Wyszukaj

15 kwietnia 2014

Konfrontacja: (Nowa) Sepultura - Dante XXI vs Ektomorf - Outcast


Witajcie w kolejnej konfrontacji. Od razu nasuwa się pierwsze pytanie: "Jak to możliwe że ta banda wypierdków z Węgier jest w stanie konkurować z Sepulturą?". Gdy Nowa Sepultura wydała Roorbacka, nie mieściło mi się w głowie jak można wydać tak zepsuty album. No cóż, w Against nie zagłębiałem się zbytnio, Nation mi się nawet spodobał. Pytanie jaki będzie Dante? Czy będzie tak samo beznadziejny jak poprzednik? Przekonamy się o tym porównując go z jednym z najbardziej znanych albumów Ektomorfa. Oto konfrontacja: Nowa Sepultura - Dante XXI vs Ektomorf - Outcast.

Nowa Sepultura - Dante XXI



Dante XXI jest czwartym albumem Nowej Sepultury z Derrickiem Greenem na czele. Został wydany 14 marca 2006 roku nakładem SPV Records. Początkowo album miał zwać się "Dante 05", gdyż pierwotnie chciano go wydać pod koniec 2005 roku. Prace jednak się przedłużyły, i album nazwano "Dante XXI". Tak jak większość współczesnych albumów Nowej Sepultury, Dante XXI jest albumem koncepcyjnym - inspirowany był "Boską Komedią" Dantego Alighieri. Wielu krytyków oceniało pozytywnie album, mówiąc że od niego rozpoczęła się złota era Derricka Greena w grupie. Oceniają album jako w pełni thrashowy, ostry, lekko inspirowany muzyką rockową oraz klasyczną. Według danych z 2008 roku album sprzedał się w nakładzie ponad 120 tysięcy egzemplarzy zyskując przy okazji 2x złoto. W rankingu Billboard 200 Dante XXI osiągnął 45 miejsce. No, jak widać takie osiągnięcia to zaszczyt. Widać że krytycy ocenili ten album naprawdę pozytywnie. Ciekaw jestem czy grupa się czegoś nauczyła od ostatniej porażki.

Okładka wygląda dosyć ubogo. Na pierwszym planie widzimy Dantego Alighieri wyglądającego jakby został żywcem wyjęty z komiksu. W tle widzimy teksturę z krzyżyków. Nie wiem czy taka forma ekspozycji do Dantego pasuje, ale wiem że można było okładkę wykonać zdecydowanie lepiej, bo widać że czegoś tu brakuje. Ten kto czytał "Boską Komedię" Dantego zapewne wie jakie zwariowane wizje miał bohater. Według mnie idealnym pomysłem byłoby zastosowanie surrealizmu, okładka by jakoś wyglądała.

1. "Lost" (intro)
Tak. Intro. Jedno minutowe intro próbujące podnieść napięcie, brzmi dosyć mrocznie. Słychać wiadomość odwróconą w czasie. To buczenie w tle kojarzy się nieco z albumem Roots, przychodzą na myśl te dobre utwory z plemiennym brzmieniem. Nawet pozytywnie zachęca do zapoznania się z albumem.

2. "Dark Wood Of Error"
Na początku wszystko gra, jednak po chwili dostajemy jednak z liścia w twarz. Dosłownie. Słyszymy "Dark Wood Of Error", które jest tylko kontynuacją intra. Słyszymy jedynie gitarę grającą ten sam riff, oraz cały czas werble słyszane przez większość utworu. Dopiero potem pojawia się wokal, który wreszcie coś wnosi. Gdyby nie ten długi początek nie byłbym zmęczony słuchaniem tego. Chociaż muszę przyznać na swój sposób od tej pory utwór nie brzmi aż tak źle. Są w nim pewne ilości albumu Arise, jednak muszę niestety przyznać że wyraźniej się je słyszy w porównaniu do albumów Soulfly (nie licząc Dark Ages oraz Conquer). Utwór jest o biednym kraju w życie którego wtrąciły się trzy inne, by w brutalny sposób szerzyć demokrację.

