Wyszukaj

29 maja 2014

Recenzja: Machine Head - The Blackening (remake)


Witajcie w kolejnej recenzji. Sezon remake'ów nie ma końca, i skończy się najpewniej wtedy, gdy zmodyfikujemy wszystkie albumy które zostały źle opisane. Szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia kiedy się to skończy. Zresztą, czy tak naprawdę musi? Dzisiaj zaprezentuję współczesnego klasyka groove metalu, jeden z najważniejszych albumów ostatniej dekady z owego gatunku, bardzo doceniany ze względu na niespotykany klimat, zbiór świetnych rozwiązań a także wszystkim dlatego daje porządnego kopa. Pamiętam że jest to pierwszy album który recenzowałem na innym komputerze niż swój (na czas awarii dysku twardego musiałem przenieść się na kilka dni do brata). Przed wami: Machine Head - The Blackening.

The Blackening jest szóstym albumem amerykańskiej grupy groove metalowej Machine Head. Został wydany 27 marca 2007 roku nakładem Roadrunner Records. 2 lata po wydaniu Through The Ashes Of Empires Machine Head bierze się do pracy, i zaczyna tworzyć album. Pierwsze zapowiedzi nowego stylu pojawiły się na poprzednim albumie, były to np. utwory "Imperium" i "Days Turn Blue To Gray". Niedługo po wydaniu tego albumu pojawiło się pierwsze "Godfather IV", obecnie znane fanom jako "Slanderous". Z zapowiedzi wokalisty można było wywnioskować iż najnowszy album Machine Head zniszczy system totalnie. Tak naprawdę skąd my to znamy... w dzisiejszych czasach mnóstwo grup zapowiada że album będzie świetny, chociaż czasem wychodzą prawdziwe niewypały. Jak można wywnioskować ze wstępu, grupa dotrzymała obietnicy. Album otrzymywał bardzo pochlebne recenzje, w wielu krajach był w pierwszej dwudziestce najlepiej sprzedających się albumów. Poza tym zyskał srebrną płytę.

Okładka przedstawia coś w deseń okładki starej księgi - mroczny widok zniszczonego katastrofą miasta, oraz ludzkie szczątki przy których na swym tronie siedzi śmierć. Trzyma ona coś co przypomina lustro, na którym jest napisane "The mirror which flatters not", co znaczy "lustro które nie chwali", tak jakby to znaczyło że to miasto zostało zniszczone przez ludzi którzy uważają się za idealnych (może chodzić o polityków), a lustro im udowadnia że nie są. Okładka została wykonana w mrocznej stylistyce, pokazuje nasz rychły koniec spowodowany obłudą - naprawdę, ciekawy pomysł.


1. "Clenching The Fists Of Dissent"
Utwór rozpoczyna się intrem wprowadzającym uczucie pełne niepokoju, smutku, mroku, coś co świetnie zgrywa się z okładką. Przypomina mi nieco rozpoczęcie utworu "...And Justice For All" Metalliki, tyle że z atmosferą podniesioną do granic możliwości. Niedługo przed drugą minutą utwór się rozkręca - słyszymy ostry, typowy dla groove metalu riff, oraz podobnie strojone gitary jak na albumie Dark Ages grupy Soulfly. Idealny utwór na początek, dawno nie słyszałem utworu tak dobrze wciągającego, takiego z którego atmosfera mroku wylewa się wielkimi strumieniami. Kawałek ma ponad 10 minut, jednak ani na chwilę się nie nudzi - przypomina nieco kawałki Sepultury sprzed 1996 roku, Panterę, oraz przede wszystkim Metallikę. Utwór jest o buncie obywateli kraju którzy zostali sprowokowani przez polityków mających chęć się wzbogacić.

Ocena: 10/10 (+3 za agresję, +2 za klimat, +1 za wokal)

2. "Beautiful Mourning"
Kolejny utwór świetnie się rozpoczynający - tym razem bez różnorakich inter, jednak ze zdecydowaną atmosferą. Wprawdzie w tym kawałku nie ma takiej atmosfery jak wcześniej, jednak nie ma co narzekać - kawałek wciąż zachował reguły poprzedniego utworu, mianowicie - niesamowicie wciąga, przypomina Metallikę z dawnych lat oraz zawiera wiele zaskakujących momentów, z których najlepsza jest solówka. Utwór jest o człowieku chorym na schizofrenię, który ma dość swojego "drugiego ja", i postanawia popełnić samobójstwo.

Ocena: 9,75/10 (+2 za ciekawą kompozycję)

3. "Aesthetics Of Hate"
Od początku utwór zaczyna wciągać - początkowo spokojne mruczenie gitary, potem dochodzi perkusja, i słyszymy co? Coś co brzmi jak połączenie Slayera, Kreatora oraz Sepultury. Świetny riff zagrany na gitarze marki ESP, świetnie zgrywającej się z samą kompozycją. Pomimo tego nie odstępuje mnie ani na chwile odczucie że ten styl został zerżnięty z Sepultury, jednak nie przeszkadza mi to. Szybkie tempo, żywiołowość, mroczna atmosfera oraz wielokrotne zwroty akcji pokazują, że Machine Head w branży jest dosyć długo. Warto posłuchać. Utwór jest o mediach, które często "źle interpretują fakty". Jako przykład podano grupkę żołnierzy która została skrytykowana przez dziennik za śmierć jednego z nich.

Ocena: 9,5/10 (+2 za brutalność, +1 za klimat)

4. "Now I Lay Thee Down"
Jest to pierwszy utwór grupy Machine Head jaki poznałem. Spokojne intro, następnie słyszymy świetną kompozycję i mroczną atmosferę wylewającą się z głośników dobrze pokrywającą się z okładką. W porównaniu do poprzednika utwór jest spokojniejszy, kojarzy się ze śmiercią. Utwór ma świetną atmosferę, słucha się go niezwykle przyjemnie w nocy, jest nie tylko poważny ale i przygnębiający. Warto się w niego zagłębić. Utwór jest o mężczyźnie, który przez przypadek zamordował wybrankę swojego życia. Pod wpływem wyrzutów sumienia rozpacza, i ma chęć popełnić samobójstwo.

Ocena: 9,75/10 (+3 za klimat, +1,25 za wokal)

5. "Slanderous"
W porównaniu do poprzedników jest bardziej melodyjnie. Znacznie wyraźniej czuć album Master Of Puppets Metalliki. Dopiero gdy utwór zaczyna się rozkręcać wyraźniejsza jest samodzielność. Nie jest jednak tak ciekawie - jest żywiołowo, gra ostry riff, mroczna atmosfera nie jest taka gęsta, ogólnie mówiąc nie było już aż tak ciekawie. Utwór opiera się na tym samym schemacie co poprzednik - jedna większa zmiana. Zdecydowanie najciekawszym momentem była klimatyczna solówka. Utwór jest o nienawiści międzyludzkiej spowodowanej odmiennością.

Ocena: 9/10

6. "Halo"
Spokojny, aczkolwiek budujący napięcie początek - coś w stylu ...and Justice For All Metalliki, oraz grupy Fudge Tunnel. Tak się ciągnie aż do pierwszej minuty. Kojarzy mi się trochę z Ektomorfem, oraz z nową Sepulturą z czasów Kairos. Smutne, aczkolwiek ciężkie brzmienie, ciekawy riff, oraz ciekawe akcje sprawiają, że utwór przez te 9 minut praktycznie się nie nudzi. Świetnie się tego słucha, świetna atmosfera przyprawia o szybsze bicie serca. Zdecydowanie jeden z moich faworytów na The Blackening. Utwór jest kierowany do wszystkich ludzi, by nie tylko doceniali swoich bliźnich za śmierci, ale również za życia. Wokalista krytykuje ludzi którzy postępują wbrew temu, a także samą religię która się do tego przyczynia.

Ocena: 10/10 (+3 za klimat, +1,5 za wokal)

7. "Wolves"
Utwór rozpoczyna się niemal natychmiast - początek stanowi refren, potem zaczyna się żywa, mroczna, ostra kompozycja, świetnie brzmi. Kawałek przypomina "Clenching The Fists Of Dissent" - jest równie żywy, jednak da się wyszukać różnice. Po raz kolejny mam skojarzenia z Black Flag Ektomorfa, miejscami też przypomina Kreatora i Metallikę. Wiele jest zwrotów akcji, przez całe 9 minut kawałek się nie nudzi. "Wolves" jest tak samo klimatyczne jak "Now I Lay Thee Down", jest również ciekawie skomponowany, coś jak "Halo", czy chociażby wcześniej wymienione "Clenching The Fists Of Dissent". Warto tego posłuchać, nie mam nic do zarzucenia. Utwór jest o żołnierzu który dostał szału bitewnego.

Ocena: 10/10 (+2,25 za klimat, +1 za wokal i brutalność)

8. "A Farewell To Arms"
Spokojny, mroczny początek pasujący do okładki. Niedługo potem zaczyna się akcja. Utwór jest zwykłą balladą, został nagrany w stylu żałobnym. Początkowo uważałem że "A Farewell To Arms" jest utworem dosyć słabym. Teraz gdy znam Machine Head w miarę dobrze wiem już że jest to jedna z ciekawszych ich ballad, znacznie lepsza niż chociażby "Be Still And Know" z albumu Unto The Locust, czy "Only The Names" z Superchargera. W porównaniu do wyżej wymienionych ballad "A Farewell To Arms" jest znacznie bardziej klimatyczne, brzmi bardziej jak żałobna pieśń, aczkolwiek tak jak "Kaiowas" Sepultury ma w sobie także ostrość, w szczególności w epickim refrenie (chyba najlepszym na albumie). Przy okazji, świetnie kończy album. Utwór jest o żołnierzach którzy poszli na wojnę zostawiając swoje rodziny. Następnie okazuje się że z tej wojny nie wrócili. Warto przeczytać ten tekst.

Ocena: 9,75/10 (+2 za świetny refren, +0,5 za wokal)

9. "Battery"
Utwór jest coverem Metalliki z albumu Master Of Puppets. Od razu od początku bardzo dobrze wpasowuje się do albumu swoją spokojną, z lekka żałobną atmosferą. Dopiero potem zaczyna się akcja. Ten cover brzmi nawet nieźle, zachowuje cechy typowe dla Metalliki. Gorsze jest to, że w ogóle nie pasuje do albumu - wraz z rozkręceniem się traci swój klimat. Nie można im jednak odmówić tego, że cover został wykonany bardzo dobrze, jednak nie ma to jak ta oryginalna Metallica.

