Wyszukaj

28 czerwca 2014

Recenzja: Nirvana - In Utero


Witam was w kolejnej recenzji. Ponieważ ostatnio zająłem się remakiem Sepultury i Death'u, teraz przypada mi recenzja. Tej zasady akurat nie złamię, i zawsze po konfrontacji będzie recenzja... ta jednak będzie dosyć nietypowa. Niby przede wszystkim recenzujemy metal, ale na jego pokrewne również warto poświęcić czas. Krążek z gatunku grunge/hard rock, jako pierwszy na naszym blogu. Skoro dodaliśmy The Black Album Metalliki, to można dodać i to ;) Album jest kompromisem pomiędzy lekkim a ciężkim graniem. W tej chwili przedstawiam wam album Nirvana - In Utero.

Trzeci studyjny album Nirvany został wydany 13 września 1993 roku nakładem DGC Records. Po sukcesie zwanym Nevermind, Nirvana zyskała światowy rozgłos. Oczywiście wszyscy zaczęli się tym podniecać, oprócz Kurta Cobaina - grał, bo lubił grać, nie dla światowej sławy. Z tego powodu zaczął ćpać, przy okazji udał się na odwyk, jednak nie przyniosło to rezultatu. Między innymi z tego powodu Kurt Cobain początkowo chciał nazwać ten album "I Hate Myself, And I Want To Die". Ostatecznie zdecydowano się na tytuł jednego z wierszy żony Kurta, Courtney - "In Utero". Przy okazji, nowym producentem został Steve Albini, gdyż grupa chciała by album był ostrzejszy od poprzednika. I tak album stał się ostrzejszy, i zyskał 1 pozycję w rankingu Billboard 200. Przy okazji został sklasyfikowany na 439 pozycji rankingu "Top 500 albumów wszech czasów według magazynu Rolling Stone".

Z opisu na angielskiej Wikipedii wynika, że okładka przedstawia manekin z anielskimi skrzydłami; dla mnie kojarzy się bardziej z figurką kobiety z anielskimi skrzydłami, ale mniejsza o to. Pomysłodawcą był Kurt Cobain. Powiem tyle: sama nazwa zespołu już zachęca do zapoznania się z albumem... w końcu to Nirvana, nie? A teraz szczerze: okładka wygląda mizernie, i gdybym nie znał tego zespołu, prawdopodobnie bym po niego nie sięgnął.


1. "Serve The Servants"
Album rozpoczyna się niespodziewanie - słychać że jest ciężej w porównaniu do poprzednika, jednak to wciąż ta stara Nirvana. Od początku utwór przypomina nieco "Smells Like Teen Spirit", jest jednak od niego wolniejszy. W każdym razie wiem że grupa ma zamiar wzorować się akurat na tym kawałku. Jesteśmy raczeni przyjemnym dla ucha riffem, następnie dochodzi wokal... przy okazji, zauważyłem że w porównaniu do poprzedniego albumu perkusja jest znacznie bardziej uwydatniona, perkusista gra trochę jak Lars Ulrich na albumie Load Metalliki. Bardzo przyjemny rockowy utwór, ciekawe rozwiązanie na imprezę rockową. Pomimo tego że nie jest to najmocniejsze, wyraźnie słychać że utwór ma więcej mocy w porównaniu do albumu Nevermind, coś czuję że tak też będzie z następnymi kawałkami. Trudno powiedzieć o czym jest utwór; tak naprawdę jest on chyba o żonie wokalisty, Courtney Love. Kurt opisuje w utworze napięte relacje z kobietą, oraz swoje przeżycia w dzieciństwie związane z separacją rodziców.

Ocena: 9,5/10

2. "Scentless Apprentice"
Ten kawałek jest już wolniejszy, aczkolwiek nie brak w nim ostrości. Kojarzy mi się nieco z "In Bloom", z albumu Nevermind. Pamiętacie jakie tamto było ostre w porównaniu do reszty? Tutaj mamy mniej więcej to samo, tyle że w innej szacie (z innym riffem), i na sterydach. Zdecydowanie, w porównaniu do poprzednika kawałek jest znacznie ostrzejszy, dopiero tutaj można mówić o typowym hard rocku - słyszymy całkiem niezłą zwrotkę, ciekawy, ostry refren, oraz różnorodne riffy. Jeszcze co do refrenu, to ten wydaje mi się trochę dziwny, ale jak wiadomo Kurt miał dziwną osobowość, tak więc było go stać na takie odpały. Według mnie był kimś w stylu Marilyna Mansona dawnej epoki. Pomimo tego że w kółko słyszymy ten sam riff, oraz ten sam schemat, utwór uznam za "całkiem niezły". "Scentless Apprentice" jest o matce która chce pozbyć się nowo narodzonego dziecka. Zastanawia się nad sposobami zamordowania/pozbycia się niemowlaka - rozważa zakopanie żywcem, spalenie, oraz sprzedanie.

Ocena: 9/10

3. "Heart-Shaped Box"
No, przyszedł czas na jednego z moich największych faworytów na tym albumie: "Heart-Shaped Box". Utwór został napisany w 1992 roku. Pomimo tego że kawałek brzmi raczej jak ballada, jest czymś naprawdę niezwykłym. Smutny klimat i brudne brzmienie gitary dodają tylko uroku dla tego utworu. Słyszymy świetną zwrotkę, ostry refren oraz wiele innych ciekawych efektów - riffy, perkusja, praca wokalu, po prostu wszystko. Jest w tym utworze coś przyciągającego, coś czego po prostu nie da się opisać. Przeczytałem gdzieś że utwór w sumie miał szokować wszystkim - tekstem, kompozycją, a także teledyskiem. W sumie jest to dziwne - niby utwór z gatunku grunge, a ja nie mogę się pozbierać. Jak dla mnie kawałek ma jedną z najlepszych kompozycji jakie zdołałem usłyszeć. Utwór jest o ojcu, któremu urodziło się dziecko chore na raka. Mężczyzna mocno cierpi z tego powodu, i chciałby coś zrobić, jednak nie może. Jakby to powiedział MrCommando1995: "lepsze to niż Nothing Else Matters". Co ja gadam, jest to lepsze niż większość ballad Metalliki!

Ocena: 10/10

4. "Rape Me"
Kolejny mój ulubieniec na liście, za razem jeden z pierwszych utworów jaki poznałem, nawet nie wiedząc że stworzyła go Nirvana. Utwór jest dosyć krótki, ale ma w sobie coś ciekawego - spokojny, lekko balladowy początek, następnie gwałtowny zwrot akcji - utwór wyraźnie jest ostrzejszy od poprzednich, cechuje go gwałtowność. Słyszymy ostrą, nisko nastrojoną gitarę, wyraźny bass, oraz wyraźną perkusję, co tylko nadaje temu ostrości. W czasie zwrotek robiło się spokojniej, jednak ten ostry klimat bez przerwy dawał się we znaki. Do napisania "Rape Me" Kurta zainspirował pewien artykuł w gazecie mówiący o gwałcie na pewnej dziewczynce podczas pewnego koncertu. Wokalista dając upust emocjom napisał ten utwór.

Ocena: 9,75/10

5. "Frances Farmer Will Have Her Revenge on Seattle"

Przez chwilę słyszymy spokojny, klimatyczny początek. Następnie utwór zaczyna brzmieć jak "Serve The Servants" - dopiero w czasie zwrotki brzmi mniej więcej jak "Smells Like Teen Spirit" - w czasie gdy słuchałem tego, dało się odczuć potęgę tego utworu - ostrość, dobry refren, żywiołowość, oraz nowoczesność która (jeszcze) nie psuła albumów. Nawet nie dziwi mnie to że grupa stała się tak popularna - bardzo często słyszymy niezwykle zrównoważone utwory, pomimo tego że ich muzyka jest "lekka", da się wyczuć ostrość. Poza tym, ich styl jest bardzo unikalny, raczej nikt przedtem tak nie grał. Ten kawałek właśnie taki jest - zrównoważony, unikalny, lekki a za razem ostry... zresztą, podobnie jak poprzednie. Utwór jest o Frances Farmer, aktorce która w latach 40-stych została aresztowana z powodu jazdy po pijanemu, i napaści na policjanta. Sędzia postanowił, że kobieta zostanie osadzona w zakładzie dla psychicznie chorych.

Ocena: 9,75/10

6. "Dumb"
Kolejny, dziwnie znajomy utwór - od początku przypomina nieco intro do utworu "Rape Me". Póki co nie słyszę żadnych ostrych dźwięków, w każdym razie na nic mocnego się nie zapowiada; słyszymy spokojny wokal opierający się na tym samym schemacie, delikatne riffy i najmocniejszą z całego utworu perkusję. Przypomina mi trochę "Lithium" z albumu Nevermind. W porównaniu do poprzednich kawałków nie ma tu nic ciekawego - tylko spokojne brzdąkanie. Liczyłem na coś ostrzejszego, ale niech już będzie. Jest tutaj pewien schizowy klimat który można zaakceptować, jednak liczyłem na coś w czym usłyszę w miarę ostry wokal, oraz mocną gitarę. Utwór jest piosenką o miłości, z tą różnicą że ta się różni od pozostałych. Tutaj opisywane są randki które opierają się głównie na piciu alkoholu, oraz "odpływaniu".

Ocena: 7/10

7. "Very Ape"
Początek bardzo zaskakujący. Początkowo nie mogłem się połapać skąd ja to znam, po chwili do mojej głowy wpadł utwór "Voodoo People" grupy Prodigy, którą dawno temu się jarałem. Po tym wstępie utwór brzmi jak "Breed" z poprzedniego albumu. Wiedziałem że po takiej durnowatej balladzie przyjdzie czas na coś ostrego. Świetny riff, dobra prędkość i żywiołowość - utwór może się spodobać. Pierwszy raz go słyszę, a już się kołyszę. Szkoda tylko że ten jest taki krótki - tylko dwie minuty. Zresztą, do utworu który opiera się na dwóch riffach oraz nieskomplikowanym schemacie tyle wystarczy moim zdaniem. Utwór jest o człowieku, który wścieka się na siebie za to, że jest za bardzo pomocny i naiwny. Twierdzi, że przez swoją wadę musi pomagać wszystkim, nawet osobom których nie lubi.

Ocena: 9,5/10

8. "Milk It"
Nazwa tego utworu najbardziej rzucała mi się w oczy gdy patrzyłem na playlistę albumu; "Mleko to". Trochę dziwny tytuł, ale niech będzie. W końcu to Nirvana. Od razu od początku słyszymy spokojne pobrzdękiwanie, dopiero potem się rozkręca. Słyszymy riff z przerwami, po czym słyszymy zwrotkę. Klimat utworu jest dosyć tajemniczy i schizowy. Coś jak "Scentless Apprentice". Zresztą, drugiego takiego utworu nie sposób było się spodziewać. Skomplikowany schemat, w miarę proste riffy i agresywny wokal, i jak już mówiłem klimat oddziałujący na psychikę ryją banię. Nie wiem... prosty utwór, ale ma coś w sobie. "Milk It" jest o niechęci do życia wokalisty. Opisuje on swoje życie jako pasożyta, które współdzieli z nim ciało.