Ocena: 7/10 (wraz z intrem)

3. "Convicted In Life"
Po chwili znowu na początku słyszymy perkusję, jednak po chwili utwór ładnie rusza. Słychać że wszystko jest nawet nieźle dopasowane, taki Roorback na dopingu. Czasem lekko się rozjeżdża, jednak nie jest aż tak źle. Wszystko ratuje ciekawa kompozycja. Jest parę zwrotów akcji które brzmią całkiem przyzwoicie, co ja gadam - cały utwór jest przyzwoity. Brzmi jak wyjęty z Arise, oraz skarcony przez wokal Derricka Greena, który raz brzmi lepiej, raz gorzej. Utwór jest o człowieku który przez całe życie musiał pracować i dokonywać wyborów. Krytykuje on ludzi którzy nie musieli w życiu nic robić.

Ocena: 9/10

4. "City Of Dis"
Początek całkiem niezły, pierwsze skojarzenie: Nation w połączeniu z Roots. Jak na razie utwór brzmi całkiem dobrze. Po niedługim czasie utwór przyśpiesza - słyszymy dobrą perkusję, oraz średni riff. Szczerze powiedziawszy wokal jest nawet nieźle dopasowany. Cholera, po raz kolejny mam wrażenie że więcej jest w tym starej Sepultury niż w Soulfly. Gdy się w utwór zagłębimy zauważymy, że zaczyna brzmieć jak Chaos A.D. Im bardziej się w to zagłębiam, mam wrażenie że Andreas Kisser pisze znacznie lepsze utwory niż Max, ale nie zmienia to faktu że Sepultura rozpadła się przez niego. Utwór jest o ludziach którzy zostali odrzuceni przez innych za swoje przekonania.

Ocena: 9,25/10

5. "False"
Po raz kolejny słyszymy długi początek. Dopiero potem się rozkręca i przypomina połączenie albumów Roots oraz Chaos A.D. Dziwne, bo pierwszy raz od czasu albumu Roorback wokal Derricka mnie naprawdę wkurza. Pomimo tego utwór został zagrany całkiem ciekawie - dobra perkusja, i nie najgorszy riff. Potem zwrot akcji, breakdown i... trąby?? Nie wierzy mi się. Tak naprawdę nie wiem po co je tu dali, nie były one potrzebne. Utwór jest o politykach którzy dokonali nadużyć władzy.

Ocena: 6,5/10

6. "Fighting On"
No, jest coś co zaczyna się dosyć spokojnie. Brzmi nawet nieźle, utwór brzmi jak wyjęty z albumu Nation. Z czymś mi się kojarzy, jednak nie jestem w stanie stwierdzić z czym. Pomimo tego wiem że utwór przypomina Chaos A.D i Kairos w brzmieniu. Tekst z kompozycją są dobrze połączone, wokal nie wkurza. Jest też parę zwrotów akcji, parę momentów dzięki którym można powspominać starsze albumy grupy. Jedyne czego tu brakuje to tylko drugiego Cavalery. Ten utwór jest jak kotlet schabowy z frytkami w którym zabrakło kotleta. Kawałek jest tak jakby kontynuacją utworu "Convicted In Life", mianowicie jest o ludziach którzy dzielą się na tych którzy musieli ciężko pracować, oraz na tych którzy wszystko od razu dostali.

Ocena: 8,5/10

7. "Limbo"
Znowu jakieś intro, tym razem jest coś odmiennego. Na pierwszy rzut oka brzmi kiepsko, jednak pomimo tego kojarzy się ze Schizophrenią z 1987 roku. Słychać skrzypce które brzmią jak intro z wcześniej wspomnianego albumu, oraz gitara która brzmi jak ta z "The Abyss".

8. "Ostia"
Wraz z końcem intra zaczyna się "Ostia". Brzmi jak wyjęta z albumu Nation. No, niby słychać nawet niezły riff, dobrze brzmiącą perkusję, oraz wokal który za bardzo się nie wcina w resztę. Jednak jest coś co zdecydowanie psuje utwór - symfonia. Po co ona tu jest to nie rozumiem. Rozumiem moment w 1:20 - gitarze towarzyszą skrzypce, jest nawet fajnie zagrane, ale to wszystko. Przypomina trochę utwór "Treachery" z albumu Enslaved grupy Soulfly. Pozostałe użycie symfonii jest nieuzasadnione. Utwór jest o władzy jako sile pochodzącej z piekła. Z powodu kradzieży jakich dokonali politycy ludność popadła w biedę, i zaczęła popełniać samobójstwa w wigilię.

