Wyszukaj

7 kwietnia 2014

Konfrontacja: Kreator - Phantom Antichrist vs Sodom - In War And Pieces


Witam w kolejnej konfrontacji, a za razem w drugim remake'u pierwszej serii. Nie mam pojęcia na jakich narkotykach robiłem tą konfrontację; wydaje mi się że w tym przypadku dodałem nieco za dużo cukru do herbaty, przez co trochę tą konfrontację przesłodziłem, twierdząc że "grupy stworzyły bardzo dobre albumy", "wracają do starych czasów", itp. Ponieważ Kreatora i Sodoma znam już nieco dłużej, mogę ponownie przejść do konfrontacji którą najprawdopodobniej spartoliłem. Uważam że powinienem ją ogarnąć tym razem na trzeźwo. Przed wami: Kreator - Phantom Antichrist vs Sodom - In War And Pieces.


Kreator - Phantom Antichrist



Phantom Antichrist jest trzynastym albumem niemieckiej grupy thrashmetalowej Kreator. Został wydany 1 czerwca 2012 roku nakładem wytwórni Nuclear Blast. Po przejściu grupy do wyżej wspomnianej wytwórni, w 2010 roku grupa zabrała się za tworzenie albumu. W kwietniu pojawił się singiel. Spośród wszystkich singli Kreatora, utwór Phantom Antichrist został przyjęty najcieplej. Krążek zyskał 5 miejsce w rankingu najlepiej sprzedających się albumów w Niemczech w 2012 roku, 11 miejsce w rankingu najlepiej sprzedających się albumów w Finlandii, jako 13 sprzedawał się najlepiej w Węgrzech... Tak więc mamy najprawdopodobniej do czynienia z czymś co ma naprawdę wysoki poziom. Czy aby na pewno? Za chwilę się przekonamy.

Pierwsze co zachęca nas do albumu to okładka stworzona przez Wesa Benscotera - gość maluje obrazy surrealistyczne, nie jest on zbyt dobrze znany. Ostatni jego najbardziej rozpoznawalny obraz to "Divine Intervention" - okładka do albumu Slayera o tym samym tytule. Tak więc nie muszę mówić jaką nazwę ma ta okładka. Muszę powiedzieć że projekt jak i wykonanie są całkiem porządne - w centrum widzimy trupa, najprawdopodobniej tytułowego "martwego antychrysta"; do jego rąk przywiązani są za szyje martwi ludzie. Otaczają go podgniłe konie. Grafika naprawdę zachęca do kontaktu z albumem, jeżeli mam być subiektywny to powiem że dawno nie widziałem lepszej okładki albumu tej grupy.


1. Mars Mantra
2. Phantom Antichrist
3. Death To The World
4. From Blood Into Fire
5. Civilization Collapse
6. United In Hate
7. The Few, The Proud, The Broken
8. Your Heaven, My Hell
9. Victory Will Come
10. Until Our Paths Cross Again
11. Iron Destiny


Omawiając wcześniej wszystkie utwory po kolei, doszedłem do wniosku że kompozycje są świetne. Jedyne co mi tutaj przeszkadzało, to to że Kreator mógł tak naprawdę do tego dodać odrobinę łagodności i piękna; muszę przyznać, że moja obecna opinia nie odbiega zbytnio od tej poprzedniej, aczkolwiek nie jest to tak przyzwoite jak Extreme Aggression, czy chociażby Coma Of Souls. Zdecydowanie za dużo tutaj tej melodyjności i dojrzałości, a za mało brutalności i agresji. Nie znaczy to jednak, że w ogóle jej brak; zdecydowanie jednak Kreator przyzwyczaił mnie do solidnego napierdalania. Wprawdzie nadal słychać tutaj typowe cechy dla tej grupy, jednak album jest również pełny nowości i zapożyczeń (chociażby od Sodomu i Iron Maiden). Nie zmienia to jednak faktu, że Mille Petrozza nadal jest w świetnej formie. Możliwe że na płycie chciał zaprezentować się od najlepszej strony? Phantom Antichrist rozpoczyna się od intra Mars Mantra. Jest to dosyć spokojna kompozycja, przypominająca nieco balladę. Kojarzy mi się trochę z intrem Sabre Sani do albumu Unto The Locust grupy Machine Head. Numerem dwa, Kreator zabiera nas w podróż do przeszłości z singlem Phantom Antichrist, będący utworem łączącym w sobie typową dla Kreatora agresję, oraz (stosunkowo nową) rasowość. Dostajemy wpierdol przy pomocy kawałka który brzmi jak połączenie Painkillera grupy Judas Priest, z Coma Of Souls. Numer trzeci to Death To The World kojarzące się z albumem Sodomu z roku 2006. Kreator na krótką chwilę zwalnia tempo z From Flood Into Fire. Jest to całkiem przyjemny, kołyszący kawałek kojarzący się z Manowarem. Civilization Collapse łączy w sobie cechy nowego Sodomu jak i albumu Coma Of Souls. Połączenie całkiem przyjemne. United In Hate jest z kolei czymś, czego powinienem oczekiwać po tej grupie: nie wliczając intra, utwór jest typową napierdalaniną z niewielką ilością melodyjności. The Few, The Proud, The Broken jest przeciwieństwem poprzednika. Utwór brzmi jak odrzut z albumu Sodomu z roku 2006, mianowicie pełno jest tutaj melodyjności i rasowości. Podobnie jest z następnym numerem, Your Heaven, My Hell. Wraz z Victory Will Come, chłopaki wracają do brutalnego napierdalania; tutaj zdecydowanie bardziej słychać wpływy Slayera, niż wcześniej wspomnianego Sodomu. Until Our Paths Will Cross Again jest czymś przypominającym lekko balladę; i tym razem grupa prezentuje swoje wpływy od Manowara. Ostatni numer na płycie to Iron Destiny.

