku. Zresztą, zwrotka jest zdecydowanie jedną ze słabszych stron tego utworu. Najlepiej słuchało mi się refrenu, chociaż szczerze powiem "You Leech" wydaje mi się już słabszy od poprzednika, przez co nie przyciągnęło mnie na długo. A właśnie, jeszcze jedną zaletą utworu wydaje mi się tekst, wyglądający naprawdę rasowo w swoim gatunku. Utwór jest skierowany do pewnego człowieka, którego Zoltan niegdyś darzył szacunkiem. Osoba do której kieruje się wokalista, okazała się fałszywa.

Ocena: 7/10

3. "Fire"
Ten utwór jest jednym z moich faworytów na tym albumie. Od początku można usłyszeć żywiołowy klimat inspirowany nieco Sepulturą z czasów Roots. Słyszymy bardzo dobry zbiór riffów, nie tylko w czasie zwrotki, ale i refrenu. Przez dłuższy czas słucha mi się go dobrze, wprawdzie nie ma tu zbyt wiele zwrotów akcji, z drugiej jednak strony przez cały czas słyszymy rasowe granie typowe dla późniejszych dokonań grupy. W utworze wokalista opisuje swoją wolę walki i siłę, którą nazywa "ogniem" (zresztą, kojarzący nam się ze zniszczeniem i mocą).

Ocena: 9/10

4. "I Miss You"
Kolejny utwór jest za razem jednym ze słabszych na płycie. Od razu od początku słyszymy riff który będzie się ciągnął przez większą część utworu. Riff nie jest aż taki zły, ale na wstępie mówię że został zagrany bardzo nieprofesjonalnie. Inną sprawą jest tekst, który w ogóle nie jest dopasowany do kompozycji. Nuda i beznadzieja to typowe cechy tego utworu. Jedynie w czasie refrenu i outra coś się dzieje, chociaż to i tak nie pomaga. Utwór jest o tęsknocie za kimś; tak czy siak nie jest wytłumaczone za kim główny bohater tęskni, jedyne co wiem że tekst jest ułożony w najprostszy możliwy sposób, a jego atmosfera jest raczej przynudzająca.

Ocena: 3/10

5. "An Les Devla"
Następny utwór od samego początku jest wyraźnie inspirowany... Kornem? Słychać to po charakterystycznej pracy basu, konsolach oraz po typowo nu metalowej zwrotce. Szczerze mówiąc po Ektomorfie nie spodziewałbym się tego. Pomimo tego utwór jest jednym z moich ulubionych na I Scream Up To The Sky. Podobała mi się tu głównie ta niespokojna, dziwnie znajoma atmosfera. I węgierski, który czasem w muzyce Ektomorfa znacznie lepiej brzmi niż angielski. Utwór nie ma żadnych zwrotów akcji, pomimo tego jest bardzo żywiołowy, i agresywny. Pomimo tego jest to zdecydowanie za mało na ocenę 10/10. Szczerze mówiąc nie potrafię powiedzieć o czym jest ten utwór, ale wiem że może chodzić o jakąś modlitwę, czy coś (poznałem po słowie "Devla", które oznacza starego boga Romungrów).

Ocena: 8,75/10

6. "I'm Free"
Od razu na początku słyszymy punkowe brzmienie w stylu utworu "I Miss You". Pomimo tego tutaj jeszcze nie jest aż tak źle, "I'm Free" jakimś cudem wciąga. Słyszymy przyjemny dla ucha riff, który od czasu do czasu nieco się zmienia. Nie ma tu zbyt wielu zwrotów akcji, a utwór trwa dwie minuty. Pomimo tego ten brak zwrotów akcji i długość utworu w niczym mi nie przeszkadza, możemy cieszyć się przyjemną dla ucha kompozycją (w czasie zwrotek, refrenu i outra). Jedyną wadą utworu jest zwrotka. Ma bardzo niedopasowany tekst do brzmienia, zupełnie jakby Zoltan pisał i nagrywał ten utwór na szybko. Co do samego tekstu "I'm Free" jest o pewnym człowieku, który poznał dziewczynę. Pomimo tego że był zakochany, nie zdecydował się na dalszy krok jak przyjaźń. Uznał że lepiej jest być wolnym, niżeli zranionym.

Ocena: 8,5/10

7. "A Hard Day's Night"
Nie zdążyłem włączyć utworu słyszę lekko punkową, wkurzającą muzyczkę. Od razu pierwsze pytanie. Co w tym utworze jest nie tak? Jest to cover... Beatles'ów, jest to idealny przepis na to by zepsuć nawet najciekawszy utwór. Niby nie słuchałem Beatles'ów, ale mniej więcej mam zarys tego, jak ich utwory wyglądają. Tutaj mamy rock przetransformowany na punk, z nisko nastrojoną gitarą, i agresywnym wokalem. Na pierwszy rzut oka może i nie jest źle; gdy słucham tego dalej czuję jednak że to się po prostu nie klei! Nisko nastrojona gitara i krzyk bardziej nadają się do muzyki metalowej, niżeli coveru Beatles'ów który powinien być raczej łagodny w brzmieniu. Gdyby ten cover nagrała Nirvana, może i by to przeszło. To jednak brzmi to w ogóle niepoważnie, i zabawnie. Posłuchajcie tylko tych konsoli po drugim refrenie. Co to właściwie ma być? Niee, po prostu słuchając tego mam wrażenie że to raczej zostało zrobione dla jaj... właściwie jakim cudem, przecież to jest album raczej o tematyce żałobnej! Jedyną ciekawą rzeczą w tym czymś jest outro, które jest całkiem niezłe. "A Hard Day's Night" jest o człowieku który zarabia by móc kupić swojej żonie/dziewczynie prezenty. Iście popowa tematyka, no nie?

Ocena: 1,25/10

8. "If I Weren't"
Po durnowatym "A Hard Day's Night" przyszedł czas na innego mojego faworyta. "If I Weren't" raczej nie przyprawia o uśmiech podczas słuchania całej kompozycji, to wyjaśnię potem na czym polega zajebistość tego utworu. Początkowo słyszymy zwykły, nie najgorszy riff, zwrotka w czasie której jest cisza... następnie cały schemat powtarza się jeszcze raz, i następuje długie outro które jak dla mnie jest najlepszym jakie grupa ma w swojej muzyce. Świetny riff, poważny klimat, i dobra praca perkusji. Jedyne co mi nie pasowało to tylko ta praca gitary rytmicznej, ktoś mógł to lepiej dopracować. Pomimo tego jest dobrze. Utwór jest o dwóch zaprzyjaźnionych osobach, między którymi zrodził się jakiś konflikt. Może to dotyczyć tego, co zdarzyło się naprawdę w życiu Zoltana. Dwie osoby się pokłóciły do tego stopnia, że nic tego konfliktu nie rozwiąże.

Ocena: 9/10

9. "Fajdalom Koennyei"
Na początku nie byłem w 100% pewny czy mam właściwą wersję "Fajdalom Koennyei". Zastanawiałem się głównie dlatego, że witała nas kompozycja w stylu reggae. Potem się przekonałem, że mam właściwą wersję. Boże, co to ma znaczyć?! To na pewno jest Ektomorf? Przez cały czas słyszymy kompozycję w stylu reggae która drażni uszy. Kompletnie nie pasuje do albumu, już bardziej wolałem "Moses" grupy Soulfly. Tam przynajmniej była dobra wersja koncertowa. A tu? Tutaj nie ma nic. Aby nie wystawiać oceny przedwcześnie, dla spójności posłuchałem sobie Boba Marley'a. I szczerze powiedziawszy Bob Marley brzmi dla mnie o wiele lepiej, a "Fajdalom Koennyei" nie przesłuchałem nawet do końca! Poza tym jest to uznane jako utwór instrumentalny.

Ocena: 0/10

10. "You Are"
Po lawinie szajsu w postaci "Fajdalom Koennyei" wreszcie przyszedł czas na normalne utwory. "You Are" jest akurat pierwszym jaki poznałem z tego albumu, spróbuję więc spojrzeć na niego pod pewnym dystansem, pomimo tego że go lubię. To co najlepsze w "You Are" to najprawdopodobniej riff, jeden z najciekawszych na tym albumie. Właściwie to cała kompozycja jest całkiem niezła. Utwór ma jeden, nie najgorszy zwrot akcji. W połowie utwór przyspiesza (najprawdopodobniej jest to refren), słyszymy przy okazji słowa po węgiersku. Największą wadą utworu jest sam tekst, cała reszta wypada dobrze. Utwór "You Are" jest kierowany do nienarodzonego syna Zoltana. Początkowo nie wiedziałem o co chodzi, dopóki nie przeczytałem "You are the one who lies in the dirt", oraz słów po węgiersku w refrenie ("Jesteś osobą która cierpi, ty nie żyjesz, zawsze będę z tobą".

Ocena: 8,5/10

11. "Scum"
Przyszedł czas na nieco szybszy kawałek. Gwałtowny początek, który wydaje się być czymś pomiędzy "You Are", a obecnym utworem. Tak samo jak w poprzedniku, kompozycja jest bardzo dobra. Tym razem jednak i tekst mnie nie zawodzi, w porównaniu do poprzedników jest znacznie lepiej połączony z kompozycją. Ogólnie mówiąc utwór jest całkiem niezły, chociaż poziomem dorównuje raczej "You Are", niżeli "If I Weren't", czy "I Scream Up To The Sky". "Scum" ma również bardzo ciekawe, aczkolwiek krótkie outro. To co najbardziej mnie zirytowało to końcowe słowa: "You're fucking scuuuuuuuuum!", które nie wiem jakim cudem się tutaj znalazły. Tak samo jak w przypadku "You Leech", "Scum" jest kierowany do pewnej fałszywej osoby, która niegdyś była komuś bliska.

Ocena: 8,5/10

12. "Serial Men"
Od razu na początku utworu, wita nas całkiem ciekawe intro, jedno z lepszych na albumie. Właściwie to i tak I Scream Up To The Sky nie ma zbyt wiele tych inter. Słyszymy bardzo dobrą, żywiołową i agresywną kompozycję, nieco wzbogaconą kilkoma zwrotami akcji. Następnie jest zwrotka oddzielona krótką przerwą. Następne jest outro, dosyć nudne... i "Serial Men" się kończy. Nie jest to idealny kawałek, aczkolwiek lubię go za to intro. Utwór jest skierowany do ludzi, którzy oceniają innych po pozorach.

Ocena: 7,75/10

12. "Blood In Blood"
Utwór jest bonusem. Pomimo tego, jest to za razem jeden z lepszych i dłuższych utworów na płycie (tak naprawdę trwa 5 i pół minuty). Po wstępie słyszymy nawet dobrą zwrotkę, brzmiącą dobrze tekstowo, i kompozycyjnie. Podobnie jest z refrenem, który jest dosyć krótki (składa się jedynie ze słów "Rise! Blood in blood!". Kompozycja kojarzy się nieco z utworem "You Leech". Kawałek ma dokładnie to samo tempo, chociaż ma więcej zwrotów akcji, i jest nieporównywalnie bardziej wciągający. Pamiętam że kiedyś dosyć długo go męczyłem. "Blood In Blood" ma najdłuższe outro na całym albumie, rozpoczyna się mianowicie od 3-ciej minuty. Również głos Prioski Faragó jest bardzo dobrze dopasowany do tego outra. "Blood In Blood" jest skierowany do wszystkich romungrów, którzy czują się upokorzeni w dzisiejszym świecie. Utwór ma tych ludzi pocieszyć, by wiedzieli że w cierpieniu nie są sami.

Ocena: 8,75/10

13. "Oly Korban Eltem"
Jest to drugi bonus, tym razem ukryty w utworze "Blood In Blood". Tak samo jak poprzednik, przypomina nieco "You Leech" (również z kompozycji). Tak samo jak wcześniej wspomniany utwór, "Oly Korban Eltem" kojarzy mi się nieco z albumem Ektomorf z 1998 roku. Jest od niego jednak trochę szybszy. Jak sama nazwa wskazuje, "Oly Korban Eltem" jest wykonany w języku węgierskim. Pomiędzy zwrotkami słyszymy bardzo dobry, nastrojowy riff, dobrą zwrotkę, którą wspólnie zaśpiewali Zoltan i Csaba Farkasowie (Csaba był basistą Ektomorfa w latach 1993-2008). Brat wokalisty wypadł tutaj naprawdę dobrze, dodał niezbędnej agresji do tego utworu. Kawałek ma kilka zwrotów akcji, jednak niewiele one wnoszą do utworu. Nic więcej tutaj nie trzeba. Kolejną ciekawą rzeczą w utworze jest outro. Tak naprawdę to nie wiem o czym jest ten utwór. Występują tam takie frazy jak "ludobójstwo", "poronienie", "niewypowiedziane słowa", "okropne rzeczy"... "Oly Korban Eltem" może być o definicji ludzkiej zazdrości ciągnącej się przez wieki.