Ocena: 8,75/10

Podsumowując The Blackening w pełni zasługuje na miano współczesnego klasyka groove metalu - nie można odmówić grupie posiadania dobrego smaku, widać że Machine Head po The Burning Red i Superchargerze ładnie się otrząsnęło. Wprawdzie widać to było już na Through The Ashes Of Empires, chociaż na The Blackening Rob Flynn z paczką rozkręcili się na amen. Album był jedną wielką restauracją z najlepszymi potrawami; jako pierwsze danie przyszły świetnie przyrządzone kompozycje, potem była miażdżąco dobra atmosfera (żaden wcześniejszy album nie brzmiał tak dobrze). Na deserek dostałem z kolei teksty poruszające ważne tematy. Co do utworów, wszystkie miały coś w sobie. Tak naprawdę recenzując ten album po raz kolejny zdałem sobie sprawę że cały album jest praktycznie bez skazy. Całej pikanterii dodaje tutaj oryginalność grupy, tak naprawdę bardzo trudno jest wymienić podobny album innego wykonawcy (jedyny jaki znalazłem to Black Flag Ektomorfa, ale kto od kogo zrzynał nie muszę już mówić). Gorąco polecam!

Zalety:
- Świetne kompozycje
- Różnorodność
- Oryginalność
- Brutalność połączona z pięknem
- Bardzo dobre teksty
- Okładka
- Klimat

Wady:
- Nie znalazłem


Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 10/10

Ogólna ocena: 10/10

23 maja 2014

Konfrontacja: Biohazard - Urban Discipline vs Madball - Set It Off


Lata 80 ubiegłego wieku określane są jako najlepsze dla hardcore punka. Wówczas dominowały takie grupy jak Cro Mags, Agnostic Front, Sick Of It All, czy Bad Brains. W latach 90-tych było równie dobrze. Pomimo tego wcześniej wspomniane grupy poszły w odstawkę. Cro Mags już nie było "unikalne", Agnostic Front się przejadło, Bad Brains zaczęło grać reggae (boże...). Powstały takie grupy jak Strife, Hatebreed, Sick Of It All dalej jakoś tam funkcjonowało. Jednak do najważniejszych grup grających nowojorski hardcore lat 90-tych należą Biohazard i Madball. Przed wami: Biohazard - Urban Discipline oraz Madball - Set It Off.


Biohazard - Urban Discipline



Urban Discipline jest drugim długogrającym albumem grupy Biohazard. Został wydany 10 października 1992 roku nakładem Roadrunner Records. Początek roku 1992 zaowocował zmianą stylu grupy. Postanowiono odłożyć nieudaną inspirację grupą Black Sabbath, i stworzyć coś własnego. Billy z Evanem zainteresowali się rapem i hardcorem, i postanowili połączyć te oba gatunki. I tak powstało pierwsze dzieło z gatunku rapcore, do dziś dosyć ważny gatunek w metalu (czasem mylony z nu metalem). Album trafił na 277 miejsce w rankingu 500 najlepszych albumów według magazynu Rock Hard. Przy okazji zbierał bardzo pochlebne recenzje.

Okładka przedstawia dosyć dziwnie przerobione zdjęcie - czarno-białe miasteczko w którym bawią się dzieci, oraz samochód zmierzający na nie. Z kolei na górze jest czerwone niebo z chmurką w kształcie symbolu zagrożenia biologicznego. Nie wiem jaki ma to związek z "biohazardem", ale okładka jakoś wygląda. Pomimo że wygląda nieco dziwnie (między innymi przez efekt wyklejanki), może się podobać. Taka "wyższa rangą sztuka, tuż obok surrealizmu".


1. "Chamber Spins Three"
Pierwszy utwór, przypomina nieco "Survival Of The Fittest" z poprzedniego albumu. Po chwili przekonujemy się że ten utwór bardzo się różni od wcześniej wspomnianego kawałka - słyszymy typowe cechy albumu hardcore punkowego (żywiołowość, agresja, nisko nastrojone gitary), a także rapu (wokal w czasie zwrotki bardzo dobrze pokrywający się z hardcore'ową kompozycją). Naprawdę dobrze się tego słucha, utwór nie nudzi się, brzmi naprawdę dobrze. Jak na rok 1992 dalej czuć bijący zapach świeżości, wydaje się jakby rapcore ponownie się rodził. Świetne uczucie. "Chamber Spins Three" jest o ludziach żyjących z przestępczości. Grupa jako przykład podaje skorumpowanego policjanta, który zamiast chronić społeczeństwo, urządził sobie rzeź. Przy okazji, grupa uczy nas jak prawdziwy mężczyzna powinien postępować w życiu.

Ocena: 10/10

2. "Punishment"
Utwór rozpoczyna się klimatycznym wstępem z filmu "Punisher" z 1989 roku. Bohater pyta się boga "dlaczego niewinni umierają, a karygodność prosperuje, gdzie jest sprawiedliwość, gdzie jest kara?". Następnie mówi: "jeżeli już odpowiedziałeś na to pytanie, jeżeli pokazałeś światu, tu jest sprawiedliwość, tu jest kara, we mnie". Bardzo klimatyczny, mroczny początek. Następnie całość powoli się rozkręca - z typowego dla Biohazardu żywego utworu, do szybkiego hardcore'u. W czasie zwrotki nie jest już tak różowo - z pewnością jest słabiej jak w poprzednim utworze, mroczny klimat się po prostu ulatnia, pod względem brzmieniowym już nie jest tak dobrze. Dla wielu fanów najlepszy utwór jaki stworzyła grupa, ja sam jednak nie wiem dlaczego, po prostu nie potrafię go docenić. Co do tekstu, utwór jest o niewinnej osobie która została skazana na karę więzienia, i zastanawia się "dlaczego?".

Ocena: 9/10

3. "Shades Of Grey"
Utwór od początku brzmi tak "hardcore'owo" - mocny riff z żywym tempem. Krótka zwrotka, średni refren, ogólnie mówiąc przez dłuższy czas nic się nie dzieje. Dopiero gdy słyszymy solówkę wiadomo już że to wszystko co ten utwór ma do pokazania (nie licząc żywego, ciekawego tempa). Reszta jest dosyć słaba w porównaniu do tego co się działo w poprzednich utworach. W "Shades Of Grey" autorzy opisują zawistnych ludzi jako tych, którzy nie są w stanie poradzić sobie z życiem sami, i muszą innych naśladować.

Ocena: 7,75/10

4. "Business"
Utwór ciekawie się rozpoczyna - od początku nabiera takiego poważnego, hardcore'owego nastroju. Wszystkiego dopełnia wokal Billy'ego i spokojne tempo. Ten nastrój z poprzednich utworów gdzieś się ulatnia - robi się bardziej koncertowo, nieco spokojniej, trochę więcej w tym czystego hardcore'u. Nieco odstaje od "Punishment" i "Chamber Spins Three", chociaż póki co jest to jeden z lepszych utworów. W tym utworze grupa potępia komercję w przemyśle muzycznym.

Ocena: 9/10

5. "Black And White And Red All Over"
Rozpoczyna się dosyć żywo. Przypomina nieco "Chamber Spins Three". Wszystko jest dosyć do siebie podobne - zwrotka, refren, riff. Pomimo tego nie ma co narzekać, też jest dobrze. Utwór ma nieco inną atmosferę, trochę rzedszą. Same w sobie brzmienie jest dobre. Jednak zdecydowanie, nie jest to samo. Utwór jest o narastającym rasizmie i faszyzmie, które wkrótce doprowadzą do konfliktu na skalę światową. Warto poczytać ten tekst, grupa w bezpośredni i mocny sposób omawia nam cały temat.

Ocena: 9,5/10

6. "Man With A Promise"
Od razu na początku przypomina nieco "Business". Dopiero potem przyśpiesza, i zaczyna brzmieć jak parę kawałków z poprzedniego albumu. Czysty hardcore, ciekawie zagrany, chociaż w porównaniu do poprzednich utworów nie ma już tyle świeżości. Kawałek brzmi jak ten ze swojej epoki. Dopiero tutaj możemy zauważyć wiek albumu. Bardzo żywy, dobry utwór, idealny na hardcore'owe koncerty. Utwór jest o człowieku który został zdradzony, i jego zamiarem było morderstwo. Jest to dosyć nietypowy kawałek, gdyż wokalista/główny bohater opisuje się jako winowajcę, jako ktoś kto zdradził. Również warto poczytać ten tekst.

Ocena: 9,25/10

7. "Disease"
"Disease" jest jednym z utworów które mniej lubię z tego albumu - kawałek rozpoczyna się trochę podobnie do "War Pigs" grupy Black Sabbath. Potem gdy utwór "się rozkręca", utwór zaczyna się rozlatywać - słabowaty riff, żadnej ciekawszej akcji. Brzmi trochę jak wyjęty z albumu State Of The World Address. Jedyną ciekawszą stroną tego utworu jest refren oraz solówka. Utwór jest o mężczyźnie który zostawił kobietę, która traktowała go jak śmiecia. Cieszy się z tego, i uznał że był to dobry pomysł.

Ocena: 7/10

8. "Urban Discipline"
Teraz przyszedł czas na jednego z moich faworytów - ciekawy, budujący napięcie początek, następnie takie typowo hardcore'owe granie - pełne życia, mocne, ze świetnym riffem przypominające trochę utwór "Black And White And Red All Over". Z każdą sekundą utwór podoba mi się bardziej. Dopiero w czasie zwrotki utwór nabiera takiego typowego charakteru dla tej grupy - słychać że kawałek pod tym względem przypomina wcześniej wspomniane "Black And White And Red All Over". Jest kilka zwrotów akcji, dobry refren, solówka, zmiany tempa... wszystko tu jest. Utwór jest o nauce ulicy, zwanej tutaj "miejską dyscypliną". Opisywana jest ona jako bardzo ważny element bycia prawdziwym mężczyzną, jako coś bardzo ważnego, dzięki czemu sobie poradzisz w życiu. Warto przeczytać ten tekst.