Teksty również zostały dobrze napisane; nie słychać żadnych nierówności. Dużo jest tutaj pomysłowości, widać że Mille Petrozza pomimo swojego wieku i nadwagi (skąd ja to znam?) nadal ma całkiem dobre pomysły na teksty; a dotyczą one zwykle ważnych tematów dla społeczeństwa. Najczęściej słyszałem teksty na temat wojen (From Flood Into Fire, The Few, The Proud, The Broken, Iron Destiny). Następnie były teksty o apokalipsie (Death To The WorldVictory Will Come, Your Heaven, My Hell), o zjednoczeniu w obliczu tragedii (United In Hate, Until Our Paths Will Cross Again) oraz o zepsutej polityce (Civilization Collapse) i narodzinach antychrysta (Phantom Antichrist).

Podsumowując, Phantom Antichrist niewiele odbiega od mojej pierwotnej wizji. Wciąż jest to bardzo dobry album. Wszystko jest ze sobą ładnie połączone, kompozycja z tekstem ładnie współgrała. Czułem jednak pewien niedosyt: to nie było to samo ciężkie napierdalanie co Coma Of Souls, czy Extreme Agression; tutaj Mille Petrozza za mocno wzorował się na innych kapelach, zamiast myśleć o muzyce jaką tworzył kiedyś wraz z chłopakami. Inwencja twórcza lekko ucierpiała w porównaniu do wcześniejszych dzieł, nie jest jednak katastrofalnie. Ba, nawet cieszy mnie że wokalista mając prawie 50 lat pisze tak dobre utwory (w dodatku sam). Gość miał prawo zaszaleć.

Zalety:
- Album wykonany na wysokim poziomie
- Bardzo dobre teksty
- Dobrze napisane kompozycje
- Ciekawa okładka
- Rasowość
- Połączenie melodyjności z brutalnością
- Bardzo dobry singiel

Wady:
- W porównaniu do poprzednich dzieł, inwencja twórcza lekko kuśtyka
- Mnóstwo zapożyczeń


Okładka: 9,5/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 9/10

Ogólna ocena: 9/10


Sodom - In War And Pieces



In War And Pieces jest dziewiątym albumem studyjnym niemieckiej grupy thrashmetalowej Sodom. Został wydany 19 listopada 2010 roku przez wytwórnię Steamhammer. 4 lata po wydaniu albumu Sodom (2006), grupa wraca do studia by zarejestrować materiał na nową płytę; panowie wiedzieli już w którą stronę mają iść. By osiągnąć cel, grupa zatrudniła polskiego producenta Waldemara Sorychtę współpracującego z grupą Grip Inc. Krążek został przyjęty ciepło, zarówno przez fanów jak i krytyków.

Okładka przedstawia maskotkę Sodomu - żołnierza z piłą motorową zamiast lewej ręki. Przypomnę że owa postać występowała na takich albumach jak Persecution Mania, Agent Orange, Tapping The Vein, Masquerade In Blood, Code Red, M-16, oraz Epitome Of Torture. Im bardziej grupa zbliżała się do obecnych czasów, tym groźniej wyglądała ta maskotka. Tutaj jednak mamy podobną sytuację jak w przypadku Tapping The Vein, mianowicie postać upada (w tym przypadku ginie w lawie). Grafika została wykonana subtelniej w porównaniu do poprzednich, co według mnie wyszło na dobre. Na czołgu widnieje napis "SODOM", z kolei na chuście jest napis "In War And Pieces". Bardzo fajny projekt wykonany przez Elirana Kantora.