Ocena: 8,75/10

I Scream Up To The Sky jest średnim albumem. Co najdziwniejsze, jest gorszy stylistycznie od poprzednika Kalyi Jag. Album był niespójny w brzmieniu. Liczyłem przede wszystkim na to, że krążek będzie utrzymany przede wszystkim w stylistyce żałobnej, że każdy utwór będzie poważny, i zazwyczaj będzie mowa o miłości lub dziecku. Owszem, taka tematyka dominowała. Znalazły się na albumie jednak utwory które były albo beznadziejne, albo takie o których jak najszybciej chciałbym zapomnieć ("I Miss You", "A Hard Day's Night", "Fajdalom Koennyei"). Gdyby nie te utwory, z pewnością I Scream Up To The Sky byłby równie dobry jak Kalyi Jag; teksty były na niskim poziomie, kompozycje z kolei prezentowały się bardzo dobrze. Muzyka niezbyt idealna, ale album ma coś w sobie co sprawia, że chce się go słuchać. Tu mówię przede wszystkim o utworach, które grupie się udały.

Okładka: 9,5/10
Teksty: 4,25/10
Kompozycje: 8/10

Ogólna ocena: 7,5/10

Zalety:
- Okładka
- Dobre, żywiołowe kompozycje
- Przygnębiająca atmosfera
- Bardzo dobre bonusy
- Różnorodność

Wady:
- Na albumie było kilka nudniejszych utworów
- Brak spójności tekstów z kompozycjami
- Słabe teksty


(Nowa) Sepultura - Against


Against jest pierwszym albumem nowej Sepultury. Został wydany 6 października 1998 roku nakładem Roadrunner Records. Jak już mówiłem w czasie recenzji pierwszego albumu Soulfly, na późniejszą twórczość grupy wpłynęła śmierć Dany Wellsa, pasierba byłego wokalisty Sepultury, Maxa Cavalery. Po odejściu wokalisty, Andreas i spółka postanowili poszukać następcy. Sprawdzali wiele osób na castingach, jednak najlepszy okazał się były frontman grupy Outface, Derrick Green. Co najdziwniejsze, nie wybrano go poprzez casting; Derrick Green wiedząc że grupa potrzebuje wokalisty, skontaktował się z Igorem. Perkusista zaproponował mu, by nagrał wokal do ich nowego utworu, "Choke". Grupa była tak zadowolona z efektu, że natychmiast pojechała do USA i nagrała album z nowym wokalistą. Od tamtej pory "zgranym duetem" mieli być brat byłego wokalisty, Igor Cavalera i Andreas Kisser. Album zyskał 82 miejsce w rankingu Billboard 200, oraz pochlebne oceny. Album nie był tak popularny jak poprzednie dzieła Sepultury.

Okładka wygląda całkiem nieźle, najprawdopodobniej została stworzona z trzech segmentów: pomarańczowego tła, i dwóch brązowych posążków które wyglądają jakby zostały zrobione z czekolady. W porównaniu do poprzednich dzieł grupy, okładka wygląda brzydko. Gdyby jednak zestawić to z nieco późniejszymi dziełami, można uznać że wypada dobrze.

ALBUM DO PRZESŁUCHANIA

1. "Against"
Na początku jest dosyć niepozornie; nie spodziewamy się jeszcze co może się wydarzyć za chwilę. Słyszymy po prostu intro w stylu Roots (co chwilowe walenie w plemienny bęben). Następnie słyszymy solowy pokaz Igora, który pokazuje nam że rozstanie z bratem nie zaszkodziło mu. Co innego dla Andreasa... aby odciąć się kompletnie od dawnych zwyczajów, postanowił że zagra hardcore'owo - punkową kompozycję. Szybka młóćka mająca nas zachęcić do dalszego kontaktu z albumem. Owszem, nie jest to złe - utwór został napisany przez Igora Cavalerę i Andreasa Kissera. Po chwili wkracza nowy wokalista, który próbuje pokazać się od najlepszej strony. Tak... próbuje. Ale nie udaje mu się. Jego wokal w czasie zwrotki cholernie mnie irytuje. Przypomina trochę Johna Tardy'ego, jednak co jak co, ale Derrick jest znacznie bardziej wkurwiający. Co do samego utworu, wyraźnie czuć że jest on bardzo pusty, wypruty ze wszystkiego z czym kojarzyła się Sepultura. Całe szczęście ten utwór jest krótki, przez co nie musimy długo się męczyć. "Against" jest o pewnym człowieku, który pomimo porażki nigdy się nie poddaje, i dąży do celu.

Ocena: 5,25/10

2. "Choke"
Intro do utworu "Choke" przypomina mi nieco kompozycje w stylu Roots, zmieszaną lekko z Roorbackiem. Właściwie to to jest nawet dziwne, bo tak naprawdę Roorback jest strasznie zepsuty, i nie ma w nim nic ciekawego, lub co dałoby się zapamiętać. No nic, wracając do "Choke", wydaje mi się że szykuje się całkiem dobry utwór. Dobre, budujące napięcie intro, potem dobry wstęp przed zwrotką, cały czas pogrywa nam bardzo dobry riff, typowy dla Andreasa Kissera. Następnie nadchodzi zwrotka; dobrze zbudowana, jednak zepsuta wokalem Derricka. Jedynie dobrze zaśpiewał refren. Szczerze mówiąc nawet nie dziwi mnie dlaczego ten utwór w porównaniu do poprzednika jest całkiem niezły. W czasie gdy Max Cavalera odchodził, "Choke" było jeszcze w fazie pisania (zresztą, tak samo jak "Tribe" Soulfly). W utworze wypowiada się pewna anonimowa osoba, która najprawdopodobniej jest w fazie mordowania chciwego dyktatora.

Ocena: 8/10

3. "Rumors"
Od razu na początku zaczyna nam grać wstęp do zwrotki. Brzmi całkiem nieźle, bardzo w stylu Dante XXI. Niedługo potem rozpoczyna się zwrotka, którą wbrew pozorom Derrick zaśpiewał nie najgorzej. Ogólnie utwór mnie nie wkurza, mam wrażenie jakbym słuchał starego dobrego Nation, które co jak co, ale takie złe nie było. Tam główną wadą był wokal, czasem zdarzał się niedosyt. Tutaj grupa wydaje się z tym zrywać -utwór jest dobrze zbudowany, niczego mu nie brakuje - tu i ówdzie zdarzą się jakieś zwroty akcji, Derrick zaśpiewał to całkiem nieźle. Problemem może być jednak to, że utworu nie da się słuchać przez cały czas, po kilkunastu odsłuchaniach może się znudzić (typowe dla nowej Sepultury do czasu Mediatora). Utwór jest o plotkach, i ich zgubnych skutkach.

Ocena: 8,25/10

4. "Old Earth"
Od razu na początku słyszymy typowe dla ówczesnej Sepultury intro - mieszanina intra "Attitude" i Straighate" z albumu Roots (bardzo typowe). Czy mi się zdaje, czy to intro próbuje budować napięcie? W nowej Sepulturze długie intra słyszę dosyć często, poza tym - to (zresztą tak jak wiele innych) jest nudne, i nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia. Potem zaczyna się cała akcja - dobry, żywy riff i dobra praca perkusji. Słysząc wokal Derricka w zwrotce, wydaje mi się że wokalista nieźle się wpasował w ten "niespokojny" klimat. Potem następuje krótki refren, który jest słaby (przy okazji psuje całe dobre wrażenie). Po jakimś czasie kawałek zaczynał mi się nudzić - "Old Earth" opiera się głównie na długim intrze, zwrotce, refrenie, zwrotce, znów refrenie i outrze - bez żadnych ciekawszych momentów. To co mi się głównie spodobało to riff, który był całkiem niezły. Utwór jest o plemionach, których kultura sięga pradawnych czasów. Próbują one pielęgnować swoją tradycję, spotykają się jednak z brakiem akceptacji.

Ocena: 6/10

5. "Floaters In Mud"
Tak samo jak w przypadku poprzedniego utworu, słyszymy intro w postaci plemiennej muzyki. I tak do dwudziestej sekundy, kiedy to wkracza do akcji bas (po chwili dochodzi jeszcze gitara). Od tego momentu robi się coraz lepiej, ogólnie jestem ciekaw co będzie dalej. Niedługo potem słyszymy zwrotkę, która wbrew pozorom została nieźle zaśpiewana. Gorsze jednak jest to, że fani słyszeli coś podobnego 2 lata wcześniej, w utworze "Breed Apart"; to zupełnie jakby chłopaki z tej grupy usilnie odnowili stary, dobry utwór. Inną sprawą jest riff żywcem wzięty z "Dead Embryonic Cells" w połowie drugiej minuty (co oni, myśleli że nikt się nie skapnie?). Pomimo tych wad, jest w miarę dobrze - mnóstwo zwrotów akcji, całkiem niezła kompozycja, i przede wszystkim perkusja. Utwór jest o ludzkości będącej w hierarchiach, która walczy ze sobą o pozycję.

Ocena: 7,75/10

6. "Boycott"
Utwór od razu rozpoczyna się zwrotką. W czasie niej słyszymy riff w stylu Nation. Niedługo potem zaczynamy słyszeć refren w stylu Chaos A.D. Ogólnie mówiąc nie wiem co się dzieje, wszystko dzieje się szybko; to słyszymy riffy z Roots, to z Chaos A.D., to jeszcze z Nation... poza tym, nie ma chwili wytchnienia. Można było to upchnąć nieco sprawniej, a tak to mamy przede wszystkim chaos - nawet nie mamy ciekawszych momentów przy których można było się zatrzymać... jedynym pocieszeniem może być wokal Andreasa Kissera w kilku momentach, który tak naprawdę brzmi znacznie lepiej niż Derrick Green. Owszem, to nie Cavalera, ale nie musiał nam odbierać resztek starej Sepultury zatrudniając Derricka. Utwór jest o pewnym kraju w stanie wojny domowej, oraz o ludzkości za granicą, która nie interesuje się tym wszystkim. Wyraźnie jest to podkreślone słowami "What Do I Care?".

Ocena: 7/10

7. "Tribus"
Już po tytule domyśliłem się o co chodzi - utwór zagrany w stylu plemiennym. Od samego początku brzmi to całkiem nieźle - słyszymy bębny oraz gitarę w tle. Dopiero po pewnym czasie domyśliłem się że jest to utwór instrumentalny; brzmi to naprawdę ciekawie, zmiksowane Roots, Chaos A.D. i Nation, czyli mieszanka bardzo stabilna. Jedynym mankamentem jest to, że utwór jest trochę przykrótki (1:47).

Ocena: 8,25/10

8. "Common Bonds"
Zaczyna się "Common Bonds", i po raz kolejny mam skojarzenia z Roots, Chaos A.D. i Nation. Jak już mówiłem w trakcie poprzedniego utworu, jest to dobra mieszanka. Kompozycja jest całkiem niezła, przyjemnie się tego słucha. Mamy zbiór dobrych riffów, oraz dobrą perkusję; wszyscy dają z siebie wszystko. Nie brakuje jednak temu wad. Słabe zwrotki i refren - wszystko zepsute przez Derricka. Wprawdzie widać że Derrick się stara, chociaż i tak mu to nie wychodzi. Z nim wiele utworów brzmi komicznie, zresztą - tak jak ten. Utwór jest o złączeniu się pewnej grupy ludzi, w celu walki ze wspólnym wrogiem.

Ocena: 7,75/10

9. "F.O.E."
Na początku słyszymy ciche piski, następnie dochodzi właściwa kompozycja - Igor na perkusji stara się zagrać zgrabnie; następnie słyszymy jak dochodzi Andreas z Paulo. Niedługo potem domyśliłem się, że "F.O.E." jest utworem instrumentalnym, możliwe że to coś w stylu "Tribusa". Kawałek stara się budować napięcie, jednak nie jest to tak skuteczne i dobre jak było to w "Tribus". "F.O.E." jest ogólnie nudnym, zbędnym zapychaczem - zapewne pierwszym tego typu w nowej Sepulturze. Prawdopodobnie dziadek tego, co mieliśmy okazję usłyszeć. Niedługo potem dowiaduję się, że "F.O.E." jest intrem do następnego utworu. Nawet pomimo tego że jest to intro, to i tak szczerze mówiąc słyszałem znacznie lepsze.