Ocena: 8,75/10

9. "Pennyroyal Tea"
Po raz kolejny utwór spokojnie się rozpoczyna. Głos Kurta jak zawsze w tego typu utworach brzmi dosyć dziwnie. Potem zaczyna się prawdziwa akcja - utwór przypomina nieco "Serve The Servants", z tą różnicą że ten brzmi bardziej jak soundtrack ze Shreka, głównie przez ten wokal. Pomimo tego że to wciąż "In Utero", nie ma tu żadnej ostrości. Owszem, brudne brzmienie gitary jest całkiem ciekawe, chociaż definitywnie to nie to samo co wcześniej. Ma coś w sobie, jednak nadaje się bardziej na piosenkę o miłości. Jak na singiel jest to dla mnie za słabe. Nie równa się z "Serve The Servants", czy "Heart-Shaped Box". Utwór jest o kobiecie która zaszła w ciążę. Z tego powodu pije ziołową herbatę, a konkretnie mnóstwo herbaty, by pozbyć się niechcianego płodu.

Ocena: 7,5/10

10. "Radio Friendly Unit Shifter"

Utwór rozpoczynają dziwne dźwięki wydane na gitarze. Po chwili się rozkręca, wreszcie coś co brzmi jak "Breed" oraz "Very Ape". Słyszymy ciekawy riff, wyraźny bas, i nie rzucającą się w uszy perkusję. Gdy rozpoczyna się zwrotka wokal Kurta zaczyna oddziaływać na psychikę. Dziwne... pomimo tego że utwór jest w stylu wymienionych wcześniej utworów, nie ma w nim zbyt wiele ostrości. No, może jest jej trochę w czasie refrenu, chociaż nie jest to najciekawszy utwór jaki możecie znaleźć na płycie. Utwór jest najprawdopodobniej jakąś piosenką o miłości, a konkretnie o fałszywej miłości. Wokalista opisuje w tym numerze dziewczynę, która go zdradzała.

Ocena: 8/10

11. "Tourette's"
Utwór rozpoczyna się dziwnymi piskami, następnie dochodzą wszystkie instrumenty. W tym momencie ten cały hard rock/grunge gdzieś się ulotnił, słyszymy raczej utwór z gatunku punk rock, pomimo tego wokal na to nie wskazuje. W porównaniu do poprzednich utworów Kurt drze się wniebogłosy, w tle słyszymy ostrą grę. No naprawdę, to akurat jest ostre (jak na Nirvanę). Pomimo tego kawałek nie brzmi zbyt sensownie, w dodatku jest krótki (trwa dwie minuty), pomimo tego słucha się go całkiem przyjemnie, chociaż za tego typu muzyką nie przepadam. Utwór jest o mężczyźnie który zakochał się w kilku dziewczynach, i nie wie którą ma wybrać. Z tego powodu opisuje swoje serce jako rozdarte i chłodne. Zresztą, cały tekst opiera się przede wszystkim na sercu.

Ocena: 8,75/10

12. "All Apologies"
Ostatni utwór z wersji oryginalnej - jak na razie bardzo spokojny, aczkolwiek klimatyczny kawałek. Słyszymy przyjemny, wpadający w ucho riff, spokojny wokal Kurta, oraz perkusję która nie imponuje. W czasie refrenu na chwilę utwór się wyostrza. Utwór brzmi trochę jak "Lithium" z albumu Nevermind. Pomimo tego powiem że słyszałem znacznie lepsze utwory na albumie. Spójrzmy jednak na to z drugiej strony; jest to pierwszy utwór który uznam za ponadprzeciętny od czasu "Very Ape". W sposób umiarkowany kończy album, przechodząc z gitary w dziwne piski. Chociaż mi to nie przeszkadza, zakończenie albumu powinno się kończyć z "fajerwerkami". Utwór jest wiadomością dla świata na temat albumu "In Utero". Kurt mówi nam, że wszystko co konieczne na tym albumie już zrobił, i na więcej go nie stać. Z drugiej strony Kurt dobrze wie, że słuchacz jest szczęśliwy słuchając tego albumu, i mówi że również chciałby taki być. Niektórzy mogą odebrać to jako pożegnanie.

Ocena: 9,25/10

13. "Gallons Of Rubbing Alcohol Flow Through The Strip"
Pomimo tego że ten tytuł już kilka razy przesłuchałem, wciąż nie mogę zapamiętać tej nazwy. Utwór jest bonusem do Europejskiego wydania albumu. Witani jesteśmy spokojnym, aczkolwiek mającym coś w sobie riffie, aż chce się zabrnąć dalej. W czasie zwrotki jeszcze jako tako czuje się ten klimat. Dopiero w czasie drugiego refrenu można dostać świra - Kurt fałszuje jak nigdy. Przeczuwam że musiał on nagrać wokal do tego utworu pod wpływem alkoholu... zresztą, co ja gadam. Oni na pewno nagrali ten utwór bez żadnej przerwy, w jednym z pokoi dali mikrofon na perkusję, gitary i Kurta. Słuchając tego można się nieco zanudzić, bo utwór nie ma w sobie nic ciekawego - spokojne granie na perkusji, jakby Dave na coś czekał. Poza tym spokojne pogrywanie na basie, a gitara była używana tylko w czasie solówek, lub refrenu. Utwór jest o... niczym. Kurt napisał pewien utwór, po czym zaśpiewał go po pijaku. Po chwili zdał sobie sprawę z tego że jest to bez sensu. Następnie przez resztę utworu słyszymy spokojne pogrywanie na perkusji, co chwilę jakaś solówka, bełkot Kurta o alkoholu, lub o byle czym... trudno to w ogóle nazwać utworem. Pomimo tego ma zajebisty riff na początku, to muszę przyznać.

Ocena: 6,5/10

In Utero może nie był czymś idealnym, ale niewiele mu do tego brakuje. Teksty i kompozycje na krążku były na bardzo wysokim poziomie. Pod koniec nieco się zepsuł, pomimo tego da się lubić. Rozpoczęło się wesoło, skończyło się... wesoło, tyle że z alkoholem. Parę utworów może i nie było najlepszych, jednak zdecydowanie te najlepsze utwory ratują album. Przez większość czasu czułem że słucham całkiem porządnej dawki ciężkiego rocka zmieszanego z grungem, Metallica ze swoim The Black Album i Load zdecydowanie odpada, niech lepiej wracają do thrashu bo od ich spokojnego grania może rozboleć głowa. In Utero ma coś w sobie, zdecydowanie coś co się więcej w historii tego gatunku nie powtórzy. Może to i dobrze. Kurt pokazał co umiał, i pożegnał się z hukiem. Że też takie ekscentryczne osobistości jak Cliff Burton, Dimebag Darrell, czy chociażby Kurt Cobain musiały umrzeć przedwcześnie. Chrześcijanin powiedziałby, że dla takich to bóg ma specjalne miejsce w niebie. Kawał historii, gorąco polecam.

Okładka: 6,5/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10

27 czerwca 2014

Recenzja: Soilwork - Figure Number Five (remake)

Witam! Postanowiliśmy poprawić niektóre nasze recenzje - urozmaicić je, ograniczyć opis przebiegu utworów, opisać więcej swoich wrażeń, zatem przygotujcie się, że niektóre nasze recenzje pojawią się jeszcze raz. Omówię album "Figure Number Five" melodic deathmetalowej grupy Soilwork. Planowałem kiedyś skonfrontować ten album z jednym albumów Slipknota, jednak najlepiej nadający się do tego - "Iowa", został już omówiony w jednej z naszych konfrontacji. Uznałem, że reszta jednak niezbyt się do tego nadaje. Nazwa albumu pasuje - to w końcu piąty album tej grupy.

Zacznijmy od okładki. Co ona przedstawia? Jest dosyć niejasna, właściwie nie wiadomo co się na niej znajduje. Na pierwszy rzut oka skojarzyła mi się z wrakiem samolotu, chociaż może również przedstawiać porozcinane deski, odłamki, nierozpalone ognisko - interpretacja dowolna. Niezbyt zachęca do poznania utworów, jest dosyć nijaka. Ale gdy wystawiam albumowi ocenę, okładka liczy się najmniej. Może utwory będą lepsze.

1. Rejection Role
Pierwsza piosenka z tej płyty i zarazem pierwszy singiel. Gdy to słyszę, od razu przypomina mi się grupa Killer Be Killed. Właściwie jest to pewnego rodzaju mieszanka wcześniej wspomnianego Killer Be Killed i Slipknota. Przez cały czas trwania utworu panuje wzniosły, patetyczny nastrój. Bardzo dobry utwór, świetny start. Tekst opowiada o człowieku, gorączkowo poszukującego celu - celu, który tak naprawdę nie istnieje. "I will be there looking for something / Coming straight out of nothing, just killing time".

Ocena: 8/10

2. Overload
 Na początku słyszymy dosyć nijaką melodyjkę, która pasowałaby bardziej do popu lub czegoś w tym rodzaju. Z początku, gdy to słyszałem to robiło mi się niedobrze. Jednak zwrotki są niezłą rekompensatą za te beznadziejne plumkanie, przypominają Slipknot, dźwiękowo jak i wokalnie. Za to refren jest zupełnie inny - pełny patetycznego, dosyć smutnego nastroju. Na ogół dosyć dobry. Zaraz po nim słyszymy znajomą melodyjkę z początku piosenki, która akurat do tego momentu nawet dobrze pasuje. Tekst jest słowami człowieka, który kiedyś popełnił w pewnej sytuacji poważny błąd, co spowodowało poważne komplikacje w jego życia. Podmiot liryczny jest obecnie w takiej samej sytuacji, jednak nie zamierza pozwolić sobie na popełnienie tego błędu po raz drugi - nauczył się czegoś. Podobnie jak w poprzedniej piosence, dobra solówka.

Ocena: 7/10

3. Figure Number Five
Tytułowy numer, a zarazem jeden z najlepszych i najmocniejszych na płycie. Już na początku wita nas dosyć ciężki riff. Jedynym elementem melodic death metalu w tej piosence jest jedynie melodia jaką słyszymy podczas zwrotek w tle. Podobna do tej z poprzedniego numeru, tyle, że tutaj jest o wiele lepsza i bardziej pasuje do piosenki. Świetnie buduje napięcie i wytwarza atmosferę niepokoju. Identyczne zadanie ma wstęp przed refrenem "burn your flag figure / the disciples of God want you to die". Sam refren przypomina mi album "Arise" Sepultury, bardzo agresywny. To samo tyczy się świetnej solówki. Piosenka opowiada o manipulacji, o tym jak rządzący łatwo mogą wpływać na losy obywateli, którzy są dla nich tylko figurami, pionkami - stąd też nazwa: "pionek numer pięć".

