Wyszukaj

18 kwietnia 2014

Recenzja: J.B.O - Laut!


Dzisiaj przygotowałem dla was niespodziankę. Ech, Niemcy - znani są z pięknych aut i dróg, brzydkich kobiet, schizowego techno, Rammsteina oraz świetnego piwa. Niewielu jednak z was zna grupę heavy metalową stworzoną przez Niemców Hannesa Holzmanna i Vito C. (wokalistów i gitarzystów) dla czystej beki. Grupa parodiuje utwory bardziej znanych heavy metalowych wykonawców, np. Metalliki, czy Nirvany. Teraz zapoznamy się z jednym z ich pierwszych albumów. Przed wami: J.B.O - Laut!

Laut! został wydany 5 maja 1997 roku nakładem wytwórni Lavine/BMG Records. Tydzień od wydania albumu Laut! zyskał pierwsze miejsce na 13 niemieckich listach przebojów, przy okazji pozostając na nich przez dłuższy czas. Do końca 1997 roku album sprzedał się w liczbie 150 tysięcy kopii. Album w Niemczech pokrył się złotem.

Szczerze powiedziawszy po grupie która tworzy muzykę dla jaj spodziewałbym się jakichś ciekawych scenariuszy, coś jak na starych okładkach grupy Acid Drinkers. Tutaj tak naprawdę nie ma nic - widzimy tylko napis, pod spodem jest gitara oraz butelka po piwie. Patrząc na tą okładkę po raz pierwszy, nie zapoznając się w dodatku z zespołem J.B.O pomyślałbym że grupa gra glam metal, lub blues'a.

1. "Bolle"
Pierwszy utwór jest jednocześnie singlem, oraz jednym z nielicznych oryginalnych dzieł grupy na tym albumie. Od razu na początku słychać że to będzie coś naprawdę popieprzonego. Utwór kojarzy mi się nieco ze starymi utworami Acid Drinkers, kiedy to grupa robiła z muzyki jakieś wygibasy. Tutaj wcale nie jest gorzej. Utwór brzmi trochę rockowo, ale to nie jest najdziwniejsze - Hannes śpiewa jakby naćpał się czegoś naprawdę mocnego. Ten sam schizowy schemat, i klimat znany z przedszkola robią z mózgu sieczkę. Po przeczytaniu tekstu dostałem zadyszki. To jest takie durne że aż śmieszne. Utwór jest o gościu o imieniu Bolle, który miał pecha - zepsuł mu się samochód, walnęła w niego ciężarówka, potem wziął prowiant i szedł przez 18 godzin na imprezę, następnie wylądował w szpitalu gdzie amputowano mu nogi... ten tekst po prostu trzeba rozumieć.

Ocena: 8,5/10

2. "Wir Sind Die Champignons"
Parodia utworu Queen "We Are The Champions", przerobione na "My Jesteśmy Grzybami". Jak na razie słychać że jest to spokojna ballada, wydaje się że nie ma w tym nic głupiego. Zostało zagrane bardzo podobnie do utworu Queen. Nie no, brzmieniowo brzmi jak Queen, ważniejsza tutaj jest treść. Utwór jest o... grzybach rosnących w lesie, i o tym jak ludzie ich szukają. Ogólnie mówiąc kawałek słaby, nie było mi do śmiechu. Owszem, zagrane całkiem nieźle, jednak spodziewałem się czegoś z czego będę mógł się pośmiać.

Ocena: 5/10

3. "Hose Runter!"
Utwór brzmi trochę jak białoruska piosenka zagrana w czasie imprezy alkoholowej w Rosji. Jak na metal jest to naprawdę dziwnie zagrane, utwór ma żywy, skoczny klimat... problem w tym że bliżej temu do Eneja niż do prawdziwego metalu. Ale cóż, swój świat, swoje kredki. Kawałek jest o gościach którzy porównują swoje penisy.

Ocena: 6/10

4. "Drogen Teil 1"
No cóż, utwór rozpoczyna się nietypowym wstępem, mianowicie wokalista przedstawia nam coś. Mówi coś, jednak nie rozumiem co. Następnie zaczyna się muzyczka... tak, muzyczka. Utwór który brzmi jakby przed nagrywaniem grupa wciągała coś NAPRAWDĘ MOCNEGO. Polecam słuchać tylko po czymś mocnym. Jak metal to nie brzmi, ale można parsknąć śmiechem podczas słuchania utworu. Tak naprawdę kawałek jest tylko przerywnikiem pomiędzy jednym kawałkiem a drugim.

