Wyszukaj

30 kwietnia 2014

Recenzja: Metallica - St. Anger


Jestem dosyć poważnym człowiekiem. Zazwyczaj próbuję szukać dobrych albumów, jednak czasem musi się trafić czarna owca, często nawet w najlepszej grupie. Dzisiaj chciałem zrecenzować HIM - Dark Light. Uznałem że to może być całkiem niezła muzyka będąca czymś pomiędzy heavy metalem a hard rockiem, z tekstami o miłości. Jednak gdy zobaczyłem jedno ze zdjęć grupy, oraz posłuchałem jednego z utworów to myślę sobie: "Cholera, co ja robię? Zabieram się za jakieś gejowskie pipczenie dla dziewczynek z podstawówki, a nie poważny metal". Odstawiłem to, i postanowiłem zabrać się za coś nieco poważniejszego, mianowicie St. Anger Metalliki.

St. Anger jest ósmym albumem studyjnym Metalliki, został wydany 5 czerwca 2003 roku przez wytwórnię Elektra Records. Ostatnio zainteresowałem się Metalliką samą w sobie - na mój pierwszy ogień poszły albumy Ride The Lightning i Master Of Puppets, stwierdziłem że są świetne. Potem przyszedł czas na lżejsze kawałki, te po 1991 roku. W moje ręce trafiły albumy Metallica oraz Reload. Ten ostatni skonfrontowałem jakiś czas temu z albumem The Great Southern Trendkill Pantery. Teraz mamy St. Anger. Czytając kilka opinii zauważyłem, że są one niejednoznaczne. Jeden oceni album 10/10 za innowacyjny styl, inny 0/10 bo "Metallica się sprzedała". Postanowiłem hejterom nie ufać, i wyrobić swoje zdanie. Album zyskał 2 platynowe płyty w USA. Na początku pomyślałem: nieźle. Dopóki nie zobaczyłem producenta - Bob Rock - człowiek który zgwałcił i zabił twórców thrash metalu.

Okładką zajął się artysta współpracujący z Metalliką już wcześniej, mianowicie stworzył okładkę do ...and Justice For All. Okładka przedstawia zaciśniętą pięść związaną liną. Okładka najprawdopodobniej ukazuje pięść człowieka który próbuje uwolnić się od swoich problemów, może się ona odnosić do samego wokalisty, James'a Hetfielda mającego wówczas długotrwałe problemy z alkoholem. Szczerze powiem okładka stylem nieco przypomina ...and Justice For All. Może się podobać, nawet zachęca do zapoznania się z albumem.



1. "Frantic"
Pierwszy kontakt z albumem... No cóż, kompozycja sama w sobie nie jest aż taka zła. Brzmi nawet nieźle - całkiem fajna gitara, niezły riffw Jest jednak coś co burzy mój spokój w brutalny sposób - perkusja, a właściwie jej brak - "bonk bonk bonk bonk"... i tak w kółko. Lars Ulrich zastąpił swój całkiem przyzwoity zestaw perkusyjny na stare garnki z kuchni babci. Aby w pełni wyczuć potencjał tego utworu polecam zapoznać się z tym coverem perkusji w dobrej jakości. Co do samego wokalu James'a brzmi nowocześnie - James zaśpiewał naprawdę przyzwoicie. Wokal nie wkurza, świetnie zgrywa się z kompozycją. Gdyby nie perkusja oceniłbym utwór naprawdę wysoko. James Hetfield w utworze opisuje swoją walkę z alkoholizmem.

Ocena: 6/10 (perkusja Lars'a)
Ocena: 8,75/10 (cover)

2. "St. Anger"
Początek jest dosyć przyzwoity - perkusji prawie nie słychać. Powolne budowanie napięcia przez gitarę. Po chwili jednak garnki Larsa odnajdują moje uszy i je gwałcą. W tym samym momencie utwór wzmacnia się - w tym momencie również brzmi całkiem nieźle, jednak jest problem - "bonk bonk bonk". W czasie szybszego tempa jest tylko gorzej. Gdy się uspakaja brzmi to nieco lepiej, jednak dalej irytuje. A szczerze powiem utwór jest całkiem przyzwoity - większość utworów z Reload przy nim wysiada. Całkiem ciekawy rockowy klimat, bardzo dopasowany. Wokal również bardzo dobry. Kawałek jest wzorowany na tych starych piosenkach z Kill 'em All. Słuchając tego utworu ma się ochotę powiedzieć: "Lars, wypierdalaj z Metalliki". Tylko on tutaj zawalił. Polecam zapoznać się z coverem.