Ocena: 10/10

4. Strangler
Piosenka zaczyna się w dosyć melodic deathmetalowym stylu. Zwrotki bardziej przypominają grupę Slipknot, brzmią dosyć ciekawie. Sam refren jest o wiele spokojniejszy i łagodniejszy od reszty piosenki, wokal już wcale nie przypomina growlingu. Z początku utwór wydawał mi się strasznie nijaki, jednak po pewnym czasie przekonałem się. Jest to coś na poziomie pierwszego utworu - "Rejection Role". Tekst obraca się wokół podobnej tematyki co piosenki wyżej - opowiada o ludziach bezczynnie przyglądających się decyzjom polityków, działających na szkodę ich i kraju. Mieszkańcy kraju nie mogą nic na to poradzić.

Ocena: 8/10

5. Light The Torch
Piosenka zaczyna się ciekawie. Widać, że szykuje się dosyć ciekawy utwór. I tak też jest - jeden z lepszych na płycie. Gdy słyszymy pierwszą zwrotkę, wokal może nas trochę zadziwić (negatywnie). Jednak później jest już tylko lepiej. Wokal się polepsza, słyszymy wstęp przed refrenem, dodający piosence energii, ożywiający i sam refren, przypominający Slipknota. Słyszymy spokojne wersy "It will come around cause you know that she'll be thinking...", a po nich "...of you!!" zaśpiewane głosem, który bardziej przypomina growling. Dobre solo, trochę w stylu Metalliki (album "And Justice For All"). Tekst opowiada o człowieku, który zamordował kochankę podmiotu lirycznego, a teraz wyszedł na wolność. Morderca oświadcza, że będzie nadal robił takie rzeczy.

Ocena: 8/10

6. Departure Plan
Najspokojniejszy utwór na płycie i najbardziej rockowy. Nie ma w nim za dużo elementów metalu. Słyszymy spokojne zwrotki i trochę mocniejszy refren - zupełnie jak w balladach Metalliki (które są od tego zdecydowanie lepsze). Piosenka jednym się spodoba, jednym nie. Jak dla mnie, jest w porządku. Dobra do posłuchania, gdy chcemy się uspokoić, klimatyczna. Przez cały utwór panuje dosyć smutny nastrój. Brzmienie gitar w refrenie przypomina piosenkę Bon Jovi "It's My Life". Bardzo fajna solówka. Tekst jest skierowany do osoby z planami samobójczymi. Według podmiotu lirycznego samobójstwo jest rzeczą bezsensowną, nazywa tego człowieka wrażliwym, nakłania go do następnej próby polepszenia sobie życia, oferuje mu pomoc (choć z drugiej strony twierdzi, że ów człowiek jest zdolny poradzić sobie świetnie). Tekst jest jednym z lepszych na tej płycie. Zdecydowanie wolałbym żeby tą piosenkę puszczali w radiu niż takie badziewia jak "Nothing Else Matters".

Ocena: 7/10

7. Cranking The Sirens
Początek przypomina odrobinę numer "Light The Torch". Jednakże potem piosenka zmienia styl. Zwrotki są dosyć podobne do tytułowej piosenki oraz Slipknota. Niestety refren jest beznadziejny. Spróbowali ponownie stworzyć coś w rodzaju tego refrenu z "Light The Torch" lub ze "Stranglera". Jednak w tym przypadku wokal jest bardzo słaby, psuje piosenkę. Plusem jest dosyć dobra solówka, jak w większości piosenek na tym albumie. Tekst opowiada o seryjnym modercy-psychopacie.

Ocena: 6/10

8. Brickwalker
Utwór na początku w ogóle mi się nie podobał. Jednak z upływem czasu staje się coraz ciekawszy. Rozkręca się. Słyszymy zwrotki w stylu Slipknota oraz budujący napięcie wstęp przed refrenem "Come on, come on / they are so expendable". A następnie... zdecydowanie najlepszy refren na tej płycie! Spowodował, że od razu polubiłem tą piosenkę. Jak we wszystkich poprzednich utworach - świetne, melodyjne solo. Tekst opowiada o ludziach, walczących ze zbyt silnym przeciwnikiem. To sprawia, że ich walka jest żałosna. Sami nie wierzą w ewentualną wygraną, a gdy już zdali sobie sprawę z tego, że mają nikłe szanse na wygraną, chcieli się poddać. Jednak ich przeciwnik bezlitośnie ich zniszczył. Widać to w wersach "we're all so fatal, we're all too able" oraz "we're all so tragic - illogical magic".

Ocena: 7,75/10

9. The Mindmaker
Perkusja na początku skojarzyła mi się z bardzo dobrym utworem "Refuse/Resist" Sepultury. Wydaje się, że będzie to coś dobrego. Niestety piosenka się z czasem psuje...  Zwrotki to po prostu jest jakiś bezładny wrzask i tyle. A refren... szkoda słów. Jeszcze gorszy niż w "Cranking The Sirens". Bardzo słaby utwór. A zapowiadał się tak dobrze. Solo już nie jest tak dobre jak w innych. Jeden z najgorszych na płycie. Tekst opowiada o władcy kontrolującym nawet umysły poddanych. Ów władca jest bezlitosny i nie jest zbyt kochany przez ludzi.

Ocena: 4/10

10. Distortion Sleep
Spokojny, klimatyczny początek. Zwrotki są w stylu Slipknota, szczególnie przypominają piosenkę "The Nameless". W refrenie za to czujemy duże wpływy rocka, słyszymy też coś co przypomina jakieś organki (?) ... Jednak to niezbyt przeszkadza, jest tam również świetny wokal. Piosenka ma dosyć smutnawy nastrój. Jedna z najlepszych na płycie. Bardzo melodyjny utwór. Tekst opowiada o bezprawiu i anarchii. Zadaje pytanie "co by się stało, gdyby przez pewien czas wszystko było legalne?". Podobnie jak w reszcie utworów powyżej z wyjątkiem poprzedniego dobre solo.

Ocena: 8,5/10

11. Downfall 24
Dosyć dziwny początek. Jednak potem jest już tylko lepiej. Melodyjny riff odrobinę przypomina mi ten z piosenki "Slave" Soulfly. Zwrotki są w stylu Slipknota - standardowo. Podobne do tych z tytułowego numeru. Wstęp przed refrenem przypomina również Soulfly - głównie te bardziej melodyjne momenty z ich piosenek. Sam refren też bardzo dobry, prawie dorównuje temu z "Brickwalkera". Piosenka jednak nie jest czymś czego mógłbym ciągle słuchać. Szybko się nudzi. Średnie. Solo również bardzo dobre - jak w większości. Tekst opowiada o dwóch wrogach - gdy jeden upada, drugi korzysta.

Ocena: 6/10

Podsumowując, "Figure Number Five" to dosyć dobry album, który zachęcił mnie do poznania innych albumów i piosenek tego zespołu. Jednak gdy posłuchałem innych przekonałem się, że tylko jeden album Soilwork do mnie przemawia - i jest to właśnie "Figure Number Five" - reszta jest nieco inna. Ale na ich temat wypowiem się innym razem. Jest to połączenie melodii z mocniejszymi riffami - dosyć udane. Podobny bardzo do grupy Slipknot. Czas na ocenę końcową.

Okładka: 5/10

Teksty: 10/10
Kompozycje: 8/10


Ocena końcowa: 8/10

Album do przesłuchania

25 czerwca 2014

Konfrontacja: Sepultura - Schizophrenia vs Death - Scream Bloody Gore (remake)


Stali bywalcy na naszym blogu zapewne zauważyli, że recenzje ostatnio idą pełną parą, chociaż w tym tygodniu nie było newsów. Zresztą, tak sobie myślę czy one na pewno mają sens? Tym razem nadszedł ten moment aby pomyśleć nad błędami przeszłości, i uprościć/poprawić nieco jedną z recenzji. W końcu najprawdopodobniej niedługo będziemy robili podsumowanie do Sepultury. Ogólnie mówiąc sami widzieliście że ta recenzja mi nie wyszła, mimo wszystko dzięki za przeczytanie wyświetlenie jej, i jednocześnie przepraszam że ją sknociłem. Tego nawet sam nie dałem rady przeczytać. Z tego powodu zamierzam odnowić konfrontację Sepultura - Schizophrenia i Death - Scream Bloody Gore. Zapraszam do zapoznania się z lekturą :)


Sepultura - Schizophrenia


Schizophrenia jest drugim albumem studyjnym Sepultury, został wydany 30 października 1987 roku przez Cogumelo Records. Jeszcze przed rozpoczęciem prac nad albumem odszedł gitarzysta Jairo Guedz, twierdząc że "Sepultura nie jest czymś czego szukał. Wkrótce na jego miejsce zatrudniono Andreasa Kissera. Od razu po dołączeniu ten postanowił wprowadzić parę zmian: zaczął komponować utwory, nauczył Maxa i Paulo stroić gitary, i zaproponował zmianę gatunku dla grupy. Tworzenie muzyki i nagrania odbywały się w sierpniu 1987 roku (jedyny kawałek nagrany później to Troops Of Doom, nagrana w 1990 roku na Florydzie, wydana przez Roadrunner Records). Album został wymieniony w liście 100 najlepszych death metalowych albumów według magazynu Decibel, jednak na którym miejscu powiem wam dopiero pod koniec recenzji, aby nie spoilerować ;)

Na początku gdy zobaczyłem tą okładkę (jeszcze nie słuchając Sepultury) miałem wrażenie że w tamtych czasach grupa musiała być naprawdę prymitywna. Na okładce widzimy zawiniętego w prześcieradła Indianina, a nad nim jakąś nocną marę. Okładka nie jest brzydka, ale nie pasuje do tytułu. Mam wrażenie że narysował ją ten sam artysta co robił okładki do Morbid Visions czy Rotting i The Laws Of Scourge Sarcofago.


1. "Intro"
Dosyć nudnawe intro. Od razu na początku słyszymy dźwięki wydawane przez skrzypce które mają niby wprowadzić napięcie (wiem że skądś je znam). Następnie są słowa wykrzyczane przez wokalistę, jest to odwrócone słowo "Schizophrenia".

2. "From The Past Comes The Storms"
Szybki start! W porównaniu do Morbid Visions czuje się tą świeżość, nawet pomimo tego że Schizoprenia ma już 27 lat na karku. Igor nie gra na perkusji... on w nią NAPIERDALA. Andreas Kisser również pokazuje, że jest dobrym gitarzystą, i prezentuje swoje pierwsze riffy. I wreszcie wokal Maxa - słyszymy bardzo dużą zmianę, zdecydowanie na lepsze. Na poprzednim albumie Max darł ryja bez opamiętania, co gorsza jego głos był strasznie przesterowany, ale o tym dokładniej wkrótce. Wszystko tu jest w najlepszym porządku: od pierwszych riffów, po wokal i aż do solówki. Utwór jest o końcu świata który ma wkrótce nadejść przez ludzką zachłanność.

