Wyszukaj

24 grudnia 2013

Konfrontacja: Slayer - World Painted Blood vs Metallica - Death Magnetic (remake)



 Witam! W nowej recenzji po raz kolejny skonfrontuję ze sobą albumy dwóch bardzo znanych zespołów - Slayera i Metalliki. Obie płyty zostały wydane w podobnych latach ("Death Magnetic" 2008, "World Painted Blood" 2009). Są to jak dotąd najnowsze albumy tych zespołów (no, nie licząc albumu "Lulu" Metalliki, jednak tego czegoś albumem nazwać nie można). Czy Metallica znów wygra ze Slayerem? Który z albumów wypada lepiej?

1. Slayer - World Painted Blood

World Painted Blood został wydany 3 listopada 2009 roku nakładem wytwórni Sony Music Entertaiment oraz American Recordings. Produkcją zajął się wieloletni pomocnik grupy Rick Rubin, tym razem pomógł mu Greg Fidelman. Grupa pierwszy raz poinformowała fanów o próbie stworzenia nowego albumu już na początku 2009 roku. Album za single "Hate Worldwide" oraz "World Painted Blood" zyskał 2 nagrody grammy w kategorii Best Metal Performance, zyskał 12 miejsce w rankingu Billboard 200 z roku 2009, zyskał drugie miejsce w rankingu US Top Hard Rock Albums oraz szereg innych nagrodzeń.

Pomysł na okładkę jest dosyć ciekawy - artysta stworzył kilka obrazów i połączył je w jeden. Każdy wyglądał zupełnie inaczej, jednak po połączeniu ich wyszła mapa świata (niekompletna, lecz to nie jest ważne). Kontynenty i oceany są zabarwione na czerwono, jakby krwią. Świetnie pasuje do tytułu - "świat pomalowany krwią". Na pierwszym planie widzimy napis z nazwą zespołu. Pomysł na okładkę jest dosyć prosty, a bardzo dobry. Jest nieskomplikowana, a idealnie pasuje do tytułu. Przejdźmy do utworów.

 

Album do przesłuchania

1. "World Painted Blood" 
Pierwszy utwór jest idealnym początkiem. Z początku słyszymy gitarę, która ma na celu budowanie napięcia oraz jakieś szepty, pomruki. W okolicach pierwszej minuty piosenka zaczyna się rozkręcać. Dochodzi wokal, utwór nabiera prędkości, rozpędza się. Spodobał mi się od pierwszego odsłuchania. Zwrotki są dosyć złożone i długie. Refren za to dosyć ubogi, średni. Składa się jedynie z dwóch wersów: "world painted blood / no sanctuary". Po drugiej zwrotce piosenka całkowicie zmienia rytm. Zagrana została solówka, a piosenka coraz bardziej zwalnia. Słyszymy cicho zaśpiewaną zwrotkę, instrumenty wówczas też brzmią spokojnie. Wokal jednak z czasem staje się coraz mocniejszy, głośniejszy, wyższy. W końcu, gdy osiągnie szczyt, słyszymy powtórkę z początku piosenki - pierwsza zwrotka. Idealne zakończenie dla piosenki. Jedna z moich ulubionych na płycie i świetny początek albumu. Tekst opowiada o plagach, nieszczęściach, które nękają świat. Niby jest to po prostu papka bezmyślnie skleconych słów, które mają coś wspólnego z tymi nieszczęściami, jednak całkiem niezły wydźwięk zyskuje to wszystko w połączeniu z tym riffem.

Ocena: 9,5/10

2. "Unit 731"
Jeden z szybszych i mocniejszych utworów na płycie. Jednak wcale mi się nie podoba. Piosenka jest monotonna, jej budowa jest prosta. Strasznie nijaka. Tekst opowiada o Jednostce 731, tajnej jednostce wojskowej cesarskiej armii japońskiej. Ludzie ci przeprowadzali eksperymenty na jeńcach, które często kończyły się śmiercią (jeńców). Testowali również na nich broń chemiczną i biologiczną różnego rodzaju. Dla zainteresowanych - Jednostka 731.

Ocena: 6,75/10

3. "Snuff"
Dobry utwór z niezłym riffem. Świetne melodie i solówka, słyszymy to już na początku numeru. Jednak tym co mi się w niej podoba najbardziej jest wokal. Tom Araya świetnie manipuluje głosem. Dopasowuje go do słów wypowiadanych w danych momencie. Tekst nie ma większego sensu - rozlew krwi, cierpienie, męka i tak dalej. Bardzo podoba mi się refren. Nieźle zostały zaśpiewane wersy "action / torture, misery / endless suffering / torment, agony / captured for eternity". Wpada w ucho.

Ocena: 8/10

4. "Beauty Through Order"
Piosenka o wiele wolniejsza i spokojniejsza od poprzednich. Mała odmiana. Ciekawie zrobiony riff. Utwór wprowadza niepokojącą atmosferę, dobrze się tego słucha. Pamiętam, że gdy słuchałem tego pierwszy raz, to nie mogłem się doczekać co będzie dalej. W połowie utwór przyspiesza i tak już zostaje do końca. Tekst nawiązuje do postaci węgierskiej księżny Elżbiety Batory - seryjnej morderczyni z XVI wieku. Slayer wrócił do swojej starej tradycji - znowu piszą utwory o seryjnych mordercach :) Mimo, że utwór jest całkiem niezły, do ideału odrobinę zabrakło.

Ocena: 9/10

5. "Hate Worldwide"
Słuchając tego miałem podobne odczucia co w przypadku "Snuff". Szybki utwór z fajnym riffem. Piosenkę mogę nazwać "klasycznym utworem Slayera". Widzimy, a raczej słyszymy szybkie zwrotki oraz typowe dla Slayera zwolnienie w okolicach refrenu. Wokal jest też bardzo ważny. Refren jest wprost świetnie zaśpiewany. Głównie to sprawia, że ta piosenka mi się podoba. Coś niesamowitego. Tekst jest bardziej bezpośrednim atakiem na religię chrześcijańską niż poprzedni utwór. Opisuje całą tą religię jako bzdurę, utrudniającą ludziom życie zamiast pomagać. Jako pasożyt.

Ocena: 8,5/10

6. "Public Display Of Dismemberment"
Tytuł wskazuje na to, że jest to piosenka mówiąca o wypruwaniu flaków, egzekucjach i rozlewach krwi. Jednak wcale o tym nie jest. Tekst mówi o chaosie panującym na świecie. Widać to w wersach "New tax, market crash, high life never lasts / No quick fix, for broken politics". Riff i perkusja bardzo dobre. Jeden z krótszych utworów na płycie, mimo to jest bardzo dobry w odróżnieniu od "Unit 731". Jednak utwór nieco gorszy jest od poprzedniego. 

Ocena: 8/10

7. "Human Strain"
Zaczyna się dziwnym riffem, całkowicie nie w stylu Slayera. Właściwie co to jest? Może nam się skojarzyć z niektórymi utworami z albumu "God Hates Us All", który nie był typowym albumem Slayera. Nie ma w tym ani grama thrash metalu. Nie wiem co o tym sądzić. Utwór został wykonany całkiem nieźle, ale problem polega na tym, że jego wykonawcą jest Slayer. A thrashowe napieprzanie to jest to, co tej grupie wychodzi najlepiej. Obniży to ocenę. W tekście mowa jest o zarazach dziesiątkujących całe populacje. Prawdopodobnie najgorszy utwór na płycie.

Ocena: 6/10

8. "Americon"
Dosyć punkowy utwór. Wpadający w ucho riff oraz perkusja. Opowiada o USA, "najlepszym kraju na świecie", o zakłamaniu jego przywódców oraz tym jak bardzo ten naród jest zgniły wewnątrz. Wersy "It's all about the mother fucking oil / Regardless of the flag upon it's soil / In a blood bath we pad our fucking greed / The price is high to maintain liberty" są bezpośrednim atakiem na Stany Zjednoczone i wytykają jego wady. Jeden z lepszych tekstów na płycie. Przypomina piosenkę "Amerika" Rammsteina. 

Ocena: 8,5/10 

9. "Psychopathy Red"
Jeden z szybszych na płycie. Krótki, trwa ledwo ponad dwie minuty. Jego budowa jest dosyć prosta. Bardzo dobry riff, perkusja oraz wokal idealnie zgrały się ze słowami - tekst opowiada o ukraińsko-rosyjskim seryjnym mordercy, Andrieju Czikatiło. Na każdym albumie Slayera znajdzie się piosenka z tekstem tego typu. Na początku utwór w ogóle mi się nie podobał, ale przekonałem się. Dobry kawałek. 

Ocena: 9/10

10. "Playing With Dolls"
Najlżejszy utwór Slayera jaki znam. Jest krytykowany przez większość fanów, jednak moim zdaniem jest to bardzo, bardzo dobry kawałek. Instrumenty i wokal budują wytwarzają atmosferę pełną niepokoju. Pod koniec, gdy padają słowa "God can't help you now!" emocje opadają. Takie katharsis. Najbardziej rozbudowany tekst i zdecydowanie najlepszy na płycie. Jego tematyką jest ponownie religia chrześcijańska. Podmiot liryczny opowiada o niej jako rzeczy bezwartościowej, twierdzi, że Bóg nigdy nam nie pomoże, choćbyśmy nie wiadomo jak się modlili i nas opuści. Zawsze będziemy sami bez pomocy. Wskazują na to słowa "pestilence is here, death awaits, your body is not of Christ / it's my altar, helpless and alone, violate, enveloped in my sin" oraz "broken and afraid, God can't help you now!". Sugeruje to, że Bóg zostawił tego człowieka samego, wydał go na pastwę zarazy i nieszczęść. Wersy "Ghostly figures are always standing still / are they mocking me? What do they see?" mają na celu ukazanie tego, jak żałosny jest człowiek bezmyślnie zapatrzony w siłę Boga. W siłę, która w rzeczywistości nie istnieje i sprawia, że to wszystko jest jednym wielkim okrutnym żartem. Świetna solówka. Bardzo klimatyczna piosenka. Nie tylko jedna z najlepszych na płycie, ale i jedna z moich ulubionych jeśli chodzi o Slayera. 