Ocena: 6,5/10 (wraz z intrem)

9. "Buried Worlds"
Od razu na początku słyszymy dziwne dźwięki. Potem pojawia się gitara i perkusja. Słychać duże zgranie - dobra perkusja, średni wokal oraz dobra gitara. Jedynym mankamentem jest to, że utwór brzmiałby o wiele lepiej z Maxem Cavalerą. Schemat jest niezmienny, jednak nie jest to wada. Utworu da się słuchać z pewną przyjemnością, brzmi jak wyjęty z Chaos A.D pozbawiony dobrego wokalu. "Buried Worlds" jest o osobie która jest fałszywym autorytetem, i próbuje mówić ludziom co jest dla nich dobre.

Ocena: 8,25/10

10. "Nuclear Seven"
Utwór zaczyna się spokojnie - ten początek brzmi trochę jak "Border Wars" z albumu Nation. Potem utwór rozkręca się, pojawia się wokal i niepokojące brzmienie. Po raz kolejny wszystko jest ze sobą dobrze połączone. Poza tym, po raz kolejny kompozycja brzmi dobrze. I znowu wokal wszystko psuje. Jest bardziej żywiołowa w porównaniu do poprzednich albumów. Najlepszym momentem w utworze jest solówka chyba najlepsza jaka pojawiła się w utworach Nowej Sepultury. Utwór jest o siedmiu krajach które posiadają bombę atomową i grożą nią w celu zaprowadzenia złudnego porządku.

Ocena: 9/10

11. "Repeating The Horror"
Po raz kolejny słyszymy scenariusz wyjęty z albumu Nation. Gdy zaczyna się wstęp przed wokalem, utwór się rozlatuje, nie wiadomo co jest czym - raz brzmi jak Nation, raz jak Chaos A.D. Poza tym ten wokal - Derrick często doprowadza do kurwicy nieuzasadnionym darciem mordy. Jedyną zaletą jest kompozycja w czasie zwrotki która bardziej by pasowała do końcówki refrenu. Kompletny bezsens. Utwór jest zachęceniem do działania w życiu. Przekaz jest jasny: "lepiej jest robić coś niż nic".

Ocena: 4/10

12. "Eunoe"
Boże... co to właściwie ma być?! Jest to tylko 12 sekund bezsensownego grania na... skrzypcach. Zapewne kolejne intro. Nie wiem skąd ono się tu wzięło, ale nic nie wprowadza do albumu. Beznadzieja.

13. "Crown And Miter"
O ja pierdole. Słyszymy "Activist" z Roorbacka w zmienionej formie. Coś tak czułem że w pewnym momencie zacznie się ta zmiana na gorsze. Nie wiedziałem jednak kiedy to nastąpi. Po raz kolejny perkusja jest dobra, gitara średnia, a wokal... katastrofa. Zdążyłem sobie już wyrobić całkiem niezłe zdanie o albumie, a tu nagle pojawia się takie gówno. Utwór jest o postępie życiowym który się pojawia wraz z zagarnięciem władzy.

Ocena: 1,25/10 (wraz z intrem)

14. "Primium Mobile"
Kolejne intro które próbuje mnie wyprowadzić z równowagi. Tak naprawdę jest to tylko bezsensowny zapychacz albumu. Pamiętajmy że Nowa Sepultura była zdolna do tego przez te parę lat.

15. "Still Flame"
Utwór rozpoczyna "upijaaa, upijaaa". Potem pojawia się spokojne pogrywanie na gitarze, i... hinduski folklor. Nie spodziewałem się tego w albumach Nowej Sepultury. Ogólnie mówiąc całkiem przyjemny akcent do albumu, zdecydowanie pasuje jako outro. Chociaż słuchając tego liczyłem na większe fajerwerki. Pod koniec utworu ten nieco się wzmacnia, jakby był wstępem do kolejnego utworu. Pomimo tego słyszymy tylko darcie mordy Derricka Greena, i... koniec. Tak, koniec. I po co to wszystko było? Myślałem że rozpocznie się właściwa akcja, a tu tylko tyle.