10. "Reza"
Tak naprawdę nie rozumiem, nie lepiej byłoby intro połączyć z utworem właściwym? Zwłaszcza że "Reza" trwa nieco ponad dwie minuty. Utwór został zagrany wspólnie z Joao Gordo z grupy Ratos De Porao. Dosyć szybko zaczyna się właściwa akcja utworu. Gdy przez cały czas myślę że znów usłyszę bałamucenie Derricka, zostaję miło zaskoczony - cały utwór został zaśpiewany wspólnie przez Andreasa Kissera i Joao Gordo. Sama kompozycja "Rezy" jest bardzo dobra - iście brazylijski styl, mnóstwo zwrotów akcji... no lepiej być nie może. Po usłyszeniu zwrotki można zwątpić w Joao - wówczas wokalista brzmi jak wściekły buldog z ADHD niekarmiony od tygodnia. W czasie drugiej zwrotki słyszymy kogoś kto brzmi jak nasz kochany Mitch Harris z Napalm Death! Najstarsi bywalcy zapewne wiedzą jak go skrytykowałem w konfrontacji Savages vs Mediator. Co najdziwniejsze, nie został on wymieniony wśród twórców "Rezy". Warto posłuchać, nawet pomimo tego że wokal w zwrotkach jest skopany. "Reza" jest o brazylijskiej policji, która zabija ludzi bojkotujących władzę.

Ocena: 8,75/10 (wraz z intrem)

11. "Unconscious"
Utwór jest jednym z pierwszych które usłyszałem z Sepultury. Jest to również pierwszy utwór z Derrickiem, jaki usłyszałem. Kiedyś można było go usłyszeć co jakiś czas na open.fm. Początkowo myślałem że ktoś pomylił wykonawców (wokalista nie ten, a okładka wyraźnie wskazywała album Roots). Dopiero gdy usłyszałem album Nation, dowiedziałem się że wykonawca się zgadza... mniej więcej (brakowało Cavalery). Utwór rozpoczyna się klimatycznym waleniem w bębny, i gitarą. Niedługo potem zaczyna się wstęp do zwrotki, który brzmi całkiem nieźle - o dziwo, tym razem Andreas brzmi lepiej niż Igor. W czasie zwrotki jest to czego się spodziewałem, mianowicie Derrick brzmi najgorzej spośród wszystkich. O dziwo, jest lepiej niż na Roorbacku, czy chociażby A-Lex. Pomimo tego utwór jest niezły - może i jest to gratka dla kogoś kto słucha nowej Sepultury, ja pamiętam że przesłuchałem go kilka razy, następnie mi się znudził. Utwór jest o człowieku, który najprawdopodobniej żałuje słów jakie kiedyś wypowiedział. Może chodzić o dyktatora, który został schwytany, i w czasie pobytu w więzieniu zastanawia się, czy nie przesadził.

Ocena: 8/10

12. "Kamaitachi"
Od razu na początku słyszymy plemienne walenie w bębny przez grupę Kodo. Niedługo po intrze dochodzi jeszcze gitara. W każdym razie z Andreasem Kisserem i Paulo na gitarach tworzą całkiem ciekawy skład. Co najdziwniejsze, "Kamaitachi" jest utworem instrumentalnym. A widziałem, że było kilka momentów w które można byłoby wstawić wokal. Nie wiem, albo ktoś zapomniał dodać do utworu wokal, albo to działanie było celowe. Tak czy siak, Derricka tutaj nie uświadczymy. Andreas dał nam odpocząć na chwilę. Pomimo tego utwór jest nudny, widocznie czegoś mu brakuje - nie potrafiłem się w to zagłębić, co jakiś czas przewijałem, jednak w pewnym momencie zostawiłem, i myślę "niech se leci dalej.

Ocena: 5,5/10

13. "Drowned Out"
Utwór rozpoczyna się od chaotycznego napierdalania. Słyszymy dziwnie brzmiący riff, śmiesznie brzmiący wokal Derricka (imitujący agresję?) i bezsensowne walenie w perkusję. Utwór z brzmienia przypomina nieco "Rezę", w szczególności w refrenie. I tak naprawdę jest to jedyny dobry moment. Wprawdzie przesłuchuję do końca, bez przewijania, ale widać że czegoś tutaj brakuje. Nie ma tutaj żadnych zwrotów akcji, kompozycja jest po prostu nudna. Można się przy tym zatrzymać na najwyżej 3 przesłuchania, dalej gwarantuję omijanie szerokim łukiem. Jeżeli warto by było to przesłuchać, to tylko dla dobrego refrenu i wokalu Andreasa Kissera. Utwór jest o osobie, która ma wrażenie, że wszyscy chcą jej przeszkodzić w spełnianiu marzeń.

Ocena: 6/10

14. "Hatred Aside"
Uwaga uwaga, utwór został zagrany z Jasonem Newstedem z Metalliki. Chociaż właściwie z czego tu się cieszyć, połowa i końcówka lat 90-tych były dla Metalliki wyjątkowo kiepskie. Utwór rozpoczyna się żywiołowym riffem, i perkusją jak w utworze "Against". Następnie słyszymy zwrotkę w czasie której słyszymy wciąż, bez przerwy słyszymy ten sam riff. Co gorsza, utwór ma pięć minut; mam wrażenie że "Hatred Aside" będzie wyjątkowo nieudany. W porównaniu do poprzednich utworów bardzo się wyróżnia, jest zagrany bardziej w amerykańskim stylu. Można więc powiedzieć, że w tamtym czasie już grupa myślała o Roorbacku, i całkowitym odcięciu się od Cavalery. Co najdziwniejsze, jakoś się trzymam, zapewne z powodu dobrej perkusji, i paru ciekawych zwrotów akcji. Brzmienie zmienia się trochę w czasie refrenu, jednak nie na długo, dalej jest tak samo. Oddycham z ulgą, gdy słyszę outro w drugiej minucie. Utwór jest o człowieku, który pragnie się zmotywować, by móc działać.

Ocena: 5/10

15. "T3rcermillenium"
Utwór rozpoczyna się brzdąkaniem na gitarze. Mam wrażenie że będzie to jakiś utwór instrumentalny. Słucham tego, i słucham... ale nic się tu nie dzieje. W porównaniu do mojego kolegi z bloga staram się w miarę poświęcać czas na utwory instrumentalne, ale tutaj po prostu nie da się. Utwór cały czas brzmi tak samo, nie ma tutaj żadnych zwrotów akcji. Kojarzy mi się nieco z outrem do utworu "Fall Of The Sycophants" Soulfly. Tamto jednak było krótsze, przez co nie byłem zmęczony. Nie wiem jakim cudem się to tutaj znalazło. To jest po prostu nudny, zbędny zapychacz.

Ocena: 2/10

16. "Gene Machine (Don't Bother Me)"
Utwór jest coverem grupy Bad Brains. Tak samo jak "Reza", jest moim faworytem, głównie za sprawą żywiołowości i fajnych zwrotów akcji. Zwrotka może i nie jest idealna, ale dobrze chociaż że nie jest zła. Jedną z ciekawszych rzeczy jest refren. Początkowo nie wiedziałem skąd ja go znam, dopóki nie przypomniałem sobie ostatniego koncertu Sepultury z Maxem Cavalerą w Brixton Academy. Grupa w czasie wykonywania utworu "Policia" nagle zaczęła grać ten kawałek, chociaż tam brzmiał jakby lepiej. Tutaj jednak też nie jest źle, cover jest dobry, Derrick nie wkurza swoim wokalem; ba, wypadł całkiem dobrze. "Gene Machine/Don't Bother Me" bez outra trwa dwie minuty. "Gene Machine (Don't Bother Me)" jest o ludzkości, która stawia ponad dobro innych swoje potrzeby seksualne.

Ocena: 8,5/10

17. "Prenuncio"
W intrze po raz kolejny słychać, że grupa już zaczyna myśleć o Nation - te powolne, ponure brzmienie jak w "Politricks"... Następnie zaczyna się zwrotka, która nieco przypomina utwór "Mine" z wersji bonusowej Roots. Z tą różnicą, że zamiast tajemniczego szeptu Maxa, słyszymy Coffin Joe'go, który drze mordę jak dziadek z filmiku "Idę albo nie idę!". Dopiero potem zauważam, że zwrotka brzmi bardziej jak utwory z płyty Lulu Metalliki i Lou Reed'a. Słyszycie tą kompozycję, i "mowę"? Tak, trochę jak "The View". Próbuję się w to zagłębić. Zamiast tego ziewam przed monitorem, i przewijam kawałek co kilka sekund w nadziei że znajdę jakiś ciekawy moment. Lulu kropka w kropkę, gówno którego nie wytrzymałby nawet mój dziadek który swoim Tico jeździ poza terenem zabudowanym 40 km/h.

Ocena: 0/10

Tak samo jak wcześniej omówiony album, Against jest średni. Jak na nową Sepulturę brzmienie grupy o dziwo było dobre. Muzyka trzymała jakikolwiek poziom, nie była jeszcze skażona Roorbackiem. Przeczuwam że grupa wciąż żyła sukcesem albumu Roots, stąd to pewnego rodzaju podobieństwo. Ba, ten album to Roots w uboższej wersji - podobne kompozycje, praca perkusji i styl. Inną sprawą jest wokal Derricka, niestety nie sprawdził się. Dziwię się że fani nowej Sepultury nie mają do niej pretensji by zmienić nazwę, dla mnie to brzmiało bardziej jak inna grupa. Jak już mówiłem, mnóstwo podobnych kawałków do Roots... ale poziom nie ten! Max Cavalera na swoim pierwszym albumie zrobił album który znacznie bardziej przypominał Roots, bez użycia tej trójki z którą współpracował wcześniej. Nowa Sepultura miała lepsze instrumentarium od Soulfly, i na tym ich przewaga się kończy. Co z tego że na albumie zagościły takie osobistości jak Jason Newsted, czy Joao Gordo. Max zadziałał lepiej.

Okładka: 7/10
Teksty: 8,25/10
Kompozycje: 6,5/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Zalety:
- Żywiołowość
- Różnorodność
- Pierwszoligowi goście
- Dobre instrumentarium

Wady:

- Słaby debiut Derricka Greena
- Znaczne obniżenie poziomu
- Słabe kompozycje
- Kiepskie utwory instrumentalne (nie licząc "Tribus")
- Pustka rzucająca się w słuch

24 sierpnia 2014

Recenzja: Acid Drinkers - Dirty Money, Dirty Tricks


Witam w kolejnej recenzji. Pierwsza połowa lat 90-tych: najlepsze czasy grupy Acid Drinkers. Albumy wydawali jak leci, dyskografia w ciągu kilku lat zaczyna pękać w szwach! Co rok nowe wydawnictwo, aż do 1995 roku kiedy to nic nie wydali. Niedługo potem częstotliwość wydawania kolejnych dzieł zmalała. Chociaż nie zaszkodziło to opinii grupy, w latach 1990 - 1994 grupa miała na koncie już 5 (!) albumów. Ponieważ Acid Drinkers było świeżo po wydaniu Are You A Rebel, nie spodziewałem się jakichś większych zmian w ciągu roku. Pomimo tego już się cieszę na ten album. Przed wami: Acid Drinkers - Dirty Money, Dirty Tricks.

Dirty Money, Dirty Tricks jest drugim albumem polskiej grupy Acid Drinkers. Został wydany 17 czerwca 1991 roku nakładem Under One Flag. Jak już mówiłem, początek lat 90-tych był dla grupy dobrym czasem na wydawanie kolejnych krążków. Było już Are You A Rebel, jest i Dirty Money, Dirty Tricks... ale to nie koniec, grupa już miała w planach Strip Tease (chodzi o album wy zboczuszki :) ). Prawdopodobnie w tym 1991 roku, Titus miał w planach jeszcze Vile Vicious Vision, chociaż ten album jest z zupełnie innej bajki. Wracajmy jednak do obiektu naszych chwilowych westchnień: Acid Drinkers postanowiło, że ich drugi album będzie nieco lżejszy w brzmieniu, bardziej współczesny i dopracowany. Tak też się stało. Album zyskiwał pochlebne recenzje, i do dziś jest jednym z najważniejszych oldschool'owych albumów pochodzących z Polski, obok Infernal Connection, Are You A Rebel oraz Strip Tease tej samej grupy, a także Bastard, Oddech Wymarłych Światów i 666 KAT'a. Tak więc można pomyśleć że bierzemy na ruszt naprawdę spory kawałek mięsa.

Okładka przedstawia Acidka (ówczesną maskotkę grupy) umieszczonego przez gości z Metal Mind Productions w maszynce do mielenia mięsa. Z postaci tej wypadają pieniądze, które zbiera jeden z gości... w każdym następnym albumie nie widzimy Acidka (mam chociaż nadzieję że powróci w 25 Cents For A Riff). Jest to druga spośród czterech okładek grupy która została stworzona przez Jerzego Kurczaka, znanego z pracy z KAT'em. W porównaniu do Are You A Rebel nie jest już tak ciekawie. Owszem, jest kolorowo i fajnie, ale jedyne co może przyprawić o uśmiech to tylko te karykatury gości z Metal Mind Productions, a nie po prostu wszystko. Pomimo tego nie chcę tu narzekać, okładka wygląda fajnie, i zachęca mnie do kontaktu z albumem.