Ocena: 9,75/10

11. "Not Of This God"
Tytuł wskazuje na to, że jest to kolejna piosenka mówiąca o bezsensie i braku spójności w religii chrześcijańskiej. Tekst potępia fanatyzm religijny oraz zakłamanie Kościoła. Dźwiękowo jest średnia, nawet niezła. Są jednak lepsze numery na tej płycie. Nie spodobała mi się od pierwszego przesłuchania. Duże plusy tej piosenki to świetny wokal i fajne brzmienie gitary przed refrenem.

Ocena: 7,5/10

12. "Atrocity Vendor"
Utwór bonusowy. Piosenka zaczyna się lekko w stylu punkowym, jednak po chwili piosenka zaczyna brzmieć całkiem ciekawie. Coś jak "Snuff" lub "Hate Worldwide" z tego samego albumu. Dobre tu jest brzmienie gitar, Jeff gra bardzo rozważnie. Dave na perkusji jest trochę chaotyczny, ale i tak nie jest źle. Widać ile Slayer się nauczył w ciągu tych 30 lat. Piosenka jest o pewnym kacie zwanym "sprzedawcą okrucieństwa", który uwielbia męczyć swoje ofiary.

Ocena: 7,25/10

Płyta World Painted Blood dowodzi, że Slayer nie spadł z poziomu i nadal potrafi świetnie grać. Słyszymy rasowe brzmienia rodem z Reign In Blood, wiele ciekawych piosenek, świetne skłaniające do przemyśleń teksty. Pomimo tylu lat grania Slayer dalej tętni pomysłowością. Wszystko wydaje się być dobrze dopracowane, jednak nie jest to jeszcze taki ideał jak South Of Heaven czy wcześniej wspomniany Reign In Blood. Ten album jest świetny, gorąco polecam dawnym fanom Slayera, tym obecnym zresztą też.

Okładka: 10/10
Kompozycje: 9,5/10
Teksty: 8,5/10

Ogólna ocena: 9,5/10

Zalety:
- Świetne kompozycje
- Świetne teksty skłaniające do refleksji
- Zgranie
- Okładka
- Wokal

Wady:
- Monotonność niektórych utworów

2. Metallica - Death Magnetic


Death Magnetic został wydany 12 września 2008 roku nakładem Warner Bros. Records oraz Vertigo Records. Po raz pierwszy od czasu albumu ...And Justice For All grupa wraca do thrash metalowych brzmień. Tak samo jak w przypadku płyty Slayera przy albumie pracował Rick Rubin, stąd najprawdopodobniej wzmocnione brzmienie na albumie. Grupa zdobyła pierwsze miejsce w rankingu Billboard 200 z 2008 roku, przy okazji w wielu innych kategoriach również zdobywając pierwsze miejsce.

Podobnie jak w przypadku płyty Slayera okładka dobrze mówi o tym, o czym mówi większość tekstów na tej płycie. Ich tematyka to - śmierć. Wiry i linie wokół mają bardziej nas wczuć w ten klimat "magnetyzmu śmierci", tego jak wysysa życie, wciąga i tak dalej. Jamesa Hetfielda do nagrania tej płyty zainspirowała historia Layne Staleya, wokalisty Alice In Chains, który był "przyciągany przez śmierć" (czyt. zaćpał się zwyczajnie na śmierć). Przejdźmy do utworów.

 
Album do przesłuchania
1. "That Was Just Your Life"
Utwór rozpoczyna dźwięk bicia serca, potem pojawia się gitara, która dodaje tajemniczego klimatu. Utwór rozkręca się powoli, dopiero w okolicach drugiej minuty. Szybki, dynamiczny numer. Jego budowa jest dosyć prosta. Jednak tylko dźwiękowo. Tekst jest bardzo rozbudowany. Opowiada o małej długości życia, o człowieku, któremu całe życie przeleciało tak szybko, że ledwo zaczął żyć, a tu czas umrzeć oraz o tym, że większość ludzi nie potrafi pogodzić się ze śmiercią. Widzimy to w wersach "I blind my eyes and try to force it all into place / I stitch them up, see not my fall from grace". 

Ocena: 9/10 

2. "The End Of The Line"
Moje pierwsze skojarzenie - "Master Of Puppets" (piosenka). Słychać to szczególnie podczas zwrotek. Tekst również ma to samo znaczenie. Jest w nim mowa o narkotykach i o ich zgubnych skutkach dla ludzi, o tym, że prowadzą do śmierci. Dosyć wyczuwalne jest to w wersach "Choke / Asphyxia / Snuff reality" oraz w refrenie. Energiczny, żywy utwór z bardzo dobrym riffem. Jeden z moich ulubionych na tej płycie.

Ocena: 9,25/10  

3. "Broken, Beat & Scarred"
Tekst ma proste przesłanie - "nigdy się nie poddawaj, choćby nie wiem co!". Przez większość piosenki powtarzają się te same zwroty i zdania. Bardzo przyjemny dla ucha riff i wokal. Piosenka wolna, a bardzo żywa. 

Ocena: 8,5/10 

4. "The Day That Never Comes" 
Spokojna piosenka, klimatyczna ballada. Wprowadza taką atmosferę tęsknoty za nie wiadomo czym. Tekst jest z kolei dosyć zagadkowy. Można go zinterpretować na różne sposoby. Pierwszy, dosłowny: piosenka mówi o człowieku, który doznał wielu krzywd w przeszłości i czeka na dzień, w którym będzie mógł się zemścić, na "dzień, który nigdy nie nadchodzi". Drugi sposób: widzimy też parę nawiązań do Biblii, jak to często w Metallice jest. Wers "Waiting for the One" może też znaczyć "Czekając na nadejście Jedynego". James Hetfield też zastosował homofony, słowa brzmiące podobnie. W jednym miejscu słyszymy zarówno "son", jak i "sun". Wyrażenie "son shine" pochodzi z Biblii i jest tłumaczone jako "Chwała Synowi". Każdy może ten tekst zinterpretować inaczej. 

Ocena: 8,75/10 

5. "All Nightmare Long" 
Jak dotąd najlepszy utwór. Zaczyna go riff wprowadzający mroczny nastrój. Zresztą pasuje to do tekstu. Nawiązuje on do powieści H. P. Lovecrafta "Ogary z Tindalos". Jest to cecha wspólna z piosenką "The Thing That Should Not Be" z albumu Master Of Puppets, która nawiązywała do innej książki tego autora. Przez całą piosenkę słyszymy świetne riffy oraz wokal. Przed refrenem wokal stara się budować napięcie słowami "Still you run, what's to come, what's to be?". Sam refren jest bardzo energiczny. Polecam. 

Ocena: 9,5/10  

6. "Cyanide"
Utwór ten powraca do mroczniejszych tekstów z pierwszej części płyty. Jego tematyka to samobójstwo jak tytuł może wskazywać. Wykorzystanie cyjanku w tytule może być nawiązaniem do pewnych zdarzeń z II Wojny Światowej. Dowódca SS Heinrich Himmler wykorzystał go, aby nie dopuścić do schwytania przez wrogów. Tekst piosenki zdaje się badać powody dla których ktoś może zdecydować się na samobójstwo. Podmiot liryczny twierdzi, że on już dawno umarł i śmierć ciała to tylko pogrzeb. "Living dead inside / Break this empty shell forever more". Teraz o dźwięku. Piosenka jest dobra, ale jest wiele lepszych na tej płycie. Fajny riff i wokal. Po drugiej zwrotce i refrenie słyszymy zmianę w rytmie piosenki (gitara staje się spokojniejsza, melodyjniejsza) i parę mrocznych wersów. Klimatyczny utwór. 

Ocena: 7,75/10 

7. "The Unforgiven III"
Jest to trzecia część tej "trylogii". Ballada, dźwiękowo podobna do poprzednich piosenek z serii "The Unforgiven". Tekstowo jednak inna, ale o tym później. Spokojny, klimatyczny początek. Po pierwszej minucie piosenka trochę się rozkręca. Przez całą piosenkę słyszymy dosyć smutny riff, wokal. Piosenka niby żywa, ale taka smutna. Najgłębszy tekstowo utwór na płycie moim zdaniem. Tekst opowiada o ludziach, którzy cierpieli w wyniku działań zamierzonych bądź nie, a te krzywdy zostawiły ślady na ich psychice. Widzimy to na przykład w wersach "In remembrance I relieve / and how can I blame you / When it's me I can't forgive?". Dobry utwór. Dobrze jest go posłuchać, gdy chcemy się uspokoić. 

Ocena: 8/10  

8. "The Judas Kiss"
Jeden z najgorszych na płycie. Nie znaczy to jednak, że jest gównem. U Metalliki nawet piosenki, które prezentują się nijako w stosunku do reszty są dobre. Tekst nie mówi o zdradzie jak można się spodziewać patrząc na tytuł, tylko o wyborach i drogach jakimi podążamy w życiu. Średni riff, dobry wokal. Piosenka byłaby lepsza, gdyby była trochę krótsza. Podobnie jak w przypadku piosenki "...And Justice For All", efekt psuje długość.

Ocena: 7/10  

9. "Suicide & Redemption"
Jest to instrumental. Nudny, bardzo nudny. Nie przepadam za takimi utworami. Jedyny instrumental od Metalliki, który można określić słowem "dobry" to "Orion" z Master Of Puppets. 

Ocena: 6/10  

10. "My Apocalypse"
Jeden z najmocniejszych numerów na płycie. Riff przyjemny dla ucha, spodobał mi się od pierwszego posłuchania. Perkusja również godna jest uwagi. Szybki numer, żywy. Tekst jest dosyć zagadkowy. Nie jestem pewien o czym on dokładnie mówi, lecz mam dwie teorie: o terrorystach samobójcach lub o postępującym szaleństwie. Tekst jest bardzo mocny. Nie wierzycie? Mała próbka: "Mangled flesh, snapping spines / Dripping bloody valentine / shattered face spitting glass". 

Ocena: 7,75/10 

Death Magnetic to bardzo dobry album. Mimo to, że minęło tyle lat od wydania albumów w rodzaju Master Of Puppets, Ride The Lightning, a w międzyczasie zostały wydane spieprzone albumu typu Reload i St. Anger, to Metallica dowiodła, że jest zdolna dobrze zagrać.