Ocena: 7,5/10

5. "Ein Bißchen Frieden"
Utwór jest parodią Rammsteina, oraz Nichole (niemieckiej wokalistki soulowej). Utwór rozpoczyna się symfonią. Następnie słyszymy dosyć dziwną kompozycję - utwór został zagrany w stylu Rammsteina, słychać to głównie po częstotliwości używania stopy. Pomimo tego ten wesoły riff nie jest w ich stylu. Następnie pojawia się wokal który brzmi jak u Tilla z Rammsteina. Sparodiowanie wokalu Tilla przez Hannesa powoduje nagłe napady śmiechu. Zapewne z tego powodu że Till utwory z Rammsteina śpiewał bardzo poważnie. Tutaj wszystko brzmi bardzo komicznie, w szczególności wokal. Utwór jest parodią piosenki o miłości.

Ocena: 8,5/10

6. "Liebe Ist Süsse"
Utwór jest spokojną balladą, w której bardziej liczy się przekaz niżeli sama kompozycja. Nie zauważyłem nic z czego mógłbym się śmiać. No cóż, utwór niby zawiera jakieś tam zwroty akcji (w drugiej minucie), o dopasowaniu nie ma co tu mówić, ja to oceniam żeby się pośmiać! Miejscami utwór przypomina trochę grupę Hevisaurus - grupa tworzy muzykę metalową dla przedszkolaków. Szczerze mówiąc jedyne z czego miałem bekę to te końcowe "lalalalalalala". Utwór jest parodią piosenki o miłości, zawiera słowa w stylu "Jesteś wisienką na moim torcie", lub "Jesteś najlepsza do mojego komina".

Ocena: 5/10

7. "Die Scheisse"
Utwór zaczyna się "budowaniem napięcia" przez organki. Następnie jest właściwy utwór, skoczny, żywy, niezbyt ciekawy. I oczywiście, jedyną rzeczą z której można się tu śmiać jest tekst. Utwór jest o... gównie. W utworze pojawiają się słowa w stylu "gówno zawsze zostanie z tyłu", lub "wszystko co złe wydalamy z gównem", i "zobacz jakie to jest miękkie". No comment.

Ocena: 6,5/10

8. "Roots Bloody Roots"
Tak naprawdę to na to czekałem od początku tego albumu. Drugi singiel albumu, za razem parodia utworu "Roots Bloody Roots" Sepultury z Roots. Utwór został zagrany bardzo podobnie jak oryginał. Sam wokalista brzmi jak Max Cavalera. Przez pierwsze kilka sekund można się zastanawiać co jest w tym dziwnego, dopiero potem słyszymy... operowy głos, kompletnie niepasujący do ostrego, groove metalowego hymnu. Zapewne o to chodziło, aby utwór się rozleciał. Pavarotti miejscami brzmi komicznie w niektórych częściach utworu. Utwór dokładniej omówię kiedy indziej, w recenzji albumu Roots Sepultury.

Ocena: 8,75/10

9. "Der Star Trek"
Utwór rozpoczyna się spokojnym, klimatycznym wstępem rodem ze Star Trek. Dopiero potem się zaczyna. Słyszymy zmieszanie punku z syntezatorem. Utwór nie śmieszy swoim brzmieniem, tak samo tekstem. Pomimo tego utwór jest żywy, ktoś kto lubi tego typu klimaty mógłby dobrze się przy tym bawić. Utwór jest o życiu grupy J.B.O po osiągnięciu sukcesu.

Ocena: 8/10

10. "Ein Guter Tag Zum Sterben"
Utwór trochę kojarzy mi się z pewnym utworem Metalliki, nie jestem jednak w stanie stwierdzić z jakim. Jest to ballada. Jak już mówiłem, w tego typu utworach nie liczy się kompozycja, ważny jest przekaz. Utwór jest o przygotowywaniu śniadania o drugiej nad ranem będąc na kacu. Porównuje żarcie do wymiocin, więc chce wyjechać zjeść coś na mieście, jednak dostrzega że ma rozwalony samochód.