Ocena: 9,5/10 (wraz z intrem)

3. "To The Wall
Tak jak poprzedni numer, utwór zaczyna się szybko i gwałtownie, chociaż widać że jest spokojniej - Igor gra spokojniej, Max również się uspokoił, ciekawe... Pomimo tego i tak kompozycja brzmi dobrze. Perkusja idealnie komponuje się z gitarą i agresywnym wokalem Maxa. Kawałek ma parę zmian tempa, dobre refreny, kilka ciekawych momentów, dobre solo w 3 minucie... również bardzo dobry numer. Słuchając tego utworu przypomniał mi się album Conquer grupy Soulfly. Widać na jakich dokonaniach Soulfly się wzorowało. Tekst został napisany przez Vladimira Korga z zespołu Chakal, kawałek jest o więźniu oczekującym egzekucji w postaci rozstrzelania. Opisywane są towarzyszące mu odczucia oraz niepokój.

Ocena: 9,5/10

4. "Escape To The Void"
Po raz kolejny słyszymy szybki riff, mocne walenie w gary... coś jak na ostatnim albumie grupy, z Derrickiem Greenem na czele. Po wstępnym solo ponownie doznaję skojarzeń związanych z albumem Conquer Soulfly, a konkretnie z refrenem "Paranoia". Muszę przyznać widzę spore podobieństwo. Pamiętam że jak pierwszy raz posłuchałem tego numeru nie mogłem się doczekać co będzie potem. I w sumie się nie zawiodłem. W drugiej minucie po raz kolejny zaskoczenie; znowu słyszę "Fall Of The Sycophants", a konkretnie moment z... również drugiej minuty, no to jest dopiero ciekawe :) Niedługo potem pojawia się rasowe solo, podobne do tego z wcześniej wspomnianego numeru. Utwór jest o końcu świata zapowiedzianym w "From The Past Comes The Storms". Ludzie umierają poprzez zatrute powietrze, posiadają pasożyty w ciele, i inne tego typu. Zwraca się on do człowieka który jest za to odpowiedzialny, i ma do niego żal, że nie chciał przestać w krytycznym momencie.

Ocena: 8,25/10

5. "Inquisition Symphony"
Utwór instrumentalny. Pomimo że za takimi nie przepadam, tą akurat bardzo polubiłem ze względu na świetną kompozycję. Utwór zaczyna się dziwnym burczeniem, po chwili dochodzi gitara akustyczna. Niedługo potem wszystko się wzmacnia, doszła jeszcze spokojna perkusja. Riff brzmi jak wyciągnięty z utworu "The Call Of Ktulu" Metalliki - ta sama prędkość, brzmienie gitar jest bardzo podobne, co najlepsze - gitary Kirka oraz Andreasa są tymi samymi modelami, w dodatku tak samo nastrojonymi. Gdy pierwszy raz słuchałem "Inquisition Symphony" czekałem na wokal. Utwór miał sprawiać wrażenie zagranego na skrzypcach (w sumie Apocalyptica zrobiła jego cover, właśnie na skrzypcach). 5 minuta: bardzo dobre solo, uwalniające napięcie. "Inquisition Symphony" napisali Andreas Kisser i Max Cavalera. Początkowo uznałem go za "najlepszy instrumental", jednak powiem tyle: gdyby nie podobieństwo do "The Call Of Ktulu", byłoby naprawdę świetne.

Ocena: 9,5/10

6. "Screams Behind The Shadows"
Na początku słyszymy riff trochę w stylu "Zombie Ritual" grupy Death, oraz stopę. Niedługo potem przyśpiesza, tworząc całkiem zgrabną kompozycję. Sam w sobie kawałek jest całkiem niezły, pamiętam żę go kiedyś lubiłem. Duże znaczenie mają tutaj ciekawy riff, oraz bardzo dobre, klimatyczne solo. Utwór jest o cieniu przeszłości, który zaczął dręczyć ludzi w jego otoczeniu. Niby taki trochę bezsensowny temat, ale można go rozumieć na parę sposobów: Może to być seryjny zabójca który wrócił do swojego dawnego środowiska; utwór może też być o jakimś przykrym wydarzeniu które zdarzyło się dawno temu, a teraz ludzie którzy w nim uczestniczyli muszą w nim uczestniczyć ponownie.

Ocena: 8,75/10

7. "Septic Schizo"
Utwór zaczyna się dosyć gwałtownie. Rozpoczyna ją sekwencja różnych riffów, które na początku odebrałem jako utwór instrumentalny. Właściwa akcja zaczyna się od pierwszej minuty. Utwór gwałtownie przyśpiesza, i pojawia się wokal. Zwrotki oddziela bardzo dobry riff. Z układu nieco przypomina mi utwór "Screams Behind The Shadows", tyle że ten kawałek zawiera nieco mniej części instrumentalnych. Wszystko wygląda całkiem ciekawie, pomimo lekkiego skomplikowania słucha się go dosyć przyjemnie. "Septic Schizo" jest o wariacie mającym wkrótce wyjść ze szpitala psychiatrycznego. Boi się on powrotu do rzeczywistości oraz tego co będzie w przyszłości. Chciałby zostać na swoim miejscu gdyż wie, że niczego nie osiągnął w życiu, i że nie jest potrzebny społeczeństwu.

Ocena: 9,25/10

8. "The Abyss"
Krótki utwór instrumentalny zagrany na gitarze akustycznej. Przypomina mi trochę "Forgotten Fire" Ektomorfa, oraz intro do utworu "...And Justice For All" Metalliki. Tak jak w tych dwóch kawałkach, tu też czuć taki lekki powiew piękna, ale przy okazji prymitywności. Nie zostało to zagrane profesjonalnie.

Ocena: 7/10

9. "Rest In Pain"
No, tak jak poprzednie numery, ten utwór również zaczyna się bardzo gwałtownie. Mamy ostry, budujący napięcie riff oraz średnie tempo które za pół minuty przerodzi się w coś naprawdę dobrego. Utwór szybko zbudował napięcie, i w czasie ekstremalnej zwrotki daje upust. Przypomina mi to trochę "Nightmare" grupy Sarcofago z albumów INRI oraz Rotting. W porównaniu do Sarcofago słychać że Max w swoim wokalu ma więcej profesjonalizmu. Po zwrotce pojawia się refren, krótki aczkolwiek nawet niezły na koncerty. "Rest In Pain" nie wydaje się być czymś wyjątkowym, pomimo tego lepiej się go słucha niż "Escape To The Void". Utwór wydaje się być kontynuacją "Septic Schizo" - jest o śmierci osoby która nie przysłużyła się w żadnym stopniu dla społeczeństwa. Słowa "Rest In Pain" (spoczywaj w bólu) są najprawdopodobniej wypowiedziane przez społeczeństwo, które nie chciało gościć w swoim gronie wariata.

Ocena: 8,75/10

10. "Troops Of Doom"
Remake "Troops Of Doom" z albumu Morbid Visions. Utwór został nagrany w 1990 roku, i trafił na reedycję płyty. Kawałek rozpoczynają bębny, i wysokie akordy wydawane gitarą. Robią ciekawe, budujące napięcie wrażenie. Początek w porównaniu do oryginału jest nieco szybszy, bez zbędnych jęków Maxa Cavalery. Wszystko prezentuje się znacznie lepiej, zwiewniej, wszystko co zbędne zostało wyeliminowane. Także po klimatycznym wstępie wszystko się zmieniło -  słyszymy świetnie dopracowany riff, oraz bardzo dobre naparzanie w gary. Utwór jest o wydarzeniu wspomnianym w Apokalipsie św. Jana w biblii (końcu świata zafundowanym przez antychrysta). Zwrotki wydają się być cytatami z biblii (uwięziony mesjasz, zniszczenie wszechświata, ludzie omamieni przez diabła). Wspomniany jest również "deszcz ognia" z biblii, który został zmodyfikowany na głowice nuklearne. Tekst jest naprawdę ciekawy, jeden z najlepszych napisanych przez Maxa Cavalerę.

Ocena: 10/10

11. "The Past Reborns The Storms"
Jest to wersja demo "From The Past Comes The Storms". W porównaniu do oryginału "The Past Reborns The Storms" jest znacznie wolniejsze, i nie prezentuje się już tak ciekawie. Pomimo tego nie jest aż tak źle.

Ocena: 8/10

Pozostałe 2 utwory to wersje instrumentalne "To The Wall" i "Septic Schizo".

Dobrze było wyczyścić z kurzu ten album, w końcu krył w sobie całkiem wielki kawałek muzyki. Wszystkie utwory pomimo widocznego podobieństwa, jednak się różnią - wszystko zostało dobrze dopracowane. W tamtym momencie widać było ile Sepultura zyskała zatrudniając Andreasa Kissera. Pomimo tego że album jest dosyć stary, w pewnych momentach kryje sobie dużo świeżości. Z pewnością najlepszą stroną tego albumu są kompozycje, i między innymi za nie polecam ten album.

Okładka: 5/10
Teksty: 8,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 8,25/10

Zalety:
- bardzo dobre kompozycje
- bardzo dobre teksty skłaniające do refleksji
- wokal Maxa
- świetne riffy (a raczej ich sekwencja)
- wiele zwrotów akcji
- świetne solówki
- pomimo 27 lat, nadal czuć świeżość

Wady:
- niepasująca okładka
- kiepskie intro
- niezmienny schemat utworów

Death - Scream Bloody Gore


Scream Bloody Gore jest to pierwszy album Amrykańskiej grupy Death. Został wydany 25 maja 1987 roku nakładem Combat Records. Album był punktem zwrotnym w dziedzinie ekstremalnego metalu. Ian Christie w swojej książce "Sound Of The Beast: The Complete Headbanging History Of Heavy Metal" wspomniał, iż ten album mógłby rywalizować ze wszystkimi kawałkami z gatunku hardcore punk (co wydaje się być kompletną bzdurą), z kolei stary magazyn muzyczny Metal Forces w 1987 roku wspomniał, iż grupa Death doprowadziła swoją muzykę metalową do ekstremum. Album został wymieniony w liście 100 najlepszych death metalowych albumów według magazynu Decibel, jednak dopiero pod koniec recenzji powiem wam na którym miejscu znalazł się ten album.

Okładka wygląda całkiem nieźle, kojarzy się trochę z Watykanem; zapewne dlatego że trzy szkielety odziane w czerwone szaty przypominają kardynałów. Ten czwarty, w fioletowej szacie siedzący na tronie, wygląda na papieża. Okładka może być nieco dwuznaczna: w jednym przypadku może oznaczać to, że w przyszłości panowanie nad światem może objąć śmierć. W drugim przypadku okładka może nam sugerować, iż w Watykanie żyją fałszywi, źli i obłudni ludzie, którzy zamiast coś robić dla religii opijają się mszalnym winem. Okładka jest bardzo klimatyczna, ciekawie się prezentuje, skłania do refleksji, coś jak plakat propagandowy.