1. "Are You A Rebel?"
Album rozpoczyna się budującym napięciem intrem, które następnie przeradza się w coś co przypomina trochę intro do utworu "Creeping Death" Metalliki. Omyłkowo na początku biorę to za plagiat, dopóki nie usłyszałem reszty. Tak, w porównaniu do poprzedniego albumu jest nieco lżej. Pomimo tego nawet mi się podoba: przebojowa kompozycja, agresja przypominająca tą z poprzedniego albumu (zresztą, spójrzcie na tytuł). Następnie słyszymy średni refren, jest dobre rasowe solo, i cała zabawa zaczyna się od nowa. Kawałek brzmi naprawdę dobrze, jest jednym z moich ulubionych z tego albumu. Jedyne co mnie strasznie w nim wkurzało, to te dzwonienie telefonu w czasie drugiego telefonu. Chociaż wiem że to był zamierzony efekt, ale czy konieczny? Utwór jest o osobie, która zmieniła się nie do poznania: wiecznie chodzi zdenerwowana, wszędzie się gdzieś śpieszy... w pewnym momencie ktoś do niej przychodzi, i chce jej pomóc w rozwiązaniu pewnego problemu. Ponieważ nie wie w czym rzecz, mówi jej tylko: "pokaż swoją siłę, swoją moc!".

Ocena: 9,75/10

2. "Too Many Cops"
Po raz kolejny intro wydaje mi się dziwnie znajome. Chociaż w tym przypadku możemy mówić tylko o zbiegu okoliczności. Podobnie brzmiący riff jest w utworze "That Was Just Your Life" Metalliki, z albumu Death Magnetic (który jest starszy od tego albumu o 17 lat). Mam cały czas wrażenie że to będzie wolniejsze, cięższe granie. Następnie słyszymy coś co brzmi trochę jak "The Four Horsemen" Metalliki z albumu Kill 'Em All. Dopiero potem kawałek przyspiesza, zmieniając się w coś całkiem stabilnego. Średniej prędkości wstęp do zwrotki, i wreszcie zwrotka... szybka, thrashowa, bardzo w stylu Are You A Rebel. Poza tym słyszymy w niej bardzo dobry riff, oraz dopasowany wokal. Refren jest średni, ale bardzo pasował do ówczesnych czasów. Innym ciekawym momentem jest bardzo rasowa solówka w czasie której pogrywa również riff ze zwrotki, co tworzy coś od czego jeżą się włosy na karku. Ogólnie cały utwór jest bardzo przyjemny w odsłuchu, nie mam większych zastrzeżeń. Chociaż nie jest to perfekcyjne. Utwór jest o kimś, kogo ściga policja (najprawdopodobniej chodzi o seryjnego zabójcę). W czasie zwrotek przytoczone są powody, dlaczego ta osoba zabijała: bo był bękartem, wciąż był obrażany, bity itp. Nie jestem pewien, ale może chodzić o Mariusza Trynkiewicza (był on mordercą złapanym w 1989 roku, został skazany na 25 lat pozbawienia wolności).

Ocena: 9,75/10

3. "Acid Drinker"
Początek brzmi dziwnie znajomo, trochę jak muzyczka ze "Zwariowanych Melodii" w czasie gdy w pobliżu lata osa. Następnie zaczyna się przebojowa nuta, w stylu albumu Kill 'Em All Metalliki. Utwór jest bardzo żywiołowy, pomimo tego nie spodobał mi się zbytnio. Nie dorównuje do Are You A Rebel... nie brzmi też jak typowa kompozycja z Dirty Money, Dirty Tricks. Wolałbym usłyszeć to w Strip Tease. Owszem, bardzo przyjemna w brzmieniu zwrotka, ciekawy refren, oraz ten fajny moment po czwartej minucie: "o mamamija mamamija mamamija". Wiem jednak że Dirty Money, Dirty Tricks ma znacznie lepsze kawałki do zaoferowania. "Acid Drinker" jest skierowany do osoby, która próbuje podrabiać innych. Wokalista przestrzega kogoś by tego nie robił, gdyż w rzeczywistości sam sobie zaszkodzi.

Ocena: 7,5/10

4. "Smoke On The Water"
Utwór jest coverem Deep Purple. Na początku słyszymy intro, brzmiące trochę jak fragment koncertu. Po tym utwór się rozkręca; i muszę przyznać od początku robi pozytywne wrażenie. Wprawdzie od początku brzmi bardzo podobnie do oryginału, ale nie narzekam. Wydaje się że ten cover jest znacznie żywszy. Całe wrażenie psuje się gdy słyszymy zwrotkę - miałem wrażenie że to będzie spokojniejsza rockowa kompozycja, zamiast tego słyszymy szybkie napierdalanie które zbytnio nie pasuje do utworu. Całe szczęście refrenu nie spieprzyli, brzmi on naprawdę dobrze. Po drugim refrenie "Smoke On The Water" powraca ten pierwszy riff, któremu tym razem towarzyszy szybsza perkusja i klaskanie. Bardzo fajnie w tym momencie się zgrywa, chociaż to raczej nie będzie mój ulubiony cover. Mamy tutaj sporo niepasujących do siebie elementów, głównie thrashową napierdalaninę która pasuje tutaj tak bardzo jak pięść do nosa. Utwór jest o pożarze który odbył się pod koniec 1971 roku w kasynie Franka Zappy. Deep Purple miało mieć sesję nagraniową w studiu nagraniowym wynajętym od The Rolling Stones.

Ocena: 8,5/10

5. "Yahoo!"
Wreszcie stare dobre Acid Drinkers. Utwór tak poryty że w swojej kategorii nie ma sobie równych, przebija wszystkie kawałki Kabanosa i innych grup które humorem niszczą mózg. Pytanie czy jest dobry? Jest niezły. Początek: dwa stuknięcia w pałeczki i zaczyna się... akcja? Słyszymy muzykę country ryjącą łeb, jest to zdecydowanie coś czego grupa jeszcze nie testowała (przed 1991). Po tej popierdolonej części country słyszymy normalny riff zagrany na gitarze elektrycznej. Sam wokal (a raczej bełkot) zabija szare komórki. Następnie znowu słyszymy muzykę country, i znowu zwrotka (ze zmienionym tekstem). Dziwi mnie to że "Yahoo!" jest klasyfikowane jako utwór instrumentalny, nigdzie nie mogłem znaleźć tekstu... a jak już to było napisane "utwór instrumentalny". Czyżby Titus aż tak bełkotał? Każde odsłuchanie "Yahoo!" zmusza mnie do zadania sobie pytania: "co oni kurwa ćpali?!". Jak dla mnie jedna z ciekawszych propozycji z grupy, chociaż nie każdemu się spodoba.

Ocena: 8,25/10

6. "Max - He Was Here Again"
Od razu na początku słyszymy intro w postaci werbla. Następnie zaczyna się cała akcja - kawałek w brzmieniu bardzo przypomina "Are You A Rebel?" oraz "Too Many Cops". Bardzo podoba mi się tutaj przebojowość i zgranie. Przypomina nieco zmieszanie Kill 'Em All Metalliki z Bonded By Blood Exodusa. Refren jest dosyć dziwny, i jak dla mnie nie do końca pasuje do utworu, można było wymyślić coś lepszego. Pomimo tego jest to jedyne nieporozumienie, cała reszta utworu jest bardzo przyjemna w słuchaniu, utwór relaksuje. Nie mam większych zastrzeżeń. Jak dla mnie obok "Are You A Rebel" i "Too Many Cops" najlepszy utwór na płycie. Wokalista w utworze opowiada nam o jednym ze swoich kolegów z wojska - Maxie. Titus pamięta go jako człowieka, który lubił sobie wypić, i zawsze po pijaku robił rzeczy do których nie był zdolny.

Ocena: 9,75/10

7. "Ziomas"
Utwór rozpoczyna się przebojowym riffem, Acid Drinkers zabrzmiało trochę jak te stare grupy rockowe pokroju Led Zeppelin, czy Deep Purple. Pomimo tego nie czuję się w tym momencie nakręcony na ten utwór. Kawałek jest wprawdzie wolniejszy od poprzednich, ale nie o to chodzi. Schemat w tym przypadku wydaje się być oklepany, przez co nie jest to zbyt ciekawe. Tak naprawdę nie czuć tu przebojowości, która jest wręcz niezbędna w tego typu utworach, to jest po prostu nudne. Tego typu granie podobało mi się jedynie na albumach The State Of Mind Report i Amazing Atomic Activity. Jednym z ciekawszych momentów w utworze jest refren... i solówka którą słyszymy od połowy drugiej minuty. I tyle. Nazwa "Ziomas" nie ma nic wspólnego z przesłaniem jakie niesie nam grupa, mianowicie utwór jest o ludziach obojętnych na wszystko co się wokół nich dzieje; dobro akceptują, zła z kolei nie (lecz na nie nie reagują). Titus wypomina również ludzką pazerność.

Ocena: 6,25/10

8. "Traditional Birthday"
Utwór jest... czym konkretnie? Nie potrafię powiedzieć, czy jest to intro, outro, czy może pierwszy zapychacz? Jednak nie chcę się na to skarżyć, początek owszem chujowy - dopiero potem wkracza gitara rytmiczna która bardzo dobrze wpasowuje się w ten pierwszy nudny riff, i rozpogadza to całe gówno. Przez co intro brzmi raczej jako muzyczka dodana dla jaj, niżeli zbędny zapychacz. Taktyka dobra, zwłaszcza że jest to jednak intro do...

9. "Dirty Money, Dirty Tricks"
..."Dirty Money, Dirty Tricks". Od razu na początku słyszymy intro wybrzdąkane na gitarze, niedługo potem zaczyna się cała akcja. W porównaniu do utworu "Are You A Rebel" ten kawałek prezentuje nam nowoczesność która pojawiła się na albumie. Ogólnie mówiąc brzmi całkiem nieźle. Fajny riff w czasie zwrotki, żywe tempo, rasowość i dobry refren. W połowie pierwszej minuty słyszymy jeszcze zwolnienie wprawiające poniekąd w poważny nastrój. Jak dla mnie bardzo dobrze wpasowało się to w kawałek. W połowie drugiej minuty słyszymy inną ciekawą rzecz, coś na kształt solówki z utworu "Desperate Cry" Sepultury z albumu Arise. Ponadto kawałek ciekawie się kończy. Zwolnienie, i brzdąk na gitarze akustycznej. Pomimo tych wszystkich zalet utwór nie jest aż tak dobry jak "Are You A Rebel", czy "Too Many Cops". Czegoś zdecydowanie tutaj zabrakło. W utworze grupa opisuje swoją sytuację w czasie współpracy z wytwórnią płytową Metal Mind Productions; mianowicie od czego się to wszystko zaczęło, oraz jak zostali oszukani przez wytwórnię (to znaczy o wiele za mało im zapłacono za wydanie albumu).

Ocena: 9/10 (wraz z intrem)

10. "Angry And Bloody"
Utwór rozpoczyna się dziwną przedmową. Dopiero po chwili zaczyna się akcja. Kawałek brzmi od tej pory jak typowe utwory z tej epoki; słyszymy niezłą zwrotkę, oraz popierdolony refren. Utwór przez cały czas ma bardzo żywe brzmienie, przez większość czasu słyszymy sekwencje riffów, przez cały czas coś się dzieje. Kawałek jest również wzbogacony w dobre solówki, oraz różnorakie dziwactwa (np. "wokal wspierający" brzmi jakby został zaśpiewany po zażyciu jakichś środków psychodelicznych. Bez przerwy coś się dzieje, aż chce się słuchać. I w tym przypadku nie spodziewam się żadnych wybryków natury w postaci "Ziomas", wszystko jest na swoim miejscu. "Angry And Bloody" jest o człowieku, który ma wolę walki, i w swoim nędznym życiu ma zamiar coś zmienić. Podmiot liryczny ma wielką chęć odejść od rzeczy, które wydały mu się bezsensowne. Słowa "Lend me your gun, I've got someone to kiss" wbrew pozorom nie oznacza, że ktoś kogoś chce zabić. Powinno się to odbierać jako: "Daj mi motywację, muszę coś zrobić".