Okładka: 8,5/10
Kompozycje: 8/10
Teksty: 9/10

Ocena końcowa: 8/10

Tym razem Slayer wygrywa. Przeważającym elementem była lepsza okładka oraz minimalnie lepsze kompozycje. Jednak albumy są na podobnym poziomie. Gdyby na miejscu Death Magnetic znalazł się album Metallica lub Master Of Puppets to wynik byłby zupełnie inny. To wszystko z mojej strony :)

Zalety:
- Dobre kompozycje
- Dobre teksty skłaniające do refleksji
- Zróżnicowany styl

Wady:
- Bezsensowny instrumental, oraz niepotrzebna monotonność niektórych utworów

23 grudnia 2013

Konfrontacja: Soulfly - Savages vs (Nowa) Sepultura - The Mediator Between Head And Hands Must Be The Heart (remake)


Witajcie w kolejnej konfrontacji. Oto nasza pierwsza konfrontacja z serii "Max Cavalera vs Andreas Kisser" jaką kiedykolwiek wykonaliśmy: Soulfly - Savages i Sepultura - The Mediator Between Head And Hands Must Be The Heart. Pamiętam że długo czekaliśmy na te dwa albumy, i kolejną konfrontację pomiędzy Nową Sepulturą a Soulfly. Nie mam pojęcia ile razy przerabialiśmy tą recenzję, zmienialiśmy oceny, dopisywaliśmy cokolwiek, patrząc z perspektywy czasu wydaje mi się że za wcześnie zabraliśmy się za te dwa albumy. I ja coś dodawałem, i Commando coś od siebie, i ostatecznie wpis całkowicie się odkształcił. Tak więc postanowiłem, że go kompletnie zmodyfikuję, zdecydowanie mam więcej do opowiedzenia o obu dziełach!

Soulfly - Savages


Savages został wydany 4 października (w USA 30 września) 2013 roku nakładem Nuclear Blast. Po odejściu Davida Kinkade, i kompletnej rezygnacji z kariery perkusisty do panów z Phoenix dołącza świeżo upieczony bębniarz - Zyon Cavalera. Innych większych zmian w grupie nie było, inaczej było w pobocznych projektach Cavalery. Nie dość że myślał nad Killer Be Killed, to jeszcze nad najnowszym albumem Cavalera Conspiracy, tak więc w czasie pisania albumu musiał wszystko dobrze poukładać, aby to było dzieło stabilne i dobre. W każdym razie zobaczycie jak to oceniłem. Chociaż wszystko raczej wskazywało że będzie dobrze. Produkcją zajął się Terry Date, pracujący wcześniej przy 3, Prophecy oraz Dark Ages. Album znalazł się na 84 miejscu Billboard 200.

Pierwszy kontakt z Savages zagwarantowała mi okładka, która w porównaniu do poprzednich jest bardzo brzydka. Widzimy czaszkę z powybijanymi zębami, leżącą w buszu. Już na pierwszy rzut oka można ocenić, że ta okładka została wykonana komputerowo. Zapewne miała wyglądać jakby została namalowana w stylu pastelowym, ale... nie oszukujmy się, dobrze widać że w ruch poszedł Adobe Photoshop... te sztuczne, bardzo wyraźne kolory, zęby które wyglądają jakby były w 3D. Nigdy nie lubiłem okładek wykonanych w ten sposób, głównie (jak już mówiłem) z powodu tej całej sztuczności. Ponieważ jestem fanem Soulfly, kupiłbym ten album tylko ze względu na napis u góry, inna osoba zapewne ominęłaby go szerokim łukiem.

 

1. "Bloodshed"
Singiel wydany jeszcze w sierpniu 2013 roku. Na albumie wziął udział Igor Jr., syn Maxa. Pamiętam jak posłuchałem po raz pierwszy tego singla. Nie byłem specjalnie zadowolony. Do samej kompozycji nie czepiałem się, właściwie brzmiało to całkiem nieźle. Rytmiczna, żywa kompozycja z ciekawym brzmieniem. Wszystko się skończyło jak usłyszałem zwrotkę. Do samego głosu Cavalery nigdy nie miałem nic do zarzucenia. Tutaj muszę jednak powiedzieć, że wokal jest za mocno przesterowany, jednak wisienką na torcie jest TEKST który kompletnie się nie klei z kompozycją. Pomimo tych wad utworu da się słuchać, da się przyzwyczaić do tego co słyszymy. Zwłaszcza że słyszymy bardzo dobry refren. Utwór jest o zabijaniu ludzi, najczęściej na tle politycznym. Poszczególne wersy objaśniają nam gdzie są toczone tytułowe "rzezie".

Ocena: 8/10

2. "Cannibal Holocaust"
Przy "Bloodshed" czułem się niespokojnie, bo wiedziałem że Soulfly czekają duże zmiany. W porównaniu do poprzednika "Cannibal Holocaust" jest znacznie szybszy. Tutaj można wyczuć ten cały klimat z poprzednich albumów Soulfly, począwszy od Dark Ages, kończywszy na Omenie. Da się również wyczuć szczyptę Sepultury, w szczególności albumów Beneath The Remains, oraz Arise. Cóż, w każdym razie jest to jeden z lepszych utworów na Savages, warto się z nim zapoznać - energia, agresja, brutalność oraz ciekawa kompozycja. Kawałek godny polecenia. Tekst utworu "Cannibal Holocaust" jest inspirowany filmem o tej samej nazwie, opowiada o zdziczałej ludności żyjącej w dżungli, która poluje na innych ludzi. Tekst co nieco w stylu albumu Roots, czyż nie?

Ocena: 9/10

3. "Fallen"
Po drugiej ścieżce przyszedł czas na "Fallen". Na początku słyszymy delikatne pobrzmiewanie gitary, które ma na celu zmylenie nas. Potem słyszymy dobry, podniosły riff, nieco w stylu Chaos A.D. I to mi się podoba. Zresztą, tak słucham tego utworu to mam wrażenie że był on inspirowany kawałkami w stylu "Territory", czy "Nomad". Owszem, ciekawy zabieg. To co jednak nieco mnie przytłoczyło to wokal Jamiego Hanksa, którego wokal brzmi nieco jak zepsuty wentylator. W każdym razie w tym utworze, bo w swojej grupie na pewno brzmi dobrze. Tak samo jak zdołaliśmy usłyszeć wcześniej, słyszymy niezłą kompozycję i kiepski wokal. Niektórzy fani mogliby to tłumaczyć podobieństwem do Chaos A.D. Dla mnie jednak to nie jest wytłumaczenie, tam wszystko było ze sobą ładnie połączone. Utwór jest o jest o pewnym imperium, które upadło z powodu wojny. Może się to poniekąd odnosić do imperium rzymskiego, czy osmańskiego, kto co woli.

Ocena: 8,5/10

4. "Ayatollah Of Rock 'n' Rolla."
Taak, też zdziwiła mnie ta nazwa. Intro: słyszymy tu inspirację albumem Conquer - ostra gitara grająca niezbyt ciężką kompozycję. W każdym razie intro podoba mi się. Po przeczekaniu ponad minuty, wreszcie coś się dzieje - zaczynamy słyszeć słabowaty riff, nieco w stylu Omena i Prophecy. W przypadku "Ayatollah Of Rock'n Rolla" sytuacja się zmienia - mamy średnią kompozycję, i niezły tekst. Następnie słyszymy dobry wstęp do refrenu, jak dla mnie najlepszy na albumie. I nagle zaczyna się moment niespodziewany - refren który psuje całe wrażenie, najgorszy element utworu. Im dłużej tego słucham, tym bardziej mam wrażenie że Cavalera musiał być wówczas naprawdę przemęczony, i potrzebował pewnej odmiany. Utwór jest o Europejczykach, którzy niegdyś przybyli do Ameryki Południowej, w celu zagarnięcia kontynentu dla siebie.

Ocena: 6,25/10

5. "Master Of Savagery"
Drugi singiel grupy, wydany we wrześniu 2013 roku. Na początku słyszymy dobry riff nieco w stylu "Bloodshed", prowokujący mnie do dalszego zapoznania się z utworem. W końcu dochodzi zwrotka, i tutaj można wyczuć że tekst jest BARDZO SŁABY. Teraz ciekawość zamieniła się we frustrację. Co chwilę przechodzi mnie myśl: "przełączyć, nie przełączyć, oto jest pytanie". Słucham jednak dalej. Zwrotka się nie klei, ale jest jeszcze zdatna do słuchania. Rozpoczyna się refren, i cały utwór się psuje: i tekst, i kompozycja dowalają gwoździ do uszu, tylko po to aby mnie sprowokować do wyłączenia "Master Of Savagery". Tekst to już w ogóle absurd, nic się nie klei. I naprawdę, próbowałem doszukać się jakiegokolwiek sensu w tym tej papce. Na początek wszystko wydaje się w miarę dobre, gdyż słyszymy coś o mordzie dokonanym na pewnym tyranie. Nie rozumiem jednak dlaczego Cavalera zdecydował się opisać truciciela jako "ucznia bogów cyjanku", przecież to na siłę jest spierdolone. Można było go opisać na przykład jako "tajemniczego gościa z fiolką z trucizną".

Ocena: 4,25/10

6. "Spiral"
"Spiral" jest pierwszym dobrym utworem od czasu "Fallen", oznacza to że przebrnęliśmy przez całkiem niemałą rzekę gówna tylko po to aby dostać się do upragnionego dobrego kawałka. I słowo "upragniony" jest tutaj użyte na miejscu - "Spiral" jest bardzo żywiołowy, przypomina trochę Machnie Head (z czasów Supercharger) oraz Chaos A.D., a to już jest plusem samo w sobie. Naprawdę, mnóstwo rzeczy jest tutaj bezbłędnych. Wszystko jest ze sobą fajnie sklejone, nie czuję się sfrustrowany. No, trochę drażni mnie intro, ale w rzeczywistości jest to nieduża wada. Utwór jest o pewnym człowieku poddawanym torturom. Niczego innego nie pragnie bardziej jak śmierci.