1. "Infernal Death"
Album został rozpoczęty ociężałym riffem. Od razu zdajemy sobie sprawę że to nie jest na żarty, że to będzie ostra gra. Utwór dalej kroczy, dochodzi jeszcze krzyk Chucka Schuldinera. Po chwili cała akcja przyspiesza, dochodzi do tego nieco skomplikowany riff, trochę w stylu "Septic Schizo" Sepultury. Kawałek przez dłuższy czas ma taką samą budowę, jest szybko, hałaśliwie... ale stabilnie. O dziwo. Przez dłuższy czas słyszymy przede wszystkim hałas, dodajmy stabilny. Robi wrażenie. Utwór jest o... układaniu stosu ludzkich ciał, i o podpaleniu go. Prawdopodobnie ci ludzie zginęli wskutek jakiejś choroby, może świadczyć o tym wers: "Skin grows black and withered / decayed smell will rise!".

Ocena: 9,75/10

2. "Zombie Ritual"
Utwór rozpoczyna charakterystyczny, wpadający w ucho wybrzdąkany riff na gitarze rytmicznej. Wówczas ten mroczny klimat utworu daje się wczuć, który następnie będzie się unosił przed pierwszą zwrotką, rozumiecie: "budowanie napięcia". "Zombie Ritual" ma prostą budowę, nie jest skomplikowany... ale za to jaki klimatyczny! W death metalu jest jego coraz więcej, jednak ten pojawił się stosunkowo wcześnie (zapewne jako jeden z pierwszych). Powiem że jest to pierwszy utwór Death'u jaki usłyszałem, przede wszystkim dzięki nowej Sepulturze i ich coverze umieszczonym na najnowszym albumie.Tak samo jak w przypadku poprzednika utwór ma prostą budowę. Utwór jest o "Rytuale Zombie" - umarlak poprzez pocałunek uśmierca żywą osobę.

Ocena: 10/10

3. "Denial Of Life"
Utwór rozpoczyna się gwałtownie i chaotycznie. Niekoniecznie wszystko z tego rozumiem. Po chwili przyspiesza, zmieniając riff. Przy okazji, zauważyłem podobieństwo schematów między "Zombie Ritual" a tym utworem. W czasie zwrotki utwór brzmi trochę jak "Sarcastic Existence" Sepultury z albumu Beneath The Remains, oraz "Track time: 6,66 sec" grupy Acid Drinkers z albumu Infernal Connection. Przy okazji, zauważyłem że im dalej "brnę" w ten album, tym lepsze słyszę solówki. "Denial Of Life" jest o osobie która ma wkrótce popełnić samobójstwo na skutek choroby psychicznej. Osoba ta miała zwidy, widziała zmarłych którzy przepowiadali jej, że wkrótce będzie im się kłaniać. W czasie gdy podcina sobie żyły, zauważa że to nie ma sensu. Pomimo tego i tak jest już za późno - osoba umiera.

Ocena: 9,5/10

4. "Sacrificial"
Po raz kolejny słyszymy całkiem ciekawy początek, podobnie jak w pierwszych dwóch utworach. Po raz kolejny Death udowadnia nam że to co zagra, to nie są żarty. Spodziewając się tego samego schematu, zaskoczyło mnie to że od razu, bez uprzedzenia słyszymy zwrotkę. Gdy wcześniej utwory miały jakiś szybszy wstęp, tutaj od razu słyszymy to. Ciekawe. "Sacrificial" jest o fałszywej osobie poddawanej torturom w ramach ofiary. Najpierw brzuch ofiary jest przecinany, potem ktoś sra mu do niego, ktoś wypowiada słowa "time to pay the gruesome price / a stupid cunt we sacrifice"... a następnie gość jest ścinany przy pomocy siekiery. Po raz kolejny bardzo mi się podobają tutaj teksty.

Ocena: 9,5/10

5. "Multilation"
"Multilation" rozpoczyna się od razu szybkim riffem. Tak samo jak w poprzednikach tempo jest szybkie. W pewnym momencie utwór przypomina "Necromancera" z Bestial Devastation Sepultury. W czasie refrenu słyszymy nawet dobry riff, jeden z lepszych na tym albumie. Tak w ogóle, refren jest dziwny, ale klimatyczny, trochę jak w "Alcoholic Coma" z albumu Rotting grupy Sarcofago. I oczywiście solo, jeszcze lepsze jak w poprzedniku. Utwór jest o osobie która dokonała na kimś złym samosądu. Tnie go nożem tak, aby ten czuł jak największy ból. Następnie ucina mu głowę, patrzy się w nią i zaczyna świętować. Po egzekucji wiesza zwłoki "na wystawę". Czy mi się wydaje, czy grupa Death uznaje śmierć za zabawę? Miałem podobne uczucie słuchając poprzedniego numeru.

Ocena: 9,25/10

6. "Regurgitated Guts"
Niezbyt szybki początek, kojarzy mi się trochę z "Necromancerem" Sepultury. Następnie kawałek zaczyna przypominać nieco spowolnione "Zombie Ritual", nieco zmodyfikowane, ale jednak przypomina. W każdym razie sądząc po tytule mogłem się tylko domyśleć że to będzie coś naprawdę ciekawego. W każdym razie "Multilation", lub "Infernal Death" są równie strasznymi tytułami. Całkiem dobra kompozycja, i jeszcze lepszy tekst: utwór jest o skierowany do złej osoby, która niedługo ma zginąć. Zostanie ona zabita przez kaznodzieję samobójcę, i jego piekielnego sługę. Zwiastunem jego przybycia ma być deszcz dżdżownic. Gdy przyjdzie, wypruje mu flaki, i rozkaże mu je zjeść. Tekst trochę w stylu Cannibal Corpse, nie powiem :)

Ocena: 9,75/10

7. "Baptized In Blood"
Utwór ponownie zaczyna się powoli (coraz częściej tak się zaczyna), tym razem trochę bardziej prymitywnym riffem. I tak jak reszta utworów, po chwili przyspiesza. Ogólnie mówiąc kompozycja może być, jak na razie nie wydaje się być odchylona od pozostałych. Pędzi, ma nawet podobny schemat, ogólnie mówiąc widać że Death dopiero się uczyło tworzyć muzykę. Utwór jest o chrzcie nowo narodzonego dziecka. Umarli uważają, że gdy zostanie ochrzczone w krwi, stanie się opętane i złe.

Ocena: 9,5/10

8. "Torn To Pieces"
Od razu utwór zaczyna się ostrym początkiem. Potem słyszymy brzmienie, takie trochę w stylu grup Judas Priest i Metalliki. Utwór nieco wolniejszy, i stabilniejszy od poprzedników, co jednak wychodzi na lepsze. Aż tak mrocznie już nie jest, pomimo tego da się znieść. Tak samo jak w poprzednikach, utwór aż do refrenu ma tą samą prędkość, dopiero potem zwalnia. Przy okazji, niedługo po solo słyszymy riff w stylu "From The Past Comes The Storms". Tym razem Death złamało zasadę "im dalej w album tym lepsze solo". To raczej wydaje się być dosyć prymitywne. Utwór jest o pewnej grupie złych ludzi (najprawdopodobniej kanibalach), którzy przed pożarciem swoich ofiar torturują je. Jedną z praktyk jest wieszanie kobiet za piersi. Aż chciałoby się przytoczyć okładkę albumu Torture grupy Cannibal Corpse!

Ocena: 9,75/10

9. "Evil Dead"
Z tego co pamiętam, "Evil Dead" był jednym z moich ulubionych kawałków grupy. Nie chcę obrazić fanów death metalu, ale początek przypomina nieco fragment utworu z gatunku muzyki popularnej, pomimo tego nie przeszkadza to. Po tym dziwnym riffie zaczyna się jazda. Dobre brzmienie, żywiołowość, mrok - wszystko tu jest (prócz muzyki popularnej, z tą precz!). Death udowadnia nam, że stara się jak może wcisnąć nam muzykę najlepszej jakości. Im dłużej słucham tego albumu, tym bardziej w to wierzę. Utwór najprawdopodobniej jest o zarazie, która ma niedługo przyjść na dany obszar. Ludzi najprawdopodobniej zaatakują pasożyty, świadczy o tym niejednoznaczna zwrotka: "trapped inside a life which is not yours, spirits within causing terror, fear and darkness".

Ocena: 10/10

10. "Scream Bloody Gore"
No, i nadszedł czas na utwór tytułowy, ostatni na wydaniu oryginalnym płyty. Agresywny, i szybki początek. Przeczuwam że ten utwór jest jednym z pierwszych grupy, mianowicie ma dziwnie kiepską jakość wykonania. Nie słucha się go już tak przyjemnie, więcej w tym prymitywności, być może był pisany na szybko. W riffie zagranym przez gitarę rytmiczną słychać element w stylu Beneath The Remains, zresztą, to samo czuję słuchając riffu, dosyć klimatycznego. "Scream Bloody Gore" nie wydaje mi się być wielkim arcydziełem, jednak breakdown w pewnym momencie poprawił nieco sytuację. Utwór jest o morderstwie dziewicy; ucięto jej głowę, która następnie posłużyła do lizania waginy, potem ta sama głowa zlizuje krew z obciętej ręki. Ta śmierć wywołuje reakcję łańcuchową, następne trupy idą na rzeź ludzkości. O ludzie... Nie wiem kto to wymyślił, ale na pewno miał nie po kolei. :)

Ocena: 9/10

11. "Beyond The Unholy Grave"
Słysząc początek mam wrażenie że gdzieś to słyszałem. Przypomina mi to trochę intro utworu "Mypath" grupy Soulfly z albumu Conquer. Tak czy siak całkiem niezły początek. Po chwili utwór rozpędza się, i pędzi! Bardzo pasuje riff lekko w stylu Acid Drinkers. Poza tym, mam pewne skojarzenie z albumami Conquer grupy Soulfly oraz Schizophrenią Sepultury. Potem pojawia się zwrotka, a po zwrotce... kurwa mać... skądś znam tą kompozycję! Słuchacze Acid Drinkers powiedzą "I Fuck The Violence And I'm Sure I'm Right". Od razu utwór zaczęła mi się kojarzyć z wiadomo czym, apelem o to by zaprzestać przemocy, tak jak to było w przypadku Acid Drinkers. W obecnie omawianym przez nas numerze podoba mi się jednak bardziej riff w czasie zwrotki. O dziwo, ten bonus jest naprawdę dobry, najczęściej są sknocone (zazwyczaj pisze się je na szybko). Utwór jest o "posłańcu zła" bezczeszczącym groby.