Ocena: 7/10 (perkusja Lars'a)
Ocena: 9,25/10 (cover)

3. "Some Kind Of Monster"
Na początku jest spokojnie i bardzo niepozornie. Potem nieco się wyostrza - brzmi dość nowocześnie, ogólnie nie jest źle. Tylko ta perkusja: "bonk bonk bonk". Ten riff kojarzy mi się nieco z albumem Reborn In Defiance Biohazardu, brzmi całkiem nieźle - nadaje utworowi takiego chłodnego nastroju. Szczerze powiedziawszy cały czas mam chęć usłyszeć co jest dalej. Wokal James'a brzmi dobrze, z pewnością lepiej niż na Reload. W porównaniu do poprzednich utworów "bonk bonk" wkurza mnie jeszcze bardziej, nie daje się oswoić z utworem, jest to naprawdę denerwująca cecha tego albumu. Utwór jest o złych stronach wokalisty James'a Hetfielda.

Ocena: 6,75/10

4. "Dirty Window"
Początek jest prosty do opisania: "Refuse/Resist" Sepultury zagrane bez gitary, na samych garnkach. I tak przez jakiś czas. Dopiero jak dochodzi gitara utwór brzmi trochę jak hardcore w połączeniu z... country?! Tak naprawdę gitara z brzmienia przypomina tą na której grał Andreas Kisser. Cała reszta utworu to jakieś żarty - James drze się jakby straszył świnie na farmie, Lars pogrywa na garnkach, Andreas Kisser stroił gitarę dla Kirka na brudno (i gitara brzmi tutaj najlepiej). Pomimo niskiego nastrojenia gitary riff raz brzmi dobrze, a raz komicznie. James Hetfield opowiada w utworze jak zmieniał się pod wpływem lat.

Ocena: 2/10

5. "Invisible Kid"
Po raz kolejny w utworze gitara brzmi na brudno, zupełnie jak w Sepulturze. Według mnie Metallica powinna była tego spróbować już dawno. Problem w tym że obok niej dalej słyszymy stare garnki. "Bonk, bonk, bonk"... kurwa, te garnki to jest przesada. Inną wadą utworu jest to, że ten riff jest po prostu kiepski. Co z tego że gitara jest nisko nastrojona jak riff jest beznadziejny? Wokal jest średni, nie wkurza, dobrze jest wpasowany do utworu. Oczywiście w kółko powtarzający się riff oraz "bonk bonk bonk" są zapewne nieśmiesznym żartem ze strony Metalliki (nie, TO NIE JEST ŻART TYLKO PONURA RZECZYWISTOŚĆ). Perkusja dobija mnie jeszcze bardziej niż wcześniej. Utwór jest długi, nudny, i w ogóle nie związany z tymi ze starych czasów. "Invisible Kid" jest o kimś kto nic nie osiągnął poprzez swój strach.

Ocena: 2,5/10

6. "My World"
Znowu słyszymy bębny w stylu "Refuse/Resist" Sepultury. Tym razem gitara jest nastrojona tak samo jak w utworach "Frantic", "St. Anger" oraz "Some Kind Of Monster". Długi, 40-sekundowy początek składający się z jednego riffu, oraz "bonk bonk bonk". Potem jest zwrotka która przez chwilę brzmiała całkiem dobrze. Ta przerwa w wokalu co jakiś czas była tak naprawdę zbędna. Wiem na co stać Metallikę, i na pewno grupa wstawiłaby coś ciekawego w to miejsce. Ogólnie mówiąc utwór jest nudny, przestałem go słuchać po dwóch minutach, nie ma tu nic ciekawego. Kawałek jest o dziecku które pod wpływem osób które je skrzywdziły zamknęło się w sobie.

Ocena: 1,25/10

7. "Shoot Me Again"
Zaczyna się co najmniej średnio - Metallica próbuje tymi piskami podnieść jakoś napięcie. Niedługo potem słyszymy riff który brzmi jak ten z "Dying" grupy Obituary. Od tego momentu utwór się rozkręca. Wreszcie coś co brzmi całkiem dobrze. Niby słychać te "bonk bonk bonk", ale już tak w uszy się nie rzuca. Mrocznie brzmiący wokal w czasie zwrotki nadaje ciekawego nastroju, tak samo w czasie zwrotki. Dobry riff sprawia że po prostu się kołyszę. Przy "Shoot Me Again" można zatrzymać się na dłuższy czas. Utwór jest o kimś kto często był oszukiwany. Z tego powodu przestał się przejmować wszystkimi którzy chcą go oszukać. Polecam cover.