Ocena: 10/10

9. "Loss"
Już nieco spokojniejszy utwór - z początku brzmi jak ballada; gitara akustyczna, spokojny, melodyjny śpiew Evana, oraz brak spójności z rapcorem który grupa ówcześnie dysponowała. Dopiero po minucie utwór się rozkręca - zaczyna się typowa akcja dla tego albumu. Lekko ponura atmosfera, hardcore'owe granie, ciekawy riff, oraz dobry wokal chłopaków z Biohazardu. Utwór przez dłuższy czas brzmi tak samo, pomimo tego stwierdzam że atmosfera jest gęsta. Przez dłuższy czas przyjemnie się tego słucha. Utwór jest o kimś kto niegdyś stracił przyjaciela, który zginął za niewinność. Bohater utworu nie rozumie tego, pyta się "jak tak można"

Ocena: 9,25/10

10. "Wrong Side Of The Tracks"
Pierwotnie utwór znalazł się na albumie Biohazard z 1990 roku. W porównaniu do poprzednika ten kawałek jest szybszy, oraz unowocześniony. Niegdyś naprawdę lubiłem go słuchać - ciekawa, hardcore'owa atmosfera, dobry riff, ciekawa prędkość, no typowy hardcore, zagrany naprawdę ciekawie, coś jak utwory z albumu który za chwilę omówię. Utwór dotyczy wojen gangów rozgrywających się w Nowym Jorku.

Ocena: 9/10

11. "Mistaken Identity"
Tak samo jak w przypadku poprzednika, tego również lubiłem słuchać - typowe hardcore'owe napierdalanie, coś jak w "Lockdown" grupy Madball. To przychodzi dopiero z czasem, gdyż na początku słyszymy riff w stylu "Chamber Spins Three". W porównaniu do poprzednika atmosfera typowa dla tego albumu jest już słyszana. Tymczasem rapcore poszedł w odstawkę. Pomimo tego przyjemnie się tego słucha. Utwór jest o kimś kto został skazany na karę więzienia za nic. Twierdzi, że policja go zamknęła gdyż nie znalazła prawdziwego przestępcy.

Ocena: 9,75/10

12. "We're Only Gonna Die (From Our Arrogance)"
Cover grupy Bad Religion. Tak samo jak w przypadku poprzedników atmosfera hardcore'u jest bardzo gęsta. Ten kawałek jednak wyraźnie się wyróżnia - przypomina trochę zwykły punk, tyle że z nisko nastrojonymi gitarami, i wesoła atmosferą. Dziwne, jak tego słucham czuję się jakbym słuchał starszych kawałków Big Cyc (?!). Przyjemny do posłuchania kawałek, jednak nie na dłuższą metę - nie wyróżnia się na tle innych. Utwór jest o człowieku, który "dla swojego dobra" utworzył wojny międzyludzkie.

Ocena: 8,25/10

13. "Tears Of Blood"
Ostatni utwór, bardzo nietypowy - najspokojniejszy ze wszystkich tu zgromadzonych. Atmosfera jest zupełnie inna, coś na wzór kilku ballad z albumu Reborn In Defiance z 2012 roku. Ten hardcore jeszcze trochę czuć, chociaż nie tak bardzo jak w poprzednikach. Kawałek przypomina połączenie utworów "Decay", "Killing Me", oraz "Season The Sky" ze wcześniej wspomnianego albumu. Ponieważ Reborn In Defiance poznałem wcześniej niż Urban Discipline (co niestety jest zbrodnią dla fanów hardcore'u), ten kawałek jest dla mnie jednym z najciekawszych z Biohazardu. Kawałek bardzo ciekawą atmosferą kończy album. Utwór jest o aspołecznym człowieku, który poddał się, i ma chęć popełnić samobójstwo.

Ocena: 10/10

Urban Discipline jest dla mnie albumem wyjątkowym. Poznałem go dosyć późno, jednak potrafiłem go docenić - każda chwila z nim spędzona była przyjemną chwilą. Pierwsza część albumu, bardzo unowocześniona. Nawet pomimo 22 lat Urban Discipline do dzisiaj brzmi dosyć futurystycznie. Ostrego kopa w szczególności dostałem od "Chamber Spins Three" - wszechobecne zgranie, żywiołowość, bardzo dobre riffy, oraz niekompletna rezygnacja z rdzennego hardcore punka była pomysłem opłacalnym. Co do drugiej części, mamy tutaj już typowy hardcore punk, w stosunku do poprzedniego albumu nie brzmi już tak mdle. Warto posłuchać tego albumu przede wszystkim dla szczerego przekazu, który jest dla mnie jednym z najlepszych jakie usłyszałem w muzyce. Szczerze. :)

Okładka: 8,5/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,25/10

Ogólna ocena: 9/10

Zalety:
- Po 22 latach nadal czuć świeżość
- Bardzo dobre, żywiołowe kompozycje
- Samodzielność
- Świetny, szczery przekaz

Wady:
- Niektóre utwory wypadały dosyć słabo na tle innych

Madball - Set It Off


Set It Off grupy Madball został wydany 26 lipca 1994 roku nakładem Roadrunner Records. Po latach tworzenia demówek (które bardzo dobrze się przyjęły w Nowym Jorku) grupa postanowiła wreszcie wydać swój pierwszy longplay. Grupa dosyć długo mnie interesowała, poznałem ją w czasie słuchania jednego z internetowych radiów. Nazwa łatwa do zapamiętania, ciekawa okładka, oraz brutalność. Jak tego nie zapomnieć? Wpadł mi w rękę Set It Off. Pamiętam że kilka kawałków mi się spodobało, co jednak z resztą? Album jest ceniony przez fanów hardcore punku, należy do jednych z najlepszych wydawnictw gatunku hardcore punk.

Okładka przedstawia mężczyznę podającego dziecku pistolet. Na pierwszy rzut oka nic, okładka wydaje się po prostu durnym zdjęciem. "Set It Off" znaczy dosłownie "uruchom" (jednak w tej sytuacji znaczy "strzel"). Można więc rozmyślać na wiele sposobów jaki był przekaz grupy dla nas. Nie podpasowała mi okładka, wydaje się ona dość słaba.


1. "Set It Off"
Na początku - długie intro, nagranie z Nowego Jorku przejeżdżającego radiowozu. Trochę zniechęca swoim długim wstępem który bardziej pasuje jako oddzielny utwór. Potem zaczyna się cała akcja - jeden z najbardziej znanych riffów dla fanów hardcore'u - ciekawe, żywe brzmienie, ostrość, oraz to co najbardziej lubimy - hardcore. Słychać tutaj wpływ Agnostic Front oraz Cro Mags. Szczerze powiedziawszy słyszałem lepsze utwory z gatunku New York Hardcore, pomimo tego ten uważam za równie ciekawy jak "We Gotta Know" Cro Mags, czy inne tego typu. Utwór jest o mężczyźnie który zabił swojego fałszywego przyjaciela ze względu na to, iż ten był nieuczciwy.

Ocena: 8,75/10

2. "Lockdown"
W porównaniu do poprzednika kawałek znacznie szybszy - wyżej nastrojona gitara, dobry riff, utwór pędzi jak japoński pociąg. Teraz to naprawdę słychać ten hardcore - szybkie, agresywne tempo utrzymuje się przez niecałe 2 minuty (czyli przez cały utwór). Co do tekstu, to w tym przypadku "Lockdown" jest odpowiednikiem utworu "Mistaken Identity" Biohazardu - utwór jest o niewinnym człowieku który trafił do więzienia.

Ocena: 9/10

3. "New York City"
W tym momencie bardzo wyraźnie słychać wcześniejszy album - coś jak "Chamber Spins Three" Biohazardu. Żywe tempo oraz ciągła ciekawość namawiają mnie do tego bym zapoznał się z utworem dłużej. W porównaniu do poprzedników jest znacznie lepsza akcja. Pod koniec utworu słyszymy breakdown. W sumie to dziwne, gdyż utwór wydaje się dłuższy niż w rzeczywistości jest (trwa 2 minuty). "New York City" jest o realiach Nowego Jorku. Tak samo jak w utworze "Urban Discipline" wokalista poucza, byśmy się nie pakowali w kłopoty, gdyż na ulicy jest niebezpiecznie.

Ocena: 9,5/10

4. "Never Had It"
Coś jak utwór "Lockdown" - również szybkie napieprzanie, różni się jednak tym, że przypomina trochę grupę Bad Religion. Zresztą, nad nim trudno jest nadążyć - akcja zmienia się bardzo szybko. Kawałek nieco zwalnia, a następnie się kończy, trwa tylko 57 sekund. Utwór jest osobistą opinią wokalisty na temat hardcore punka, który twierdzi że "lepiej było w latach 80-tych".

Ocena: 5/10

5. "It's Time"
Utwór przypomina trochę "New York City" - jest równie żywy, atmosfera hardcore'u jest bardzo gęsta. Kawałek był wyraźnie wzorowany na Cro Mags. Szczerze powiem, utwór brzmi dla mnie dosyć znajomo. Z tytułu go w ogóle nie kojarzę, wiem że słyszałem go tylko raz, pomimo tego to wszystko znam. Nie da się ukryć zadowolenia ze słuchania. W utworze wokalista przekazuje nam... o czym ma być ten album. Co najdziwniejsze w piątym utworze, który z takim przekazem powinien być raczej pierwszy... ale ja się nie znam, utwór brzmi bardzo dobrze, koniec kropka.

Ocena: 9,75/10

6. "C.T.Y.C"
Tak samo jak w "Never Had It" kawałek bardzo szybko się zaczyna, z brzmienia przypomina trochę Bad Religion. Tak samo jak w poprzedniku atmosfera hardcore'u jest gęsta, oraz ciekawa. Typowy nowojorski hardcore. Dopiero tutaj słyszę że grupa brzmi bardziej oryginalnie, zresztą - podobne brzmienie ma album Legacy z 2005 roku. Utwór jest o pewnym przyjacielu grupy, który zmarł. Ponoć Freddy (wokalista grupy) do dzisiaj często o nim wspomina.