Ocena: 9,5/10

11. "Street Rockin'"
Utwór rozpoczyna się od słów: "Okay, Street Rockin', take one.", czyli takie typowe słowa dla studia nagraniowego. Następnie słyszymy gitarową solówkę, do której niedługo potem dochodzi bęben, oraz gitara basowa. Kawałek zmienia się w bardzo zgrabną kompozycję, przyjemną do słuchania (trochę w stylu Are You A Rebel). Gdy rozpoczyna się zwrotka utwór nieco przyspiesza, nie traci jednak spójności. W czasie gdy go słucham mam pewne skojarzenia z najnowszym Fishdickiem, co może powinno mnie utwierdzić w przekonaniu że utwór brzmi nowocześnie? Problem w tym że ten najnowszy Fishdick wydaje mi się raczej pokazem oldschool'u, tak więc pozostawię to bez komentarza. Nie oznacza to jednak że "Street Rockin'" z powodu oldschool'u jest do dupy, bardzo cenię w grupach to granie. Tylko ten nowy Fishdick wydał mi się średni, ale nim raczej się nie zajmę. Utwór jest o pewnym muzyku (świeżaku), który wszedł na scenę głównie po to, by pokazać innym jak tak naprawdę powinno się grać. W sumie znaczenie utworu jest bardzo adekwatne do jego brzmienia :)

Ocena: 9,5/10

12. "W.G.F.S. Power"
Z czasem gdy niespodziewanie kończy się "Street Rockin'", przychodzi czas na to... trudno mi powiedzieć co to jest. Słyszymy łagodne, balladowe pobrzmiewanie gitary, i... śmiech dziecka, który automatycznie utwierdza mnie w przekonaniu że to jest to raczej coś stworzonego dla beki. Pomimo tego, ten balladowy początek jest tylko zmyłką, tak naprawdę "W.G.F.S. Power" jest chyba najszybszym kawałkiem na płycie. Słyszymy dobry riff, szybką perkusję, i ciekawią, żywiołową atmosferę. Z rozpoczęciem się zwrotki słyszymy muzykę nieco w stylu Metalliki, zmieszaną z Wonderful Circle Jerks, oraz "Max - He Was Here Again". Przez cały czas kawałek słucha się ciekawie, różni się od poprzedników co wychodzi na plus; poza tym, skąd ta szybkość? Można usłyszeć tutaj już główkę albumu Strip Tease, chociaż tamten bezsprzecznie został stworzony raczej dla jaj, ale o tym kiedy indziej. Co do tekstu utworu, kojarzy mi się nieco z Urban Discipline grupy Biohazard, mianowicie utwór jest o pewnym miejscu na ziemi, w którym nie da się żyć z powodu złych warunków; wokalista wśród nich wymienia np. zagrożenie, zamieszanie, zatrucie, zanieczyszczenia. Przy okazji wytyka im inne błędy, jak na przykład brak zachęty do zmian, czy chociażby ludzka bezduszność.

Ocena: 8,75/10

13. "Don't Touch Me"
Z intra utwór kojarzy mi się nieco z niektórymi kawałkami Black Sabbath, czy chociażby z "Too Many Cops". Następnie "Don't Touch Me" przypomina nieco Acidofilię z brzmienia, głównie za sprawą brzmienia perkusji i riffu. Jedyną różnicą jest przebojowe brzmienie Titusa, które wydaje mi się nieco przesadzone. Jak słyszę refren to już w ogóle, myślę sobie że jest to pierwszy utwór od czasu "Ziomas" który ocenię nisko. Tak naprawdę nic się tutaj nie dzieje, kawałek jest nudny jak flaki z olejem. No, jedyną ciekawszą rzeczą jest samo outro. I tyle. Utwór jest skierowany do pewnej samotnej osoby, która tak naprawdę nie wie dlaczego tak właśnie wygląda jej życie. Wokalista wytyka tej osobie błędy, tłumaczy jej dlaczego wszyscy mają ją gdzieś.

Ocena: 6/10

14. "Zorba"
Tego "utworu" nie będę komentował, jest to outro "Don't Touch Me".

15. "Flooded With Wine"
Utwór rozpoczyna się dźwiękiem starego telewizora. Następnie słyszymy spokojną kompozycję zagraną na gitarze. Po tym gdy usłyszałem "W.G.F.S. Power" boję się powiedzieć że jest to ballada. Póki co słyszymy spokojny wokal, i brzdąkanie na gitarze akustycznej. Kawałek nie jest tak ciekawy jak poprzednie. Wprawdzie mamy jakieś przebłyski w postaci gitary elektrycznej, jednak nie jest to nic ciekawego. Do zupełnie innej rzeczy należy outro utworu (i albumu za razem). Jeszcze spokojniejsze pogrywanie. Nie jestem pewien o czym jest "Flooded With Wine", w tym przypadku znaczenie utworu bierze się z samego tytułu. Mianowicie utwór jest o ludziach zalanych winem, którzy rozmyślają nad sensem życia itp.

Ocena: 7,5/10

Po Dirty Money, Dirty Tricks tak naprawdę spodziewałem się czegoś znacznie więcej. Pomimo tego album nawet mi się spodobał. Wprawdzie album różni się od Are You A Rebel jak mucha od wieloryba, ale i tak nie ma sensu tego przedwcześnie skreślać. Dirty Money, Dirty Tricks jest nieco poważniejszy od poprzednika, przy okazji zmieniło się nieco brzmienie (na lżejsze). Co do samego układu albumu, według mnie jest on lepszy inny niż w przypadku Are You A Rebel. Polega to jednak na większej różnorodności, która czasem powodowała niespójność w kompozycji (co wychodzi na minus). Teksty również się zmieniły - gdy wcześniej były głównie o pijaństwie i wojsku, tutaj są bardziej o twórczości grupy i czerpaniu radości z grania dla Polski. Acid Drinkers stylem swojego grania nieco przypominało Circle Jerks, chociaż nieporównywalnie więcej jest w tym profesjonalizmu. Wolę jednak późniejsze dzieła grupy, które są znacznie lepsze.

Okładka: 9,25/10
Teksty: 8,5/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 7,25/10

14 sierpnia 2014

Konfrontacja: Havok - Time Is Up vs Incite - The Slaughter


Witam w kolejnej konfrontacji. Na naszym blogu omawiamy różnorakie grupy; znane, nieznane, mające dobre opinie, oraz złe. Dzisiaj omówię grupy które z dnia na dzień stały się w miarę znane, głównie za sprawą inspiracji Sepulturą. O szczegółach rozpoczęcia ich sławy opowiem w trakcie wstępu do omówienia każdego albumu, a zapewniam że pomimo niezbyt wysokiej popularności jest czego słuchać. Przed wami: Havok - Time Is Up przeciwko Incite - The Slaughter.


Havok - Time Is Up


Time Is Up jest drugim albumem Amerykańskiej grupy Havok. Został wydany 29 marca 2011 roku przez wytwórnię Candlelight Records. Przed rozpoczęciem nagrań albumu, w 2010 roku David Sanchez (wokalista grupy) oraz Jesse De Los Santos (basista) musieli znaleźć nowy skład który mógłby uzupełnić grupę. Za nimi było mnóstwo castingów, wiele ciężkiej pracy oraz stresu; wszystkie te trudności były zapewne spowodowane tym, że grupa nie była jeszcze znana. Ostatecznie wybór padł na Reece'a Scruggsa (gitarzystę prowadzącego) oraz Petera Webbera (perkusistę). Rozpoczęły się nagrania; wszystkie utwory napisał David Sanchez, inspirując się przy tym takimi gigantami jak ...And Justice For All Metalliki, czy Reigh In Blood Slayera. Wśród innych inspiracji Sanchez wymienił np. Sepulturę, Machine Head czy chociażby Black Sabbath.

Pamiętam że jak poznałem ten album, okładka wydawała mi się głupia. Prosty powód: BO TAK! Teraz jednak wydaje mi się że moje powody były bezpodstawne. Okładka przedstawia śmierć (w roli sędzi) wygłaszającą wyrok. W tle, na ławie przysięgłych siedzą martwe szkielety; jakby dobrze się przyjrzeć, w oknie widać walący piorun. Patrząc na tą okładkę może skojarzyć się nieco ze Scream Bloody Gore grupy Death. Widać że została ona namalowana w stylu komiksowym, który nieco mnie razi. Nie do końca do metalu pasuje, ale według mnie jest to znacznie lepszy pomysł niżeli korzystanie z komputera podczas wykonywania okładki. Nie jest może perfekcyjnie, ale przynajmniej pokazuje nam co się będzie działo na albumie.


1. "Prepare For Attack"
Pierwszy kawałek, i od razu intro mnie rozpierdala. Po krótkim intrze słyszymy mocną napierdalaninę nieco w stylu Death Magnetic Metalliki, z odrobiną Soulfly z czasów Dark Ages. Im dłużej tego słucham jestem bardziej ciekaw co dalej zastam. Słyszymy świetną, ostrą zwrotkę, oraz zajebisty refren nieco inspirowany punkiem (coś jak na Killer Be Killed). Wszyscy wydają się być bardzo dobrze dopasowani do grupy: gitarzyści nieźle dowalają do pieca, perkusista napierdala, wokalista krzyczy... i to raczej wokalista zrobił na mnie najmniejsze wrażenie, brzmi trochę jak Chuck Schuldiner z grupy Death, na albumie The Sound Of Perseverance. Wydaje mi się że nie do końca się wpasował do utworu. Pomimo tego nie będę narzekał. Utwór jest o grupie powstańców, którzy w czasach drugiej wojny światowej szykowali zamach na Hitlera. Ludzie ci mają wielkie chęci, by zabić dyktatora, jednak wiedzą że będzie trudno.

Ocena: 10/10

2. "Fatal Intervention"
W czasie intra do utworu niezbyt wiele się dzieje. Słychać że grupa próbuje być agresywna; w tle pobrzmiewa niezły riff, a na pierwszym planie jest perkusja która niepotrzebnie wprowadza chaos do utworu. No, dopiero potem wszystko się poprawia. W każdym razie "Fatal Intervention" nie słucham po raz pierwszy, więc poniekąd wiem co się będzie działo. Za pierwszym razem jednak nie trybiłem, i oceniłbym ten kawałek najprawdopodobniej nisko. Im dalej jesteśmy w to wciągani, tym jest lepiej: w "Fatal Intervention" słyszymy dużą inspirację Sepulturą z czasów Beneath The Remains. Widać, jak już na kimś się wzorować, to na mistrzach. W tym momencie wokal już nieco lepiej się zgrywa z całą kompozycją, która zresztą jest bardzo dobra. Tak samo jak w Beneath The Remains, atakują nas różne riffy. No, w całym utworze jest ich może 4, jednak są one bardzo dobrze porozmieszczane. W pewnym momencie słyszymy świetne, rasowe solo. Teraz to jedynym mankamentem jest to, że wokal jest troszkę za cichy. Poza tym, nie mam zastrzeżeń. Utwór jest o pewnym człowieku, który był żołnierzem na wojnie. Widział śmierć wielu ludzi, przez co stracił zdrowy rozsądek, i zaczął zabijać wszystkich w szale.

Ocena: 9,5/10

3. "No Amnesty"
Trzeci utwór, i od razu trochę dziwne intro, nieco w stylu "Bonded By Blood" Exodusa. Następnie, słyszę ciekawą sekwencję riffów, i wtórującą perkusję sprawiającą że "No Amnesty" jest typową thrashową sieczką. Widać tu inspirację Metalliką z czasów Death Magnetic, oraz Arise Sepultury. Właściwie to nawet nie zaszkodzi powiedzieć że Havok w tym momencie jest taką współczesną Metalliką, może się na mnie nie obrazicie ;) Słyszymy świetną sekwencję riffów w stylu Metalliki, brutalność Cavalera Conspiracy oraz ogólny chaos od którego uszy dostają orgazmu. Naprawdę świetny kawałek, wszystko tutaj rządzi: agresja, brutalność, i przede wszystkim profesjonalizm. Trudno się oprzeć wrażeniu że na perkusji mógłby grać w tej chwili Dave Lombardo... Zdecydowanie moim faworytem w tym utworze jest Peter Webber, naprawdę zajebiście tutaj działa. Pozostali członkowie również są świetni. Utwór jest o wierze w boga, jako czynności odbierającej ludzką wolność. David zarzuca ludziom, że pod wpływem wiary człowiek odbiera sobie swobodę życia, robi wszystko by być zbawionym. Wokalista doradza im, by zapomnieli o bogu, i cieszyli się życiem.