Ocena: 5/10 (wraz z intrem)

16. "Screaming For Vengeance"
O nie... wisienka na torcie. Utwór który śni mi się do dziś. Dawno temu włączyłem go sobie przez przypadek i do teraz mam z nim beznadziejne wspomnienia. Cover grupy Judas Priest wykonany bardzo nieudolnie. Gitara jest średnia, perkusja jest zdecydowanie najlepsza z tego wszystkiego. Ale wokal... KURWA MAĆ!!! Jak można to aż tak zjebać?! Taki ktoś nie powinien śpiewać tego utworu, trzeba to zrobić z wyczuciem. Już wolałbym gdyby za utwór zabrał się Andreas Kisser. Kiedyś bardzo lubiłem Judas Priest, pamiętam że tamtym utworem długo się jarałem, a tutaj wszystko jest spieprzone oprócz solówki i perkusji. Dramat. Coś czuję że ostatnie utwory z Dantego są preludium do badziewia zwanego "A-Lex".

Ocena: -1/10!

17. "Scratch The Surface"
No cóż, jak na razie zaczyna się całkiem dobrze. Przypomina mi trochę "Messiah" z Revolusongs. Miejscami brzmi ciekawie, chociaż już zmęczyłem się ostatnimi gównianymi utworami, i nie mam siły tego słuchać. Wokal jest całkiem nieźle dopasowany do ogólnego brzmienia, perkusja i gitara również prezentują się całkiem dobrze.

Ocena: 6,75/10

Dante XXI jest średni. Pierwsze 10 utworów zdecydowanie zrobiło na mnie pozytywne wrażenie - większość z nich brzmi dobrze, połączenie brzmienia z Arise, Chaos A.D oraz Nation. Po tym zwątpiłem że na albumie znajdzie się coś czego nie będę dawał rady słuchać. Jak widać, myliłem się - od 11 utworu słyszałem już sam szajs, a rodzynkiem tutaj był "Screaming For Vengeance" które jest tak kiepskie, że mógłbym uznać to za obrazę grupy Judas Priest. Album z niewiadomej przyczyny zawiera 17 utworów, kilka z nich jest zapychaczami w postaci intra, lub kiepskiej fuszery. Pomimo tego przez większość albumu jesteśmy się w stanie przekonać do tego jak dobrym kompozytorem jest Andreas Kisser. Tak naprawdę Dante nie zasługuje na to złoto, jakby wszystkie utwory były tak dobre jak pierwsza dziesiątka to może... cieszę się chociaż że grupa wyszła z dołka zwanego "Roorback".

Okładka: 4,5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 7,25/10

Ogólna ocena: 7/10

Zalety:
- Zdecydowana poprawa w związku z albumem Roorback
- Dobre teksty
- Pierwsze 10 utworów (dobra robota)
- Połączenie stylu Chaos A.D, Arise oraz Nation
- Dobre kompozycje (pierwsze 10 utworów)

Wady:
- Ilość utworów z czego większość jest niepotrzebnymi zapychaczami
- Ostatnie 7 utworów psują album
- Kiepskie kompozycje (ostatnie 7 utworów)
- Cover "Screaming For Vengeance" grupy Judas Priest
- Nazwa "Sepultura"



Ektomorf - Outcast


Outcast jest szóstym albumem studyjnym Ektomorfa. Został wydany 27 października 2006 roku nakładem Nuclear Blast. Po udanych albumach Destroy oraz Instinct przyszedł czas na preludium do tego wszystkiego. Po wydanym w 2005 roku albumie Instinct grupa zabrała się do pracy. Zoltan z bratem zainspirowani twórczością Maxa Cavalery długo pracowali, próbowali dopracować brzmienie do perfekcji, aż w końcu udało się. Na albumie pojawiło się parę nowszych brzmień które fani zdecydowanie polubili. W ramach tego popularność Ektomorfa bardzo wzrosła na scenie międzynarodowej; grupa zaczęła regularnie koncertować, nawet raz wybrała się na trasę koncertową z Soulfly.