Ocena: 9/10

7. "Across Your Face"
Utwór rozpoczyna się dosyć niespodziewanie. Na początku - pisk. Potem cała akcja się zaczyna. Utwór pędzi, potem zwalnia, i brzmi podobnie do fragmentu utworu "Always Believe In Yourself" Ektomorfa. "Across Your Face" jest kolejnym krótkim, aczkolwiek żywym kawałkiem (trwa minutę i 10 sekund). Utwór jest o człowieku który zdradził swoich przyjaciół.

Ocena: 7/10

8. "Down By Law"
Początek, akcja zaczyna się niespodziewanie - kawałek przypomina trochę "Loss" grupy Biohazard z brzmienia. Pomimo tego więcej w tym czystego hardcore'u. Kawałek brzmi ciekawie, przypomina trochę "Set It Off" - to samo tempo, podobna konstrukcja, żywiołowość, oraz typowa atmosfera dla Madball. Tak samo jak w przypadku utworu "It's Time" mam wrażenie jakbym ten kawałek słyszał już dawniej, co jest naprawdę ciekawym uczuciem. Tak samo jak w przypadku poprzednika utwór jest o kimś kto zdradził swoją ekipę.

Ocena: 9,25/10

9. "Spit On Your Grave"
Kolejny szybki kawałek. Przypomina nieco "Lockdown", również jest jednym z pierwszych kawałków grupy jakie usłyszałem. Atmosfera hardcore'u jest bardzo gęsta, tak samo jak poprzednicy ten kawałek jest równie żywy. Pomimo tego słychać że czegoś w nim brakuje, jest dosyć prymitywny. Utwór jest o byłym członku ekipy (o której jest ciągle mowa w albumie) który został zamordowany przez swoją zdradę. Bohater nie przejmuje się jego śmiercią, i w myślach wypomina mu błędy.

Ocena: 7,25/10

10. "Face To Face"
Utwór od razu przypomina trochę kawałek "Set It Off" - w porównaniu do poprzednika tempo jest wolniejsze, pomimo tego jest bardzo żywiołowo. Jaka atmosfera jest nie muszę mówić. Niedługo potem utwór przyśpiesza, i brzmi jak "Lockdown". Pomimo tego nie jest to coś wyjątkowo ciekawego. Utwór jest o człowieku który zdradził swoją ekipę.

Ocena: 8,5/10

11. "Smell The Bacon (What's With You)"
Pierwszy utwór grupy, tym razem nagrany w studiu. Na początku słychać syrenę. Potem zaczyna pogrywać bas, niezły riff, żywiołowa hardcore'owa atmosfera. Po chwili utwór przyśpiesza na moment, i kończy się - trwa tylko 47 sekund. Nic ciekawego. Jakby był dłuższy to może coś by z tego było. Utwór jest o pewnym gościu z ekipy ciągle wymienianej w utworach, który został gliniarzem. Grupa potraktowała to jako akt zdrady.

Ocena: 3/10

12. "Get Out"
Utwór rozpoczyna się dosyć spokojnie - dopiero potem bardzo gwałtownie przyśpiesza. Do czasu zmiany akcji utwór jest najszybszy z tego albumu. Potem na chwilę uspakaja się, potem znowu przyśpiesza. Ogólnie mówiąc niepotrzebny zapychacz, tak jak w przypadku poprzednika. Utwór nie ma żadnego sensownego przekazu - "po prostu wynoś się".

Ocena: 2,5/10

13. "The World Is Mine"
No, wreszcie jest jakaś odmiana po tym gównie które słyszeliśmy wcześniej - utwór brzmi jak spowolnione "Spit On Your Grave". Tempem i nastrojem przypomina nieco utwory "New York City", "It's Time" oraz "Down By Law". Kolejna ciekawa kompozycja na albumie - żywe tempo, dobre brzmienie, wreszcie coś czego da się słuchać. Utwór jest o pewnym człowieku który osiągnął wszystko żyjąc jak kryminalista, po czym swój gang zmienił w imperium.

Ocena: 8,75/10

14. "Friend Or Foe"
Cover grupy Agnostic Front. Zaczyna się dosyć spokojnie. Słychać że nie jest to utwór tej grupy - zupełnie inny początek, brak jakiegokolwiek zaskoczenia oraz zupełnie inne brzmienie w porównaniu do poprzedników. Po chwili utwór gwałtownie przyśpiesza, o dziwo od tej pory nie ma żadnych większych zwrotów akcji. Utwór brzmi tak samo od początku do końca. Niby typowy hardcore, jednak brzmi on słabo w porównaniu do poprzednich kawałków (nie licząc zapychaczy). Utwór jest o pewnym człowieku któremu wiele rzeczy wypomina przyjaciel. Ten się go pyta "jesteś moim przyjacielem, czy wrogiem?".

Ocena: 5/10

Set It Off to potężna dawka hardcore'u. Podczas słuchania każdego utworu z głośników wylewała się fala hardcore'owej atmosfery. Wiele kawałków brzmiało dosyć ciekawie - jedne były wzorowane na innych grupach, inne z kolei ekipa z Nowego Jorku wykonała praktycznie sama. Innym cieszącym aspektem była żywiołowość utworów. Większości słuchało się z przyjemnością. Nie brakowało jednak wad - tu pierdolony zapychacz, tam bezsensowny utwór, jeszcze gdzieś indziej dziwny przekaz... Madball zapewne tak chciało pokazać swoją "oryginalność", jednak ja niestety tego nie docenię. Nie zmienia to jednak faktu że Set It Off jest albumem który naprawdę mi się spodobał.

Okładka: 6/10
Teksty: 7,5/10
Kompozycje: 8,25/10

Ogólna ocena: 8,25/10

Zalety:
- Solidna dawka hardcore'u
- Utwory typu crossover były bardzo dobre
- Ciekawa atmosfera
- Dobry wokal
- Bardzo dobre, żywiołowe kompozycje

Wady:
- Bezsensowna monotematyczność
- Przed posłuchaniem Set It Off radzę przesłuchać inne albumy z tego gatunku
- Miejscami bezsensowne zapychacze

18 maja 2014

Recenzja: Metallica - Kill 'Em All


Witam, w kwietniu większość recenzji napisał TheComareq - nie miałem weny na pisanie. Jednakże teraz spróbuję go dogonić. Opiszę dziś pierwszy album studyjny znanej wam Metalliki - "Kill 'Em All".

Płyta została wydana 25 lipca 1983 roku nakładem wytwórni Megaforce Records. Jest to jak wspominałem pierwszy album tego zespołu. Początki bywają trudne, jednak album świetnie został przyjęty. Jest wielu fanów, którzy akceptują tylko tą płytę i twierdzą, że "Metallica skończyła się na << Kill 'Em All >>". Według krytyków album przyczynił się do powstania thrash metalu. Jednak nie koniecznie muszę się z tym zgadzać :) Przedstawię swoje zdanie odnośnie tego albumu.

Warto zwrócić uwagę, że jest to album nagrywany jeszcze z Dave'm Mustaine'm przed powstaniem Megadeth. Tworząc ten album grupa wzorowała się na starych zespołach z NWOBHM np. Motorhead i Iron Maiden.

Okładka jest dosyć prymitywna. Napis "Metallica", plama krwi przypominająca ludzką sylwetkę oraz dłoń trzymająca za młotek... No, trochę mało to oryginalne, prymitywnie to wygląda i nie zachęca do kontaktu z albumem. Teraz opowiem o utworach.


Album do przesłuchania

1. Hit The Lights
Zaczyna się jakimiś dziwnymi odgłosami, które stają się coraz głośniejsze i głośniejsze. Tak, teraz słychać, że to gitara :) Po chwili zaczyna się "utwór właściwy". Riff jest nieco prymitywny, no ale nie oczekujmy nie wiadomo czego po pierwszym albumie. Jak dla mnie ten utwór jest niepełną wersją tych utworów z "Ride The Lightning". Jak na początek nie jest źle. Bardzo dobra solówka. Tych, którzy znają późniejszą Metallikę, tekst może zdziwić. Chodzi w nim o imprezowanie, bójki, zabawę i te podobne. Nieco niepoważne. Gdy porównamy sobie to z tekstami na "Master Of Puppets" lub "...And Justice For All" możemy dostrzec jak bardzo zespół się zmienił.

Ocena: 8,5/10

2. The Four Horsemen
Początkowo utwór nazywał się "The Mechanics". Został napisany przed Dave Mustaine (najlepsze, że został zwolniony kilka dni przed wejściem Metalliki do studia). Znalazł się pod nazwą "The Mechanix" na debiutanckim albumie Megadeth. Zaczyna się podobnym riffem co w poprzednim utworze, też jest niestety nieco prymitywny. Jednak potem to się zmienia, w refrenie słyszymy inny riff. Bardzo dobry wokal Jamesa. Z początku prymitywny kawałek zaczyna się podobać. Jest to lepsze od poprzedniego utworu. Świetna solówka. Ta część utworu jest praktycznie bez żadnych wad :) Tekst jest wyobrażeniem czterech jeźdźców Apokalipsy przez Jamesa. Niewykluczone, że James miał tutaj też na myśli swoje dzieciństwo - jego rodzice należeli do Stowarzyszenia Nauki Chrześcijańskiej i dorastał w otoczeniu podobnych ludzi. Czterej jeźdźcy mogą być symbolem kary dla ludzi obłudnych i zakłamanych jak sekta "Stowarzyszenie Nauki Chrześcijańskiej".

Ocena: 9,5/10

3. Motorbreath
Członkowie Metalliki byli fanami zespołu Motorhead. Ten utwór prawdopodobnie jest hołdem dla tej grupy. Jest to jedyny utwór na płycie autorstwa samego Hetfielda. Brzmi to nawet nieźle, jednak jest gorsze od poprzednich utworów. Riff nie jest agresywny, "morderczym thrashem" to tego nie nazwę (zresztą i poprzednie dwa takie nie były). Mocną stroną numeru jest na pewno solówka. Jednak nie jest to coś czego mógłbym słuchać przez dłuższy czas. Istnieje jeszcze jedna możliwa interpretacja utworu - Hetfield był fanem wyścigów samochodowych i mógł ten tekst inspirować właśnie nimi.