Ocena: 10/10

4. "D.O.A."
"D.O.A." jest dla odmiany czymś lżejszym, kawałek jest wyraźnie zainspirowany Iron Maiden. Dobra, są to tylko pozory - następnie znowu słyszymy thrashową sieczkę, w stylu albumu Scream Bloody Gore grupy Death oraz Conquer grupy Soulfly. "D.O.A." ma bardzo podobny schemat do "Fatal Intervention", pomimo tego nie brak mu tej rasowości i brutalności co w "No Amnesty": bardzo ciekawa sekwencja riffów (tutaj dał popis gitarzysta), dobra perkusja, pewnego rodzaju skomplikowanie, oraz rozbrajający wokal (w pewnym momencie można usłyszeć krzyk Davida Sancheza, od którego uśmiech sam przychodzi na twarz). W porównaniu do poprzedników tutaj czegoś mi jednak brakuje, najprawdopodobniej kawałek nieco ciekawiej by się prezentował gdyby cały był w stylu "Iron Maiden", a pozostała część była thrashową mózgojebą. W każdym razie jest to jedyna wada: niezgranie tych dwóch części. Utwór jest o piratach drogowych, którzy często jadąc zbyt szybko giną na ulicy. "D.O.A." w pełni oznacza "Dead On Arrival".

Ocena: 9/10

5. "Covering Fire"
Słyszymy kolejne rasowe intro... i kolejną napierdalaninę, po raz kolejny w stylu Death Magnetic Metalliki. Tym razem jednak zmieszanym z Reign In Blood Slayera. Następnie słyszymy rytmiczną zwrotkę, i średni refren. Cóż, "Covering Fire" również jest całkiem niezłym kawałkiem muzyki, chociaż w porównaniu do poprzedników po raz kolejny czegoś mi brakuje; według mnie w złym miejscu Havok umieścił nieco spokojniejszy utwór. Dopiero po drugim refrenie jestem nieco bardziej zaciekawiony utworem. Tu z kolei słychać inspirację Beneath The Remains Sepultury połączone z Master Of Puppets Metalliki. Kompozycja w stylu Sepultury, i solo jak u Kirka Hammetta. Pomimo tego, jak już mówiłem dużo mu brakuje do poprzedników. Średni riff, brak pewnych ewolucji w perkusji. Jedynie David Sanchez zajebiście się spisał, pozostali trochę za słabo. Utwór jest o pewnym żołnierzu, który często dokonuje egzekucji. Ma wyrzuty sumienia z powodu zabijania niewinnych, błagających o litość przed śmiercią.

Ocena: 8,5/10

6. "Killing Tendencies"
Ooo, teraz mamy zdecydowanie coś cięższego. Bardzo rasowy riff, dobra praca perkusji... początkowo nei wiedziałem co mi to przypomina, jednak wyraźnie tutaj czuć Metallikę z czasów ...And Justice For All (a konkretnie utworu "The Frayed Ends Of Sanity"). Następnie utwór nieco przyspiesza, robiąc się nieco niespójnym. Jednak nie szkodzi; kawałek nieco przypomina "Fatal Intervention", z tą różnicą że ma lepszy riff. Po raz pierwszy na albumie David Sanchez ukazuje nam swój melodyjny wokal, brzmiący bardzo rasowo. Właściwie to cały utwór taki jest: dobre riffy, ciekawa praca perkusja i wokal który wydaje mi się najlepszy na tym utworze (jak na razie). Po drugim refrenie jestem ciekaw co będzie dalej, gdyż po posłuchaniu wcześniejszych utworów wiem że Havok odpierdoli jakąś ewolucję. I nie myliłem się: słyszymy solówkę nieco w stylu "Blackened" Metalliki z czasów albumu o którym wspominałem wcześniej. Niektórzy uznają to za marną podróbkę, jednak dla mnie się podoba. Utwór jest o osobie, która nie chce nic w swoim życiu zmieniać, pozostając na dnie. Ta osoba wciąż jest zachęcana do podjęcia jakichkolwiek działań, jednak nie przynosi to rezultatów.

Ocena: 9,5/10

7. "Scumbag In Disguise"
Utwór rozpoczyna się dziwnie znajomym riffem, jednak nie potrafię ustalić gdzie go słyszałem. Następnie słyszymy ciekawą kompozycję, widać że Havok nie zwalnia. Słyszymy skomplikowany riff w stylu grupy Death, oraz dobrą pracę perkusji (postawioną w szczególności na pracę stopy). Kawałek ani trochę nie zwalnia. W czasie zwrotki słyszymy podobny riff do tego z utworu "Bestial Devastation" Sepultury z albumu o tej samej nazwie. Póki co utwór jest przyjemny w słuchaniu, dalej chcę się dowiedzieć co będzie mnie czekać. Słyszymy świetną zwrotkę, po niej dobrą solówkę, i ciekawy refren. W porównaniu do poprzedników kawałek jest nieco bardziej ustabilizowany, jednolity. Zdecydowanie największe wrażenie robią na mnie zwrotka, oraz część przed refrenem. I tak jak w przypadku poprzedników, nie mogę się doczekać części przed drugim refrenem. Oczywiście w tym przypadku słychać inspirację albumem The Sound Of Perseverance grupy Death. Ogólnie nie ma co narzekać. Utwór jest o pewnym człowieku, który jedynie potrafi krytykować, a w życiu nic nie osiągnął.

Ocena: 9,75/10

8. "The Cleric"
Słyszymy kolejne tajemnicze intro... i kolejną inspirację Metalliką z czasów ...And Justice For All. Tym razem wydaje mi się to być już nieco za dużo. Jedyną zaletą jest to, że kawałek różni się znacznie bardziej schematem od poprzednich. Pomimo tego naprawdę nie chce mi się na to narzekać, kawałek brzmi naprawdę rasowo. Jest bardziej poważny, bardzo mocno odstaje od poprzedników. Widać że Havok włożył znacznie mniej swojego brzmienia (czy chociażby Sepultury którą równie często słyszę na tym albumie). Oprócz utworów z ...And Justice For All słyszę tu również "Of Wolf And Man" z albumu który został wydany 3 lata po wcześniej wspomnianym albumie. I naprawdę, po raz kolejny Havok można uznać za bardziej współczesną Metallikę, tyle że z Denver. Utwór jest o księdzu, który zbierał pieniądze pod fałszywym pretekstem zbawienia ludzi dających na tacę.

Ocena: 8,75/10

9. "Out Of My Way"
Słyszymy kolejne intro, tym razem przypominające to z "Arise" Sepultury z albumu o tej samej nazwie. Samo intro wskazuje mi że będzie to raczej inspirowane coś grupą o której wcześniej wspomniałem. I nawet nie myliłem się; kawałek przypomina zmieszanie Slayera, Sepultury i Death'u. Agresywna perkusja z ewolucjami może przyprawić o uśmiech, tak samo wokal, znacznie bardziej agresywny niż we wcześniejszych utworach. Teraz najsłabszym punktem wydaje mi się gitara, chociaż po drugim refrenie i ta daje popis w stylu Master Of Puppets Metalliki. Owszem, utwór nie jest taki dobry jak "Prepare For Attack", czy chociażby "No Amnesty", ale również zrobił na mnie niemałe wrażenie. Nie wiem jak to opisać, ale "Out Of My Way" jest o pewnej denerwującej osobie, która chce być miła nie wiedząc że robi komuś na złość.

Ocena: 9,5/10

10. "Time Is Up"
Na początku słyszymy podwójną stopę, i bas. Następnie słyszę dziwnie znajomy riff. Bbrzmi jak połączenie intro do utworu "The Frayed Ends Of Sanity" z ...And Justice For All Metalliki, oraz intra do albumu Hell Awaits Slayera, oraz utworu "Necrophiliac". Następnie zaczyna się cała akcja: dobry riff, szybka, agresywna perkusja, oraz brutalność. Zaczyna się zwrotka, i ujawnia nam się reszta tej brutalności (głównie za sprawą połączenia wokalu Davida z dobrą kompozycją). Po drugim refrenie (tak jak myślałem) znów słyszymy ciekawą kompozycję, jednak na krótko. Pomimo tego podobają mi się pewne ciekawsze momenty, np. solówka w stylu albumu Arise Sepultury, czy chociażby kompozycja w stylu "Necrophiliac" jako outro do albumu. Utwór jest idealną aluzją do okładki: "Time Is Up" jest o śmierci w roli sędzi, która skazuje zwykłego człowieka na śmierć. Powód wizyty kostuchy może być różny.

Ocena: 9,25/10

11. "Postmortem / Raining Blood"
Utwór, a raczej utwory są coverem Slayera z albumu Reign In Blood (szatan uciemiężony). Jest to pierwszy utwór Havoka jaki posłuchałem (znam go nawet dłużej niż oryginalne "Postmortem"). W porównaniu do oryginału, wersja Havoka zachowuje większość cech które wystąpiły na innych utworach z tego albumu. Słychać pewnego rodzaju zmiany, "Postmortem" zostało znacznie bardziej unowocześnione: wysoko nastrojona gitara nieco odbiera ostrości. Na perkusję nie mam zamiaru się skarżyć, Peter Webber jak zawsze znakomity. Tak samo zresztą nasz David Sanchez. Cóż, w porównaniu do poprzedników "Postmortem" wyszło trochę miernie, jednak da się słuchać. Możliwe że to dlatego, że ten kawałek najlepiej brzmi w wykonaniu Slayera? Nie wiem, zobaczymy jak wyszło im "Raining Blood". Za ten kawałek na pewno jest trudno się zabrać, jednak Havok całkiem nieźle sobie radzi. Bardzo różni się od "Postmortem", i tego nie spierdolili na 100%. Świetny moment burzy buduje mocny klimat. Dopiero potem gdy pobrzmiewa ten słynny riff, wydaje mi się że czegoś tu brakuje (zupełnie jakby perkusja była niedopasowana). Utwór przyspiesza, i od razu jest lepiej. Przypomina nieco "No Amnesty". Tutaj zdecydowanie największym problemem jak dla mnie był wokal Davida Sancheza, który kompletnie nie pasował do "Raining Blood". Bardzo dobrze prezentuje się outro utworu, tym samym outro albumu. Szczerze to jest to jeden z lepszych coverów tych utworów, nie lepszy jednak od oryginałów.

Ocena: 7,5/10 ("Postmortem")
Ocena: 8/10 ("Raining Blood")

Podsumowując Time Is Up zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, właściwie to nie spodziewałem się że będzie aż tak dobrze! Pierwsze utwory jakie poznałem z tego albumu to były "Postmortem / Raining Blood", "Fatal Intervention" oraz "Time Is Up", i uznawałem je jako niezłe, ale niezbyt ciekawe do posłuchania na dłużej (chociaż nie powiem, tą trójcę męczyłem długo gdzieś w 2012 roku). Okazuje się że pominąłem ważniejsze utwory, które miały znacznie więcej do zaoferowania ("Prepare For Attack", "No Amnesty", "Killing Tendencies" oraz "Scumbag In Disguise"). Nie jest to może idealny album, jednak dawka thrashu jest naprawdę wysoka. Grupa cały czas pędziła, i pędziła, nie dając nam czasu na odpoczynek: słyszeliśmy świetne sekwencje riffów, skomplikowanie, dobry wokal (początkowo średni), oraz świetnego perkusistę. Największym zarzutem według mnie było to, że grupa za dużo kopiowała od innych, lepszych grup (często miałem wrażenie że słucham Metalliki). Jednak tylko na tej wadzie poprzestańmy, wysoki poziom gry, młóćka dająca popalić uszom, i rasowe granie. Warto posłuchać!

Okładka: 7,25/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10

Zalety:

- Bardzo dobre kompozycje
- Dobre teksty traktujące o ważnych sprawach
- Dobry wokal
- Brutalność i agresja
- Rasowy thrash
- Bardzo dobry perkusista
- Dobra, skomplikowana muzyka

Wady:
- Brak uniwersalności (zbyt duża inspiracja Metalliką, Sepulturą oraz Slayerem)


Incite - The Slaughter


The Slaughter jest pierwszym albumem grupy Incite. Został wydany 20 października 2009 roku nakładem I Scream Music. Incite jest grupą stworzoną przez Richiego Cavalerę, syna wokalisty Maxa Cavalery, niegdyś grającego w Nailbomb (w wieku 7 lat), oraz występującego od czasu do czasu z Soulfly. Początkowo planowałem zrecenzować album All Out War, jednak gdy go posłuchałem uznałem że lepiej zostawić go na później. Zabrałem się za The Slaughter, i wydaje mi się to całkiem niezłym pomysłem. Jedyne co mnie nieco zraziło to producent Logan Mader, z którym raczej nie mam dobrych muzycznych wspomnień; współpracował przy tworzeniu albumów Omen grupy Soulfly, oraz Blunt Force Trauma grupy Cavalera Conspiracy (oba albumy oceniłem dosyć nisko). Mam nadzieję że The Slaughter nie będzie taką porażką jak albumy Soulfly i Cavalera Conspiracy z podobnego okresu. Gdyby nie rozreklamowanie albumu przez Maxa Cavalerę, The Slaughter przeszedłby najprawdopodobniej bez echa.