Ocena: 9,5/10

7. "This Is Violence"
Na pierwszy rzut oka przypomina połączenie "Master Of Savagery" z "Bloodshed". Tutaj jednak lepiej zbudowane są zwrotki, chociaż riff wydaje się być trochę nijaki. Tak samo refren, z budowy brzmi jak "Master Of Savagery". Tutaj jednak tekst z kompozycją wydają się tworzyć niezłe połączenie; refren mnie nie drażni, da się tego słuchać. W każdym razie jest to całkiem ciekawy wybór na koncerty. Jedynie przyczepię się tutaj do prostej budowy. Niby są błędy, jednak właściwie do czego ja się czepiam? Znacznie gorsze było "Master Of Savagery", tak więc chyba nic gorszego już mnie nie spotka. W 3 minucie słyszymy breakdown, który z pewnością dodaje klimatu znanego z Enslaved. Ogólnie od tego momentu wszystko układa się w dobrą całość, riff, solówka... kawałek brzmi jak wyjęty żywcem ze wcześniej wspomnianego albumu. Zresztą, na pewno o to chodziło. Utwór jest o ludzkości, która jest skazana na zagładę, spowodowaną przez nieznaną siłę z niebios.

Ocena: 8,5/10

8. "K.C.S."
Gdybym przedwcześnie wystawił ocenę, powiedziałbym że Savages jest średni. Ten kawałek na 100% obniży jego średnią, o całkiem sporą liczbę. W utworze słyszymy Mitcha Harrisa z Napalm Death, który z Maxem Cavalerą tworzą lekko mówiąc słaby duet. Wokal Mitcha wbija mi spore gwoździe w uszy, prowokuje mnie do wyłączenia utworu. Naprawdę, ręka mnie swędzi, wszystkie głosy w niebie i piekle mówią do mnie "wyłącz to". Chyba pierwszy i ostatni raz muszę tego posłuchać do końca. Po darciu mordy przez obu panów pojawia się całkiem ciekawa kompozycja. Już po pierwszej zwrotce kawałek brzmi całkiem sprawnie, wreszcie robi się ciekawie. Nawet refren brzmi nieźle (lepiej niż na "This Is Violence"). Tak naprawdę wokal Mitcha Harrisa wydaje mi się być jedyną wadą utworu (niestety, ogromną). Jest parę ciekawych momentów których mógłbym słuchać, jednak to nie wystarczy by wykopać ten utwór z dołka. Co do samego znaczenia utworu - jest o kanibalach żyjących w Amazońskiej dżungli. Chociaż jest on trochę dwuznaczny. Może chodzić w nim o ludzi, którzy zdziczeli pod wpływem złych warunków i nie mieli innego wyboru niż kanibalizm.

Ocena: 3,5/10

9. "El Comegente"
Od początku kawałek sam się prosi, by go posłuchać do końca. Słyszymy bardzo dobre intro, budujące napięcie, idealnie dopasowane do brutalności jaka miała się znaleźć na Savages. Gdy zaczyna się właściwa akcja, dochodzi zwrotka... trochę prymitywna, ale niech będzie. Następny w kolejce jest refren. Nie jest on idealny, ale pasuje chociaż na koncerty; żywiołowy, idealny do zaśpiewania przez publiczność. Być może o to chodziło. Dla Maxa wtóruje jego kolega z zespołu, Tony Campos który idealnie pasuje do tego utworu. Kawałek naprawdę mi się podoba, głównie za sprawą tej niepokojącej atmosfery dodającej uroku. Utwór jest o Dorangelu Vargasie - Wenezuelskim kanibalu zwanym "El Comegente" albo po prostu "Hannibalem Lecterem z Andów".

Ocena: 8,5/10

10. "Soulfliktion"
Kawałek od początku przypomina trochę połączenie Arise, Beneath The Remains, Enslaved oraz Roots. Na początku słyszymy całkiem ciekawie skomponowany szybki riff oraz zgranie. Potem jeszcze dochodzi zwrotka, która brzmi naprawdę dobrze jak na ten album. W każdym razie dobry początek. Wstęp do refrenu jest bardzo podobny do tego z "Ayatollah Of Rock'n Rolla", chociaż znacznie bardziej wolałem tamten. Refren brzmi trochę jak w piosence "Beneath The Remains" ze względu na obecność powtarzających się słów "who" (who has won, who has died / who would you die for, who, who - Soulfliktion). Po półtorej minucie następuje jeden z lepszych breakdownów jakie Soulfly stworzyło, nieco w stylu Roots. Bez żadnego ostrzeżenia buduje napięcie i brzmi naprawdę dobrze. Ciekawie kończy ten album, co wychodzi na plus. Kawałek jest o żołnierzach zwalczających zło na świecie. Tytuł utworu kojarzy mi się nieco z "Sepulnation" Nowej Sepultury z albumu Nation.

Ocena: 8,75/10

11. "Fuck Reality"
Intro do "Fuck Reality" kojarzy mi się nieco z "El Comegente", połączone z "Fallen". Właściwie to przez większość utworu będziemy mieli takie wrażenie, w końcu kawałek jest bonusem. Słyszymy dobry riff, zgranie... i wreszcie dobry tekst! Jak dla mnie jeden z najlepszych na Savages. Co jak co, ale wydaje mi się że ten kawałek pokazuje jaki będzie następny album grupy, w jakim kierunku pójdzie Soulfly. Jeśli moja opinia jest słuszna, to już się cieszę na następny krążek! Słyszymy w utworze wiele ciekawszych, satysfakcjonujących momentów, między innymi refren (składający się tylko ze słów "Fuck, fuck reality! I said fuck..."), czy chociażby to przyspieszenie po drugim refrenie brzmiące jak fragment utworu "Warmageddon" z albumu Conquer. Utwór jest o uzależnieniu ludzkości od mediów. Max porównuje ludzi do maszyn, które nie myślą samodzielnie, i wzorują się sfałszowaną opinią telewizji na dany temat.

Ocena: 9/10

12. "Soulfly IX"
Utwory instrumentalne Soulfly nie zawsze mi się podobały. Jedne były za długie, inne irytujące. Ten na pewno spodoba się dawnym fanom tej grupy, przypomina trochę te starsze Soulfly, np. "Soulfly I" i "Soulfly II". Nie jestem fanem tego typu muzyki, ale z pewnością jest to łagodniejsza strona Savages.

Ocena: 6,5/10

Szczerze mówiąc zawiodłem się. Wiele utworów miało kiepski tekst, w tym dwa single (w szczególności "Master Of Savagery"). Jednak to co najgorsze nie było na singlach, mianowicie jak wcześniej mówiłem "K.C.S." mnie dobiło, doszczętnie. Wokal Mitcha Harrisa utwierdził mnie w przekonaniu, że przy nim Derrick Green brzmi jak primadonna. Początkowo wydawało mi się że album został osłabiony przez brak doświadczenia Zyona Cavalera, jednak gdy obejrzałem kilka koncertów grupy z tego roku, zobaczyłem że Zyon jest nawet dobrym perkusistą, ma swój ciekawy styl, nieco przypominający ten jaki miał kiedyś jego wujek, Igor. Większy nacisk na album spowodowało przepracowanie wokalisty. Tak naprawdę Max Cavalera nigdy nie uczestniczył w trzech projektach na raz! Pracował nad Killer Be Killed, Cavalera Conspiracy i Soulfly jednocześnie, co naprawdę może zmęczyć. Jeśli moja teoria jest słuszna, to kolejny album w jego dyskografii, Pandemonium Cavalera Conspiracy może być słaby, po tych dwóch albumach powinniśmy się szykować na wielki powrót do formy wokalisty. Zresztą, lepszy Max bez formy niż Derrick Green na wokalu w nowej Sepulturze.

Okładka: 2/10
Teksty: 2/10
Kompozycje: 7,25/10

Ogólna ocena: 6/10


Zalety:
- dobre solówki
- album oparty na największych hitach Sepultury i Soulfly
- dobry wokal Maxa

Wady:
- BEZNADZIEJNE teksty
- niektórzy goście są źle dobrani
- beznadziejne single promujące album
- okładka


(Nowa) Sepultura - The Mediator Between The Head And Hands Must Be The Heart


Mediator został wydany 25 października 2013 roku nakładem Nuclear Blast. Po serii nieudanych albumów (i ciągłego przebierania w producentach) Andreas Kisser zaciska zęby, i po raz kolejny planuje zrobić album lepiej niż Max Cavalera. Jak każdy wie (fani Nowej Sepultury nie chcą się przyznać), odejście braci Cavalera była ogromnym ciosem dla grupy, przez co większość fanów się wycofała z dalszego śledzenia postępów w dyskografii, nie mówiąc już o okropnych koncertach. Igor Cavalera powiedział parę słów dotyczących postępów grupy, przy okazji krytykując ją w tym artykule, gorąco go polecam wszystkim którzy zastanawiają się co przede wszystkim jest nie tak z tą grupą. Pomijając wszelkie walory estetyczne powiedziane w artykule do którego podałem link, Andreas Kisser w pojedynkę radzi sobie w miarę dobrze, z pewnością rozkręcenie grupy która nie ma nic wspólnego z braćmi Cavalera nie zaszkodziłoby mu. Wprost przeciwnie, miałby więcej fanów niż wcześniej! Album obecnie jest uznawany za najlepszy album nowej Sepultury jaki został wydany, przebił niektóre starsze wydawnictwa (na chwilę dominował nawet nad Schizophrenią!). Był oceniany bardzo pozytywnie.

Okładka jaka jest - każdy widzi. Trudno określić co ona przedstawia, najprawdopodobniej jest to rycina na skale przedstawiająca trupa poddawanego sekcji zwłok. Wyraźnie obie ręce wskazują na serce. Można dostrzec że okładka jest niemalże idealną aluzją do tytułu albumu, który (po polsku) nosi nazwę: "Mediator pomiędzy głową a duszą jest sercem". Widać że została namalowana ręcznie, przez co lepiej się prezentuje, w sensie bardziej naturalnie. I przyjemnie się na nią patrzy. Ma się wrażenie jakby się patrzyło na okładkę stworzoną przez Michaela Whelana. Jak dla mnie w tym przypadku grupa poszła w dobrym kierunku.