Ocena: 10/10

12. "Land Of No Return"
Kurna... już po raz kolejny mam deja vu, jakbym gdzieś to słyszał. I w sumie wiem skąd: "Rotting" z albumu o tym samym tytule grupy Sarcofago, oraz "Crush, Kill, Destroy" również tej samej grupy z albumu The Laws Of Scourge. Kolejna ciekawa, mroczna kompozycja na której wzorowali się inni :) Potem pojawia się przyjemna dla ucha, żywa zwrotka, coś jak na imprezę black metalową. Pomimo tego że po raz kolejny jest to coś, co "powtarza się", to brzmi całkiem nieźle. Kawałek jest o "miejscu z którego nie ma wyjścia", miejscu "ciała wiecznie gniją". Może chodzić o piekło, czyściec, lub inne miejsce, na przykład teren skażony uranem.

Ocena: 9,75/10

Death zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Pierwszy solidny album z gatunku death metal był dosyć nierówny pod względem jakości poszczególnych utworów; jedne brzmią stabilnie, inne z kolei są naprawdę pogmatwane, i trudno z nich cokolwiek wyłapać. Dziwne, ale w większości utworów schemat się powtarza, jednak nie ma co narzekać, zawsze atakują nas inne riffy, solówki, intra, TEKSTY. Pomimo tego, kto by się przejmował taką bzdurą jak powtarzalność, warto tego posłuchać! Klasyczna gratka dla maniaków naprawdę mocnego metalu, jak na lata 80-te. Gorąco polecam!

Okładka: 9/10
Teksty: 9,5/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,25/10

Zalety:
- świetne teksty
- świetne kompozycje
- bardzo dobre, rasowe riffy
- dobre solówki
- bardzo dobry wokal Chucka
- żywe i ostre piosenki
- mroczny klimat
- okładka

Wady:
- niezmienny schemat utworów

Schizophrenia zajęła 70 pozycję na liście 100 najlepszych death metalowych albumów według magazynu Decibel, z kolei Scream Bloody Gore zajęło... 21 pozycję. Widać jaka jest różnica między poziomami, jeżeli nie ujawni ich moja ocena, to zrobią to rankingi w metalowych czasopismach.

23 czerwca 2014

Recenzja: Acid Drinkers - Amazing Atomic Activity


Witam w kolejnej recenzji. Jakże dawno nie było u nas Acid Drinkers - od ostatniej recenzji (Are You A Rebel) minęły 4 miesiące. Zacznę od tego że miałem dylemat, co by tu zrecenzować, a na ten tydzień zaplanowałem Acid Drinkers. Miałem do wyboru: Dirty Money, Dirty Tricks lub Amazing Atomic Activity. Wypadło na to drugie (losowo transmiter odpalił mi "Cops Broke My Beer"). Wakacje już za moment, więc nie czekajmy! Oto przed wami: Acid Drinkers - Amazing Atomic Activity.

Amazing Atomic Activity jest ósmym albumem polskiej grupy Acid Drinkers. Został wydany 17 maja 1999 roku nakładem Metal Mind Productions. Album miał być kontynuacją starej szkoły Acid Drinkers. Po kilku ewolucjach stylu grupy trzeba było po raz kolejny zacząć od początku. Powiedzmy że wszystkie zmiany zaczęły się od Infernal Connection, kiedy to grupa postanowiła wydać jeden z agresywniejszych krążków w latach 90-tych. Ta polityka była kontynuowana przez 2 następne albumy (z tą różnicą że w High Proof Cosmic Milk zmieniono gatunek z thrash metalu na groove metal). W końcu przyszła pora na "reset", sprawy odejścia Litzy z zespołu omawiać raczej nie będę. W ostatnich newsach wspominałem o tym, że Acid Drinkers mają wydać album 25 Cents For A Riff, który ma być kolejnym "resetem" (przydałby im się po Rock Is Not Enough oraz La Part Du Diable). Ponieważ AAA diametralnie różnił się od 3 poprzednich dzieł, nie został on ciepło przyjęty. Można powiedzieć że nie stanowił wielkiego kamienia milowego w karierze grupy.

Okładka przedstawia symbol zagrożenia atomowego na białym tle, stworzony z... warzyw i owoców. W przypadku Acid Drinkers nie dziwi mnie "prześmiewczość" tego symbolu, jednak grupa zazwyczaj robiła okładki które mają więcej do powiedzenia. Gdybym nie wiedział co to za ta grupa Acid Drinkers, najprawdopodobniej pomyślałbym że jest to dzieło z gatunku punk rock. Tymczasem tutaj mamy do czynienia z czymś ostrzejszym.

1. "Amazing Atomic Activity"
Jak widzimy utwór tytułowy jest tutaj pierwszy. Grupa nie daje nam czasu na oswojenie się z albumem, od razu zaczyna się napierdalanie w stylu Are You A Rebel. Słychać jak nowy gitarzysta dobrze wczuł się w swoją rolę - świeżutki, mocny riff, szybka perkusja, oraz bardzo dobry wokal. Początkowo miałem pewne zastrzeżenia do utworu, głównie z tego powodu że wydawał się "płytki", dopiero jak posłuchałem pierwszych dwóch albumów, AAA wydało mi się całkiem ciekawym powrotem do dawnych czasów - dominowała tutaj przede wszystkim żywiołowa atmosfera. Prosty, rock'n roll'owy schemat w niczym nie przeszkadza. Utwór jest o pokonywaniu przeciwności związanych z powrotem do formy po długiej przerwie.

Ocena: 9,5/10

2. "You Better Shoot Me"
Kolejny utwór, ten już jest nieco lżejszy, i dłużej się rozpoczyna od poprzednika. Wydaje się być lepszym kandydatem na nr.1 na albumie. Tutaj słychać wyraźne brzdąkanie basu (jeśli się wsłuchasz), atmosfera jest prawie tak samo żywiołowa jak w poprzedniku. Najlepiej prezentuje się refren, bardzo żywiołowy i typowo heavy metalowy. Niektórzy zapewne wiedzą na kim Acid Drinkers się wzorowało tworząc ten utwór (jak dla mnie przypomina Motorhead). Utwór również dobrze prezentuje się po długim refrenie, gdy zwalnia. Kolejny kawałek którego bardzo dobrze się słucha. Utwór jest o pewnej rodzince, w której mężczyzna jest pantoflarzem, a kobieta... kobietą. Mężczyzna jest zirytowany faktem, że nigdy wcześniej taki nie był, i chciałby po prostu umrzeć w spokoju, by się więcej nie ośmieszać.

Ocena: 9,25/10

3. "Satisfaction"
Utwór jest coverem grupy The Rolling Stones. Wyraźnie słychać tą rockową atmosferę, z wyraźnym basem. Średni riff, typowo rock'n roll'owa atmosfera udziela się wszędzie, jednocześnie grupa wygląda na taką która jest w swoim żywiole. Utwór nieco przypomina kawałek "Cross The Line" Biohazardu z albumu Uncivilization. Utwór opiera się na tym samym schemacie, chociaż się nie nudzi. Dla mnie jest jednak za lekki. Nie ma w nim nic oryginalnego. Jedyną zaletą jest to, że nawet dobrze to zagrali. Innym "ciekawym" momentem jest końcówka, która wydaje się nawiązywać do starszych albumów. Utwór jest o mężczyźnie który chce być zadowolony z siebie będąc takim jakim jest. Nie chce nic zmieniać, pomimo tego że wszędzie znajduje odpowiedzi jak rozwiązać swój problem.

Ocena: 8/10

4. "Cops Broke My Beer"
Jeden z ciekawszych utworów na płycie (moim zdaniem). Rockowa, prześmiewcza atmosfera, dobry przebojowy riff w stylu Motorhead, oraz żywiołowość. Moim zdaniem nie ma momentu w którym utwór może się nudzić. Słuchając tego najczęściej wyczekuję zajebistego refrenu który składa się ze słów "You can't drink on the streets in the USA". Bardzo zaskakująca w utworze jest solówka, która może skojarzyć się z "Wherever I May Roam" Metalliki. Titus opowiada nam o pierwszym pobycie grupy w USA, konkretnie o koncercie w South River, wszystkiemu winna była policja, która przyczepiła się do tego że "jest za głośno". Następnie po nieudanym koncercie, Popcorn (Darek Popowicz, gitarzysta) wyszedł wypić piwo, po czym po raz kolejny wtrąciła się policja, po tytule wiadomo co się stało. Utwór jest krytyką Amerykańskiej policji, która nadużywa swojego prawa.

Ocena: 9,5/10

5. "Wake Up! Here Come The Acids"
Pora teraz popatrzeć na nerwy fanów Motorhead. Utwór wyraźnie inspirowany starym dobrym "Ace Of Spades". Rozpoczyna się żywiołowym, ostrym riffem, oraz perkusją dyktującą szybkie tempo. Następnie słyszymy zwrotki w których co chwilę pojawiają się przerwy. Niedługo potem rozbrzmiewa refren, brzmiący nieco jak zwrotki, tak więc przy pierwszym przesłuchaniu będą lekkie problemy ze zrozumieniem utworu. Jak dla mnie jeden z najbardziej żywiołowych utworów na tej płycie - kojarzy się przede wszystkim z albumem Dirty Money, Dirty Tricks - mamy do czynienia z dokładnie tą samą atmosferą. Utwór jest o muzyce Acid Drinkers, która zachęca fanów do radości z życia.

Ocena: 8/10

6. "My Pick"
Utwór rozpoczyna fragment mowy Hitlera, następnie zaczyna się cała akcja. Utwór zamienia się w całkiem przebojową, przyjemną dla ucha muzyczkę (tak, słowo "muzyczka" jest dobrze użyte). Kawałek jest nieco lżejszy od poprzedników, jest bardziej rock'n roll'owy, po raz kolejny widać tutaj inspirację grupami Motorhead i The Rolling Stones, po raz kolejny słyszymy że grupa wraca do początku lat 90-tych. Ogólnie mówiąc utwór jest dla mnie strasznie płytki, w porównaniu do poprzedników nie ma w nim nic ciekawego, najlepszy był początek z Hitlerem. Typowo rockowa atmosfera nie dodaje mu uroku. Utwór jest o chęci rozerwania się, odejścia od rzeczywistości, i zapomnienia o problemach.

Ocena: 7,25/10

7. "She's Gonna Be A Porno Star"
Wreszcie, pierwszy tytuł inspirowany starszymi utworami, kojarzy mi się nieco z albumem State Of Mind Report tej samej grupy. Znacznie bardziej przebojowy kawałek od poprzedników - przypomina trochę "Cops Broke My Beer" - równie zajebisty riff, dobre tempo, ciekawa zwrotka, oraz przerwy w niej między poszczególnymi akapitami - takie budowanie napięcia przed refrenem. Słowa przed refrenem są bardzo dziwne, niezrozumiałe - Titus wykrzyczał "I'm sorry, so sorry!". Równie ciekawą rzeczą jest solówka, trochę jak we wcześniej wspomnianym utworze, również się kojarzy z "Wherever I May Roam" Metalliki. Utwór jest o pewnej kobiecie, która zechciała zostać gwiazdą porno, przez co zerwała kontakty ze znajomymi, i zmieniła swój styl życia.