Okładka wydaje mi się słaba. Przedstawia ona kogoś tnącego zakrwawionym nożem jakąś ścianę (WTF?). Widać że nad okładką niewiele się wysilano, i przedstawiono jakieś chuj wie co stworzone w Photoshopie, czy tam GIMPie. Po prostu wklejono teksturę jakiegoś tekstu w miejsce ściany, zrobiono zdjęcie dla zakrwawionego noża, i również wstawiono do okładki, ręka również jest dziwna. Jedyne co się udało w tym przypadku to napis "INCITE" który jest ładny. Nie trawię okładek zrobionych na komputerze. Tak samo jak w przypadku albumu "3", jest beznadziejnie. To już druga oznaka że podjąłem złą decyzję w związku z recenzją tego albumu. Zobaczymy co mi powiedzą utwory.

1. "Intro"
W intrze słyszymy bicie serca, oraz różne głosy oraz dźwięki. W pewnym momencie słyszymy głośny dźwięk (zagrany najprawdopodobniej na konsoli) oraz cieszący się tłum. Tutaj to akurat nie mam zastrzeżeń, może być.

2. "The Slaughter"
Przyszedł czas na utwór tytułowy, który od początku kojarzy mi się z Sepulturą oraz Machine Head. No, jak na razie brzmi to całkiem nieźle; słyszymy nawet niezły riff wpadający w ucho, oraz dopasowaną perkusję. w czasie zwrotki "The Slaughter" nieco przyspiesza, przy okazji słyszymy nie najgorszy wokal Richiego, nieco przypominający Chucka Schuldinera z grupy Death. Chociaż dobrze słychać że grupa nie jest jeszcze dobrze wykształcona; na każdym roku inspiracje: to Sepultura, to Machine Head, to Death... Wydaje mi się to strasznie niedopracowane. Gitara rytmiczna jest za cicha, a perkusja po prostu nie daje kopa (brzmi jakby była nastawiona na granie blues'owe), a w pewne miejsca można byłoby wstawić całkiem niezłe wstawki (np. gitarę rytmiczną, ciekawe solo). Utwór jest tylko 3 minutowym skleconym na szybko nie wiadomo czym. Właściwie to można to jeszcze nazwać groove metalem? Jedyną dobrą rzeczą jest refren, mający klimat Sepultury. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7/10 (wraz z intrem)

3. "Nothing To Fear"
Drugi utwór już wydaje mi się nieco lepszy; słychać tu dużą inspirację współczesnym graniem Cavalery, a konkretnie albumami Conquer oraz Inflikted. Znacznie lepiej mi się tego słucha niż "The Slaughter". Widać że utwór jest znacznie bardziej dopracowany. Perkusja wreszcie daje jakiegoś powera, gitara wreszcie ma coś w sobie. Cóż, wprawdzie utwór ma przez większość czasu ten sam riff, jednak wreszcie jest coś co może ucieszyć uszy, na przykład moment przed drugą minutą który ciągnie się aż do samego końca. Zmiana riffu na lepszy (zdecydowanie w stylu wczesnego Machine Head). W tym przypadku nieco mnie podirytowało to, że refren bardzo często się powtarzał. Pomimo tego do kompozycji nie mam większych zarzutów. Utwór jest o ludziach, którzy mają chęć walczyć o swoje prawa.

Ocena: 7,5/10

4. "Army Of Darkness"
Patrząc na sam tytuł pomyślałem że będzie to coś w stylu "Hearts Of Darkness" grupy Cavalera Conspiracy. Nie trafiłem. Pierwsza praca gitary rytmicznej kojarzy mi się z Machine Head. Potem ujawnia nam się perkusja pracująca w stylu nowej Sepultury. Kawałek nieco przypomina rozmontowane "Manipulation Of Tragedy" z Mediatora. Słyszymy całkiem niezły riff, do tego dobrze dopasowany wokal oraz rytmiczną perkusję. Praca gitary prowadzącej kojarzy mi się nieco z Roorbackiem nowej Sepultury, ale nie szkodzi. Tam to wkurwiało, a tutaj buduje napięcie. Po drugim refrenie słyszymy całkiem niezły breakdown. Właściwie słysząc ten utwór nie mogę się oprzeć wrażeniu że utwór przypomina bardzo nową Sepulturę (zapewne dlatego że Dis, gitarzysta grupy ma taką samą gitarę jak Andreas Kisser). Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 8,5/10

5. "Time For A Change"
Od razu na początku słyszymy jeden akord, następnie utwór się rozkręca (i słyszymy riff zagrany na gitarze rytmicznej). Dalej to kawałek zaczyna pędzić jak utwory z Cavalera Conspiracy, czy chociażby Sepultury z czasów Arise. Dalej jest wcale nie gorzej: krótka, aczkolwiek niezła zwrotka, dobry refren (widać że w przypadku refrenów Cavalera woli inspirować się na kimś innym niż na muzyce wykonywanej przez ojca). Widać że utwór był poniekąd inspirowany Machine Head, oraz niektórymi grupami grającymi metalcore (np. Trivium). Po drugim refrenie utwór się uspakaja, wiem jednak że za chwilę wydarzy się coś ostrego. Ogólnie kawałek nieźle się trzyma, z pewnością jest do polubienia. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 8,75/10

6. "Divided We Fail"
Intro do utworu od razu skojarzyło mi się z intrem do "Manipulation Of Tragedy" nowej Sepultury. Jest bardzo podobne: taka sama praca perkusji, podobny riff... z tą różnicą że to intro wydaje się lepsze. Chwilę później zaczyna się zwrotka. Przez dłuższy czas wszystko brzmi całkiem nieźle, nieco wkurza mnie gitara rytmiczna. Całe szczęście, w odpowiednim momencie gitarzysta przestaje grać. I cały utwór nabiera całkiem spójnej całości. Chociaż tak naprawdę spodziewałem się czegoś lepszego: grupa wałkuje przez cały czas ten sam riff, co chwila jest refren... widać że Richie musi jeszcze wiele się nauczyć. Co nie zmienia faktu że wokalistą jest przyzwoitym. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,75/10

7. "Rage"
W porównaniu do poprzedników ten utwór ma więcej w sobie jakiejś takiej finezji. Gitara rytmiczna jest znacznie bardziej dopasowana do prowadzącej. Gdy wszystko się rozkręca, "Rage" tworzy bardzo spójną całość. W czasie zwrotki nieco jednak się psuje, myślałem że będzie to coś lepszego. Wokal Richiego dobrze odzwierciedla tytuł "Rage", jednak widać że z utworem jest coś nie tak. Kawałek jest bardzo prosty w budowie, często powtarzają się refreny. Pomimo tego podoba mi się ta żywiołowość, oraz rasowość. Ciekawym momentem jest solówka pod koniec, i ogólnie outro. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,75/10

8. "Tyranny's End"
Tytuł kojarzy mi się nieco z Omenem grupy Soulfly. Słuchając dalej, kawałek nieco przypomina pomieszanie Conquer Soulfly z Machine Head. Kawałek jest słabszy od poprzednich; przypomina nieco zapętlony fragment utworu "Manipulation Of Tragedy". Zwrotki utworu brzmią naprawdę słabo. Refren nie odstaje, również jest słaby. Całkiem niezłym pomysłem byłoby to, żeby ten kawałek był instrumentalem. Jednym z ciekawszych momentów jest ten w drugiej minucie. Ciekawy, ostry riff. Po przesłuchaniu całości bardzo dobrze widać tu wpływ Logana Madera na muzykę Incite, mianowicie ten utwór jest ciężkostrawny. Widmo brutalności przeważa nad spójnością. Dlaczego widmo? Bo ta brutalność miała tu być, a jest jedynie w głosie Cavalery (no kurna, jakbym słyszał Omena). Znacznie lepszym pomysłem byłoby gdyby producentem był sam Max Cavalera. Wprawdzie byłoby w tym trochę Soulfly, ale wiem że Max dałby młodemu wokaliście się wyszaleć. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 5/10

9. "Die With What You've Done"
W porównaniu do poprzedników "Die With What You've Done" wydaje się nieco lżejszy. Po raz kolejny w ruch wchodzi gitara rytmiczna. W każdym razie nie słyszymy pracy gitary prowadzącej, w tle pogrywa jedynie bas. Dopiero po pierwszej zwrotce się zmienia. Incite w tym momencie zagrało coś bardziej metalcore'owego, widocznie wzorowało się Avenged Sevenfold, a konkretnie albumem Waking The Fallen z 2003 roku. Że też wcześniej mi to nie przyszło do głowy! Pomimo tego utwór zaliczam jako zdatny do słuchania. Nie jest to może coś perfekcyjnego, ale słucha mi się tego znacznie lepiej od "Tyranny's End". Tak samo jak w przypadku poprzednich utworów tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,25/10

10. "Down And Out"
Intro... i od razu słyszę dziwnie znajome dźwięki. Czy to nie przypadkiem przyspieszone "Frantic" z albumu St. Anger Metalliki? No tylko posłuchajcie. Przynajmniej perkusja pracuje normalnie, nie ma tego "bonk bonk bonk". Tak czy siak zapowiada się ciekawie, bo co jak co "Frantic" było trochę spierdolone. "Down And Out" brzmi naprawdę ciekawie przez dłuższy czas: sekwencja różnorakich riffów, lekkie ocieplenie klimatu w czasie krótkiej zwrotki, i powrót do "Frantic". Naprawdę, brzmi ciekawie. Póki co jest to jeden z nielicznych utworów jaki naprawdę mnie wciągnął. Po pierwszej minucie się uspakaja, przez co już nie brzmi tak ciekawie. W każdym razie słucham dalej, i jestem ciekaw co zastanę. Widać tutaj też szczyptę Waking The Fallen Avenged Sevenfold. Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 8,75/10

11. "End Result"
Od razu na początku "End Result" skojarzyło mi się z jakimś utworem grupy Kabanos w połączeniu z "Zombie Ritual" w wykonaniu nowej Sepultury. Tak czy siak brzmi całkiem nieźle. Całkiem niezły riff, dobra praca perkusji... po raz pierwszy jednak nie podoba mi się wokal Richiego w zwrotce. W tym utworze brzmi jak amator. W czasie refrenu to jeszcze ujdzie. Chociaż z biegiem czasu nie jestem już tak zaciekawiony utworem. Ma taki sam schemat jak wszystkie poprzednie (nie licząc "Down And Out" oraz ""Time For A Change"). Tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 6,75/10

12. "Awakening"
No. Ostatni utwór. Mam nadzieję że w porównaniu do poprzednich utworów ten będzie jakiś inny. No, poniekąd. Od razu rozpoczyna się zwrotka: utwór jest wolniejszy od poprzednich, w zwrotce Richie brzmi trochę nijako. Kawałek przypomina mi połączenie "I'm Against" Ektomorfa z albumu Outcast w połączeniu z "The Vatican" nowej Sepultury z Mediatora. Pomimo tego wreszcie coś się zmieniło: więcej jest części instrumentalnej, częściej zmieniają się riffy, wreszcie słyszymy jakąś porządną solówkę. Pomimo tego długo przewijałem ten utwór, aż w końcu dotarłem do outra które brzmi jak początek "The Vatican" nowej Sepultury (no, nie licząc tego chóru). Utwór szybko mnie znudził. I tak jak się spodziewałem: tekstu nie znalazłem w internecie.

Ocena: 7,25/10

Podsumowując album The Slaughter nie jest czymś co mógłbym słuchać godzinami. Zdecydowanie, Richie i spółka muszą więcej poćwiczyć aby stworzyć coś ciekawego: utwory były wyraźnie niedopracowane, chociaż miały pewien potencjał. Grupa inspirowała się Machine Head oraz Avenged Sevenfold, a muzyka która mogłaby powstać z tego połączenia byłaby czymś przyjemnym w słuchaniu. Pomimo tego nie zauważyłem znaków ukazujących słabe punkty tego albumu: kiepska okładka, Logan Mader jako producent oraz słaby singiel promujący album. Owszem, w tym całym ciemnym tunelu można było dostrzec jaśniejsze punkty, jednak nie było to coś czego słuchałbym godzinami. Zdecydowałem się zrecenzować The Slaughter gdyż do Time Is Up nie miałem żadnego konkurenta... oraz dlatego że Incite zostało stworzone przez syna Maxa Cavalery, Richiego. Żałuję że podjąłem się tego ryzyka.

Okładka: 1/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 6,5/10

Ogólna ocena: 6,25/10

Zalety:
- Dobry wokal
- Rasowość (w niektórych momentach)
- Dobry skład
- Brzmienie które coś w sobie miało

Wady:

- Prymitywność
- Nuda
- Beznadziejna produkcja
- Okładka
- Zbyt mało udanych utworów (które mógłbym ocenić powyżej 9/10)
- Brak brutalności i agresji

8 sierpnia 2014

Recenzja: Slayer - God Hates Us All

 
Witajcie! Pewien czas na naszym blogu nie było Slayera, gdyż realizowaliśmy projekt "Lato z Hardcore Punk 2014". Ów projekt właśnie dobiegł końca. Dziś opiszę album "God Hates Us All". Nigdy wcześniej specjalnie nie przepadałem za tym albumem, jednak ostatnio zacząłem słuchać go trochę częściej.