1. "Trauma Of War"
Intro, trochę dziwne, budujące napięcie. Niewytłumaczalne piski, dziwne szury bury i tym podobne. Następnie swój kunszt pokazuje świeżo upieczony perkusista, Eloy Casagrande. Bardzo dobrze manipuluje podwójną stopą. Następnie całe napięcie się ulatnia, słyszymy świetny, ostry riff, nieco w stylu Schizophrenii. Pamiętam jak było gdy słuchałem to pierwszy raz: włosy się jeżą na głowie, a ja jestem bardzo zaciekawiony. Przez cały czas słyszymy szybkie, thrashowo-death metalowe tempo, połączenie Dante XXI ze Schizophrenią. Nawet wokal Derricka Greena brzmi tutaj wyjątkowo dobrze. Chociaż słychać że jest on przesterowany. Zresztą, w tym przypadku zabieg opłacił się. Wokal nie wkurwia, właściwie to brzmi jakby dostosował go do nowego stylu grupy do której dołączył w 1997 roku. Jak dla mnie kąsek naprawdę wyśmienity, pomimo że wkurza mnie to co Andreas Kisser i jego banda robią z ikoną brazylijskiego metalu. Utwór jest o armii pewnego bliżej nieznanego dyktatora, który atakuje niewinnych ludzi. Kawałek może być aluzją do czasów II Wojny Światowej, czy chociażby tego co się wydarzyło niedawno na Majdanie w Ukrainie. 

Ocena: 9,5/10

2. "The Vatican"
Słyszymy chór, dzwony, organy, z pewnością coś co jedni uznają za podniesienie napięcia, a inni jako nudne gaworzenie. Od 1:30 zaczyna się cała akcja. Kawałek zaczyna brzmieć znacznie lepiej, słyszymy ostrą jak brzytwa kompozycję: dobry riff, i do tego dopasowana perkusja. Utwór nabiera rozpędu, przypomina trochę połączenie Chaos A.D. i Beneath The Remains. Słuchając tego utworu mam nieodparte wrażenie że Derrick naprawdę źle to zaśpiewał, nawet pomimo tego że jego wokal jest mocno przesterowany. Wyobrazilibyście sobie tutaj Maxa? Jak dla mnie wpasowałby się tutaj idealnie, głównie z tego powodu że utwór został zagrany bardzo oldschool'wo (nie ukrywajmy, wokalista Soulfly byłby znacznie lepszy grając stary dobry thrash), nawet jak na 2013 rok! Jest to takie połączone Beneath The Remains z Kairos. Bardzo dobra kompozycja, świetna perkusja, i wokal który drastycznie odstaje. Utwór ma całkiem rozbudowany tekst, równie dobry jak kompozycja. "The Vatican" (jak sama nazwa wskazuje) jest o tajemnicach Watykanu i mrocznej stronie kościoła.

Ocena: 9,25/10

3. "Impending Doom"
Tak jak w przypadku poprzedniego numeru od początku zaczynam się kołysać. Słychać werble, Chaosowy riff ze szczyptą Kairos. Początkowo "Impending Doom" uznałem za beznadziejną muzykę bez pomysłu, tylko jakieś lamenty, pojebana kompozycja... właściwie co ja gadam, tutaj kompozycja jest naprawdę niesamowita - agresywna, budująca napięcie gitara (trochę jak intro do utworu "The Frayed Ends Of Sanity" Metalliki), przesterowany wokal Derricka który świetnie tutaj pasuje. Co do refrenu, to wokalista się nie popisał, najlepiej by było gdyby Andreas kogoś zaprosił do zaśpiewania utworu. Można znaleźć tutaj wiele ciekawszych smaczków, takich jak breakdown, czy chociażby solówka. Brzmi jak coś zdecydowanie w stylu Beneath The Remains, Chaos A.D. oraz Kairos. Utwór jest o rasie ludzkiej która zdolna jest jedynie do wzajemnej nienawiści i niszczenia wszystkiego dla zysku.

Ocena: 9,75/10

4. "Manipulation Of Tragedy"
Kawałek brzmi jak kontynuacja poprzedniego numeru; na początku słyszymy intro, bardzo prymitywne. Eloy zaserwował nam w tamtym momencie sieczkę w stylu Obituary, co może nieco zaciekawić. Na początku nie byłem zbytnio przekonany do "Manipulation Of Tragedy". Dopiero potem zdałem sobie sprawę że jest to całkiem niezły kawałek grania: dobry riff w stylu Kairos i Chaos A.D., dopasowana perkusja, oraz OLDSCHOOL! Cały czas jestem ciekaw co będzie dalej. Od przepełnionej goryczą i mrokiem atmosfery moje uszy się cieszą, a na skórze pojawia się dreszcz. Słychać tutaj też elementy muzyki brazylijskiej. Niby wokal słaby, ale nadrabia to bardzo dobra kompozycja. Jedna z najlepszych na Mediatorze. W porównaniu do poprzednich utworów, mamy słabszy tekst. Niestety - i tak jest lepszy od tego co wcześniej zaserwował nam Cavalera. Mowa jest tu o władzy wyższych warstw społecznych nad prostymi ludźmi. Politycy chcą, by prosty człowiek nie myślał racjonalnie, i kierował się ich sugestiami, czy chociażby mediów.

Ocena: 9,5/10

5. "Tsunami"
Nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony utwór brzmi dobrze, z drugiej słychać że coś jest nie tak. Pewnie to przez ten riff który nie do końca pasuje. W końcu dochodzi wokal który jest wyjątkowo niedopasowany do całego utworu. W 0:51 zmienia się trochę ten riff, wreszcie to brzmi tak jak powinno. Ale ten wokal... kiepsko. Refren to już w ogóle psuje wszystko. Poniekąd słychać tutaj inspirację takimi "arcydziełami" jak Roorback, Dante XXI czy Kairos, zdecydowanie nie jest to coś co ma wspólnego z Maxem Cavalerą - widzicie co by się działo gdyby nie on. Jak na razie najgorszy utwór na albumie, jednak nie oceniajmy zbyt pochopnie - zostało nam jeszcze 7 kawałków! Najprawdopodobniej jedyne co mi się spodobało na tym albumie to solówka, tekst oraz outro. "Tsunami", jak wskazuje tytuł, jest o żywiole który zaatakował cywili. Derrick ukazał nam co czuje osoba dotknięta taką katastrofą, pokazał nam przykre doświadczenia związane z tym.

Ocena: 6,5/10

6. "The Bliss Of Ignorants"
Zdecydowanie coś odrębnego od pozostałych utworów. Gdy poprzednie utwory były wzorowane na znacznie szybszych, death metalowych brzmieniach (nie licząc "Tsunami"), ten najwidoczniej przypomina Roots. Od początku zaczyna nosić tak samo jak na "Impending Doom". Jak dochodzi wokal, pojawia się również ostry, dobry riff. Tak samo jak w poprzedniku, wokal naprawdę mnie denerwuje, nawet pomimo tego że jest przesterowany. Ten kawałek zdecydowanie powinien zaśpiewać Max Cavalera. Pomimo niedopasowanego wokalu, naprawdę warto posłuchać. Można tutaj wyłapać całkiem niezłe smaczki dla ucha, takie jak typowy riff Andreasa Kissera w stylu albumów Roots i Nation, czy chociażby outro, również oparte na tym riffie. Utwór jest o ludziach, którzy stracili wiarę w siebie. Nie poprzestają jednak na narzekaniu, mają chęć zmienić coś w swoim życiu.

Ocena: 9/10

7. "Grief"
Najwolniejszy utwór z Mediatora. Tak naprawdę po takiej lawinie death metalowej sieczki nie liczyłbym na coś w stylu ballady. Nie ma w tym nic ostrego, po prostu taka lekka emo ballada. Przez cały czas słyszymy smutny riff, nieco podniosły nastrój. Zapewne grupa chciała być jak Metallica, i stworzyć utwór który będzie naprawdę smutny. Słuchając tego jęczę... z nudów. Co chwilę miałem chęć przełączyć, jednak wstrzymałem się do końca. Przypomina mi to trochę "Water" z albumu Nation. Cóż, niby nie ma tych emocji, jednak utwór widocznie jest dobrze zbudowany: cała kompozycja, tekst... Tak sobie myślę, jakby ten utwór został zagrany na akustyku, i zaśpiewany przez piękną dziewczynę. W moim przypadku na pewno by przeszło; słuchając tego można ogłuchnąć. Gdyby nie kompozycja pomyślałbym że "Grief" jest śpiewane przez jakiegoś menela, nie wierzy mi się że można spieprzyć coś takiego! Utwór jest o człowieku który stracił wiarę w siebie, i nie ma więcej pomysłów na to, by się wybić z dna.

Ocena: 5,5/10

8. "The Age Of The Atheist"
Pierwszy singiel do tego albumu. Ten wstęp brzmi naprawdę ciekawie, trzymał w napięciu. Zdecydowanie jeden z lepszych momentów na albumie. Początkowo uznałem że "The Age Of The Atheist" byłby idealnym wyborem jako singiel, jednak gdy usłyszałem zwrotkę się zniechęciłem. Słyszymy refren, od razu jest ciekawiej - szybsze tempo, ciekawszy riff, oraz w miarę dopasowany wokal. Po drugim refrenie również słyszymy bardzo ciekawy moment, takie lekko "zdeformowane" brzmienie gitary, bardzo dobrze podkreśla ten mroczny nastrój próbujący się ujawnić. Utwór jest o erze ateistów, która ma wkrótce się rozpocząć. Wokalista w ich imieniu manifestuje nam ich poglądy w agresywny sposób, mówiąc że "nie ma bogów, nie ma przywódców, ani proroków przepowiadających mi przyszłość".

Ocena: 8,25/10

9. "Obsessed"
Coś na co fani Slayera czekali. Utwór wykonany z Davem Lombardo. Utwór zaczyna się bardzo spokojnie, chyba próbuje napiąć słuchacza. Po 30 sekundach zaczyna się prymitywny riff. Co z tego, jak bardzo pasuje? I zwrotka idealna na koncerty. Coś jak Christ Illusion ze Slayera. Najpewniej na tym albumie wzorowane było "Obsessed". Po zwrotce perkusja się sypie, i nic nie da się zrozumieć. Niedługo potem jest ciekawy refren z perkusją wyjętą z "Catalyst" ze Slayera. Ten moment akurat mi się podoba, tak samo jak riff po refrenie. Jest jeszcze parę fajnych momentów, np. krzyk pod koniec który jest dobrze dopasowany. Pomimo paru momentów psujących utwór, zdecydowanie polecam. Utwór jest o przesądnym człowieku żyjącym w ciągłym strachu. Jego obawy nie biorą się znikąd; osoba ta uważa że wkrótce nastąpi koniec świata.