Ocena: 9,5/10

8. "Justify Me (I Was So Hungry)"
Jeszcze jeden kawałek z typowo rockową atmosferą. Nieco przypomina "My Pick" zmieszane z "Wake Up! Here Come The Acids". Brzmi nawet nieźle, jednak czegoś mu brakuje. Jest przebojowość, dobra rytmika, oraz prostota... no właśnie, prostota. Kawałek wydaje się trochę za prosty, tymczasem gdy poprzednie miały w sobie coś więcej. Pomimo tego dla odmiany może być. Jedną z większych zalet jest refren, prosty do zaśpiewania, przyjemny, oraz przebojowy, dobry na koncerty. Utwór jest o kleptomanie, który teraz żałuje tego co zrobił, i pragnie zrozumienia, i wybaczenia.

Ocena: 8,25/10

9. "Home Submarine"
Wolniejszy, aczkolwiek ostrzejszy kawałek - w tym momencie ujawniają nam się pierwsze ślady albumów Broken Head oraz Acidofilia. Słyszymy mocną ociężałą grę, nawet niezłą zwrotkę. Co do refrenu, to jest on raczej średni, nie zaliczyłbym go do czegoś lepszego. Słuchając tego utworu myślę sobie, że grupa w tym momencie zrywa z tradycją, i chce nam pokazać, że wkrótce zmieni swój styl. Pomimo tego i tak dobrze się tego słucha, utwór został naprawdę ciekawie skomponowany. Utwór jest o mężczyźnie mającym społeczną fobię, chce on odizolować się od społeczeństwa, zamykając się w domu, i tam upijać się winem, i oglądać wiecznie telewizję.

Ocena: 8/10

10. "House Full Of Reptiles"
Po raz kolejny słyszymy utwór brzmiący bardzo rockowo - przyjemny w słuchaniu riff, zwrotka z wpływami albumu Infernal Connection, dobre tempo, ogólnie na początek prezentuje się całkiem dobrze. Patrząc na tytuł można pomyśleć, że kawałek w większości będzie inspirowany starymi kawałkami, tymczasem on kojarzy mi się z (wówczas) pięcioletnim Infernal Connection. Jak na album Amazing Atomic Activity mamy do czynienia z dosyć krótkim utworem, nie było ciekawej solówki, końcówka była długa, i nudna. Pomimo tego da się jakoś tego słuchać. Utwór jest o mężczyźnie, który uważa że utrzymuje "dom pełny gadów" (nazywa tak swoją rodzinę). Uważa, że rodzina nic mu w zamian nie daje, i żyje jak chce.

Ocena: 8,25/10

11. "What A Day"
No, wreszcie przyszedł czas na mojego faworyta. Najspokojniejszy, aczkolwiek mający coś w sobie kawałek. Niespokojna atmosfera, smutne brzmienie, oraz świetny riff przed zwrotką, oraz w czasie refrenu. Ta przebojowość zaczęła mi się powoli przejadać, teraz czuję że jest okej, taki kawałek jak ten był wprost niezbędny. Pamiętam jak przesłuchałem ten utwór po raz pierwszy, atmosfera niepokoju zawsze mnie rozbrajała. W tym przypadku utwór raczej nie jest inspirowany wcześniejszymi kawałkami, bardziej widać tu "główkę" albumu Rock Is Not Enough... Give Me Te Metal. Utwór jest o mężczyźnie, który stracił sens życia, i uważa że człowiek nie może tylko się bawić, musi również wysłuchiwać kłamstw, i innych bezsensownych słów. Te myśli mocno go przytłaczają.

Ocena: 9,75/10

12. "Cigarettes"
No, przyszedł czas na powrót do żywszych kawałków. Ten jednak znacznie różni się od poprzedników - słyszymy całkiem niezły, rytmiczny riff, głośny bass, bardzo dobrą perkusję, oraz ciekawą zwrotkę (i przerwy pomiędzy poszczególnymi zdaniami). Rockowa atmosfera gdzieś się ulotniła, znacznie więcej w tym typowego metalu. Kawałek może nieco kojarzyć się z późniejszym albumem Broken Head. Ogólnie mówiąc można polubić, chociaż nie wiem czy nie za późno na ten kawałek, można go było dać nieco wcześniej. Utwór jest o człowieku który przeżył atak tornada. Z jego relacji można się domyślić, że stracił wszystko - dom, majątek, pieniądze. Próbuje jakoś sobie pomóc; nie może się pomodlić, gdyż wie że to daremne. Nie może również pójść do psychiatry, gdyż nie ma pieniędzy. Postanawia więc zapalić papierosa, i ochłonąć.

Ocena: 9/10

13. "The Last Lap"
No, i przyszedł czas na ostatni utwór. Wydaje się że to będzie kolejna rockowa naparzanka. No, i owszem. Tym razem słychać jednak wpływ starszych albumów grupy, w szczególności Infernal Connection (głównie w czasie zwrotki). W utworze jest całkiem ciekawa atmosfera - atmosfera niepokoju w czasie zwrotki, ostry refren, dobre riffy, perkusja i cała ta przebojowość, kawałek idealny na koncerty. Po jakimś czasie słyszymy całkiem dobre (chociaż dziwnie znajome) solo. Utwór wydaje się być całkiem niezłym wyborem na koniec, chociaż szczerze powiem "What A Day" wydaje mi się być ciekawszym wyborem na koniec. Utwór jest swego rodzaju dopingiem, który ma pomóc w dokonywaniu pewnych czynności.

Ocena: 8/10

Warto było posłuchać Amazing Atomic Activity. Z pewnością bardzo różni się od 3 poprzednich albumów. W porównaniu do High Proof Cosmic Milk grupa zaserwowała nam ogromną zmianę. Gdy tam było ciężej, tutaj jest bardziej przebojowo, co według mnie na raz wystarczy. Nie wszystkim się spodoba, jednak jak widać było to jednorazowe w ciągu tych kilku lat. Teksty i kompozycje stoją na wysokim poziomie. Grupa grała wówczas 13 lat, i to widać. Potrafią stworzyć ciekawy dla ucha album. Miejscami przejadała mi się rockowa atmosfera. Całe szczęście wszystko ratowały mocniejsze kawałki. Przeczuwam że najnowszy album grupy (25 Cents For A Riff) będzie powrotem do tego typu muzyki, na co już się cieszę. Może i nie jest to najlepszy album grupy, jednak warto posłuchać i tak warto posłuchać. Chociaż "metal" jest tutaj pojęciem bardzo względnym.

Okładka: 7,25/10
Teksty: 8,5/10
Kompozycje: 7,75/10

Ogólna ocena: 8/10

22 czerwca 2014

Recenzja: Killer Be Killed - Killer Be Killed


Witam w kolejnej recenzji. Jakiś czas temu (to znaczy dokładnie 13 maja 2014 roku), supergrupa Killer Be Killed wydała swój pierwszy album o tej samej nazwie. Prawdopodobnie duża część z Was nie zna tej nazwy, toteż powiem parę słów na temat zespołu na wstęp.

Siły swoje połączyli Greg Puciato z The Dillinger Escape Plan, Max Cavalera z Soulfly (wcześniej z Sepultury), Troy Sanders z Mastodona oraz Dave Elitch z The Mars Volta. Zapewne fani zespołów, których członkowie stworzyli Killer Be Killed słyszeli o tym projekcie. Grupa powstała w 2011 roku jednak album został wydany aż trzy lata później. Można powiedzieć, że podwaliny do stworzenia Killer Be Killed powstały już w 2010 roku, kiedy to Greg Puciato współpracował z Maxem Cavalerą - stworzyli razem utwór "Rise Of The Fallen", który znalazł się na albumie Soulfly zatytułowanym "Omen". 

Utwory zostały nagrane już we wrześniu 2013 roku, jednakże jak wspominałem premiera miała miejsce prawie rok później - 13 maja 2014 roku. Płytę wydała wytwórnia Nuclear Blast Records. Wspomnę jeszcze, że na albumie wokalnie udzielają się wszyscy członkowie prócz Dave Elitcha, który gra na perkusji. Wszystko zapowiada się ciekawie, członkowie dobrych grup stworzyli jeden zespół, aby stworzyć coś razem. Jednak supergrupy nie zawsze bywają takie super. Jak będzie w tym przypadku?

Okładka została stworzona przez Ryana Clarka. Przedstawia polskiego robotnika, który - jak mówi nam Clark - "wygląda jak kryminalista". Zwielokrotniony wizerunek jego twarzy miał sugerować rozszczepienie osobowości człowieka i nadać płycie schizofrenicznego klimatu. Powiem, że okładka wygląda dosyć dobrze i tak - nadaje płycie takiego mrocznego klimatu. Zachęca do kontaktu z utworami.


1. Wings Of Feather And Wax
Pierwszy singiel. Z początku pomyślałem: "nie jest to czysty thrash, ni to hardcore, ni to punk", było to dla mnie dosyć nijakie. Przypomina trochę grupę Mudvayne. Ale w miarę jak utwór trwał, zaczynał mi się podobać. Muszę przyznać, że naprawdę ciekawy pomysł. Rytmiczny, żywy riff i oczywiście bardzo dobry wokal członków zespołu. Do zalet trzeba zaliczyć refren, bardzo klimatyczny. W drugiej połowie utwór robi się bardziej thrashowy - dochodzi agresywny wokal Maxa oraz słyszymy słowa "arise, arise, not so close - to the sky". Tekst traktuje o walce człowieka z jego naturą - zmaganie to porównywane jest do mitologicznego Ikara. Człowiek, choćby nie wiem jak bardzo starał się być dobry i uczciwy, to i tak popełni błąd i "zacznie lecieć blisko słońca, a potem spadnie". Początek idealny, polecam.

Ocena: 9,75/10

2. Face Down
"Face Down" to drugi singiel. Teraz mamy coś agresywniejszego. Na początku słyszymy wrzaskliwy wokal Grega Puciato. Niby nie przepadam za tego rodzaju metalcore'owym wyciem, ale tutaj, tak jak i w "Rise Of The Fallen" (o którym wspominałem we wstępie) brzmi to nieźle. Jeśli chodzi o brzmienie instrumentów to utwór bardzo przypomina Cavalera Conspiracy - z pewnością wpływ Maxa Cavalery, bez wokalu którego utwór nie miałby tej agresji. Tekst również sprawia wrażenie, jakby Max Cavalera miał w niego duży wkład. Opowiada o brutalności policjantów oraz o tym jak władze brutalnie tłumią wszystkie protesty w krajach totalitarnych i autorytarnych - od razu przypomina się stare dobre "Chaos AD" Sepultury.