Album został wydany 11 września 2001 (akurat tego samego dnia, gdy zaatakowane zostało World Trade Center) nakładem wytwórni American. Jest to ósmy studyjny album Slayera. Płyta dotarła do 28. miejsca na liście Billboard 200. Początkowo album miał nazywać się "Soundtrack To The Apocalypse" jednak Tom Araya uznał, że ta nazwa będzie bardziej pasować do boksetu, który zespół wydał w 2003 roku.

Okładka przedstawia zakrwawioną biblię. Powiem, że pasuje do tytułu. "God Hates Us All" - "Bóg Nienawidzi Nas Wszystkich". Wszystko wskazuje, że teksty na tym albumie będą w większości dotykać tematów religijnych. Niby okładka nie jest jakaś złożona, a dobra, pasuje do albumu. Aby album sprzedał się w większej ilości, wykonano też inną wersję okładki. Taką, która nie urazi uczuć religijnych innych osób. Link jest tu. Nie postarali się - coś takiego to mogę zrobić w Paincie w pięć minut.

 Album do przesłuchania

1. Darkness Of Christ
Jest to krótkie intro. Niby ma wprowadzić mroczną atmosferę, jednak nie czuję tego. Takie nic. Zwykle, gdy słucham tego albumu to pomijam "Darkness Of Christ". Słychać jakieś niezrozumiałe szepty, a w tle nieco ściszoną gitarę i perkusję. Nic specjalnego. Tekst za to jest dobrym początkiem płyty. Podmiot liryczny dochodzi w nim do wniosku, że "siłą religii jest represjonowanie wiedzy", bóg nam nigdy nie pomoże i nienawidzi nas wszystkich.

Ocena: 4/10

2. Disciple
No i zaczyna się właściwy album. Główny riff jest bardzo prosty, a bardzo dobry i wpada w ucho. W refrenie słyszymy kilkukrotnie powtarzające się słowa "god hates us all". Niby dobry początek, lecz wydaje się, że nie jest to taki typowy Slayer. Grupa gra bardziej w stylu swojego poprzedniego albumu ("Diabolus In Musica") niż tych starszych klasyków. Jednak to wszystko zmienia się w drugiej połowie utworu w okolicach solówki przypominającej te z "Divine Intervention". No i utwór przyspiesza i tak jest już do końca. W tekście podmiot liryczny opisuje zło związane z religią oraz krytykuje to, że Kościół wszędzie się z nią wpycha.

Ocena: 8,5/10

3. God Send Death
Jeśli kolejny utwór był dobry, to ten jest bardzo dobry. Początkowy riff skutecznie buduje napięcie. W tym już czuć więcej typowego Slayera. Po zwrotkach słyszymy dosyć szybki wstęp przed refrenem i sam refren (bardzo klimatyczny). Jeden z moich ulubionych utworów z tego albumu i ogólnie Slayera. Można się przy tym zatrzymać na dłużej. Tekstowo stoi również na wysokim poziomie - podmiot liryczny zadaje sobie pytanie "skoro bóg istnieje i kocha ludzi, to czemu na świecie jest tyle nieszczęść?".

Ocena: 9,5/10

4. New Faith
Zaczyna się żywym i skocznym (?!) riffem. Niezbyt w stylu Slayera, ale dobra - ważne, że brzmi dobrze. Dużą zaletą jest świetny refren. Warto zauważyć, że jest dłuższy od zwrotek. Nie jest to tak dobre jak poprzedni utwór, ale i tak słucham tego z przyjemnością. Ciekawym pomysłem był krzyk "I keep the bible in a pool of blood / So that none of its lies can affect me" po drugim refrenie. Jeśli chodzi o tekst, to mamy kolejny bardzo dobry. Przez podmiot liryczny przemawia nonkonformizm. Nie chce przyjąć chrześcijaństwa, by nie być "tak samo zaślepionym jak pozostali". Krytykuje ślepe oddanie chrześcijan i postanawia przyjąć nową wiarę (a właściwie odsunąć się od każdego rodzaju wiary) - ateizm.

Ocena: 9/10

5. Cast Down
Trzy świetne utwory pod rząd, lecz niestety Slayer nie utrzymał tego poziomu. Niby wszystko brzmi dobrze, aż tu nagle utwór zmienia rytm i dochodzi wokal... myślałem, że padnę ze śmiechu. Co to jest? Taka skoczna pioseneczka, te zwrotki brzmią naprawdę prześmiewczo. Mamy wolniejszy refren, wydaje się, że teraz już będzie normalnie, a tu parę sekund potem "despaaaair, emptineeeeess" - znowu się zaczyna ta zabawna kompozycja. Gdyby nie ten charakterystyczny wokal, nie uwierzyłbym, że to Slayer. Tekst opowiada o kimś odrzuconym przez amerykańskie społeczeństwo z powodu innej wiary.

Ocena: 7/10

6. Threshold
Od początku brzmi to jak połączenie utworów "In The Name Of God" i "Screaming From The Sky" z albumu "Diabolus In Musica". Nie jest to już ten sam poziom co utwory numer 2, 3 i 4, jednak i tak brzmi całkiem nieźle. Jednak wers "Can't control the violence that's spewing from me" poraził mnie idiotyzmem. Oznacza to mniej więcej "nie mogę powstrzymać przemocy, która ze mnie rzyga" (?!). Niby wiadomo o co chodzi, ale brzmi to bez sensu. Cały tekst mówi o kimś, kto popadł w szaleństwo i delektuje się tym.

Ocena: 7,5/10

7. Exile
Od początku utwór jest naprawdę szybki. Od początku chciałem tego klasycznego Slayera, ale tutaj to trochę przesadzili - chodzi mi o wokal. Bardziej jest to bezsensowne wycie. Nie jest to jeszcze katastrofa, ale i tak raczej najgorszy utwór na tej płycie. "Exile" w miarę trwania psuje się jeszcze bardziej. Tekst jest serią agresywnych bluzgów i opowiada o kimś, kto przyjął wiarę chrześcijańską i sfrustrowany chce się teraz od niej uwolnić, gdyż sprowadziła na niego nieszczęście.

Ocena: 6,5/10

8. Seven Faces
Utwór rozpoczyna mroczne, spokojne intro pasujące bardziej do gotyckiego metalu niż do Slayera. Po chwili utwór się rozkręca. Tym co robi na mnie największe wrażenie jest wokal - Tom Araya świetnie manipuluje głosem, by podkreślić słowa. Niestety refren już jest wadą, źle skonstruowany. Mroczna atmosfera panuje przez cały czas utworu, co jest dużym plusem. Mimo, że nie jest to coś, czego mógłbym słuchać godzinami, jednak "Seven Faces" to dobry utwór. Tekst jest niezbyt jasny, jednak prawdopodobnie mówi o wierze w reinkarnację, to, że człowiek po śmierci żyje jako inna istota, następne wcielenie.

Ocena: 8/10

9. Bloodline
Czas na jeden z moich ulubionych utworów z tej płyty. Zaczyna się ciekawym riffem, który powtarza się cały czas podczas refrenu. Ówże riff jest jednym z najważniejszych elementów tego utworu. Wpada w ucho. Jednak to jest już dziewiąty utwór i niestety nie ma klasycznego Slayera. Tak czy inaczej, ważne że brzmi to dobrze. Solówka jest dosyć dziwna. Prawdopodobnie był to eksperyment (coś jak na albumie "Diabolus In Musica"). Tekst tym razem obraca się wokół tematyki satanistycznej. Kusi człowieka do opuszczenia boga na rzecz szatana.

Ocena: 9,25/10

10. Deviance
Na początku słyszymy jakieś upiorne dźwięki i krzyki, jakby duchów. Po chwili słyszymy riff, wokal i nadal te mroczne dźwięki w tle. GENIALNY pomysł! Tutaj naprawdę czuć ten mrok w każdej sekundzie w odróżnieniu do "Darkness Of Christ". Radzę posłuchać tego wieczorem przy zgaszonym świetle :) Niepokój panuje przez cały czas trwania tego utworu. Prócz mrocznej kompozycji słyszymy też wersy w stylu "Walk the streets beneath the shadows / Searching for a cryptic bride" / Eat alive the conscience I hate / Without pain I watch you die" ("idź ulicą pogrążoną w cieniu / szukając zagadkowej panny młodej / zjedz żywcem sumienie, którego nienawidzę / bez żadnego bólu patrzę jak umierasz"). Tekst opowiada o nieuchronnej zagładzie chrześcijan i boga spowodowanej przez szatana, zło, cienie i tak dalej...

Ocena: 8,5/10

11. Warzone
Od początku słyszymy agresywną grę gitary i perkusję. Wydaje się, że Slayer podobnie jak w "Exile" znowu przesadzi i będzie to bezmyślne wycie. Tak też w sumie jest, jednak w "Warzone" jest coś więcej niż w "Exile". Lepsza kompozycja. Tak czy inaczej utwór nie należy do najlepszych na tej płycie. Tekst opowiada o żołnierzu bliskim szaleństwa z powodu okropności, które dzieją się na wojnie.

Ocena: 7,5/10

12. Scarstruck
Cały czas słychać powolny, ciężki riff. Mimo to, że powolny, utwór ma o wiele więcej energii niż większość utworów z tego albumu. Jest to zaleta. Tym co sprawiło, że utwór mi się spodobał jest świetny refren i bardzo dobra manipulacja głosem Toma (podobnie jak w "Seven Faces"). Jeden z najlepszych utworów na płycie. Można zdecydowanie zatrzymać się przy nim na dłużej. W tekście podmiot liryczny stwierdza, że "brutalność jest jedyną drogą do tego świata" i zamierza przybrać taką "brutalną maskę", by przetrwać.

Ocena: 8,5/10

13. Here Comes The Pain
Jeden z moich ulubionych utworów z "God Hates Us All" i ogólnie Slayera - podobnie jak "God Send Death". Świetny riff, który sprawia, że chce się tego słuchać więcej i więcej towarzyszy nam od początku. Nie jest to może typowy Slayer (jak cały ten album), ale grunt, że nieźle brzmi. Cały czas panuje ożywiona atmosfera. Pełen napięcia refren, szybkie zwrotki. Genialne :) W tekście podmiotem lirycznym jest bóg, który został przedstawiony jako okrutna istota dążąca do wymazania z powierzchni Ziemi ludzkiej egzystencji.

Ocena: 9,5/10

14. Payback
Od początku agresywna napieprzanina. Tak, na to, do cholery czekałem! Klasyczny Slayer. Świetny wokal, praca perkusji i riff. Niesamowicie żywa atmosfera. Muszę powiedzieć, że "Payback" wciągnął mnie od razu. Chyba jest to najszybszy utwór z całej płyty. Daje kopa :) Co do tekstu, to jest to seria bluzgów. Podmiot liryczny kieruje agresywne słowa w stronę osoby, która w przeszłości przeszkodziła mu w wielu ważnych sprawach. W jego oczach ten człowiek jest zerem. Najlepiej pokazuje to refren. Jeden z najbardziej agresywnych tekstów Slayera. LINK DO TEKSTU.

Ocena: 10/10

15. Addict
Na początku utwór przypomina połączenie "Seven Faces" i "Deviance". Mroczna atmosfera. No i rozkręca się. Już nie jest to niestety tak szybkie jak poprzedni utwór, jednak nadal brzmi nieźle. Wielką zaletą jest refren i mroczna atmosfera przez cały czas trwania utworu. Już nie jest to tak wyraźne jak w "Deviance" (mroczna atmosfera), ale nadal wyraźne. Utwór kończą wielokrotnie powtarzane słowa "it makes me feel sureal / it makes me need to kill". Tekst prawdopodobnie opowiada o szaleńcy, który chce zabijać wszystko co znajdzie się w zasięgu jego wzroku.

Ocena: 8,25/10

Album "God Hates Us All" do najlepszych albumów Slayera z pewnością nie należy. Zabrakło tutaj ich klasycznego stylu (wyjątek - "Payback"). Jednakże Slayer nie wydał nigdy albumu gorszego niż "bardzo dobry" - a "God Hates Us All" z pewnością taki jest. Wydaje mi się, że była to dalsza część eksperymentów jakie zespół robił na albumie "Diabolus In Musica", lecz bardziej udana. Przejdziemy teraz do oceny końcowej.

Najlepsze utwory: "Disciple", "God Send Death", "New Faith", "Here Comes The Pain", "Payback".

Okładka: 8,5/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 8,5/10

Ocena końcowa: 8,5/10

Obserwuj nas!