Ocena: 7,5/10

11. "Drogen Teil 2"
Utwór jest czymś w rodzaju przerywnika. Słyszymy jak naćpany facet przyjeżdża pod czyjś dom. Gdy wchodzi do środka dostrzega ptaka z Ulicy Sezamkowej, i pyta się go co on tutaj robi. Ten na to mu odpowiada że szuka "Al.E.Kaufen". Sam nie wiem co o tym myśleć - tak naprawdę to jest takie głupie że jedyny naród jaki to zrozumie to Niemcy.

Ocena: 3/10

12. "Angie"
Utwór jest coverem The Rolling Stones. Grupę znam tylko ze słyszenia, jednak nie zagłębiałem się w jej twórczość. Pomimo tego już słychać że ten cover został zrobiony bardzo nieudolnie - wokalista strasznie fałszuje. Najprawdopodobniej był to efekt zamierzony, aby utwór ze spokojnej ballady zamienił się w coś z czego można się pośmiać. Nie no, niby kompozycja jest w pełni oryginalna, jednak tutaj całego dzieła dopełnia to całe fałszowanie, a także lament wokalisty który miejscami potrafi człowieka rozjebać śmiechem, w szczególności jego końcówka. Warto dotrwać do końca. Utwór jest o pewnej dziewczynie - Angie, w której wokalista The Rolling Stones się zakochał.

Ocena: 9/10

13. "Medtl Gschdanzl"
Cholerna dziwna nazwa, ale nie ona jest najważniejsza. Utwór na początku zaczyna brzmieć jak coś zagranego przez grupę Twisted Sister - podobna praca gitar, te darcie mordy na początku. Następnie utwór brzmi jak tango zagrane na gitarze, a potem... spokojna zwrotka która swoją głupkowatą atmosferą potrafi człowieka doprowadzić do płaczu ze śmiechu. Niby krótka, ale nie wygląda aż tak źle. Jedyne co mnie wkurza jest to "JUUUHUUU" co jakiś czas, tak naprawdę to nic nie dodaje do utworu. Kompozycja całkiem pasuje do tego głupiego nastroju w kawałku. Tak naprawdę nie wiadomo o czym jest utwór. Pojawiają się coś o wypadku drogowym, przeszukiwania na lotnisku, w każdym razie tyle z tego zrozumiałem tłumacząc to na Google tłumacz który tylko przybliża znaczenie tekstu.

Ocena: 8,5/10

14. "Drogen Teil 3"
Trzecie "Drogen Teil". Na początku jest jakieś paplanie. Potem zaczyna się kolejna idiotyczna muzyczka... goście grają jak debile, i zapewne o to chodziło. Grają jakiś przebój który znam ze słyszenia, jednak nie wiem co to jest. Tak czy siak strasznie fałszują, do tego używają gitary akustycznej oraz grają na kubkach zamiast na perkusji. Szczerze powiem dobrze że jest to ostatnie "Drogen Teil", bo czwartego już bym nie zniósł.

Ocena: 7/10

15. "Ein Fest"
Cover grupy Village People, oryginalnie nazwany "Go West". No cóż, utwór zaczyna się marszowym tempem, z tą gitarą brzmi trochę jak Hevisaurus. Wokalista śpiewa w miarę normalnie. Szczerze mówiąc nie śmieszył mnie w ogóle ten utwór. Ot, zwykłe rockowe granie. Przyjemne dla ucha, ale nie śmieszne. Utwór jest zaproszeniem tłumu ludzi do świętowania sukcesu grupy. Nawet niezłe na zakończenie.

Ocena: 6,5/10

Podsumowując zawiodłem się na tym albumie. Nastawiłem się na coś z czego długo będę się śmiał, tak naprawdę salwy radości dostawałem w małych dawkach. Grupa cechuje się bardziej brakiem dojrzałości niżeli świetnym poczuciem humoru. Rzeczywiście, było parę ciekawie zrobionych parodii, były utwory z których się śmiałem... co do reszty nie wiedziałem jak ona znalazła się na płycie. Pomimo tego jeżeli J.B.O wystartowałoby w głosowaniu na najbardziej bekowy zespół lat 90-tych XX wieku, to nie wybrałbym jego i zagłosował najprawdopodobniej na Acid Drinkers. Pamiętam że z Are You A Rebel długo się śmiałem. Przy nim Laut jest hymnem żałobnym.

Okładka: 3/10
Teksty: 9,25/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!