Ocena: 8,75/10

10. "Da Lama Ao Caos"
"Da Lama Ao Caos" oryginalnie był utworem stworzonym przez Chico Science & Nacao Zumbi. Dla odmiany coś naprawdę żywego, i zaśpiewane przez... Andreasa Kissera. W tym momencie Andreas Kisser wpadł na dobry pomysł, by zaśpiewać utwór zamiast Derricka. Zresztą, również dobrym pomysłem było umieścić go za garami, by tworzył tło do żywiołowego riffu i agresywnego wokalu. Kawałek jest zdecydowanie czymś w rodzaju starego Soulfly, jeszcze z czasów gdy Max Cavalera dopiero rozpoczął swoją karierę solową. Chociaż w tym momencie wydaje mi się, że decyzja o zrobieniu coveru Chico Science była pochopna. Jak sam gitarzysta mówił, nie chce by "jego" grupa miała cokolwiek wspólnego z braćmi Cavalera (w końcu Chico Science wywarł duży wpływ na pierwszy album Soulfly). Utwór jest o realiach życia w Brazylii, opowiada o biedocie, oraz jej próbie przeżycia. 

Ocena: 8,25/10

11. "Stagnate State Of Affairs"
Intro do utworu brzmi naprawdę dziwnie - brzmi trochę jak pewien fragment wyjęty z utworu "Endangered Species" z albumu Roots. Właściwie to nie wiem, czy kawałek był wzorowany na tym albumie. W tym przypadku zdecydowanie zepsuła się kompozycja, oraz wszystko inne. Słychać że "Stagnate State Of Affairs" było wzorowane na Nation, oraz Roorback - można to zauważyć głównie po wkurzającym riffie który nigdy się nie kończy. Po ponad minucie utwór przyspiesza, na wzór thrashowej sieczki. Jeśli myślicie że utwór będzie równie dobry jak "Trauma Of War", czy chociażby "The Vatican", to mylicie się - wciąż słyszymy inne riffy, z tą różnicą że zbudowane są na tych samych akordach bez żadnej ewolucji, przede wszystkim górę biorą zmiany tempa (które i tak nic nie wnoszą). Niestety, ale w "Stagnate State Of Affairs" jedynie Eloy Casagrande się postarał. Zdecydowanie najlepszym momentem utworu była końcówka, budująca napięcie do następnego utworu. Nie wiem o czym jest ten utwór, nie znalazłem tekstu w internecie.

Ocena: 4/10

12. "Zombie Ritual"
Dobre intro, bardzo dopasowane do Mediatora. W końcu to cover zespołu Death! Od razu na słyszymy typowy dla Death riff. Co najdziwniejsze, kawałek nie brzmi jakby został wykonany przez inną grupę; wydaje się jakby ta wersja "Zombie Ritual" była po prostu remakiem stworzoną ze składem z 1987 roku, z innym wokalistą; wystarczy porównać. Podobno cover stworzony na tych samych zasadach co oryginał jest złym coverem. Mnie się jednak podoba. Przy okazji - wiem że skądś znam outro tego utworu. I to raczej nie jest część oryginalnego "Zombie Ritual". Ogólnie utwór jest o umarlakach zabijających ludzi poprzez pocałunek.

Ocena: 9,25/10


Podsumowując Mediator naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Zmiana producenta, promowanie albumu poprzez singiel, zmiana perkusisty i przesterowanie wokalu Derricka opłaciło się. Najlepszym filarem albumu są tutaj kompozycje, które zrobiły na mnie niemałe wrażenie; teksty również niezłe, chociaż wiem że grupa robiła lepsze nawet za czasów Roorback. Bardzo dobra okładka zdobi ten album. Zdecydowanie, najlepszy album od czasu Nation. Nowa Sepultura brzmi jak ta z czasów braci Cavalera, co dla jednych przejdzie jako plagiat, dla innych jako powrót do tradycji. Właściwie w czym tkwi haczyk? Album jest naprawdę ciekawy, gorsza jest raczej postawa grupy wobec fanów oraz założycieli Sepultury, o czym możecie przeczytać w artykule który podałem na wstępie do recenzji tego albumu. Naprawdę, muzyka bardzo dobra, utalentowani twórcy tego albumu, ale i tak dla mnie to już nie jest to samo co przed 1996 rokiem.

Okładka: 9,5/10
Kompozycje: 8,75/10
Teksty: 7,5/10

Ogólna ocena: 8,5/10

Zalety:
- bardzo dobre kompozycje
- dobre teksty
- album jest podsumowaniem całej kariery grupy (również z braćmi Cavalera)
- nowy bębniarz
- ciekawa, mroczna atmosfera
- okładka
- duża zmiana na lepsze w porównaniu do poprzedników
- OLDSCHOOL!

Wady:
- brak braci Cavalera
- słaby bonus ("Stagnate State Of Affairs")

21 grudnia 2013

Recenzja: Cannibal Corpse - The Bleeding


Witam! Przez pewien czas miałem dylemat. Zastanawiałem się, czy dla ciekawostki zostawić wam pierwszą napisaną recenzję przeze mnie, czy może lepiej byłoby ją przerobić. Ostatecznie zdecydowałem się zrobić jej remake; podczas czytania jej zorientowałem się, jak mało doświadczenia miałem te 2 lata temu, nie mogłem więc jej tak po prostu zostawić. Wprawdzie na naszym blogu jest dużo więcej tego typu recenzji czas na nie na pewno kiedyś przyjdzie. Przed wami: Cannibal Corpse - The Bleeding.

The Bleeding jest czwartym albumem studyjnym amerykańskiej grupy deathmetalowej Cannibal Corpse. Został wydany 12 kwietnia 1994 nakładem Metal Blade Records. W 1993 roku po wydaniu Tomb Of The Mutilated odchodzi z Cannibal Corpse Bob Rusay, jeden z gitarzystów. Zastępuje go wioślarz deathmetalowej formacji Malevolent Creation, Rob Barrett. W tym samym roku Cannibal Corpse wystąpiło w słynnym filmie Ace Ventura: Psi Detektyw. The Bleeding zostało skrytykowane przez fanów z powodu zmian w brzmieniu. Na płycie jest mniej agresji, więcej progresji. Ostatecznie w ciągu lat fani polubili czwartą płytę Cannibal Corpse, obecnie uważane jest za jedną z najlepszych płyt tej formacji.

Do The Bleeding stworzono dwie okładki; ich twórcą jest zaprzyjaźniony z grupą artysta, Vincent Locke. Na pierwszej okładce widzimy mięso skąpane we krwi. Prezentowany obraz kojarzy mi się trochę z okładką albumu Kill: na ten surowy, wręcz martwy obrazek patrzy się z zaciekawieniem. Na drugiej z kolei jest standardowy dla Cannibal Corpse obraz gore: mamy tu porozrzucane flaki, leżące trupy we krwi i inne tego typu gówno. Obie okładki prezentują równy poziom, przyjemnie się na nie patrzy.


Wybrane oceny z Metal Archives:

- 8,75/10 - psychosisholocausto
- 9/10 - The_Ghoul
- 8,5/10 - hells_unicorn
- 7,75/10 - grain_silo
- 5,5/10 - Noktorn


Lista utworów:

1. Staring Through The Eyes Of The Dead
2. Fucked With A Knife
3. Stripped, Raped And Strangled
4. Pulverized
5. Return To Flesh
6. The Pick-Axe Murders
7. She Was Asking For It
8. The Bleeding
9. Force Fed Broken Glass
10. An Experiment In Homicide

Tak dużo czasu minęło od pierwotnej recenzji. Zrobiłem ją prawie trzy lata temu. Czy moja opinia na temat The Bleeding się zmieniła? Z pewnością - w czasie gdy ten blog rozpoczynał funkcjonowanie, Cannibal Corpse rzadko można było usłyszeć w moich głośnikach. Obecnie słucham tego dość często, toteż mam porównanie. Moim zdaniem The Bleeding przebija wszystkie wydawnictwa tej grupy z lat 1996-2004, a to już jest duży plus. Muzyka jest ponura, agresywna, ma w sobie coś przyciągającego. Poza tym, można usłyszeć tutaj całkiem sporo dobrych riffów, same gitary brzmią naprawdę dobrze. Nie zdziwiłbym się, gdyby czwarty krążek Kanibali nie spodobał się fanom ze względu na obecność cech przyszłego projektu Chrisa Barnes'a: Six Feet Under. Moim skromnym zdaniem solidny wpierdol połączony z ponurym klimatem świetnie się sprawdza, po czasie płyta robi na mnie bardzo dobre wrażenie. Często chętnie do niej wracam. Wadę wymienię jedną: niektóre utwory wydają się być lekko niedopracowane, zupełnie jakby w pewnym momencie panom z Buffalo znudziło się pisanie muzyki. Album rozpoczyna średniawy utwór, który rozkręca się dopiero pod koniec: Staring Through The Eyes Of The Dead. Od dwójki krążek zaczyna cieszyć. Słyszymy solidny wpierdol w postaci Fucked With A Knife, dalej jest najprawdopodobniej najlepszy utwór z płyty, będący idealnym kawałkiem na koncerty: Stripped, Raped And Strangled. Chłopaki znacząco przyspieszają pod czwórką prezentując blast beat'owe Pulverized. W dalszej kolejności Cannibal Corpse robi się ociężałe i klimatyczne; dostajemy bardzo dobry kawałek o tytule Return To Flesh. The Pick-Axe Murders jest jednym z utworów, które trudno na początku polubić. Ostatecznie muzyka jaką jesteśmy tu w stanie usłyszeć brzmi bardzo dobrze, mógłbym się jedynie przyczepić tego początkowego riffu niezachęcającego do słuchania. Przy siódemce Cannibal Corpse po raz kolejny sieje spustoszenie numerem She Was Asking For It. Atmosfera na płycie nieco się zmienia, gdy grupa prezentuje numer tytułowy, The Bleeding. Możemy w utworze usłyszeć świetny, melodyjny riff wprowadzający niepokojący nastrój. Pod koniec poziom grupy spada; dostajemy średni utwór z całkiem przyzwoitym breakdown'em: Force Fed Broken Glass, oraz zdecydowanie najgorszy numer z płyty: An Experiment In Homicide