Ocena: 7,25/10 (perkusja Lars'a)
Ocena: 9,25/10 (cover)

8. "Sweet Amber"
Słuchając początku mam wrażenie że to będzie typowa ballada Metalliki. Jednak nie, niedługo potem utwór się rozkręca - wszystko znacznie przyśpiesza. Po raz kolejny słyszymy w kółko grający ten sam riff, "bonk bonk bonk", oraz denerwujący wokal. Noo, wyczuwam powrót Metalliki stworzonej dla mas. Miejscami brzmi nawet ciekawie, czasem w czasie zwrotki brzmi dobrze, oraz refrenu. Pomimo tego jednak nie da się zatrzymać przy nim na dłużej. "Bonkanie" ryje dziurę we łbie, i po prostu aż się prosi nacisnąć "STOP". Utwór jest o kobiecie która była zwykłą tanią dziwką, która "bez swoich gabarytów" nie byłaby kimś.

Ocena: 4,5/10

9. "The Unnamed Feeling"
Początek kojarzy mi się z utworem "Embodiment" grupy Carnal. W każdym razie riff jest dosyć podobny. Utwór jak na razie brzmi dosyć spokojnie. Słychać obie gitary, oraz bębny. Rozkręca się powoli, raczej nie zanosi się na coś lepszego. Po chwili przyśpiesza, i o dziwo nie jest źle - "bonk bonk" praktycznie nie słychać. Brudny riff wprowadza mroczny nastrój. Perkusja o dziwo nie przeszkadza, gorzej z wokalem. Nie pasuje do utworu który bardziej przypomina "Manifest" Sepultury z albumu Chaos A.D. Im dłużej słucham James'a tym bardziej nie chce mi się kontynuować słuchania. Utwór jest o kimś kto jest bliski szaleństwa, i domaga się pomocy.

Ocena: 7/10

10. "Purify"
Początek sugeruje mi że będzie to kolejny szybki utwór. Nie minęło kilka sekund, już słyszymy bonkanie, oraz coś w stylu intra z utworu "Some Kind Of Monster" - ta sama prędkość, podobny riff... Wokal jest taki sobie, w zwrotce ssie na całej linii - w refrenie na szczęście jest jakaś poprawa - niby jest jakiś klimat, James drze się w niebo głosy, ale wiem że słyszałem gorsze momenty na tym albumie. Mam nadzieję że to co najgorsze już dawno minąłem. Ten utwór jest akurat średni, James śpiewa w nim o zapomnieniu o ciężkiej przeszłości.

Ocena: 6/10

11. "All Within My Hands"
Od razu na początku: "bonk bonk bonk bonk bonk bonk..."... dobra, wytrzymam... jest to ostatni utwór. Nie powiem, co do tego "bonkania" mam jeszcze jakąś cierpliwość, jednak jak na jeden album jest to zbytnio przesadzone. Riff - całkiem dobry, pomimo tego utwór się rozlatuje z powodu złego tempa dyktowanego przez perkusję - trochę za szybko. W czasie zwrotki robi się lżej - lekki riff, "bonk bonk bonk" w tle, oraz wokal który brzmi jak u wokalisty J.B.O. No, jedynie refren zasługuje na uwagę, przypomina trochę ten z utworu "Shoot Me Again". Niedługo po rozpoczęciu drugiej zwrotki wyłączyłem utwór, był on tak prymitywny że nie chciało mi się go słuchać. Utwór jest o miłości jako sile która człowieka więzi.

Ocena: 3/10

Następcą albumu Reload w dziedzinie "najsłabszego albumu Metalliki" zostaje St. Anger. Cieszę się że to już koniec, od tego "bonk bonk bonk" po prostu rzygać mi się chciało - każdy utwór który włączę - "bonk bonk bonk", i tak kurwa w kółko!! Czasem miałem tego dosyć. Co do reszty to szczerze powiem, mogło być gorzej: gitara dobra i ciekawa, momentami słabsza, zdecydowanie ona była tutaj najlepsza. James z kolei śpiewał dosyć nowocześnie jak na tamte czasy, wyszukał nowe brzmienia, pomimo tego w większości utworów zastosował nie wiadomo jakie "fiku miku", często darł się jak wieśniak śpiewający dla przyjemności. Nie mieści mi się w głowie jakim cudem to GÓWNO przez wielkie "G" dostało aż 2 platynowe płyty, nie mam pojęcia jakim cudem Metallica całkiem dobre pomysły na utwory tak łatwo zmarnowała, nie wiem też dlaczego Lars Ulrich znalazł się w czołówce najlepszych perkusistów skreśliłem to gdyż jeszcze Lars mnie pozwie :)

Okładka: 8/10
Teksty: 6,5/10
Kompozycje: 5,5/10 (nie wliczając kiepskiego perkusisty 8,5/10)

Ogólna ocena: 5/10

1 komentarz:

  1. Czyli na ile oceniłbyś album, gdyby zamienic perkusję Larsa na... w miarę normalną.

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj nas!