Okładka przedstawia rycinę na której znajduje się Ek Chuah. Był on majskim bogiem wojny, często opiekował się kupcami i podróżnikami. Słynął ze swojej dzikości i gwałtowności. Gardził on ludźmi prowokującymi do wojen. W 15 miesiącu Muan składano mu w ofierze pręgowanego psa pomalowanego na kolor kakaowy. Okładki Ektomorfa często przedstawiały konkretną rzecz, zazwyczaj były one biednie wykonane. Ta akurat wygląda całkiem ciekawie pomimo swojej ubogości.

1. "Outcast"
Rozpoczęcie albumu - słyszymy spokojną folklorystyczną muzykę. W tle coraz głośniej pobrzmiewa australijskie didgeridoo. Po chwili didgeridoo gwałtownie cichnie, i pojawia się świetny riff. Pierwsze co na myśl przychodzi to: cholera, ale to jest podobne do Sepultury z czasów Roots. Niewiele w tym oryginalności, ale bardzo dobrze się tego słucha. Muzyka jest żywa, agresywna - tekst i kompozycje są ze sobą świetnie dopasowane, utwór ma parę zwrotów akcji, ale jest to tylko przejście do breakdown'ów w połowie, oraz pod koniec. Zoltan bardzo dobrze manipuluje swoim głosem, słychać to przede wszystkim w czasie zwolnień. Tak czy siak jak na początek perfetto - takie węgierskie "Roots Bloody Roots". Utwór jest o człowieku który odrzuca zasady innych ludzi, i żyje tak jak mu podpowiada instynkt. Przy okazji łączy się duchowo z innymi "wyrzutkami".

Ocena: 10/10

2. "I Choke"
Kolejny świetny utwór na horyzoncie - "I Choke". Jest trochę szybszy i prostszy od poprzedniego (gitarzysta gra jednym akordem w czasie zwrotek), jednak równie żywy. Po raz kolejny wszystko jest ze sobą dobrze dopasowane. Utwór nie ma żadnych zwrotów akcji, jednak pomimo tego może się podobać. Żywa zwrotka, prosta do zaśpiewania na koncercie, świetnie zespolona z riffem. Tak samo refren. Ten zawiera tylko słowa "I Choke" oraz "I cannot breathe". Jak już wspomniałem w recenzji najnowszego albumu Ektomorfa Retribution, utwór "You Can't Control Me" był w większości wzorowany na "I Choke". I dalej nie wiem czemu grupa chciała na nowo nagrać kawałek który i tak jest świetnie zagrany. Utwór jest o kimś kto próbuje żyć w społeczeństwie, jednak nie daje rady, gdyż to odbiera jemu wolność osobistą.

Ocena: 9,75/10

3. "Ambush In The Night"
Kolejny utwór rozpoczęty od folkloru, w tym momencie dostaję lekkich skojarzeń z albumem Destroy, a w szczególności z utworem "From Far Away". Po chwili zaczyna się akcja - świetny riff, dobra prędkość. Utwór już nie jest aż tak żywy jak poprzednie, jednak i tak dobrze się go słucha. Utwór kojarzy mi się nieco z "I And I" Soulfly z albumu Dark Ages. Utwór jest dobrze napisany. Po raz kolejny tekst z kompozycją są dobrze połączone. Utwór ma jeden ciekawy zwrot akcji, mianowicie w 15 sekundzie drugiej minuty. Do riffu dochodzi jeszcze jeden człon. "Ambush In The Night" jest o żołnierzach którzy pewnej nocy napadli na wioskę pełną biednych ludzi, następnie poddali ich segregacji - jedni poszli do gett, inni zostali rozstrzelani.