Chłopaki z Cannibal Corpse są w świetnej formie. Tragedie, śmierć, seryjni mordercy i filmy gore świetnie inspirują naszych napierdalaczy z Buffalo. Teksty są świetnie napisane, zawierają przy tym ciekawy przekaz. Dosyć często można odgadnąć o czym będzie utwór patrząc na jego tytuł. Staring Through The Eyes Of The Dead jest o mężczyźnie, na którym przeprowadza się sekcję zwłok. Ludzi operujących nieszczęśnika nie obchodzi to, że obiekt badań żyje. Fucked With A Knife jest o parze, która uprawia brutalny seks. W mężczyźnie baraszkującym z kobietą odzywają się instynkty zabójcy. W trakcie współżycia wkłada on swojej partnerce nóż w pochwę i zabija ją. W Stripped, Raped And Strangled i She Was Asking For It podmiotem lirycznym jest gwałciciel. Opowiada on o swoich polowaniach na kobiety, oraz chęci zastraszania mieszkańców miasta w którym funkcjonuje. W Pulverized wypowiada się człowiek mający w sobie instynkt zabójcy. Według niego, przez jego zachowanie nie jest w stanie szczęśliwie ułożyć sobie życia. W Return To Flesh podmiotem lirycznym jest dusza zamordowanego człowieka. W utworze osoba mówiąca jest zdenerwowana faktem, że nie może wrócić do ciała z powodu śmierci. The Pick-Axe Murders i The Bleeding opowiadają historię seryjnego zabójcy, który powstał z grobu. Pod wpływem instynktu zabójcy zabija on każdego kogo napotka. Force Fed Broken Glass opowiada historię kobiety złapanej przez psychopatę. Jej oprawca bawi się jej ciałem przy użyciu rozbitej butelki. An Experiment In Homicide opowiada historię seryjnego zabójcy rozpoczynającego karierę. Osobie będącej bohaterem utworu spodobało się mordowanie ofiar.


Podsumowując, The Bleeding jest albumem godnym polecenia. Cannibal Corpse pomimo zmiany stylu pozytywnie zaskakuje. Czwarty album chłopaków z Buffalo cechuje brutalność, klimat, poza tym album jest wciągający. Płyta wali po mordzie, kopie, leje na nas ciepłym moczem, a my jesteśmy z tego zadowoleni. Niestety, bez wad się nie obyło. Niektóre numery wydają się być lekko niedopracowane, co z pewnością skutkuje lekkim niesmakiem. Teksty o zabijaniu i gwałceniu robią jak najbardziej pozytywne wrażenie. Inspiracja tragediami i horrorami świetnie się sprawdza. Album należy polecić każdej osobie lubującej się w deathmetalowej sieczce.

Zalety:
- Bardzo dobre kompozycje
- Bardzo dobrze napisane teksty
- Klimat
- Agresja i ciężar
- Brzmienie gitar
- Bardzo dobre riffy
- Album jest wciągający
- Płyta zapada w pamięć

Wady:
- Niektóre utwory są niedopracowane

Okładka: 9,5/10

Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,25/10

Ogólna ocena: 9,5/10

18 grudnia 2013

Konfrontacja: Slayer - Seasons In The Abyss vs Metallica - ...And Justice For All (remake)


Witam w kolejnej konfrontacji! Postanowiłem zrobić remake naszego pierwszego wpisu na naszym blogu. Wydał mi się on zbyt prymitywny, i trochę nieudany, a wówczas oceniałem dwie ważne perełki w dyskografii Slayera i Metalliki. Przez jednych oceniane jako bardzo ważne kamienie milowe w historii muzyki metalowej, innym się po prostu nie spodobały, i były komentarze w stylu "gówno", "nie ma Cliffa, nie ma plusa". Najlepiej wybierać muzykę we własnym zakresie, recenzje mają je tylko przybliżyć. A dzisiaj weźmiemy na warsztat: Slayer - Seasons In The Abyss i Metallica - ...And Justice For All.

Slayer - Seasons In The Abyss
                                                                                                                                                                                      

Na wstępie dodam jeszcze, że tym razem Slayer postanowił połączyć agresję "Reign In Blood" ze spokojniejszym brzmieniem "South Of Heaven". Świadczy to o tym, że będzie to album niesamowicie zróżnicowany.

Dobra, zacznijmy od okładki. Jak to jest u Slayera - widzimy czaszkę, jakieś groby, pomniki, szkielety co świetnie pasuje do ich stylu muzycznego oraz tekstów. Kiedy przyjrzymy się dokładniej dostrzeżemy krzyże na owej czaszce oraz obok. To również jest typowe dla tego zespołu, wiele tekstów na różnych albumach nawiązuje do religii oraz tytułów (np. "God Hates Us All"). Okładka nie spodobała mi się, gdy spojrzałem na nią pierwszy raz, wydawała mi się dosyć prymitywna. Jednak przekonałem się. Na płycie znalazło się 10 utworów. Zacznijmy od pierwszego.


1. War Ensemble
Jeden z najbardziej znanych utworów Slayera. Mamy świetną solówkę oraz cały czas szybkie tempo. Jednak dla mnie nie jest to nic specjalnego - Slayer nagrał również wiele innych szybkich utworów, a o wiele lepszych od tego. W tekście podmiot liryczny wyśmiewa zaślepioną ludzkość oraz ich pociąg do wojen. Można powiedzieć, że jest to klasyczny utwór metalowy - szybki oraz wojna, śmierć, zniszczenie i tak dalej. Jednak w tekście ciekawe jest to, jak ta osoba się wypowiada - nazywa wojnę sportem i wyśmiewa tych szaleńców przez których giną ludzie.

Ocena: 7,5/10

2. Blood Red 
Moim zdaniem najgorszy utwór na płycie. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda... Co to właściwie jest? Jakaś marna kompozycja, w którą nigdy nie mogę się wsłuchać. Znam ten utwór już bardzo długo, a nigdy przekonać się nie mogę. Tekst tutaj akurat znacznie przewyższa dźwięk. Krytykuje komunistyczny ustrój, który po dłuższym czasie staje się uciążliwy dla ludzi. Jedyne co mi się w tej piosence trochę podoba to refren, ale i tak tego dobrym utworem nie nazwę. Kiedy słucham "Seasons In The Abyss" to zazwyczaj wyrzucam z Winampa "Blood Red".

Ocena: 5/10 

3. Spirit In Black
Jeden z lepszych i moich ulubionych na tej płycie. Też dosyć szybko zagrany, jednak tutaj lepszy jest riff jest niż w "War Ensemble", rytm, melodia. Piosenka aż tryska życiem, dodaje energii gdy się jej słucha. Mamy tu szybsze zwrotki, a w okolicy refrenu zwolnienie. W tekście można doszukać się pewnych nawiązań do tematyki satanistycznej. Słowa "welcome to my world - involve yourself within my dream" kojarzą się z szatanem, kuszącym łatwowiernych ludzi. Solówka w piosence również świetna.

Ocena: 9,5/10 

4. Expendable Youth
Wolniejszy utwór, gdy go słucham to przypomina mi się trochę piosenka Metalliki "Harvester Of Sorrow" znajdująca się na płycie "...And Justice For All". W "Expendable Youth" bardzo podoba mi się wokal oraz riff. Tom Araya w refrenie świetnie manipuluje głosem, wytwarza napięcie. Tekst krytykuje trochę cały system społeczny. Mowa w nim jest o młodych ludziach spisanych z góry na stratę z winy zasad rządzących światem ludzi, społecznością.

Ocena: 9/10 

5. Dead Skin Mask
Czas na jeden z najlepszych numerów na płycie. Riff wprowadza niesamowity nastrój i idealnie zgrał się z tekstem. Tekst mówi o psychopacie, Jeffrey'u Dahmerze, seryjnym zabójcy (podobnie jak piosenka "213" z albumu "Divine Intervention"). Człowiek ten zabijał ludzi i obwieszał swój dom trofeami (ludzkie czaszki, organy i tak dalej), przyjemny typ, nie? Solo jest wręcz świetne. Ciekawym pomysłem było też, jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej zwrotki, wypowiedzenie tych paru zdań. Fajnie pasują do piosenki jako wstęp. Mrocznego klimatu piosence dodaje gitara w refrenie oraz wersy "Dance with the dead in my dreams / listen to their hallowed screams / The dead have taken my soul / Temptation's lost all control".

Ocena: 9,5/10 

6. Hallowed Point
Teraz omówimy "Hallowed Point". Utwór nie jest może czymś bardzo odkrywczym - szybkie, chaotyczne napieprzanie. Dopiero potem, jak się w to zagłębimy, można stwierdzić iż utwór bardzo podnosi adrenalinę, w szczególności w czasie solówki. Bardzo fajny refren. Utwór jest o zamiłowaniu ludzkości do wojen - podobnie jak "War Ensemble" - krytykuje ich. Kiedyś nie przepadałem za tym utworem, ale po kilkukrotnym przesłuchaniu stwierdziłem, że coś w tym jest. Nie polecam podczas jazdy autem, można się rozbić :)

Ocena: 9,25/10

7. Skeletons Of Society
Jedna z najlepszych na płycie, pamiętam, że gdy poznałem tą płytę to męczyłem ten utwór całe dnie i nie mogłem się oderwać. Początek niemal identyczny jak początek utworu Metalliki "Eye Of The Beholder" a z albumu "...And Justice For All". Tekst obraca się wokół podobnych tematów co "Expendable Youth". Piosenka spokojna, lecz energiczna. Może to żywy wokal dodaje jej tej energii? Tekst też mam wrażenie jeden z lepszych na tej płycie. Głos jakim zaśpiewano refren - "Shades of death are all I see / Fragments of what used to be" dodaje mrocznego nastroju piosence. Naprawdę wciągająca rzecz.

Ocena: 9,75/10 

8. Temptation
Dosyć szybki utwór. Gdyby nie dobry refren, prawdopodobnie powiedziałbym o tej piosence to samo co o "Blood Red". Zwrotki są tutaj średnie, odrobinkę przypominają te ze "Spirit In Black" tyle że tutaj są słabsze. A refren jest naprawdę dobry. Podoba mi się w nim wokal i to sprawia że chętnie słucham tej piosenki. Co do tekstu, ma podobne znaczenie jak ten w "Spirit In Black" - też szatan, szatan, szatan.