Ocena: 8/10

4. Jump In The Fire
Zaczyna się energicznym riffem. Utwór od razu zaczyna się podobać, jednak przez prawie cały czas słyszymy to samo. Po jakimś czasie zaczyna nudzić. Niby kompozycja jest na dobrym poziomie, ale słyszymy niemal to samo co w poprzednich utworach. Nie jest to zbytnio oryginalne. Jeśli chodzi o sens utworu - jest to jeden z tych starych, "niedojrzałych" tekstów Metalliki :) Podmiotem lirycznym jest szatan, który kusi człowieka na przejście na jego stronę oraz tytułowy "skok w ogień".

Ocena: 7,5/10

5. (Anesthesia) Pulling Teeth
Bardzo dziwny utwór. Jest to po prostu... basowa solówka. Została stworzona przez Cliffa Burtona. Niezbyt przepadam za podobnymi utworami, jednak ten jest dosyć ciekawy. Słyszymy przedsmak tego, co Cliff zaprezentuje nam w "Orionie" z "Master Of Puppets". Utwór przez samych członków Metalliki uznany za "nienormalny".

Ocena: 8/10

6. Whiplash
Jeden z bardziej znanych utworów Metalliki. Jest to odpowiednik "Chemical Warfare" Slayera - grają go na prawie każdym koncercie :) Już od początku słyszymy energiczny szybki riff. Po słabszym "Jump In The Fire" i spokojnym "(Anesthesia) Pulling Teeth" mamy coś nieco mocniejszego. Riff wydaje się bardzo prymitywny, ale po jakimś czasie naprawdę zaczyna się podobać. Utwór jest jednym z ważniejszych "metalowych hymnów". Metallica wychwala heavy metal i jego agresję. Wszystko zostaje podsumowane słowami "But we'll never stop, we'll never quit, 'cause we're Metallica". Świetna solówka. Jeden z lepszych utworów na albumie.

Ocena: 9,75/10

7. Phantom Lord
Zaczyna się spokojnym, klimatycznym riffem. Coś tu jest nie tak. Ten styl nie pasuje do "Kill 'Em All". Ale cóż - po chwili utwór zaczyna brzmieć podobnie do reszty :) Po raz kolejny wydaje się, że riffy są niesamowicie prymitywne, ale jednak coś w nich jest. Wpada w ucho. Mocną stroną utworu są niesamowite solówki. Stoją naprawdę na wysokim poziomie. W dalszej części utworu riffy przestają być tak prymitywne, brzmi to jeszcze lepiej. Widać, że Metallica wysiliła się, jeśli chodzi o ten utwór. Tytuł utworu to jest nazwa pierwszego "zespołu" (jeśli można to tak nazwać) Jamesa Hetfielda, zanim rozpoczął poważniejsze produkcje. Ale sam tekst... cóż, jest jednym z głupszych jakie Hetfield napisał. Opowiada o jakimś mrocznym władcy. Mamy tu połączenie mrocznej fantastyki z nonsensem.

Ocena: 9,75/10

8. No Remorse
Zaczyna się bardzo dobrym riffem. Po chwili słychać solówkę. Już od początku widać, że ten utwór będzie czymś niezłym. Prawdopodobnie najbardziej złożona kompozycja z płyty. Przypomina nawet mieszankę "Master Of Puppets" i "The End Of The Line". Jak dotąd najlepszy utwór. Spodobał mi się od pierwszego odsłuchania. Jeśli chodzi o tekst - jest to przedsmak kawałków takich jak "For Whom The Bell Tolls", "Disposable Heroes" czy "One". Opowiada o żołnierzu stojącym samotnie na polu bitwy. Jest atakowany przez wrogów ze wszystkich stron.

Ocena: 10/10

9. Seek & Destroy
Jeśli nie znasz tego utworu, nie jesteś godzien nazywać się fanem Metalliki :) Klasyk. Riff już nie jest tak prymitywny jak w niektórych utworach wymienionych powyżej. Jest to coś przy czym można zatrzymać się na dłużej. Energiczne zwrotki i świetny refren. Właściwie w utworze nie ma żadnych błędów. W tekście grupa ludzi grozi śmiercią pewnemu człowiekowi. Sformułowania typu "We are scanning the scene / in the city tonight" dodają mrocznego i tajemniczego nastroju całemu utworowi. Zdecydowanie polecam.

Ocena: 10/10

10. Metal Militia
Do tej pory niezbyt widziałem ten "agresywny thrash metal", jak to wielu nazywa ten album. Ale teraz mam to na co czekałem. Od początku słyszymy szybki i agresywny riff. Jeden z szybszych utworów na albumie. Wpada w ucho. Metallica rozkręciła się dopiero pod koniec płyty. Jeśli chodzi o kompozycję, utwór nie ma żadnych wad. Ale ten tekst... opowiada o jakichś podstępnych, mrocznych demonach, które tylko czekają, aby splądrować nasze siedziby - może to jest ta "metalowa milicja"... :) Tekst idiotyczny, ale tutaj dźwięk się liczy bardziej.

Ocena: 10/10

11.  Am I Evil?
Jest to cover Diamond Head. Utwór bonusowy Zaczyna się zupełnie jak "Sad But True" z ich słynnego albumu z 1991 roku. Riff trzyma nas jakiś czas w napięciu. Jednak potem już przestaje taki być. Zaczyna przypominać mi grupę Annihilator. Niee, to zdecydowanie nie jest dla mnie. Trwa to aż osiem minut. Kiepski bonus do płyty. Tekst opowiada o kobiecie, która spłonęła żywcem na stosie z powodu oskarżeń o czarowanie i tak dalej... - nawiązania do średniowiecza.

Ocena: 6,5/10

12. Blitzkrieg
Kolejny i ostatni utwór bonusowy. Zaczyna się riffem przypominającym "Ride The Lightning". Przedsmak tego co będzie na następnym albumie. Brzmi lepiej od poprzedniego utworu. Niezły, wpadający w ucho riff. Sprawił, że polubiłem ten utwór od pierwszego przesłuchania. Wadą jest to, że trwa osiem minut, a nie ma zbyt wielu zwrotów akcji. Lecz cóż, mało jest utworów całkowicie idealnych. Tekst nawołuje ludzi do utrzymywania pokoju i niewzniecania konfliktów. Pokojowe przesłanie.

Ocena: 8/10

Początki nie są łatwe, jednak Metallica stworzyła dosyć dobry album. Jest to przedsmak tego co nastąpi na następnych albumach. Wadą może być to, że niektóre utwory miały ten sam schemat. Monotonne. Kolejna wada to teksty. Większość była zwyczajnie idiotyczna, jednak uznam ten album za dobry głównie ze względu na kompozycje. Czas na ocenę końcową.

Okładka: 5/10
Teksty: 6/10
Kompozycje: 8,75/10

Ocena końcowa: 8/10

14 maja 2014

Recenzja: Cannibal Corpse - Tomb Of The Mutilated


Witajcie w kolejnej recenzji! Ktoś kto przegląda naszego bloga od samego początku zapewne pamięta, że pierwsza recenzja jaką napisałem dotyczyła grupy Cannibal Corpse. Ten album miał być preludium do The Bleeding, pomimo tego nie do końca się udało - The Bleeding był słabszy od poprzednika. Oto przed wami album szerze doceniany przez fanatyków brutal death metalu: Cannibal Corpse - Tomb Of The Mutilated.

Tomb Of The Multilated jest trzecim albumem Cannibal Corpse, został wydany 22 września 1992 roku nakładem Metal Blade Records. Tak samo jak w przypadku Butchered At Birth (1991) na albumie znalazły się kawałki o treści kontrowersyjnej, w porównaniu do poprzednika zostały one jednak mocno zmodyfikowane. Postanowiono je nieco unowocześnić, przez co w Tomb Of The Multilated nawet do dziś można wyczuć pewnego rodzaju świeżość. Album zyskał bardzo pochlebne recenzje, trafił na 278 pozycję w rankingu "Top 500 najlepszych albumów heavy metalowych" stworzonym przez magazyn Rock Hard. Przy okazji, sam aktor Jim Carrey był tak zachwycony albumem, że grupę zaprosił do wykonania utworu "Hammer Smashed Face" w filmie "Ace Ventura - Psi Detektyw".

Płyta Tomb Of The Multilated ma 2 okładki. Widoczna powyżej jest remakiem oryginalnej okładki płyty. Tak naprawdę niewiele się różni od pierwowzoru (ma ciemniejsze barwy, oraz inne umiejscowienie napisów). Była ona tak okropna, że album został zakazany w Niemczech. Nawet mnie to nie dziwi; jest to dla mnie jedna z najbardziej popierdolonych i najmocniejszych okładek jakie widziałem - Zombie liże odbyt dziewczynie z wyprutymi flakami przy jakimś grobie. Wokół jest pełno krwi, oraz flaków. Sam trup jest nie lepszy - facet obrany z mięsa. Dla niektórych może wydać się za ostra, ja jednak wolę jak okładki są nieco nienormalne - wiadomo że album będzie jedyny w swoim rodzaju. :)


Druga okładka jest równie dobra - okaleczony trup stoi przy swoim grobie, na krwistoczerwonym tle widoczne są głowy nabite na pal. Dobrze widać czego na niej brakuje. Okładka występowała przez dosyć niedługi czas; po zremasterowaniu Tomb Of The Multilated dano tą okładkę widoczną na początku.



1. "Hammer Smashed Face"
Ci którzy oglądali pierwszą część Ace'a Ventury wiedzą z czym mają do czynienia - świetny ostry riff budujący napięcie, wokal brzmiący jakby niedźwiedź się wypróżniał, model gitary prowadzącej taki sam jak u Jeffa Hannemana, oraz ciekawe zwroty akcji. Tak można określić "Twarz zmiażdżoną młotkiem". Aż chce się powiedzieć: "pora na pogo!". Utwór ciekawie obrazuje brutalność albumu, która ma się pojawić w następnych utworach. Niby nic z tego nie rozumiem, ale od czego jest internet? Utwór jest o człowieku - furiacie, który pod wpływem silnego gniewu zabija drugą osobę przy pomocy młotka. Cały tekst dodaje pikantnej brutalności do utworu.