Ocena: 9,5/10

4. "I'm Against"
Zanosi się na kolejny dobry utwór. Słyszymy mocny riff, oraz wtórująca jemu perkusja. Po chwili utwór zaczyna brzmieć jak "Face Your Fear" z albumu Retribution, pomimo tego da się wyczuć znaczne różnice. "I'm Against" brzmi nieco lepiej. Słucha się go bardzo dobrze; brzmi jak połączenie utworów "Seek'n Strike" oraz "The Prophet" grupy Soulfly. Wiadomo jednak że fanom grupy to nie przeszkadza. Brzmienie utworu jest bardzo dobre - żywe, mocne, agresywne... pod koniec przybiera dziwną formę - brzmi jak "Born For Destruction" z albumu What Doesn't Kill Me, pomimo tego nie ma się co denerwować, "I'm Against" powstało wcześniej. Utwór jest o kimś kto odwrócił się od społeczeństwa z powodu złej polityki państwa.

Ocena: 9,75/10

5. "We Rise"
Kolejny utwór, już nie tak dobry jak poprzednie. Nieco wolniejszy od "Ambush In The Night", jednak szybszy od pozostałych. Tekst i kompozycje są ze sobą dobrze połączone, utwór ma kilka zwrotów akcji. Pomimo tego "We Rise" w miarę szybko się nudzi. Zdecydowanie brakuje mu tego czegoś, co miały cztery poprzednie kawałki. Pomimo tego tekst ma dobry - utwór jest kierowany do cyganów, by ci pomimo strachu walczyli ze swoimi problemami.

Ocena: 8,25/10

6. "Red I"
Utwór zaczyna się dosyć spokojnie. Po chwili jednak zaczyna brzmieć trochę jak "I'm Against". Nie brzmi jednak już tak dobrze. Pomimo tego, utwór jest żywy i agresywny. Tak naprawdę utwór jest dosyć przeciętny jak na ten album, a przekonaliśmy się o wartości tego krążka już na początku. "Red I" kojarzy się nieco z utworami z albumów Destroy oraz I Scream Up To The Sky. Początkowo nie rozumiałem o co chodzi z tym tytułem, "Red I", jednak czytając tekst dowiedziałem się o co chodzi - utwór jest o nienawiści do rasizmu. Można powiedzieć że wokalista opowiada nam historię swojego życia, o tym jak on i jego rodzina byli kiedyś dyskryminowani. Tak więc "Red I" oznacza "Ja czerwony", czyli "cygan".

Ocena: 8,5/10

7. "Who Can I Trust"
W miarę spokojny utwór zagrany na gitarze akustycznej. Pomimo tego utwór jest dosyć ostry, nadaje mu jej wokal Zoltana który nie bardzo pasuje do gitary akustycznej. Zdecydowanie wolałem scenariusz z późniejszych albumów, gdy Zoltan zamiast krzyczeć po prostu śpiewał. Pomimo tego utwór może zapaść w pamięć, krzyk "Who Can I Trust" może kojarzyć się z wołaniem do boga o pomoc. Kawałek jest najlżejszy z całego albumu. W porównaniu do poprzednich utworów w tym samym stylu ("Fly", "Forgotten Fire" itp.) brzmi naprawdę nowocześnie. Utwór jest o kimś kto został zdradzony przez przyjaciela, przez co uznał że nie może ufać społeczeństwu, i zaczyna pokładać swoje nadzieje w bogu.

Ocena: 8,5/10

8. "Leave Me Alone"
Od razu na początku mam skojarzenia z utworem "Ambush In The Night", jednak jest jakby... agresywniejszy. Poza tym, ma znacznie prostszy tekst składający się ze zwrotek która ma te same słowa, to samo z refrenem, ogólnie mówiąc prosta budowa. Pomimo tego utwór zaliczyłbym jako nieco powyżej średniego, przyjemnie się go słucha. Pomimo prostego tekstu utwór ma parę cieszących ucho zwrotów akcji. Kawałek jest o człowieku którego życie się rozsypało pod wpływem zdrady bliskiej osoby.

Ocena: 8,25/10

9. "Fuel My Fire"
Cover grupy L7. Od razu widać że jest to coś zupełnie innego od poprzednich utworów - żywszy, bardziej skoczny, do tego bardziej rockowy. Jak dla mnie brzmi naprawdę dobrze. Dobra gitara Zoltana (tak, Zoltan jest gitarzystą prowadzącym) świetnie pasuje do riffu stworzonego przez L7, perkusja nie zostaje w tyle, świetnie prowadzi utwór. Kolejny przyjemny w słuchaniu kawałek na tym albumie którym fan grupy nie pogardziłby. Utwór jest o nieufności do ludzi które wytworzyło się pod wpływem zdrady bliskiej osoby.