Lista utworów:

1. In War And Pieces
2. Hellfire
3. Through Toxic Veins
4. Nothing Counts More Than Blood
5. Storm Raging Up
6. Feigned Death Throes
7. Soul Contraband
8. God Bless You
9. The Art Of Killing Poetry
10. Knarrenheinz
11. Styptic Parasite
12. Murder One

Podobnie jak w przypadku Phantom Antichrist, kompozycje oceniłem bardzo dobrze. Album wydał mi się świetny, dopiero po latach zdałem sobie jednak sprawę, że strasznie to przesłodziłem. Przesłuchałem album jeszcze raz... i taka sama sytuacja jak w Phantom Antichrist. W teorii nie jest źle, muzyka jest obfita w hołdy dawnym czasom, w postaci rasowych solówek, oraz agresywnej gry połączonej z profesjonalizmem. W rzeczywistości jest raczej przeciętnie; w każdym razie jest to zdecydowanie gorszy album od swojego poprzednika. Miejscami album mnie jednak irytował wpływ Waldemara Sorychty. Słychać, że chłopaki zagrali trochę w stylu Grip Inc. Tutaj jest jednak tego za dużo, a ja oczekiwałem czegoś co nie będzie zbyt mocno odbiegać od poprzednika. Panowie z Sodomu również podjęli kiepską decyzję w związku z wokalem wspierającym. Słychać, że po prostu jest on tutaj niepotrzebny. Numer pierwszy jest moim faworytem: In War And Pieces. Muzyka którą zagrali Niemcy, zdecydowanie podchodzi mi pod album Sodom (2006): słychać tu brutalną, ale i zrównoważoną grę, zajebiste solówki kojarzące się z Persecution Mania (i rzecz jasna z Frankiem Gosdzikiem); w sumie fajnie by było, gdyby chłopaki grali tak przez cały czas na tym albumie. Hellfire jest utworem w stylu Wanted Dead z poprzedniego albumu; ciężka jazda, z paroma niezłymi zwrotami akcji. Przy Through Toxic Veins, Sodom nieco zwalnia tempo, przy okazji popisując się solówkami i agresywnymi zwrotami akcji. Numer czwarty, Nothing Counts More Than Blood jest kolejnym utworem który spokojnie mógłby znaleźć się na albumie grupy z roku 2006. Przy Storm Raging Up, chłopaki dowalają porządnie do pieca. Przypomina trochę muzykę z albumu Tapping The Vein zmieszaną z M-16. Następny na liście jest Feigned Death Throes; znaczny spadek jakości w porównaniu do poprzedników. Z Soul Contraband chłopaki znowu wracają do formy z szybszym kawałkiem. Z kolei God Bless You przypomina trochę numer pierwszy, In War And Pieces. W porównaniu do niego, wypada jednak blado. Następne jest średnie The Art Of Killing Poetry, później dostajemy całkiem niezły kawałek w stylu Agent Orange, Knarrenheinz. Styptic Parasite jest z kolei numerem w stylu M-16 z albumu o tym samym tytule. Ostatni utwór to rzecz jasna kawałek bardziej w stylu punkowym, Murder One; Sodom kontynuuje tradycję, i po prostu nie mogło tutaj tego zabraknąć.

Do tekstów nie mam zastrzeżeń. Zostały dobrze napisane, bardzo dobrze łączą się z muzyką. W porównaniu do Phantom Antichrist, Sodom nadal nie ma żadnych problemów z inwencją twórczą; ba, jest nawet lepiej niż kiedyś. Sodom pokusił się na coś więcej niż typowa dla nich tematyka wojenna; grupa napisała teksty na wiele tematów, w tym szaleństwo i choroby psychiczne (Through Toxic Veins, Nothing Counts More Than Blood, Murder One), wyżej wymieniona tematyka wojenna (In War And Pieces, God Bless You); są również teksty o sianiu masakry i bezmyślnego spustoszenia (Storm Raging Up, The Art Of Killing Poetry, Knarrenheinz), apokalipsie (Hellfire, Styptic Parasite), zdradzie najbliższych (Feigned Death Throes), a nawet o przybyciu antychrysta na ziemię (Soul Contraband).


Podsumowując, jestem trochę zawiedziony. Nie tylko tym albumem, ale także tym jak wcześniej go oceniłem. Wydaje mi się, że na początku zwykle powinienem recenzować starsze dzieła, dopiero potem zabierać się za coś nowszego, zanim powiem że chłopaki "nie grają futurystycznie". Dobrze wiedziałem, że coś mi tu ostro śmierdzi. Chłopaki zagrali przeciętnie; album nie zapada w pamięć. Jedyne utwory jakie można było tutaj jakoś zapamiętać to In War And Pieces, Hellfire, Storm Raging Up oraz Murder One; szczerze powiedziawszy, pozostałe kawałki ze strony Sodomu wydały mi się raczej żartem. Nie były wprawdzie złe, jednak zdecydowanie czegoś mi tu zabrakło: tego pierdolnięcia co chłopaki mieli jeszcze nie tak dawno. Aż dziw mnie bierze, że w porównaniu do albumu z roku 2006, In War And Pieces wydaje się być niczym plastikowa lala!

Zalety:
- Całkiem dobre kompozycje
- Okładka
- Bardzo dobre teksty
- Oryginalność
- Bardzo dobry wokal
- Różnorodność
- Dobre solówki

Wady:

- Album nie zapada w pamięć
- Znaczny spadek jakości w porównaniu do poprzednich dzieł
- Niepotrzebny wokal wspierający


Okładka: 9/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 7/10

Ogólna ocena: 7,25/10


Konfrontację wygrywa album: Phantom Antichrist. W porównaniu do In War And Pieces, Kreator stworzył muzykę bardziej zapadającą w pamięć z ciekawszymi rozwiązaniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj nas!