Ocena: 10/10

2. "I Cum Blood"
Kolejny brutalny utwór z brutalnym riffem, agresywną perkusją, oraz dobrym wokalem który dodaje brutalności. Utwór jest strasznie chaotyczny, i za pierwszym razem nie da się za nim nadążyć, do tego masa zwrotów akcji, i miejscowe zwolnienia powodujące ociężałość. Tak samo jak w przypadku poprzednika, można pogować. Tak samo dobrze jak poprzednik obrazuje całą brutalność która wkrótce się pojawi. Utwór jest o nekrofilu który gwałci rozkładającą się kobietę. W "I Cum Blood" opisane są brutalne i ohydne praktyki seksualne jakie nekrofil stosuje wobec trupa. Następnie szuka on żywej kobiety którą będzie mógł zgwałcić i zabić. Warto przeczytać ten tekst (nie dotyczy osób delikatnych).

Ocena: 9,75/10

3. "Addicted To Vaginal Skin"
Utwór rozpoczyna się od jakiejś przemowy. Następnie słyszymy ciężki, i brutalny breakdown, ciekawy w brzmieniu. Następnie utwór przyśpiesza. Równie brutalny jak poprzednik, równie chaotyczny, również jest sporo ciekawych zwrotów akcji; z tą różnicą że już tak przyjemnie się jego nie słucha. Inną zaletą utworu jest wielokrotna zmiana tempa, tak więc ktoś kto słucha ten utwór po raz pierwszy nie odnajdzie się szybko w utworze. Przed pogowaniem radzę posłuchać go przynajmniej 10 razy. Utwór jest o człowieku, który pod wpływem pewnego impulsu (w utworze nazwanym "voodoo") nie potrafi zapanować nad swoim podnieceniem oraz brutalnością, szuka kobiety, łapie ją i brutalnie zabija.

Ocena: 9,25/10

4. "Split Wide Open"
Utwór od razu zaczyna mi się kojarzyć z "She Asking For It" z albumu The Bleeding. Brzmi nawet podobnie - to samo tempo, równie brutalna gra, nawet całkiem podobny riff. Tyle że znacznie większy chaos, także w porównaniu do poprzednich utworów. Tak samo jak w poprzednich utworach, tu też jest masa różnych zwrotów akcji. Wokal brzmi śmieszniej w porównaniu do poprzedników. Słychać w większości "uuuuu", "pu pu pu puuuu", oraz o dziwo "uum puu puuu" - no kto by się spodziewał? :) Tak naprawdę "Split Wide Open" od strony kompozycyjnej nie podobał mi się. Co do tekstu: utwór jest o matce która pod wpływem hormonów (w utworze nazwane "po-urodzeniową psychozą") zabija swoje dziecko nożem. Ojciec się na to godzi, i powtarzają schemat co 9 miesięcy. Po rozczłonkowaniu, z dzieci robione są trofea. Tak samo jak w przypadku tekstu "I Cum Blood" polecam zapoznać się z tekstem, broń boże delikatnym ;)

Ocena: 8,25/10

5. "Necropedophile"
Inna ciekawa pozycja na liście Cannibal Corpse - agresywny, oraz brutalny utwór. Ten akurat jest dowodem na to, że utwór by być ociężałym nie musi być powolny. Wystarczy odpowiednio walić w bębny. Owszem, w porównaniu do poprzedników (nie licząc "I Cum Blood" oraz "Hammer Smashed Face") utwór jest znacznie brutalniejszy, ma w sobie znacznie bardziej ociężałe brzmienie. Tak samo jak poprzednik ma wiele zwrotów akcji. Utwór jest o człowieku, który pod wpływem pewnej filii zmienił się z normalnego w nekropedofila. Szukał grobów świeżo zmarłych dzieci, po czym realizował swoje chore fantazje. Również warto poczytać tekst.

Ocena: 9,25/10

6. "The Cryptic Stench"

Kolejny ostry kawałek. Od razu zaczyna kojarzyć się z utworami "Split Wide Open" oraz "Hammer Smashed Face". Długi, brutalny, nieczytelny tekst. Niedługo potem dochodzi wokal. Oczywiście cały czas jest brutalnie. Ciekawa jest tutaj praca gitary prowadzącej - Jack Owen używa ciekawych kombinacji, dodając ostrości do i tak już mocnego utworu. W porównaniu do poprzedników utwór ma niedużo zwrotów akcji, przez większość czasu się nudziłem. Albo ten utwór jest gorszy od poprzednika, albo po prostu zaczynam się powoli przejadać Cannibal Corpse. Utwór jest o codziennym życiu wampira. Widać że nawet tekst jest lżejszy.

Ocena: 6,5/10

7. "Entrails Ripped from a Virgin's Cunt"
Dosyć charakterystyczny początek - chwila chaotycznego riffu, potem zwrotka brzmiąca jak z utworu "I Cum Blood". Wreszcie to jakoś brzmi - jest ostrość, brutalność, oraz chęć na pogo. Warto jednak wcześniej się zapoznać z utworem ;) Również jest wiele zwrotów akcji i zmian tempa. Chociaż kompozycja jest nieco słabsza niż we wcześniej wspomnianym "I Cum Blood", warto się z utworem zapoznać. Brzmi naprawdę ciekawie. Co do tekstu, przypomina nieco "Fucked With A Knife" z albumu The Bleeding. Kawałek o tej niesamowicie długiej nazwie jest o dziewicy rozdziewiczanej przy pomocy noża. Tutaj jednak tekst nie jest aż taki ostry jak w "Fucked With A Knife".

Ocena: 9,5/10

8. "Post Mortal Ejaculation"
Początek bardzo nietypowy jak na ten album. Żywy, lekko balladowy riff, trochę jak muzyka do walca. Dziwne. Po chwili w trakcie tego riffu zaczyna się zwrotka, co jest jeszcze dziwniejsze, perkusja niedopasowana do riffu, i te "pu uuu uyuuu pu" słyszane dość wyraźnie, chociaż dalej jest to "pu pu puuu", a nie normalny growl. Utwór się nie klei, chociaż słychać że w tym miejscu powoli zmierza do albumu The Bleeding. Kawałek jest nieco lżejszy, i bardziej ustabilizowany w porównaniu do poprzednich. Brakowało mi jeszcze tego, bym słyszał normalne słowa. Jeden moment zrobił na mnie duże wrażenie, coś czego nie było na albumie. Mianowicie mroczny riff bez udziału wokalu i perkusji gdzieś w połowie od którego ciarki przechodzą po plecach. Od tej pory utwór jest tylko lepszy :) Kawałek jest o mordercy-gwałcicielu który popełnił samobójstwo. Następnie pojawia się w czyśćcu, i zaczyna terroryzować tutejszych mieszkańców.

Ocena: 9/10

9. "Beyond The Cemetery"
Utwór znam od dosyć dawna; poznałem go obok "I Cum Blood" oraz "Hammer Smashed Face". Zaczyna się dosyć stabilnie. O dziwo, Paul gra całkiem normalnie na perkusji, bez swoich rozpoznawalnych ewolucji. Podobnie jest z Jackiem Owenem - również gra stabilnie. Potem jednak utwór się rozkręca, zaczyna się sieczka typowa dla Cannibal Corpse. Kawałek ma parę wspólnych cech z "Hammer Smashed Face", mianowicie refreny z obu utworów są dosyć do siebie podobne. Z tą różnicą że "Beyond The Cemetery" jest krótszy. Utwór ma naprawdę dobrze napisaną kompozycję - gitara fajnie pogrywa, perkusja fajnie pogrywa, wokalista robi swoje "puuu puuu". Z czasem utwór zwalnia, jednak nie całkowicie jak w "Intervention" grupy Soulfly z albumu Enslaved. Te zwolnienie ciągnie się aż do końca. Następnie utwór cichnie. Szkoda, można było coś lepszego wymyślić na końcówkę. No nic - utwór jest o mężczyźnie który zgwałcił i zamordował swoją córkę. Pomimo tego że ma wyrzuty sumienia, oraz zaczyna się sam siebie bać, morduje resztę rodziny.

Ocena: 9,25/10

Cannibal Corpse stworzyło coś co zdecydowanie trudno jest podrobić - naprawdę dobre, brutalne granie. Wokalista jako taki, w tej grupie zapewne nie wnosił tyle ile reszta grupy. Owszem, Chris Barnes był dobrym wokalistą, jednak obecny George Fisher również ma swój dobry styl. Bardziej liczyła się tu brutalna kompozycja która mnie wgniotła w ziemię - w większości utworów słychać było głośny bas, nie wiem czy Alex Webster zrobił to specjalnie; co chwilę było słychać "dum dum dum". Perkusista zdecydowanie niezastąpiony, miał swój styl, odpieprzał różnego rodzaju ewolucje na swoim sprzęcie. Zdecydowanie lepsi byli dla mnie gitarzyści, Jack Owen oraz Bob Rusay. Obaj dali dobry popis, w szczególności Jack Owen - gitarzysta prowadzący. Każdy kto posłuchał tego albumu zapewne mentalnie wylądował w szpitalu przeżył traumę, i do końca nie zapomni "Grobu okaleczonych". Co do samych tekstów, to te na 100% idealnie współgrały z kompozycją. Jak jest brutalny tekst, brutalna kompozycja również musi być.

Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,5/10

Ogólna ocena: 9,75/10

11 maja 2014

Konfrontacja: Obituary - The End Complete vs Sarcofago - The Laws Of Scourge


Rozpoczął się już maj, nasz blog rozkwita jak kwiaty na jednej z okładek powyżej, wsiadam do auta i słucham muzyki. W moje ręce wpadły albumy: Obituary - The End Complete i Sarcofago - The Laws Of Scourge. Obie grupy znacie z poprzednich konfrontacji z Sepulturą. Cause Of Death grupy Obituary walczyło z Arise, i przegrało o dużą ilość punktów. Rotting grupy Sarcofago z kolei wygrało z Bestial Devastation. Która grupa tym razem odniesie zwycięstwo?