Ocena: 9,5/10

3. Melting Of My Marrow
Teraz dla odmiany coś spokojniejszego. Spokojny, melodyjny riff i wokal Troya Sandersa. Brzmi to wszystko dobrze, utwór ma klimat. Jednak ma pewną skazę - jest to słaby refren. Powiem, że z innymi elementami jest dobrze, jednak w porównaniu z dwoma poprzednimi utworami "Melting Of My Marrow" wypada nieco gorzej. Prócz refrenu do wad można zaliczyć również tekst. Niestety muszę powiedzieć, że jest bez sensu. Miejscami dorównuje idiotyzmem tekstom na płycie "Savages" Soulfly. Wydaje się, że opowiada o człowieku pogrążonym w nieszczęściu, który chce się z tego wyrwać. Jednak nie jestem tego w 100% pewien, bo każdy wers przeczy poprzedniemu. Ocenę podwyższą dobre zwrotki.

Ocena: 7,5/10

4. Snakes Of Jehova
"Snakes Of Jehova" to utwór, który bije na głowę wszystkie trzy poprzednie. Niby przez większość czasu słyszymy ten sam riff, jednak nie jest to żadna wada. Riff jest świetny i wpada w ucho. Warto zauważyć, że jest on bardzo podobny co do tego, który znalazł się w utworze "Bloodshed" na płycie "Savages" Soulfly. Pewny wkład Maxa Cavalery. Cały utwór sprawia wrażenie ulepszonego "Bloodshed", i pod względem muzycznym i tekstowym. Tak samo jak "Bloodshed", utwór przyspiesza w okolicach refrenu, a w tym miejscu wokalowi Grega Puciato akompaniują głosy "souls are screaming" co z pozoru brzmi jak jakaś modlitwa. Ciekawy efekt. Jak można się domyślić po tytule - tekst opowiada o świadkach Jehowy namawiających ludzi do porzucenia swoich domów i podążenia za nimi. Są oni porównywani do mitologicznej Meduzy, która wzrokiem zamieniała ludzi w kamień (a świadkowie Jehowy swoimi słowami powodują, że ludzie opuszczają swoje rodziny i domy, co również doprowadza ich do zguby).

Ocena: 10/10

5. Curb Crusher
Na początku słyszymy żywe bicie w bębny, które buduje napięcie. Po chwili utwór przeradza się w takie skrzyżowanie utworów pierwszego i drugiego. Jednak nie przekonuje mnie to, zdecydowanie. Zaletą jest całkiem dobry refren, jednak reszta nie wyróżnia się niczym specjalnym. Nie jest to ani świetne, ani słabe, po prostu średnie. Jak dotąd najgorszy utwór, a i tak nie jest koszmarny. Tekst traktuje o tym, że warto jest próbować pokonywać przeciwności, nawet jeśli wiąże się to z tragedią.

Ocena: 7/10

6. Save The Robots
Utwór zaczyna się... jakimiś zjebanymi dźwiękami z syntezatora. Tak, można powiedzieć, że jest to wstęp do utworu. Jakieś niezrozumiałe słowa. Od razu na początku zniechęciłem się do utworu, później robi się nieco lepiej. Spokojna zwrotka, podobnie jak w "Melting Of My Marrow", ale tutaj czuć, że zostało to zrobione staranniej i dokładniej. Bardzo dobry refren. Z początku nie przepadałem za utworem, ale po kilku przesłuchaniach przypadł mi do gustu. Jednak nie rozumiem skąd się wziął ten tytuł. Tekst ma dosyć pozytywne przesłanie - zachęca do pokonywania problemów i pozbycia się uczucia strachu. Zatem nie mam pojęcia skąd tytuł "ocal roboty". Nie ma nic wspólnego z tekstem utworu...

Ocena: 8/10

7. Fire To Your Flag
Cóż za agresywny start. Od pierwszej sekundy słychać agresywny wokal Grega Puciato oraz szybki riff. Z początku brzmi to nieco groteskowo. Dosyć dziwny utwór. Jeden z najkrótszych na płycie. Jednym się spodoba, inni stwierdzą, że nieee, że to jest dziwne i beznadziejne. Moim zdaniem "Fire To Your Flag" jest dosyć dobre. Tekstowo również. Utwór jest taką jakby wiadomością do żołnierzy "czemu walczycie na czyjś rozkaz? Ta sprawa jest zakłamana!". Kojarzy mi się to z wojnami Stanów Zjednoczonych z państwami w Azji. Wielu żołnierzy ginie walcząc na wojnie, nie wiedząc o co walczą.

Ocena: 7,75/10

8. I.E.D.
Ostatni singiel z płyty. Zaczyna się spokojną melodyjką, a po chwili przeradza się ona w cięższy riff. Skutecznie buduje napięcie. No i po kilku sekundach zaczyna się pierwsza zwrotka. Max Cavalera wita nas słowami "Crosses and graveyards / survival nuclear / sucidal lifestyle / extremist in denial". Już widać, że to coś poważniejszego. Utwór od razu polubiłem ze względu na energię i agresję słyszalną w prawie każdej sekundzie. Świetny wstęp przed refrenem oraz sam refren. Proste zdania łatwo zapadające w pamięć. Warto wspomnieć, że ten riff przypomina nawet album "Arise" Sepultury. Oczywisty wkład Maxa Cavalery :) Dużo zwrotów akcji - po pierwszym refrenie utwór zwalnia. Wprowadza tą niesamowity klimat. "I.E.D." zasługuje bez wątpienia na miano "najlepszego utworu na tej płycie". Chyba tylko "Snakes Of Jehova" dorasta do jego poziomu, i to tylko odrobinę. Skrót I.E.D. oznacza Improvised Explosive Device (improwizowany ładunek wybuchowy). Taka broń była używana w latach 2010-2011 na wojnie w Afganistanie. Może nią być wszystko, laptop, odtwarzacz MP3, telefon...  Tekst opowiada o działaniach wojennych prowadzonych wtedy w Afganistanie. Zainteresowanych odsyłam tutaj

Ocena: 10(!)/10

9. Dust Into Darkness
Po agresywnym "I.E.D." czas na coś spokojniejszego. "Dust Into Darkness" jest takie bardziej "balladowe". Powolny, spokojny riff. Utwór polubiłem ze względu na świetny refren. Klimat panujący w utworze podobny jest do tego w "Save The Robots" (brakuje tylko pierdolonego syntezatora), jednak "Save The Robots" jest od niego nieporównanie gorsze. Przy tym utworze można zatrzymać się na dłuższy czas. Jeden z najlepszych na płycie. Tekst jest listem pewnego człowieka do kochanki, która zmarła. Pod koniec podmiot liryczny stwierdza, że oszalał, ponieważ widzi zmarłych i potrzebuje egzorcysty.

Ocena: 9/10

10. Twelve Labors
Jeden z moich ulubionych utworów z tej płyty. Nie jest to szybki utwór, a niesamowicie klimatyczny, Zwrotki przypominają album Biohazardu pt. "Means To An End". Atmosfera pełna niepokoju. No i ten świetny riff powtarzający się co chwila między zwrotkami i refrenem czy też przed zwrotkami. Zostało to zagrane niemal idealnie. Na uwagę zasługuje też refren, dosyć podniosły. Tytuł (twelve labors - ang. dwanaście prac) jest kolejnym nawiązaniem do mitologii, tak jak to było w "Wings Of Feather And Wax" oraz "Snakes Of Jehova". Chodzi oczywiście o dwanaście prac Heraklesa. Każda zwrotka ma po sześć wersów - każdy wers opisuje jedną pracę. Pod koniec utworu nawiązanie jest też do pracy mitologicznego Syzyfa - "stone rolls back but there's no shame" ("głaz stacza się w dół, jednak nie jest to powód do wstydu"). Przesłanie tekstu jest takie, aby nigdy się nie poddawać i próbować dopiąć swego nawet jeśli jest to niewyobrażalnie trudne - porównano zwykłego człowieka do Heraklesa oraz Syzyfa, mitologicznych postaci.

Ocena: 10/10

11. Forbidden Fire
Na zakończenie płyty bardzo spokojny utwór. Początkowo miałem wrażenie że to będzie coś w stylu "Sum Of Your Achievements" z albumu Point Blank grupy Nailbomb (która zresztą jest właściwym poprzednikiem Killer Be Killed). Tak naprawdę utwór w niczym go nie przypomina, nie ma nic co mogłoby wzmóc napięcie. Kawałek jest bardzo spokojną balladą, z niesamowitym, duchowo spokojnym klimatem, jest to utwór zdecydowanie w stylu serii "Soulfly" która znajduje się na każdym albumie grupy Maxa Cavalery. "Forbidden Fire" jest idealny na wyciszenie po całej agresywnej płycie. Tekst opiewa muzykę i opisuje jej ogromne możliwości - ludzie jej używają, by wzmocnić swoje morale, umocnić nadzieje, oraz by mieć poczucie własnej wolności. Piękne.

Ocena: 8,75/10


12. Ghosts Of Chernobyl
Utwór z wersji bonusowej. Już ostatni. Na początku kawałek wydawał mi się średni, jednak powiem tyle: ma w sobie pewnego rodzaju klimat. Tak samo jak poprzednicy, jest dosyć uniwersalny. Na początku słyszymy średni, bardzo niepozorny riff w stylu "Curb Crusher", dopiero w czasie refrenu wzmaga się całe napięcie. Wtedy zaczynamy czuć że to nie będą żarty. Jak przesłuchałem tego pierwszy raz wciąż miałem ochotę wiedzieć co będzie dalej. I nie zawiodłem się, jak dla mnie najlepszym momentem był fragment przed ostatnią zwrotką. Można tutaj wyczuć nieco kawałki "Save The Robots" oraz "Twelve Labors", w każdym razie mroczny klimat jest ten sam. Wzmagają go między innymi słowa: "Fire consuming the main generator. The ghost of Chernobyl - IN THE REACTOR!". Killer Be Killed przedstawiają nam fakty z katastrofy w Czarnobylu, np. napromieniowanie ziemi i ludzi, ewakuację mieszkańców Prypeci, a także pożar reaktora w najbardziej brutalny sposób w jaki można to ukazać. Kawałek nie jest idealny, ale może się podobać.

Ocena: 9,25/10 

To już koniec recenzji. Album wypadł bardzo dobrze. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak. Nawet najgorszy utwór na płycie ("Curb Crusher"), nie jest zły. Najlepszymi utworami są "I.E.D.", "Snakes Of Jehova", "Twelve Labors" oraz "Wings Of Feather And Wax". Zaletą albumu jest to, że jest tutaj aż trzech bardzo dobrych wokalistów. Jest różnorodnie. Dave Elitch na perkusji również wykonał kawał dobrej roboty. Muszę powiedzieć, że "Killer Be Killed" bije na głowę najnowszy album Soulfly ("Savages"). Pod względem dźwiękowym jak i tekstowym. Niektóre teksty (przykładowo "Twelve Labors") wręcz zaskoczyły mnie swoją głębią i ukrytym, metaforycznym sensem. Przejdę teraz do oceny końcowej.

Okładka: 8,5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 9,5/10

Ocena ogólna: 9,5/10

Obserwuj nas!