Ocena: 9/10

10. "I Confront My Enemy"
Utwór rozpoczyna się... śpiewem starych cyganek?! Nie no, na Destroy i Instinct jeszcze to jakoś brzmiało, podsycało nastrój, a tu? Początkowo unikałem tego utworu z powodu tego wstępu, jednak za nim krył się całkiem dobry utwór. Prymitywny, ale ostry. Zapewne najbardziej prymitywny utwór na płycie. Pomimo tego jakoś tak go lubię, kij z tym intrem. Tekst z kompozycją są nierówne w zwrotkach, przez co lekko psuje się opinia. Warto jednak poczekać do refrenu, który za każdym razem jest coraz lepszy, idealny na koncerty. Wprawdzie zawiera tylko słowa "I confront my enemy", ale jest czego słuchać. Utwór jest o osobie, która pomimo przeciwności losu nie poddaje się, i walczy ze swoimi wrogami.

Ocena: 7,75/10

11. "Hell Is Here"
Po raz kolejny początek w stylu "Ambush In The Night", jednak w tym przypadku nie ma czego żałować, utwór jest naprawdę dobry, w szczególności jak się rozpędzi; ta hardcore'owa żywiołowość sprawia że aż chce się spędzić z nim więcej czasu. Gdy pojawia się zwrotka kolejne zaskoczenie. Zauważyłem że większość tekstów w utworach Ektomorfa z tego albumu ma w miarę prostą budowę, ten jest jednak skomplikowany. Co do refrenu, kojarzy mi się z utworem "Living Sacrifice" grupy Soulfly. Dokładnie ten sam schemat, z tą różnicą że pod koniec refrenu zastosowano solówkę. Pod koniec utwór nieco słabnie, pojawia się folklor. Widać że album zaczyna się kończyć. Utwór kończy się outrem "Chamunda" które bardzo ciekawie kończy album. Utwór jest o ziemi jako piekle w którym dzieje się wiele okropnych rzeczy.

Ocena: 9,5/10

Outcast jest albumem który zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie spośród pozostałych albumów Ektomorfa. Grupa stworzyła ten album łącząc wiedzę z ubiegłych lat z futuryzmem który całe szczęście nie kastruje albumu ze świetnego brzmienia. Na albumie nie ma zbędnych zapychaczy, album jest ustabilizowany - zawiera lżejsze kawałki, ostrzejsze, ogólnie mówiąc jak na standardy grupy jest bardzo dobry. No, jedyną wadą były monotematyczne teksty. Co do kompozycji, to jak już mówiłem nabrały tego futuryzmu. Podsumowując można więc powiedzieć że grupa osiągnęła swój szczyt. Zapewne żaden z fanów wówczas się nie domyślał że Csaba Farkas w 2008 roku opuści grupę, a Ektomorf wkrótce wyda jeden ze swoich najsłabszych albumów. 

Okładka: 6,5/10
Teksty: 8,5/10
Kompozycje: 9,25/10

Ogólna ocena: 8,5/10

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Dobra budowa tekstów
- Nowoczesność nie niszcząca dobrego brzmienia
- Wokal
- Żywiołowość i agresja większości utworów
- Bardzo stabilny album pod względem brzmienia

Wady:
- Teksty monotematyczne


Szczerze powiedziawszy nie mogłem inaczej postąpić, Outcast zwycięża to starcie z dużą przewagą. Pomimo tak niskiej oceny jaką zyskał Dante XXI było kilka utworów które mi się spodobały. Brzmiały prawie jak te z dawnych lat Sepultury, jedyne czego mi w nich brakowało to dobrego wokalisty. Pozostałe to były głównie niepotrzebne zapychacze. Z kolei na albumie Węgrów nie znalazłem ani jednego kiepskiego utworu, wszystkie są dobre.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!