Obituary - The End Complete



Trzeci longplay Obituary został wydany 21 kwietnia 1992 roku nakładem Roadrunner Records. Po sukcesie związanym z dwoma pierwszymi albumami przyszedł czas by dowalić nieco do pieca. Obituary postanowiło zagrać nieco inaczej w porównaniu do Cause Of Death - uspokojono nieco charakterystyczny/wkurwiający (niepotrzebne skreślić) growling Johna Tardy'ego, przestrojono gitary na niższy ton, oraz zmieniono nieco budowę utworów. Krytycy ocenili album pozytywnie. Tak samo jak na Cause Of Death, produkcją albumu zajął się Scott Burns. The End Complete jest najlepiej sprzedającym się albumem w historii wytwórni Roadrunner Records, sprzedał się w liczbie pół miliona egzemplarzy.

Jak widać jak coś zmieniać, to najlepiej jak najwięcej. Tym razem okładką nie zajął się znany z Sepultury Michael Whelan, a Andreas Marschall współpracujący z grupą Blind Guardian. Okładka przedstawia post apokaliptyczny świat w którym dominuje szarość, ciemna zieleń, itp. Ponadto niebo pokrywają czarne chmury. Okładka jest ciekawie wykonana, ukazuje mrok który najprawdopodobniej pojawi się na albumie. Malarz dobrze wykonał swoją robotę.


1. "I'm In Pain"
Od początku w utworze powoli i ociężale kroczy ostry breakdown. Perkusja dyktuje spokojne tempo, gitara pogrywa trochę szybciej. Potem breakdown przeradza się w rytmiczną, i przyjemną do posłuchania zwrotkę. Utwór ma kilka satysfakcjonujących momentów, zwrotów akcji, świetną solówkę, ozdobiony jest w bardzo dobry riff. Jak tak tego słucham to myślę sobie że Cause Of Death przy tym albumie to będzie popierdółka dla 12-latków. Końcówka jest trochę spartolona, ale nie szkodzi, i tak większość utworu zdecydowanie rządzi. Nawet tekst się zmienił, jest znacznie lepiej w porównaniu do poprzedniego albumu. Utwór jest o przybyciu antychrysta, którego zamiarem będzie terroryzowanie Ziemi.

Ocena: 9,5/10

2. "Back To One"
Teraz słyszymy coś szybszego, bardziej rytmicznego, coś bardziej grindcore'owego. Miejscami przypomina Tomb Of The Multilated grupy Cannibal Corpse. Przyjemnie się tego słucha. Wokal jest świetnie zgrany z riffem i perkusją, nie mam do tego zarzutów. Co do tego breakdown'u rozpoczynającego się od połowy, nie jest on czymś satysfakcjonującym. Ponownie akcja zaczyna się pod koniec, tuż po zakończeniu breakdown'u. Utwór jest o strachu przed nadchodzącą śmiercią który paraliżuje człowieka.

Ocena: 8,25/10

3. "Dead Silence"
Kawałek rozpoczyna się dosyć powoli, kojarzy mi się nieco z poprzednim albumem tej grupy. John Tardy znowu drze się jakby chciało mu się kupę, tak jak większość utworów na poprzednim albumie, ten nie pędzi zbytnio. Jest spokojny, często zmienia się akcja... i tak jak w poprzednim utworze, znowu mam skojarzenia z Cannibal Corpse. Zapewne ulubionym perkusistą Donalda Tardy'ego (perkusisty) jest Paul Mazurkiewicz. Utwór jest o ludobójstwie zorganizowanym przez armię szatana.

Ocena: 8/10

4. "In The End Of Life"
Ciężki początek, budzi pewne skojarzenia z albumem Cause Of Death, słychać to głównie po sfiksowanym riffie pasującym bardziej do Cannibal Corpse, oraz ich równie popierdolonych utworów. W tym momencie grupa wróciła do Cause Of Death, znowu słychać to charakterystyczne darcie japy Johna, jakby miał problemy z wydalaniem się. Utwór przypomina mi nieco "Body Bag". Przez większość czasu utwór jest nudny, dopiero solówka nadaje mu jakiegoś smaczku, pomimo tego to nie jest to samo co było na "I'm In Pain", gdzie solówka była świetna. Utwór jest o masowym morderstwie dokonanym przez złe moce.

Ocena: 6/10

5. "Sickness"
Po raz kolejny przychodzi mi na myśl Cause Of Death - charakterystyczny riff, przypominający trochę początek utworu "Dying". Ogólnie mówiąc od początku brzmi nieźle, tak samo zresztą jest gdy się słucha zwrotki. Dopiero ta przerwa w wokalu między zwrotkami psuje wszystko. Wszystko wraca na właściwy tor podczas drugiej zwrotki. Utwór jest równie ciężki jak poprzedni, całego ciężaru nadaje mu gitara. Kawałek nie jest czymś wyszukanym, wiem że słyszałem lepsze rzeczy. Utwór jest o trupach które wstają z grobu na skutek pewnej anomalii.

Ocena: 7,75/10

6. "Corrosive"
Podobny początek jak w przypadku poprzedniego utworu - nic wyszukanego, niezbyt mi się podoba. Dopiero w czasie zwrotki się rozkręca - przypomina mi nieco połączenie albumów Cause Of Death oraz Far Beyond Driven Pantery. Ten sam schemat trwa dosyć długo, nie ma tu zbyt wiele ciekawego. Prawie żadnych zwrotów akcji, słabowata solówka... jednak dopiero po solówce słyszymy coś ciekawego - powoli rozkręcające się outro. Brzmi ciekawie, i chce się go słuchać. Ale jest to jedyna zaleta utworu, więcej nie znalazłem. Kawałek jest o kimś kto zmienia się w złoczyńcę na skutek religii.

Ocena: 5/10

7. "Killing Time"
Tym razem początek brzmi dosyć podobnie jak ten z utworu "I'm In Pain". Mam nadzieję że utwór będzie równie dobry. Pogrywa nam w tej chwili dosyć długie intro, coś jak w utworze "Dying". Akcja zaczyna się dopiero od połowy. Po raz kolejny utwór brzmi dosyć podobnie do tych z Cause Of Death. Tym razem jest w tym trochę więcej finezji - gdy utwór przyśpiesza, zaczyna brzmieć lepiej. Słyszymy również całkiem dobrą solówkę, po tym kolejna zwrotka, znowu solo... ogólnie mówiąc nie jest aż tak źle. W porównaniu do poprzednich utworów kawałek jest do przełknięcia. Utwór jest o nieumarłych, którzy powstali z grobu, i sieją zniszczenie na świecie.

Ocena: 8,25/10

8. "The End Complete"
Intro rodem z albumu Cause Of Death, brzmi trochę nijako. Dopiero w czasie zwrotki się rozkręca - chłodne brzmienie, oraz żywiołowość (tego się nie spodziewałem). Riff całkiem niezły, jeżeli mam mówić o wokalu to jest to coś w stylu utworu "I'm In Pain" - John Tardy zachował swój charakterystyczny ryk, jednak nieco go "uspokoił". Kawałek jest do przełknięcia, nie jest aż taki zły. Dominuje tutaj atmosfera niepokoju. Pomimo tego że utwór brzmi całkiem ciekawie, nie ma zbyt wielu zwrotów akcji - po jednej ze zwrotek słyszymy niezbyt długą solówkę. Potem utwór jeszcze bardziej się rozkręca - cały utwór przyśpiesza, wokal jest agresywniejszy, zaczyna to brzmieć lepiej. Utwór jest o ludzkim niepokoju i strachu związanym z nadejściem końca świata.

Ocena: 8,5/10

9. "Rotting Ways"
Noo, wreszcie coś zupełnie odmiennego - mroczny wstęp budujący napięcie, powolne kroczenie, agresywny wokal, oraz mrok wylewających się z głośników - to jest Obituary takie jakie chciałbym słyszeć. Po zwrotce utwór powoli, ale skutecznie przyśpiesza, aż chce się wiedzieć co będzie dalej. Wreszcie jest to coś co w niedużym stopniu brzmi jak Cause Of Death, bo powoli zacząłem się tym nudzić. Od drugiej minuty słyszę dosyć znajomy riff, coś jak ten od połowy utworu "Dying". Z tego co zauważyłem to większość utworu jest instrumentalna. Może to i dobrze? W końcu Obituary robi całkiem niezłe fragmenty instrumentalne w utworach, przekonałem się w sumie słuchając utworu "Dying" z albumu Cause Of Death. Naprawdę, zakończenie godne tego zespołu. Utwór jest o ludziach którzy umierają młodo. W utworze śmierć jest przedstawiona jako "cichy zabójca", "ktoś kogo nie spodziewasz się".

Ocena: 9,25/10

Szczerze wam powiem, The End Complete nie jest czymś czego mógłbym słuchać godzinami, czy dniami - dla mnie wystarczy to jedno przesłuchanie. Albumu na pewno nie pobiorę, bo z pewnością nie jest to mój ulubiony styl grania. W każdym razie miejscami album był lepszy od poprzednika, częściej jednak zawodził - riffy słabowate, nie rozwalały atmosferą. Częściej miałem ochotę skakać od jednego kawałka do drugiego. Co do tekstów to szczerze powiem, bardzo się poprawiły, gdy na Cause Of Death miałem trudności z ich przełknięciem, tutaj zdecydowanie lepiej mi się ich słuchało, jedyną ich wadą była monotematyczność. Co do samych utworów: było parę ciekawszych smaczków ("I'm In Pain", "Back To One", "The End Complete", "Rotting Ways"), większość jest przeciętna (lub słaba). Myślałem że tym "ciekawym smaczkiem" będzie cały album. Niestety, zawiodłem się.

Okładka: 8,75/10
Teksty: 8/10
Kompozycje: 6,75/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Zalety:
- Dobre teksty
- Bardzo dobra okładka
- Lepszy styl w porównaniu do poprzednika

Wady:
- Słabe kompozycje
- Brak emocji w większej części utworów
- Większość utworów była bezpłciowa, nie dało się wyczuć tej mrocznej atmosfery

Sarcofago - The Laws Of Scourge


The Laws Of Scourge grupy Sarcofago zostało wydane w sierpniu 1991 roku nakładem Cogumelo Records. W porównaniu do dwóch poprzednich albumów wiele się zmieniło, mianowicie zrezygnowano z black metalu. Fragment wywiadu z Wagnerem Lamounierem: "W czasie gdy wydawaliśmy I.N.R.I. mieliśmy po 16 lat. Inspirowaliśmy się przede wszystkim Venomem i Hellhammerem. Teraz jednak dojrzeliśmy, i postanowiliśmy nieco zmienić styl, nie rezygnując jednocześnie z satanistycznych tekstów.". The Laws Of Scourge został ciepło przyjęty przez krytyków, na portalu Allmusic.com album dostał ocenę 4,5/5.