Ocena: 7/10 

9. Born Of Fire
Bardzo szybki utwór. Też niby chaotyczne napieprzanie, ale ponownie - tak samo jak w "Hallowed Point", ma to jakąś głębię. Niby prosty, aczkolwiek niezły refren. No i oczywiście świetna solówka. A w tekście znowu szatan... hehe. Niby wszystko brzmi całkiem nieźle, ale na tej płycie były już lepsze utwory. Cóż, "Born Of Fire" jest dobrym utworem, ale do wspaniałości trochę brakuje.

Ocena: 8/10 

10. Seasons In The Abyss
Ostatni numer na płycie to piosenka tytułowa. Jeden z najlepszych na płycie moim zdaniem. Podobnie jak w przypadku tytułowej piosenki z albumu "...And Justice For All" wokal wchodzi dopiero po drugiej minucie. Do tego czasu słyszymy wprost cudowną grę gitary. Wprowadza mroczny nastrój. Świetna melodia, którą ocenię nawet 10/10. Piosenka ta to prawdziwy majstersztyk. Wokal również jest świetny oraz solo. Gitara przyspiesza w okolicy pierwszej zwrotki. Dosyć dynamiczna piosenka. Tekst opowiada o człowieku, który bliski jest szaleństwa. Można ten utwór męczyć całe dnie i męczyć :)

Ocena: 10/10 (dałbym nawet 11)

Muszę powiedzieć, że jest to bardzo dobry album. "Seasons In The Abyss" z pewnością jest jednym z bardziej charakterystycznych albumów. Może i nie jest idealny, ale ma coś w sobie. Nieco przypomina w oddźwięku "South Of Heaven", jednak w tym przypadku album się nie starzeje, pomimo upływu czasu album dalej brzmi bardzo dobrze. W przypadku zróżnicowania można powiedzieć wiele: utwory szybsze ("War Ensemble", "Hallowed Point", "Spirit In Black"), wolniejsze ("Expendable Youth", "Dead Skin Mask", "Skeletons Of Society", "Seasons In The Abyss"), lub kompletnie niedopasowane ("Blood Red"). Widać, można mówić o tym wiele. Dlatego "Seasons In The Abyss" jest wyjątkowy.

Okładka: 8/10
Teksty: 9/10
Kompozycje: 10/10

Ocena: 9/10

Zalety:
- bardzo dobre solówki
- w większości piosenek taki mroczny, wciągający nastrój
- zróżnicowane teksty, wcale niegłupie, dobre

Wady:
- niektóre piosenki są strasznie nijakie ("War Ensemble", "Blood Red")


Metallica - ...And Justice For All


Druga płyta to "And Justice For All" Metalliki z 1988 roku. Na płycie zagrał basista Jason Newsted, gdyż Cliff Burton zmarł jakiś czas przedtem. Na okładce widzimy związaną mitologiczną boginię sprawiedliwości Temidę. Na szalach jej wagi widać dolary. To już świadczy o tym o czym w większości są teksty na tej płycie - oszustwa, niesprawiedliwości. Na płycie znajduje się 9 utworów w tym jeden instrumentalny.


1. Blackened
Kawałek rozpoczynany jest przez bardzo ciekawe intro, potęgujące ten podniosły, żałobny nastrój. Szybki utwór na wstęp. Właściwie jeden z szybszych. Początkowo niezbyt go lubiłem, ale przekonał mnie refren, w którym James Hetfield okrzykiem "NEVER!" protestuje przeciwko światu, który bezmyślnie niszczy przyrodę. No, tak - tekst jest niezły. To już nie jest "wojna, śmierć, zniszczenie, aaaaa!" Wadą utworu może być natomiast długość. Tak szybki utwór powinien być nieco krótszy. Zdarzały się momenty, gdy się nudziłem, jednakże - jest w porządku.

Ocena: 8,5/10

2. And Justice For All
Utwór tytułowy. Bardzo długi, trwa około 10 minut. Wokal dochodzi dopiero w okolicach 2 minuty. Piosenka rozkręca się wolno. Jest jedną z lepszych na tej płycie. Ilość solówek i innych dodatków po prostu niszczy! Niby to prawie 10 minut, a nie nudzę się ani chwili. Dobrze zaśpiewane zostały zwrotki, refren. Metallica idealnie zgrała ze sobą tekst i dźwięk. Tekst jest bardzo dobry. Jeden z lepszych na płycie. Opowiada o "sprawiedliwości" w USA. James twierdzi, że biedni ludzie nie mają szans w sprawie przeciwko bogatym - wygra ten który więcej zapłaci prawnikom. Mówi o bezsilności, bezradności tych ludzi.

Ocena: 9,75/10 

3. Eye Of The Beholder
Utwór ma podobną tematykę co poprzedni. Traktuje o ludziach, którym przeszkadza nasz sposób myślenia i próbują ingerować w nasze życie oraz hipokrytach. Nastrój w piosence budują zestawienia oksymoronów (wyrazów przeciwstawnych sobie) w refrenie: "Independence limited / freedom of... choice... / is made for you my friend / freedom of... speech / is words that they will bend / freedom with their exception". Riff również jest świetny. Piosenka jest jedną z najlepszych na tej płycie. Solówka też zapada w pamięć.

Ocena: 9/10

4. One
Utwór "One" jest balladą - jak to zwykle numery 4 na płytach Metalliki. Tekst opowiada o człowieku, który na wojnie wszedł na minę i stracił wzrok, słuch, mowę, kończyny i może jedynie trwać. W sumie niemożliwa jest taka sytuacja, ale widzimy, że Metallica patrzy tutaj z takiej perspektywy "co by było gdyby?". Dźwiękowo piosenka przypomina "Welcome Home (Sanitarium)" z albumu "Master Of Puppets". Kawał dobrej roboty.

Ocena: 10/10 

5. The Shortest Straw
Następny w kolejności jest "The Shortest Straw", jeden z szybszych utworów na płycie, thrashowy. Tematyka standardowo obraca się wokół hipokryzji, niesprawiedliwości i kłamstw jak większość na tej płycie. Wokal jest taki ognisty, agresywny. Jakby ta piosenka, a właściwie cała płyta została trochę lepiej nagrana (tzn. z basem) to piosenka by była jeszcze lepsza. Gdzieś na YouTube znalazłem zresztą czyjeś eksperymenty - ktoś dodał bas do piosenek z tego albumu i je wrzucił na YouTube.

Ocena: 9/10 

6. Harvester Of Sorrow
Utwór mówi o człowieku, który oszalał przez monotonne życie i to samo na co dzień i co dzień i zaczął zabijać wszystkich wokół wliczając swoją rodzinę... Tekst może wydawać się trochę dziwny. Akurat jest jednym ze słabszych na tej płycie. Ale dźwiękowo piosenka wypada bardzo dobrze. Przypomina w paru miejscach "Battery" z albumu "Master Of Puppets" (tyle że o wiele wolniejsze).

Ocena: 8,5/10 

7. The Frayed Ends Of Sanity
Bardzo dobrze zrobiony riff, od pierwszego przesłuchania zapadł mi w pamięć i chciałem tego słuchać więcej i więcej razy. Tekst opowiada o kimś chorym psychicznie, kto nie wie co jest prawdą a co przywidzeniem, halucynacją. Refren średni, ale zwrotki bardzo dobre. Szybkie, energiczne  oraz świetny wokal Jamesa Hetfielda.

Ocena: 10/10 

8. To Live Is To Die
Utwór instrumentalny. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda - nic więcej nie da się powiedzieć. Zdecydowanie nie jest to tak dobre jak "Orion" albo "The Call Of Ktulu". Trochę się zawiodłem. Jest dedykowany zmarłemu Cliffowi Burtonowi. Podczas utworu słyszymy słowa wzięte z filmu "Excalibur" z roku 1981, wyszedł z tego taki jakby wiersz. Dalszą część tego dopisał sam zmarły basista. Niby zaletą będzie pomysłowość, ale instrumentalnie jest to nudnawe.

Ocena: 6/10 

9. Dyers Eve
Numer ostatni to "Dyers Eve". Najszybszy utwór na płycie. Tekst jest zbudowany w formie listu, listu samobójczego adresowanego do rodziców przez dziecko. Podmiot liryczny żali się, że rodzice nie pozwolili mu dorosnąć, usamodzielnić się. Gdy stał się "dorosły" to nie dawał sobie rady w życiu. W piosence na pierwszym planie jest wokal i perkusja, te najbardziej słychać. Gitara raczej została zepchnięta na drugi plan... no, pomijając te momenty kiedy James nie śpiewa.
  
Ocena: 9/10 

Podsumowując płyta "...And Justice For All" jest bardzo dobrą płytą niesprawiedliwie ocenianą przez wielu fanów Metalliki. Jest to ostatni album grupy który naprawdę ma coś w sobie: muzyka jest skomplikowana, jednocześnie da się ją zrozumieć. Słyszymy świetne riffy, dobre zgranie, i po raz ostatni czysty, dobry krzyk James'a bez żadnych kombinacji słyszanych w późniejszych albumach. W porównaniu do "Ride The Lightning" czy chociażby "Kill'em All" nie ma tu przebojowości, ale o to tu chodzi - na całym albumie czuć mroczną atmosferę, spowodowaną śmiercią starego basisty. Wcześniej tego nie wspominałem, jednak czuć coś takiego jakby kogoś tam brakowało. "...And Justice For All" jest albumem, który właśnie dzięki swojej atmosferze byłby w stanie dorównać "Master Of Puppets".

Okładka: 10/10
Teksty: 10/10
Kompozycje: 9,5/10

Ocena: 10/10

Zalety:
- zdecydowanie lepsze teksty niż na "Seasons In The Abyss"
- dobre riffy
- okładka bardziej pasuje do tematyki tekstów niż na "Seasons In The Abyss"
- na tej płycie są piosenki różnego rodzaju, od ballady ("One") po bardzo szybkie numery ("Dyers Eve"), bogaty wybór
- mroczna, lekko żałobna atmosfera

Wady:
- zbyt niska jakość basu

Oceniam "...And Justice For All" odrobinkę wyżej jednak oba albumy są na podobnym poziomie! Oba bardzo dobre.

Recenzja pisana przez: MrCommando1995.

Obserwuj nas!