Okładka przedstawia młodą kobietę uduszoną cierniem i leżącą w trumnie usłanej różami. W porównaniu do poprzedniej okładki (z albumu Rotting) ta już nie przedstawia szokującego, satanistycznego obrazu rodem z biblii szatana, przedstawia po prostu obraz zmarłej kobiety ubranej w gotycki strój. Okładka została ciekawie stworzona, przypomina nieco stare obrazy rodem z renesansu, zapada w pamięć.


1. "The Laws Of Scourge"
Przyjemny dla ucha początek, coś jak refren z "Cryps Of Eternity" Slayera z albumu Hell Awaits. Potem szybki początek... słychać że Sarcofago zmieniło się na lepsze - grupa tym razem postawiła na mroczną atmosferę, a ekstremalną agresję po prostu zostawiła. W tym momencie mottem grupy było: "Co za dużo to niezdrowo". Wagnera wokal również się polepszył - dawny lider Sepultury śpiewa niższym tonem. Gerald Minelli zaczął grać znacznie lepsze riffy, perkusista gra trochę jak Paul Mazurkiewicz z Cannibal Corpse. Świetna atmosfera sprawia że chce się posłuchać jeszcze raz, ale to dopiero po recenzji. Utwór jest o piekle, nazwanym tutaj "szkołą", w której "uczniowie" (lub potępieni) uczą się o prawach biczowania od nauczycielki, Pani Śmierć.

Ocena: 9,75/10

2. "Piercings"
Tak samo jak w przypadku poprzednika - świetny początek, bardzo klimatyczny, mroczny, lekko zawiewa grupą Death w połączeniu z Bestial Devastation Sepultury. Bardzo stabilne przejście z wolnego początku do szybszej części przed zwrotką. Następnie jest zwrotka, która po raz kolejny urzeka dobrym wokalem. W porównaniu do poprzednika utwór jest jednak wolniejszy. Atmosfera mroku nadal nas nie opuszcza, jest jak na razie jedną z najlepszych jakie słyszałem w utworach (obok Rammsteina). Od połowy czwartej minuty słychać jeszcze bardzo klimatyczną, ciekawie złączoną solówkę z riffem. Utwór jest o Śmierci, która tak naprawdę tylko wykonuje polecenia szatana (zabija na jego cześć).

Ocena: 8,75/10

3. "Midnight Queen"
Nie jestem pewny, ale początek sugeruje mi że będzie to najprawdopodobniej ballada - bardzo spokojny, smutny początek, coś jak piosenka żałobna. Po pół minuty utwór cichnie, i myślę sobie "zaraz zacznie się sieczka", a tu: dalej pobrzdękuje gitara. Dopiero po 46 sekundach od początku wchodzi gitara prowadząca, i wreszcie wszystko staje się jasne - utwór zmienia się w jeden, wielki, ciężki utwór. Gdy jeszcze wchodzą klawisze, utwór kojarzy mi się jakby został stworzony wraz z grupą Lordi. Bardzo klimatyczny kawałek, przez głośniki wylewa się mrok. Idealnie nadaje się jako ścieżka dźwiękowa do jakiegoś horroru. Dobry riff, praca wokalu, dobre tempo, oraz ciekawe zwroty akcji. Warto posłuchać. Utwór jest o młodej dziewczynie, która jako dziecko zaczęła się prostytuować. Nic więcej nie powiem, warto ten tekst przeczytać. Jest czymś w rodzaju "mrocznej bajki na dobranoc".

Ocena: 9,5/10

4. "Screeches From The Silence"
Kolejny utwór przypominający "Crypts Of Eternity" Slayera. Żywa, przyjemna atmosfera rodem ze Slayera, przede wszystkim w czasie zwrotki. Dobra praca bębnów, dobry riff, oraz dobrze dopasowany wokal. Po minucie utwór przyśpiesza, zaczyna przypominać trochę niektóre, słabsze utwory z South Of Heaven Slayera. W pewnym momencie kawałek przeradza się w takie typowe thrashowe granie, zdecydowanie przyjemne dla ucha. Tak jak poprzednicy, utwór jest bardzo zrównoważony. Jedyne co było według mnie zbędne to użycie tych klawiszy przed końcem, tworzą taką trochę schizową atmosferę. Utwór jest o człowieku który popełnił samobójstwo z powodu braku zadowolenia z życia, samotności.

Ocena: 9,25/10

5. "Prelude To A Suicide"
Utwór rozpoczyna się dosyć poważnie - pełna niepokoju atmosfera, riff rodem z jakiegoś horroru gore. W pewnym momencie utwór zamienia się w coś cięższego, i żywszego, przyjemnie się tego słucha - rasowy riff, dobra praca perkusji, i na tym kończą się zalety - najsłabszym momentem jaki tutaj znalazłem była zdecydowanie zwrotka. Po tym co zdążyłem usłyszeć wiem że grupę stać na coś lepszego. Zwrotka ma trochę prymitywne brzmienie, coś jak poezja śpiewana w stylu karaoke. Tak naprawdę nie ma tu zbyt wiele do słuchania, ale warto ze względu na początek oraz końcówkę utworu. "Prelude To A Suicide" opowiada o mężczyźnie który popełnia samobójstwo z powodu śmierci ukochanej kobiety. Po raz kolejny warto przeczytać ten tekst.

Ocena: 8,25/10

6. "The Black Vomit"
Pierwotnie utwór pojawił się na albumie I.N.R.I. z 1986 roku, był on znacznie bardziej prymitywny. Tutaj jest bardziej zrównoważony, nieco wolniejszy, bardziej przejrzysty, zdecydowanie lepiej się go słucha. Klimat z poprzednich albumów już się nie ujawnia, "The Black Vomit" całkowicie się zmieniło. Niby jest ten satanistyczny tekst o czarnych rzygach, ale brak tego charakterystycznego chaosu, co dla starszych fanów może zadziałać na niekorzyść. Nie ma tu żadnych zwrotów akcji, pomimo tego utwór ma świetny, żywy riff, idealny na stare koncerty grane dla satanistów. Utwór jest o typowym sataniście, który sam się chwali, że "jest piekielnym wypierdkiem", przy okazji wyzywając boga, Jezusa, oraz wszystkich wyznawców.

Ocena: 9,75/10

7. "Secrets Of A Window"
Na początku pogrywają same bębny, potem jeszcze dochodzi gitara. Ten riff powoli prowadzi nas do zwrotki. W czasie całego utworu czuje się taką chłodną, mroczną atmosferę. Spokojne tempo i klawisze dodatkowo podkręcają klimat. Co do samej zwrotki, jest ona średnia. Pomimo tego przerwy między nimi wydają się całkiem niezłe - ten sam riff co przed zwrotką, tyle że wyostrzony; bez klawiszy, oraz ze wzmocnionym brzmieniem. W połowie trzeciej minuty formuła utworu bardzo się zmienia - wszystko się uspakaja, pogrywa lekka, przyjemna dla ucha gitara, utwór zmienia się w mroczniejszą wersję "Cemetery Gates" Pantery. Warto tej części instrumentalnej posłuchać. Utwór opowiada o kimś, kto wspomina piękne czasy spędzone ze swoją zmarłą dziewczyną. W czasie tych wspomnień ma myśli samobójcze.

Ocena: 8,75/10

8. "Little Julie"
Początek... dosyć dziwny. Kojarzy mi się nieco z Nirvaną. Takie spokojne pogrywanie na gitarze, z nutką mrocznego klimatu. Utwór z czasem staje się coraz mocniejszy. Gdy w końcu zaczyna się ta prawdziwa akcja utworu, cały riff zaczyna kojarzyć mi się z albumem Arise Sepultury. Jak na spokojny utwór, jest on dosyć chaotyczny (jakaś nowość). Nie rozumiem z niego zbyt wiele z tekstu, pomimo tego muszę przyznać - świetna kompozycja, jedna z lepszych na tym albumie, chociaż zdecydowanie nie w stylu Sarcofago. Utwór jest o pedofilu, który porwał i zamordował 11-letnią Julię w 1987 roku, gdyż ta zauroczyła go.

Ocena: 9,5/10

9. "Crush, Kill, Destroy"
Przyszedł czas na ostatni utwór, jeden z mocniejszych na płycie (obok "The Black Vomit"). Ciekawa, mroczna atmosfera, black metalowy chaos połączony z dojrzałością. Pomimo rozbrajającego chaosu całkiem przyjemnie powinno się go słuchać dla amatorów black metalu. Po refrenie utwór zmienia się nie do poznania. Dopiero tutaj słychać te "The Laws Of Scourge", mianowicie słyszymy rasowe solo, zrównoważone tempo. Dopiero potem utwór wraca do dawnego, chaotycznego stadium. Utwór jest kierowany do satanistów, którzy chcą manifestować swoją nienawiść do świata. Świetny wybór na koncerty.

Ocena: 9,5/10

W porównaniu do ostatniego albumu Sarcofago zagrało coś co można w większym stopniu zrozumieć. Utwory nie są już aż tak chaotyczne - z tego co widziałem to większość tekstów jest monotematycznych, ale to jest raczej zrozumiałe. Prawdopodobnie Wagner zadedykował ten album swojej zmarłej dziewczynie. Co do kompozycji, są one znacznie lepsze, bardziej zrównoważone, wreszcie słychać że to dzieło nie zostało stworzone przez bandę rozwydrzonych nastolatków. Zdecydowanie najgłupszym akcentem na albumie były klawisze, które niewiele wnosiły. No, czasem tylko przeszkadzały w słuchaniu. Ale tak to album zdecydowanie polecam.

Okładka: 9,25/10
Teksty: 9,25/10
Kompozycje: 8,5/10

Ogólna ocena: 8,5/10

Zalety:
- Świetne teksty
- Bardzo dobra okładka
- Szczerość
- Lepszy styl w porównaniu do poprzedników
- Dojrzałość
- Dobry wokal
- Bardzo dobre kompozycje

Wady:

- Zbędne klawisze

Obserwuj nas!